Pokazywanie postów oznaczonych etykietą feels. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą feels. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 11 lutego 2016

"Black hunger" cz.5

Tytuł: Black hunger

Paringi: Jikook (Park Jimin & Jeon Jeongguk), wspomniany WonTaek (Jung Taekwoon & Kim Wonsik) 

Opis: Ładnie komentujecie i widzę, że zainteresowanie jest, więc będzie nagroda i kolejny rozdzialik. Przyznam na początku, że nie chciałem dopierdzielić kolejnego angsta i gore, ale chyba nie potrafię tak na dłuższą metę, już "Obiecuję" było łagodne, tym razem musi być trochę dramatyzmu. Ale dobra wiadomość, moje plany obejmują jeszcze kilka rozdziałów, więc szykuje się niezła seryjka z tego randomowego pomysłu. W każdym razie miłego czytania, much love <3


Bez chwili zwłoki dopadł klamki posępnych, mokrych od deszczu drzwi i nacisnął ją, wbiegając do środka i dopiero zaczynając jakkolwiek racjonalnie myśleć. Obrócił się kilka razy w miejscu, jakby dopiero uświadamiał sobie gdzie jest i co musi zrobić.

- J-.. - zająknął się, zaraz przykładając skostniałe jak zawsze dłonie do pulsującej skroni. - Jeongguk!? - wrzasnął w końcu, starając się o jak najmniej zaniepokojony głos.

Matka czarnowłosego zjawiła się po chwili, widocznie przestraszona niecodziennym zachowaniem Jimina, który zazwyczaj nie okazywał więcej emocji niż skała.

- Kookie wyszedł..  na spacer. - odparła cicho, podchodząc do chłopca i troskliwie przeczesując jego mokre włosy. - Noś czapkę, Jimin, przeziębisz się..

- Wyszedł sam? - Park nieskory do zmiany tematu przygryzł nerwowo wargi, skubiąc je i sprawiając, że wyglądały na jeszcze bardziej sine niż dotychczas.

- Nie.. zjawił się jakiś chłopak. No, mężczyzna. - sprostowała i wywróciła oczami ostentacyjnie.

- Jak wyglądał!? - jęknął Rudy i wlepił w panią Jeon blade, drżące spojrzenie.

Kobieta najwyraźniej nie na żarty się przestraszyła, odsuwając o krok od chłopaka i zakrywając usta dłonią. W kącikach oczu skryła zalążki szlochu.

- Proszę Pani.. to bardzo, bardzo ważne, z kim Jeongguk wyszedł. Jak wyglądał, jak się zachowywał, co mówił..

- J-ja.. oh Jimin.. czy jemu coś grozi.. faktycznie nie znam tego człowieka.. jak ja mogłam mu pozwolić wyjść z moim synem.. Jimin.. - matka czarnowłosego zaniosła się spazmatycznym płaczem, na co Park sam poczuł dość niepokojące, a już na pewno nieprzyjemne uczucie.

- Być może nic mu nie jest, pro.. proszę nie płakać.. - mruknął jeszcze rudowłosy i westchnął głęboko, układając dłoń na ramieniu drżącej kobiety.

Po chwili uspokajania, matka Jeongguka ostatecznie opisała mężczyznę, za palącymi namowami Jimina, który naciskał nieustannie że względu na uciekający czas.

- Na pewno? Miał krótkie włosy? Nie takie do ramion? - Park zmarszczył brwi, przybrawszy wyjątkowo nietęgi wyraz twarzy.

- No tak, na sto procent. Tylko taką grzywkę do pół policzka, na jedno oko. - kobieta gestykulując imitowała obszar zasłonięty przez włosy mężczyzny, który zabrał Jeongguka.

- Cholera.. - mruknął Jimin mocno się krzywiąc i wyciągając z kieszeni szarego płaszcza grafitowy telefon.

Automatycznie odblokował ekran i sprawdził powiadomienia. Bez słowa zablokował telefon i skrył go na powrót w kieszeni. 

- Pójdę go poszukać, prawdopodobnie wiem gdzie jest. Niech się Pani nie martwi, przyprowadzę go w całości. - skinął głową i złapał drżącą dłoń spłakanej kobiety.

- Proszę.. Jimin, znajdź go.. zostawił telefon, nawet nie mam z nim kontaktu.. - jęknęła zbolałym głosem, zaciskając na zimnych palcach własne.

- Niech się Pani napije ciepłej herbaty i postara nie martwić. - odparł jeszcze, stosunkowo ciepłym tembrem, po czym wyplątał palce z dłoni kobiety, bez namysłu wybywając z mieszkania, z cichym "do zobaczenia" na ustach.


Szli już dość długo. Ściskał dłoń Jeongguka nieco boleśnie, ale mimo próśb nie puszczał, po prawdzie rzadko w ogóle się odzywał.

- Gdzie idziemy do kurwy nędzy!? - warknął w końcu Kookie, odchylając głowę w tył i marszcząc brwi.

- Zamkniesz się? - odparł cicho nieznajomy i zatrzymał się gwałtownie, unosząc otwartą dłoń w górę i wytrzymując oddech. Jeon posłusznie zamilkł, zaciskając wargi w wąską linię i słysząc głośne bicie najpewniej własnego serca. W końcu trudno byłoby usłyszeć puls wampira, no cóż.

- Uh.. fałszywy alarm. - westchnął po chwili i wznowił marsz, prowadząc Kookiego w odmęty gęstego lasu.

- Przed czym mnie chowasz? - westchnął Jeon, już od niechcenia, nawet nie oczekując odpowiedzi.

Tym jednak razem kruczowłosy już prawie się odezwał, kiedy jak spod ziemi wyrósł przed nimi niski chłopak w szarym płaszczyku. Nie wyglądał na zadowolonego.

- Hongbin. - warknął nienawistnym głosem, mierząc tylko Silnego, a na Kookiego nawet nie spoglądając.

- Jiminnie, ah.. zobacz! - rozświergotał się starszy i zagarnął ramieniem prowadzonego wcześniej chłopca. - Uratowałem Ci zabawkę. Dostanę całusa?

- Kurwa.. nie prosiłem o pomoc. Puść go. - odparł Park starając się brzmieć opanowanie, jednak drżenie głosu powodowane stresem i poirytowaniem, brało górę.

- Nie zdążyłbyś przed nim. Ja ledwo uciekłem. - rzucił Bin, odgarniając grzywkę dumnym gestem, po czym ułożył jedną dłoń na plecach Kookiego, popychając go potem w kierunku Jimina, wyższy niemalże stracił równowagę. Bez chwili namysłu wbił jednak pytający, nieco strachliwy wzrok w rudowłosego, co spowodowało tylko, że Jimin pierwszy raz obdarzył go, mimo nadziei Kookiego, wyjątkowo zobojętniałym i chłodnym spojrzeniem.

- Dzięki. - mruknął ostatecznie rudowłosy wymijając Kookiego, podchodząc do Hongbina i kłaniając się przed nim zaskakująco nisko.

Czarnowłosy uśmiechnął się z wyraźnym zadowoleniem wypisanym na twarzy. Krople cicho uderzały w przesiąknięte już liście i gałęzie, skapywały z rudych kosmyków Jimina, błądziły jak zagubione dusze po jego połyskującej, śnieżnej skórze.

- Braciszku... - westchnął rozczulony Hongbin, po czym chwycił ramiona Jimina, podnosząc go i wtulając w siebie z pełnym czułości wyrazem twarzy.

Park nie odezwał się na to ani jednym słowem, nie objął też jednak mężczyzny, wpatrując się ślepo w usiany drzewami, zatarty horyzont.

- Ja Ciebie też.. - szepnął prawie niedosłyszalnie, kiedy czarnowłosy odsuwając go od siebie przytulił wargi do jego ucha i poruszył nimi nieznacznie.

Kookie obserwował scenę z niemałym zainteresowaniem, czując jednak dziwne, nie do końca jasne uczucie kłujące go jak igły.

- Ktoś mi wytłumaczy co tu się odpierdala? Jimin, o co chodzi?! - Jeon powoli tracąc cierpliwość podszedł do Rudego i położył dłoń na jego barku, na co spotkał się z kompletnie nieoczekiwanym gestem. Niższy błyskawicznie strącił z siebie dotyk chłopaka i obrócił się ku niemu, mierząc go nieprzyjaznym spojrzeniem.

- Jeszcze czego.. to wszystko Twoja wina, Jeongguk! - krzyknął Jimin, napierając na rozmówcę, który momentalnie pobladł ze strachu i niemo jęknął. - Gdyby nie Ty.. argh! Kurwa mać! Gdyby nie Ty, nic takiego nie miałoby miejsca! - wybuchł w końcu, obarczając młodszego ciężarem wyrzutów sumienia, kiedy nawet nie miał pojęcia czym tak właściwie zawinił.
Jeon spłoszył się momentalnie, nabierając zawstydzonych rumieńców i kuląc ramiona. Ciszę przerwał rozbawiony do granic możliwości Hongbin, swoim głośnym rechotem.

- Jak nie Leo, to Ty go zabijesz, hm? - nieco nasączony sarkazmem głos rozbrzmiał w uszach dwójki, na co Jimin odsunął się od zastraszonego Kookiego, chowając twarz w dłoniach.

- Cholera jasna.. gdzie ja go teraz schowam? - jęknął beznamiętnie Chim, starając się na powrót zapanować nad wcześniej spuszczonymi ze smyczy emocjami.

- Mnie już mają na mapach, praktycznie pełna kontrola, nie pomogę. - Bin wzruszył ramionami i cmoknął ze skruchą. - Ale gdybyś..

- No?

- Hm.. Nie, nie będziesz chciał..

- Hongbin, ja pierdolę, potrzebuję schronu, a nie Twoich gdybań!

- Namjoon?

- No i miałeś kurwa rację, nie ma mowy! - Jimin szybko stracił zapał do krycia Kookiego, plącząc ramiona na klatce piersiowej i zaciskając mocno zęby.

- Kto to ten.. Namjoon? - zająknął się Kookie, na co obie pary oczu zlustrowały go niechętnie. - No skoro o mnie się rozchodzi, to może wreszcie dowiem się co takiego zrobiłem..

- Zabrałeś mi braciszka, szmatko. - prychnął pogardliwie Hongbin, zaraz jednak zanosząc się wdzięcznym, perlistym chichotem. - Oj no nie patrz tak, jestem po Twojej stronie. Tak jakby. - dodał jeszcze najstarszy i podszedł do skołowanego chłopaka, czochrając przyjaźniej jego smolistą czuprynę. - Nie bój się. Jiminnie coś wykombinuje, nie da Cię skrzywdzić. 

- Ale co mi grozi?!

- Kruk. - warknął w końcu Park, obracając się do dwójki czarnowłosych i zadarł brodę w przypływie nerwów. - Nasz.. brat. - dodał po chwili i westchnął ze zbolałym wyrazem twarzy.

- Jimin Ci pewnie nie mówił.. - kontynuował Hongbin, stając w odpowiedniej odległości od chłopca. - Ale mamy dość nietypową rodzinę.

- Pomijając fakt, że jesteście wampirami? Jasne, norma.. - Kookie sapnął nieco bezsilnie.

- Nie przerywaj. - syknął karcąco, powracając do wcześniejszej wypowiedzi. - Są dwie.. drużyny, nazwijmy to tak. Jedna, po stronie taty; naszego taty. To po prostu osoba, która nas zamieniła. Nie chciałbym być niegrzeczny, ale niech gnije skurwysyn. - Jimin na wydźwięk tych słów nieco uniósł kąciki ust. - No i na jego rozkazy są synowie, dla nas bracia. Nie ma kobiet, tatuś zaszczepił w nas pociąg nie tylko do krwi.

Na te słowa dwójka Silnych zaśmiała się w głos, a Kookie tylko kilkukrotnie przeniósł wzrok z jednego na drugiego.

- No ale wracając.. po drugiej stronie jest Jim. Tak jest, nasza jednoosobowa drużyna mistrzów, nie kto inny a mały, słodki Jiminnie. - Hongbin podszedł do rudowłosego, obejmując go w końcu w pasie, na co ten skrzywił się i przewrócił oczami. - Zbuntował się, niewdzięcznik. I zwiał. Ale tatuś łatwo nie odpuszcza, więc ściga rudzielca i próbuje zagarnąć do domu wszelkimi możliwymi sposobami. 

- Dlaczego uciekłeś? - Kookie spojrzał na Parka, który wyplątał się z krępującego uścisku i wbił wzrok w mokrą ściółkę.

- Reżim. Nigdy nie lubiłem dyktatury, nawet za człowieka. Więc uciekłem kiedy tylko skończył się proces dorastania z trochę większymi zębami i wiecznym apetytem. - Park wzruszył nieznacznie ramionami. - Ale znowu mnie znalazł. I nasyła kolejno bardzo nieprzyjemnych członków naszej spaczonej rodziny, którzy mają zmusić mnie, żebym powrócił pod skrzydła ojca i harował na jego posrane zachcianki.

- Ale mówisz to tak, jakbyś był całkiem sam, braciszku. - wciął się Bin, wciskając dłonie do kieszeni kurtki. - Jest kilku braci, którzy są skłonni Jiminowi pomagać, kryć go tak jakby. Wiadomo, że nie można tak wiecznie, ale nie tylko jemu przeszkadza rygor i niewolnictwo, jakie panuje w naszym domu. O ile domem to można nazwać. Ja wspieram Jima non stop, prawda? Karmię go kiedy potrzebuje, uciekam z jego chłopakiem do lasu, żeby Leo go nie zeżarł..

Jeongguk wyraźnie poczerwieniał.

- T-to.. kto to ten Leo? - jęknął wyjątkowo cicho jedyny obecny na miejscu człowiek i kątem oka zerknął na Jimina, który najwyraźniej nie palił się do odpowiedzi. Widząc to wrócił spojrzeniem do Hongbina.

- Jeden z braci, jak już wiesz. Kruk to prawie najgorszy z tropicieli jakich "spłodził" ten chory pojeb. Ah.. tropiciel.. to wiesz, taki od bójek i tym podobnych. Brudna robota zawsze należy do nich. Tylko, że Leo jest jeszcze gorszy, ma swoją dumę i Hakyeon dobrze o tym wie.

- Hakyeon?

- Uh.. ojciec. 

Kookie skinął ze zrozumieniem głową, nie odzywając się dalej ani słowem.

- Więc najpierw nasłał Dzikiego. Dziki to Ravi, jest.. ujmę to delikatnie, nieokrzesany. Takie ADHD w połączeniu z dość niecodziennym apetytem. No i lubi spuszczać wpierdol, o czym nasz Jiminnie nie raz się przekonał.

Park skrzywił się na wspomnienia, złapał za obolałe żebra i kopnął w stosik liści od niechcenia.

- Ale Dziki załatwił co miał załatwić i wrócił. A że Jimin do bólu już się nieco przyzwyczaił, to stawiał opór dalej. Aż tatuś nasłał Kruka. A Kruk.. no cóż. To kompletne przeciwieństwo Raviego. Jest opanowany, ale za to kompletnie bezwzględny, nie ma niczego, co mogłoby go powstrzymać. No i.. zabiłby na miejscu, gdyby ktoś skrzywdził jego Ravisia. - dokończył pogardliwie Bin, wzdychając z nieukrywanym obrzydzeniem. 

- No ale jakimś cudem zdobył informacje o Tobie i postanowił, że zamiast pieprzyć się z robieniem ze mnie worka treningowego, uderzy w kogoś, z kim mam do czynienia. - mruknął Jimin pod nosem, zerkając odrobinę łagodniej na Słabego, który w momencie przybrał kolor świeżo wypalonej cegły.

- Nie pierdol Jimin.. kogoś, na kim Ci zależy, po prostu. - Hongbin odrzucił grzywkę i przeszedł się kawałek, zataczając niezobowiązujące kółko.

Intymność ciszy przekraczała wszelkie granice, dlatego nie byli już w stanie kontynuować tego tematu. Jimin odchrząknął więc cicho, obracając się w kierunku Lee i spoglądając na niego nieco potulniej niż do tej pory.

- Nikt poza Namjoonem? - szepnął, nieco zbolałym głosem, przeczesując nerwowo rdzawą grzywkę.

- Nie sądzę. To ostatni neutralny, który zdołał się zaszyć. Idź do niego Jim, przecież wiesz, że Ci pomoże.. 

- Ale.. - urwał Park, klnąc w myślach i zaciskając pięści, po czym tylko wypuścił niemalże trujące od irytacji co2 z ust, podchodząc po chwili do Jeona i zaskakująco delikatnie jak na stan swojego zdenerwowania splatając palce ich dłoni. Kiedy złączył własne spojrzenie ze źrenicami Kookiego, wyglądał już całkiem inaczej niż przed momentem. Zielone oczy błyszczały w zmroku, zdawały się przenikać Jeongguka na wskroś. Ten przez chwilę myślał o podjęciu próby obdarowania go uśmiechem, chociaż takim najdelikatniejszym, ale przytłaczające poczucie winy odsunęło go od tej idei, a twarz Jeona pozostała kompletnie wyprana z emocji.
Za to Jimin uniósł delikatnie kąciki ust, w pobłażliwym, ale spokojnym uśmiechu. Zadarł nieco głowę i nie zważając na szczerzącego się gdzieś w tle Hongbina zmrużył powieki, powoli zlepiając własne wargi z ustami czarnowłosego. Chłopak nie posiadał się z zaskoczenia i jakby radości, chociaż może bardziej ekscytacji. Nie chcąc jednak okazywać tego przed bratem Parka, po prostu przymknął oczy, leniwie odpowiadając na pocałunek subtelnymi muśnięciami. Krople deszczu spływały po ich zziębniętych twarzach, wpadały w rozchylające się co jakiś czas usta, drażniły nadwrażliwą skórę. Kookie czuł przyjemne mrowienie nisko w brzuchu. Kiedy już chciał dotknąć szyi Jimina, wpleść palce w jego włosy, ten urwał pocałunek z cichym mlaśnięciem, odetchnął szybko i obrócił się do Hongbina.

- Pójdę do niego. Ale tylko ten jeden raz. - mruknął Jimin, ciągle zaciskając zimne do granic możliwości palce na dłoni Jeongguka.

- Zuch chłopak. Idź, ja zatrzymam Leo. Przynajmniej na jakiś czas. - Lee machnął beztrosko dłonią i ukazał żółte kły światłu dziennemu. Na ten widok Rudy sam lekko się uśmiechnął, kręcąc pobłażliwie głową i oddychając odrobinę spokojniej niż do tej pory.

- Dziękuję. - odparł jeszcze raz pochylając głowę z szacunkiem.

- Hej, dla Ciebie wszystko młody. Odwdzięczysz mi się, jak Jeongguk nie będzie patrzył. 

Jakoś mimo wszystko Kookie nie powstrzymał instynktownego uśmiechu.

- Lećcie. Czuję go. - Bin spoważniał nagle, stając w rozkroku i garbiąc się odrobinę. Jimin zbladł jakby jeszcze bardziej niż do tej pory, chwycił dłoń Kookiego pewniej i puścił się pędem na zachód. 

Natomiast Hongbin stał w jednakowej pozycji, spięty i czujny jak nigdy. Oddychał płytko, cicho, niesłyszalnie dla ludzkiego ucha. Wkrótce poczuł na karku zimny podmuch. Jak się po chwili okazało - oddech.

- Myślałem, że Jimin jest głupi.. - szepnął rosły mężczyzna stojący za Binem, po czym wymierzył mu silne kopnięcie nisko w łydkę, tak, że ten zwalił się bezwładnie na ociekającą deszczem ściółkę i sapnął z bólu, czując jak przedarta na zewnątrz, ostra kość zahacza o zabłocone liście.

- Ale Ty jesteś chyba jeszcze głupszy, Hongbin.


Do przeczytania! - Gabriel



czwartek, 21 stycznia 2016

"Obiecuję" pt.5/5

Tytuł: "Obiecuję"

Paringi: Vmon (Kim Taehyung & Kim Namjoon), Jikook (Park Jimin & Jeon Jeongguk), Vhope (Kim Taehyung & Jung Hoseok)

Opis: Jeju. Nawet nie wiedziałem, że jednak uda mi się tego dzisiaj dokonać, a jednak. Zakończenie moi mili. Wyrobiłem się w pięciu częściach, jej, zaskakuję sam siebie. No ale do rzeczy, nie przedłużam wstępu, czytajcie i czerpcie przyjemność. Dramy ciąg dalszy, zapraszam. #swearingalert


Kiedy za dużo myślisz na dany temat, wiesz tak naprawdę jeszcze mniej niż na samym początku. Pytania zazwyczaj w żaden sposób nie pomagają, a poczucie zagubienia wydaje się tylko bardziej i intensywniej natrętne. Tak właśnie czuł się Kim Taehyung, kiedy zaczynał myśleć o Hoseoku i Namjoonie. 
Okej, był pewien jednego - obaj cholernie mu się podobali. I obaj mieli swoje wady i zalety, jednak w żadnej z opcji nie był w stanie jednoznacznie stwierdzić, że u któregoś jedne lub drugie przeważały. I to był największy problem - gdyby jeden był idealny, a drugi żałosny, wszystko byłoby takie proste. Ale los jak zawsze kpił sobie z Tae i podstawiał mu kłody pod nogi, kiedy wszystko mogłoby być takie piękne i przyjemne. Czym sobie na to zasłużył, eh.

Studniówka klas maturalnych zbliżała się nieubłaganie, a nikt tak naprawdę nie wiedział na czym stoi. Aż do pewnego szarego, deszczowego dnia, kiedy wszystko było zimne i cieknące, tak jak humor i zdrowie TaeTae.
Wyjął z kieszeni paczkę chusteczek i przysunął jedną do nosa, pierwej wyszarpując ją z paczuszki, dmuchając w końcu ze wszystkich sił, które swoją drogą były ostatnimi czasy na wyczerpaniu. Jak on nienawidził chorować.. głównie dlatego, że jego wspaniała rodzicielka nie uznawała choroby jako takiej, jeśli nie musiał jechać do szpitala, innymi słowy szkoła nie miała końca, póki nie złamiesz nogi albo nie dostaniesz raka. Życie to tyle zabawy, jej.


- Hej Tae! - postarał uśmiechnąć się na wydźwięk tego głosu, obracając do niedoszłego rozmówcy i posyłając mu spojrzenie zza łzawiącej zasłony na oczach.

- Cześć Namjoonie.. uh. Wybacz smarkanie. - mruknął w odpowiedzi i ponownie dmuchnął w chusteczkę, zaraz wrzucając ją do kosza i przecierając lewą dłonią zmęczone powieki.

- Dalej tak umierasz? Eh, Twoja mama jest nieludzka..

- Mów mi więcej. - wywrócił oczami i oparł się o ścianę za jego plecami. Czuł, że rośnie mu gorączka. Fantastycznie.

- Co teraz masz? - zagadnął Nam, starając się przekazać Tae chociaż niewielki procent swojej żywotności.

- Fizyka. Chyba naprawdę wyzionę dziś ducha, hyung. Zabij i oszczędź mi cierpienia. - odchylił głowę w teatralnym geście rozchylając poły swojej bluzy. 

Starszy prychnął i również zacisnął na materiale palce, jednak nie celem ukrócenia życia Tae, a wręcz przeciwnie. Pociągnął go w swoją stronę i zamknął w szerokich ramionach. Młody Kim mruknął coś pod nosem o tym, że go zarazi, zaraz jednak wbrew temu zaplótł ramiona na jego pasie i oparł brodę o bark ciemnoskórego. 

- Siema kochasie! - rzucił Jimin, pojawiając się nagle znikąd jak to bardzo lubił ostatnio czynić.

- Hej ChimChim! - odparł uradowany Namjoon i odsunął jedną rękę od Tae, by przybić z nim grabę.

- Dzień dobry cwelu. - zamruczał Tae z ustami przytulonymi do koszuli swojego hyunga.

- Wiecie, że Suzy zaprosiła mnie na studniówkę? - zaintonował śpiewnie Jim, prężąc się do tego dumnie i uśmiechając jak prawdziwy zwycięzca.

- Teraz już niestety tak. - burknął ponownie młody Kim, unosząc się nieco ze swojej dotychczasowej poduszki i rzucając na Parka znudzone spojrzenie. - Kookie nie będzie zieleniał z zazdrości?

- Nie musi, jego zaprosiła Sohyun. To tak jakbyśmy poszli razem, one pewnie i tak będą siedzieć z ludźmi ze swojej klasy, a my możemy wtedy bujać się razem. - odparsknął w odpowiedzi i tylko poszerzył zadowolony uśmiech.

Tae wywrócił oczami i pokręcił głową.

- Wszyscy będą na tej pierdolonej imprezie, tylko nie ja? - warknął niewyraźnie, ponownie chowając twarz w Namjoonowej koszuli. 

- Nie mów hop. - westchnął ten, uśmiechając się lekko pod nosem i puszczając Jiminowi oczko, co ten pojął w lot i chowając chichoczące usta za dłońmi, odszedł powoli pod salę, gdzie czekał już Jeongguk.

- Huh? Co masz na myśli? Hoseok przecież w życiu mnie nie zaprosi, nie mam nawet co na to liczyć. 

- Noo.. tu się zgodzę. Hoseok nie. Może to i dobrze. - Nam starał się powstrzymywać pchający się na usta uśmiech, kiedy Tae odsunął się tak, by móc spojrzeć na rozmówcę z wyjątkowo pytającym wyrazem twarzy, na co składały się między innymi, w opinii starszego, przeuroczo zmarszczone brwi.

- Co Ty knujesz, Namjoon.. Mam się bać tego spojrzenia?

- Raczej nie.. masz tylko zgodzić się iść ze mną.

Taehyung momentalnie odsunął go od siebie i otworzył szeroko oczy.

- Ty tak na poważnie? - zapytał po chwili intensywnego wpatrywania się w hyunga, a gdy ten skinął nieco speszony głową, Tae przyłożył do ust dwie zwinięte w piąstki dłonie i niemalże pisnął.

- Omg! Jasne! Jeju, hyung! - zarzucił starszemu ręce na ramiona i wtulił się w niego z uśmiechem, czując jak zainteresowany również otacza jego pas, odwzajemniając uścisk.

- Dzięki, wiesz.. miałem za uszami, że możesz się nie zgodzić, bo Hoseok i w ogóle..

- Aish, on idzie z kimś innym, to dlaczego ja miałbym być pokrzywdzony. 

- Dobre myślenie, TaeTae. Pochwalam. - starszy Kim przeczesał farbowane włosy swojego dongsaenga i posłał mu kolejny szczery uśmiech.

- Nawet nie wiesz jak się cieszę.. chociaż to znaczy, że nie mogę umrzeć na moje przeziębienie, kurde. - blondyn syknął, spoglądając gdzieś w bok, nie trwając jednak w roli długo i zaraz racząc hyunga perlistym, prostokątnym jak zawsze śmiechem. 

Wtedy zjawił się Hoseok. Odsunęli się od siebie, Hobi zaczynał bowiem przełamywać się co do przytulania w miejscach publicznych, więc Tae na powitanie i pożegnanie dostawał od niego okupiony niezwykłym wysiłkiem uścisk. Zawsze chciał chociaż musnąć jego usta, czy chociaż policzek, ale od tego starszy się uchylał i nie chciał przesuwać ich granicy dalej. Tae ponownie się zawiódł.

- Cześć.. uh. Dzisiaj sądny dzień, jeśli nie zgodzę się z kimś pójść, to może nie zostać wolnych miejsc. Idę zgodzić się na Hyeri, jest chyba najlepsza. Widzimy się na długiej przewie, TaeTae! - uśmiechnął się trywialnie podbiegając do akurat przechodzącej dziewczyny i zagadując ją, z typową dla siebie łatwością.  

Dlaczego z każdym tak łatwo było mu obcować, tylko nie z Tae. Kompletnie nie mógł tego zrozumieć.
Młodszy pokręcił głową, smutnawo spoglądając na własne buty. 

- Hej, mały, nie dołuj się nim. - Namjoon machnął ręką, ale Tae już nie słuchał. Odwrócił wzrok i mruknął coś na pożegnanie, zmierzając w stronę swojej klasy. Po drodze wyciągnął i osmarkał kolejną chusteczkę higieniczną i załzawił się jeszcze kilka razy. Nie koniecznie wyłącznie przez chorobę.

Dni mijały w niesamowitej nudzie, to dopiero połowa roku, a nikomu nie chciało się już uczyć. Chociaż nie, brak chęci do nauki był permanentny, to pokłady energii na znoszenie wszystkiego powoli się wyczerpywały. Tae żył przez jakiś czas radością z możliwości pójścia na studniówkę z Namjoonem, ale i to nie trwało długo. Zaraz zaczął bowiem rozmyślać, czy na pewno powinien, bo w końcu nie pójdzie z dziewczyną, a drugim facetem, co wydawało się bardziej nie w porządku. Z drugiej strony Hobi tak rzadko okazywał mu, że są razem i cokolwiek ich łączy, że równie dobrze mogliby wcale nie tworzyć pary i niewiele by się zmieniło. 
A mimo to był rozdarty. Bo w grę wchodziła miłość od maleńkości, zaufanie, przyzwyczajenie.. nie był gotowy na zmiany. Mimo, że ich cholernie potrzebował.

Aż dobrnęli do tygodnia przed najważniejszym dniem dla maturzysty. Tak, wbrew pozorom studniówka była dużo ważniejsza niż matura. Może nie dla wszystkich, ale Ci raczej szli na imprezę sami, hm.. 

W powietrzu dało się wyczuć wszechobecną ekscytację. Tematy na ustach większości uczniów sprowadzały się do muzyki, jedzenia, alkoholu, kreacji lub partnerów, towarzyszących im w ten jeden, wyjątkowy wieczór. Tae też się od tego nie ustrzegł, zwłaszcza, że wiele osób z jego klasy wybierało się ze starszymi na wspomnianą studniówkę. Jimin podniecał się niezwykle na myśl, że będzie mógł pierwszy raz poprosić Jeongguka do tańca, co Kim musiał cierpliwie znosić i kiwać głową, że tak, rozumie jego szczęście i życzy im upojnej, gejowej nocy. Sam rozmyślał natomiast czy uda mu się jakoś wytłumaczyć swoją prezencję Hobiemu, który do tej pory nie miał pojęcia, że jego chłopak jednak wybiera się na bal, tylko, że nie do końca z nim. 

Kolejne dni, kolejne przemyślenia, brak czasu na skupienie się na czymkolwiek innym. Tae powoli nie wytrzymywał napięcia, ale powtarzał sobie z uporem, że tak będzie lepiej, nie chce rozpętać burzy przed nieuniknionym. I nie rozpętał, aż do studniówki. 

Przeglądał się w lustrze chyba po raz setny. Cały czas coś podpowiadało mu, że musi wyglądać lepiej niż się da, że poprawianie grzywki sprawi, iż nabierze nagle niezrozumiale idealnego kształtu. Westchnął tylko, jeszcze raz prostując materiał cienkiej, lawendowej koszuli w delikatne wzory i nałożonej na nią ciemno-szarej marynarki. Będzie dobrze. Odetchnął ponownie. Spojrzał na zegarek. Namjoon już za chwilę... po momencie stwierdził, że chyba jeszcze raz umyje zęby. 

Odgłos dzwonka do drzwi przeszył jego świadomość zimnym dreszczem. Już. Musisz tam iść, Tae, musisz dać sobie radę. Nie stresuj się, do cholery, to nawet nie Twoja studniówka.. eh.

- Mamo otwórz, to Namjoon! - krzyknął z piętra, po czym ostatni raz przeczesał palcami jasną grzywkę i postarał się zapanować nad rumieńcami ekscytacji.

- Dzień dobry. - mruknął wpuszczony przez drzwi Kim, kłaniając się mamie Tae z dużą dawką uprzejmości. - Przyjechałem po Taehyunga, jest gotowy? - posłał kobiecie rozbrajająco czarujący uśmiech, po czym przekrzywił głowę, jak miał w zwyczaju.

- Jasne, już go wołam.. - pisnęła ta, odpowiadając równie uroczym uśmiechem i podchodząc do schodów. - TAETAE! ZŁAŹ LALECZKO! - po czym obróciła się ku mężczyźnie ze słodziutkim uśmieszkiem. - Zaraz będzie.

Ten w odpowiedzi tylko skinął głową, zaplótł dłonie za plecami i już miał zabrać proponowane przez kobietę miejsce, jednak właśnie w tym momencie usłyszeli ciche stąpanie po schodach. Nam na moment przestał oddychać, czekając aż pojawi się oczekiwany chłopak, a kiedy go wreszcie dostrzegł, uśmiech samoistnie wpłynął na jego usta. 

- TaeTae.. - szepnął, zaraz jednak reflektując się, przez wzgląd na towarzyszącą im matkę chłopaka. - Uhm.. Taehyung. Wyglądasz bardzo atrakcyjnie. - skinął głową i roześmiał się cicho, oferując młodszemu dłoń. Ten z nieco speszonym uśmiechem skorzystał z oferty.

- Taeś.. jejku. Jak książę. - zachwyciła się rodzicielka i ucałowała chłopca w oba policzki, po czym przesłoniła usta wierzchem dłoni. - Nawet nie chcę myśleć o Twojej studniówce, to już za rok, no nie.. rozklejam się.. - westchnęła jeszcze, mrugając intensywnie powiekami i pociągając drobnym noskiem.

- Ay, mamuś.. weź. Kolega tu stoi..

- No ja wiem, wiem, przepraszam, wiem, masz przeze mnie siarę.. uh... już dobrze, już. No idźcie, no. Zachwyćcie wszystkich. - uśmiechnęła się jeszcze przez kryształki łez w kącikach oczu i pogładziła policzki obu mężczyzn.

- Dzięki.. chodźmy, hyung. - Tae skinął z zadowoleniem głową.

- Jasne, proszę. - przepuścił młodszego w drzwiach, po czym ukłonił się przed mamą Tae i sam wyszedł, zamykając za sobą drzwi.

Kiedy tylko opuścili dom Taehyunga, młodszy rzucił się Namjoonowi na szyję i chyba cichutko pisnął.

- Ya! Mój hyung taki przystojny i grzeczny, gdzie ja Cię wygrałem Namjoonie!

- Heh.. mógłbym powiedzieć to samo. - mruknął starszy, obejmując Tae czule i gładząc go delikatnie po boku. - Wyglądasz tak pięknie, jeju.. wszyscy będą mi zazdrościć. 

Delikatny rumieniec na policzkach młodszego Kima chyba mówił jasno, jak bardzo schlebiały mu komplementy hyunga. Przeczesał nieco zakłopotany niesforną grzywkę i rzucił speszone spojrzenie w bok.

- E tam.. heh. Nic specjalnego.. No chodźmy już, bo wszyscy przyjdą, a nas nie będzie. 

Na miejsce dotarli, kiedy około połowa zaproszonych się już pojawiła. Czyli idealnie. Namjoon przedstawił starszym znajomym Taehyunga, będąc zmuszonym do niekomfortowego tłumaczenia się, że nie są parą, a Tae tylko dzisiaj mu towarzyszy. Ku zaskoczeniu młodszego, nikt nie był jakoś bardzo zszokowany czy oburzony tym, że przyszło ze sobą dwóch mężczyzn. Ludzie reagowali zupełnie normalnie, albo wręcz entuzjastycznie. Eh.. dlaczego Hoseok musiał być taki głupi. 
Wkrótce wspomniany zjawił się, pod rękę prowadząc przepięknie wystrojoną Hyeri. Wszyscy wydali z siebie westchnienia zachwytu, a Tae przybrał kolor świeżej pomidorówki. 

- Hoseok, stary, gdzieś Ty znalazł taką modelkę!

- Najważniejsze jak udało Ci się ją przekonać, żeby z Tobą poszła! Hahaha!

Wymieniono kilka komplementów, śmiech perliście rozświetlał atmosferę. Aż do momentu, w którym Hobi w tłumie wypatrzył wielkie, lśniące oczy. Takie same od siedemnastu lat. Wypieki momentalnie wstąpiły na jego policzki, a gardło wydało się zdecydowanie zbyt suche.

- Uhm, przepraszam na moment.. - mruknął, opuszczając zbiorowisko, w którym utknęła Hyeri, po czym sam ruszył w kierunku Tae, który widząc to momentalnie obrócił się do Namjoona przodem, starając się sprawić wrażenie zaangażowanego w rozmowę.

Hoseok jednak nie miał zamiaru kulturalnie dać im dokończyć. Ze sztucznym uśmiechem podszedł do dwójki i syknął do Namjoona nieprzyjemnie.

- Witam, Kim. Mogę na moment pożyczyć TaeTae? - miauknął przesłodzonym tembrem, po czym chwycił młodszego za nadgarstek i pociągnął za sobą, stając dopiero w korytarzu, gdzie było względnie cicho i pusto.

- Co Ty tu do ciężkiej cholery robisz? - warknął na wstępie, ściszonym głosem.

- A co Tobie do tego? Nie jestem tu z Tobą, nie powinieneś mieć z tym problemu..

- No widzisz, jednak kurwa mam. Tym bardziej, że nie jesteś tu ze mną. - wysapał Hobi, czerwony z kipiącej w nim frustracji.

- Nie zaprosiłeś mnie. Zrobił to ktoś inny. Koniec tematu.

- Zrobił to Namjoon. - zaznaczył starszy i odetchnął ciężko, odsuwając się, odgarniając czarną grzywkę i starając się uspokoić nerwy.

- No tak. Ładnie razem wyglądamy. - Tae wzruszył ramionami, starając się zgrywać chłodnego i niezainteresowanego furią Hoseoka.

- Ja pierdole, Taehyung! A od kiedy jesteście razem?! Bo kurwa nie zauważyłem chyba, kiedy zerwaliśmy! - wybuchł, może nieco za głośno, ale jakoś tym razem miał wszystkich głęboko w...

- A nie tego chciałeś? Nie miałbyś więcej problemów, nie musiałbyś niczego ukrywać.. tak byłoby dla Ciebie łatwiej, nie? - westchnął Tae, czując, że jego pokerowa maska powoli słabnie na mocy.

- Kurwa.. nie ma nic lepszego w moim życiu niż ten ciągły strach, że ktoś się dowie. Jesteś najpiękniejszym co mam, Taehyung. I nie rób takiej miny, wiesz o tym, tylko chciałeś to usłyszeć ode mnie, który będzie płakał ze złości i zazdrości, prawda? Chciałeś zobaczyć jak się łamię? Proszę! - krzyknął na koniec starszy, rozchylając z impetem ramiona i czując jak czerwone, załzawione oczy powoli zaczynając wypuszczać wolno pojedyncze łzy. - Wreszcie, tak jak bardzo kurwa chciałeś, mam na wszystkich wyjebane! Niech słyszą, w dupie to mam! Jesteś szczęśliwy, Taehyung? Tego tak bardzo chciałeś??

Strumienie słonych łez toczące się po policzkach młodszego, pozwalały mu milczeć. Trząsł się z spazmach szlochu, kwilił cicho, zanosząc się kolejnymi falami emocji. Nie tak miało się to skończyć, Hoseok miał zielenieć z zazdrości, ale nie płakać. To nie miało się tak skończyć, to wszystko nie tak.. ale teraz nic już nie zrobi. Podjął decyzję i jedyne co mu pozostawało, to przyjąć na siebie ciężar goryczy jaki ze sobą niosła.

- Proszę, Taehyung.. to ja, który nie może znieść tego co się dzieje.. - szepnął jeszcze Hoseok i przetarł rękawem garnituru załzawione oczy.

- H-hobi.. - jęknął Tae, łapiąc w rozchylone usta krople łez.

- Tae.. daruj. Jesteś tu z Namjoonem, idź do niego, pewnie tęskni..

- Hobi pro-oszę! N-nn... nie mów t-tak... - młodszy kilka razy pociągnął nosem, starając się zapanować nad bezlitośnie cieknącymi oczami.

- Ale jak? Sam tego chciałeś, powinieneś być szczęśliwy...

- Przestań, wiesz, że nie mam prawa być..

Zapadła przytłaczająca cisza, przerywana tylko odgłosami cichnącego szlochu Taehyunga. Hoseok odszedł kilka kroków, wlepiając wzrok we własne buty i wciskając dłonie w kieszenie spodni.

- N-nikt nie powiedział złego słowa, kiedy przyszliśmy we dwóch.. - zaczął ponownie młodszy, biorąc wcześniej głęboki, uspokajający wdech. - Nikomu to jakoś nie przeszkadzało. Wystarczyłoby, żebyś się tak wszystkiego nie bał.. 

- A myślisz, że bałem się, bo jestem jebanym tchórzem? Tae, mi cały czas chodziło tylko o Ciebie, ja jestem duży, poradzę sobie, ale gdyby Tobie stała się krzywda z mojej winy.. kurwa, Tae. Przecież ja bym sobie nie wybaczył. Znienawidziłbym się. - westchnął tylko starszy, ponownie przeczesując wilgotną grzywkę. 

Taehyung przez moment nie odezwał się ani słowem, a kiedy już otworzył usta, chcąc wreszcie powiedzieć cokolwiek, co mogłoby ich pogodzić, w słowo weszła mu najmniej niekonfliktowa w tym momencie osoba.

- Mógłbyś go wtedy obronić i pokazać, że Ci zależy. - warknął nowo przybyły, otaczając Taehyunga ramieniem i przyciągając do siebie.

Hoseok po raz kolejny powtórzył w myślach jak bardzo chciałby, żeby Namjoon nigdy się nie urodził. 

- Ty zamiast mieszać mu w głowie i pokazywać swój pierdolony wielce romantyzm, może trzymałbyś ręce z daleka od czyjegoś chłopaka. - odparł konkretnie rozeźlony Jung, podchodząc do starszego Kima i bez ostrzeżenia popychając go z impetem. 

Ten uderzył plecami o ścianę i zmrużył mściwie powieki. Wiele słów tu nie padnie, obaj doskonale o tym wiedzieli. Teraz to już czysta walka. Ogień otwarty.
Hoseok zamachnął się celem wymierzenia Kimowi ciosu sierpowego, jednak ten w porę złapał go za przedramię i pociągnął za siebie, łokciem wymierzając mu cierpkie uderzenie w żebra. Tae jęknął przerażony i zasłonił usta dłońmi, ale Namjoon nie poświęcał temu wiele uwagi. On albo Hoseok. Teraz albo nigdy. Póki Kim wyginał się, przyćmiony bólem, podszedł do niego, złapał za nadgarstki, podciął mu nogi, tak, że walka zeszła do parteru. Położył go brutalnie na posadzce i przydusił niedelikatnie kolanem, by ten nie miał opcji się wyrwać.

- Zostaw go tchórzu! Nie jesteś go wart! - warknął Namjoon nieprzyjemnie, brzydko krzywiąc się w kierunku unieruchomionego rówieśnika. 

- Khh.. huh.. Za to Ty nadajesz się świetnie, wojowniku.. - wychrypiał ze zbolałym uśmiechem Hoseok, na co Nam zmarszczył brwi i docisnął kolano mocniej.

- Kurwa stop, ej, co Ty się.. - jęknęła któraś z dziewczyn, jednak zaraz została odesłana przez Namjoona i jego mściwy wzrok.

- Hyung? - szepnął Tae, zbliżając się do dwójki na podłodze z czerwonymi od płaczu oczami.

Namjoon spojrzał na niego ze złością, jednak zaraz jego twarz powróciła do łagodniejszego wyrazu, a on sam wypuścił Hoseoka i stanął przed Tae, spoglądając na niego nieco skruszonym spojrzeniem. 

Młodszy w milczeniu patrzył na ciemnoskórego, po czym ostatecznie westchnął ciężko i z nieco gorzkim wyrazem twarzy odwrócił głowę. Spojrzenie skierował na Hoseoka, tam też się udając i odrobinę nieporadnie pomagając mu wstać. Nie ważne, chodziło o gest. A Namjoon gest zrozumiał.

- Więc jednak wybierasz tego tchórza? Heh.. - Kim pokręcił z kpiącym uśmiechem głową, po czym przeczesał krótkie włosy.

- Hyung.. chyba źle coś zrozumiałeś, z tytułu czego mi przykro. Nigdy nie było żadnego wyboru. - Tae opuścił wzrok, ciężko wzdychając i lustrując twarz Hobiego. Stanął przed nim i uniósł dłoń, muskając palcami policzek starszego. - To jest mój jedyny na świecie Hobi. Nie zastąpisz go, mimo, że pewnie byłbyś świetnym chłopakiem. Ale jego kocham i to zasadnicza różnica. 

Z tłumu gapiów wyrwało się kilka rozczulonych jęknięć, głównie ze strony dziewcząt. Hoseok stał jak zamurowany, zaraz jednak rozpogodził się i niepewnie objął swoje małe szczęście, umiejscawiając dłonie nieco powyżej jego bioder. 

- Pocałujcie się! - krzyknął ktoś z tłumu, co wszyscy podłapali i zaczęli skandować motywujące okrzyki.

Dwójka nieco się speszyła, Tae z uśmiechem opuścił wzrok i chyba nieco się zarumienił, Hoseok ciągle lustrował jego słodką twarz. W końcu jedną dłonią uniósł jego głowę, delikatnie zadzierając jego podbródek ku górze, na co podniósł się podekscytowany huk ze strony gapiów. Zaraz jednak kolejny anonimowy ktoś zaproponował, żeby zostawić ich samych, więc zbiorowisko rozproszyło się, ku uldze i uciesze obu chłopców. Ostatni odszedł Namjoon, spoglądając na parę przez ramię. Pokręcił głową, westchnął cicho, wsunął dłonie do kieszeni spodni i posuwając nogami odszedł powoli od Hoseoka i Taehyunga.

- Nie umiesz się bić, Hobi. - zaczął Tae, kiedy korytarz znów stanął pusty. - I jesteś strachliwy. Nie dbasz o mnie wystarczająco, nie okazujesz mi ciepła, nie trzymasz za rękę, nie przytulasz i nie całujesz wystarczająco dużo. Nie doceniasz tego, że jesteśmy razem i nie rozumiesz jak dużo rzeczy, których Ty nie dajesz, mógłby dać mi Namjoon. - mruknął jeszcze, po czym spojrzał poważnie na Hoseoka i zacisnął usta w wąską linię. - Czemu miałbym z Tobą zostać, powiedz mi...

- Kocham Cię, Tae. Jak nikogo do tej pory. - zająknął się Hoseok i odetchnął zrywnie przez nos. 

- Wiem. A ja Ciebie. I chyba jestem na Ciebie skazany... - młodszy wywrócił oczami, po czym uniósł jeden kącik ust.

- Tae, ja naprawdę zmienię się na takiego, jak chcesz, będę lepszy i..

- Zamknij się i pocałuj wreszcie swojego chłopaka. - zamruczał jeszcze Taehyung, po czym przyciągnął do siebie hyunga i złączył ich usta. 

Czułość, tęsknota, ulga. Hoseok zmrużył powieki i chyba po raz pierwszy nie bał się, że ktoś ich zobaczy. Tae zamknął oczy, przytulił klatkę piersiową do torsu starszego i przekręcił lekko głowę w bok. 

"- Obiecujesz, że już na zawsze?" 

"- Obiecuję. Na zawsze razem."


(Oh my fuck, to zakończenie było tak romantyczne, że nawet nie wiem jakim cudem udało mi się to napisać, a do tego skończyć w jednym rozdziale tak jak chciałe, woah. No ale cieszę się, że już po wszystkim, rzygłem tenczom, nara dobranoc XD)

Do przeczytania! - Gabi



sobota, 16 stycznia 2016

"Obiecuję" pt.4/5

Tytuł: "Obiecuję"

Paringi: Vhope (Kim Taehung & Jung Hoseok), Vmon (Kim Taehyung & Kim Namjoon), Jikook (Park Jimin & Jeon Jeongguk)

Opis: Oki, ciśniemy dalej. Naprawdę się rozkręciłem i coś czuję, że prędko tego nie skończę. Chociaż mam nadzieję, bo moje wielkie plany fikowe spoczywając w gruzach, przez takie randomowe, dzikie ficzki, które nagle wpadają mi do głowy i nie chcą wyjść. No ale - kolejny rozdzialik, snujcie domysły co się stanie, wchodzę w cholerną dramę, ale bardzo mi się to podoba, więc trudno. Będę pisał dramy. #choryGabi #pisałemzgorączką #wybaczciejeślicośniepyknie


Sytuacja zaczęła być konkretnie irytująca. 
Od dnia, w którym Taehyung poznał Namjoona, życie Hoseoka opierało się na zazdrości i wścieku jelit na widok tego upośledzonego murzyna. Tae bujał się z nim cały czas, dosłownie na każdej jednej przerwie i to zdecydowanie zbyt śmiele, jak na kolegów. A Hobi musiał to obserwować, bo jeśli będzie się rzucał, to wszyscy zaczną podejrzewać co jest na rzeczy. Był więc między młotem a kowadłem. I nie mógł pogodzić się z rzeczywistością, jaki wredny los na niego przygotował. 

Namjoon za to czuł się świetnie. Od pierwszego spotkania był przekonany o gejowskich zapędach Hoseoka, dlatego specjalnie spytał pamiętnego dnia o to, czy idzie się spotkać z dziewczyną. Odpowiedź "nie", była wszystkim, czego Kim potrzebował do szczęścia. Zwłaszcza, że potem poznał TaeTae, który był niewątpliwie najsłodszym płodem tej ziemi. A i młodszy najwyraźniej uznał go za wystarczająco interesującego, by olewać swojego dotychczasowego chłopaka i spędzać z nim całe przerwy. 

Często też zdarzało się, że siedzieli we trójkę. Te momenty były najkomiczniejsze. Oczywiście dla nikogo tak bardzo jak dla Tae. Wreszcie czuł, że żyje. Dwóch facetów, niczego sobie z resztą, z tego jeden, któremu oddał serce w wieku lat dwóch, a może i wcześniej, a drugi, który sprawiał, że czuł to śmieszne uczucie w podbrzuszu za każdym razem, gdy na niego spojrzał. I co najlepsze w tym wszystkim - obaj go pragnęli. I kłócili się o niego, walczyli i starali. Właśnie takiej atencji potrzebował Taehyung, takiej, która by go stuprocentowo satysfakcjonowała. Był rozchwytywany i podobało mu się to. Nawet bardzo. 

Ale pewnej przerwy Hoseok postanowił wziąć sprawy w swoje ręce i to dosłownie. Nie zważając na możliwość bycia złapanymi, po prostu zaciągnął Tae do męskiej ubikacji i.. hm. Zabrał co swoje. Młodszy na pewno nie narzekał. 

A Namjoon przesiedziałby całą długą przerwę w samotności. Gdyby nie pewna dwójka. 

Weszli do szkoły z podwórka wymieniając z zapałem zdania i śmiejąc się bez skrępowania. Kim przekrzywił głowę, jak miał w nawyku i postanowił chwilkę ich poobserwować. Stanęli pod salą, w której lekcje miał mieć Tae. Hm. Czyli najwyraźniej, któryś z nich chodzi z nim do klasy. Ciekawe. 

Jeden z chłopców był wyższy, miał farbowane na czarno, przydługie włosy. Ubrany w koszulkę z logiem deathmetalowego zespołu najpewniej, gdyż Nam ile by się nie starał, nie dałby rady się rozczytać z tego chaosu w szambie. Do tego czarne rurki, odrobinę zdarte glany. Hm. Typowy emosek. Ale nie można mu było odmówić urody.

Drugi za to prezentował sobą całkiem inny styl. Włosy także farbowane, czerwonawe, chociaż chyba bardziej pomarańcz. Pozostawmy odcienie profesjonalistom, Namjoon nigdy nie znał się na kolorach. Do tej fantazyjnej fryzury, niższy nosił bardzo niemęski, za to uroczy granatowy golfik, w drobne, białe paski. 

Na sto procent byli razem. 

Nam nie miał ani odrobiny wątpliwości. Zwłaszcza przyglądając się temu, w jaki sposób niższy patrzył na emoska. Swojego emoska. Kim aż uśmiechnął się pod nosem, zaczynając wyobrażać sobie jak musi wyglądać ich słodziaśna relacja. Na pewno byli mniej skrępowani niż Hoseok z Tae. Dlatego, zdaniem Nama, młody marnował się przy tym kołku. Seok za bardzo się bał, był skupiony na swojej opinii, a nie powinien, mając dla siebie taki skarb jak Taehyung. Sam nie wiedział jak starszy tego dokonał, ale musiała się za tym kryć jakaś dłuższa historia. 

Na huk drzwi męskiego, obrócił się szybko, lustrując TaeTae ze zdecydowanie zbyt dużymi wypiekami. Starał się udawać, że najnormalniej był się odlać, ale na kilometr można było usłyszeć łomotanie jego serca. Uśmiechnął się szeroko i sugestywnie, kiedy Taehyung ostrożnie usiadł obok niego i głęboko odetchnął.

- Jak tam? - mruknął Nam, zerkając na nowo przybyłego kątem oka, nadal nie mogąc powstrzymać pchającego się na usta uśmiechu.

- Super. Serio. Dobrze jest. - odparł Taehyung zachrypniętym głosem, a Namjoon prychnął pod nosem i podkulił ramiona. 

- Podejrzewam. Hej.. znasz ich? - rzucił starając się nie wprowadzać Taehyunga w jeszcze większe zakłopotanie i głową wskazał w kierunku pary stojącej pod salą lekcyjną młodszego.

- Mówisz o tym rudym i wampirze? Jasne, to Jimin to mój najwierniejszy życiowy prześladowca. Ale na szczęście Jeongguk go rozprasza. - młody aż uśmiechnął się lekko i przeczesał grzywkę. 

- Są razem?

Tae przybrał barwę cegły i zlustrował Namjoona z szeroko otwartymi oczami.

- Co? To jakaś tajemnica jak Ty z Hoseokiem?

Nam nie sądził, że młody Kim może być jeszcze czerwieńszy niż do tej pory. A jednak.

- Oj no nie patrz tak na mnie. Robicie z tego takie halo, jakby poza wami nie było gejów w szkole. No proszę was, dajcie spokój. Poza tym to widać. Tak jak u nich, wystarczy, że zobaczysz jak ten rudy patrzy na tego drugiego.. Jungguka, czy jak mu tam. 

TaeTae chyba pierwszy raz sprawił wrażenie, jakby ktoś zamknął mu usta na klucz. Rumieniec nieco mu już zszedł i wydawało się, że ochłonął. Kiedy policzki wróciły do względnie normalnej barwy, spojrzał z zainteresowaniem na Namjoona.

- A.. a Ty?

- A co myślałeś, że tak tylko się z wami bujam?

- Uh.. i nie boisz się tak na głos? Przecież, ludzie..

- I co ludzie Ci zrobią, Taehyung? - warknął Namjoon, wczuwając się w temat. Uwielbiał dyskutować o wychodzeniu z szafy i swoich prawach. Taki typ, nie lubił, kiedy ograniczało się go ze względu na to, kim jest.

- No będą gadać, a mało było pobić ze względu na orientację.. - jęknął po chwili namysłu młodszy, obserwując płonące pasją tęczówki starszego Kima. 

- W takim razie potrzebujesz kogoś, kto pobije tych, którzy będą chcieli Cię skrzywdzić. - odparł na to starszy, cichym, przyjemnie chrapliwym, a do tego głębokim, ciemnym głosem, wpatrując się w Tae chyba zbyt intensywnie, ale jebać. Tak czuł i tyle. - Hoseok jest takim kimś? - zapytał jeszcze, unosząc dumnie głowę i nieco się spinając.

Kasztanowłosy opuścił szybko wzrok z szeroko rozchylonymi powiekami i zaplótł nogi w nerwowym geście. Namjoon za to rozsiadł się wygodnie, stwierdzając swoje bezapelacyjne zwycięstwo. Zaraz dołączył wspomniany wcześniej Hobi i zajął miejsce obok ciągle nieco skrępowanego Tae.

- Coś nie tak? - westchnął, starając się nie zabrzmieć w towarzystwie na zbyt zmartwionego. 

- Nie. Wszystko dobrze. - Tae podniósł szybko głowę i obdarzył Hoseoka wyjątkowo czarującym, słodkim uśmiechem. Ten zmarszczył brwi i rozejrzał się nerwowo, czy aby nikt inny tego nie dostrzegł. Namjoon bezustannie kątem oka kontrolował rozwój akcji.

W pewnym momencie TaeTae pochylił się w kierunku swojego partnera, w oczywistym geście. Hoseok natomiast odsunął się szybko, wstał jak poparzony i otworzył szeroko oczy.

- Co Ty robisz? Chory jesteś? Przerwa, wszyscy patrzą? Coś Ci się chyba pomieszało, Taehyung... - Hobi pokręcił głową i przeczesał grzywkę, starając się ochłonąć ze stresu. 

I zanim Tae zdołał z siebie cokolwiek wydobyć, ich uszy przeszył ostry, nieprzyjemny dźwięk dzwonka obwieszczającego koniec przerwy. Hoseok obrócił się szybko i prawie odbiegł w kierunku skrzydła, w którym miał teraz lekcję. Namjoon niedługo później także dźwignął się z ławki, po drodze pochylając nad bladym Taehyungiem i opierając dłonie o jego uda.

- I co? On Cię obroni? - mruknął dyskretnie, unosząc brwi w cynicznym, smutnawym uśmiechu.

- J-ja.. - miauknął Tae, spoglądając na starszego i wzdychając głęboko.

- Nie Ty. TaeTae, zrozum. Nie jesteś winny jego brakowi jaj, ale za to on jest winny Twojej smutnej mince. - Nam zacisnął pełne wargi w półuśmiechu i skubnął pieszczotliwie policzek młodszego. - Teraz się nie zadręczaj, po prostu o tym pogadajcie. Nie chcę niczego psuć, ale nie pozwolę, żeby sprawiał, że czujesz się źle. - zadeklarował się jeszcze i uśmiechnął ciepło.

- H-hyung.. Ale.. Jak ja mam z nim o tym rozmawiać, on nigdy nie będzie chciał wyjść na jaw z "nami". - oczy Taehyunga nieco posmutniały, a zapał spłynął z jego buźki.

- Musisz wszystko sobie przemyśleć, Tae. Wiem i rozumiem. Tylko nie poświęcaj się za bardzo. Jesteś wart kogoś lepszego. - nie zwracając uwagi na jednego, czy dwóch gapiów, przeczesał delikatnie włosy młodszego swoimi smukłymi, długimi palcami, na co na nadwyrężonych już i tak policzkach, ponownie wykwitły różyczki urokliwych rumieńców. Namjoon bardzo zadowolony z siebie odsunął się i wyprostował przed chłopcem.

- Namjoonie, pogadamy jeszcze o tym? Chyba muszę wreszcie komuś się zwierzyć..

- Taeś, jestem zawsze dla Ciebie. I będę. Obiecuję.

A w klatce piersiowej Taehyunga coś załomotało i przypomniało słowa innego mężczyzny, który teraz zostawił go i nawet nie obejrzał się za siebie. Chyba naprawdę musiał poważnie przemyśleć czego oczekuje od swojego partnera. Wreszcie ktoś otworzył mu oczy i pokazał, że Hoseok nie jest jedynym facetem, który może dać mu szczęście. 
Całą resztę dnia w szkole, Tae zastanawiał się, rozmyślał i analizował sytuację, w którą wrzuciła go fortuna. Z jednej strony dopiero zaczął odkrywać, że nie na Hobim świat się kończy i był niepewny swoich uczuć, z drugiej coś wewnątrz chłopca łkało o zmiany, żeby ktoś wreszcie na oczach innych zamknął go w ramionach i spił pocałunek z ust. Żeby ludzie mu zazdrościli. 

Tylko kto jest w stanie mu to zapewnić?

Hoseok? 

Wiecznie przestraszony, chcący sekretów i tajemnic przed innymi, bojący się nawet głupiego buziaka pod koniec przerwy? 

Chaos. Wewnątrz głowy Tae miał miejsce chaos. W tym chaosie brał udział Hobi, ale też Namjoon, a nawet Jeongguk z Jiminem. Naprawdę byli razem? Podejrzewał taką opcję, ale nigdy ich nie przyłapał.. mimo to uwaga hyunga była trafna, Jimin patrzył na młodego w taki sposób, że uśmiech sam wpływał na usta. 

Kto patrzył na Tae w taki sposób? 

I pierwszy raz w jego głowie z chaosu kilkunastu twarzy pozostała jedna.
Z ciemną karnacją, pięknymi, obfitymi ustami i przenikliwym, zmysłowym spojrzeniem. 


Do przeczytania! - Gabek



środa, 13 stycznia 2016

10 000 wyświetleń! - 10 000 views!

Jeju jeju, przegapiłem kiedy stuknęło nam 10 000 wejść, moje słodziaki ;w; No cóż, nie chciałem, żeby ten dzień nastąpił, ale po raz kolejny przysługuje wam wybór specjala. Zgodnie z moimi niezawodnymi statystykami *zagląda w papierki* bezsprzecznie najwięcej aktywności otrzymał od was shot "Nie przekręcaj klucza". Jako, że BTS to najbardziej maltretowany przez moją twórczość zespół, to nie będę tym razem traktował specjala jako coś doceniającego fandom ogólnikowo, a szczególny paring. W tym przypadku był to Vmin, więc tak - piszcie swoje sugestie związane z tym shipem, a ja postaram się sklecić z nich coś porządnego i niedługo możecie spodziewać się tej super-duper-specjalnej rzeczy na moim blogu. 

Poza formalnościami... jej. Chciałbym wam kosmicznie bardzo podziękować, nie marzyłem, że tak szybko uda mi się uzyskać taki rozgłos, i że moja twórczość przemówi do tak dużego audytorium. Jeszcze raz wielkie dzięki za wszystko co dla mnie robicie. Jesteście najlepsi. Kocham was :<

Nie jestem typem, który od pochwał osiada na laurach, więc spokojnie - dalej będę dawał z siebie wszystko i jeszcze więcej. Liczę na wasze zainteresowanie, motywację i od czasu do czasu dobre słowo czy sugestię. 

No to hm.. widzimy się przy 50 000? <3

Do przeczytania! - wasz Gabryś



***

Holy moly, I never noticed when we've reached 10 000 views, bunnies ;w; Well, I'd rather this day didn't come at all, but once again you are priviledged to choose the special fanfic. According to my infallible stats *searches through the docs* the one that has recieved the largest amount of your love is clearly one shot in polish "Nie przekręcaj klucza". Since BTS is the group that I regularly use in my output, this time we're going to choose not a band in general, but a particular pairing. And in this case it was Vmin. Well then - comment your suggestions below and I'll rig something up out of them. Expect  me to add this special as soon as possible tho.

Now besides all formal stuff.. damn. I'd love to thank you so so much, I would have never dreamt about becoming that well known and liked in such a shotr period of time. Thank you again. You're honestly the best. All the love :<

I'm not this type of person that would get lazy and feel as if I was some big fish - I'll work even harder, promise. Hope for you to carry on motivating me and letting me see your interest in my stuff. 

What else to say.. see ya around 50 000 views?

Till the next time! - your Gabe