Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jedyny kochanek Park Jimina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jedyny kochanek Park Jimina. Pokaż wszystkie posty

sobota, 7 listopada 2015

"I won't mind" - RP (feat. RinYoo) pt.6 - ENDING!

Title: "I won't mind"

Pairings: Yoonkook (Suga & JungKook), Jihope (J-hope & Jimin)


Summary: Czyli finał. Po sześciu rozdziałach, rozdzialikach i rozdzialiskach, jesteśmy tutaj - ja z piersią dumnie wypiętą ku słońcu, a wy przed ekranem, sprawiający mi niebywały zaszczyt, czytając ten finalny rozdział. Kocham was serdecznie, fluffowe as fuck, ale i tak liczę na ciepłe przyjęcie. (kolejna zakończona rzecz, tryin' to contain feels so bad ;w;)


Y:
- Nie, absolutnie. - również uśmiechnąłem się, tak samo szczerze i serdecznie jak Jimin. 
Puściłem Kookiego, sam nie do końca wiedząc co do cholery wyprawiam. Stanąłem przed Jiminem z dumnym uśmiechem, zadowolony, że przynajmniej tym razem mam do czynienia z kimś niższym od siebie. 
- Jeśli chcesz, możecie sobie z Hoseokiem popatrzeć, mi to ani troszkę nie wadzi. - wyszeptałem napierając nieco na swojego rozmówcę. 
Nie często zdarzało mi się być agresorem, ale czy moje działania naprawdę nie były uzasadnione? Ten cwaniaczek już drugi raz przerywał mi moment z całkiem ważną dla mnie osobą. Kto wie, może gdyby nie on, coś by się między nami stało, może nawet.. huh, cóż, biorąc pod uwagę całą atmosferę i to jaką intymnością dzieliliśmy się tego ranka z Junggukiem, może bym go pocałował. Sam nie wiem. W końcu nie byłoby to aż takie nie na miejscu, prawda? Tak się czasem dzieje, dwójka ludzi, przytulają się, morze, plaża.. kto wie. Ale o tym się nie przekonamy, ponieważ pan Park stwierdził, iż genialnym pomysłem będzie wtrącić się ponownie i zburzyć nasz zamek z piasku.
Byłem zdrowo poirytowany, czego wcale nie chciało mi się ukrywać. Patrzyłem z góry w oczy Jimina, nie mając pojęcia jak zareaguję na choćby jedno słowo jakie powie.

JK:
Słowa Yoongiego, wypowiedziane z nutką agresji (co w wypadku blondyna zupełnie wystarczało, aby kogoś nie na żarty przestraszyć), najwyraźniej dość mocno zaskoczyły Jimina. I nawet mu się nie dziwiłem. Prawda, starszy chłopak często groził komu popadnie, a zwroty takie jak "chcesz zginąć?" nie były u niego rzadkością, to jednak tym razem... Nawet mnie przeszły ciarki, chociaż słowa te nie były skierowane do mnie.
Tym razem Yoongi nie wyglądał jak mały piesek próbujący zgrywać groźnego wilczura.
Tym razem nie było w jego głosie słychać mimowolnego śmiechu.
Teraz szeptał, a każde jego słowo ociekało złością, natomiast na ustach grał mu ten pozornie miły uśmieszek. Moje ciało najwyraźniej uważało, że wkurwiony Yoongi to seksowny Yoongi, bo poczułem dziwne ciepło, i to nie tylko w policzkach.
Cholera, stop, nie czas na takie myśli.
Szczęśliwie (bądź też nie), oderwał mnie od nich głos Jimina.
-Uh-huh, chętnie popatrzymy - chłopak najwyraźniej otrząsnął się z szoku, bo na nowo promieniowała od niego pewność siebie - jeśli będzie na co. - dodał z kpiną.
Kurwa, Jimin, nie prowokuj go...
Miałem przeczucie, że Yoongi może wkurzyć się o wiele bardziej,
i że żaden z nas nie miałby ochoty tego doświadczać.

Y:
Nie podobało mi się, że prowokował.
Mojej cierpliwości było dużo, każdy o tym doskonale wiedział, ale ten gnojek żył chyba w innym świecie i uważał, że się nie skończy.
No cóż. Każdy lunatyk kiedyś się budzi.
Chciałem pokazać mu, jak dużo będzie się działo, tak. Głośno przyznałem przed sobą, że cokolwiek teraz siedzi w mojej głowie, a plątało się tam mnóstwo emocji, głównie negatywnych względem Parka, to chciałbym bardzo po prostu teraz podejść do Jungkooka i go pocałować. Na samą myśl poczułem delikatne mrowienie w podbrzuszu. No to jest idealny moment, faktycznie. Jednak nie mogłem, to by było spełnienie jego warunku, nie mogłem teraz działać w tak nieprzemyślany sposób. Mierzyliśmy się wzrokiem kilka krótkich chwil, po czym wypaliłem bezwiednie:
- Co w takim razie chciałbyś zobaczyć, Park? - rozłożyłem ręce na boki, z szerokim uśmiechem przekręcając głowę na bok. Pobawmy się jeszcze, nie mogę przywalić mu tak otwarcie w obecności Kookiego i Hoseoka, to by mogło im spaczyć mój obraz. Trzeba zachować zimną krew, jeśli szczeniak się nie przestraszył, to podejść go sposobem. Prychnąłem zduszonym śmiechem, zarzucając dumnie grzywką. Nie podskakuje się ot tak Min Yoongiemu.
- J-jimin-ah... - Hobi wyraźnie zakłopotany całą sytuacją nagle znalazł się tuż przy Parku, chwytając go za rękaw kurtki z podkulonymi ramionami.
- Nie kłóćcie się z hyungiem... - dodał jeszcze, opierając głowę o jego bark. Jimin zerknął na obiekt swych wzdychań z rozczuleniem, po czym powrócił już cwany jak zawsze do mojej postaci przed sobą.

JK:
Widząc jak Jimin patrzy na Hoseoka aż trudno mi było uwierzyć,
że w ogóle mogłem się na  nich kiedyś złościć.
Na pierwszy rzut oka dało się zauważyć,
jak bardzo się lubią, i było to strasznie urocze.
Huh...
Chyba faktycznie już mi przeszło z tym Jiminem.
Teraz liczył się Yoongi - chociaż nie, on liczył się od zawsze.
Po prostu dopiero teraz zdałem sobie z tego sprawę. No właśnie, jeśli już o nim mowa... Nadal tak stał, mierząc Parka wzrokiem, i zaczynałem się trochę martwić o to, jak się sprawy dalej potoczą. Dlatego, kierowany jakimś niezrozumiałym impulsem, podszedłem do niego i objąłem go w pasie, opierając podbródek na jego ramieniu.
- Hoseok-hyung ma rację - powiedziałem z uśmiechem
- Nie ma sensu się sprzeczać o byle co.
Było to zachowanie na tyle do mnie nie podobne,
że na chwilę cała trójka wbiła we mnie swój wzrok, nic nie mówiąc.
Starałem się nie przejmować nagłym nadmiarem uwagi skierowanej w moja stronę. Wtuliłem twarz w szyję Yoongiego, żeby ukryć zawstydzenie,
które zapewne się na niej malowało.

Y:
Nagle poczułem się, jakby ktoś mnie zabetonował. Ostatnim, czego się spodziewałem, było aktualne posunięcie Kookiego. Było to z drugiej strony bardzo przyjemne zaskoczenie. 
W ułamku sekundy, kiedy dłonie Jeona zaplotły się wokół mnie, wszystko mi się pomieszało. Czy ja w ogóle byłem na kogoś zły? Skręciłem głowę, usilnie starając się zobaczyć jak Kookie wygląda w takiej sytuacji, jednak młody uparcie chował twarz, przyciskając ją do mojej szyi, więc za wiele nie udało mi się dostrzec.
Powróciłem więc spojrzeniem do Jimina, jedyne co czyniąc względem Kookiego to unosząc rękę i spokojnie układając ją na tych zaplecionych na moim brzuchu. 
Odetchnąłem głębiej, na krótką chwilę przymykając powieki.
Otworzywszy oczy, uśmiechnąłem się, trochę speszony swoim szczeniactwem, trochę całą idiotyczną sytuacją.

- Nie sądzisz, że mają trochę racji? - mruknąłem niechętnie, gładząc dłonie Jeona, który wkrótce rozplótł je, by jedną złapać tą należącą do mnie. Serce zabiło mi nieco szybciej. 


JK:
Przez chwilę ściskałem dłoń Yoongiego w mojej, jednak szybko doszedłem do wniosku że pozycja, w jakiej się znajdujemy, nie jest dla mnie zbyt korzystna. Byłem prawie pewien, że chłopak jest w stanie wyczuć spazmatyczne bicie mojego serca, które najwyraźniej usiłowało przebić się przez moją klatkę piersiową i zaatakować ściskanego przeze mnie blondyna. Odsunięcie się od niego wydawało się jedyną rozsądną decyzją jaką mogłem podjąć, ale jednocześnie bardzo nie chciałem tego robić. W końcu, z wielkim wysiłkiem, oderwałem się od pleców Yoongiego i puściłem jego dłoń. Cały czas miałem wrażenie, że powinienem coś zrobić aby pokazać mu, że to nie koniec, że jeszcze wrócimy do naszej rozmowy, i że tym razem nikt już nam nie będzie przeszkadzał. Dlatego właśnie kilka milisekund później na powrót stałem tuż obok niego. Z prędkością światła uraczyłem go całusem w policzek, po czym równie szybko odsunąłem się
i zacząłem iść w kierunku zaparkowanego w oddali pick-upa.
- Co powiecie na jakieś śniadanie? - rzuciłem przez ramię, mając nadzieję że nie zabrzmiało to aż tak głupio jak w mojej głowie i że którykolwiek z nich za mną pójdzie.
A przynajmniej Yoongi.
- Strasznie zgłodniałem - dodałem z uśmiechem.
Co do hyunga - pomyślałem - to chyba mam pewność. 

On zawsze będzie ze mną.



The end.

Do przeczytania! - Gabriel.



piątek, 16 października 2015

"Jedyny kochanek Park Jimina" pt.3/3

Title:"Jedyny kochanek Park Jimina"

Pairings: Jikook (Park Jimin & Jeon Jungguk)

Summary: O ja nie wierzę. Naprawdę udało mi się coś zakończyć. Omg. Rynna przepraszam z góry; wiem, że wszystko mi wybaczysz, ale muszę teraz pokutować przez pół roku, bo i tak wyszedł zajebany angst. Przekleństwa + sceny pod wpływem alkoholu (całkiem możliwe, że także innych używek) 


Energicznym ruchem otworzył drzwi, rozległ się cichy jęk, po chwili torba z łomotem opadła na podłogę.
Niechlujnie zrzucił z siebie buty, po drodze pozostawiając też szary płaszcz. Bezwładnie opadł na ich mało nowoczesną sofę, wygodną jednak na tyle, że walory estetyczne nie grały roli.
Był na prawdę wykończony. Harował bez wytchnienia ostatnie tygodnie, specjalnie nie dając sobie myśleć o głupotach. Rozproszenie bowiem pojawiało się ilekroć najmniejszy szczegół przypominał mu o październikowym zdarzeniu. Oczywiście mógł udawać przed znajomymi, kolegami z klasy, nawet przed Jiminem. Ale zostając sam ze sobą, po prostu nie umiał odpędzić od siebie uporczywie przypominających o swojej egzystencji obrazów.
Oddech, spojrzenie, jęk.

-Kookie...

Głos brzmiał prawie jak realny. Chłopak uśmiechnął się delikatnie.
Sam nie wiedział kiedy, ale jego dłoń jakoś tak dziwnie wpełzła pod materiał koszulki, niewinnie zataczając powolne kręgi na własnej skórze.

-Kookie. Co Ty odpierdalasz?

Zmarszczył brwi i otworzył oczy. Przed nim stał całkiem rzeczywisty Park, z krwi i kości, zdecydowanie nie mara senna. 
Młodszy zerwał się z sofy, jakby ktoś nagle rozgrzał ją do czerwoności. 

- Jimin-ah, co Ty tu, co tak wcześnie, co...

- Dobra cicho, czekaj. Czy Ty właśnie..

- Nie! Ja tylko..

Park roześmiał się gardłowo, klepiąc współlokatora po chuderlawym ramieniu. 

- Spokojnie, to całkiem normalne. Dlatego tak do Ciebie nie pasuje.

Wkrótce chuderlawe ramię przywaliło autorowi słów całkiem celny cios w żołądek. Jimin krztusząc się śmiechem złapał za obolałe mięśnie i poczerwieniał na twarzy. 


- Wychodzę do klubu maleńka! - zaintonował śpiewnie, obracając się kilka razy i kończąc pokaz bardzo efekciarską pozą. 
Wyglądał bajecznke, przecież każdy to widział. Cudownie opinające, czarne dżinsy z przetarciami na udach, mocno wycięta koszulka na ramiączkach. Te nogi, te ręce, ten uśmiech. Nic dziwnego, że popadł w takie samouwielbienie na przestrzeni lat, prawdziwym wyczynem byłoby w posiadaniu takich kształtów pozostać skromnym. 
- Mhm. - Kookie nawet nie spróbował obejrzeć się na swojego boskiego współlokatora, w myślach zdzierając sobie gardło. Co on mu zrobił, no nie.

- No hej, nawet nie spojrzysz?

- Jimin, jestem zajęty..

- Eh, czasem mam wrażenie, że jednak jesteś starszy niż ja. Tak o pięćdziesiąt lat.

Nie, nie da się sprowokować. Zachował milczenie, tylko głębiej nachylając się nad książkami.

- Pf. Dobra, nie to nie. Żałuj. - Park prychnął niczym urażona księżniczka, po czym założył szybko buty sportowe, narzucił na barki basebollówkę i wsunął na idealnie zalakierowane włosy fullcap dumnie obwieszczający obserwatorom "Sassy queen". - Wrócę późno.

- Jasne. Pa.


Drzwi otworzyły się z hukiem, pozwalając dwóm postaciom wpaść przez nie chaotycznie.
Kookie momentalnie rozbudził się, siadając z pełną przytomnością umysłu na skraju łóżka. 
Histeryczny śmiech niósł się po całym mieszkaniu, przerywany tylko jakimś niezrozumiałym bełkotem i zaplutą czkawką. 

- Ciszh-hh.. bo ob-buudziszz Ku..kuku.. hihihi!

Młody momentalnie rozpoznał ten głos. Mimo, że mocno zniekształcony ilościami przelanych procentów i rozbrzmiewający za ścianą, zbyt dobrze zapisał go w pamięci. Wyszedł pewnym krokiem do salonu, w którym nagle zaległa grobowa cisza. Wkrótce poczerwieniał prawie jak jego włosy.
Jimin, w wyjątkowo obsceniczny sposób obejmując jakiegoś chudego blondynka, raczył go zdecydowanie zbyt obfitą porcją swojej śliny. 

- Jimin.. - jedyne co był w stanie wypowiedzieć, jednak okazało się to wystarczającym czynnikiem rozpraszającym. 
Wspomniany odlepił się od klubowego chłopaczka, nadal jednak trzymając go  ramieniem w pasie. Uścisk zamknął szczególnie silnie. Jeon wiedział, że Park nie ma ochoty sobie odpuszczać.

- O Kukuruku, roz-hik-mafiaaliszmy.. o Topie wu-uaszńe...  

- Tak, niewątpliwie. - czerwonowłosy ledwo powstrzymywał drżenie głosu. Podszedł do dwójki na środku salonu i spokojnie złapał Jimina za przedramię. - Może powinieneś odstawić kolegę do domu a sam iść spać..

- Nje ma taakiego-o numeru! 

- Jimin, proszę Cię..

- Cisza! Nje ce tego suchać.! - Park wyrwał rękę z objęć współlokatora, łapiąc blond chudzielca za pośladek i zagarniając go w objęcia. - Bęźemy sie rrrucha-ać!

Jeon poczerwieniał. Mimo, że doskonale wiedział jaki jest, bolało go jak nic innego, obserwowanie Jimina w takim stanie. Kiedy mówił wszystko tak bez jakichkolwiek ogródek, bez pohamowania. 

- Chodź. Pójdziesz spać. - Kookie nieugięcie napierał na pijaną dwójkę, szamoczącą się w uściskach pełnych nieokiełznanych gestów.

- Nieeee... nienawiidzę Ciee.. co robissz.. pu-uszśzćz mje gnnojku... - Jimin ciągle chciał stawiać opór, alkohol jednak znacznie osłabił jego reakcję. 

- Idź do domu. On musi przystopować. - czerwonowłosy mruknął do blondnka, subtelnie wypychając go przez próg. 

- Lecz się, chora szmatko. - zapiszczało farbowane pisklątko, również wysoko oprocentowanym głosem.

Kookie westchnął ciężko, w końcu jednak pozbywając się natręta, zamykając drzwi kopniakiem i odcinając ich od reszty świata. Po raz kolejny.

- Zosztaaf mje.. nje dot-tyygaj.. - Jimin, słaniając się niemiłosiernie, dotarł, podtrzymywany przez swojego dongsaenga, do łazienki. 

- Nie ma takiego numeru. 


Obudził się gdzieś w samym środku nocy, zlany potem i z paskudnie gęstą śliną. Wody, potrzebował wody. Podsunął się do siadu, rozglądając wokół i masując pulsujące skronie.
Przesadził, to jasne. Poza tym nie miał zielonego pojęcia jak trafił do własnego łóżka, nawet do mieszkania.. film urwał mu się kiedy z klubu wytargał go jakiś dzieciak, pierdolił głupoty, coś tam od niego chciał..
Potrząsnął głową. Woda. 
Automatycznie sięgnął w stronę szafki nocnej, zaraz jednak napotykając na nieznaną przeszkodę. Szybko cofnął rękę, przyglądając się słabo oświetlonej sylwetce.

- K-kookie...?

Młodszy rozchylił spokojnie powieki, przecierając je wierzchem dłoni.

- Uh, żyjesz, to dobrze.. która godzina? - Jeon momentalnie wymacał telefon w kieszeni, aktywując nieprzyjemnie jaskrawy ekran. 

- Co.. co się działo.. - głos Jimina zadrżał odrobinę, od razu przykuwając uwagę dongsaenga.

- Nic nie pamiętasz? Huh, przyszedłeś tu z jakąś blondyną, szarpałeś mnie, wyzywałeś, potem udało mi się odesłać to dziecko do domu. Umyłem Cię, przebrałem, a potem zasnąłeś. Koniec bajki. - młody wyrecytował wszystko prawie na jednym wydechu, nie racząc hyunga spojrzeniem.

Zapadła cisza. Park nie miał pojęcia co odpowiedzieć. Spodziewał się, że ciasteczkowy mógł mu pomóc się ogarnąć, nie pierwszy raz się tak zdarzało, ale to co stało się tej nocy było zdecydowanym przegięciem. 

- Przepraszam, Jungguk.

Pierwszy raz odkąd się poznali zwrócił się do chłopca po imieniu. Nie wiedział czemu sumienie wyżerało w nim wielką, czarną dziurę; widząc prawie niezauważalnie drżące dłonie ciastkowego anioła, miał ochotę złapać je we własne i pocałować. Nie znał wcześniej takich potrzeb, uwalniały się z bardzo odległych głębin jego podświadomości kiedy zostawał sam na sam z Jeonem. I nigdy nie tłumaczył sobie dlaczego. 
Młodszy podniósł wzrok, przyozdabiając usta w wykrzywiony smutkiem uśmiech.

- Hej, Park nie przeprasza.. Przecież jesteś we wszystkim najlepszy.

Jimin poczuł jakby kamień utknął mu gdzieś w gardle. To tylko słowa, tylko plątanina dźwięków, a mimo to z tych jednych ust brzmiały jak ostateczny wyrok. Zająknął się, chcąc coś odpowiedzieć, zaraz jednak, może ciągle przez wpływ alkoholu, może przez faktyczne emocje zaczął drżeć. Zupełnie jak z zimna.

- Jestem... najgorszy, Kookie. Nie umiem być dla Ciebie dobry, a Ty dla mnie.. Ty robisz tyle rzeczy.. zawsze, nie pytasz o nic, tak po prostu.. ja.. ja.. - Min o mało co nie zachłysnął się własnymi słowami, a może raczej ich wybrzmieniem i świadomością we własnym umyśle. Niemożliwe, czy to naprawdę wypłynęło z pomiędzy jego warg?

Kookie zamarł. Czuł jak tętno nagle skoczyło do biegu, zerwało się jak koń smagany batem. Zamknął oczy, starając się oczyścić myśli z nadmiaru emocji i wyciszyć buchający puls. 

- Nie musisz być dla mnie dobry. - uśmiechnął się ponownie, z jakąś taką litością i żalem gładząc jego zmierzwione włosy i przywracając je do jako takiego ładu. - Przecież nie jesteśmy parą. Robię to dobrowolnie, Ty tylko musisz mnie znosić...

- Nie mów tak! Przestań, jesteś najlepszym co mi się do tej pory przytrafiło! Nie masz prawa się dyskredytować, ja wiem co czuję! - starszy zachrypniętym głosem zawalczył o coś, czego w życiu by nie podejrzewał.

- Wiesz? Naprawdę?

- M-mhm.. 

Powoli skinął głową. 
Wpatrywali się w siebie bez chwili wytchnienia. 
Jimin ostrożnie uniósł dłoń, Kookie zmrużył powieki czując delikatny dotyk na swoim policzku.

~

- Uh.. na pewno..? Śmierdzę alkoholem i ...

- Cicho. I tak za długo na Ciebie czekałem. 



THE END. 

*omg pierwsza zakończona rzecz C': płakłem. Jak się podobało? Więcej takich krótkich, ale podzielonych na części historii? Lemme know in the comments below. Luv ya!

Do przeczytania! - Gabrych.