Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ravi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ravi. Pokaż wszystkie posty

piątek, 11 marca 2016

"Black hunger" cz.8

Tytuł: Black hunger

Paringi: Nbin (Cha Hakyeon & Lee Hongbin), Levi (Jung Taekwoon & Kim Wonsik)

Opis: Kolejny rozdział, którego pisanie przyniosło mi niesamowitą satysfakcję i przyjemność. Mimo wszystko upominam się o zainteresowanie, z racji tego, iż nie mam zamiaru produkować się na taką skalę dla kilkudziesięciu wejść dziennie i dwóch komentarzy. Mi też się coś należy, nie tylko wam.


Przydługie paznokcie stukały powoli, ale z wyraźną frustracją w poręcz rzeźbionego krzesła. 
Dźwięk sucho roznosił się po długiej sali, spękane ściany przyjmowały na siebie fale, sprawiając wrażenie nieco zmęczonych i cierpkich. Tynk sypał się przy najmniejszym zatrzęsieniu, słabe, białe światło przeciskało się przez skrupulatnie pozatykane ciemnymi płachtami okiennice; tylko kilka pojedynczych strug wpadało migotliwie i zabarwiało w świetliste plamy gładką posadzkę pomieszczenia. Kolumny wspierały rozległy strop, stały potężnie i niezachwianie niczym ciemne, groźne skały, przeryte w najbardziej fantazyjne z możliwych wzory. 
Z sali głównej rozchodziły się dwie boczne nawy, zgodnie z kierunkami geograficznymi, na wschód i zachód. Po stronie wschodniej, w potężnej wnęce znajdowały się przeszklone pojemniki, mogące z łatwością pomieścić kilkoro ludzi. Obecnie tylko w jednym paliło się nikłe światło, a schowana w niem postać kuliła się w cieniu, usilnie starając się zasłonić twarz. Po chwilowej obserwacji, można było wynotować, iż w pomieszczeniu znajdowała się wyłącznie miska z wodą, kilka poszarpanych koców i pół, jak również paskudnie przeżarte rudo-brunatnym odcieniem koryto po przeciwnej stronie. Widok budził swego rodzaju odrazę, jednak nie przykuwał specjalnie spojrzenia, w przeciwieństwie do późniejszych pokoików, we wnętrzu których malowały się znacznie ciekawsze obrazy: jedna z szyb była chaotycznie zamazana rdzawą, czy bordową cieczą, przysychającą już gdzieniegdzie na czarny niemal odcień, w innych można było odnaleźć kałuże o wielu niezachęcających odcieniach i zapewne woniach. Słowem - widok był koszmarny i przyprawiał o zimne poty, jednak Hakyeon czuł się tu nad wyraz komfortowo. 
Nawa zachodnia skrywała w sobie kilkoro drzwi, każde zamknięte na pancerny, pokaźnych rozmiarów zamek. Po pierwszym spojrzeniu na jeden z nich przechodziła jakakolwiek ciekawość czy ochota sforsowania tych potworów. Jedynym co mówiło cokolwiek na temat tajemniczych wrót była strużka prawie czarnej cieczy powoli sącząca się zza jednego z progów. Poza tymi elementami sala była kompletnie pusta. 
Posadzka była stosunkowo zadbana, płytki lśniły jadowicie, układając się w skomplikowane mozaiki, tylko gdzieniegdzie beton pyliście wyzierał przez wybrakowane puzzle. Kurz wychodził na światło dzienne tylko w wąskich wodospadach bielistych promieni rozświetlających pomieszczenie. Mimo generalnego zacienienia, nie było to miejsce szczególnie mroczne. Owszem brakowało mu oświetlenia, jednak dziwnie chłodna, niebieskawa poświata biła z niezidentyfikowanych źródeł, sprawiając, iż wnętrze robiło się całkiem widne. 
Obcas wtórował paznokciom w wybijaniu leniwego, upartego rytmu, który bez skonkretyzowanego algorytmu co jakiś czas zwalniał, przyspieszał, lub załamywał się w pół taktu i przybierał zupełnie odmienną niż do tej pory formę. Ślepia czerwonowłosego błyszczały złowieszczo, pochłaniając każdy obraz malujący się przed nimi. W którymś niejasnym momencie ich właściciel znalazł się przy zamieszkałym pokoju za szybą, na co postać wewnątrz skuliła się chyba jeszcze bardziej, przesuwając pod ścianę do granic możliwości. Hakyeon z dziecięcą fascynacją zastukał krótko w przezroczystą barierę, a szklany dźwięk rozniósł się echem po wyludnionej hali. Przez chwilę obie strony trwały w bezruchu i bezdechu, Cha przyglądał się małej, żywej kropeczce, z nosem przyklejonym do szyby, czekając na jakąkolwiek reakcję. Jedyne co się jednak stało, najwyraźniej nie do końca zadowoliło oprawcę. W którymś momencie przed czarne od brudu stopy stworzonka wypłynęło kilka strug żółtawej, odrobinę przeszłej rudym odcieniem przerzedzonej krwi, cieczy. Hakyeon skrzywił się nieznacznie i powrócił na swoje wcześniejsze miejsce, wzdychając po drodze z wielkim znudzeniem. Zaraz jednak ogromne, półokrągłe drzwi sali rozszczelniły się z jękliwym trzaskiem, wpuszczając do pustego pomieszczenia dwa nowe tętna; jedno wolniejsze od drugiego. Hakyeon przystroił się w szeroki, niczym niezahamowany uśmiech, ukazujący jego błyszczące, długie kły o kremowym odcieniu. 
Nowo przybyli nie wyglądali na specjalnie kooperatywną parę - jeden z nich o dłuższych, falowanych włosach, rosły i wyższy od kompana, prowadził go z nieznacznym trudem. Drugi bowiem usilnie starał się w jakikolwiek sposób wyrwać się z uwięzi i zniknąć z miejsca, w którym przyszło mu egzystować. Pomijając już sam stan prowadzonego, który był w istocie dosyć przerażający; jedna z dwu rąk odstawała w dziwnym, nienaturalnym odchyleniu, każdy krok jaki stawiał, wybrzmiewał w akompaniamencie serii przeszywających chrupnięć, zapuchnięte oczy niemal wcale nie ukazywały gałek. W przeciwieństwie do filmowej delikatności, tym razem ofiara nie odznaczała się drobną strużką krwi sączącą się dwuznacznie z kącika ust w dół podbródka i szyi. Usta w jednym miejscu miały półcentymetrową wyrwę, z której nieustannie wypływały spore pokłady parującej, ciemnej krwi. Włosy częściowo mokre od potu, częściowo od deszczu, dodatkowo zlepione sokami organizmu i splątane jak po kilkuletnim odwyku od wody i mydła. Cała sala w momencie wypełniła się mdlącym, kwaśnym zapachem świeżej krwi. 
Cha rozsiadł się tylko wygodniej, nie racząc przybyłych żadnym uprzejmym gestem, a wyłącznie czekając, aż posłaniec przeciągnie zmasakrowanego pobratymca przez całą długość pokaźnej "sali tronowej". Posadzka odbijała wyraziście stukot podeszwy i posuwiste kroki niższego z dwójki przybyłych.
Neutralny obserwator męki wziął w płuca syczący, głośny wdech i roześmiał się nisko, raczej łagodnie, a jednak z niecodziennie fałszywym wydźwiękiem.

- Hongbin, Hongbin... no i jak Ty wyglądasz, chłopcze, hm? - pokręcił z politowaniem głową, wstał ze swego rzeźbionego tronu i zbliżył się niespiesznie do pobitego, normalnie pewnie nieco trudnego do zidentyfikowania osobnika, dla wampira jednak nie stanowiło to najmniejszego problemu. Silni się czuli.

- Still better than you, fucker... - wysyczał nieco niewyraźnie poszkodowany, w grymasie bólu wykrzywiając usta w jadowity uśmiech i plwając gęstą śliną zabarwioną na jasną czerwień gdzieś w bok.

W tym momencie dało się wyczuć spięcie w postawie trzeciej persony, a w sekundę później znikąd spadł na brzuch pobitego silny, precyzyjny cios. Wampir zgiął się w pół, kaszląc spazmatycznie i wypuszczając z ust lepką strugę ciemnych od krwi płynów. Posadzka przybrała odcień karmazynu.

- Spokojnie, Leo. Nie tak nerwowo. Chciałbym z nim jeszcze troszkę porozmawiać, mój mały synek marnotrawny wrócił i muszę dla niego ubić jagnię. - czerwonowłosy wyglądał na wyjątkowo ukontentowanego całą sytuacją i tak jak poprzednio w niewyłapywalnie krótkim momencie znalazł się przy przeszklonym pudełeczku. Jego zawartość zaskomlała niemo, rzucając się w nienaturalnych konwulsjach po brudnej, najwyraźniej śliskiej podłodze. 

Akcja parła do przodu w zastraszająco szybkim tempie. Szklane drzwi rozszczelniły się zrywnie, Hakyeon wparował do środka bez chwili namysłu, złapał płaszczącą się karykaturę człowieka i przydusił do ściany, po chwili z donośnym zgrzytem przekręcając jego głowę daleko za granice możliwości.
Zeskoczył z podwyższonej na pół metra platformy, na której osadzone były klatki. Ścierwo włóczył za sobą zupełnie jak nic nie znaczący worek na śmieci, zostawiał za sobą cuchnącą woń zakrzepniętej i świeżej krwi, fekaliów i długo nie mytej skóry. Rzucił truchło przed nogi Lee, który mimo beznadziejnego stanu w jakim się znajdował, nie czekając na pozwolenie rzucił się na kolana, zatapiając kły w ramieniu ciała. Po chwili spędzonej w tej pozycji agresywnie wyszarpał zużyty fragment mięsa, w następnej kolejności wpijając się w okolice łopatek. Kilka razy zmieniał lokację, aż z ciała został niepełny korpus z poszatkowanymi fragmentami, topiący się we własnej posoce. Okolice żeber i ramion bieliły się odsłoniętymi kośćmi, mięśnie bezwładnie zwisały oderwane od swych pierwotnych lokalizacji, całe ciało, mimo pokrywającego je brudu i krwi, wyraźnie zbielało, nabierając nienaturalnie szybko odcienia wpadającego w fiolet. 

- Najedzone dziecko? No, to teraz doprowadź się do porządku. - Hakyeon machnął trywialnie dłonią, zawracając powoli niczym papież w kierunku swojego ukochanego miejsca spoczęcia. - A Ty Kruk możesz wyjść. Ravi jest Twój, nagroda za Lee Ci się należy. 

Bez cienia emocji na doskonałym obliczu, Leo oddalił się w kierunku jednego z zaryglowanych pokojów w nawie zachodniej, pozostawiając w sali tylko zakrwawionego trupa, Hongbina i ojca. Lee zajęło kilka dłużących się w nieskończoność chwil powrócenie do stanu używalności, ale wraz z odżywieniem organizmu, opuchlizna jęła stosunkowo szybko tracić objętość, złamaną rękę z głuchym mlaśnięciem nastawił, tylko odrobinę marszcząc czoło. Wziął bardzo głęboki oddech, wypychając zapadnięte żebra i nadając im pierwotny kształt, czemu ponownie zawtórowała seria kilku cichych chrupnięć. Siniaki i otarcia na oczach wchłonęły się w zdrową tkankę i już po kilku minutach przed Hakyeonem stanął Lee Hongbin w całej swej okazałości, prężąc się i szczerząc niczym seryjny morderca. Przechodząc w stronę tronu kopnął leżące na swej drodze zwłoki, z odrazą odsuwając je w mniej wadzące miejsce. 

- Tatusiu.. nawet nie wiesz jak za Tobą tęskniłem.. - przymilił się Bin, przyklękając przed Hakyeonem, który mierząc syna z góry uśmiechnął się jadowicie, sycząc zajadle i kręcąc z cynicznym niedowierzaniem głową. 

- Oj, Lee.. nagrabisz sobie kiedyś, nie żartuję. - warknął Cha, po czym pochylając się do przodu złapał Hongbina za kołnierz i przyciągnął do siebie, stymulując w taki sposób, by siadł okrakiem na jego kolanach. - Co to za pouchwalanie się z Parkiem, hm? Nie masz lepszych kolegów? Co, myślałeś, że nie wiem ile dla niego kradniesz? A to nasze zbiory, Binnie.. 

- Wiem, oczywiście. Chciałbym jednak zaznaczyć, że sam przyczyniam się do ich obecności w naszych magazynach. - szepnął odrobinę niepewnie rozmówca czerwonowłosego i wyprężył się przymilnie, podkulając ramiona i subtelnie wijąc miednicą. 

- I z tego co wiem dostajesz swój regularny przydział, prawda króliczku? - Cha przekrzywił zabawnie głowę, wbijając paznokcie w biodra towarzysza. - No chyba, że oddajesz ze swego, ale w to wątpię, mała żmijo. 

Zapadła dzwoniąca, chłodna cisza, odbijająca się od ścian rozszczepionym na kilkanaście dróg wstydem i niepokojem. Lee jak gdyby badał niepewny grunt, wyczekiwał, sprawdzał, czy ma liczyć ze strony potencjalnego przeciwnika na jakikolwiek kolejny ruch. Nie był uprzywilejowany na tyle, żeby pozwolić sobie w tym momencie albo na arogancję posuniętą na tyle daleko by potwierdzić przypuszczenia ojca, a kłamstwo byłoby zwykłą głupotą, kiedy ma się do czynienia z dwutorowymi rozmowami - tą, która wykorzystuje mowę, oraz przebiegającą bezpośrednio pomiędzy wampirzymi umysłami.

- Więc mam rację, kradniesz i to jeszcze nie ze swojego. Eh, Lee. Brzydko. Bardzo brzydko. - czerwonowłosy zacmokał z niezadowoleniem, po czym westchnął zrezygnowany. - I co ja mam teraz z Tobą zrobić, hm? Przecież dalej będziesz mu pomagał, zawsze miałeś obsesję na punkcie tego małego pokurwia.. 

- Jak my wszyscy, gwoli ścisłości. Tatuś wypruwa sobie flaki, żeby tylko dostać go w swoje.. łapki. - wymruczał z teatralną niewinnością w głosie, po czym pieszczotliwie przesunął wierzchem palców po ramionach rąk zaciskających się na jego biodrach. - Z resztą nie tylko sobie, wnętrzności innych równie dobrze się wypruwa..

- Masz asa w rękawie, kochany, też jestem tego świadom. Wiem, że możesz mi teraz wyjawić gdzie udał się Jimin, wiem też, że jesteś świadom braku poważnego zagrożenia związanego z milczeniem. Dlatego jeszcze nie wpierdoliłem Cię w brudne dyby, albo nie podwiesiłem w jednej z klatek. Ale uwierz mi na słowo, Binnie.. - tu zbliżył się do ucha swego rozmówcy i owionął je chłodnym jak północny wiatr oddechem - Nic nie dorówna temu jak zostaniesz wynagrodzony, jeśli zdecydujesz się go dla mnie zdradzić. 

Ostatnie słowa wybrzmiały godnie, podtrzymywane syczącym przez komnatę echem i przebiły się przez ciszę kilkoma nieregularnymi powtórzeniami. Zdradzić, zdradzić, zdradzić, adzić, dzić, ić..

- Dobrze, wiem, że to nie jest decyzja na już. Musisz nad tym trochę pomyśleć, przekalkulować, jasne.. - Cha wyraźnie miał coś jeszcze na myśli, jednak w słowo wkroczył mu jego milczący towarzysz.

- Nie trzeba. Wiem doskonale co zrobię. 

Powieki Hakyeona rozchyliły się nieco szerzej, a przy tym wpłynął na jego usta wyraźnie zaintrygowany uśmiech.

- Doprawdy? W takim razie..

- Nic a nic Ci nie powiem, spierdolino. Takie życie, nie? Powód banalnie prosty, kocham go najbardziej na świecie i jedyny cel mojego istnienia, to dbanie, żeby Park Jimin był cały, zdrowy i bezpieczny. A Ty sprawiasz zagrożenie. Nie dostaniesz go i już, słyszysz? Zawsze Ci ucieknie, zawsze będzie dalej i szybciej, bo Ty nieubłaganie słabniesz, a on rośnie w siłę. - Hongbin dumnie zakończył swoją wypowiedź, w ostatecznej konkluzji nie żałując ani jednego wypowiedzianego słowa. 

Cisza rozlała się jak ciepła posoka pomiędzy dwoma Silnymi. Lee jak umiał najlepiej odgradzał się od bombardujących go myśli Hakyeona, który starał się włamać do jego umysłu i wydobyć informacje siłą, po Cha nie było widać ani krzty wysiłku, czy emocjonalnej reakcji na wypowiedziane przez Bina słowa.

Po kilku, może kilkunastu minutach na twarzy Hakyeona pojawił się jeden, jedyny przebłysk jakiegokolwiek konkretnego wyrazu - czerwonowłosy skrzywił się lekko, z większą odrazą niż złością. Hongbin zaśmiał się w duchu z siebie samego i losu jaki go czeka.

Uderzył boleśnie w ścianę, momentalnie upadając na kolana i sapiąc głośno. Klatka była dość intensywnie naświetlona, wystarczyła chwila, aby zbielały mu źrenice, a skóra nabrała różowawego, alergicznego odcienia. Czuł się fatalnie, a już kilkanaście sekund później zaczął się intensywny, duszący kaszel. Powietrze się przerzedziło, krew zwolniła obieg. 

- Jesteś głupi, Lee. Ale mam wrażenie, że już to od kogoś usłyszałeś. Nie dostajesz drugiej szansy, żebyśmy się dobrze zrozumieli. Wyjdziesz, kiedy przyjdzie mi na to ochota, nie masz szansy na wykupienie, choćbyś w największym głodzie tępił sobie kły na ścianie i jęczał jak mała dziwka gdzie jest teraz Park. Po prostu przegrałeś, Bin. A teraz musisz zasmakować swojej porażki. - dodał na koniec, po czym zamknął przezroczyste drzwi, odchodząc bez pardonu i nie obracając się do ofiary ani na moment. 

Hongbin spróbował rozszarpać więzy założone na swoich nadgarstkach i kostkach, jednak sznury, jakich używali w pałacu nie były do zniszczenia nawet dla Silnego. Był w dupie. Całkowicie i doszczętnie. A podłoga lśniła od przyschniętej, brunatnej krwi. 


Czerń i rdza bez chwili na oddech brnęli przez niesprzyjające warunki pogodowe przez kolejne polany, zatrzymywali się w kolejnych lasach, szukali kolejnych schronów. 
Podążał ciągle niecałe dziesięć kroków za nimi. Niewidzialny i niesłyszalny. A może tylko ślepy i głuchy..


Do przeczytania! - Gabriel



piątek, 4 marca 2016

"Black hunger" cz.7

Tytuł: Black hunger

Paringi: SugaMon (Min Yoongi & Kim Namjoon), Jikook (Park Jimin & Jeon Jeongguk), Navi (Cha Hakyeon & Kim Wonsik)

Opis: Pisałem ten rozdział jak zaczarowany, dopiero po skończeniu spojrzałem na zegar i była 2:14. Regret nothing, wreszcie wróciła wena, mam dużo pomysłów i coś czuję, że pociągnę jeszcze trochę ten ficzek, mimo, iż miałem skończyć maksymalnie na 10 rozdziałach. Spodziewajcie się niespodziewanego, albo i nie. Zobaczymy jak wyjdzie, a na tą chwilę zapraszam serdecznie do konsumpcji rozdziału numer siedem. Enjoy ~



- Nie chciał? Ojejku.. - westchnął teatralnie mężczyzna, zasiadając na wysokim, rzeźbionym krześle z ciemnego, sosnowego drwa, lustrując z góry swego pokornie skłonionego rozmówcę. 

- Znaczy to nie tak, starałem się, gadałem z nim, ale on się uparł i.. - nie zdążył skończyć zdania, kiedy postać, z którą przed momentem wymieniał zdania, wyparowała jakby, pozostawiając po sobie wyłącznie kruczoczarną wiązkę rozgałęzionego w mnogości kierunków dymu. 

Dało się słyszeć głośno przełkniętą ślinę. 

Tuż po tym, niczym obuch, spadł na kark podwładnego ciężki, powalający na ziemię cios, który sprawił, że poszkodowany wylądował na kolanach, kuląc się, prawdopodobnie ze strachu jeszcze bardziej niż z fizycznego bólu.

- Nie chciałem tego robić, kochany. Ale tak się uparłeś.. - jęknął Hakyeon, stając jak kat nad płaszczącym się, czarnowłosym gońcem, który skomlał właśnie żałośnie o odrobinę litości. 

Ojciec podniósł nogę, osadzając ją na barku drugiego wampira i popychając go w taki sposób, by uderzył twarzą o zimną posadzkę. Docisnął ciężki but do karku czarnowłosego, tym samym sprawiając, iż ten zaniósł się zduszonym, spazmatycznym kaszlem i wyraźnie posiniał na twarzy.

- Chcę go, rozumiesz pokrako? Ma tu wrócić, ściągniecie go, choćby oznaczało to przeszukiwanie wszystkich zakamarków tego i każdego innego świata. Nie chcę żadnego z was tak mocno, jak tego małego skurwiela.. Przyprowadź go. Bez Parka nie masz po co się tu pokazywać. - dodał na sam koniec i splunął grubiańsko we włosy przygwożdżonego do ziemi mężczyzny. Ten poruszył się nieznacznie, najpewniej na znak, iż przyjął informacje i polecenia do wiadomości.

Cha niechętnie odpuścił, zostawiając w spokoju podduszonego chłopaka, który zaraz przeczołgał się w bezpieczniejszą, bardziej odległą część pomieszczenia, chaotycznie łapiąc naruszone gardło. Wzrokiem przypominającym skrzywdzone, małe zwierzątko, obserwował przemieszczającego się bez celu ojca. Najwyraźniej intensywnie nad czymś rozmyślał, mimowolnie skubiąc dolną wargę do krwi.

- A Hongbin? Ten szmaciarz też powinien poczuć, że jego łańcuch ma ograniczenie. - warknął w końcu, zarzucając krwisto-czerwoną grzywką, przy okazji odsłaniając lśniącą bielą bliznę pod lewym okiem. 

- Lee nie będzie problemem.. przyprowadzić go? - wychrypiał pokornie skulony w ciemności czarnowłosy, masując obolałą szyję.

- Nie będzie takiej potrzeby. Leo już z nim porozmawiał. - Hakyeon uniósł delikatnie prawy kącik ust, lustrując pobieżnie drobną, skrzywdzoną postać synka.

- A-ale.. 

Na to karmazynowo-włosy roześmiał się histerycznie, po czym z politowaniem pokręcił głową. Zbliżył się w kilku krokach do rozmówcy, kucnął tuż przed jego na pozór niewzruszonym obliczem, po czym przeczesał czule czarne kosmyki jego krótkich włosów. Osadziwszy dłoń na policzku chłopca, pochylił się ku niemu nieznacznie i zimnymi wargami musnął skórę jego czoła. W odpowiedzi wampir westchnął z przerażenia, zaciskając powieki i starając się opanować nieznaczne drżenie ciała.

- Mój mały, słodki Raviś da radę przyprowadzić dla mnie niegrzecznego Jimina, prawda? Nie zawiedziesz tatusia?

- N-n.. nie. Nie zawiodę.. tato. - odparł młodszy i wyraźnie spiął wszystkie mięśnie, walecznie spoglądając przed siebie.

- Grzeczny chłopiec. - czerwonowłosy uśmiechnął się jadowicie i mrużąc powieki przytulił policzek do skroni młodszego, przy okazji wpatrując się w nicość i snując zwycięskie wizje upragnionego złapania tej małej, rudej...


Jimin zerwał się do siadu, niedelikatnie potrząsając zaspanym Kookiem.

- Hej, Jeon, rusz się. Wstawaj, nie mamy czasu. Trzeba się zbierać. - miauczał nad chłopcem, który po prawdzie ledwo rozróżniał wypowiadane przez rozmówcę słowa. 

Czarnowłosy przetarł zlepione powieki, powoli zaczynając kontaktować z otaczającym go światem.

- J-jimin..? Czy my wczoraj naprawdę..

- Kook, zamknij się, musimy działać. - warknął stanowczo rudowłosy, przeczesując w pośpiechu grzywkę i dopinając zamek spodni na swoich biodrach. - Nie ma czasu, już i tak zbyt długo tu jesteśmy.

- Ale jak to.. to nie mieliśmy tutaj zostać? Nie taki był plan? Przeczekać tu najgorsze i wyjść, kiedy  będzie po wszystkim..? - Jeongguk dopiero w tym momencie zaczął uświadamiać sobie co oznaczają słowa i gesty Parka. Spojrzał zdezorientowany i z pełnym rozczarowaniem wypisanym na twarzy, w kierunku składającego ich prowizoryczną pościel Rudego. Wydawało się jednak, że ten skrzętnie chce uniknąć jakiegokolwiek kontaktu wzrokowego.

- Nie. Nie wiedziałeś jaki jest plan, tylko wydawało Ci się, że wszystko pójdzie tak, jak sobie zamarzysz. Ale nie żyjemy w grze, Jeongguk, moja rodzina nie jest ani normalna, ani zdrowa. Hakyeon będzie starał się mnie dorwać gdziekolwiek się nie ukryję, więc muszę włożyć w to trochę pracy, zanim znajdę miejsce, gdzie mogę zostać na dłużej. A właśnie ktoś mnie tego miejsca pozbył. - czarnowłosy już dawno nie wysłuchał tak rozległej i sycącej wypowiedzi ze strony Silnego, więc zamilkł w konsternacji, oczekując cicho na dalszy rozwój wydarzeń. Na całe szczęście do pokoju po kilkunastu sekundach wkroczył Błękitny.

- Przygotowuję śniadanie dla siebie, chciałbyś coś zjeść? - spytał dość grzecznym tonem, mimo wszystko jednak, dokładnie tak jak dzień wcześniej, wyzbytym zbędnych uprzejmości i raczej oschłym.

- Chyba nie, nie mam apetytu.. - westchnął Czarny i już miał zabrać się za pomoc Jiminowi w porządkowaniu miejsca snu, gdy ten stanowczo złapał jego nadgarstek, wpatrując się intensywnie w oczy wyższego.

- Zjedz coś. - mruknął raczej w formie rozkazu, a nie sugestii. - Musisz odbudować siły. Inaczej będzie im prościej nas złapać. 

Kook bez słowa postarał się uwolnić rękę z uścisku Rudego, po czym opuścił pokój w towarzystwie Yoongiego, zmierzając w kierunku kuchni. Nie była ona pokaźnych rozmiarów, raczej skromna, jednak niebanalnie zaopatrzona. Choć mimo świadomości z kim dzieli dom Błękitny, Kookie poczuł się nieco niezręcznie, gdy po otworzeniu lodówki zobaczył jedną z półek pełną plastikowych torebek wielkości dwu dłoni, wypełnionych ciemną, prawie fioletową od zimnych świateł, cieczą. Poczuł bardzo nieprzyjemny dreszcz w okolicy karku, zamknął bez namysłu lodówkę i usiadł przy solidnym stole na środku pokoju, starając się uspokoić myśli. Zaraz też, przed jego opartymi o blat ramionami, wylądował kubek wypełniony parującą, rdzawą cieczą. Zapach egzotycznej herbaty rozniósł się po całym pomieszczeniu szybciej niż by się mogło zdawać. Yoongi obserwował Jeona z pewnej odległości, zajadając się czymś, co wyglądało bardziej zdrowo niż smacznie.

- Nic nie zjesz? - zagaił w końcu, przeżuwając intensywnie twardy fragment posiłku.

- Mówiłem, nie mam ochoty.. - westchnął chłopak, chwytając naczynie z parującą herbatą w obie dłonie i nieco ogrzewając się, pomimo tego, że w domu wcale nie było zimno. 

- To normalne, że nie chcesz jeść, kiedy się denerwujesz. Żołądek się kurczy i człowiek nie może nic w siebie wmusić. Tak się często zdarza. - Yoongi pokiwał ze zrozumieniem głową, jednakowo wydając się jakby nieobecnym w tej rozmowie. Zupełnie jakby tylko obserwował ją z innego punktu widzenia, a głos podkładał mu ktoś inny. Kookie westchnął ciężej niż do tej pory. 

- Nie mam pojęcia co się dzieje. Myślałem, że już mi wszystko wyjaśnił, że teraz nie mamy tajemnic i wiem, co planuje w danym momencie. Ale okazuje się, że to wszystko gówno prawda. - warknął młodszy, biorąc łyka gorącego wywaru. W przypływie frustracji nawet nie zwrócił szczególnej uwagi na to, że poparzył usta.

- Uh.. z nimi tak jest. Wierz mi, nie będzie inaczej. Do dziś często nie mam pojęcia co Namjoon robi, co ustala, jak żyje.. - błękitnowłosy wzruszył trywializująco ramionami, po czym wziął kolejnego gryza podejrzanego śniadania. - Wszystko zależy od podejścia. Ja swoje zmieniłem już bardzo dawno temu.

- I wytrzymujesz tak?

- Mhm. Wcale mi to już nie przeszkadza, nauczyłem się żyć w ciągłej niewiedzy. Po prostu jestem w stanie powiedzieć sobie, że nie potrzebuję wiedzieć tego, czy tamtego, jeśli Nam nie uzna za słuszne podzielenie się tym ze mną. Nic prostszego. Zaufanie. - rzucił jeszcze z lekkim uśmiechem, nie zaprzestając konsumpcji.

- Ale jak dajesz radę ufać..

- Wampirowi? Huh.. czasem wydaje mi się, że są tego warci bardziej, niż ludzie. 

Na krótką chwilę zapadła wypełniająca dystans między dwójką cisza. Kookie w milczeniu popijał ciepłą herbatę, rozmyślając o czymś intensywnie, a Yoongi zaniechał obserwowania chłopca, zbliżył się do średnich wymiarów okna i ją przyglądać się rozległemu, górskiemu krajobrazowi, jaki rozciągał się od jednego boku ramy, do drugiego. Co kilka chwil przez gęste chmury przebijały się ciepłe promienie słońca, zapalając szczyty i tworząc figlarne refleksy na poszarpanych skałach stromych osuwisk. Jeongguk nie wynotował, kiedy do pomieszczenia wszedł Biały.
Dopiero dźwięk rozszczelnionej lodówki sprawił, że omal nie podskoczył na krześle. Namjoon najwyraźniej nie bardzo tym zaskoczeniem wzruszony, bez skrępowania wyjął dwie szkarłatne torebki, w permanentnym milczeniu opuszczając kuchnię i wracając do pokoju, w którym czarnowłosy pozostawił Jimina. 

- Nie jedzą absolutnie nic innego? - szepnął Kook ciekawsko, odszukując spojrzeniem chudą sylwetkę Yoongiego.

- Nam czasem pije kawę. Ale powtarza, że to tylko z grzeczności, bo chce towarzyszyć mi. Poza tym wiem, że woda im nie przeszkadza. Ale jeśli chodzi o pożywienie, to w grę wchodzi tylko sanguis. - Min ponownie wzruszył ramionami, upijając łyk własnej herbaty.

- Trochę to musi być nudne, nie sądzisz? - Jeon zmarszczył brwi.

- A niech sobie jest, mi tam ich nie szkoda. - Błękitny roześmiał się szczerze, na co na usta Kookiego wpłynął delikatny uśmiech.

Uświadomił sobie, że dawno nie słyszał szczerego śmiechu.

Zaraz do kuchni wparował w widocznym pośpiechu rudowłosy chłopak. Otarł przedramieniem zabarwione czerwienią usta, po czym skinął stanowczo na Jeongguka.

- Musimy iść. Zbieraj się.

- Do widzenia, Yoongi. 

- Trzymajcie się obaj. Do zobaczenia kiedyś. 

Po drodze przez skąpany w półmroku korytarz natknęli się jeszcze na białowłosego.

- Nie idźcie na południe. Poza tym standardowo, może uda wam się gdzieś zagrzać przed zmierzchem, przy odrobinie szczęścia powinniście nawet trafić do mojego dobrego znajomego. - mruknął cicho, po czym złapał kark Jimina, przyciągając go ku sobie i z zaciśniętymi powiekami przyciskając własne do jego czoła. - Kocham Cię, bracie, pamiętaj. Dbaj o Jeongguka, nie spuszczaj go z oczu.

- Nie będę. Też Cię kocham. Dziękuję za wszystko, do zobaczenia Nam.

- Do widzenia. Nie martw się Jeonggukie! - wykrzyknął za nimi, kiedy już przeszli próg i oddalili się kilka kroków od domku. - Wszystko jakoś się ułoży!


Do przeczytania! - Gabs



niedziela, 31 stycznia 2016

"Black hunger" cz.2

Tytuł: Black hunger

Paringi: Jikook (Park Jimin & Jeon Jungkook), Vmin (Kim Taehyung & Park Jimin), Hongmin (Lee Hongbin & Park Jimin), w domyśle Vhope (Kim Taehyung & Jung Hoseok)

Opis: Oki, pocisnę to szybko, bo mam tyle pomysłów na fabułę, że jeśli ich nie spiszę, to się ze mnie wyleją, a wolałbym tego uniknąć na lekcji matematyki czy historii XD łapcie kolejny rozdział, jest tak długi, że odpadam, ja nigdy nie piszę tak rozległych chapterów, ale najwyraźniej coś dzisiaj miało się zmienić. Więc nie przedłużając, proszę bardzo. [*]


- Tatuś chciałby Cię wreszcie zobaczyć, Jiminnie.

- Powiedz tatusiowi, że może się...

- Ugryź się w język, Jim. Albo ja to zrobię. Pamiętaj o kim mówisz.

- Mam go gdzieś, już i tak nic mi nie zrobi.

- Pewny jesteś? 

-...

- Radzę tylko z miłości do Ciebie, mały, lepiej rób co on każe. Inaczej może się to kiepsko skończyć.

- Nie odetnie mi dostaw, poza tym Hongbin i tak dałby radę przemycać. Co gorszego mogłoby mnie spotkać?

- Wolisz sobie nie wyobrażać, mały.

- Pierdolisz, Sanhyuk, tyle Ci powiem. Namieszali Ci w głowie tak samo jak reszcie.

- Jakoś ciągle stoję po Twojej stronie.

- I dobrze, jedyny mądry wybór.

- ... Idź do niego. 

- Nie ma opcji. Powiedz, że mam naukę, nowa szkoła czy inny shit. Nawciskaj mu cokolwiek.

- Jeśli zawiodę, naśle Raviego. Nie będzie tak miło.

- Pozdrów tego starego pierdziela, Hyukkie. Spadam. A, zapomniałbym. Towar?

- Jest, ale mniej niż zwykle.. On się naprawdę zaczyna wkurzać, Jim.

- I dobrze. 

- Nie dla Ciebie, szkrabie.

- Nie przesadzaj, dobra? Nie może mnie tknąć, póki jestem mu potrzebny. 

- A jesteś..?

-... Do widzenia, Sanhyuk. Dzięki za kolację.

- Ostrzegałem. Spodziewaj się Dzikiego.

- Dam radę. Trzymaj się.


Od kiedy Jimin chodził do ich szkoły, wszystko wydawało się jeszcze dziwniejsze niż było. Mgła zalegała na dłużej, wszędzie było zimno, mimo rozpaczliwych prób ogrzewania budynku dodatkowymi kaloryferami. Ale nikt nie łączył faktów.
No. Nikt poza Kookiem.
Był najbliżej Rudego, tylko z nim nowy chłopak rozmawiał, więc stał na uprzywilejowanej pozycji. Mimo to wiedział o nim niewiele, tylko tyle, na ile blady dał mu się poznać. Poza podstawowymi informacjami nic szczególnego; mieszkał wcześniej na południu kraju, przeniósł się przez problemy rodziców z rozwodem, mieszka u matki. Nie miał pojęcia co lubi, czym się interesuje.. kiedy tylko zaczynali tematy osobiste, Jimin momentalnie zmieniał wątek, lub po prostu urywał rozmowę i zamykał się w sobie. Był dziwny. Nawet bardzo. Zachowywał się jakby bardzo długo żył bez ludzi i teraz nie do końca wiedział jak się przy nich zachowywać. Nie był jednak gorszy - dokładnie odwrotnie. Miało się wrażenie, że Park przewyższał praktycznie każdego na każdym polu, włącznie z Jeonggukiem. Był bystry, żeby nie powiedzieć diabelnie bystry, wchłaniał wiedzę jak gąbka, bez względu na przedmiot, był dobry we wszystkich sportach. Jeon czasem poważnie zastanawiał się, czy Rudy nie jest jakimś agentem służb specjalnych i nie sprawdza, czy w ich szkole gromadzą się młodociani terroryści. Tym bardziej, że nawet podczas lekcji wychodził czasem tłumacząc się, że musi odebrać od kogoś "książki", czy "zeszyty". Tak naprawdę pewnie wymieniał informacje rządowe, Jeongguk był tego niemalże pewien.
Jimin kilka razy był w domu Kookiego. Razem odrabiali zadania, lub przygotowywali się do testów. Jednak mimo roztaczanej wokół aury uprzejmości i dobrego wychowania, Kooki zauważył kilka nurtujących go spraw; Jimin nigdy nie był głodny, odmawiał poczęstunków i herbaty czy kawy. Niby tłumaczył to specjalną dietą, ale nawet kiedy Jeon oferował mu produkty kupione w sklepie ze zdrową żywnością, Jimin akurat nie był głodny, lub był dopiero co po obiedzie. Na długich przerwach Park znikał ze szkoły, nikt nie wiedział gdzie wychodził, ale nigdy nie korzystał ze stołówki ani sklepiku. Tae podejrzewał, że przynosi własne jedzenie, ale wstydzi się je wyciągać przy wszystkich, więc je w samotności. Nayeon oczywiście przyjmowała najczarniejsze scenariusze, wmawiając wszystkim, że na pewno jest narkomanem - albo i nawet dilerem - i na długich bierze w żyłę, albo handluje z młodziakami. Reszta nie miała zdania, ale Kookie żadnej z sugerowanych opcji nie był w stanie do końca uwierzyć. Jim nie mógł być dilerem, to w ogóle wypadało z możliwości. Sam też nie brał - byłby zdecydowanie bardziej nerwowy i wyniszczony, poza tym głód narkotykowy da się wyczuć na kilometry, a w ich szkole ćpunów nie brak. Park nie wyglądał jak jeden z nich, to na pewno. Czy naprawdę był na jakiejś specjalnej diecie? Być może.. póki nie dostanie informacji z pierwszej ręki, może tylko gdybać.
Pewnie nieco dziwną obserwacją, ale bezpośrednio łączącą się z tą numer jeden, był fakt, że Jimin ani razu nie wyszedł jeszcze do łazienki. On tam po prostu nie chodził, ani u Kookiego w domu, ani w szkole. O to Jeon nie pytał, ale nurtowało go to niemal równie mocno co tajemnica odżywiania Rudego.
Pewnego jednak dnia sekrety zostały naruszone przez nikogo innego, a bardzo wścibskiego zazdrośnika w blond czuprynie.
Co prawda nie wszystko było winą Tae; Jimin zachowywał się tego dnia bardzo dziwnie. Sam to sprowokował. Od rana nie odzywał się słowem do nikogo, siedząc na uboczu, jak wyrzutek. Kiedy Jeongguk podchodził do niego, siadał obok i próbował zagadać, Jim zbywał go półsłówkami, unikał kontaktu wzrokowego, na lekcjach odznaczał się wyjątkowo zaniżoną jak na siebie aktywnością, przerwy spędzał sam. Aż nastąpił moment, w którym dzwonek wykrzyczał czas na długą przerwę. Wszyscy wybiegli z sal, starając się zająć najlepsze miejsca na stołówce, natomiast Jimin wykonał tylko jeden, wydający się być dość nieprzyjemnym, telefon, po czym wyszedł szybko ze szkoły, wymijając kotłujące się młodsze klasy niczym cień. Na nieszczęście jedynym, który zauważył uciekającego Rudego, był nie kto inny a najbardziej ciekawska persona tej szkoły, Kim Taehyung. 
Tego dnia blondyn zjadł sałatkę pierwszy, po czym stwierdził, że musi wyjść za potrzebą i uciekł od grupy, z którą dzielił stolik. Nikt szczególnie nie oponował, zwłaszcza, że Tae miewał czasem dziwne potrzeby w dziwnych momentach.
A Kim przemknął niezauważony przez korytarze, cicho niczym kot otwierając ciężkie drzwi szkoły i wyruszając na poszukiwania Park Jimina. 


- Hongbin? - mruknął bardziej zachrypniętym niż zazwyczaj głosem, pozostawiając powieki przymknięte i jedynie co moment pociągając nosem.

- Ah.. kocham, kiedy wymawiasz moje imię, braciszku. - rozległo się z wątpliwie możliwego kierunku, mianowicie z okolic dachu.

Jimin nie obrócił w tą stronę głowy, czekając w miejscu, aż jego rozmówca raczy zejść i stanąć z nim twarzą w twarz. Nagle ubrana w kilka warstw ciemnych ubrań postać jakby spłynęła przed rudowłosego, podnosząc się powoli i prostując. Ukazał tym samym do tej pory skrytą pod kapturem ciężkiej bluzy chorobliwie bladą twarz, po jednej stronie niesymetrycznie schowane za długą, czarną grzywką. Jedno, odsłonięte oko błysnęło, mierząc stojącego przed sobą młodzieńca, przybierając jasno-błękitny odcień i blednąc niemalże z każdą sekundą. Nawet źrenice mężczyzny sprawiały wrażenie bardziej szarych niż czarnych. Za długa, brunatna kurtka wątpliwego pochodzenia na piersi miała niewielkie, prostokątne wybrzuszenie, najpewniej pochodzące od rzeczy skrytej w wewnętrznej kieszeni. Jimin rozchylił zmrużone powieki, ukazując towarzyszowi całkowicie zamglone głęboką czernią spojrzenie; każde światło połyskiwało w ciemnej tafli jego tęczówek, swego czasu o odcieniu głębokiej zieleni. 

- Daj. - rzucił tylko z trudem, wyciągając ku Hongbinowi drżącą dłoń.

- Nie stęskniłeś się ani troszkę? Przytul braciszka, Jiminnie.. - wyższy rozłożył ramiona szeroko, zapraszającym gestem, łącząc to z szerokim, brzydkim uśmiechem, ukazującym jego żółtawe, zbyt duże jak na człowieka zęby; długie i ostre, chowające przy dziąsłach ślady niedawno spożywanej, bordowej substancji.

- Nie wkurwiaj mnie, nie jestem na siłach, Bin. Wiesz dobrze, że nie zadzwoniłbym sam z siebie. - warknął rudy, zadzierając wysoko brodę i mierząc rozmówcę pogardliwym spojrzeniem płynących z czarnych ślepiów. 

- Oj, brzydko się do mnie odzywasz. Jeśli chcesz jeść, bądź grzecznym chłopcem, Jimin. - odparł groźnie Hongbin i zza rozchylonej poły kurtki wyciągnął napęczniały, plastikowy worek, niewiele większy od otwartej dłoni dorosłego mężczyzny.

Jimin zauważalnie zadrżał. Nozdrza rozchyliły się zrywnie, wciągając rozchodzący się w atmosferze, słaby dla zwykłego przechodnia zapach, dla rudowłosego jednak silniejszy niż jakikolwiek inny zapach. Żółto-zęby roześmiał się głośno i ostro, potrząsając pakunkiem i sprawiając, iż jego burgundowa zawartość zachlupotała radośnie. 

- Już, już. Spokojnie. - dodał po chwili Hongbin, po czym z kieszeni po drugiej stronie kurtki wydobył niewątpliwie używaną już strzykawkę zakończoną prowizorycznie zabezpieczoną igłą. Nakłuł woreczek trzymany w dłoniach i ściskając go delikatnie i pozwalając jednej niewielkiej kropli wypłynąć na podstawiony wcześniej kciuk. 

Rudy obserwował jego poczynania nerwowo skubiąc paznokcie i drżąc już na całym ciele, przy okazji nie starając się tego jakkolwiek maskować. Był głodny. Chciał jeść. Hongbin był śmieciem, jak zawsze.
Wtedy czarnowłosy zsunął kaptur z głowy, przyłożył skropiony czerwoną cieczą palec do naprężonej szyi i przejechał nim od linii żuchwy do połowy ścięgna, resztę lubieżnie zlizując z opuszka. Cały ten czas intensywnie wpatrywał się w czarne dziury na miejscu oczu Jimina, rozszarpujące go spojrzeniem. 

- Proszę.. smacznego. - mruknął cicho, opanowanym głosem Hongbin i jeszcze lepiej zaprezentował naznaczoną rudawym odcieniem bordo skórę.

Jimin na te słowa prychnął pogardliwie, przełykając głośno ślinę i odwracając wzrok. Przez moment gryzł wargi, a za każdym razem kiedy wysuwał perłowe zęby zza kurtyny mięsistych ust, te zdawały się być nieco większe i bardziej drapieżne. Przy okazji krzywił się nieco, najwyraźniej odczuwając delikatny dyskomfort powodowany zaistniałym procesem. 
Jednak pomimo ziejącej z jego oczu pogardy ku czarnowłosemu, w pewnym momencie z zastraszającą szybkością znalazł się tuż przy nim, łapiąc w dłoń jego przydługie włosy i przytrzymując głowę odchyloną na tyle wygodnie na ile potrzebował. Drugą ręką przytrzymał jego bark nisko, pochylając się do przodu i zaciągając się zapachem przy swych ustach, na co nie zdołał powstrzymać rozanielonego uśmiechu, pełnego jednak zwierzęcego pożądania. 
Spomiędzy rozrośniętego uzębienia wysunął powoli lekko zaróżowiony język, po czym dwoma przeciągłymi muśnięciami zlizał czerwień ze skóry czarnowłosego. Ten przygryzł na gest dolną wargę, mrużąc powieki i z cicha pomrukując. Jimin natomiast zatrzymał się na chwilę, odetchnął i zadrżał, czując w kubkach smakowych słodki, metaliczny posmak. 

- Tyle Ci wystarczy.. teraz daj. - wychrypiał tuż przy uchu Hongbina, odsuwając się w końcu i wypuszczając z uścisku jego włosy. Poprawił płaszcz i wypracowanym gestem przeczesał rude kosmyki, które opadły na jego kredowo-białe czoło.

Bin rzucił mu nie do końca przyjazne spojrzenie, po czym ściskany w dłoni woreczek z impetem przycisnął do piersi Parka, sprawiając, że z dziurki po igle wytrysnęło kilka kropel i opadło na szary podkoszulek, który niższy miał na sobie. Właściciel ubrania momentalnie zacisnął wargi, otwierając szerzej oczy i łapiąc worek zaborczym gestem w obie dłonie. Wpatrywał się jednak mściwie w Hongbina, a ten na powrót narzucił na głowę czarny kaptur, uśmiechnął się krzywo, po czym odszedł kilka leniwych kroków. Po drodze obrócił się jeszcze ku Rudemu i posłał mu całusa.

- Nie masz za co dziękować, braciszku. Dla Ciebie wszystko, dzwoń kiedy tylko będziesz mnie potrzebował! - rzucił jeszcze i beztrosko pomachał Jiminowi, ściskającemu worek wypełniony ciemną krwią. 

Ten jeszcze chwilę lustrował odchodzącego, po czym pokręcił z dezaprobatą głową i westchnął cicho. Spojrzał na trzymany w dłoniach pakunek, po czym uśmiechnął się szeroko i zatopił kły w plastikowej osłonie, rozszarpując ją łapczywie i momentalnie spijając szkarłat tak szybko, że jego jabłko adama niemalże skakało. Przez zachłanność, nie mógł powstrzymać jednej czy dwóch strużek cieczy, która przecięła jego brodę, spływając niżej po szyi i wsiąkając w szarą koszulkę. Był niezwykle spragniony, bardziej niż się to ostatnio zdarzało, do ostatniej kropli wysysał zawartość woreczka, po zakończeniu biorąc głęboki oddech i oblizując pobrudzone wargi. Roześmiał się pod nosem i uniósł wysoko głowę, mrużąc powieki i napawając się trwającą chwilą. Aż do momentu, kiedy nie usłyszał swojego imienia, a panika zdjęła go bardziej niż zazwyczaj.

- Jiminnie? Jesteś tu? - jęknął niskim odcieniem swego głębokiego głosu Taehyung, wyłaniając się nagle zza winkla i niepewnie stawiając kroki w kierunku zakrwawionego chłopca.

Ten zdążył tylko cisnąć opróżnione opakowanie do kosza i jedną ręką oprzeć się o mur budynku. Scenariusz najwyraźniej się sprawdził, bo Tae momentalnie podbiegł do rudowłosego i obrócił go do siebie z troską wymalowaną na obliczu. Przesłonił usta dłonią i westchnął strachliwie.

- O mój Boże, Jimin! Co się stało!? - wykrzyczał i przeczesał troskliwie jego włosy, starając się przy okazji wydedukować, czy nie miał jakichś obrażeń głowy.

- Eh.. załatwiałem stare rozrachunki. - mruknął ten w odpowiedzi i przetarł nos wierzchem dłoni, przy okazji próbując ujść za nieco poturbowanego.

- Ale jak tak.. nie no, Chim, ja Cię muszę natychmiast do pielęgniarki zabrać, przecież Ty krwawisz.. - dodał jeszcze Kim, oglądając z zaniepokojeniem całą sylwetkę Jimina.

- Nie, nie trzeba. - zaprotestował momentalnie rudy, po czym uśmiechnął się delikatnie. - Ale dziękuję. 

Na te słowa na policzki Taehyunga napłynął subtelny rumieniec, ale blondyn postarał się zapanować nad sobą i swoimi reakcjami, po czym tylko pokręcił energicznie głową.

- To nic. Na pewno wszystko okej? 

W odpowiedzi Jimin skinął dwa razy głową i odetchnął nieco ciężej niż zwykł.

- Powiedzmy, że Ci wierzę.. no dobra. To chodź, przynajmniej Cię umyjemy. - zaśmiał się nerwowo jasnowłosy i chwycił niepewnie Jimina za lodowatą dłoń, nie zrażony jednak pociągnął go za sobą w kierunku wejścia do szkoły.

Park uśmiechał się tylko, nic nie mówiąc i nie stawiając zbyt intensywnego oporu. Obserwował Taehyunga, kiedy ten ścierał z jego koszulki bordowe plamy i przecierał nasączonym wodą papierem skrzepy na jego szyi. Blondyn nieustannie się przy tym rumienił, więc Jimin miał przynajmniej małe show za darmo, a przy okazji niemalże świadka, który w razie kłopotów wstawi się za nim. Pozwalał mu więc wyjątkowo wypełnić swoją jakże szlachetną misję, dotykać siebie i zbliżać fizycznie, co zazwyczaj było dla bezpieczeństwa ludzi, przez Jimina unikane. Teraz jednak stał zadowolony, najedzony i pełen spokoju, przyglądając się jak ten kompletnie zauroczony nim chłopiec służy lepiej niż opłacana sprzątaczka.

- No więcej się nie da zrobić. - odetchnął głęboko Tae, strzepując wodę z dłoni i przyglądając się wyczyszczonemu przez siebie materiałowi.

- I tak jest fantastycznie, Taehyung. - Jimin pokiwał głową i zlustrował poczynione przez blondyna dzieło. Wkrótce też podniósł na nieco zielone spojrzenie i z delikatnym uśmiechem wysyczał. - Dziękuję. Sam bym pewnie zostawił w połowie.

Tae jakby wrzucony do gorącej wody spłonął obfitym rumieńcem i opuścił wzrok, nie będąc w stanie wytrzymać intensywnego spojrzenia rudowłosego.

- Naprawdę, Tae. - dodał jeszcze Park, po czym zbliżył się do blondyna, otoczył jego szyję ramionami i przycisnął zimne wargi do jego policzka. - Gdyby nie Ty, miałbym niezły problem.

Po tym geście, Taehyung przestraszył się, że jego przekrwione jagody za moment wybuchną. Odetchnął głęboko, starając się ukoić galopujący rytm wybijany przez jego serce, tłukące się aktualnie po całej klatce piersiowej. Jimin prychnął cichym, promiennym śmiechem, po czym przeczesał delikatnie jasne włosy chłopca, wyminął go i wyszedł z łazienki, zostawiając Kima skołowanego i sparaliżowanego tysiącem emocji, które właśnie przestrzeliły przez jego umysł. 
Zaraz też zaczął kalkulować, czy była to już zdrada na Hoseoku, czy jeszcze nie do końca.

Przemierzając korytarz dziarskim, rozentuzjazmowanym krokiem, wpadł na najmniej pożądaną w tym momencie osobę. Kookie jednak wyminął rudowłosego, kapryśnie wzdychając i odgarniając grzywkę nieco patetycznym gestem.

- Hej, Jeongguk.. - rzucił Park, obracając się za chłopcem i wyczekując odpowiedzi. Ten zwolnił krok, w końcu zatrzymując się na środku pustego korytarza i opuszczając głowę.

- Co? - mruknął beznamiętnie, starając się nie okazywać żadnych emocji. 

- O co się na mnie gniewasz? - podjął Jimin, podchodząc do czarnowłosego, wymijając go i stając z nim twarzą w twarz. 

- Nie gniewam, po co miałbym...

- To nie jest gniewanie? - zaprezentował Jimin, przerysowując jego gest i imitując sposób w jaki Kookie prychnął, mijając go wcześniej.

- No.. skoro cały dzień zachowujesz się jakbyś miał okres, to co ja mogę.. - Kookie wywrócił oczami, spinając się nieco pod wpływem takiej ilości spojrzenia niższego.

- Miałem kiepski nastrój, każdemu się zdarza, prawda? Rzecz ludzka.. - syknął jeszcze, a w jego źrenicy błysnął nie do końca znajomy Jeonggukowi odcień.

- N-no.. chyba tak.. 

Zapadła chwilowa cisza, po czym Jimin sięgnął czarnej czupryny Guka i poczochrał ją krótko, co było kompletnie nieznanym dla wyższego gestem ze strony Rudego, nie był jednak w stanie spytać dlaczego to zrobił.

- Nie obrażaj się. Wpadnę dzisiaj, zrobimy matmę, ok? 

Jeongguk uśmiechnął się lekko pod nosem i skinął raźnie głową, na co Jim odpowiedział mu stonowanym, acz szerokim uśmiechem i jeszcze raz przeczesał jego przydługie włosy. Po tym geście po prostu wyminął go i poszedł dalej, starając się wreszcie dobrnąć do pierwotnej destynacji, jaką była szatnia. Ciągle zapominał, że płaszcz w szkole to nienaturalna sprawa. Po drodze okazało się jednak, iż drzwi od wewnętrznego wejścia były zamknięte, na szczęście od zewnątrz także można było sforsować pomieszczenie. Jimin wyszedł więc pospiesznie, chcąc zdążyć przed zakończeniem długiej przerwy wrócić do głównego budynku. Zanim jednak złapał klamkę stalowych, ciemnych drzwi, na jego ramieniu wylądowała ciężka, chuda dłoń.

Jimin zamarł. 

- Najadłeś się, odzyskałeś siły.. - rozległo się chrapliwym, bardzo kującym i nieprzyjemnym odgłosem zza pleców rudowłosego. - .. Możemy więc spokojnie porozmawiać.. Racja, pięknisiu?

Park przełknął ślinę, starając się opanować początkowo zaistniały strach i obrócił się ku trzymającemu jego ramię głosowi. Zaklął siarczyście w myślach, na co obecny roześmiał się hienim rechotem i pokiwał głową, lustrując stojącego przed sobą chłopca spod przymkniętych powiek. Jego tęczówki błyszczały srebrzystą bielą, kontrastując ostro ze smolistymi źrenicami. Krócej przystrzyżone, równie czarne co pozostali włosy, tatuaż poniżej prawego oka, pewność siebie i to przytłaczające, dzikie spojrzenie.

- Ravi..

- Tatuś tęskni, gnido. - z uśmiechem na ustach wywarczał mężczyzna, po czym wbił zaciśniętą pięść w brzuch Jimina, na co ten zakrztusił się własnym oddechem. 

Skrzywił się i zaklął w myślach po raz kolejny.

- Dobrze powiedziane. - przytaknął czarnowłosy i wymierzył Rudemu kolejny sromotny cios w splot słoneczny.


Do przeczytania! - Gabriel