Pokazywanie postów oznaczonych etykietą violence. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą violence. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 11 lutego 2016

"Black hunger" cz.5

Tytuł: Black hunger

Paringi: Jikook (Park Jimin & Jeon Jeongguk), wspomniany WonTaek (Jung Taekwoon & Kim Wonsik) 

Opis: Ładnie komentujecie i widzę, że zainteresowanie jest, więc będzie nagroda i kolejny rozdzialik. Przyznam na początku, że nie chciałem dopierdzielić kolejnego angsta i gore, ale chyba nie potrafię tak na dłuższą metę, już "Obiecuję" było łagodne, tym razem musi być trochę dramatyzmu. Ale dobra wiadomość, moje plany obejmują jeszcze kilka rozdziałów, więc szykuje się niezła seryjka z tego randomowego pomysłu. W każdym razie miłego czytania, much love <3


Bez chwili zwłoki dopadł klamki posępnych, mokrych od deszczu drzwi i nacisnął ją, wbiegając do środka i dopiero zaczynając jakkolwiek racjonalnie myśleć. Obrócił się kilka razy w miejscu, jakby dopiero uświadamiał sobie gdzie jest i co musi zrobić.

- J-.. - zająknął się, zaraz przykładając skostniałe jak zawsze dłonie do pulsującej skroni. - Jeongguk!? - wrzasnął w końcu, starając się o jak najmniej zaniepokojony głos.

Matka czarnowłosego zjawiła się po chwili, widocznie przestraszona niecodziennym zachowaniem Jimina, który zazwyczaj nie okazywał więcej emocji niż skała.

- Kookie wyszedł..  na spacer. - odparła cicho, podchodząc do chłopca i troskliwie przeczesując jego mokre włosy. - Noś czapkę, Jimin, przeziębisz się..

- Wyszedł sam? - Park nieskory do zmiany tematu przygryzł nerwowo wargi, skubiąc je i sprawiając, że wyglądały na jeszcze bardziej sine niż dotychczas.

- Nie.. zjawił się jakiś chłopak. No, mężczyzna. - sprostowała i wywróciła oczami ostentacyjnie.

- Jak wyglądał!? - jęknął Rudy i wlepił w panią Jeon blade, drżące spojrzenie.

Kobieta najwyraźniej nie na żarty się przestraszyła, odsuwając o krok od chłopaka i zakrywając usta dłonią. W kącikach oczu skryła zalążki szlochu.

- Proszę Pani.. to bardzo, bardzo ważne, z kim Jeongguk wyszedł. Jak wyglądał, jak się zachowywał, co mówił..

- J-ja.. oh Jimin.. czy jemu coś grozi.. faktycznie nie znam tego człowieka.. jak ja mogłam mu pozwolić wyjść z moim synem.. Jimin.. - matka czarnowłosego zaniosła się spazmatycznym płaczem, na co Park sam poczuł dość niepokojące, a już na pewno nieprzyjemne uczucie.

- Być może nic mu nie jest, pro.. proszę nie płakać.. - mruknął jeszcze rudowłosy i westchnął głęboko, układając dłoń na ramieniu drżącej kobiety.

Po chwili uspokajania, matka Jeongguka ostatecznie opisała mężczyznę, za palącymi namowami Jimina, który naciskał nieustannie że względu na uciekający czas.

- Na pewno? Miał krótkie włosy? Nie takie do ramion? - Park zmarszczył brwi, przybrawszy wyjątkowo nietęgi wyraz twarzy.

- No tak, na sto procent. Tylko taką grzywkę do pół policzka, na jedno oko. - kobieta gestykulując imitowała obszar zasłonięty przez włosy mężczyzny, który zabrał Jeongguka.

- Cholera.. - mruknął Jimin mocno się krzywiąc i wyciągając z kieszeni szarego płaszcza grafitowy telefon.

Automatycznie odblokował ekran i sprawdził powiadomienia. Bez słowa zablokował telefon i skrył go na powrót w kieszeni. 

- Pójdę go poszukać, prawdopodobnie wiem gdzie jest. Niech się Pani nie martwi, przyprowadzę go w całości. - skinął głową i złapał drżącą dłoń spłakanej kobiety.

- Proszę.. Jimin, znajdź go.. zostawił telefon, nawet nie mam z nim kontaktu.. - jęknęła zbolałym głosem, zaciskając na zimnych palcach własne.

- Niech się Pani napije ciepłej herbaty i postara nie martwić. - odparł jeszcze, stosunkowo ciepłym tembrem, po czym wyplątał palce z dłoni kobiety, bez namysłu wybywając z mieszkania, z cichym "do zobaczenia" na ustach.


Szli już dość długo. Ściskał dłoń Jeongguka nieco boleśnie, ale mimo próśb nie puszczał, po prawdzie rzadko w ogóle się odzywał.

- Gdzie idziemy do kurwy nędzy!? - warknął w końcu Kookie, odchylając głowę w tył i marszcząc brwi.

- Zamkniesz się? - odparł cicho nieznajomy i zatrzymał się gwałtownie, unosząc otwartą dłoń w górę i wytrzymując oddech. Jeon posłusznie zamilkł, zaciskając wargi w wąską linię i słysząc głośne bicie najpewniej własnego serca. W końcu trudno byłoby usłyszeć puls wampira, no cóż.

- Uh.. fałszywy alarm. - westchnął po chwili i wznowił marsz, prowadząc Kookiego w odmęty gęstego lasu.

- Przed czym mnie chowasz? - westchnął Jeon, już od niechcenia, nawet nie oczekując odpowiedzi.

Tym jednak razem kruczowłosy już prawie się odezwał, kiedy jak spod ziemi wyrósł przed nimi niski chłopak w szarym płaszczyku. Nie wyglądał na zadowolonego.

- Hongbin. - warknął nienawistnym głosem, mierząc tylko Silnego, a na Kookiego nawet nie spoglądając.

- Jiminnie, ah.. zobacz! - rozświergotał się starszy i zagarnął ramieniem prowadzonego wcześniej chłopca. - Uratowałem Ci zabawkę. Dostanę całusa?

- Kurwa.. nie prosiłem o pomoc. Puść go. - odparł Park starając się brzmieć opanowanie, jednak drżenie głosu powodowane stresem i poirytowaniem, brało górę.

- Nie zdążyłbyś przed nim. Ja ledwo uciekłem. - rzucił Bin, odgarniając grzywkę dumnym gestem, po czym ułożył jedną dłoń na plecach Kookiego, popychając go potem w kierunku Jimina, wyższy niemalże stracił równowagę. Bez chwili namysłu wbił jednak pytający, nieco strachliwy wzrok w rudowłosego, co spowodowało tylko, że Jimin pierwszy raz obdarzył go, mimo nadziei Kookiego, wyjątkowo zobojętniałym i chłodnym spojrzeniem.

- Dzięki. - mruknął ostatecznie rudowłosy wymijając Kookiego, podchodząc do Hongbina i kłaniając się przed nim zaskakująco nisko.

Czarnowłosy uśmiechnął się z wyraźnym zadowoleniem wypisanym na twarzy. Krople cicho uderzały w przesiąknięte już liście i gałęzie, skapywały z rudych kosmyków Jimina, błądziły jak zagubione dusze po jego połyskującej, śnieżnej skórze.

- Braciszku... - westchnął rozczulony Hongbin, po czym chwycił ramiona Jimina, podnosząc go i wtulając w siebie z pełnym czułości wyrazem twarzy.

Park nie odezwał się na to ani jednym słowem, nie objął też jednak mężczyzny, wpatrując się ślepo w usiany drzewami, zatarty horyzont.

- Ja Ciebie też.. - szepnął prawie niedosłyszalnie, kiedy czarnowłosy odsuwając go od siebie przytulił wargi do jego ucha i poruszył nimi nieznacznie.

Kookie obserwował scenę z niemałym zainteresowaniem, czując jednak dziwne, nie do końca jasne uczucie kłujące go jak igły.

- Ktoś mi wytłumaczy co tu się odpierdala? Jimin, o co chodzi?! - Jeon powoli tracąc cierpliwość podszedł do Rudego i położył dłoń na jego barku, na co spotkał się z kompletnie nieoczekiwanym gestem. Niższy błyskawicznie strącił z siebie dotyk chłopaka i obrócił się ku niemu, mierząc go nieprzyjaznym spojrzeniem.

- Jeszcze czego.. to wszystko Twoja wina, Jeongguk! - krzyknął Jimin, napierając na rozmówcę, który momentalnie pobladł ze strachu i niemo jęknął. - Gdyby nie Ty.. argh! Kurwa mać! Gdyby nie Ty, nic takiego nie miałoby miejsca! - wybuchł w końcu, obarczając młodszego ciężarem wyrzutów sumienia, kiedy nawet nie miał pojęcia czym tak właściwie zawinił.
Jeon spłoszył się momentalnie, nabierając zawstydzonych rumieńców i kuląc ramiona. Ciszę przerwał rozbawiony do granic możliwości Hongbin, swoim głośnym rechotem.

- Jak nie Leo, to Ty go zabijesz, hm? - nieco nasączony sarkazmem głos rozbrzmiał w uszach dwójki, na co Jimin odsunął się od zastraszonego Kookiego, chowając twarz w dłoniach.

- Cholera jasna.. gdzie ja go teraz schowam? - jęknął beznamiętnie Chim, starając się na powrót zapanować nad wcześniej spuszczonymi ze smyczy emocjami.

- Mnie już mają na mapach, praktycznie pełna kontrola, nie pomogę. - Bin wzruszył ramionami i cmoknął ze skruchą. - Ale gdybyś..

- No?

- Hm.. Nie, nie będziesz chciał..

- Hongbin, ja pierdolę, potrzebuję schronu, a nie Twoich gdybań!

- Namjoon?

- No i miałeś kurwa rację, nie ma mowy! - Jimin szybko stracił zapał do krycia Kookiego, plącząc ramiona na klatce piersiowej i zaciskając mocno zęby.

- Kto to ten.. Namjoon? - zająknął się Kookie, na co obie pary oczu zlustrowały go niechętnie. - No skoro o mnie się rozchodzi, to może wreszcie dowiem się co takiego zrobiłem..

- Zabrałeś mi braciszka, szmatko. - prychnął pogardliwie Hongbin, zaraz jednak zanosząc się wdzięcznym, perlistym chichotem. - Oj no nie patrz tak, jestem po Twojej stronie. Tak jakby. - dodał jeszcze najstarszy i podszedł do skołowanego chłopaka, czochrając przyjaźniej jego smolistą czuprynę. - Nie bój się. Jiminnie coś wykombinuje, nie da Cię skrzywdzić. 

- Ale co mi grozi?!

- Kruk. - warknął w końcu Park, obracając się do dwójki czarnowłosych i zadarł brodę w przypływie nerwów. - Nasz.. brat. - dodał po chwili i westchnął ze zbolałym wyrazem twarzy.

- Jimin Ci pewnie nie mówił.. - kontynuował Hongbin, stając w odpowiedniej odległości od chłopca. - Ale mamy dość nietypową rodzinę.

- Pomijając fakt, że jesteście wampirami? Jasne, norma.. - Kookie sapnął nieco bezsilnie.

- Nie przerywaj. - syknął karcąco, powracając do wcześniejszej wypowiedzi. - Są dwie.. drużyny, nazwijmy to tak. Jedna, po stronie taty; naszego taty. To po prostu osoba, która nas zamieniła. Nie chciałbym być niegrzeczny, ale niech gnije skurwysyn. - Jimin na wydźwięk tych słów nieco uniósł kąciki ust. - No i na jego rozkazy są synowie, dla nas bracia. Nie ma kobiet, tatuś zaszczepił w nas pociąg nie tylko do krwi.

Na te słowa dwójka Silnych zaśmiała się w głos, a Kookie tylko kilkukrotnie przeniósł wzrok z jednego na drugiego.

- No ale wracając.. po drugiej stronie jest Jim. Tak jest, nasza jednoosobowa drużyna mistrzów, nie kto inny a mały, słodki Jiminnie. - Hongbin podszedł do rudowłosego, obejmując go w końcu w pasie, na co ten skrzywił się i przewrócił oczami. - Zbuntował się, niewdzięcznik. I zwiał. Ale tatuś łatwo nie odpuszcza, więc ściga rudzielca i próbuje zagarnąć do domu wszelkimi możliwymi sposobami. 

- Dlaczego uciekłeś? - Kookie spojrzał na Parka, który wyplątał się z krępującego uścisku i wbił wzrok w mokrą ściółkę.

- Reżim. Nigdy nie lubiłem dyktatury, nawet za człowieka. Więc uciekłem kiedy tylko skończył się proces dorastania z trochę większymi zębami i wiecznym apetytem. - Park wzruszył nieznacznie ramionami. - Ale znowu mnie znalazł. I nasyła kolejno bardzo nieprzyjemnych członków naszej spaczonej rodziny, którzy mają zmusić mnie, żebym powrócił pod skrzydła ojca i harował na jego posrane zachcianki.

- Ale mówisz to tak, jakbyś był całkiem sam, braciszku. - wciął się Bin, wciskając dłonie do kieszeni kurtki. - Jest kilku braci, którzy są skłonni Jiminowi pomagać, kryć go tak jakby. Wiadomo, że nie można tak wiecznie, ale nie tylko jemu przeszkadza rygor i niewolnictwo, jakie panuje w naszym domu. O ile domem to można nazwać. Ja wspieram Jima non stop, prawda? Karmię go kiedy potrzebuje, uciekam z jego chłopakiem do lasu, żeby Leo go nie zeżarł..

Jeongguk wyraźnie poczerwieniał.

- T-to.. kto to ten Leo? - jęknął wyjątkowo cicho jedyny obecny na miejscu człowiek i kątem oka zerknął na Jimina, który najwyraźniej nie palił się do odpowiedzi. Widząc to wrócił spojrzeniem do Hongbina.

- Jeden z braci, jak już wiesz. Kruk to prawie najgorszy z tropicieli jakich "spłodził" ten chory pojeb. Ah.. tropiciel.. to wiesz, taki od bójek i tym podobnych. Brudna robota zawsze należy do nich. Tylko, że Leo jest jeszcze gorszy, ma swoją dumę i Hakyeon dobrze o tym wie.

- Hakyeon?

- Uh.. ojciec. 

Kookie skinął ze zrozumieniem głową, nie odzywając się dalej ani słowem.

- Więc najpierw nasłał Dzikiego. Dziki to Ravi, jest.. ujmę to delikatnie, nieokrzesany. Takie ADHD w połączeniu z dość niecodziennym apetytem. No i lubi spuszczać wpierdol, o czym nasz Jiminnie nie raz się przekonał.

Park skrzywił się na wspomnienia, złapał za obolałe żebra i kopnął w stosik liści od niechcenia.

- Ale Dziki załatwił co miał załatwić i wrócił. A że Jimin do bólu już się nieco przyzwyczaił, to stawiał opór dalej. Aż tatuś nasłał Kruka. A Kruk.. no cóż. To kompletne przeciwieństwo Raviego. Jest opanowany, ale za to kompletnie bezwzględny, nie ma niczego, co mogłoby go powstrzymać. No i.. zabiłby na miejscu, gdyby ktoś skrzywdził jego Ravisia. - dokończył pogardliwie Bin, wzdychając z nieukrywanym obrzydzeniem. 

- No ale jakimś cudem zdobył informacje o Tobie i postanowił, że zamiast pieprzyć się z robieniem ze mnie worka treningowego, uderzy w kogoś, z kim mam do czynienia. - mruknął Jimin pod nosem, zerkając odrobinę łagodniej na Słabego, który w momencie przybrał kolor świeżo wypalonej cegły.

- Nie pierdol Jimin.. kogoś, na kim Ci zależy, po prostu. - Hongbin odrzucił grzywkę i przeszedł się kawałek, zataczając niezobowiązujące kółko.

Intymność ciszy przekraczała wszelkie granice, dlatego nie byli już w stanie kontynuować tego tematu. Jimin odchrząknął więc cicho, obracając się w kierunku Lee i spoglądając na niego nieco potulniej niż do tej pory.

- Nikt poza Namjoonem? - szepnął, nieco zbolałym głosem, przeczesując nerwowo rdzawą grzywkę.

- Nie sądzę. To ostatni neutralny, który zdołał się zaszyć. Idź do niego Jim, przecież wiesz, że Ci pomoże.. 

- Ale.. - urwał Park, klnąc w myślach i zaciskając pięści, po czym tylko wypuścił niemalże trujące od irytacji co2 z ust, podchodząc po chwili do Jeona i zaskakująco delikatnie jak na stan swojego zdenerwowania splatając palce ich dłoni. Kiedy złączył własne spojrzenie ze źrenicami Kookiego, wyglądał już całkiem inaczej niż przed momentem. Zielone oczy błyszczały w zmroku, zdawały się przenikać Jeongguka na wskroś. Ten przez chwilę myślał o podjęciu próby obdarowania go uśmiechem, chociaż takim najdelikatniejszym, ale przytłaczające poczucie winy odsunęło go od tej idei, a twarz Jeona pozostała kompletnie wyprana z emocji.
Za to Jimin uniósł delikatnie kąciki ust, w pobłażliwym, ale spokojnym uśmiechu. Zadarł nieco głowę i nie zważając na szczerzącego się gdzieś w tle Hongbina zmrużył powieki, powoli zlepiając własne wargi z ustami czarnowłosego. Chłopak nie posiadał się z zaskoczenia i jakby radości, chociaż może bardziej ekscytacji. Nie chcąc jednak okazywać tego przed bratem Parka, po prostu przymknął oczy, leniwie odpowiadając na pocałunek subtelnymi muśnięciami. Krople deszczu spływały po ich zziębniętych twarzach, wpadały w rozchylające się co jakiś czas usta, drażniły nadwrażliwą skórę. Kookie czuł przyjemne mrowienie nisko w brzuchu. Kiedy już chciał dotknąć szyi Jimina, wpleść palce w jego włosy, ten urwał pocałunek z cichym mlaśnięciem, odetchnął szybko i obrócił się do Hongbina.

- Pójdę do niego. Ale tylko ten jeden raz. - mruknął Jimin, ciągle zaciskając zimne do granic możliwości palce na dłoni Jeongguka.

- Zuch chłopak. Idź, ja zatrzymam Leo. Przynajmniej na jakiś czas. - Lee machnął beztrosko dłonią i ukazał żółte kły światłu dziennemu. Na ten widok Rudy sam lekko się uśmiechnął, kręcąc pobłażliwie głową i oddychając odrobinę spokojniej niż do tej pory.

- Dziękuję. - odparł jeszcze raz pochylając głowę z szacunkiem.

- Hej, dla Ciebie wszystko młody. Odwdzięczysz mi się, jak Jeongguk nie będzie patrzył. 

Jakoś mimo wszystko Kookie nie powstrzymał instynktownego uśmiechu.

- Lećcie. Czuję go. - Bin spoważniał nagle, stając w rozkroku i garbiąc się odrobinę. Jimin zbladł jakby jeszcze bardziej niż do tej pory, chwycił dłoń Kookiego pewniej i puścił się pędem na zachód. 

Natomiast Hongbin stał w jednakowej pozycji, spięty i czujny jak nigdy. Oddychał płytko, cicho, niesłyszalnie dla ludzkiego ucha. Wkrótce poczuł na karku zimny podmuch. Jak się po chwili okazało - oddech.

- Myślałem, że Jimin jest głupi.. - szepnął rosły mężczyzna stojący za Binem, po czym wymierzył mu silne kopnięcie nisko w łydkę, tak, że ten zwalił się bezwładnie na ociekającą deszczem ściółkę i sapnął z bólu, czując jak przedarta na zewnątrz, ostra kość zahacza o zabłocone liście.

- Ale Ty jesteś chyba jeszcze głupszy, Hongbin.


Do przeczytania! - Gabriel



wtorek, 9 lutego 2016

"Black hunger" cz.4

Tytuł: Black hunger

Paringi: Jikook #hardo (Park Jimin & Jeon Jeongguk)

Opis: Okej jokey, jak obiecałem, tak jestem. Tydzień minął, ja odsapnąłem trochę od pisania i wracam - mam nadzieję - ze świeżym poglądem na sprawę, trochę akcji, trochę pościgów, wybuchów, takie tam - typowo Gabi. Poza tym chciałbym wam mocno podziękować za dotychczasową ilość wejść, bo ostatnimi czasy przebijacie samych siebie, czym przyprawiacie mi pawie piórka, ale co tam.. czasem można. No więc jeszcze raz - jestem bardzo wdzięczny, a tutaj owego wyraz - kolejny rozdział BH, tym razem trochę bardziej idący w kierunku fabuły, więc oby wam się spodobał. Czy wreszcie coś drgnie z tajemnicą "taty" Jimina? Find out on your own~~


Czy byli parą?

No chyba nie. Bo w końcu jak - dwaj faceci i mieliby czuć się swobodnie w szkole pełnej tradycjonalistycznych heteryków? Jimin już wystarczająco wyróżniał się spośród tłumu, jawne zbliżenie się z mężczyzną skazałoby ich obu na licealne "wieczne potępienie". Niby Hoseok i Tae jakoś sobie radzili, ale to chyba zupełnie coś innego.
A przynajmniej tak czuł Jeongguk.

Od dnia, kiedy Park go pocałował, niewiele się tak naprawdę zmieniło. Fakt, teraz Jim okazywał mu co jakiś czas nieco więcej sympatii, jakiś drobnym całus w policzek, splecione palce. Ale w sumie to nic więcej. Byli dalej oficjalnie tylko kumplami z klasy; Jimin nie krępował się nim w żadnej sytuacji, ale sam rzadko kiedy stymulował powstawanie nieco bardziej intymnej atmosfery.
Ale kiedy Park przychodził do domu rodziny Jeon, byli sami. A kiedy byli sami, Jiminowi czarniały oczy i pierzchły wargi.
Kookie lubił obserwować jak sobie z tym radzi, jak się zmienia, walczy z instynktem. Chociaż musiał przyznać, że bał się niezwykle tej obezwładniającej niepewności - Jimin wyglądał tak zawsze, kiedy był z nim sam na sam. Jednak dowiedział się od niego kiedyś, że oczy czarnieją mu tylko, kiedy odczuwa intensywny głód. Nie zdradził nic więcej, tylko tą jedną, drobną informację.
Czyli kiedy byli razem, Jimin nagle stawał się zaskakująco głodny i musiał się męczyć?
Ale chyba nie przez Kookiego.. a jeśli jednak.. to czy w takim razie nie byłoby mu łatwiej po prostu go unikać..?

Przemknął w zawrotnym tempie przez gęstwinę ciemnego, szepczącego cicho lasu. Stąpał szybko, dokładnie wymierzając jednak każdy jeden krok i nie tracąc równowagi ani na moment. Był niczym cień, jeden z wielu spływających po smukłych pniach wiekowych drzew, którymi usiane było nierówne podłoże. Mech wytłumiał jego kroki, oddech miarowo wypływał z jego sinych, spękanych ust. Czarny wzrok pochłaniał okolicę, z dokładnością maszyny skanując każdy pagórek, norę i gaj. W najmniej oczekiwanym momencie zatrzymał się, umilkł całkowicie, nasłuchiwał. Uszy delikatnie drżały, wyłapując szelest drobnych łapek na suchych, opadłych do poziomu ściółki liściach. Nie oddychał. Szukał. Nos poruszał się prawie niezauważalnie, tropiąc zapach własnego pożądania. Zwrócił twarz ostro na lewo, paraliżując wzrokiem pobliskie zagłębienie terenu. Z prędkością nieosiągalną dla ludzkiego oka doskoczył do białego zwierzęcia w rowie, przyszpilił ostrymi palcami do gruntu, nacisnął precyzyjnie na odpowiedni idcinek tchawicy. Drobne stworzenie szamotało się jeszcze chwilę, próbowało wyrwać dosłownie przez zaledwie kilka sekund, aż do momentu, kiedy wiotkie kończyny opadły bezwładnie na brunatny mech.
Z kieszeni szarego płaszcza wyciągnął bardzo drobny, rzeźbiony w nieznane większości symbole, scyzoryk, który sprawnie otworzył, nacinając bez chwili namysłu futrzaną skórę ofiary. Instynktownie wiedział gdzie, wykonywał chirurgiczne rany w dokładnie obliczonych miejscach. Po chwili schował odrobinę zabrudzone ostrze do odzienia, złapał truchło za napiętą skórę na karku, dwa palce drugiej dłoni wciskając przez poczynione wcześniej nacięcia. Musiał być ostrożny i piekielnie dokładny. Naderwał skórę subtelnym pociągnięciem, odsłaniając pulsujące jeszcze pośmiertnie mięśnie i zastygłe, ciemno-granatowe żyły. Przysunął ciało do twarzy, sam również lekko się nad nim pochylając i zahaczył jednym z przerośniętych kłów o wystającą spomiędzy mięsa ciepłą linię życia. Ostrożnie otulił żyłę suchymi ustami, po czym zdecydowanym ruchem przygryzł fragment już wewnątrz swojej jamy ustnej. Ciepło rozlało się po jego języku, podtopiło zęby, spłynęło bordowymi strugami w dół gardła. Zmrużył powieki, wciągając szybko powietrze przez nos. Poczuł rozprzestrzeniającą się w podbrzuszu satysfakcję; dziką przyjemność z finalnie zaspokojonej palącej potrzeby. Zassał łapczywie tkankę w ustach, pochłaniając wyciekający zeń karmazyn. Odchylił głowę, pozwalając jabłku adama podskakiwać w rytm pragnienia, aż do momentu, kiedy ciśnienie spadło w żyłach na tyle, by te pękły gdzieś wewnątrz korpusu i zakończyły krwawą ucztę. Odłożył niechętnie trupa na ściółkę i wstał powoli, z delikatnym uśmiechem ma ustach.

Nieczęsto zdarzało mu się wychodzić na polowanie, raczej stronił od wypadów na żywe stworzenia, z czystego braku cierpliwości - dużo prościej było wykonać od niechcenia telefon do Hongbina, który przyfrunąłby do niego choćby ścigała go horda wściekłych tropicieli od tatusia. Dziś jednak zdarzył się ten wyjątkowy czas, kiedy siła i apetyt rozpierały go niemalże, powodując skok adrenaliny z każdym zapachem żywotności.
Przeczesał leniwie rude kosmyki grzywki, wreszcie choć trochę przyrumienione. Zielone tęczówki błysnęły chłodno, lustrując teren, pod wpływem dziwnego przeczucia. Zanim jednak zdołał ową intuicję zweryfikować z rzeczywistością, coś z cicha świsnęło przy jego boku, na co szybko rozstawił nogi w bojowej pozycji, bacznie przyglądając się otoczeniu. Zaraz gdzieś znad jego głowy posypały się suche strzępy gałązek. Zadarł wzrok, co jednak było ogromnym błędem, gdyż dokładnie w tym momencie dwie silne, kredowo białe dłonie pochwyciły materiał jego koszuli i uniosły bez widocznych problemów smukłą, chudą sylwetkę. Zdezorientowanie wzięło górę, a Jimim zamachał krótko kończynami, łapiąc nadgarstki napastnika i próbując je zgnieść. Nie widział jednak twarzy, nie miał pojęcia na co się porywa. Wkrótce cichy głos jak lodowe ostrze przeszył go świadomością tego jak bardzo miał.. przejebane.

- Smakowało? - szepnął delikatnie agresor, po czym cisnął rudowłosym w najbliższy dębowy pień, wpatrując się w poczynione zniszczenia wzrokiem kompletnie wypranym z emocji.

- Teraz Ty będziesz króliczkiem, Jimin. - dodał jeszcze, zbliżając się do leżącego i wyciągając w jego kierunku białe, prawie błękitne dłonie.

- L-l.. - zakrztusił się Jim i odetchnął kilka razy, zrywając się i zasłaniając dłońmi, w geście bezbronności. - Leo błagam! Poczekaj!!

- Aż sam się spalisz ze strachu? - odparł zlewając swój tembr z wiatrem i wpatrując się obojętnie w swoją małą ofiarę.

- Z-zaczekaj.. daj mi.. moment.. - sapnął Park i złapał się za obolałe żebra, które pod wpływem dotyku zatrzeszczały niebezpiecznie. No pięknie.

- Nie bądź głupi, Jimin. - zaśpiewał ponownie wyższy, zbliżając się kolejne dwa kroki do drżącego rudowłosego. - Obaj wiemy jak to się skończy.

- Nie możesz mnie zabić!! - wrzasnął rozpaczliwie zielonooki i zacisnął posiniałe ze strachu pięści.

Na moment zapadła cisza, pod intensywnym, jednak niespotykanie delikatnym, ciemnym spojrzeniem Taekwoona. 

- Masz rację. Nie mogę. - skinął głową rozmówca Rudego i spokojnie wysunął z kieszeni lśniącą, błękitną paczkę papierosów.

- Huh? - zawahał się Jimin, próbując usilnie wyprostować pogruchotane kości - A-ale.. jeśli nie.. to po co Cię nasłał.. - odparł już nieco pewniej i stanął stosunkowo prosto.

Wiatr wył momentami nieco głośniej, dołączając się do rozmowy i wyrażając ulotne opinie. Czarnowłosy nie odzywał się ani słowem, spokojnie oddychając dymem i wypuszczając go w eter, po czym chłodnym spojrzeniem obserwował jak oplata napotkane na swej drodze gałęzie, jak je sznuruje, dusi i pozostawia za sobą już martwymi, sam wznosząc się tylko wyżej i wyżej.

- Mogę zabić coś, co należy do Ciebie. - Taekwoon wsunął smukły papieros do ust, momentalnie zaciągając się śniegowym dymem.

- Nie zastraszy mnie, nie mam nikogo wśród Słabych. - wzruszył od niechcenia ramionami i przybrał maskę chłodnej powagi.

- Naprawdę chcesz teraz blefować, Jimin? Skretyniałeś do reszty?

- Żaden blef. Nikogo i tyle.

- Ty jednak jesteś głupi, Jimin.. Ale dobrze więc. - zakończył nieco ostrzej czarnowłosy i wyrzucił w połowie spalonego papierosa. - W takim razie nie obrazisz się, jeśli teraz udam się w odwiedziny do mojego serdecznego przyjaciela.

Jimin przełknął ślinę, starając się pozostać kompletnie niewzruszonym, co dla oka ludzkiego wyglądałoby zupełnie przekonująco, jeden z Silnych mógłby jednak bez trudu wyłapać każde zachwianie woli u drugiego.

- Porozmawiamy chwilę, może w coś pogramy. Będziemy się naprawdę dobrze bawić. - pokiwał kruczą głową stonowanym gestem. - Zaprosiłbym Cię, ale.. chyba byłbym zazdrosny.

- Spasuję. - Park wyszczerzył lśniące, przerośnięte kły w nieładnym, krzywym uśmiechu.

Leo już bez słowa skinął głową po raz kolejny i posłał Rudemu ledwo dostrzegalny, cichutki uśmiech.

"Zdążysz?" usłyszał jeszcze Jimin gdzieś w podświadomości, po czym stracił kruka z oczu, pozostając sam. Zadrżał ze zdenerwowania i wplótłszy palce w rude kosmyki, szarpnął nimi kilka razy, wydając z siebie bulgoczący, ciemny growl.

Kiedy opanował strach a zimny pot starł wierzchem dłoni z czoła, zerwał się szybko, momentalnie obierając za cel dom rodziny Jeon. "Zdążę..?" mruknął do siebie w myślach, czując jak bardzo niecodzienne dlań uczucie przeszywa jego tkanki szybciej niż by sobie tego życzył, jak stres sprawia, że nie umie logicznie myśleć.
Jedyne co kołatało się w jego obolałej głowie, to jedna, wprawiająca go w konsternację i zakłopotanie myśl: "Biegnę tam, bo zależy mi na Kookiem?". Bez przerwy zadawał sobie to pytanie, znów i znów, starając się zracjonalizować jakoś swoje nerwy i zbyt szybko tętniący organ w klatce piersiowej. Nie mógł tak przejmować się Słabym, nie mógł. To się nie mieściło w jego obowiązkach, ani nawet prawach gwoli ścisłości. Nigdzie się to nie mieściło.
A jednak gnał teraz na zabój, pragnąc tylko jak najszybciej dotrzeć do Jeongguka, być pewnym, że nic mu nie jest, że wszystko gra, jest okej..
Wypadł z lasu, za sobą pozostawiając tylko łopoczący wiatr. Teraz dwie ulice, skręt nad rzekę i będzie na miejscu.. Tylko czy zdąży, czy zdąży.
Serce waliło mu jak oszalałe. Bał się. Nigdy nie odczuł podobnego doznania, przez wszystkie stulecia, uczucia maksymalnie przyspieszały jego puls tylko na moment, tak, że zrównywał ze Słabymi. A teraz.. teraz wszystko w nim tętniło, słyszał wewnątrz siebie łomot tłoczącego śliwkową posokę narządu.
Musi zdążyć, to najważniejsze. 
Żebra chrupotały przy każdym pojedynczym kroku.
Musi zdążyć.
Przed Leo.
On go..

Drzwi rozchyliły się spokojnie, pod matczynym dotykiem pani Jeon.

- Kookie? Ktoś Cię odwiedził.. - szepnęła z uśmiechem, rozczulona widokiem syna z uwagą studiującego notatki z lekcji.

- Uh? O tej porze? - burknął tylko Jeongguk, zerkając kątem oka w wyświetlacz telefonu, zaraz jednak zamykając zeszyt i zwlekając się po schodach na parter.

W progu sterczał jegomość z nisko opuszczoną głową, ociekający kroplami deszczowej wody. Chłopak instynktownie wyjrzał przez okno - padało. Nawet nie zauważył kiedy zaczęła się przytłaczająca burza z piorunami.

 - P-pan do mnie? - mruknął cicho, wyciągając do nieznajomego dłoń, kiedy ten wzniósł wzrok i ofiarował Jeonowi błyszczące, trochę jakby niepokojące spojrzenie.

- Jeon Jeongguk? - odparł sykliwie czarnowłosy i wyszczerzył nieco pożółkłe zęby, wycierając zabrudzoną niewiadomą substancją dłoń w połę brunatnej, nieco podartej kurtki.

- W czym mogę pomóc. - uciął krótko chłopak, zaniepokojony dziwnie znajomymi iskrami kryjącymi się w oczach mężczyzny.

- To ja Ci mogę pomóc. Ale czasu nie ma wiele.

- Chwila, zaraz.. Kim pan jest, co pan robi w moim domu?

- Dzieciaku.. - warknął czarnowłosy, odgarniając z czoła przydługą, prostą grzywkę. - Słuchaj się, albo niedługo nie będzie Ci tak żywo. - dodał, po czym złapał lodowatą dłonią nadgarstek Kookiego, na co ten otworzył szerzej oczy.
Nie możliwe.. czy to był..

- Powiedz mamie, że wychodzisz na spacer. - rozkazał stanowczo, przeciągając już młodszego przez próg i nasuwając kaptur na włosy.

- Mamo! J-ja.. ja wychodzę! - krzyknął nieco płaczliwym głosem, bacznie obserwując połyskliwe tęczówki mężczyzny stojącego naprzeciw siebie.

- Wrócę późno.. - dodał po namyśle, a kruczowłosy z usatysfakcjonowanym uśmiechem przeciągnął go przez próg i bez namysłu zatrzasnął za sobą ciężkie, zroszone burzowymi łzami drzwi.


Do przeczytania! - Gabe



niedziela, 31 stycznia 2016

"Black hunger" cz.2

Tytuł: Black hunger

Paringi: Jikook (Park Jimin & Jeon Jungkook), Vmin (Kim Taehyung & Park Jimin), Hongmin (Lee Hongbin & Park Jimin), w domyśle Vhope (Kim Taehyung & Jung Hoseok)

Opis: Oki, pocisnę to szybko, bo mam tyle pomysłów na fabułę, że jeśli ich nie spiszę, to się ze mnie wyleją, a wolałbym tego uniknąć na lekcji matematyki czy historii XD łapcie kolejny rozdział, jest tak długi, że odpadam, ja nigdy nie piszę tak rozległych chapterów, ale najwyraźniej coś dzisiaj miało się zmienić. Więc nie przedłużając, proszę bardzo. [*]


- Tatuś chciałby Cię wreszcie zobaczyć, Jiminnie.

- Powiedz tatusiowi, że może się...

- Ugryź się w język, Jim. Albo ja to zrobię. Pamiętaj o kim mówisz.

- Mam go gdzieś, już i tak nic mi nie zrobi.

- Pewny jesteś? 

-...

- Radzę tylko z miłości do Ciebie, mały, lepiej rób co on każe. Inaczej może się to kiepsko skończyć.

- Nie odetnie mi dostaw, poza tym Hongbin i tak dałby radę przemycać. Co gorszego mogłoby mnie spotkać?

- Wolisz sobie nie wyobrażać, mały.

- Pierdolisz, Sanhyuk, tyle Ci powiem. Namieszali Ci w głowie tak samo jak reszcie.

- Jakoś ciągle stoję po Twojej stronie.

- I dobrze, jedyny mądry wybór.

- ... Idź do niego. 

- Nie ma opcji. Powiedz, że mam naukę, nowa szkoła czy inny shit. Nawciskaj mu cokolwiek.

- Jeśli zawiodę, naśle Raviego. Nie będzie tak miło.

- Pozdrów tego starego pierdziela, Hyukkie. Spadam. A, zapomniałbym. Towar?

- Jest, ale mniej niż zwykle.. On się naprawdę zaczyna wkurzać, Jim.

- I dobrze. 

- Nie dla Ciebie, szkrabie.

- Nie przesadzaj, dobra? Nie może mnie tknąć, póki jestem mu potrzebny. 

- A jesteś..?

-... Do widzenia, Sanhyuk. Dzięki za kolację.

- Ostrzegałem. Spodziewaj się Dzikiego.

- Dam radę. Trzymaj się.


Od kiedy Jimin chodził do ich szkoły, wszystko wydawało się jeszcze dziwniejsze niż było. Mgła zalegała na dłużej, wszędzie było zimno, mimo rozpaczliwych prób ogrzewania budynku dodatkowymi kaloryferami. Ale nikt nie łączył faktów.
No. Nikt poza Kookiem.
Był najbliżej Rudego, tylko z nim nowy chłopak rozmawiał, więc stał na uprzywilejowanej pozycji. Mimo to wiedział o nim niewiele, tylko tyle, na ile blady dał mu się poznać. Poza podstawowymi informacjami nic szczególnego; mieszkał wcześniej na południu kraju, przeniósł się przez problemy rodziców z rozwodem, mieszka u matki. Nie miał pojęcia co lubi, czym się interesuje.. kiedy tylko zaczynali tematy osobiste, Jimin momentalnie zmieniał wątek, lub po prostu urywał rozmowę i zamykał się w sobie. Był dziwny. Nawet bardzo. Zachowywał się jakby bardzo długo żył bez ludzi i teraz nie do końca wiedział jak się przy nich zachowywać. Nie był jednak gorszy - dokładnie odwrotnie. Miało się wrażenie, że Park przewyższał praktycznie każdego na każdym polu, włącznie z Jeonggukiem. Był bystry, żeby nie powiedzieć diabelnie bystry, wchłaniał wiedzę jak gąbka, bez względu na przedmiot, był dobry we wszystkich sportach. Jeon czasem poważnie zastanawiał się, czy Rudy nie jest jakimś agentem służb specjalnych i nie sprawdza, czy w ich szkole gromadzą się młodociani terroryści. Tym bardziej, że nawet podczas lekcji wychodził czasem tłumacząc się, że musi odebrać od kogoś "książki", czy "zeszyty". Tak naprawdę pewnie wymieniał informacje rządowe, Jeongguk był tego niemalże pewien.
Jimin kilka razy był w domu Kookiego. Razem odrabiali zadania, lub przygotowywali się do testów. Jednak mimo roztaczanej wokół aury uprzejmości i dobrego wychowania, Kooki zauważył kilka nurtujących go spraw; Jimin nigdy nie był głodny, odmawiał poczęstunków i herbaty czy kawy. Niby tłumaczył to specjalną dietą, ale nawet kiedy Jeon oferował mu produkty kupione w sklepie ze zdrową żywnością, Jimin akurat nie był głodny, lub był dopiero co po obiedzie. Na długich przerwach Park znikał ze szkoły, nikt nie wiedział gdzie wychodził, ale nigdy nie korzystał ze stołówki ani sklepiku. Tae podejrzewał, że przynosi własne jedzenie, ale wstydzi się je wyciągać przy wszystkich, więc je w samotności. Nayeon oczywiście przyjmowała najczarniejsze scenariusze, wmawiając wszystkim, że na pewno jest narkomanem - albo i nawet dilerem - i na długich bierze w żyłę, albo handluje z młodziakami. Reszta nie miała zdania, ale Kookie żadnej z sugerowanych opcji nie był w stanie do końca uwierzyć. Jim nie mógł być dilerem, to w ogóle wypadało z możliwości. Sam też nie brał - byłby zdecydowanie bardziej nerwowy i wyniszczony, poza tym głód narkotykowy da się wyczuć na kilometry, a w ich szkole ćpunów nie brak. Park nie wyglądał jak jeden z nich, to na pewno. Czy naprawdę był na jakiejś specjalnej diecie? Być może.. póki nie dostanie informacji z pierwszej ręki, może tylko gdybać.
Pewnie nieco dziwną obserwacją, ale bezpośrednio łączącą się z tą numer jeden, był fakt, że Jimin ani razu nie wyszedł jeszcze do łazienki. On tam po prostu nie chodził, ani u Kookiego w domu, ani w szkole. O to Jeon nie pytał, ale nurtowało go to niemal równie mocno co tajemnica odżywiania Rudego.
Pewnego jednak dnia sekrety zostały naruszone przez nikogo innego, a bardzo wścibskiego zazdrośnika w blond czuprynie.
Co prawda nie wszystko było winą Tae; Jimin zachowywał się tego dnia bardzo dziwnie. Sam to sprowokował. Od rana nie odzywał się słowem do nikogo, siedząc na uboczu, jak wyrzutek. Kiedy Jeongguk podchodził do niego, siadał obok i próbował zagadać, Jim zbywał go półsłówkami, unikał kontaktu wzrokowego, na lekcjach odznaczał się wyjątkowo zaniżoną jak na siebie aktywnością, przerwy spędzał sam. Aż nastąpił moment, w którym dzwonek wykrzyczał czas na długą przerwę. Wszyscy wybiegli z sal, starając się zająć najlepsze miejsca na stołówce, natomiast Jimin wykonał tylko jeden, wydający się być dość nieprzyjemnym, telefon, po czym wyszedł szybko ze szkoły, wymijając kotłujące się młodsze klasy niczym cień. Na nieszczęście jedynym, który zauważył uciekającego Rudego, był nie kto inny a najbardziej ciekawska persona tej szkoły, Kim Taehyung. 
Tego dnia blondyn zjadł sałatkę pierwszy, po czym stwierdził, że musi wyjść za potrzebą i uciekł od grupy, z którą dzielił stolik. Nikt szczególnie nie oponował, zwłaszcza, że Tae miewał czasem dziwne potrzeby w dziwnych momentach.
A Kim przemknął niezauważony przez korytarze, cicho niczym kot otwierając ciężkie drzwi szkoły i wyruszając na poszukiwania Park Jimina. 


- Hongbin? - mruknął bardziej zachrypniętym niż zazwyczaj głosem, pozostawiając powieki przymknięte i jedynie co moment pociągając nosem.

- Ah.. kocham, kiedy wymawiasz moje imię, braciszku. - rozległo się z wątpliwie możliwego kierunku, mianowicie z okolic dachu.

Jimin nie obrócił w tą stronę głowy, czekając w miejscu, aż jego rozmówca raczy zejść i stanąć z nim twarzą w twarz. Nagle ubrana w kilka warstw ciemnych ubrań postać jakby spłynęła przed rudowłosego, podnosząc się powoli i prostując. Ukazał tym samym do tej pory skrytą pod kapturem ciężkiej bluzy chorobliwie bladą twarz, po jednej stronie niesymetrycznie schowane za długą, czarną grzywką. Jedno, odsłonięte oko błysnęło, mierząc stojącego przed sobą młodzieńca, przybierając jasno-błękitny odcień i blednąc niemalże z każdą sekundą. Nawet źrenice mężczyzny sprawiały wrażenie bardziej szarych niż czarnych. Za długa, brunatna kurtka wątpliwego pochodzenia na piersi miała niewielkie, prostokątne wybrzuszenie, najpewniej pochodzące od rzeczy skrytej w wewnętrznej kieszeni. Jimin rozchylił zmrużone powieki, ukazując towarzyszowi całkowicie zamglone głęboką czernią spojrzenie; każde światło połyskiwało w ciemnej tafli jego tęczówek, swego czasu o odcieniu głębokiej zieleni. 

- Daj. - rzucił tylko z trudem, wyciągając ku Hongbinowi drżącą dłoń.

- Nie stęskniłeś się ani troszkę? Przytul braciszka, Jiminnie.. - wyższy rozłożył ramiona szeroko, zapraszającym gestem, łącząc to z szerokim, brzydkim uśmiechem, ukazującym jego żółtawe, zbyt duże jak na człowieka zęby; długie i ostre, chowające przy dziąsłach ślady niedawno spożywanej, bordowej substancji.

- Nie wkurwiaj mnie, nie jestem na siłach, Bin. Wiesz dobrze, że nie zadzwoniłbym sam z siebie. - warknął rudy, zadzierając wysoko brodę i mierząc rozmówcę pogardliwym spojrzeniem płynących z czarnych ślepiów. 

- Oj, brzydko się do mnie odzywasz. Jeśli chcesz jeść, bądź grzecznym chłopcem, Jimin. - odparł groźnie Hongbin i zza rozchylonej poły kurtki wyciągnął napęczniały, plastikowy worek, niewiele większy od otwartej dłoni dorosłego mężczyzny.

Jimin zauważalnie zadrżał. Nozdrza rozchyliły się zrywnie, wciągając rozchodzący się w atmosferze, słaby dla zwykłego przechodnia zapach, dla rudowłosego jednak silniejszy niż jakikolwiek inny zapach. Żółto-zęby roześmiał się głośno i ostro, potrząsając pakunkiem i sprawiając, iż jego burgundowa zawartość zachlupotała radośnie. 

- Już, już. Spokojnie. - dodał po chwili Hongbin, po czym z kieszeni po drugiej stronie kurtki wydobył niewątpliwie używaną już strzykawkę zakończoną prowizorycznie zabezpieczoną igłą. Nakłuł woreczek trzymany w dłoniach i ściskając go delikatnie i pozwalając jednej niewielkiej kropli wypłynąć na podstawiony wcześniej kciuk. 

Rudy obserwował jego poczynania nerwowo skubiąc paznokcie i drżąc już na całym ciele, przy okazji nie starając się tego jakkolwiek maskować. Był głodny. Chciał jeść. Hongbin był śmieciem, jak zawsze.
Wtedy czarnowłosy zsunął kaptur z głowy, przyłożył skropiony czerwoną cieczą palec do naprężonej szyi i przejechał nim od linii żuchwy do połowy ścięgna, resztę lubieżnie zlizując z opuszka. Cały ten czas intensywnie wpatrywał się w czarne dziury na miejscu oczu Jimina, rozszarpujące go spojrzeniem. 

- Proszę.. smacznego. - mruknął cicho, opanowanym głosem Hongbin i jeszcze lepiej zaprezentował naznaczoną rudawym odcieniem bordo skórę.

Jimin na te słowa prychnął pogardliwie, przełykając głośno ślinę i odwracając wzrok. Przez moment gryzł wargi, a za każdym razem kiedy wysuwał perłowe zęby zza kurtyny mięsistych ust, te zdawały się być nieco większe i bardziej drapieżne. Przy okazji krzywił się nieco, najwyraźniej odczuwając delikatny dyskomfort powodowany zaistniałym procesem. 
Jednak pomimo ziejącej z jego oczu pogardy ku czarnowłosemu, w pewnym momencie z zastraszającą szybkością znalazł się tuż przy nim, łapiąc w dłoń jego przydługie włosy i przytrzymując głowę odchyloną na tyle wygodnie na ile potrzebował. Drugą ręką przytrzymał jego bark nisko, pochylając się do przodu i zaciągając się zapachem przy swych ustach, na co nie zdołał powstrzymać rozanielonego uśmiechu, pełnego jednak zwierzęcego pożądania. 
Spomiędzy rozrośniętego uzębienia wysunął powoli lekko zaróżowiony język, po czym dwoma przeciągłymi muśnięciami zlizał czerwień ze skóry czarnowłosego. Ten przygryzł na gest dolną wargę, mrużąc powieki i z cicha pomrukując. Jimin natomiast zatrzymał się na chwilę, odetchnął i zadrżał, czując w kubkach smakowych słodki, metaliczny posmak. 

- Tyle Ci wystarczy.. teraz daj. - wychrypiał tuż przy uchu Hongbina, odsuwając się w końcu i wypuszczając z uścisku jego włosy. Poprawił płaszcz i wypracowanym gestem przeczesał rude kosmyki, które opadły na jego kredowo-białe czoło.

Bin rzucił mu nie do końca przyjazne spojrzenie, po czym ściskany w dłoni woreczek z impetem przycisnął do piersi Parka, sprawiając, że z dziurki po igle wytrysnęło kilka kropel i opadło na szary podkoszulek, który niższy miał na sobie. Właściciel ubrania momentalnie zacisnął wargi, otwierając szerzej oczy i łapiąc worek zaborczym gestem w obie dłonie. Wpatrywał się jednak mściwie w Hongbina, a ten na powrót narzucił na głowę czarny kaptur, uśmiechnął się krzywo, po czym odszedł kilka leniwych kroków. Po drodze obrócił się jeszcze ku Rudemu i posłał mu całusa.

- Nie masz za co dziękować, braciszku. Dla Ciebie wszystko, dzwoń kiedy tylko będziesz mnie potrzebował! - rzucił jeszcze i beztrosko pomachał Jiminowi, ściskającemu worek wypełniony ciemną krwią. 

Ten jeszcze chwilę lustrował odchodzącego, po czym pokręcił z dezaprobatą głową i westchnął cicho. Spojrzał na trzymany w dłoniach pakunek, po czym uśmiechnął się szeroko i zatopił kły w plastikowej osłonie, rozszarpując ją łapczywie i momentalnie spijając szkarłat tak szybko, że jego jabłko adama niemalże skakało. Przez zachłanność, nie mógł powstrzymać jednej czy dwóch strużek cieczy, która przecięła jego brodę, spływając niżej po szyi i wsiąkając w szarą koszulkę. Był niezwykle spragniony, bardziej niż się to ostatnio zdarzało, do ostatniej kropli wysysał zawartość woreczka, po zakończeniu biorąc głęboki oddech i oblizując pobrudzone wargi. Roześmiał się pod nosem i uniósł wysoko głowę, mrużąc powieki i napawając się trwającą chwilą. Aż do momentu, kiedy nie usłyszał swojego imienia, a panika zdjęła go bardziej niż zazwyczaj.

- Jiminnie? Jesteś tu? - jęknął niskim odcieniem swego głębokiego głosu Taehyung, wyłaniając się nagle zza winkla i niepewnie stawiając kroki w kierunku zakrwawionego chłopca.

Ten zdążył tylko cisnąć opróżnione opakowanie do kosza i jedną ręką oprzeć się o mur budynku. Scenariusz najwyraźniej się sprawdził, bo Tae momentalnie podbiegł do rudowłosego i obrócił go do siebie z troską wymalowaną na obliczu. Przesłonił usta dłonią i westchnął strachliwie.

- O mój Boże, Jimin! Co się stało!? - wykrzyczał i przeczesał troskliwie jego włosy, starając się przy okazji wydedukować, czy nie miał jakichś obrażeń głowy.

- Eh.. załatwiałem stare rozrachunki. - mruknął ten w odpowiedzi i przetarł nos wierzchem dłoni, przy okazji próbując ujść za nieco poturbowanego.

- Ale jak tak.. nie no, Chim, ja Cię muszę natychmiast do pielęgniarki zabrać, przecież Ty krwawisz.. - dodał jeszcze Kim, oglądając z zaniepokojeniem całą sylwetkę Jimina.

- Nie, nie trzeba. - zaprotestował momentalnie rudy, po czym uśmiechnął się delikatnie. - Ale dziękuję. 

Na te słowa na policzki Taehyunga napłynął subtelny rumieniec, ale blondyn postarał się zapanować nad sobą i swoimi reakcjami, po czym tylko pokręcił energicznie głową.

- To nic. Na pewno wszystko okej? 

W odpowiedzi Jimin skinął dwa razy głową i odetchnął nieco ciężej niż zwykł.

- Powiedzmy, że Ci wierzę.. no dobra. To chodź, przynajmniej Cię umyjemy. - zaśmiał się nerwowo jasnowłosy i chwycił niepewnie Jimina za lodowatą dłoń, nie zrażony jednak pociągnął go za sobą w kierunku wejścia do szkoły.

Park uśmiechał się tylko, nic nie mówiąc i nie stawiając zbyt intensywnego oporu. Obserwował Taehyunga, kiedy ten ścierał z jego koszulki bordowe plamy i przecierał nasączonym wodą papierem skrzepy na jego szyi. Blondyn nieustannie się przy tym rumienił, więc Jimin miał przynajmniej małe show za darmo, a przy okazji niemalże świadka, który w razie kłopotów wstawi się za nim. Pozwalał mu więc wyjątkowo wypełnić swoją jakże szlachetną misję, dotykać siebie i zbliżać fizycznie, co zazwyczaj było dla bezpieczeństwa ludzi, przez Jimina unikane. Teraz jednak stał zadowolony, najedzony i pełen spokoju, przyglądając się jak ten kompletnie zauroczony nim chłopiec służy lepiej niż opłacana sprzątaczka.

- No więcej się nie da zrobić. - odetchnął głęboko Tae, strzepując wodę z dłoni i przyglądając się wyczyszczonemu przez siebie materiałowi.

- I tak jest fantastycznie, Taehyung. - Jimin pokiwał głową i zlustrował poczynione przez blondyna dzieło. Wkrótce też podniósł na nieco zielone spojrzenie i z delikatnym uśmiechem wysyczał. - Dziękuję. Sam bym pewnie zostawił w połowie.

Tae jakby wrzucony do gorącej wody spłonął obfitym rumieńcem i opuścił wzrok, nie będąc w stanie wytrzymać intensywnego spojrzenia rudowłosego.

- Naprawdę, Tae. - dodał jeszcze Park, po czym zbliżył się do blondyna, otoczył jego szyję ramionami i przycisnął zimne wargi do jego policzka. - Gdyby nie Ty, miałbym niezły problem.

Po tym geście, Taehyung przestraszył się, że jego przekrwione jagody za moment wybuchną. Odetchnął głęboko, starając się ukoić galopujący rytm wybijany przez jego serce, tłukące się aktualnie po całej klatce piersiowej. Jimin prychnął cichym, promiennym śmiechem, po czym przeczesał delikatnie jasne włosy chłopca, wyminął go i wyszedł z łazienki, zostawiając Kima skołowanego i sparaliżowanego tysiącem emocji, które właśnie przestrzeliły przez jego umysł. 
Zaraz też zaczął kalkulować, czy była to już zdrada na Hoseoku, czy jeszcze nie do końca.

Przemierzając korytarz dziarskim, rozentuzjazmowanym krokiem, wpadł na najmniej pożądaną w tym momencie osobę. Kookie jednak wyminął rudowłosego, kapryśnie wzdychając i odgarniając grzywkę nieco patetycznym gestem.

- Hej, Jeongguk.. - rzucił Park, obracając się za chłopcem i wyczekując odpowiedzi. Ten zwolnił krok, w końcu zatrzymując się na środku pustego korytarza i opuszczając głowę.

- Co? - mruknął beznamiętnie, starając się nie okazywać żadnych emocji. 

- O co się na mnie gniewasz? - podjął Jimin, podchodząc do czarnowłosego, wymijając go i stając z nim twarzą w twarz. 

- Nie gniewam, po co miałbym...

- To nie jest gniewanie? - zaprezentował Jimin, przerysowując jego gest i imitując sposób w jaki Kookie prychnął, mijając go wcześniej.

- No.. skoro cały dzień zachowujesz się jakbyś miał okres, to co ja mogę.. - Kookie wywrócił oczami, spinając się nieco pod wpływem takiej ilości spojrzenia niższego.

- Miałem kiepski nastrój, każdemu się zdarza, prawda? Rzecz ludzka.. - syknął jeszcze, a w jego źrenicy błysnął nie do końca znajomy Jeonggukowi odcień.

- N-no.. chyba tak.. 

Zapadła chwilowa cisza, po czym Jimin sięgnął czarnej czupryny Guka i poczochrał ją krótko, co było kompletnie nieznanym dla wyższego gestem ze strony Rudego, nie był jednak w stanie spytać dlaczego to zrobił.

- Nie obrażaj się. Wpadnę dzisiaj, zrobimy matmę, ok? 

Jeongguk uśmiechnął się lekko pod nosem i skinął raźnie głową, na co Jim odpowiedział mu stonowanym, acz szerokim uśmiechem i jeszcze raz przeczesał jego przydługie włosy. Po tym geście po prostu wyminął go i poszedł dalej, starając się wreszcie dobrnąć do pierwotnej destynacji, jaką była szatnia. Ciągle zapominał, że płaszcz w szkole to nienaturalna sprawa. Po drodze okazało się jednak, iż drzwi od wewnętrznego wejścia były zamknięte, na szczęście od zewnątrz także można było sforsować pomieszczenie. Jimin wyszedł więc pospiesznie, chcąc zdążyć przed zakończeniem długiej przerwy wrócić do głównego budynku. Zanim jednak złapał klamkę stalowych, ciemnych drzwi, na jego ramieniu wylądowała ciężka, chuda dłoń.

Jimin zamarł. 

- Najadłeś się, odzyskałeś siły.. - rozległo się chrapliwym, bardzo kującym i nieprzyjemnym odgłosem zza pleców rudowłosego. - .. Możemy więc spokojnie porozmawiać.. Racja, pięknisiu?

Park przełknął ślinę, starając się opanować początkowo zaistniały strach i obrócił się ku trzymającemu jego ramię głosowi. Zaklął siarczyście w myślach, na co obecny roześmiał się hienim rechotem i pokiwał głową, lustrując stojącego przed sobą chłopca spod przymkniętych powiek. Jego tęczówki błyszczały srebrzystą bielą, kontrastując ostro ze smolistymi źrenicami. Krócej przystrzyżone, równie czarne co pozostali włosy, tatuaż poniżej prawego oka, pewność siebie i to przytłaczające, dzikie spojrzenie.

- Ravi..

- Tatuś tęskni, gnido. - z uśmiechem na ustach wywarczał mężczyzna, po czym wbił zaciśniętą pięść w brzuch Jimina, na co ten zakrztusił się własnym oddechem. 

Skrzywił się i zaklął w myślach po raz kolejny.

- Dobrze powiedziane. - przytaknął czarnowłosy i wymierzył Rudemu kolejny sromotny cios w splot słoneczny.


Do przeczytania! - Gabriel