Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Minji Uppie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Minji Uppie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 27 listopada 2015

"Strawberry Buisness" - RP (feat. Nemi) pt.4

Title: "Strawberry buisness"

Pairings: Jihope ( Park Jimin & Jung Hoseok)


Summary: W porządalku, jestem, żyję, LaB nie zabił mnie do końca ;w; Przy okazji chciałbym z radością zapowiedzieć zbliżającą się nową serię, cały aż się trzęsę na myśl jak świetne to będzie, ale na chwilę obecną żadnych spoilerów, czekam grzecznie razem z wami. A teraz kolejna porcja super seksownego, coraz odważniejszego Jihope'a, kochajcie się ~~

(XD)


Fakt, że po prostu stałem w miejscu, dopóki chłopak z obsługi nie wyszedł, był cokolwiek nieadekwatny do poprzedniej sytuacji. A i wtedy dopiero za namową Hoseoka usiadłem.  Opadłem więc na kanapę obok niego i przez wcześniejszą obecność kelnera, a szczególnie jego spojrzenie, znów się skrępowałem. Poprawiłem włosy i sięgnąłem po jedną z truskawek maczając ją w czekoladzie.
- Dlatego rozważ powrót. Widać że sprawia Ci to radość.  - mój uśmiech teraz był nieco bardziej wysublimowany. Kończąc zdobienie owocka polewą przysunąłem go do ust i ugryzłem kawałek. Słodkie smaki zmieszały się w moich ustach tworząc pyszną kompozycję, zjadłem resztę owocu i oblizałem palec z czekolady, która kapryśnie po nim spłonęła. Przymrużyłem oczy delektując się smakiem i mruknąłem z zadowolenia całkowicie przypadkiem, nawet nie zdając sobie sprawy z tego że tak robię. Taka mała przyjemność a tak cieszy. 


*


- Smakuje? - wyszczerzyłem arsenał równych, białych zębów, bacznie obserwując poczynania Jimina. Nie, żebym był prawie stuprocentowo pewien, że robił to specjalnie; oblizując palce i nieznacznie, acz słyszalnie mrucząc, ze mną tuż obok. Powtórzyłem proceder zainicjowany przez czerwonowłosego, sam będąc zmuszonym do oblizania z palców kapiącej czekolady. Eh, taki kaprys. Przełknąłem słodycz, z zadowoleniem wypisanym na twarzy, usadzając się nieco wygodniej i chwytając kolejną truskawkę smukłymi palcami.
- Radość sprawia mi także negocjowanie porozumień między-firmowych, czytanie dokumentacji salda przychodów mojej korporacji i oglądanie oddanych swym zadaniom sekretarek. - uśmiechnąłem się sugestywnie, starając nieco zaigrać z emocjami mojego uroczego współpracownika. 


*


Pokiwałem głową w odpowiedzi na jego pytanie i sięgnąłem ponownie do półmiska tym razem po zjedzeniu oblizując kąciki ust z kocim uśmiechem na ustach. Ach, a ten znowu o firmie... ale chwila, sekretarki? Przyjrzałem mu się przez chwilę nie okazując żadnych emocji na twarzy.
- No tak ty masz sekretarki. - wywróciłem oczyma, zastanawiając się jak w takim razie wygląda jego biuro, że ot tak ogląda sobie kobiety przy pracy. Westchnąłem zamyślony, a kolejny z owoców trafił do moich ust. Natomiast czekolada miała tym razem nieco inne plany i spływała mi w leniwym tempie z kącika w dół na podbródek. Co zaskakujące Hoseok chyba właśnie śledził ją wzrokiem.

*


- Też będziesz miał. - wzruszyłem nieco arogancko ramionami. 
Po kilku dłużących się sekundach świdrowania wzrokiem tej jednej cholernej kropelki czekolady, miałem dość czekania. Skręciłem się nieco w kierunku swojego rozmówcy i przysunąłem, podkreślając pewnymi gestami zdecydowaną wyższość i swego rodzaju dominację. Uśmiechnąłem się niewinnie, jedną ręką opierając nisko o jego udo, przy okazji wreszcie czując pod palcami wcześniej wyobrażane od dłuższej chwili mięśnie, drugą natomiast sięgając ku twarzy młodego.
- Pozwolisz. - mruknąłem unosząc beztrosko brwi i wierzchem palca wskazującego ocierając ciekłą słodycz. Jak przyjmiesz ten gest, tancerzyku?

*



Zerknąłem na jego dłoń na moim udzie, ale sam dotyk spowodował, że znów zrobiło mi się goręcej. Kiedy jego dłoń była przy mojej twarzy zarumieniłem się po raz drugi dzisiejszego dnia. Delikatnym lecz pewnym ruchem pokierował swój palec tuż przy moich wargach, a korzystając z tego, że nie cofnął od razu dłoni odpowiedziałem czymś równie wykraczającym poza savoir vivre spotkania biznesowego. Mianowicie wziąłem jego palec do ust zlizując z niego to co otarł z mojej twarzy.
- Nie może się zmarnować. - zamruczałem patrząc w jego ciemne oczy, co było już dość perwersyjne. 


*


Wysoce zaintrygowany uniosłem jedną brew. Mimowolnie oblizałem dolną wargę, obserwując jak obejmował ustami mój palec. Odważniej niż przypuszczałem, no no..
- Istotnie, byłoby szkoda. - zamruczałem w odpowiedzi, nawet nie drgnąwszy, jednak nieco zaciskając palce na udzie Jimina. Co jak co, ale manipulowanie miałem w małym palcu. Odsunąłem się więc jak gdyby nigdy nic, chwytając truskawkę i mocząc ją obficie w czekoladowym sosie. Gdy znalazła się tuż przy mych rozchylonych ustach specjalnie pozwoliłem nadmiarowi czekolady skapnąć poniżej dolnej wargi, sam zaraz wgryzając się powoli w owoc. Wzrok Parka, tak skupiony na mnie, sprawiał mi niemałą satysfakcję, to prawda.  


*


Czułem że mu się podobało co zrobiłem i to dosłownie. Palce zacisnął dość mocno na moim udzie.
Czyli Cię pociągam co? Dobrze mieć pewność... kij z tym, złamiemy najwyżej parę zasad, ale w końcu nie raz wdawałem się w gierki tylko jednorazowo. Może to też będzie bez zobowiązań? Uśmiechnąłem się niewinnie i przysunąłem nieco bliżej niego czekając, aż przełknie owoc. Widząc ruch jabłka adama nachyliłem się nad jego twarzą i zlizałem kropelkę czekolady z jego brody.
- Tego też by było szkoda. - stwierdziłem intonując głos na naiwnie uroczy.
Panie Jung co Pan na to? To też się Panu spodoba?


*


Ponownie zlustrowałem go swoim nieco zblazowanym, aczkolwiek usatysfakcjonowanym spojrzeniem. Stawiał wszystko na jedną kartę, ryzykował skubaniec. Mógłbym teraz na przykład zrujnować jego życie.. miałem w garści wszystko co robił, każdy najmniejszy gest należał do mnie. Sycąc tym swe imperatorskie żądze, skupiłem się jednak na tym, co mogłem jeszcze dzisiaj otrzymać. A zapowiadało się naprawdę ciekawie.
- Doprawdy? - zaintonowałem melodyjnie, lecz nisko i zaraz wcale się nie odsuwając, a bez przerwy mierząc z Parkiem spojrzeniem, sięgając ku tacy. Tym razem nie po owoc. Zanurzyłem opuszki dwóch palców w czekoladzie, po czym przysunąłem je blisko ust Jimina, nawet nic słownie nie sugerując. Był pojętnym chłopcem i wyglądało na to, że dobrze wie co robi. Postanowiłem więc trochę pooglądać. Uśmiech wpłynął szerokim łukiem na moje wargi.


*


- Mhm. - mruknąłem znajdując się milimetry od jego twarzy. Wiedziałem że igram z ogniem i mogę się sparzyć. Ale gra była warta świeczki. Kto nie ryzykuje, przecież nie zyska.
Ująłem jego dłoń w moją kiedy tylko przysunął palce pod moje wargi. To teraz trochę się zabawię. Najpierw musnąłem ustami ich opuszki i kusząco oblizałem wargi następnie przesunąłem językiem po całej ich długości by następnie je nim opleść i włożyć oba do ust obniżając je dokładnie i językiem drażniąc je w sposób pobudzający wyobraźnię. Kiedy skończyłem uwolniłem jego dłoń z uścisku i uśmiechnąłem się szelmowsko, mrużąc przy tym oczy.


*


- Cóż, panie Park.. - zamruczałem wyjątkowo ponętnie, nawet w nieco obfitszy sposób niż zamierzałem.
- Przewiduję owocną współpracę. - skwitowałem jeszcze, po czym sięgnąłem, przed momentem tak przyjemnie potraktowaną, dłonią ku owocom. Truskawka, czekolada, muśnięcie językiem. Jednak nie wsunąłem jej w usta, a przynajmniej nie własne. Najpierw jakby znudzonym gestem naznaczyłem kilkoma ciepłymi kroplami delikatnie odsłonięty fragment szyi czerwonowłosego, zaraz później owoc podając mu do ust. Sam, w trakcie gdy ten zajął się konsumpcją, nachyliłem się głębiej, wymuszając by nieco odchylił głowę. Przesunąłem lepkimi od słodyczy wargami po skórze Jimina, wreszcie pozbywając się słodkich kropel powolnymi, przeciąganymi liźnięciami. Przy okazji kilkakrotnie, w już chyba lubieżny sposób, ssąc jego niespotykanie delikatną jak na mężczyznę skórę. 


*


Jego pomruki brzmiały cudownie. A to co powiedział sprawiło mi ogromną satysfakcję. Ach i ta aluzja do owoców. Perfekcjonista z niego. Zjadłem, co podsunął mi pod usta i przymknąłem oczy przechylając głowę w bok. Czułem jego wargi, które były miękkie, a zdecydowane w tym co robiły. Kiedy zaczął ssać moją skórę wydałem z siebie coś jakby westchnięcie rozkoszy. A to wszystko przez to że moja szyja jest nadzwyczaj wrażliwa. Położyłem mu jedną dłoń na ramieniu i starałem się nie ponawiać westchnień, co było niestety bardzo trudne. W połączeniu z moja wrażliwością w tych okolicach i jego doskonale sprecyzowanymi poczynaniami przez mój kręgosłup przeszedł intensywny dreszcz. Taki zwiastujący tylko więcej przyjemności. 


*


Miałem nieodpartą ochotę sprawdzić pewną kwestię, co oczywiście zaraz urzeczywistniłem; wcale nie mocno, a raczej pieszczotliwie złapałem zębami kawałek jego skóry, delikatnie go przy okazji oblizując. Dźwięk, jaki z siebie wydał, rozwiał moje wszelkie wątpliwości. Pchnąłem go powoli tak, by ułożył się na plecach. Pierwej jednak zlustrowałem zniesmaczony jego odzienie.
- Yh.. zdejmij to.. - prychnąłem, zaraz jednak uśmiechając się szeroko. Nie będę go rozbierał, e-e, to on miał się przede mną negliżować. Kolejna forma detalicznego zaspokajania potrzeb. Na widok opalonego, umięśnionego ciała wydałem z siebie głośny, intensywny pomruk.


*

Nie mogłem powstrzymać cichego jęku gdy tylko poczułem jego zęby na swojej skórze. Było to dość krępujące i zawstydzało, czego skutkiem oczywiście były rumieńce. Ale o wiele intensywniejsze od tych wcześniej. Moja twarz wręcz płonęła. Rozpinając do końca koszulę niby przypadkiem trąciłem kolanem jego krocze... skoro jestem na dole mogę go przynajmniej ponakręcać.
- Z resztą mi pomóż, Hyung.. - złapałem go za krawat i pociągnąłem bliżej ponownie ocierając się o niego. Czekałem przy tym czy jednak nie pokusi się o zdjęcie ze mnie reszty ubrań. W końcu brzuch prezentował się na tyle dobrze, że może sam zechce odkrywać resztę mojego ciała. 

*

- Skoro nalegasz. - wzruszyłem ramionami nic sobie nie robiąc z takiego obrotu sytuacji. Poza tym.. mogłem sobie pozwolić na jeden wyjątek, a co mi tam. Widok przed oczami był aż nazbyt wynagradzający. Piękny, świetnie wyrzeźbiony brzuch, delikatnie falująca pod wpływem oddychania klatka piersiowa, wyraźne mięśnie. Szybkim, nieco zniecierpliwionym ruchem zsunąłem koszulę z ramion młodego. Wtem przypomniałem sobie o pewnej broni jaką dysponowałem. Zaraz moje palce zanurzyły się w czekoladzie, po chwili zawisając nad torsem i brzuchem Jimina, na który obficie spadały słodkie krople. Resztę pokazowo przed nim oblizałem, po czym przylgnąłem do jego skóry, wyprawiając z nią podobne rzeczy co wcześniej z szyją. Wodziłem językiem po kształtnych mięśniach, zlizując przy okazji czekoladowe plamki. Czystą dłonią także postanowiłem nieco podrażnić swój łup, skupiając się na delikatnym trącaniu opuszkami jego twardych sutków. Gdy mokre pocałunki znalazły się przy linii jego spodni, poczułem jak zawija pode mną biodrami. Cóż za uroczy chłopiec, nie wierzę. 

*

Naprawdę ekscytujące było to co robił. Dotyk jego ust i dłoni działał na mnie niesamowicie intensywnie. A muszę nadmienić, że żaden z nas nie był pijany i wszystko działo się zupełnie świadomie. Mój oddech przyśpieszył nieco kiedy muskał moje podbrzusze. Swoje dłonie położyłem na jego ramionach i zacisnąłem palce na delikatnym materiale koszuli. Mógłby też już się jej pozbyć,  z chęcią i ja bym go pooglądał. Poruszyłem biodrami i zamruczałem niskim tonem, po czym złapałem go za krawat przyciągając wyżej by móc sprawnie pozbyć się irytującego ubrania.
- Nie masz chyba nic przeciwko? - szepnąłem uwodzicielskim tonem głosu i zdjąłem mu krawat, a zaraz po tym powoli odpinałem guziki by następnie zsunąć koszulę i rzuć ją na podłogę. Kiedy już mogłem zobaczyć jego tors na moich ustach wykwitł uśmiech satysfakcji. Młody, bogaty i baardzo seksowny. Oblizałem usta i musnąłem nimi jego podbródek. Byłem cholernie ciekaw jak smakują jego wargi.

*

Bez słowa skierowałem wzrok na własne ciało, naśladując swoje truskawkowe cudo. W głowie nazywałem go "swoim" od początku, co bardzo mu przecież pasowało. Uśmiechnąłem się skromnie, łapiąc z nim wzrokowy kontakt. Nie do końca grzecznymi ruchami zahaczałem o szlufki jego spodni, przy okazji wodząc paznokciami po jego boku. Zbliżył się wyjątkowo odważnie. Podobało mi się obserwowanie rosnącej w nim pasji, tego jak ledwo się powstrzymywał, jak chciał więcej. 
Uniosłem z uśmiechem brew, nie dając mu tej satysfakcji i pochylając się znów nad jego ciałem. Oblizałem dokładnie skórę tuż przy linii spodni, sprawnie odpinając jego rozporek i łapiąc w zęby ostatnią warstwę materiału dzielącą mnie od jego nieco nabrzmiałej i emanującej ciepłem męskości. Oblizałem z lubieżnym pomrukiem wargi. Uniosłem wzrok na Jimina, posyłając mu sztucznie niewinne spojrzenie. 
Sięgnąłem palcem w połowie już opróżnionej miseczki z czekoladą, ponownie zdobiąc nią ciało swojej truskawki. Mruknąłem zadowolony, napawając się widokiem zarumienionego, cicho posapującego Parka pobrudzonego słodką, lepką mazią.Uśmiechnąłem się sam do siebie.
Nie było nic dziwnego w wizji przeruchania go na lewą stronę.. prawda? 


Do przeczytania! - Gabuch.


wtorek, 17 listopada 2015

"Strawberry buisness" - RP (feat. Nemi) pt.3

Title: "Strawberry buisness"

Pairings: Jihope ( Park Jimin & Jung Hoseok)

Summary: No dobra. Może to będzie więcej niż pięć części XDD Nie no tak poważnie to nie planuję więcej, ale jak już mamy to zakończone, to po prostu dodaję. Zwłaszcza, że nie jest to pisane byle jakim piórem. Pozdrawiam serdecznie moje kochanie (Nemi low ju) i zapraszam bez dłuższych wstępów. Temperatura rośnie .3.


Mimo, że moje ciche przypuszczenia się potwierdziły, nie czułem ani odrobiny zawodu. Czy on się rumienił? Oh, trzymajcie mnie!
- Naturalnie. Czegoś sobie życzysz? - zaintonowałem uprzejmie, przekrzywiając lekko głowę i wiercąc w Jiminie dziurę swym przenikliwym spojrzeniem. Coraz bardziej skupiałem się na odcieniu jego włosów, w sumie chyba udzielał się też jego buźce. Biała koszula, czarne spodnie i ta eksplozja na szczycie. Taka.. truskawka. W czekoladzie. 
...

Cholera, naszła mnie chyba zbyt duża ochota na owoce. 
- Ja bym chyba coś zjadł.. - mruknąłem pod nosem, figlarnie opierając palec wskazujący na rozchylonych wargach. Podjąłem oczywistą ścieżkę, Park miał być mój, zwłaszcza, że negocjacje poszły nam tak przyjemnie i bezproblemowo. Nie musiałem się wstydzić, że najbardziej pociągają mnie ludzie inteligentni. 
- Taak.. hm.. czy mógłbym spytać.. macie jakieś owoce w menu? Truskawki, najlepiej.. tak? Fantastycznie, proszę dopisać do rachunku na nazwisko Jung. Dziękuję serdecznie. - westchnąłem z uśmiechem do słuchawki, zaraz odkładając ją na miejsce i obracając się wielce zadowolony ku mojemu daniu głównemu. 


*


- Cokolwiek. - odpowiedziałem ciszej i walczyłem z moim ciałem by się tylko znów nie rumienić. Odetchnąłem kiedy ten odsunął się nieco by wykonać telefon.

Truskawki?
..Naprawdę?
Brakuje tylko szampana do kompletu i czułym się jak bohater komiksu yaoi.  Napalony prezes, nieprzeciętny przedstawiciel firmy, hotel, noc...
...
Stop.
O czym ja myślę?

Potrząsnąłem głową i spojrzałem na niego gdy skończył rozmowę.
- To co możesz zaproponować do picia? - rzuciłem okiem na stojącą butelkę whiskey i z portem na niego. Musiałem zdjąć całkiem krawat i odłożyłem go na teczkę obok okularów, gdyż zaczął mi przeszkadzać. Przeczesałem włosy i zerknąłem w stronę czegoś co było salonem w tym apartamencie.
- A.. i może usiądziemy? - kiwnąłem w tamtym kierunku dostrzegając sporą elegancką kanapę wykonaną z czarnej skóry. Nie wiem czy to dobre posunięcie ale nie chciałem już stać. Ale wiedziałem też, że siedząc będzie cały czas blisko mnie.

*


- Jak najbardziej. - uśmiechnąłem się szeroko, zapraszającym gestem wskazując Truskawie sofę, jak wszystko w tym pokoju, zdecydowanie za ciemną. Po drodze chwyciłem pozostawione wcześniej na stole szkło wraz z alkoholem, po drodze zręcznie poradziłem sobie z idealnym rozlaniem, zaraz też podając Jiminowi wybłagany trunek. Usiadłem obok z impetem, ostatecznie lądując w bardzo swobodnej pozie. 
- Masz jakieś hobby? - mruknąłem starając się jakoś zabić czas oczekiwania na swoje zamówienie. Zerknąłem na niego kątem oka, w sumie działając nieco inaczej niż zazwyczaj; Park wydawał się wcale nieźle czytać podprogowo, jednak chyba coś mu w całej sytuacji nie pasowało. W tym wypadku, postanowiłem pozornie stracić nim zainteresowanie. Mógł sobie być uroczy, skrępowany, nawet nagi tuż przede mną, ale nie ja się uganiam. To on ma zabiegać o atencję, pamiętając w końcu kto tu dla kogo pracuje, a przynajmniej kto za wszystko płaci. Westchnąłem aktorsko, upijając nieco rozwleczonym ruchem łyk złocistego trunku. 


*


Usiadłem wygodnie na kanapie i cicho westchnąłem. Było już chyba dość późno. Kiedy mężczyzna podał mi szklankę uśmiechnąłem się.
Tak sądziłem, że szampana nie będzie.
- Dziękuję. - posłałem mu nazbyt uroczy uśmiech. Teraz czułem się bardziej swobodnie siedząc,  założyłem nogę na nogę i spojrzałem na niego gdy usiadł tuż obok.
- Hobby? Może wyda Ci się to banalne, ale taniec i koszykówka. Moje, na obecną, chwilę jedyne miłości. - mój uśmiech stał się sentymentalny, przypomniało mi się jak jeszcze byłem uczniem i całą energię wykorzystywałem na ćwiczenie nowych kroków, albo lepszego dwutaktu, czy rzutu za trzy punkty. Upiłem łyk alkoholu i z zaciekawieniem spojrzałem na niego.
- A Ty? Masz pasje, czy tylko pracę?  


*


- Oczywiście, że mam. - prychnąłem pogardliwie, zaraz też racząc się kolejnym łykiem alkoholu.
- Lubię sport, niestety ze względu na wyjątkowo zapchany grafik, nic konkretnego, a ogólna sympatia. Może się zdziwisz, ale też tańczyłem. Ale to kiedyś. Teraz burzyłoby mi to karierę w biznesie. - aż zamrugałem kilkakrotnie, słysząc jak smutno i sentymentalnie wybrzmiały moje słowa. Zaraz więc powróciłem do swego może nieco naciąganego uśmiechu, wyciągając z kieszeni paczkę papierosów i konkretnymi ruchami odpalając jednego. Dym wypełnił przestrzeń, szybko jednak ulatując przed rozszczelnione okno. 


*


W moich oczach pojawił się błysk słysząc że i on tańczył. Ciekawe jak dobry był?
- Co dokładniej tańczyłeś jeśli mogę wiedzieć? - spojrzałem na niego jeszcze bardziej zaciekawiony.
- Długo? To przez pracę przestałeś? - wypytywałem go niczym małe ciekawskie dziecko. Ale co poradzę na to że taniec tak mnie interesuje i zawsze chcę wiedzieć więcej o innych tancerzach. Wgapiałem się w niego wielkimi oczami; jak urzeczony. Musiał mi coś o tym opowiedzieć.


*


- Eh.. trochę b-boying, popping.. lubiłem łączyć style, komplikować. Nie mogło być za łatwo. - zaśmiałem się pod nosem i upiłem niewielki łyk złota.
- Praca ostudziła niepoważne marzenia, zająłem się firmą, z racji odejścia dawnego prezesa. No i tak. - wzruszyłem ramionami, jakby to było kompletnie najnormalniejszym tokiem zdarzeń.
Cholera, dawno niczego nie wspominałem. Czy ten dzieciak naprawdę był taki wyjątkowy? Póki nie spoglądałem w jego stronę, wszystko było na miejscu, emocje pozostawały w określonych granicach. Jednak kusiło mnie bardzo, by rzucić mu chociaż cień spojrzenia, na chwilę złapać kontakt. Robiło się sentymentalnie, nie tak to miało wyglądać. Musiałem szybko coś wymyślić, bo atmosfera kompletnie przelewała mi się przez palce. 
W końcu dopiłem do końca swoją porcję whiskey, dostając nagłego oświecenia i opierając przedramiona na kolanach. Kiwnąłem władczo w jego stronę.
- Pokaż co umiesz. 

Jego zdezorientowane spojrzenie nieco mnie na powrót rozbawiło.
- No już, dawaj. - zarządziłem wyciągając się wygodnie i układając dłonie na karku.


*


Byłem pod wrażeniem tego jakie style znał, osobiście miałem niemałe problemy z opanowaniem chociaż podstaw poppingu... Zacząłem go podziwiać jeszcze bardziej i dopijając trunek który powoli sprawiał, że coraz bardziej się rozluźniałem.
Słysząc jak Hoseok każe mi pokazać co potrafię zaśmiałem się nieopanowanie, po tym jak minęła niezręczna chwila zdezorientowania.
- No chyba sobie żartujesz. - odłożyłem pustą szklankę na stolik. Ten tylko pokręcił głową i jeszcze mnie poganiał. Zawahałem się i przygryzłem wargę, po czym wstałem zdejmując marynarkę i rzucając ją na kanapę.
- Dobra. Ale ja wybieram do czego tańczę i nie ma nic za darmo... - tu uśmiechnąłem się chytrze. 
- Pan poważny Prezes przypomni sobie jak to było mieć "niepoważne marzenia" i pokaże mi co jeszcze pamięta... jeśli pamiętasz. - specjalnie zacytowałem jego słowa i rzuciłem mu wyzwanie. Inaczej by nic nie zatańczył... Wyciągnąłem w międzyczasie telefon i wybrałem kawałek.
- No to gotowy? - uśmiechnąłem się pewny siebie i odkładając telefon włączyłem muzykę. Teraz mogłem się trochę popisać zgrabnie wykonywałem ruchy kroków tanecznych,  skomplikowane sekwencje ruchów idealne komponowały się z hiphopową nutą. Sprawiło mi satysfakcję, że mężczyzna patrzył na mnie z nie małym zainteresowaniem. Gdy skończyłem przeczesałem sobie włosy i odruchowo odpiąłem kolejny guzik koszuli, bo było mi nieco za gorąco.
- Twoja kolej. - wypowiedzenie tych dwóch słów sprawiło mi nie lada przyjemność. 


*


Z nieukrywanym zainteresowaniem przyglądałem się technice czerwonowłosego, bo, cholera, był dobry i wcale nie miałem możliwości, żeby tego nie przyznać. Każdy krok miał opanowany, znał swoje ciało, a to duży atut. W zamyśleniu, obserwując jego dokładne, przyjemne dla oka ruchy, oparłem jedną dłoń na brodzie, drugą delikatnie wodząc palcami w okolicach warg. Wtem Jimin zadowolony z siebie rozpiął jeszcze odrobinę koszulę, na co odpowiedziałem szerokim uśmiechem. Bez namysłu - w końcu to było wyzwanie - wstałem i na wejściu rozpiąłem kilka guzików własnego odzienia.
Dawno tego nie robiłem, ale z nadzieją, że pewne rzeczy po prostu zostają w człowieku, pozwoliłem Parkowi włączyć piosenkę, z której beatem wkrótce zgrał się mój puls. Chwilę stałem prawie nieruchomo, wyczekując i przywołując swoje taneczne "ja" do porządku. Z kolejnym taktem rozpocząłem popis. Wydawało mi się, że będę czuł jakieś niezręczne ograniczenie ruchowe, jednak moje ciało znów mnie zaskoczyło, wykonując posłusznie każdy wymyślony przeze mnie ruch. Nie chciałem się zbytnio starać, a jednak chęć zaimponowania Jiminowi pod koniec wzięła górę, kiedy w trakcie bodywave'a uniosłem spojrzenie, łapiąc z nim wzrokowy kontakt i unosząc jeden kącik ust. 
Skończywszy czułem, jak energia płynie przez każdy zakamarek mego ciała, jak wylewa się ze mnie przez uszy. Uśmiech poszerzyłem, sapiąc nieznacznie i przygryzając dolną wargę, kiedy zdałem sobie sprawę z tego, że tak naprawdę Park mógł mnie teraz oceniać. Niecodziennie, ale czasem śmiesznie zamienić się rolami. 


*


Zaklaskałem w dłonie przesuwając się do niego bo przez cały popis jego umiejętności stałem i obserwowałem, jak zahipnotyzowany, jego ruchy. Jednak nie zapomniał jak to się robi. Był świetny, a raczej wręcz perfekcyjny.
Oblizałem ukradkiem usta i uśmiechnąłem się klepiąc go po ramieniu.
- Powinieneś do tego wrócić jesteś naprawdę dobry. - mówiąc to patrzyłem mu prosto w oczy i zdałem sobie sprawę że znajdowałem się niebezpiecznie blisko niego.
Czułem zapach jego drogich perfum, słyszałem jego nierówny oddech i widziałem drobne kropelki potu na jego skroniach... wszystko dopełniała ta coraz bardziej rozpięta koszula, która w trakcie tańca ukazywała cześć jego mięśni. Bardzo dobrze zarysowanych mięśni. Kiedy nasze spojrzenia po raz kolejny się spotkały wytrzymałem tylko chwilę i spuściłem wzrok. Wkrótce ciszę przerwał dzwonek obsługi stojącej pod drzwiami.
- Chyba Twoje zamówienie. - odwróciłem głowę w kierunku drzwi patrząc jak ten idzie do nich by wpuścić kogoś z hotelu do środka.

*

Nienagannie obyty lokaj ułożył tacę pełną soczyście wyglądających owoców na nieco mniejszym stoliku przed sofą. Skinąłem na niego głową, a ten, chyba chowając bardzo uporczywie skrępowanie, skłonił się nisko i wyszedł, wyjątkowo szybkim krokiem.
No tak, dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że dwóch mężczyzn w pokoju, ja z rozchełstaną koszulą i lekką zadyszką, młody rozczochrany.. tak, to mogło go speszyć.
Uśmiechnąłem się w duchu, po czym skierowałem na sofę, rozsiadając się wygodnie i oblizując pulsujące z wysiłku wargi. Zlustrowałem dokładnie przyniesione zamówienie: półmisek idealnie czerwonych truskawek, kilka małych miseczek na dipy czekoladowe.
Wspaniale. 
- Tak w sumie to dzięki. - odezwałem się w końcu podnosząc ku niemu wzrok i mrużąc delikatnie powieki. - Dawno nie słyszałem komplementu odnośnie tych umiejętności, miło znów to poczuć. - sapnąłem cicho, oddychając przez nos i odgarniając odrobinę mokrą grzywkę z czoła.
Skinąłem na miejsce obok siebie, wołając tym samym Parka do kosztowania hotelowych delicji.
Teraz wszystko ma wyjść. I wyjdzie.
Już przed chwilą było blisko. 


Do przeczytania! - Gabs



niedziela, 8 listopada 2015

"Strawberry buisness" - RP (feat. Nemi) pt.2

Title: "Strawberry buisness"

Pairings: Jihope ( Park Jimin & Jung Hoseok)

Summary: Okej, jedziemy dalej. Wydawało mi się, że ta rzecz będzie nieco krótsza, a jednak i tak wyjdzie tego więcej niż dwie części, niech to szlag XD Ale to chyba lepiej - więcej czekania dla was (y) Witam w drugiej części role play'a z Nemi jako Park Jiminem oraz mną w roli Jung Hoseoka. Umysłowa gra wstępna ~



Podrapałem się po karku, widząc tak nagłą zmianę w jego osobowości.
No tak, w końcu jest jeszcze młody i nie cały czas zachowuje się jak szef wielkiej korporacji... chyba.
Kiedy zaproponował mi abym się jeszcze napił i wyjechał do mnie na "Ty" spojrzałem na niego jak na kosmitę.
- Uch nie wiem czy to stosowne proszę Pana... zresztą zająłem Panu i tak sporo czasu. - dopiero teraz zauważyłem, że te negocjacje wcale nie były tak szybko przeprowadzone. Dobrze, że i tak nikt na mnie nie czekał. Taki szczegół jak czas nie był dla mnie bardzo ważny, co jednak tyczy się prezesa jego rangi, z pewnością uznaje zasadę "czas to pieniądz". 

*

- Oh, spiepszysz się gdzieś? - zmarszczyłem niepocieszony brwi, stając w wyjątkowo nieprofesjonalnej pozycji. Nie miałem na celu ani go przestraszyć, ani skrępować, jednak wielu negocjatorów w jego wieku, było skłonnych do luźniejszej rozmowy tuż po zakończeniu dyskusji biznesowych. Uśmiechnąłem się w duchu, chwaląc jego profesjonalne podejście do sprawy. Wyglądał na odrobinę młodszego ode mnie, wybijaliśmy się pewnie w podobnych okolicznościach. Nie wykluczone, że gdyby inny rozkład powodzenia, teraz on stałby przede mną z dumnym uśmiechem sugerując kolejną porcję drogiego alkoholu. Spodobała mi się ta wizja. Choć mimo wszystko, wolałem mieć panowanie nad sytuacją we własnych dłoniach.

*

- Nie zupełnie. Jednak kolejny drink zupełnie uniemożliwi mi już prowadzenie samochodu. A jeśli mamy dokończyć rozmowy, lepiej by było gdybym był w jednym kawałku. 
Uśmiechnąłem się szerzej teraz będąc nieco rozbawiony tą sytuacją. Mężczyzna zwracał się do mnie jak do kolegi, a nie człowieka z którym załatwia biznesy. W jego głosie wyczułem też nutę goryczy gdy zadawał pytanie. Czyżby tak bogaty gość też spędzał wiecznie samotne wieczory,  a takie sytuacje jak ta były nielicznymi okazjami do rozmów? Zdjąłem okulary i odłożyłem je na moją walizkę.
- Nie chciałem być niegrzeczny. Jest to raczej niecodzienna dla mnie sytuacja. - dopowiedziałem szybko, nie chcąc go czasem urazić. Moje zachowanie w tym momencie na pewno również będzie miało wpływ na dalszą współpracę. 

*

- Ależ nic nie szkodzi, podziwiam Twój profesjonalizm. To jednak nie będzie już niezbędne, gram w otwarte karty. Nie próbuję Cię zwieść. - wzruszyłem niewinnie ramionami, odkładając jednak trunek na stół i wcale nie nakłaniając go do kolejnych promili we krwi.
- Ale jeśli musisz prowadzić, jak najbardziej to rozumiem. Nie jestem skłonny do łamania prawa. - ozdobiłem usta pełnym, obfitym uśmiechem, nieco zawadiacko przekrzywiając głowę na bok. Czyżby ten chłopak na prawdę nie miał drugiego dna, a wyłącznie twardą maskę projektów i przedsięwzięć? 

*

Chcąc, nie chcąc uśmiechnąłem się szeroko na widok jego zaistniałego wyrazu twarzy. Chyba pierwszy raz widzę osobę z tak rozbrajającym uśmiechem.
Stłumiłem cisnący mi się na usta śmiech i pokiwałem głową.
- Skoro otwarte karty... Panie Jung nie znam nawet Pana imienia, a Pan przeszedł tak sprawie na nieoficjalną formę, że nawet nie byłem w stanie o nie dopytać, by uczynić to samo. 
Nadal byłem zbyt oficjalny. Ale no taka prawda, on mi się nie przedstawił. Wsunąłem jedną dłoń do kieszeni i patrzyłem na niego wyczekująco. Zacząłem się zastanawiać jak to się potoczy, skoro zaczęło się tak ciekawie. 

*

- Idiota. - mruknąłem pod nosem, kiwając z politowaniem nad własnym poziomem błyskotliwości, tym samym przyznając Parkowi rację. Zaraz jednak zreflektowałem się, kłaniając oszczędnie.
- Hoseok. - dodałem szybko, zadowolony z takiego obrotu wydarzeń.
Młody tym bardziej łechtał moje ego, zdobywając się na tak wysublimowane i oficjalne formy, pomimo zupełnie innego przedmiotu naszej rozmowy. Coraz bardziej mi się podobał, ze swoim pewnym siebie wyrazem twarzy, a kryjąc w sobie posłusznego, acz błyskotliwego współpracownika. Chyba naprawdę zależało mu na tych gierkach. Czy świat biznesu musiał być dla mnie tak nużący? Eh.. to chyba jednak wina braku dojrzałości. Aczkolwiek jeśli potrafiłem to przed sobą przyznać, to już jakaś oznaka progresu, czyż nie?

*

- W takim razie miło mi poznać. Mów mi po prostu Jimin. - uśmiechnąłem się tym razem dość ciepło i zupełnie luźno. Oparłem się o stolik i w końcu rozejrzałem się po apartamencie.
- Nie wiem czego Ci bardziej zazdrościć; sukcesu w takim wieku, czy idącym za nim przywilejów. Masz gust wybierając takie miejsca na spotkania biznesowe i niecodzienne zachowania przy tym. - założyłem ręce na piersi zatrzymując w końcu wzrok na Hoseoku.
Ładne miał to imię. A teraz uśmiechnięty z nieco poczochranymi włosami,  stojący luźno i nie dbający o to co pomyślę wygląda jeszcze ciekawiej. Gdyby ktoś taki jak on zjawił się w jednym z klubów, w których bywam, na pewno spędziłbym z nim miły wieczór.
...
Ej... stop, o czym ja myślę. Jestem chyba nadal strasznie niepoważny.

*

- Również masz się czym pochwalić. Chociażby tym, że mnie znasz. - w kompletnie beztroskim uśmiechu podjąłem niekonkretną przechadzkę po wynajętym pokoju. 
- Dobra praca, więc i pewnie zarobki, twarz, gadane.. - zacząłem wymieniać bez najmniejszych zahamowań, zaraz też znajdując się tuż przy rozmówcy. Jako, że było mi aktualnie wolno więcej niż wszystko, opanowanym gestem musnąłem wierzchem palców jego tors. - .. figura też nie byle czego. Znajdujesz jeszcze czas, żeby ćwiczyć? - zagaiłem ze szczerą ciekawością, przybierając jednak wyraźny, cwany uśmiech.A może wręcz uśmieszek. Mimo, że praca ograniczała bezlitośnie mój wachlarz emocji, miałem kilka mimicznych asów w rękawie.

*

Jego gest trochę mnie speszył i zanim odpowiedziałem odchrząknąłem patrząc najpierw na jego rękę a później na jego twarz. Co nie pomogło bo ten uśmiech potrafił poważnie wyprowadzić z równowagi.
- Kiedy nikt nie czeka w domu ma się czas na ćwiczenia. Ale i Ty na pewno dbasz o kondycję. Zresztą w naszym wieku kiedy osiągnęło się dużo, lub jak ty jeszcze, więcej to, jedyna przyjemność to dbanie o swoją prezencje prawda?  - starałem się brzmieć nadal pewnie i poważnie, lecz z sekundy na sekundę było to trudniejsze. Ten facet miał coś w sobie takiego że onieśmielał nawet bardziej teraz, niż wcześniej.
Poza tym miałem nieodparte wrażenie że ma mnie na oku.

*

- Kiedy nikt nie czeka.. w najdroższych hotelach w tym kraju.. - westchnąłem ze zrozumieniem, po czym uśmiechnąłem się przyjaźnie, podkreślając żartobliwy charakter swoich wypowiedzi. 
Starałem się dozować wszystko odpowiednio, jednak musiałem przyznać, że krępowanie tego zjawiska strasznie mnie satysfakcjonowało. 
- Tacy piękni, młodzi, bogaci. Czego chcieć więcej? - mruknąłem, podążając swoim początkowym zapewnieniem o dosłowności, jaką podejmuję. Nie zbliżając się ani odrobiny ku Jiminowi uniosłem tylko brwi, nieco przymykając powieki i dalej na ustach nosząc ten szarmancki uśmiech.

*

Nie wiedzieć czemu nagle zrobiło mi się gorąco...
A może po prostu tu jest tak duszno?
Spojrzałem w oczy mojemu rozmówcy, były tak ciemne że źrenice niemal zlewały się z tęczówkami. Choć to może przez światło miałem wrażenie że w jego oczach można zatonąć, przez tą głębię. Uniosłem dłoń i poluzowałem krawat zaraz po tym jak usłyszałem jego pytani. Ten pomruk pytania w moich uszach odbił się echem.
Huh.. Hoseok mi się spodobał i podświadomie przesadnie reaguję na jego sposób mowy i gesty.  Shit, muszę się uspokoić bo inaczej będzie dziwnie.
- Znaleźć coś, co na dłużej zapełni tą pustkę i zaspokoi niedosyt, który nadal się utrzymuje. - odpowiedziałem mając nadzieję że zachowuje odpowiednią składnię i nie będzie to brzmiało nieodpowiednio.

*

- Niedosyt? - zamruczałem prawie szeptem, unosząc jedną brew i  przekształcając uśmiech w nieco bardziej cwany. Opuściłem na moment wzrok, próbując opanować cisnący się na usta chichot. Młody tak starał się ciągle robić najlepsze możliwe wrażenie, co sprawiało, że był naprawdę słodki. Nic w tym złego, przeciwnie, mi podobało się to coraz bardziej. 
- Stać mnie na zaspokajanie niedosytu. - dodałem po chwili, ponownie unosząc wzrok i zaglądając prosto w oczy mojego urokliwego rozmówcy.
Czy mam zdolności hipnotyczne? Chyba nie, ale lubiłem udawać, że w moich źrenicach czai się tajemnica. Zwłaszcza, że ludzie uwielbiają takie pierdoły, wmawiają sobie niestworzone rzeczy i wierzą w nie uparcie, zamykając się w nierealnym świecie. To sprawia im przyjemność, a ja nie widzę nic złego w sprawianiu przyjemności. Zwłaszcza tak przyjemnym wizualnie osobnikom. 
Zerknąłem jeszcze w kierunku poluźnionego krawata Jimina. Co jak co, ale do tego pasuje też.. 
Bez zastanowienia sięgnąłem guzika, tak irytująco ściskającego materiał koszuli na gardle młodego. Dopiero po chwili zdałem sobie, że mógł to odebrać jako zbyt śmiałe posunięcie.
Ups. 

*

Odwróciłem wzrok nie wytrzymując jego spojrzenia. Po prostu to było za dużo na dłuższą metę.
Słysząc natomiast, że potrafi zaspokoić niedosyt, omal się nie zaśmiałem. Widocznie stać go na wszystko. Ale czy jest przez to naprawdę szczęśliwy czy tylko mu się to wydaje?
-Zaspokoisz niedosyt, ale za pieniądze szczęścia nie kupisz. Chyba że masz kogoś kto jest Twoim prywatnym szczęściem... - nie skończyłem nawet myśli gdy jego obie dłonie powędrowały w kierunku mojej krtani.
Zamarłem patrząc jak odpina guzik przy kołnierzyku. Była to dla mnie bardzo nietypowa sytuacja i przez to poczułem jak na moich policzkach pojawia się delikatny rumieniec.
Jeju nie, nie mogę się rumienić. Nie teraz. Spuściłem wzrok modląc się w duchu by on czasem tego nie widział, niestety graniczyło to z cudem.
- Um, może ja bym się jednak czegoś napił. - spróbowałem zwalić swój stan na brak nawodnienia. Choć na pewno nie uwierzy mi widząc moje zachowanie. Jaki wstyd...



Do przeczytania! - Gabrych



środa, 4 listopada 2015

"Strawberry Buisness" - RP (feat. Nemi)

Title: "Strawberry buisness"

Pairings: Jihope ( Park Jimin & Jung Hoseok)

Summary: Więęc.. thing happened i nie planując publikacji, ponownie powstał po prostu zajebisty role-play. Z resztą trudno byłoby o inny charakter tego ff, tworząc z tak wspaniałą współautorką. Z resztą liczę, że to nie ostatni kolab z Nemi nooną, którą swoją drogą znajdziecie tutaj. ~ Nie przedłużając, oto nasza mała historia dwóch pnących się po szczeblach kariery dżentelmenów. Enjoy ladz.


Firma prosperowała coraz lepiej i kto by się spodziewał że zaledwie po półrocznej pracy tu będę już zastępcą kierownika działu do spraw marketingu i reklamy. Co dzień pracowałem długo, wracałem do mojej kawalerki i spędzałem tam zazwyczaj samotne wieczory. Tylko w weekendy dawałem się zaciągnąć na miasto, do klubów. Co nie raz kończyło się urwanym filmem i pobudką w hotelu razem z jakąś kobietą lub mężczyzną w jednym łóżku. Nie powinienem sobie na to pozwalać, ale jestem tylko człowiekiem.
Właśnie kończyłem pakować wszelkie papiery potrzebne na dzisiejsze wieczorne spotkanie biznesowe. Miałem spotkać się z przedstawicielem innej firmy i omówić warunki współpracy przy opracowywaniu nowego modelu sportowych samochodów. Dzięki temu, że wygraliśmy przetarg za moją zasługą, to właśnie ja ustalam szczegóły projektów, kampanii reklamowych i tym podobnych. Odebrałem telefon od szefa i zapisałem na kartce miejsce spotkania i nazwisko człowieka z którym miałem spotkanie. Uh, miałem nadzieję że będzie to ktoś z kim dojdziemy szybko do porozumienia... 

Jeszcze półtorej godziny. Zabrałem moje rzeczy z biura i niemal pobiegłem na parking. Musiałem jeszcze wziąć prysznic i się przebrać. 

*

 - Panie Jung, dzwoni przedstawiciel z tej małej firmy w Busan. Chce ustalić godzinę spotkania. - zaśpiewała sekretarka nieco zbyt piskliwym głosikiem, wkrótce też chwytając długopis i małą karteczkę. 
 - Umów nas na siódmą, wcześniej mam konferencję z agencjami reklamowymi. - mruknąłem kompletnie wyprutym z emocji głosem, dalej bezwiednie kręcąc się na swoim pięknym, skórzanym fotelu.
W moim pięknym, przeszklonym gabinecie.
Obserwując z uwagą, moją piękną, seksowną sekretarkę, która bujając biodrami opuściła pomieszczenie, naraz zapisując informacje ode mnie i rozmawiając z klientem.
Czy prosiłem o tak wiele? Ależ skąd, w końcu byłem tylko niewinnym chłopcem z prowincji, któremu udało się zabłysnąć w oczach byłego szefa firmy. Teraz należała do mnie, a ten stary, otyły zboczeniec gnił na emeryturze. I bardzo dobrze, dopiero gdy objąłem tu władzę, maszyneria zaczęła wreszcie działać jak należy. Od razu skoczyły przychody, zawiązaliśmy niejeden bardzo owocny sojusz w branży, wybijając się przez to na wyżyny i dyktując reszcie warunki. Nie powiem, podobało mi się takie życie. Wolne od trosk, niepowodzenia; miałem wszystko, czego dusza zapragnie. Mogłem pozwalać sobie na praktycznie wszystko, łącznie z codziennymi wypadami na drogie zakupy i wieczornym bywaniem w najlepszych klubach w Seulu.
Tak, to było życie.
Westchnąłem w zachwycie nad samym sobą, po czym wyprostowałem się nieco, odblokowując tablet i sprawdzając wydajność produkcji, zestawienia operacji przychodzących i wychodzących. Jak zawsze na plus, czasem byłem pod wrażeniem własnej zaradności. Przeciągnąłem się leniwie, chwytając paczkę papierosów na biurku i z uśmiechem odpalając jednego, już pomiędzy wargami, grawerowaną bodaj w moje własne nazwisko zapalniczką. Zaciągnąłem się z przyjemnością, po kilku sekundach wypuszczając białawy dym cienką strużką. Obróciłem się w kierunku wielkiego okna za sobą, przez które malował się widok na samo centrum Seulu, tętniące życiem, pełne świateł i wieżowców.
Uwielbiałem to miasto. Zawsze przypominało mi moje młodzieńcze marzenia, było w jakiś sposób potwierdzeniem każdego sukcesu w mojej karierze. Rosło i rozwijało się, tak jak ja i jego firma. Sprawiało, że w jakiś sposób czułem się bardziej dowartościowany.
"Oby przysłali dziś kogoś przystojnego.." przemknęło mi przez myśl, gdy wpatrywałem się leniwym spojrzeniem w zabieganych ludzi na ulicach. Żeby przynajmniej było na co popatrzeć, czy mężczyzna, czy kobieta; ważne, by mieli błysk w oku. Rzadko kiedy małe firmy miały w zanadrzu coś, co by nas rzeczywiście interesowało, ale przy takich nadwyżkach mogłem sobie raz po raz pozwolić na małe dofinansowanie, w zamian za duże niebieskie oczy i zgrabne pośladki.
W końcu czemu nie.. ktoś mi zabroni? 


*

Wyjechałem z parkingu i skierowałem się od razu do mieszkania. Dobrze że dzień wcześniej przygotowałem bardziej formalne ubrania odpowiednie na tak ważne spotkanie. Prysznic zajął mi niecałe dziesięć minut, następnie umyłem dokładnie twarz, aby nie było widać zmęczenia wyjątkowo pozwoliłem sobie na ledwie widoczny makijaż...
Tak, tak, wiem to pedalskie... ale w dzisiejszych czasach nawet faceci się malują. Pokropiłem się perfumami i ruszyłem do sypialni by się przebrać. Biała koszula leżała na mnie idealnie, tak samo jak czarne spodnie od garnituru, pod ich kolor cienki czarny krawat ozdobił moją szyję. Przed lustrem ułożyłem włosy zaczesując je na boki, elegancko ale swobodnie. Idealnie, założyłem marynarkę i wsunąłem na nos okulary. Powinienem zrobić dobre pierwsze wrażenie.
Chyba że ktoś uzna moje czerwone włosy za nieco ekscentryczne. Trudno... to już nie ich sprawa.
Jeszcze raz sprawdziłem czy na pewno mam całą dokumentacje, oczywiście była kompletna. Musi się dziś udać, od tego zależy mój przyszły awans.
Popatrzyłem na zegarek, 40 minut do spotkania... Nie musiałem się spieszyć, dlatego wolnym krokiem wyszedłem z mieszkania i zjechałem windą na dół po czym wsiadłem do samochodu i trzymając się przepisów drogowych pojechałem w kierunku jednego z droższych hoteli w stolicy w których miało odbyć się spotkanie. Stresowałem się tym nieco, nie ma co ukrywać.
Jedyny plus że filia firmy była już tutaj i nie musieliśmy dojeżdżać na spotkania tak jak na samym początku. 


*

 Uh, godzina spotkania zbliżała się nieubłaganie. Konferencję zakończyłem co prawda nieco wcześniej, po kilku godzinach wybrałem kampanię.. eh.. jak im tam było.. tego przystojnego bruneta, nie mam głowy do nazwisk.
Odgarnąłem nieco niesforną grzywkę. Niby wyglądała trochę zbyt młodzieżowo, jak na kogoś mojej rangi, co już nie raz słyszałem, jednak ludzie mogli sobie mówić, byłem niemalże najważniejszym reprezentantem firm samochodowych w Korei, czy ktokolwiek byłby w stanie narzucić mi jak mam się nosić? Nawet gdybym nagle zaczął ubierać sukienki, musieliby ugryźć się w język i przemilczeć.
Swoją drogą noszenie sukienek sprawiało wrażenie kuszącej idei..
Z małą, czarną teczką w dłoni wparowałem do hotelu, gdzie na mój widok podniósł się szum, a kilka osób wyraźnie się skłoniło. Ignorując te głupawe, lecz odrobinę satysfakcjonujące gesty, niezwłocznie skierowałem się ku recepcji, opierając na blacie swoją teczkę i prawą rękę.
- Rezerwacja na..
- Nazwisko Jung, tak jest proszę Pana. - urokliwa recepcjonistka, o nieco niższym niż zazwyczaj to bywa odcieniu głosu, skinęła głową z wyuczonym uśmiechem na ustach. Zadowolony, odpowiedziałem jej tym samym, nieco lekceważąco, ale przecież z głębi serca.
- Proszę, pokój w części biznesowej, numer 605. Miłego spotkania. - i tym razem skłoniła się, podsuwając pod moją dłoń kartę, za co z cichym pomrukiem podziękowałem i już bez zbędnych słów udałem się w stronę windy.
Ja na prawdę kochałem realia swojego życia.. najlepsze hotele, luksusowe restauracje, drogie ciuchy. Bajka.
Wystrój hotelu był ciemny, stonowany, w ciekawy sposób rozbudzający zmysły. Dekorator nie od parady, chyba go kiedyś zatrudnię. Otworzyłem pokój, wchodząc do środka i zrzucając marynarkę z ramion. Przede mną stał stół, w rogu nieco mniejsze biurko, z notatnikiem, laptopem i zestawem idealnie zastruganych ołówków i hotelowych długopisów. Na ścianie wisiał telefon, prostopadle do nieco znajdowała się toaleta. Skąpo, minimalistycznie. Luksus taki jak lubiłem; niewiele ale najlepszej jakości. Odwiesiłem odzienie na wieszak tuż przy stole, podszedłem do okna i rozszczelniłem je, w końcu otwierając szeroko. Sięgnąłem kieszeni, wsunąłem wydobyty z paczki papieros w usta i odpaliłem srebrną zapalniczkę. Dym uleciał w spowitą półmrokiem, chłodną, magnetyczną metropolię. 


*

Pod hotelem oddałem kluczyki parkingowemu, który od razu odjechał moim samochodem na parking. Widocznie mój wóz wyglądał zbyt tanio. Spojrzałem na zegarek; jeszcze dziesięć minut, uf... kamień z serca.
Wkroczyłem do hotelu i udałem się w stronę portierni. Kobieta stojąca za ladą zmierzyła mnie wzrokiem, a ja ukłoniłem się i poprawiłem okulary.
- Witam. Jestem umówiony na spotkanie z prezesem Jungiem. - kobieta przez chwilę nic nie mówiła po czym podniosła telefon i zadzwoniła do kogoś. Słyszałem tylko połowę rozmowy.
- Ktoś do Pana na spotkanie... tak zarzeka się że na teraz... nazwisko? Nie podał - zasłoniła słuchawkę dłonią i wróciła się tym razem do mnie - Pana godność?
- Park Jimin. - odparłem spokojnym tonem. Kobieta powtórzyła moje nazwisko i po krótkiej wymianie zdań podała mi instrukcję jak dostać się do pokoju, nadmieniając, że jestem oczekiwany.
Trochę ekstrawaganckie przeprowadzać spotkanie w pokoju hotelowym... zazwyczaj zawsze negocjacje były prowadzone w restauracjach. Ale prezes takiej firmy nie musi trzymać się żadnych reguł. Wsiadłem do windy i jadąc w górę czułem jak zaczynam się stresować, a nerwy przybierały na sile tym bardziej, im bliżej celu byłem. Kiedy stanąłem przed drzwiami do apartamentu pana Junga zerknąłem na zegarek... dokładnie umówiona godzina. Zapukałem a słysząc stłumiony głos zapraszający mnie do wejścia nacisnąłem na klamkę i wkroczyłem do środka. Przełknąłem nerwowo ślinę i widząc stojącego tyłem do mnie wysokiego mężczyznę odezwałem się starając brzmieć pewnie.
- Witam nazywam się Park Jimin byłem z panem umówiony aby omówić projekty. Firma którą reprezentuje wygrała przetarg na zaprojektowanie linii nadwozia nowego modelu oraz projekt wykończenia wnętrza.


*

- Witam. - skinąłem uprzejmie głową, zaraz też obracając się z zamiarem obdarowania swego rozmówcy wypracowanym, klasycznie pięknym uśmiechem. Lustrując jednak przybyłego mężczyznę, pokusiłem się o uśmiech nieco szerszy niż zazwyczaj, ku czemu miałem zdecydowanie racjonalne podstawy. Dokładnie obejrzałem go, z góry na dół i jeszcze raz. Eleganckie, ale nie najdroższy ubrania, dobrze leżące, więc pewnie szyte na miarę. Szerokie barki, wąskie biodra, silnie zbudowane nogi. Spodnie od garnituru w interesujący sposób opinające umięśnione uda.
To będą ciekawe negocjacje.
- O tak, rozumiem. Gratuluję sukcesu, panie Park. - zbliżyłem się wyprężony jak struna, prezentując się wyjątkowo dobrze jak po całym dniu pracy. Wyciągnąłem w kierunku rozmówcy dłoń, roztaczając swój urok osobisty na prawo i lewo. W sumie dopiero w tym momencie dostrzegłem niecodzienny kolor jego włosów. Najwyraźniej pasowały mu na tyle, że wziąłem je za coś naturalnego. Cóż, w przystojność jegomościa nie było jak wątpić. 

*

Obdarowałem mężczyznę nico nieśmiałym uśmiechem i uścisnąłem jego dłoń. Ach to tak wyglądają ludzie sukcesu... zadziwiająco młody jak na takie stanowisko.
Ciekawe naprawdę, bo raczej spodziewałem się jakiegoś starego pryka. A tu taka osobliwa postać. Czarne włosy swobodnie opadały mu nieco na czoło, idealne ubranie podkreślało jego sylwetkę, a koszula uwydatniała mięśnie ramion. Jego przenikliwe spojrzenie nieco osłabiło moją pewność siebie. A idealny uśmiech był równie krępujący. Puszczając jego dłoń poprawiłem okulary na nosie i odchrząknąłem skłaniając się nieco.
- Bardzo dziękuję to zaszczyt dla mnie jak i zarówno dla firmy, że możemy nawiązać tak wspaniałą współpracę nad jakże ważnym dla nas projektem. 

*

- Huh? - mruknąłem nieco nieobecny, przypatrując się mu może odrobinę zbyt intensywnie. Co prawda mogło to podchodzić pod zachowanie nieprofesjonalne, ale to już nie moja wina.
A na pewno nikt mi tego nie zabroni.
- Ah, no tak, racja. - po chwili wróciłem do rzeczywistości, podchodząc do grafitowego stołu, odsuwając jedno z czarnych, skórzanych krzeseł.
- Proszę, omówimy najważniejsze kwestie projektowe i zaraz przejdziemy do kampanii reklamowej. - zwróciłem wzrok ku biurku, w poszukiwaniu zamówionej wcześniej rzeczy. Uśmiechnąłem się szeroko, a gdy Park zajął miejsce, przysunąłem krzesło odrobinę, zaraz też udając się we wcześniej obranym kierunku. Wróciłem ku rozmówcy z dwoma szklankami oraz wysokiej jakości whiskey.
Nie pytając nalałem do obu nieco alkoholu, podając czerwonowłosemu zjawisku i sam zasiadając do "stołu obradowego". 

*

Kiwnąłem głową i zająłem miejsce które mi wskazał otwierając zaraz walizkę i wyjmując z niej wszystkie papiery.
Czułem się nieco nieswojo. Nie przez to jakie mój rozmówca zajmował stanowisko, lecz przez to w jaki sposób mi się przyglądał. Nie powiem że nie spotkałem się już z tego typu spojrzeniem. Lecz raczej na imprezach, a nie w miejscu pracy. Potrząsnąłem lekko głową kiedy ten się oddalił i ułożyłem dokumenty w kolejności w jakiej planowałem je omawiać. Musiało mi się wydawać, że mi się przygląda inaczej niż oceniając mój profesjonalizm, przez to, że on prezentuje się tak dobrze i jest przystojny.
Dość tego, jestem w pracy.
Gdy prezes podał mi szklankę z trunkiem, zdziwiłem się nieco. Znowu pozwala sobie na bycie kontrowersyjnym. Zazwyczaj pije się gdy dojdzie się do porozumienia. Odebrałem od niego jednak ją i skinąłem głową. 
- Dziękuję. A teraz proszę spojrzeć na projekty naszych grafików i inżynierów, oczywiście model tego auta został wykonany także cyfrowo w technice 3d. Musi pan wrócić uwagę na zastosowanie nowego typu rozwiązań poprawiających aerodynamikę, a co za tym idzie, pojazdy będą szybsze i bardziej ekonomiczne w porównaniu z poprzednimi modelami.

*

Przytakiwałem na prawie każdą informację, tylko co jakiś czas dopytując o aspekt, który mnie zaciekawił. Mówił składnie, do rzeczy. Detale projektów brzmiały zaskakująco przyszłościowo. Nowe technologie zaproponowane przez mężczyznę, sprawiały wrażenie nie tyle innowacyjnych, co po prostu zaskakujących. Widać młodziak czuł się dobrze w swoim fachu, a do prowincjonalnej firmy wprowadzał świeżość i niekonwencjonalne podejście do sprawy. Może nie czuł się tak komfortowo jak u siebie przed telewizorem, ale nie było w tym nic karalnego. A wręcz przeciwnie, czułem się dobrze, wiedząc, że w towarzystwie kogoś wyższego od siebie rangą, czuł respekt. Poza tym nosił bardzo urokliwe okulary.
- Poprosiłbym o przesłanie do nas wszystkich projektów. - gdy zakończyliśmy rozmowę, wstałem, nie ukazując wyjątkowego optymizmu, jednak nie odnosząc się też oschle. - A gdy dotrą.. - zawiesiłem na moment głos, po czym uśmiechnąłem się oszczędnie. - ..zajmiemy się kwestią formalną dokumentacji i połączeniem przychodów z akcji. Bardzo miło mi pogratulować Panu nowego partnera w interesach.
Uniosłem wysublimowanym gestem szklankę, racząc rozmówcę satysfakcjonującym półuśmiechem. 

*

Pytania miał bardzo konkretne i wymagał rzeczowych informacji. Nie wydawał się jednak ani rozczarowany, ani zdegustowany propozycjami naszej firmy, śmiem nawet twierdzić ze był pod wrażeniem. Oczywiście nie zdradzał tego miną, jednak w jego oczach co jakiś czas pojawiała się iskra zdradzająca zafascynowanie. W końcu po przedstawieniu i wstępnym ustaleniom mogłem nieco odetchnąć. Wstałem zaraz po mężczyźnie i również układając usta w coś na kształt uśmiechu uniosłem szklankę.
- Mi również miło posiadać tak liczącego się partnera. - odpowiedziałem i wychyliłem duży łyk napoju. Mój przełyk przez chwilę stanął w płomieniach, a po chwili kubki smakowe rozsadził niezwykły smak alkoholu. Pierwszy raz piłem coś takiego, oczywiście nie był to niszowy alkohol dostępny dla zwykłych zjadaczy chleba. Pod światło spojrzałem na barwę cieczy wyjątkowo intensywną jak i przejrzystą. Niesamowite, że raczy mnie takim alkoholem... Ten facet nie jest w żadnym wypadku typowym szefem wielkiej firmy.
Pozwoliłem sobie na rozluźniony uśmiech, po czym wypiłem resztę trunku jednym łykiem.
Nie pozostało już nic innego, a.. świętować?
*

- Ah, wreszcie. - westchnąłem chwytając krawat zaciśnięty na swej szyi i delikatnie pociągając zań, celem jego poluźnienia. Rozpiąłem także pierwszy guzik koszuli, przeczesując z pasją grzywkę i odstawiając puste szkło na grafitowy stół.
- Czas wyuczonych formułek za nami. - poszerzyłem uśmiech. Mniej oficjalny i klasyczny, niż na początku.
Sam nie wiem na czym minęły nam już dwie godziny, o czym informował zegar ścienny.
- Napijesz się jeszcze? - mruknąłem przyjaźnie, zbliżając się do czerwonowłosego. Wyglądał na zdrowo zdezorientowanego, jednak byłem skłonny tłumaczyć się mu tak długo, jak to potrzebne. 



Do przeczytania! - Gabryś.