Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1000 views. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1000 views. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 listopada 2015

"Like a Butterfly" cz.5 - pl ver.

Tytuł: Like a Butterfly

Paringi: Taegi (?a bit?) (Kim Taehyung & Min Yoongi)

Opis: Okej. Dawno nie było, bo musiałem odsapnąć. Jednak ta seria jest jakoś psychicznie męcząca, przynajmniej autora. A mimo to jestem, wróciłem, napisałem, dokonałem, wygrałem, co? XD W każdym razie - zapraszam serdecznie do lektury rozdziału o wyjątkowej osobie, Min Yoongim! Z największą również przyjemnością, dedykuję ten rozdział mojej kochanej dongsaeng; Rynna, to od początku miał być rozdział dla Ciebie. Kocham Cię bardzo, pamiętaj. Zawsze. Dziękuję za wszystko. 


Najserdeczniej przepraszam za zwłokę. Makijażystka niestety przedłużyła nieco moje przygotowania, to dlatego. 
Ale jeśli w końcu udało mi się tu pojawić, chciałbym pogratulować państwu wytrwania przez dotychczasowe historie oraz ich niebagatelny ciężar gatunkowy. I tym razem będę przedstawiał państwu opowieść nie mniej tragiczną, pełną kłamstwa i łez. Nie przedłużając już i tak opóźnionego wstępu, zapraszam państwa - oto Min Yoongi!

(pogwizdywania)

On nigdy nie pisał się na taniec. Obiecywali mu, że będzie rapował, a układy zostaną na najbardziej podstawowym poziomie. I co z tych przysiąg zostało? Codzienne próby od szóstej rano i druga partia po obiedzie. No i jak tu się spełniać artystycznie.
Na szczęście Min Yoongi lubił swoją bandę przygłupów za bardzo, żeby narzekać na to bezustanne tańczenie. Dogadywali się na tyle świetnie, że warte było to ofiary tego pokroju. I mimo, że nie było to spełnieniem jego najskrytszych marzeń, to jakimś cudem udawało mu się przetrwać czas wysiłku fizycznego w rytm pisanych przez siebie tekstów. Chociaż Suga zawsze uważał, że taniec jest strasznie niemęski.
Na szczęście zapisali mu to w kontrakcie niemalże pogrubioną czcionką - po próbach mógł wychodzić na miasto, robić co mu się żywnie podoba, a przy wyjątkowych sytuacjach, czasem bawić się nawet do białego rana. Menago rzeczywiście stawał na głowie, żeby zatrzymać go w zespole. Nic dziwnego - tak utalentowany, piękny, szczupły idol zdarza się raz na przesłuchania. A Sudze także zależało na tym, by być przyjętym. Od pierwszej wzmianki o BTS, poczuł się mocno związany z tą formacją, poznawszy resztę członków, wręcz kipiał z ekscytacji. Tak wewnętrznie, oczywiście.

Yoongi kochał kluby, wbrew czemu wydawać by się mogła jego niechęć do tańca. Najważniejsze jednak to, jaka tworzy się atmosfera, poza tym przyjemnie napić się też kolorowych drinków i poznać nowych ludzi. Całymi dniami na to czekał, próby taneczne stanowiły swoisty test charakteru. Szczęśliwie dla siebie, Suga nie był człowiekiem prostym do złamania, a już na pewno nie emocjonalnym czy łatwo się wzruszającym.
To byłoby śmieszne, uczucia są przecież dla dziewczyn.


- Oppaa! Photo, photo! - rozwrzeszczana dziewczynka podbiegła do niego i błyskawicznie ustawiła się do selfie. W zabawny sposób zmarszczył brwi i uniósł dwa palce w geście victorii. Po zrobieniu zdjęcia, dziewczę zaczęło piszczeć i skakać. Tak jakby ten graficzny zapis na urządzeniu był w praktyce ważniejszy niż sam jej oppa. Yoongi zaśmiał się, kiwając z politowaniem głową. 

 - Suga oppa! Jak czuje się TaeTae? - osoba, która zdawała się zachowywać jakąkolwiek ogładę, właśnie zawitała przed stanowiskiem Yoongiego. Poczuł dziwne pieczenie w nosie, a policzki nienaturalnie się ogrzały.
Taehyung. Mały, niewinny V. Teraz leżał w szpitalnym łóżku, nieludzko potraktowany przez jakiegoś pierdolonego psychopatę, który jeszcze na dodatek nie został ujęty.
Suga czuł jak coś wewnątrz niego płonie.
Miał ochotę płakać, gdy zaprowadzili ich do sali, w której stało jego łóżko. W nim on: podpięty do kroplówek i mnogości maszynerii, z rękoma dokładnie zabandażowanymi po ramiona.


Przełknął głośno ślinę, siląc się na najszczerszy, możliwy w tym momencie uśmiech. 

 - V czuje się lepiej z każdym dniem. - powiedział sztywno, kiwając lekko głową i starając się nabierać unormowane, głębokie oddechy. Fanka pokiwała głową, najwyraźniej rada z dobrych wieści, po czym przeskoczyła do kolejnego członka zespołu.
Yoongi nie mógł zrozumieć dlaczego nie mogli odwołać tego spotkania, skoro jeden z nich był w.. nieużywalnym stanie. 

 Po powrocie do dormu, wszyscy odsapnęli z ulgą.
Wszyscy poza Taehyungiem.
Z tego, co przekazała im pielęgniarka, właśnie spał.

Suga czuł, że musi się napić.

NIE. ROZRÓŻNIAJĄC.

Wpadł do pokoju, momentalnie zatrzaskując drzwi. 
Dlaczego w tym idiotycznym świecie nic nie mogło być tak jak powinno.

Stanął przed lustrem, przecierając zmęczoną, zapłakaną twarz niedelikatnym gestem.

Jaki brzydki. Jaki męski.

Tae. Szpital. Łzy samoistnie ciekły po jego zaczerwienionych policzkach. Histerycznie złapał za blond włosy, nieludzko je targając.
V nie powinien być zaatakowany.
Świat nie powinien być okrutny.

Min Yoongi nie powinien być chłopcem.

Stojąc w łazience, opłukiwał lodowatą wodą wyjątkowo mocno zmaltretowaną twarz.
Po osuszeniu, z dumnym, obojętnym obliczem, nałożył na skórę warstwę jasnego podkładu. Wyćwiczonym, posuwistym ruchem, otulił górną powiekę czernią, ostro zakańczając kreskę. Szarawy cień nadał spojrzeniu wyjątkowy charakter, delikatna biel w wewnętrznych kącikach, sprawiła ułudę głębi. Policzki prawie niedostrzegalnie zaróżowione, usta pociągnięte połyskliwym, jasno-malinowym błyszczykiem.
Skromne, niewielkie kolczyki.
Delikatny naszyjnik.

Min Yoongi dopiero teraz była sobą.

Dopiero teraz mogła spojrzeć w odbicie lustra szczerze, nie jak zakłamany tchórz. Tak bardzo bała się wszystkiego co ją otaczało. Najbardziej siebie. W tych bluzach, full capach i bokserkach pod spodniami.
Bała się ciała. Kiedy przy dotyku mężczyzny, zamiast czuć pęczniejące piersi i rumieńce, ta.. rzecz między nogami, nagle rosła; płonęła ze wstydu zawsze, kiedy siedziała z resztą grupy, przebrana za jednego z nich. Strach paraliżował jej odwagę. Dlatego przez większość życia, Min Yoongi była kłamstwem - tak dla siebie, jak dla całego świata. Była oszustwem.

Zapalniczka w dłoni roznieciła niewielki płomyk.
Stała zupełnie naga przed lustrem, płacząc na widok chudego, niekształtnego ciała. Trzymała członek z obrzydzeniem wymalowanym na twarzy, druga dłoń, z niewielkim mechanizmem wewnątrz, powoli zbliżała się w tą samą stronę.

Zawyła z bólu, czując mdłości od zapachu spalonej skóry.

Jej ręce drżały, łzy spływały po wodoodpornym makijażu; czarne, spopielone włosy kruszyły się przy samym oddychaniu. Przyrodzenie pulsowało, miejscowo pokryte białawymi plamami, lub też brunatną, spaloną skorupą. Krew sączyła się wolno z rozjątrzonych ran.

Bała się nieustannie. Ale trochę otumaniła emocje.

Nierówno wykarczowane włosy schowała pod blond peruką, wprawnie zabandażowała okaleczony organ, ubrała obcisłą, czarną sukienkę. Stanik wypchany watą z poduszek tak przyjemnie wpijał się pod łopatkami.
Bez wątpienia najsłodszy ból jej życia.

Dym z papierosa sączył się powoli, leniwie.
Oczy nieustannie skrywające drobne kryształki łez, stukot jej wysokich obcasów.

W klubie, do którego zazwyczaj chodziła, mężczyźni lubili jej towarzystwo. Tak jak innych, podobnych jej. Tylko... zazwyczaj mężczyzn też.
Tym jednak razem jej trasa obrała za cel inną destynację.
Niepewnym krokiem, udając jednak opanowanie i przywdziewając cwany wyraz twarzy, wpłynęła do ciemnego pomieszczenia. Nie myśląc długo, usiadła przy barze, zamawiając kilka szotów.

Umysł przywoływał paskudne, nierzeczywiste obrazy; Tae zmasakrowany, topiący się we własnej krwi.
Krzyczał, błagał o pomoc.
A ona nie mogła nic zrobić, bo wołał Sugę.
Nie ją.

Z rozmyślań wytrącił ją niski, rozochocony tembr.

- Hej, pierwszy raz Cię tu widzę, jak masz na imię ślicznotko? - wyraźnie wstawiony osobnik uśmiechał się z nieobecnym spojrzeniem, lekko kiwając się na niestabilnym krześle. Yoongi uśmiechnęła się pobłażliwie, układając dłoń na jego gorącym, czerwonym od nadmiaru alkoholu we krwi, policzku.

- Wyobraź sobie najpiękniejsze imię dla kobiety. - mruknęła cicho, siląc się na nieco wyższy niż zazwyczaj ton.

- Tak właśnie się nazywam.

Ile czasu trzeba, żeby pojąć komediodramat swojej egzystencji?

Ile czasu potrzeba, żeby słowo stało się ciałem?

Zegar na szafce nocnej obwieszczał obserwatorom czwartą siedemnaście. Siedziała pijana w swoim pokoju, otulona w koc i drżąca z zimna - otwarte okno pozwalało brutalnie mroźnemu powietrzu wdzierać się do pomieszczenia. Ze smutnym uśmiechem przeglądała zdjęcia w telefonie; kilka selfie z uśmiechniętymi mężczyznami, niektórzy dawali jej buziaka w policzek, inni przytulali w radosnym geście.
Lubili ją.
Podobała im się.
Ta prawdziwa ona, nie jakiś oppa czy hyung.

Wstała, chwiejnym krokiem podchodząc do lustra w łazience. Nieprecyzyjnym gestem chwyciła wacik kosmetyczny, rozlewając nań tonik oraz nieumyślnie znacząc nim podłogę. Świat jest nieustannie pijany. Jej wymiotował już kolejny raz, topiąc niewinne stworzenie w odmętach żalu i rozczarowań. I znów czas cierpieć, oszukiwać, okłamywać najbliższych. Czas męki i wyważonych wypowiedzi.

Czas wrócić.


Do przeczytania! - Gabryel.




niedziela, 25 października 2015

"Like a Butterfly" pt. 4 - pl ver.

Tytuł: Like a Butterfly

Paringi: -brak-

Opis: Witam w kolejnym rozdziale, tym razem o J-hopie. Nie powiem, że były z tym kawałkiem leciutkie problemy, może w związku z tym, że nie łatwo mi pisać o tego typu problemach. Ale jest, czy gorszy od reszty, czy lepszy - wy zdecydujecie. A teraz zapraszam serdecznie. 


O, szanowni państwo, toż to już trochę czasu odkąd ostatnio miałem przyjemność zapoznawać państwa z którąś z historii. Niemniej jednak witam serdecznie, jak za każdym razem i zapraszam tym goręcej do lektury.

Dzisiejsza opowieść może wydać się państwu nieco podobna do pierwszej. Proszę jednak nie dać się zwieść pozorom, gdyż podwaliny ku obu sytuacjom dał zupełnie inny czynnik. W każdym razie zapraszam, ze szczerą nadzieją, że jeszcze delikatnie państwo drżą po poprzednim opowiadaniu, do kolejnej części naszych opowieści: tym razem przedstawiam państwu z wielką przyjemnością - Jung Hoseok, proszę państwa!


Otulony ciepłą pierzyną poranek, leniwe powieki klejące się do siebie. Motywacja do działania głęboko, na samym dnie świadomości, jeszcze nie do końca przebudzona.

Wtem zadzwonił drugi alarm w telefonie. Teraz już świeża motywacja, w pełni rozbudzona, kazała mu szeroko otworzyć oczy i uśmiechnąć się do kolejnego dnia. Hoseok zawsze wstawał najwcześniej i wszyscy dobrze o tym wiedzieli. Nie byli jednak w jego skórze, a budzenie się godzinę przed czasem było niemałym wyczynem. On to jednak lubił, być przez chwilę sam ze sobą; kumulować pozytywną energię i kierować ją w odpowiednim kierunku.
Z takim nastawienie, poranki mimo, że nie należały może do najłatwiejszych, były zdecydowanie dobrym akcentem na rozpoczęcie następnego dnia i mocnym. podpartym ambicją i marzeniami, postanowieniem ciężkiej pracy.

Jak każdego dnia, w odosobnieniu otwierał salę, przygotowywał sprzęt, rozkładał wszystko co potrzebne. Potem pół godziny przed pobudką reszty BTS zaczynał się rozciągać.
Uwielbiał czuć swoje ciało. Nie uważał się za jakoś specjalnie fantastycznie zbudowanego, ale w niczym to nie przeszkadzało - utrzymywał dobrą wagę i kondycję, więc był z siebie zdecydowanie zadowolony.

Stanął naprzeciw lustra, uśmiechając się nieco pobłażliwie do własnego odbicia.

- Cześć, Hoseokkie... - szepnął, plącząc ręce i rozciągając prawy bark.

Górne partie; dokładnie rozgrzał ramiona, mięśnie klatki piersiowej, potem brzuch i grzbiet, na końcu nogi, którym poświęcał zawsze najwięcej czasu. Najpierw na stojąco, prężąc się do lustra w pełnym skupieniu, z szortami podciągniętymi wysoko. Lubił oglądać jak naciąga się każdy jego mięsień, zupełnie jakby był zafascynowany ludzką budową na tyle, by codziennie dziwił się istnieniem tego fenomenu. Wyraźnie zarysowane łydki, przyjemny dla oka łuk uda. J-hope z jakąś niespotykaną czułością przygotowywał swoje mięśnie do całodziennego wysiłku, tak uroczo poświęcony swemu fachowi.

Wkrótce też pojawili się pozostali członkowie, witając się z nim serdecznie. Cieszył się tak całą grupą jak i każdym z osobna. Wiedział doskonale, że jeśli chodzi o taniec, poświęca się temu najgoręcej z BTS, ale był bardzo dumny z tego, że jego umiejętności nie dały rady przyćmić najważniejszej cechy jego charakteru - szczerości. Kochał swoich przyjaciół, kochał oddawać się w całości swojej największej pasji. Był cały dla świata, w którym tworzył. Stawianie sobie coraz to nowych, wyższych poprzeczek, sprawiało, że toczenie swojego małego tobołka doświadczeń, miało sens i pełen wachlarz barw.

- Hobi-hyung, nie męcz nas tak! - wykrzyknął zawiedziony Rap Monster, kiedy jego Hoseok narzucił im na karki kolejną partię ćwiczeń.

- Namjoon, inaczej zostaniesz takim drewniakiem do końca życia, a już jesteś na całkiem niezłej drodze! - cała grupa roześmiała się gromko, poklepując załamanego lidera po łopatkach.

Zdecydowanie czuł przy nich, że żyje. Bez żadnego lęku, za to z bardzo dokładnie ogarniającym bezpieczeństwem. Jak najcieplejsza, najprzyjemniejsza pierzynka, zespół osłaniał go od wszelkiego zła tej ziemi. Tak jak gdyby byli jakoś magicznie ze sobą połączeni, tworząc razem coś wyjątkowego. W końcu byli absolutnie piękni w mnogości aspektów, a praca jaką wkładali w każdy jeden ruch, w każdy dźwięk, była pełna młodzieńczej świeżości i ochoty do rozwijania się z każdą chwilą.

J-hope nie ukrywał ani przed ekipą, ani przed samym sobą, że próby były całym jego życiem. Po odbyciu wszystkich możliwych ćwiczeń, niestety musiał jednak opuścić swoją ukochaną salę. Z rozczuleniem wypisanym na zawsze pogodnej twarzy zgasił światło, taszcząc na ramieniu ciężką torbę.
Po omieceniu pomieszczenia wzrokiem zatrzymał się na lustrze, tak jak wszystkie inne ściany, spowitym półmrokiem. Wydał z siebie cichy, niekonkretny pomruk.

- Pa, Hoseokkie..


OBU. TWARZY.

Jungkook najwidoczniej wyszedł. Jak zazwyczaj z resztą; ostatnio tylko coraz częściej. Wybywał zaraz po próbie, tak jak Namjoon i czasem Suga, a wracał późnym wieczorem. Hoseok z zaniepokojeniem obserwował każdy jego ruch, kiedy w największej ostrożności, by tylko nie zostać przyłapanym, maknae wracał do dormu, często z twarzą zalepioną krwią. Było pewne, że wdawał się w bójki, ale Hobiemu coraz mniej się to podobało. Zaczynał źle wyglądać na twarzy, podkrążone oczy, niekiedy nawet małe szramy maskowane makijażem. Jeszcze trochę i zacznie przychodzić ze śliwami pod okiem albo wybitymi zębami. Nie wróżyło to nic dobrego.

Skąd wiedział?
Hm.. nie często zdarzało mu się zasypiać w nocy, więc obserwował wszystkich z ukrycia i poznawał wiele maskowanych przez nich sekretów. Sam przecież taki posiadał.

Wracając jednak do obserwacji terenu... Kookie wyszedł. A co z Jinem? On przecież zawsze siedział w pokoju, nie miał potrzeby włóczęgi, bicia się, klubowania.. gdzie więc mógł pójść?

- Czym Ty się martwisz kochanie... - rozległ się barwny, pewny siebie głos, na co Hoseok wywrócił oczyma.

- Nie martwię się, wcale? Po prostu jestem ciekaw...

- Czy znowu mi się oddasz?

Zapadła nieco dłuższa, przerywana nierównymi oddechami J-hope'a, cisza.

- Tak myślałem. - dodał, uśmiechając się cwanie i przechadzając się w kierunku dużego lustra we wschodnim rogu pokoju.

- Mimo to, jesteś zbyt śliczny, żeby marnować się na takiego pokrakę jak ja... - mruknął jeszcze, oglądając się z poszerzającym się, pseudo niewinnym uśmiechu.

Zachichotał pod nosem, rumieniąc się do odbicia, po czym odszedł, bezwiednie sunąc nogami po panelach.

Skocznym krokiem dotarł do łazienki. Przejrzał się kilka razy w lustrze nad zlewem, to z bliska, to z dalsza, dokładnie badając palcami twarz. Po tej czynności chwycił klameczkę szafki tuż obok lustra i rozchylił ją z zadowoleniem. Pusto..

Wszystkie półki były puste. Już od jakiegoś czasu. Wiedział, że długo tak nie da rady. Bywało w końcu coraz gorzej, pojawiały się na powrót dawne nawyki, pozornie wyplewione już dawno temu.

- Nic nie znajdziesz, ani dzisiaj, ani jutro, ani za miesiąc.

- Niby dlaczego?

- Bo nie odważysz się tam pójść. Masz idiotyczną traumę, zachowujesz się jak małe dziecko... - zadziorny, nieco irytujący głos zaczął i jemu działać na nerwy.
"Jeszcze Ci pokażę" pomyślał dumnie wypinając pierś, jednak zaraz jakby jego rozmówca przyłożył mu ostry i ciężki jak młot cios w brzuch. Hobi skulił się niezwykle, upadając na przyklejone do brzucha ramię. Z bardzo szeroko otwartymi oczyma, rozglądnął się wokół, jakby próbował dowiedzieć się, gdzie jest. W panice zamachał kończynami, przesuwając się w najciemniejszy kąt w pomieszczeniu i skulił się, w wręcz nieludzki sposób, stając się bardzo maleńkim zawiniątkiem z błyszczącymi oczami.

- POKAŻ SIĘ! - wrzasnął zdzierając sobie głos, co spowodowało, że do oczu napłynęły mu łzy.

- Kim ty jesteś?! - dodał zrozpaczonym, drżącym głosem, czując jak ciało wychodzi spod jego kontroli i trzęsie się spazmatycznie.

Bał się. Czuł przeogromny strach, zalewający jego oczy, usta, umysł. Nie potrafił nad tym zapanować. Za każdym razem, kiedy zostawał sam, to przychodziło. Mieszało rzeczywistość, naginało prawdę.
Miało jego twarz, widział ją dokładnie w odbiciu lustra. Tylko ten drugi Hoseok zawsze cieszył się z jego cierpienia. Kiedy chował się, słyszał jego histeryczny śmiech, niosący się echem wewnątrz własnej głowy.

Chciał wstać na swoich silnych nogach, zaprzeć się silnymi rękami i pokazać, że jego umysł jest potężniejszy niż panika.

Ale nie był.

Zawsze mu się oddawał.

Cały w konwulsjach czuł jak gorące łzy przecinają skórę jego lodowatych ze strachu policzków. Nie umiał nad tym zapanować. Za bardzo się bał.

- O-odejdź... - wyszeptał, zamykając oczy, spod których nieustannie wydobywały się ogromne pokłady łez. Strach szarpał nim na wszystkie strony, nie umiał zracjonalizować własnych myśli. Skupiały się tylko na jednej, jedynej rzeczy: on mnie zabije.

Był pewien, był stuprocentowo pewny, że któregoś dnia to się pojawi, w swojej zmaterializowanej postaci, że on sam stanie przed nim i splunie mu w twarz.
A potem go udusi.
Udusi się.
Jak ryba wyciągnięta na brzeg. Straci dopływ tlenu, tkanki będą powoli obumierać, mózg nie otrzyma odpowiedniej ilości napędu, by kontynuować swoją pracę.
Stanie serce.
Opadnie siny na podłogę, z oczami wybałuszonymi jak nigdy i drżąc w agonii zostanie sam.

Już na zawsze.

Widział to wszystko bardzo dokładnie, każdy sen wyglądał idealnie tak samo. Dlatego prawie nie sypiał, chcąc uniknąć tych strasznych, mdlących wizji. Nie było rzadkością, że tuż po obudzeniu się gnał do łazienki i wymiotował do zlewu. Bał się tak strasznie. Nie był w stanie w żaden sposób tego powstrzymać, a jego życie, z pełnej przyjaciół idylli, zamieniło się w trwanie w koszmarze i oczekiwanie na śmierć.

Kiedyś ktoś go zobaczył w tym stanie. Wszedł do łazienki, kiedy nie powinien. Zabrali go do psychiatry, ten kazał opowiedzieć wszystkie dolegliwości jakie do tej pory się pojawiały. Zapadł jednoznaczny wyrok: psychoza maniakalno-depresyjna. Nie wiedział co to znaczy, inni chyba wiedzieli, bo zaczęli cicho chlipać z twarzami schowanymi w dłoniach. Przecież czuł się już dobrze, co się dzieje...
Po wizycie mengao wziął go do swojego gabinetu i posadził na krześle. Miał nietęgi wyraz twarzy.

- Po pierwsze nikt nie może się dowiedzieć...

Cichy głos, pełen konspiracyjnego wydźwięku.

- Nie zostajesz sam, nawet do pierdolonego kibla będą z tobą chodzić...

Piekący nos, wilgoć pod powiekami.

- Jesteś kurwa chory psychicznie, Hoseok! Jak mogłeś nam nie powiedzieć?!

Potok łez, czerwień, krzyk, ból, strach.

- Chodząca beznadzieja, a nie tancerz! Jak ty w ogóle chcesz funkcjonować, huh?! A może nie chcesz funkcjonować? ...Hoseok, do cholery!

Czerń, cierpienie, lęk, lęk, on... jego twarz. Stał tuż przed nim, szczerzył się w obleśnym, morderczym uśmiechu. Strach, lęk, przerażenie.

- Nie.. my chcemy umrzeć. - wysyczał, pożerając każdy promień nadziei w umyśle Hope'a.

Od doktora dostał kilka opakowań różnorakich leków. Dapoksetyna, allobarbital, trazodon, metylofenidat, perazyna. Powiedział, że to na inne stany, wszystko mu wyjaśnił, zostawił notatki. I Hobi postanowił sobie, przed oboma twarzami, że będzie posłusznie wypełniał wszystkie polecenia, brał leki i nie zrobi już nic głupiego, jak to menadżer powiedział. Że będzie szczęśliwym, spokojnym sobą.

Ale nie wyszło to do końca tak, jak chciał. Kiedyś drugi Hoseok zaatakował go zupełnie niespodziewanie, czuł, jak zadaje mu prawie fizyczny ból, jak śmieje się w twarz, jak pluje w niego obelgami. Wtedy po raz pierwszy poczuł, jak dłonie zaciskają się na jego gardle. Bał się jeszcze bardziej niż zawsze, rzucał się, skakał jakby stał na rozżarzonych węglach, dostał silnego ataku epileptycznego. Nie mógł poruszyć żadną częścią ciała, sparaliżowany strachem, powoli dusił się na podłodze, krztusząc własną śliną i wymiocinami.
Wtedy nagle poczuł jakby coś ustało. Albo przynajmniej ulżyło. Jakby coś, lub ktoś, drugiego Hoseoka powstrzymał. Wstał, na drżących, miękkich nogach, z zapłakanymi, czerwonymi oczami. Spojrzał w lustro. Już teraz wyglądał jak trup.

Jedyne, co rzucało się w jego głowie jak w spazmach: nie możesz dać mu się zabić.

Nie mógł. Ale jak? Na ile to zostało powstrzymane, kiedy wróci?

Czuł, że nie ma dużo czasu. Otworzył w panice szafkę. Trazodon, perazyna... wysypał wszystko co zostało, mimo, że nie było tego wiele. Nie straci tej szansy. Zrobi wszystko co się da.

Musi być panem swego losu.

Nie udało mu się. Przeżył.
Co prawda zwracając całą noc i śpiąc kolejne dwa dni. Ale przeżył.
Wytłumaczył reszcie, że chyba złapał grypę i musiał swoje odpocząć. Na szczęście nikt nie dopytywał, czy naprawdę tak było, bo wiedzieli dobrze, że Hope bywa przepracowany i nie mieli sumienia odbierać mu należnego wypoczynku.

A on bał się każdego dnia. Obsesja na punkcie jego powrotu rosła, pogłębiała się w zastraszającym tempie. Już nie było momentu, w którym nie czułby zbliżającego się odejścia.

Dlatego tak bardzo, tak rozpaczliwie chciał odebrać sobie życie.

Nie mógł pozwolić na to komukolwiek innemu.

Nawet sobie.

A może zwłaszcza sobie.



Do przeczytania! - Gabek.





środa, 21 października 2015

"Like a Butterfly" cz.3 - pl ver.

Tytuł: Like a Butterfly

Paringi: -brak-

Opis: O ile jeszcze dajecie radę i nie boicie się zmierzyć z kolejną mroczną i przykrą historią, zapraszam serdecznie na najdłuższy jak do tej pory rozdział o... V! (Hopin' 4 Reiczel to come here eventually ;w;)


Witam ponownie, z poszanowaniem nie mniejszym niż do tej pory. Jak się państwo bawią? Dla nas jest bowiem zaszczytem, gościć tak honorowe i szanowane persony w gronie czytelników naszych opowieści. 

Bardzo miło mi państwa widzieć, mam też szczerą nadzieję, iż zobaczymy się przy następnej okazji.

Bez dłuższych wstępów więc, zapraszam - przed państwem historia wokalisty, człowieka pełnego pozytywnej energii i przyjaznego nastawienia, proszę powitać go gromkimi oklaskami, oto Kim Taehyung!


- Taehyuuungiee.. - usłyszał jak każdego poranka, tuż nad swoim uchem.

Głos zza sennej bariery brzmiał zupełnie jak mruczenie małego kotka. V bardzo lubił kotki.
Przystroił się w rozmarzony uśmiech, obrócil na drugi bok i wtulił policzek w podiszkę. Był dobrym chłopcem, nie można było na niego narzekać. Można by go zdefiniować, jak kiedyś stwierdziła jedna z Army na spotkaniu fanowskim - "radość i dobry uczynek". Tak faktycznie było, stał się swego rodzaju głupiutkim promyczkiem szczęścia dla BTS.
Jedynym problemem był sen;  wybudzenie Tae graniczyło niekiedy z cudem. Tylko ktoś tak zaprawiony w boju jak Jimin hyung, mógł dać sobie radę.

- V. - nad uchem rozbrzmiał stanowczy, groźny ton. 
Młodszy przetarł powieki i krzywiąc się brzydko, przeciągnął się leniwie. 

- Yaa.. hyuuung... jeszcze niee.. - zaintonował chłopak swoim niskim, barwnym głosem. 

Przyjemnie było go słuchać, to fakt. Sam czasem zazdrościł reszcie zespołu możliwości do słuchania jego głosu. W głowie nie brzmiał on bowiem jakoś nazbyt wyjątkowo, a na pewno nie aż tak, jak wychwalali przyjaciele.

- TaeTae.. nie mamy czasu, jak chcesz coś zjeść przed próbą, to musisz wstać. A obaj dobrze wiemy, że chcesz. - Jimin zamruczał nieco sugestywnym głosem, na co V przeszedł dreszcz. Po kilku sekundach obu chłopców mogło bez trudu usłyszeć głośne burczenie w brzuchu należącym do rudzielca. Taehyung skrzywił się i odkrył ciało spod kołdry z bardzo niepocieszonym wyrazem twarzy.

- I jeszcze raz, V skacz wyżej! - komentował choreograf, podczas popołudniowej próby. Wszyscy byli już doszczętnie zmordowani, V czuł jakby siła w zupełności opuściła mięśnie jego nóg, mokra grzywka ospale podskakiwała do rytmu. Bardzo lubił tańczyć, sprawiało mu to dużo zabawy. Ale zdecydowanie dużo bardziej lubił śpiewać, było to mniej męczące. Na próbach ćwiczyli praktycznie do upadłego, Tae po zakończeniu tych zajęć czuł się kompletnie wyprany z jakiejkolwiek energii do życia. Szedł więc spać, co nie dziwiło już nikogo; każdy członek - tak ekipy jak i samych BTS - wiedział dobrze, jak profesjonalnym śpiochem był V. W rzeczy wprawił się prawie tak doskonale jak w śpiewaniu.
No, ale prawie. 

Dzisiaj jednak, los postanowił odebrać Tae cenne godziny, które mógł przeznaczyć na sen słodki jak on sam; menago obwieścił sekcji wokalnej, na którą składał się Jimin hyung, Jungkook i właśnie V, że załatwił im ćwiczenia wokalne przez kolejne dwie godziny. Rudzielec, jeszcze sapiąc i postękując z racji dopiero co zakończonej próby tanecznej, westchnął głęboko, załamując ręce nad fantastycznymi pomysłami ich menadżera. 
Na prawdę uwielbiał spędzać czas z gronem przyjaciół, był bardzo towarzyską personą. Przy tym szczery co do odczuć względem całego swojego życia, kogo lubił, kogo nie, kariery jaką obdarował go los; mógł z lekkim sercem przyznać przed samym sobą, że absolutnie niczego nie żałował.

Gardło już bolało. Czerwone od wysiłki policzki pulsowały bezlitośnie piekąc rudego chłopca. 

- Szerzej, możesz to zrobić, otwórz jeszcze trochę bardziej. - słyszał znad siebie ostre komendy, czując jak łzy napływają mu do oczu. 

- Jeszcze.. sięgnij głębiej.. - ktoś pełnym wsparcia szeptem motywował chłopaka, by nie przestawał.
Tae już o mało co nie krztusił się własną śliną, taka kompromitacja, jeszcze na oczach nauczyciela i przyjaciół..
- TAK! - rozległ się w końcu triumfalny okrzyk profesora śpiewu. - Dotarłeś tam, jakoś dobrnąłeś, V! Sięgnąłeś tego dźwięku, udało Ci się, brawo.
Wszyscy trzej obserwatorzy zaklaskali z podziwem, a V wreszcie przełknął gęstą ślinę, łapiąc się za nadwyrężone gardło.
- Yaa.. najniższy dźwięk w moim życiu. - zachrypiał cicho, kręcąc z dumą głową, po czym wyszczerzył radośnie ząbki, szybko pakując notatki do torby.
- Do widzenia profesorze! - rzucili we trójkę, niemal w tym samym momencie, wybiegając z sali i pędząc do swoich pokoi. V nie mógł się już doczekać swojego ciepłego, miękkiego łóżka i odpoczynku po tak aktywnie sycącym dniu.
Czysty, pachnący rudzielec ułożył się wygodnie, narzucając na siebie puchową kołdrę. Uśmiechnął się na samą wizję niedalekiej przyszłości, poprawiając swoją pozycję, aż osiągnął stan idealny.
- Dobranoc, hyung. - mruknął ciągle nieco zachrypniętym głosem, nawet nie wyczekując odpowiedzi, a momentalnie zawierając powieki.

- Śpij spokojnie, Tae... - odparł Jimin, a w jego głosie wybrzmiało coś na kształt niepokoju, czy...

ROZDZIERA. SKÓRĘ.

... zmartwienia.

W końcu co noc nie mógł spać. Ale Tae wcale o tym nie wiedział.

Nie wiedział, że przez sen krzyczał imiona, krzyczał straszne rzeczy, takie, które sprawiały, że Jimin drżał jak z zimna z szeroko otwartymi oczami.
To zdecydowanie się nasilało, kiedyś zdarzało się raz na jakiś czas; V mruczał coś niewyraźnie, przekręcał się na drugi bok i spał dalej. Jednak od kilku tygodni, zdarzało się, że nawet płakał przez sen; rzewnie, skruszony, przepraszał kogoś, pełnym rozpaczy i rozżalenia głosem.
Jimin powoli nie wytrzymywał napięcia, ale też potrzeby odkrycia jaką tajemnicę nosi w sobie ten śmieszny, mały chłopiec.

Otworzył oczy, był w swoim dawnym pokoju. Bał się tego miejsca, chciał wrócić do dormu, ale nie mógł. Zewnętrzna siła pchnęła go w zawrotnym tempie przez wszystkie pokoje, przed oczami pojawiały się rozmyte twarze, pełne wyrzutów, obelg w jego kierunku. 

"Bezczelny gnojek!"
"Psychopata!"
"Zawszona bestia!"
"Skaza na honorze!"
"Brudny!"
"Niegodny!"

Chciał przycisnąć dłonie do uszu, odciąć się od tego wszystkiego. Ale podniósłszy ręce, miast białej skóry, zobaczył ciemne, prawie czarne bordo...

"MORDERCA!!" - rozdarł się skrzekliwym, paskudnym wrzaskiem głos w jego głowie.

Chciał przeczyć, nie, to nie on, to nie jego wina, to tak wyszło, przepraszam, przepraszam..

"Mordercamordercamordercamordercamordercamorderca"

Czuł ból. 
Nie wiedział, której części ciała. 
Bolało go wszystko, co mógł poczuć.

Otworzył oczy i był w kompletnej pustce, czerń wlewała mu się do nosa i rozchylonych ust. Naprzeciw niego, w odległości kilku kroków, ktoś włączył światło. Blask nakierowany był na coś, co przypominało podłużny kopiec szarych szmat. Mimowolnie podszedł bliżej - z każdym krokiem serce próbowało wyskoczyć mu przez gardło.

Wiedział.

Wiedział co zobaczy.

Nie był w stanie zawrócić.

Gdy zakończył podróż, pochylił się nad szarym zawiniątkiem, drżącą ręką odsunął wierzchnią warstwę materiału.
- TAEHYUNG! Jestem tuu! Martwy! Zabiłeś mnie, zabiłeś mnie, zabiłeś mnie, zabiłeś, zabiłeś, zabiłeeeś! - męska, wykrzywiona twarz krzyczała z wściekłością prosto w Tae, który odskoczył momentalnie, jak poparzony. Czuj odór truchła, widział wyraźnie zaropiałe, ślepe oczy. Usta, roztaczające śmiertelne choroby, pleśń pokrywająca policzki, robaki zjadające język zmarłego.
Znów spojrzał na dłonie - sine, chude, ale...co to.. 

Krzyknął, strącając z rąk stado pająków, karaluchów i larw. 
Spadały jęcząc głośno, rozsypały się wokół chłopca, próbowały znów na niego wchodzić.
W akcie desperacji zaczął uderzać w owady otwartymi dłońmi, śliska, rozlana tkanka wkrótce pokryła jego kończyny, uderzał bez litości, szybko niczym cień, zabijał jednego 
robaka po drugim.

Zabijał. Zabijał, zabijał, zabijał...

- AAAAA!! - wybudził go przeraźliwy, kobiecy krzyk.
Momentalnie odskoczył od dziewczęcia, rozglądając się w panice, próbując ustalić co się stało i gdzie jest. 
Ślepa uliczka, wokół rozrzucone kosze na śmieci, wszędzie ciemno.. noc. 
Co on robił w nocy poza dormem?
Przestraszył się tym bardziej, widząc dziewczynę; z jej klatki piersiowej broczyły niebotyczne ilości krwi, kilka, może kilkanaście precyzyjnych dziur uniemożliwiało oddychanie, dławiła się, z ust wypluwając głęboką czerwień. Oczy uciekły gdzieś do góry, widać było tylko białka. Taehyung drżąc z przerażenia stał się świadkiem odejścia kobiety; kiedy konwulsje ustały a oddech się urwał.
W oczach miał łzy.
Co.tu.się.stało.
...
Dopiero po chwili poczuł, że trzyma coś w ręku, zaciskając na przedmiocie palce do białości.
Sztywny, z szeroko otwartymi oczami, powoli opuścił wzrok.

Jak poparzony otworzył dłoń, łzy pociekły niepowstrzymywanymi kaskadami.

Nóż opadł ze stalowym brzękiem. 

Policja odnalazła dwa ciała z samego rana, jakiś bezdomny wybiegł ze swojego "miejsca zamieszkania" krzycząc na cały głos, że dwa trupy leżą pod ścianą.
W prawdzie trup był jeden, choć i drugiemu ciału życia zostało niewiele.
Wiadomości lokalne i ogólnokrajowe podały informację o koreańskim idolu popowym z cieszącej się wyjątkową sławą grupy BTS, będącym ofiarą napaści. Policja przyjęła następującą wersję wydarzeń:
1. Para lub dwójka przyjaciół - K.Taehyung oraz L.Hyoyeon udali się na nocny spacer.
2. Zbrodniarz zaatakował w ślepej uliczce.
3. Dziewczyna zamordowana.
4. Chłopak ucierpiał częściowo. W złym stanie. Odwieziony do szpitala. Pod nadzorem lekarskim.
5. Morderca uciekł z miejsca zbrodni. Pozostawiono narzędzie*, którym dokonał się czyn karalny.

*(komentarz świadka) "Narzędziem zbrodni był nóż kuchenny."


Do przeczytania! - Gabe




poniedziałek, 19 października 2015

"Like a Butterfly" cz.2 - pl ver.

Tytuł: Like a Butterfly

Paringi: Jikook

Opis: Mam nadzieję, że pierwszy rozdział mimo braku komentarzy się w spodobał, bo mi pisanie.tego sprawia dużo satysfakcji #creepinaround Witam i zapraszam do lektury historii Jeon Jungguka, moi mili. Dużo wulgarnego języka, wybaczcie.


Serdecznie witam wszystkich państwa. Tym razem w pełni gotowy i na czas, ha. Bardzo miło mi państwa ponownie widzieć.
Zapoznali się państwo, jak sadzę, z tragiczną historią Park Jimina. Wyrażamy nasze najszczersze kondolencje i mam szczerą nadzieję na poprawę sytuacji.

Tym razem mam zaszczyt przedstawić państwu losy najmłodszego członka zespołu, charyzmatycznej persony obdarowanej mnóstwem talentów i zapału do doskonalenia własnych umiejętności; przed państwem Jeon Jungguk!

(owacje na stojąco)

Kolejny dzień obudził jego młodą egzystencję. Znaczyło to tyle, że ponownie, praktycznie całą dobę musiał przepracować najciężej jak potrafił.
Lubił to, nawet bardzo.
Całe jego życie opierało się na dawaniu z siebie 200% i staraniu się bardziej z każdym nowym porankiem.
W końcu nie przypadkiem na imię miał Jeon Jungkook.
Przeciągnął się leniwie, zsuwając z łóżka. Za piętnaście szósta. Wypadałoby budzić hyungów.
Pokój dzielił z Seokjinem i Hoseokiem. Bardzo kochał swój zespół, byli jego radością, każdego dnia chodziło o to, by jak najlepiej spędzić dany z nimi czas, współpracować w pełni sił, aby efekt sceniczny był najlepszy z możliwych. Już i tak potrafili bardzo dużo, Kookie jednak wciąż wiedział, że wiele pracy jest dopiero przed nimi.
Odkąd pamiętał był takim właśnie perfekcjonistą. Jeśli już brać się za coś, to porządnie. Ludzie to w nim lubili, był najmłodszy i najambitniejszy zarazem. Przykładny Golden Maknae; taki z definicji.

Łóżko J-hopea jak co dzień było już puste. Hyung wstawał dużo wcześniej, ćwiczył ciężko i rozciągał się od przynajmniej pół godziny. Był tancerzem z powołania, to czuć w jego aurze.
Ale to nic.
Kookie i tak pracował ciężko, nie chciał nikogo przezwyciężać. Miał być najlepszy na tyle na ile był w stanie. W końcu najważniejsze jest zdrowe podejście.

Wkroczył na salę w towarzystwie Jina. Wszyscy już tam byli, Jimin jak zawsze podbiegł do niego cały w skowronkach.

- Hyung, proszę.. - mruknął Kookie beznamiętnie, odsuwając uporczywie klejącego się kolegę.

Niby był natrętny, ale Kookie kochał go tak samo jak całą resztę, śmiali się razem i żartowali. Wszystkie jego relacje były udane i przyjemne. W końcu był Golden Maknae, pracował ciężko, by doceniali go tak bardzo jak na chwilę obecną.
Wiedział jednak, że może zrobić dla zespołu jeszcze więcej, starać się bardziej i pracować ciężej.

- Ya, Kookie, robisz coś po próbach? - zagaił Jimin, zalotnie trzepocząc rzęsami.

- Tak, idę na spacer. - odburknął młodszy.

Udało mu się dostrzec jak Park po poprawieniu włosów, kiedy bluza obsunęła mu się do połowy przedramienia, poprawił ją pospiesznie, jakby w panice. Mógł się założyć, że hyung coś tam chował. Hm.. w sumie był dorosły, może wbrew zakazom w kontrakcie, zrobił sobie tatuaż..?

- Mógłbym Ci potowarzyszyć, zawsze to...

- Jimin, proszę, chcę pobyć sam.

- Ale zawsze jesteś sam..

Jeon wstał spod ściany, gdzie siedzieli i ruszył na środek sali, stając wyprężony przodem do swego odbicia w lustrze, powtarzając ruchy choreografii. Usłyszał tylko ciche westchnienie hyunga.

- No to do jutra chłopaki! - uśmiechnął się Namjoon i zaraz po opuszczeniu sali wyszedł z budynku, narzucając na barki czarny płaszczyk.
Zawsze tuż po próbach wychodził do klubu; dostał pozwolenie wraz z Sugą i Jinem, mimo, że ten ostatni nigdy chyba z niego nie korzystał. Jungkook musiał za to prosić o każde wyjście, być ciągle pod telefonem i brać odpowiedzialność za najdrobniejszy wybryk.
Ale to dobrze, że tak go pilnowali. W końcu był wyjątkowy i cenny, sam dobrze o tym wiedząc unikał niepotrzebnych zwad, libacji alkoholowych i tym podobnych.
Dlatego menago zazwyczaj nie robił problemów, kiedy młody chciał gdzieś wyjść. Oczywiście zawsze te same zasady, ta sama godzina powrotu. Kookie i tak był aż nazbyt sumienny, nie było się o co martwić.

Jeon narzucił kaptur ciemnoszarej bluzy i ruszył w dół główną ulicą. Zaczynało się ściemniać, przyspieszył więc kroku by zdążyć zawitać w swoje ulubione miejsca.
Kilka razy oglądał się, targany przeczuciem, że Jimin jednak go śledzi. Heh, głupiutki maknae.

BEZ. LITOŚCI.

Dotarł do brudnego, pełnego śmieci, kartonów i zawszonych kotów zaułka. Splunął pod nogi, siadając na jednym z mniej zasyfionych kartonów.

Nienawidził tego miasta.
Miejsce, w które zawitał, tylko to potwierdzało. Cały Seul gnił, był jak zarobaczona rana, powoli karmiąca swoje pasożyty zapaleniem tkanek.
Chwycił w dłoń puszkę i rzucił nią pełen wściekłości w mur naprzeciw siebie.

Dopiero po próbach mógł pozwalać sobie na wyładowywanie wszystkich negatywnych emocji nagromadzonych jak szumowiny przez cały dzień.

Pierdolony Jimin. 
I jego pierdolona miłość. 
Ile do cholery można powtarzać, że się kogoś nie chce, nie lubi czy wręcz nie toleruje? Gnoił hyunga kiedy tylko mógł, na co ten - jak na złość - zalecał się do niego tym bardziej. Jebany masochista!
Oczywiście Jungguk był zbyt inteligentny, by widzieć winę wyłącznie po jednej stronie medalu. Drugim ogniwem był w końcu on sam.
Nie chciał go kochać, fakt. Ale głównym powodem całej jego frustracji każdą chwilą w otoczeniu Parka, było to, że.. 
nie mógł. 
Po prostu, kurwa, nie umiał.

Wstał, w każdym kroku wyładowując niemoralne pokłady wściekłości. Wcisnął dłonie w kieszenie spodni. Jak on nienawidził tego miasta.
Splunął, szybko przebierając nogami do kolejnego celu. Czuł, że granica możliwości znoszenia tego całego gówna, a przy tym najbardziej siebie - pełnego tylu rzeczy, które należałoby poprawić, wiecznie wkurwionego na własną egzystencję - pękała w zastraszającym tempie.
Kopnął leżącą na chodniku butelkę, która narobiła niezłego hałasu, płosząc skretyniałe nastolatki i kilkoro dzieciaków. Trójka zakapturzonych postaci zmierzyła Jungkooka pogardliwie. Kiedy trzeci raz plunął za siebie, trójca kroczyła już za nim.
Wszedł w swą drugą, ukochaną ślepą uliczkę. Już miał się rozglądać za czymś do zniszczenia, kiedy zza pleców usłyszał niskie, dźwięczne zawołanie.

- Te, agresor! W dupie się przewraca, ciotko? - rzucił jeden z trójki śledzących Kooka typów. Niższy od pozostałych, w czarnej bluzie i krótko przystrzyżonych włosach.

Kookie wziął kilka oddechów, próbując uspokoić rozszalałe z wściekłej gorączki tętno.

- Gęby nie masz, pedale? Odpowiadaj, jak chcesz mieć dalej takie gładkie ryło.

Oddech. Dłonie powoli zaciskające się w pięści.

- Dobra, panowie, kończymy. - mruknął jeden z dwójki stojącej z tyłu, ponownie narzucając kaptur na głowę i wychodząc w kierunku Jungkooka, z prawą ręką gotową do oddania ciosu.

Jeszcze tylko chwila. Zacisnął zęby i powieki.

Jak on kurwa nienawidzi tego świata.

Powłócząc nogami doczłapał do budynku BigHit. Przetrącony nadgarstek dawał się nieprzyjemnie we znaki.
Ciężko oddychając, wypuszczał z pomiędzy rozchylonych warg maleńkie bąbelki zabarwionej szkarłatem śliny. Twarz bolała niemiłosiernie, zapuchnięty policzek sprawiał wrażenie, jakby zaraz miał pęknąć. Potargane włosy, zlepione potem i krwią, wyglądały co najmniej odpychająco. Z nosa powoli sączyły się dwie bordowe strużki.

Przynajmniej gorączka nieco opadła. Potrzebował tego, nie tylko porządnie komuś dowalić, ale też samemu dostać w kość. Był na siebie tak zły, za cały brak perfekcji jaki prezentował, że zdawało mu się jakby oblepiał go trąd. Chory, ułomny człekopodobny twór.

Otworzył drzwi, na swoje szczęście nie zastając nikogo na korytarzu. Było już nieco późno, więc przemknął niezauważony do swojego pokoju. Jin o mało nie zemdlał.

- Kookie! - wyjęczał chcąc jak najszybciej zainterweniować, jednak maknae odgrodził się rękoma.

- Nic mi nie jest. - wymamrotał z widoczną trudnością. - Przewróciłem się. Idę się umyć.

- Na pewno nikogo nie wołać..? Nie wyglądasz najlepiej..

- Hyung.

Zapadło wymowne milczenie, Jin był bardzo prosty do zmanipulowania i zastraszenia. Tak samo niekompletny jak cała reszta tej pokraczne formacji.

Wszedł pod prysznic, spłukując chłodną wodą cały brud i krew ze swojego ciała. Zamknął oczy, drżąc lekko.

Nie umiał.
Nic nie umiał. 
Był porażką, niczym nie wyróżniał się w całym tym zalewie gówna.

Nie potrafił czuć. Im więcej ćwiczył, tym mniej emocji docierało od serca do mózgu. Przerażająca większość gubiła się gdzieś po drodze, znikając w labiryncie codziennych problemów. Nie potrafił kochać. Nie potrafił lubić. Nie potrafił szanować. Potrafił wyłącznie udawać.

I nienawidzić.

Zakręcił wodę, owijając się w ręcznik. Głowa pulsowała z niemiłosiernym bólem. Ale w końcu sobie zasłużył.

Na chwilę jednak zatrzymał się, jakby wyrwany z rzeczywistości, nasłuchując z uwagą. Wydało mu się, że zza ściany dobiega jakiś dziwny dźwięk. Po tej stronie była przecież sypialnia Jimina i V..

Podszedł do granicy przestrzenij życiowych, przylegając całą powierzchnią ucha i prawego policzka do zimnej płaszczyzny, opierając o nią także lewą dłoń.

Ktoś szlochał. Cichy jednak wysoki, rozjęczany głos. To nie mogła być barwa Taehyunga.

Jungkook był inteligentnym człowiekiem.

Nie pokocha go.

Nienawidzi.
Nienawidzi tak bardzo.
Tak cholernie nienawidzi samego siebie.

Spojrzał z pogardą na nienaturalnie skręcony nadgarstek.

Zmarszczył brwi. 
Zacisnął pięść.

Coś przeszywająco chrupnęło.

Złość zagłuszyła ból.
...
Jak on cholernie, strasznie nienawidzi żyć.



Do przeczytania! - Gabe.





niedziela, 18 października 2015

"Like a Butterfly" - zapowiedź./"Like a Butterfly" - preview.

Woah, patrzcie jak ciężko dla was pracuję! Wszystko jest już w związku z nowym opowiadaniem zaplanowane. Proszę więc przywitać się z "Like a Butterfly" - hard gore/angstem, który na 100% zniszczy wam życia C:


Czy czułeś się kiedyś w pełni spełnionym?
Że robiłeś i robisz wszystko jak trzeba, nie obwiniasz się o nic, bo nie masz ku temu powodów.
Jesteś dobry.
Żyjesz spokojnie swoje kryształowe życie, nie musisz martwić się o jutro, a ludzie, za których odpowiadasz, są zadowoleni i pełni pozytywnej energii.
...
Aż wreszcie lustro pęka z hukiem, oślepia Cię i sprawia, że stajesz się głuchy. Upadasz na kolana i dotykasz boleśnie poranionej twarzy; palcami starasz się odnaleźć oczy, na których miejscu są teraz jednak tylko dwa wgłębienia wypełnione ciepłą cieczą. Łzy spływają po twej twarzy wraz z krwią.

Hej, Ślepcu! Zawiodłeś.


Do przeczytania! - Gabryś.




***

Woah, look how hard I'm trying here for y'all guys! There is already the whole thing with the brand new fanfic planned, so please welcome the preview of "Like a Butterfly" - hard gore/angst fanfic which will 100% destroy your lives. Enjoy C:


Have you ever felt like your completed human being?
Like everything you've done and still do is perfectly right, there's literally nothing to feel anxious about.
You're a good man.
Living your crystal life peacefully, you don't need to worry about tomorrow. And the people who you're responsible of are filled with positive attitude and smile.
...
And then the mirrors break with painful noise, make you blind and deaf. You fall on your knees, touching suffering face; trying your best to find eyes with your fingers but all you get are two hollows full of warm liquid. Tears fall along with the blood down your cheeks.

Hey, Blind One! You've failed.


Till the next time! - Gabe.



1000 wyświetleń! - 1000 views!

Wowowow, dzień dobry!

Jak tam u was? Bo u mnie świetnie, pierwsze większe osiągnięcie na karku, a mianowicie 1000 wejść na bloga, yay! Oczywiście nie jest to mój największy cel, w prawdzie to dopiero rozpoczęcie tego, jaką drogę obrałem, więc nie ma opcji, że spocznę na laurach, spokojnie. Jednakowoż, z racji wartości całego zajścia, z nieukrywaną przyjemnością ogłaszam, że możecie spodziewać się specjalnego rozdziałowca, a jako, że największą popularnością na tą chwilę cieszy się one-shot "Mgła" z Jinem i Junkookiem z BTS w rolach głównych, nowy fanfik będzie bazował na postaciach z tego zespołu.
Już wkrótce nowy rozdział, więc bądźcie na bieżąco!

Dziękuję wam bardzo za dotychczasowe zainteresowanie, obiecuję pracować tylko więcej i dawać wam tyle radości z mojej pisaniny, ile tylko jestem w stanie. A, że sam czerpię z tego wielką radość, chyba mamy tu układ idealny, ha. Kocham was i jestem nikim bez waszej atencji i wszystkiego co mi dajecie. Jesteście najlepsi, hwaiting ~!


Do przeczytania! - pełen radości Gabriel.




***

Wow wow good day, hello!

How is life, bunnies? Cause mine goes pretty amazing, we've just reached 1000 views on my blog, yay! Obviously that's not the biggest goal I have, in fact that's only the beginning of what I attempted to do, so you don't have to be worried of me drowning in complacency, easy. However, considering how valuable is this accomplishment, you can expect some special chaptered fanfic, what I announce with pleasure and joy. Given the quantity of views in case of each post, I'm glad to say you've liked one-shot "Mgła" ("The fog"), with main characters of Jin and Jungkook from BTS, the best, so no doubt special one announced today will combine characters from this band. Also I'll do something even more extraterrestrial - I'll translate whole thing into english, yay!
Soon the first chapter will be here, so stay tuned!

Thank you all so much for your interest so far, I promise to work only harder and give you as much pleasure as I can. Also good thing I enjoy it myself, so we're in somehow privileged affair, hah! I love you the most and am nobody if not because of your deference, as well as all the other things you give me. You're absolutely the best, fighting!


Till the next time! - hella joyful Gabriel.