Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lemon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lemon. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 maja 2016

"Strawberry business" - RP (feat. Nemi) pt.6 (ending)

Tytuł: Strawberry business

Paringi: Jihope (Park Jimin & Jung Hoseok)

Opis: Nieustanne pożądanie, nieustanny niedosyt. Ale chwila, zaraz.. to już? Czyżbym właśnie zrobił wam tą krzywdę i zakończył opowiadanie? Ups.. a kto chciałby, żeby ono nigdy się nie kończyło, hm?


- Kochankowie? - zapytałem chcąc wiedzieć, czy o tym myślał. Bez zobowiązań, jednak coś więcej. A to określenie pasowałoby do takiego stanu rzeczy. - Spotykalibyśmy się co jakiś czas i na pewno nie było by nudno. - przelotnym pocałunkiem udekorowałem jego policzek. Byłem bardzo ciekaw jak sobie to wyobraża, że rezerwuje pokój i przyjeżdżamy tam uprawiać seks? Tylko i wyłącznie?... A może miałby jakieś asy w rękawie i nieco ubarwił takie spotkania. Chociażby z czystej ciekawości byłem gotów przystać na to co proponował. Ale byłem też tak nim oczarowany, że zgodziłbym się tak czy siak. Taki układ zawsze można zmienić, zawsze można odejść i niczego nie żałować. I każdy miałby swoje życie, choć momentami bylibyśmy częścią życia tego drugiego. Przymknąłem oczy i uśmiechnąłem się. Niczym dzieciak cieszyłem się, że nasza znajomość będzie trwać. Na pewno będzie o mnie pamiętać i na pewno coś w nim obudziłem. Satysfakcja? Jeśli tylko takie słowo może określić to odczucie, to jest to z pewnością dzika satysfakcja. Jednocześnie łechtał moje poczucie wartości i wyjątkowości, a niecodzienne ciepło zagościło i w moim sercu. Spojrzałem w oczy mojemu chyba już oficjalnie kochankowi i złożyłem na jego wargach motyli pocałunek.
- Cieszy mnie taki obrót spraw i przystanę na ten układ. - uśmiechnąłem się szelmowsko wypowiadając to zdanie.
* - Hm. Niech będzie. - uśmiechnąłem się zawadiacko, sięgając zaborczym gestem jego kształtnych, mięsistych pośladków i ściskając je leniwie oparłem głowę o jego czoło, po chwili wpijając się zdecydowanie w opuchnięte, słodkie wargi. Cholera.. smakował mi. Cały. Wszystko co mi oferował, tylko jeden wieczór, jeden nic nie znaczący seks, trochę pieszczot, kilka pocałunków. Nie było to dla mnie nic nowego, podobne sytuacje trafiały mi się regularnie co tydzień, czasem częściej. A teraz? Co było inne? Poderwałem go w dokładnie taki sam sposób jak już kilkanaście osób, które później pieprzyłem nie gorzej niż Truskawę. 
- Co w Tobie jest...? - mruknąłem, teraz zastanawiać się już na głos i muskając rozchylonymi wargami jego szyję. Cierpliwie czekając na odpowiedź, której całkiem na poważnie wymagałem, dłonie błądziły po jego ciepłym ciele, jakby siląc się własnym, osobnym nurtem świadomości. Wkrótce też jedna z nich wylądowała na karku Jimina, a ja już całkiem uwolniony spod łańcuchów podświadomości, wplotłem palce w hipnotyczne, czerwone kosmyki. W końcu zacisnąłem je mocno, odchylając jego głowę do tyłu i sycąc się widokiem różowych policzków, rozchylonych ust, aktorsko, ponętnie pokrzywdzonej buźki. Uh.. poczułem kolejną falę ciepła, rozlewającą się nisko w podbrzuszu.

*

I znów ten palący dotyk i magnetyczny pocałunek. Nigdy nie wiesz i nie spodziewasz się, że jeden wieczór może zmienić tak wiele. Spojrzałem zdziwiony słysząc z jego ust takie pytanie. Było dla mnie zabawne, ale widać jego to naprawdę trapiło. Zastanowiłem się i w końcu wzruszyłem ramionami.
- Nic we mnie takiego nie ma. - przynajmniej ja tak uważałem. Byłem normalnym facetem, ot tak po prostu. Wiedziałem, że moja odpowiedź nie będzie go satysfakcjonować, ale przez kolejne pocałunki nie byłem nawet w stanie złożyć lepiej brzmiącego zdania. Nawet moje myśli zmieniały szybko tor mknąc do tylko jednego celu - by skupić uwagę tylko na nim. I na tym, by chłonąć każdy szczegół tak, by nie popadł w zapomnienie. Na parę długich sekund byłem tylko biorcą, nie zdolnym do stawienia oporu. W końcu i moje dłonie powędrowały w dół i górę, badając każdy centymetr jego ciała. Spojrzałem na niego i uśmiechnąłem się widząc, że ta cała sytuacja jest dla niego tak nowa i zarazem fascynująca.
- Na co mój kochanek ma jeszcze ochotę? Noc nadal młoda, a nam się chyba nie śpieszy.  - moje słowa w połączeniu z niskim tonem wywołały na jego twarzy naprawdę piękny uśmiech. A ja nie mogąc się opanować po raz kolejny złączyłem nasze wargi nie czekając nawet na odpowiedź. 

*


Zamruczałem cicho w usta swojego nowego "kochanka", pozwalając sobie na długi, pełen namiętności pocałunek. W głowie jednak rozważałem na co mam większą ochotę - kazać mu klękać, czy znów zagłębić się w jego ciepłym, ciasnym wnętrzu. Poczułem przenikający mnie od góry do dołu dreszcz. Wtedy do głowy przyszedł mi najśmielszy i najbardziej nieoczekiwany pomysł. Podkuliłem więc nieco ramiona, wypychając biodra w stronę Truskawy i nieco opuszczając wzrok.
- A Ty..? - miauknąłem nieśmiale, a przynajmniej na tyle, na ile pozwalały mi moje aktorskie umiejętności. Ciekawe, czy podejmie zabawę. W momencie bowiem zapragnąłem zobaczyć jak Park dominuje, jak jest zaborczy i brutalny. Kiedy mój członek ponownie zadrżał, pęczniejąc krwią i różowiąc się, Jiminnie mógł bez problemu dostrzec, jak ta z pozoru śmieszna gra, po przemyśleniu działa na mnie całkiem nieźle. Uśmiechnąłem się do siebie, na moment wypadając z roli, zaraz jednak wracając do rumieńca i zgrywania uroku.
- Powiedz, Jimin, masz wystarczająco dużo odwagi? - westchnąłem w jego rozchylone, chyba w zaskoczeniu, usta. No cóż, każdy ma swoje sposoby na małe zaspokajanie potrzeb. Wszelkiej maści.


*


W głowie zaszumiało mi pod wpływem kolejnego zetknięcia jego warg z moimi. Byłem ciekaw jego odpowiedzi, ale też się jej obawiałem. Spojrzałem na niego w momencie kiedy zmienił zupełnie swoją postawę. Z pana sytuacji przeistoczył się w prowokatora. Zagryzłem wargę chcąc być obojętnym na jego sugestie. Ująłem tylko jego twarz w dłonie i spojrzałem mu głęboko w oczy uśmiechając się nieco inaczej niż zazwyczaj.

- Odwagę mam, ale Ty możesz na to zaczekać. Było by to za dużo wrażeń jak na pierwsze spotkanie. - po tym musnąłem lekko jego usta, bardzo czule i wręcz z namaszczeniem. Jak by to była najważniejsza chwila. Musiał odczuć niedosyt, pomimo, że moje pragnienie związane z nim było ogromne. Każda komórka mojego ciała krzyczała o to by znaleźć się jak najbliżej tych jego. Podniecenie widokiem jego wspaniale wyglądającej sylwetki dawało się we znaki i to coraz mocniej. Chciałem wytrwać w tym, co postanowiłem dwie sekundy wcześniej, ale... to było silniejsze. Złapałem go mocno w pasie unosząc do góry i zakładając sobie jego nogi o biodra.
- Uh.. no dobra, pierdolić niedosyt. Za bardzo mnie pociągasz. - zamruczałem niskim zdecydowanym głosem, kierując dłonie na jego pośladki i zaciskając na nich palce. Spojrzałem od dołu w jego oczy, po czym przesunąłem nosem po jego szyi.
- Gdzie tu jest sypialnia? - przeciągnięty pomruk skierowałem wprost do jego ucha, którego płatek od razu przygryzłem.


*



- Yaa.. ah.. n-nie ma.. - miauknąłem cicho w odpowiedzi, prężąc się z cichym pomrukiem i przy okazji czując jego twarde przyrodzenie naciskające na moje biodra. Westchnąłem pod wpływem jego pieszczot, otaczając ramionami jego szyję i racząc go kuszącym w swej niewinności spojrzeniem.
- Ale.. możemy to zrobić.. na stole.. albo podłodze.. albo krześle.. - syczałem nieco zachrypniętym szeptem, głęboko oddychając tuż przy jego uchu, co już wkrótce zaowocowało niskim pomrukiem ze strony Parka. Ah, gdyby każde negocjacje wyglądały w ten sposób.. świat byłby lepszym miejscem. Intensywnie otarłem się o jego rozognione ciało, przy okazji zatapiając zęby w skórze szyi czerwonowłosego. Nie trudno było mi przyznać, że smakował o niebo lepiej niż hotelowe truskawki. 
- I spokojnie, mamy dużo czasu, a dla mnie trudno o zbyt dużą dawkę wrażeń. - dodałem jeszcze, całkowicie wypadając już z roli dominującego prezesa, a zostając zwykłym cholernie spragnionym dwudziestolatkiem. Zacisnąłem usta, następnie przygryzając też dolną wargę i z pasją wijąc biodrami ciasno tkwiącymi przy jego kroczu. Komuś tu się podooba..


*


- Następnym razem, kochany, chcę pokój z łóżkiem. - szepnąłem zdecydowanym tonem nie znoszącym sprzeciwu i przeszedłem z nim kilka kroków w stronę stołu.  Wpiłem się zachłannie w jego wargi, od których prawdę mówiąc mógłbym się nie odrywać nawet na moment, co niestety fizycznie było niemożliwe. Chociaż może to i lepiej bo inaczej nie znaczył by mnie malinkami i ugryzieniami, a to tak bardzo mnie satysfakcjonowało. Nie mniej jak to, że nasze maski zostały zrzucone. Usadziłem go na tym grafitowym biurku i przesunąłem jedną dłonią po wewnętrznej stronie jego uda obserwując go bacznie.
- Mamy czas do białego rana prawda? - mówiąc to moja dłoń zatrzymała się bardzo blisko jego krocza, a na moich ustach pojawił się szelmowski uśmiech typowy dla mnie.


*



- Jeśli aż tyle potrzebujesz, żeby mnie zadowolić.. - uniosłem głowę spoglądając na niego z góry, a mimo to prężąc się jak na rasowego pasywa przystało.
Kiedy postanowił mnie podręczyć, prawie piałem z ekscytacji. Park Jimin musi być po prostu mój, nie ma innej opcji. Zawinąłem biodrami tak, by jego dłoń zsunęła się na mojego pulsującego członka. Przygryzłem wargę, sapiąc cicho i oddychając nieco szybciej przez nos. Oparłem się rękoma za plecami, mogąc tym samym wypychać biodra tym wyżej, przy czym błagalnym spojrzeniem suplikując o więcej.

*



- To tylko zachcianka. - odpowiedziałem nachylając się nad jego ramieniem i zassałem się nim zostawiając intensywnie czerwony ślad. Korzystając z tego że moja dłoń już znajdowała się na jego penisie złapałem go i poruszałem ręką przedłużając przez to chwilę zbliżenia. Nie lubiłem się spieszyć gdy to ode mnie zależał dalszy rozwój akcji. Chłonąłem wtedy zawsze wszystkimi zmysłami emocje które odczuwał mój partner. A Hoseokowi chciałem dawać coraz więcej namiętności, dzielić się pasją i czułością. W końcu trzeba dbać o swojego kochanka, a szczególnie tak wyjątkowego. Miałem dziwne wrażenie że przy nim nie potrzeba mi nic więcej. A może to kwestia tego wieczoru i naszych pragnień które możemy spełnić.


*


- Aa.. - spróbowałem stłamsić jęk usilnie dążący do przedarcia się przez moje gardło. Uh, przyjemności przyjemnościami, ale byliśmy w drogim hotelu, a nie jakimś przydrożnym jebaku.. zachichotałem cicho na wyobrażenie naszej dwójki zdesperowanej na tyle, by zatrzymać się na seks w motelu. Ha. Może kiedyś, jak zbankrutujemy.. ciekawe ile lat by mi to zajęło.
Wróciłem myślami do najważniejszej atrakcji dzisiejszego wieczora. Westchnąłem niczym rozmarzona nastolatka, na widok jego pełnych pasji ruchów. Powoli, leniwie.. jak można było być tak erotycznym nie robiąc nic nadzwyczajnego. To przez te włosy, na pewno. 
Co moment płynnie wypychałem biodra ku górze, przy okazji mrużąc powieki i głęboko oddychając. Jego ruchy drażniły tak cudownie, ciągnęły się słodką namiętnością. Wręcz uwielbiam takie tempo. Nie narwane, młodzieńcze wybryki i szukanie zaspokojenia za wszelką cenę. Byliśmy w końcu  poważnymi, niemalże ustatkowanymi mężczyznami na wysokich pozycjach społecznych, nawet nasz seks musi być odpowiednio elegancki i pełen pasji.
Zgraliśmy idealnie rytm naszych ruchów; kiedy ja się prężyłem, Jimin cofał dłoń, a kiedy rozluźniając mięśnie opadałem na zimną powierzchnię stołu, on przysuwał się bliżej, zaciskając palce na ciepłej, twardej męskości pomiędzy moimi szeroko rozchylonymi udami. 
- Jimin.. - mruknąłem zamykając powieki i czując jak motyle w brzuchu nagle rozwinęły skrzydła, sprawiając, że ledwo utrzymywałem głos w ryzach przyzwoitości. 


*



Nie sądziłem, że on będzie się tak zachowywać, że będzie miał taki wyraz twarzy, że będzie tak bardzo poddawał się mojemu dotykowi. Moja wcześniejsza nieśmiałość, ostrożność i dystans były teraz czymś odległym. W końcu mogłem wykazać się mając pewność siebie której nie jeden mógłby mi zazdrościć, wiedziałam czego chcę, wiedziałem że on mi to da i to mnie bardziej nakręcało. Puściłem jego męskość, miast niej łapiąc go w biodrach - wąskich, wręcz idealnych i wspaniale wyglądających. Przesunąłem po nich opuszkami palców kilkakrotnie, w górę i w dół. Chciałem już być w nim i dać mu doświadczyć kolejnej dawki przyjemności. Zerknąłem na moją czarną aktówkę która leżała przy mężczyźnie, w końcu tam miałem kilka prezerwatyw, dlatego szybko sięgnąłem do niej by wyciągnąć jedną z nich.


*



Z zadowoleniem obserwowałem jak nakłada na przyrodzenie różowawą prezerwatywę, w sumie nie mogąc się już doczekać.
- N-nie.. nie trzeba. - mruknąłem cicho, kiedy potarł palcami okolice mojego wejścia. To całkiem kochane, że chciał uniknąć mojego bólu, jednak nie chciałem psuć sobie efektu, co jak co, ale tę przyjemność chcę poczuć wyraźnie i zapamiętać. Z delikatnym uśmiechem zakręciłem biodrami, dopominając się o akcję. I nie, nie byłem w tym jakoś wyćwiczony. Jedynie dwa, może trzy razy zdarzyło mi się robić za stronę pasywną. Ale tym razem czułem to dziwne mrowienie w podbrzuszu, chciałem doświadczyć w sobie mojej małej.. no dobra, nie taką małej Truskawy. Z usatysfakcjonowanym wyrazem twarzy obserwowałem całokształt rzeźby jego ciała, który był na prawdę imponujący. Westchnąłem niecierpliwie, sięgając jedną dłonią mojego naprężonego penisa i pocierając o niego tuż przed Parkiem. Fakt, że pożerał mnie spojrzeniem, tylko potęgował pożądanie jakie się już we mnie kotłowało.


*



- No dobrze. - szepnąłem i przyciągnąłem go do siebie bardzo blisko by wpić się w jego wargi jednocześnie wchodząc w niego szybkim pewnym ruchem. Skoro chciał od razu to czemu nie, jednak można złagodzić to nie oszukujmy się w pierwszej chwili nie najprzyjemniejsze odczucie. Całowałem go gorąco i zacząłem się powoli poruszać w nim, w tym samym czasie palcami przemykając po jego rozpalonym ciele. Był tak wspaniały zarazem wcześniej jak i teraz kiedy mi się oddawał. Gdybym mógł nie mrugnąłbym ani razu by zarejestrować każdy jego ruch, rozszerzenie źrenic, przygryzienie wargi. Jak ktoś zupełnie nieznajomy dotychczas mógł tak zawrócić w głowie i sprawić ze wszelkie hamulce puszczają. Przesunąłem językiem po jego szyi, przyśpieszając nieznacznie, wsłuchując się w pomruk który wydał z siebie przez co jego krtań wibrowała przez kilka dłużących się sekund. Ach cóż to był za rozkoszny dla ucha dźwięk.


*

- Jimin.. - jęknąłem cicho, wczuwając się tym bardziej w rolę słodkiego dołu. Zacisnąłem powieki przystrajając usta w szeroki, zadziorny uśmiech. Jak bardzo nie walczyłbym ze swoją naturą, nie potrafiłbym perfekcyjnie udawać niewiniątka. 
Zupełnie jak ryba wyrzucona z wody złapałem haust powietrza, tym samym nadymając płuca i eksponując kości wraz z dobrze zarysowanymi mięśniami. Heh, no cóż. Jak się ma, to się pokazuje. 
- Jiminniee.. -  zaskomlałem ponownie, wiercąc biodrami i z każdym jego pchnięciem biorąc go głębiej. Wzdychałem szybko, napinając wszystkie możliwe mięśnie i prezentując się jak najlepiej, tak by Park mógł podziwiać jak pięknego kochanka posiadł. 
Kiedy przyspieszył uderzenia, nagle wewnątrz poczułem przeszywający dreszcz, który poskutkował wydobyciem się ze mnie obfitego, charakterem wręcz lubieżnego westchnienia. Nabrzmiały penis pulsował obijając się o mój brzuch, tak samo jak ten wijący się w moim wnętrzu. Zagryzłem wargę do siności, czując, jak zbliżające się spełnienie daje wyraźne oznaki swej obecności. 


*

Moje ruchy były zdecydowane, precyzyjne i z każdym kolejnym wiedziałem co sprawia mojemu partnerowi większą przyjemność. Słysząc jak zdrabnia moje imię ciepło rozlało się w moim wnętrzu, nikt od bardzo dawna tak nie nazywał, a z jego ust w takiej chwili "Jiminie" wybrzmiało cudownie. Jedna z moich rąk powędrowała w górę po jego torsie. Wygięty w łuk eksponujący swoją idealną sylwetkę, ze spojrzeniem w którym odbijała się przyjemności był niczym spełnienie marzeń. Tych erotycznych oczywiście. 
Z każdym następnym ruchem zbliżał się moment spełnienia. Przyśpieszyłem jeszcze bardziej ruchy, a ustami zabłądziłem na jego szyję, obojczyki i ramiona. Uwielbiałem dopieszczać te partie ciała, może dlatego, że wiązały się z moim fetyszem, a jego obojczyki były idealnym jego zaspokojeniem. Po dosłownie kilku kolejnych szybkich pchnięciach poczułem, że to już ten moment...


*


Złapałem się go, wczepiając paznokciami w łopatki i prężąc niczym kot. Zacisnąłem zęby na jego gorącej skórze szyi, sam poruszając się zaborczo, czego efektem była mnogość pojękiwań i stękania prosto do ucha Parka. Przesunąłem palcami, wyznaczając trasę od łopatek po jego boki, za sobą zostawiając rozognione pręgi. Jimin wzdychał ciężko, co jakiś czas mrużąc powieki. Przyspieszył też pchnięcia, uśmiechnąłem się na samą myśl tego, co miało nastąpić. Wkrótce też wyszedł ze mnie, ściągając naprędce prezerwatywę, ja w międzyczasie wyłożyłem się wygodnie na stole, z sugestywnym wyrazem twarzy czekając, aż skończy. Sam zacząłem się niepozornie dotykać; potarłem sutek, powiodłem dłonią po brzuchu, chwilę masowałem zaróżowione przyrodzenie. Nie było jak bronić się przed odruchami, skoro Jimin masturbował się przede mną w najlepsze, wyglądając przynajmniej jak jakiś bóg seksu, zaciskając powieki i napinając doskonale wyrzeźbione mięśnie. Z zadowoleniem więc obserwowałem mój smakowity kąsek, który lada moment miał dostać to, o co tak się dla niego postarałem.

*

Nie mogłem pozwolić na to by mój kochanek sam się dopieszczał. Dlatego też kiedy tylko skończyłem dochodząc z  głośnym pomrukiem zadowolenia, mogłem zająć się nim. Złapałem jego penisa w dłoń i poruszałem nią zdecydowanymi ruchami. Racząc się jego widokiem, tym jak zagryzał wargę i przymykał oczy. Nie wiele trzeba było by i on osiągnął spełnienie. A jego nierówny oddech w którym wyczuwałem nadal świeże podniecenie sprawiał wiele przyjemności moim uszom. Piękni, młodzi, bogaci i spełnieni. Idealnie. Przysunąłem go do siebie zdecydowanym ruchem i spojrzałem mu w oczy składając na ustach pocałunek.
- Tworzymy dobrany duet Hoseok. - zamruczałem i odgarnąłem mu sklejone potem kosmyki włosów z czoła. Wyglądał seksownie cały czas, czy to w garniturze czy całkiem nagi. Już nawet nie wiedziałem która wersja bardziej mnie pociągała. Wiedziałem jedynie, że przyjście na te negocjacje było najlepszym posunięciem w moim życiu. A ten facet chyba właśnie zawrócił mi w głowie i to tak konkretnie. Bo moje myśli krążyły tylko w okół jego osoby. Perfekcyjnej w każdym calu osoby.

*

- Nie wyobrażaj sobie. - uśmiechnąłem się niepozornie, otaczając jego szyję ramionami, wcześniej pozwalając mu się wcześniej pocałować. Zsunąłem się ze stołu, z gracją, lecz zdecydowanie zbyt ponętnym ruchem. No ale nie mogłem się powstrzymać. 
Spokojnym, luźnym krokiem podszedłem do sofy, na której spoczęły wcześniej nasze ciuchy. Wsunąłem na pośladki bokserki, potem spodnie. Zacisnąłem pasek, z kieszeni wyciągnąłem papieros i zapalniczkę. Przysunąłem się do okna, rozszczelniłem je, usiadłem jednym, zwinnym skokiem na parapecie, odpalając używkę i wypuszczając dym w utopione w smolistej nocy miasto; rozświetlane tylko łunami tęczowych świateł. 
Zerknąłem na niego, stojącego dalej przy stole i lekko zdezorientowanego. Poszerzyłem uśmiech. 
- Dobrany duet to nie tylko to, że łączą nas intymne aspekty. Zobaczymy, czy sprawdzisz się w fachu, a mam w planach testować Cię na każdym możliwym kroku.
Zaciągnąłem się porządnie, tym samym inicjując kilkusekundową przerwę w monologu. Po chwili podjąłem temat z powrotem.
- Oczekuję profesjonalizmu nie mniejszego niż zanim zdjąłeś bieliznę. Masz mi wylizywać buty, biegać po kawę, zostawać po godzinach z własnej inicjatywy i prosić o niższą pensję, bo Ci się za dobrze żyje. - roześmiałem się groteskowo, gasząc papierosa na framudze po zewnętrznej stronie i zeskakując z parapetu. Po drodze w kierunku Truskawy porwałem swoją koszulę, po czym dobyłem kochanka, narzucając materiał na jego ramiona, tym samym zagarniając go ku sobie i przyciskając jego wychłodzone ciało do siebie.
- Masz też chodzić w moich koszulach, nie krępować się, jeśli pocałuję Cię w miejscu publicznym i pod groźbą kary śmierci nikomu nie mówić o tym, że pieprzę Cię w godzinach pracy. A będę, wierz mi. - uniosłem prawy kącik ust, przyglądając się z góry mojej słodkiej zdobyczy. Już zacząłem go uwielbiać, co za szczeniackie podejście. A jednak zdecydowane chciałem utwierdzić się w tym, że go uwielbiam. Byle by nie nawalił. 

*

Kuszący na każdym kroku... obserwowałem go uważnie,  jednocześnie oczekując na dalszą część wypowiedzi, bo to jedno zdanie szczerze mówiąc, nie wiele mówiło. Oparłem się biodrem o stolik przyglądając się jak zaciągnął się dymem i spokojnie leniwie po chwili wypuszczał siwy obłoczek dymu w eter. Nawet w tak prozaicznej czynności w moich oczach rysował się nadzwyczaj pociągająco. Gdy pociągnął temat kiwałem głową na znak, że wszystkie jego słowa do mnie trafiają. Gdy znalazł się w końcu tuż przy mnie, a jego koszula przyozdobiła moje ramiona uśmiech wykwitł na moich ustach. 
- Nadal wątpi Pan w mój profesjonalizm? - zamruczałem składając na jego wargach motyli pocałunek. - Zapewniam, że sprostam wszelkim wymaganiom, musisz jedynie uzasadnić jakoś moją ciągłą obecność w Twojej firmie. Nie zapominaj, że poza naszą współpracą mam jeszcze inne zobowiązania. - z szelmowskim uśmiechem ułożyłem dłonie w jego pasie i kontynuowałem swobodnie. - Jeśli Twoje koszule będą leżeć na mnie dobrze to mogę chodzić tylko w nich. O seksie nikomu nie wspomnę, chcę pożyć i jeszcze trochę z Tobą się zabawić. A pocałunkom nie będę przeciwny, ani trochę. Zobaczysz sprawdzę się idealnie w roli kochanka. Nie wątp w możliwości Park Jimina. -spojrzałem mu w oczy z pewnością siebie i niejaką.. dumą? Co jak co ale mojego dobrego imienia będę bronić, a takie wyzwanie jakie mi postawił bardzo mi się podobało. Ciekawe co przyniosą kolejne dni... I czym zaskoczy mnie ten przystojniak. 

THE END
Do przeczytania! - Gabryś <3


poniedziałek, 18 kwietnia 2016

"Black hunger" cz.9

Tytuł: Black hunger

Paringi: Jikook ( Park Jimin & Jeon Jungkook), Levi (Jung Taekwoon & Kim Wonsik), Navi a bit (Cha Hakyeon & Kim Wonsik), Jingyeom (Park Jinyoung & Kim Yugyeom)

Opis: Pisałem jak zaczarowany aż nie zasnąłem, potem po trzech godzinach snu pierwsze co zrobiłem, to usiadłem do pisania XD Kocham swoją wenę. Poza tym rozdział jest super, tylko nie betowany, za błędy wybaczcie. Fabuła się rozwija, akcja akcja akcja. C'mon. 


Matka Jungkooka nie dostawała wiadomości od dwóch dni. Dopiero wtedy młody zorientował się, że coś jest nie tak i pomyślał o stuprocentowo płaczącej krwią ze smutku i stresu rodzicielce. Znaleźli się w niewielkiej mieścinie, tuż u zbocza potężnego pasma górskiego, całkiem możliwe, że połączonego z jęzorem lodowcowym. Miasteczko przecinały liczne wstążeczki czystych, błękitnawych strumyków, gdzieniegdzie łączących się w niewielkie rzeki, lub wręcz przeciwnie - rozdrabniając w kolejne, tym mniejsze odnogi. W tym miejscu prawdopodobnie znajdowała się knajpa prowadzona przez lokalną grupę Silnych, na których pomoc rdza i czerń liczyli z całych sił.
Mgła delikatnymi smugami spowijała ulice; osiadła nisko, tuż przy ich powierzchni i trwała może kilkanaście centymetrów w górę. Brodzili w płytkim, mlecznym powietrzu, zbliżając się do wyludnionego o nieludzko wczesnej godzinie centrum miasta. Nie trudno było odnaleźć się w tym miejscu, kilka przecznic, nieskomplikowana zabudowa, może trzy mosty nad rzekami lodowcowymi. Zimno jednak dawało się dwójce wędrowców mocno we znaki. To jest - jednemu z nich.

- Chim.. zatrzymajmy się gdzieś, zaraz odpadną mi wszystkie palce. - jęknął Kook zdesperowanym, błagalnym głosem i uniósł przed oczy sine dłonie pełne znamion po spękaniu.

Wampir z troską w spojrzeniu zatrzymał się i zawrócił kilka kroków w kierunku chłopca. Dotknął niepewnie jego częściowo podniszczonej skóry, ze smutkiem nie czując ukochanego, parzącego ciepła, a niemal zrównany z własnym chłodem odcień temperatury.

- Cholera.. o tej godzinie nic nie będzie otwarte, musielibyśmy zapukać do jakiegoś domu. Albo hotelu. - mruknął Jim, zatrzymując wzrok na fioletowych płytkach paznokci chłopca i ze zmrużonymi powiekami przytulając opuszki palców chłopca do swoich lodowatych ust.

- Spokojnie. Coś zrobimy. Narazie spróbuj je schować i rozgrzewać. Możesz zostać tutaj, jeśli nie masz już siły, ja pójdę i poszukam kogoś, kto już nie śpi. - westchnął Rudy z niepocieszonym wyrazem twarzy usadził chłopca na jednej z miejskich ławek, z ramion zrzucając swój wieczny, szary płaszcz i dokładnie okrywając drżącego Jungkooka.
Nim zniknął z prędkością dźwięku w kolejnej uliczce, złożył pocałunek króla lodu na czole czarnowłosego.

Jeonowi czas dłużył się bezlitośnie. Każda sekunda trwała dla niego minutę, każda minuta - kolejną godzinę wyczekiwania na przenikliwym, wilgotnym mrozie na jakiekolwiek pozytywne wieści.

W pewnym momencie przeszedł go jednak zupełnie inny niż do tej pory dreszcz. Poza czarnym mrozem i samotnością poczuł przejmujący strach.
Zimny oddech miarowo oplatał jego świadomość, wyżerał tkanki, paraliżował każdą chęć wykonania najdrobniejszego ruchu. Dlaczego..
Dlaczego Jimin zostawił go samego.

- Długo musiałem czekać, aż sobie pójdzie.. - szepnął mężczyzna nad karkiem Kooka, muskając zimnymi wargami jego delikatną skórę. - Ale teraz jesteśmy już sami, przyjacielu.

***

Hakyeon nie należał do cierpliwych osób. Nigdy nie wykazywał predyspozycji do wyczekiwania, dawał otoczeniu do zrozumienia, że jego limit nie jest rozbudowaną skalą. Powtarzał, perswadował, obwieszczał wszem i wobec. I wszyscy powinni to już dobrze wiedzieć, do kurwy nędzy.
Paznokcie wybijały chaotyczny rytm na ciemnej poręczy tronu. Sala nie była jednak tak cicha i wyludniona jak zazwyczaj. Uwagę starał się rozproszyć rozgrywającą się przed stopniami schodów sceną.

- Aghh! - chrapliwy krzyk wydobył się z gardła krótko ostrzyżonego chłopca, który wił się półnagi pod ciałem drugiego, również czarnowłosego osobnika.

Kruk brutalnym gestem złapał gardło młodszego, zmusił go do wyprężenia się mocno i zadarcia zroszonej potem twarzy ku górze. Uderzał biodrami szybko, bezwzględnie, zadając wraz ze stosunkiem mnóstwo bólu. Zaczerwieniona twarz Raviego opływała we łzy, młodszy dusił się, kaszlał i łkał żałośnie. Leo natomiast nie zaprzestawał głębokich, silnych pchnięć, rytmicznie, z impetem wrzynając się przyrodzeniem w ciasne, mocno podrażnione wejście chłopca.
Z ust Kruka wydobywały się agresywne pomruki, ciche, lecz dźwięczne. Pełne dzikiej satysfakcji, pożądliwości, lubieżnie stymulujące erotycznie calutkie otoczenie. Ravi natomiast jęczał; głośno, bezwstydnie, jakby od tego zależało jego życie. Stosunek był długi, wyczerpujący, sadystyczny.

Hekyeon przyglądał się aktowi pozornie bez szczególnego zainteresowania, duża wypustka na materiale otulającym jego krocze mówiła jednak coś zupełnie innego.
Wkrótce stosunek zakończył się obfitym szczytowaniem obu uczestników, sądząc po żółtawych śladach na posadzce - nie pierwszym. Z zaczerwienionego, pulsującego przyrodzenia Dzikiego sączyły się rozrzedzone krople krwi.
Cha z niezadowolonym wyrazem twarzy wstał szybko z tronu, wymijając sapiących nad sobą mężczyzn i zbliżając się do przeszklonej, jasnej klatki, w której znajdowała się maleńka, skulona postać.

Skóra Hongbina była w koszmarnym stanie, suche płaty odchodziły od ciała ogromnymi strzępami, od dawna całkiem czarne oczy wypłakiwały niebotyczne pokłady łez, które w pełnym świetle i pod wpływem temperatury parowały jeszcze zanim zdążyły skapnąć z podbródka. Ojciec chłopca zacmokał z cicha i metalowym, nieco przerdzewiałym pokrętłem zwiększył natężenie promieni, padających na ofiarę, co poskutkowało niosącym się przez całą salę, rozdzierającym wrzaskiem. Z ciała wampira zaczęły wydobywać się wąskie strugi czegoś na kształt dymu, czy pary. Hakyeon bez jednej emocji przyglądał się torturom, po czym najwyraźniej znudzony akcją wrócił na tron.

- Hyuk się nie sprawdza. Tropi ich, ale nie potrafi przejąć inicjatywy. - warknął w końcu, kiedy Ravi wraz ze swym kochankiem wstali, przywdziewając wcześniej zrzucone ubrania. - Leo. - rzucił ostro, na co wyższy z dwójki wyprostował się szybko. - Wracasz do gry. Nie chce mi się czekać. Jimin ma tu być. Teraz. - ostatnie słowo, niemal już wykrzyczane w objawie furii i utraconej kontroli. Kruk skinął głową, przyciągnął Dzikiego do siebie i pożegnał go gorącym, lubieżnym pocałunkiem.
Może sekundę później nie było go już w sali tronowej.

- Ravi. - mruknął jeszcze ojciec, spoglądając na drżącego jeszcze po przebytych doznaniach chłopaka. - Przyprowadzisz starego Kima. Dostawa się przedłuża, muszę sobie z nim chwilkę porozmawiać.

- Tak jest, tato. Czy.. - podjął jeszcze, znacząco spoglądając na wyraźny zarys twardego przyrodzenia na spodniach swojego władcy, ten jednak po ułamku sekundy spędzonym na analizowaniu jego myśli uśmiechnął się delikatnie, wręcz pobłażliwie i spojrzał pełnym swoistej litości wzrokiem na syna.

- Nie, skarbie. Leć, nie trzeba.

Młodszy skinął ze zrozumieniem głową i po chwili zniknął z pola widzenia Hakyeona.
W sali tronowej pozostał w ten sposób tylko Cha, jego niecierpliwość i zduszone, cierpiętnicze jęki sączące się w rytm oddechu z nawy wschodniej.
***

- Cholera Hyuk! Przestraszyłeś go?! Od zwykłego peek-a-boo się nie mdleje!! - wywrzeszczał drobny, rudy furiat, kopiąc z impetem lampę uliczną i sprawiając, że charakterystycznie się odgięła. 

- Nie moja wina! Słabe ma nerwy, chłopak.. - jęknął jeszcze czarnowłosy i potarł kark mimo słów, jakie wypowiadał, konkretnie zakłopotany zaistniałą sytuacją. 

- Kurwa.. nie odzywaj się już. - niższy machnął energicznie ręką i wyminął skołowanego Sanhyuka, który posłusznie niczym wytresowany pies ustąpił mu miejsca. - Pomyślał, że to Kruk i zareagował bezwarunkowo.. - westchnął jeszcze kucając przy twarzy Jungkooka, ułożonej na wilgotnym drewnie ławki. 

Na krótki moment czas zwolnił, Jimin powoli sięgnął spokojnej, delikatnej twarzy, odgarnął mokry kosmyk z czoła, pogładził zmarznięty policzek, wierzchem dłoni sprawdził oddech. Trzeba było go natychmiast ogrzać w jakimś przyjaznym dla Słabych miejscu. Co w teorii wykluczało ich pierwotną destynację, ale Park miał względem tutejszych Silnych dobre przeczucia. A to zdarzało się raczej rzadko. 

- Wiesz, gdzie jest ten.. bar, restauracja, cokolwiek co tutejsi prowadzą? - warknął w końcu Rudy, wstając z półobrocie i mierząc Hyuka morderczym spojrzeniem.

- Tiaa, mijałem po drodze. To zaraz tutaj, bierz go. Powinni się tam już kręcić. - dodał jeszcze czarnowłosy i ruchem głowy wskazał kierunek, w którym zaraz mieli się udać.

Jimin bez trudu przerzucił sobie wiotkie ciało Kooka przez ramię i pognał za Hanem, zaraz zatrzymując się przed niepozornym budynkiem, jakich w tym miasteczku było wiele. Brat zapukał do rzeźbionych, starych, nieco rozklekotanych drzwi. Dłuższą chwilę nikt nie odpowiadał. Park nieustannie mierzył puls chłopcu, którego niósł, z troską przeczesując jego zlepione od wszechobecnej wilgoci włosy i niecierpliwie wzdychając w trakcie trwania kolejnych długich sekund oczekiwania.
Jednakże doczekali się odpowiedzi, po kilkukrotnych próbach dobicia się do drzwi i łącznie może trzech minutach próby cierpliwości. Wrota zaskrzypiały niepokojąco, klucz przeskoczył w starym zamku i wkrótce granice niezwiązanych ze sobą światów się zatarły. W drzwiach stanął wysoki, przystojny, ale raczej bardzo młody mężczyzna. Nieskazitelna cera niemal lśniła w nikłym świetle wschodzącego dnia, wyraz twarzy jegomościa pozostał raczej chłodny, jednak spokojny i może nieco zroszony potrzebą odpowiedzi na kilka pytań.

- Em.. Witam. - rzucił w końcu miodowym tembrem, mimo zapraszającego tonu nie rozchylając jednak drzwi ani milimetr szerzej i podejrzliwie mierząc wzrokiem nieprzytomnego chłopca na ramieniu Jimina. Zaraz jednak splótł spojrzenie z Hyukiem, potem Rudym. 

- Potrzebujemy pomocy. - ciszę przerwał delikatny, odrobinę przemęczony głos Parka, który nieznacznie poprawił sposób przytrzymania Kooka. 

Gęsta mgła wpłynęła pomiędzy postaci. Słychać było tylko ciche, skonsternowane oddechy, wysoki chłopak przez moment wyraźnie skupił się na Sanhyuku, jak Jimin wywnioskował, najpewniej czytając pobieżnie jego myśli, czego młody i niewprawiony wampir mógł jeszcze nie odczuć. 

- Wejdźcie. - mruknął w końcu gospodarz i przepuścił trójkę przybyszów przez próg wgłąb ponurego, zaciemnionego pomieszczenia. 

Sala wyglądała na typowy bar, kilka stolików, kasa, za którą na półce lśniły lokalne alkohole, wszystko utrzymane w surowym, nieco staroświeckim wystroju. W powietrzu unosił się intensywny zapach kurzu i osobliwych perfum. Gdzieś w oddali majaczyła woń cynamonu.

- Chodźcie za mną. - wysoki wybawca najwyraźniej czuł się już znacznie wygodniej, będąc na swoim terenie, co poskutkowało tym, że jego głos brzmiał zupełnie inaczej niż na początku: stał się bardziej klarowny, nieco głośniejszy i wyższy. 

Przeszli przez kilka korytarzy i dwie pary drzwi, aż znaleźli się w mieszkalnej części lokalu. Tutaj wystrój był nieco mniej ekstrawagancki, jaśniejszy, mimo wszystko utrzymany w stonowanej kolorystyce. Miało się wrażenie, że mgła wdzierała się tutaj nawet przez szczeliny w oknach, zalegała przy posadzce, przesycała wilgocią. Gospodarz zatrzymał się przed konkretnymi drzwiami, wyciągnął z czarnej bluzy, którą miał narzuconą na ramiona, niewielki kluczyk, którym rozszczelnił przejście do kolejnego pokoju. W środku nie było pusto.
Tuż po otworzeniu drzwi, wędrowcom ukazały się trzy postaci: jedną z nich był drobny brunet w krótkich, wystrzępionych włosach, który okupował dolne łóżko piętrowej konstrukcji i w dłoniach obracał coś, czego nie można było zidentyfikować na pierwszy rzut oka. Drugim w pokoju był jeszcze drobniejszy, a raczej po prostu bardzo chudy chłopiec o dłuższych włosach w odcieniu spranego karmelu. Miał bystre, czujne spojrzenie. Trzeci mężczyzna siedział pod ścianą naprzeciwko łóżka, nie był imponującej postury, jednak top, jaki miał na sobie eksponował dobrze zbudowane, silne ramiona. Jasne, niemal białe włosy trwały w niezmąconym spokoju, aż do momentu, w którym drzwi się rozchyliły, a grzywka zafalowała wraz z szybko zwróconą w kierunku nowo przybyłych głową. 

- Mamy gości. - rzucił przewodnik zagubionej trójki, na co uwaga wszystkich w pokoju szybko zwróciła się ku otwartym drzwiom. Ich oczy lśniły przenikliwymi, jaskrawymi odcieniami. Fuksja, neonowa zieleń, pomarańcz. Błyskały zupełnie jak reklamy na wielkich bilbordach. 

- Yugyeom, zdurniałeś do reszty? - mruknął białowłosy, siedzący na podłodze mężczyzna i sięgnął pasa, gdzie przy biodrach kołysała mu się kabura. Szybkim, wprawionym ruchem wyjął i odbezpieczył pistolet, celując prosto w czoło Hyuka, który pytająco zmarszczył brwi.

- To nasi, debilu. No, prawie. - westchnął wspomniany Yugyeom i zerknął porozumiewawczo na rudowłosego, oraz jego mało poręczny bagaż. 

- Co to znaczy prawie? Kogo Ty wpuszczasz do domu, co? 

- Z jakiego miotu jesteście? - mruknął beznamiętnie Jimin, po czym wyminął osłupiałego agresora, który opuścił broń i wpatrywał się w jego poczynania jak spetryfikowany.

Park natomiast przeszedł pół pokoju, a dotarłszy do łóżka zerknął z suplikacją wymalowaną na twarzy na chłopca, który do tej pory na nim siedział. Ten jak na rozkaz zeskoczył z gracją z mebla i ustąpił miejsca ciału Kooka, które zaraz po tym jak zniknął wcześniejszy użytkownik, wylądowało ciężko na twardym materacu. Wszystkie pary oczu skupiły się właśnie na Rudym, który układał z troską nieprzytomnego chłopca, a kilka sekund później stał już wyprostowany przodem do zgromadzenia. 

- Potrzebuję dla niego jedzenia. Dla Słabych. - mruknął Jimin, na co stojący pod oknem chłopak w karmelowych włosach z cichym westchnieniem oderwał łopatki od ściany i ruszył w kierunku baru, za nic mając karcące spojrzenia stojącego w progu blondyna, który mimo pozornie wyjaśnionej sytuacji nadal zaciskał palce na spluwie. 

- Kurwa mać. Skąd oni się tu w ogóle wzięli, co? - rzucił w końcu w kierunku Yugyeoma, który wzruszył ramionami i przeczesał swoje ciemne włosy, w poświacie dnia ukazujące delikatnie, a może wręcz tajemniczo bordowy odcień. 

- Przyszli, z daleka, trzy dni wędrówki. Knypek i młody to Silni, truchło to człowiek. Najwyraźniej w jakiejś relacji z knypkiem. Tyle wiem, nie chciałem szperać młodemu w zwojach, bo bym go jeszcze połaskotał nie tam gdzie trzeba. - Yugyeom ponownie wzruszył ramionami i sprawdzając kondycję swoich paznokci przeszedł wgłąb pokoju, gdzie krótko ostrzyżony brunet obserwował jak Jimin siedzący na łóżku delikatnie gładził powoli nabierający żywych kolorów policzek Jeona. 

- Pytałem z jakiego miotu jesteście. - mruknął w końcu Jim, nieobecny wzrok kierując na bezimiennego bruneta, potem na wyższego, który dołączył do niego i zarzucił ramię na jego barki.

- Jaehwan. - odparł cicho niższy, wtulając się nieznacznie w tors Yugyeoma, nie spuszczając jednak z dwójki na łóżku wzroku.

- Ha.. - Jimin prychnął z nieukrywaną goryczą w głosie i zacisnął na chwilę wargi, jakby nie mogąc czegoś przeboleć. 

Przez rozchylone okno zaczynało wpadać coraz więcej jasnego, szpitalnego niemalże światłą, w takim jednak natężeniu, które nie przeszkadzało jeszcze w funkcjonowaniu.

- A wy? - burknął Yeom, wplatając palce w krótkie włosy towarzysza, które zaraz dość czule jak na przeciętną relację przeczesał.

Jimin uniósł na rozmówcę zbolały wzrok, po czym ze smutnym uśmiechem rozchylił usta.

- Hakyeon. - odparł, na co źrenice obecnych w pokoju rozszerzyły się momentalnie, a na ich twarze wpłynęła duża dawka ekscytacji połączonej z zaciekawieniem i swoistym szokiem.

- O stary.. słyszałem.. czekaj. Ty jesteś Jimin? 

Rudy skinął oszczędnie głową.

- Rany.. czekaj, zawołam resztę. Musisz nam wszystko opowiedzieć. 

***

- Mark, jaja na kółkach, mamy tu dzieci CHA HAKYEONA!

- Pierdolisz? Serio? 

- Chodź, Jimin będzie wszystko opowiadał.

- Ten Jimin? Rudy, tak? Z opowieści wydawał się wyższy.. hm. Dobra, już lecę!


Do przeczytania! - Gabrych <3



czwartek, 14 kwietnia 2016

"How to reach the target?" OS - 3/3 (ending?)

Tytuł: How to reach the target

Paringi: Taegimin (Kim Taehyung & Min Yoongi & Park Jimin)

Opis: Z tym zakończeniem było więcej kłopotu, niż z jakimkolwiek wcześniejszym opowiadaniem. Ja nie wiem co się dzieje, nie wiem czy dobrze robię, jeśli myśleliście o czymś innym, chętnie poczytam jak wyobrażaliście sobie, że potoczą się losy miętuska, rudego i fała. 


Jimin się Taehyunga najzwyczajniej bał.

To było do przewidzenia; jeszcze tego dnia wdał się w bójkę z jakimiś typami spod ciemnej gwiazdy, dostał po uszach od właściciela sklepu, obok którego przechodzili, a Tae jakoś tak z niczego stwierdził, że fantastycznie będzie nabazgrać coś na wystawie jaskrawo-czerwonym sprayem, ostatecznie złapała go policja, a Yoongi wraz z rudowłosym musieli ratować jego wielce podatny na kłopoty tyłek. Czym był ten dzieciak.
No, nie miał prawa tak o nim mówić, dowiedział się bowiem, iż Taehyung jest - o dziwo - z tego samego rocznika co Park. Najmniejszy z trójki kompletnie nie pojmował osoby blondyna. Był dziki, głupawy, porywczy.. zupełnie nie pasował do osoby Yoongiego. Myśli zaprzątała mu ciekawość ich historii, co musiało stać się w tych kompletnie odmiennych osobach i ich życiach, że aktualnie byli ze sobą tak bezkrytycznie, absurdalnie blisko.

- ChimChim! - rozległo się nagle nad uchem rudego, które padło ofiarą zwierzęciu w ludzkiej skórze, zwanemu Taehyung. - Jesteś tak samo nudny, jak Yoongi, wiesz? Po co ja w ogóle z wami łażę..

- Nikt Cię nie zatrzymuje. - mruknął Jim kąśliwie, unikając karcącego spojrzenia Yoongiego, czuł bowiem, jak wypala w nim ogromną dziurę.

- I tylko dlatego wciąż tu jestem. Można Ci chociaż pograć na nerwach.. - swoim niskim głosem Tae uformował coś na kształt warknięcia z uśmiechem na ustach, ni z tego ni z owego zaciskając pięści na materiale kurtki rudego i w pół kroku ciągnąc go w tył, tak, że ten ze zdezorientowanym stęknięciem wpadł prosto w szerokie, silne ramiona rówieśnika. - Jesteś słodki, kiedy się tak złościsz, Jiminie.

Park nie rozumiał sytuacji, nie wiedział co począć i jak się z tego wyrwać. Poczuł tylko ciepłe wargi, które w najmniej oczekiwanym momencie przylgnęły do jego odsłoniętej szyi. Tae bez trudu przytrzymał chłopca w stalowym uścisku, aż do momentu, w którym na jego skórze wykwitł zaczerwieniony, od środka niemalże siny ślad. Dopiero wtedy blondyn z zawadiackim uśmiechem wypuścił mniejszego z ramion, a ten bez chwili namysłu złapał się za szyję, jakby właśnie co najmniej został ugryziony przez toksycznego zombie. Min wyraźnie skołowany stał tylko z nieobecnym wyrazem twarzy, obserwując całe zajście raczej zaciekawiony niż oburzony. W przeciwieństwie do rudowłosego.

- C-.. co?! Coś Ty właśnie odwalił, co?? - pisnął gotujący się od wewnątrz Jimin, po czym rzucił oskarżycielskie spojrzenie miętusowi. - A Ty? Nie masz zamiaru nic z tym zrobić?!

Tae stał niewzruszenie i tylko zanosił się zduszonym śmiechem. Leniwie przestąpił kilka razy z nogi na nogę, doczłapując tym samym do Yoongiego, którego otoczył ramieniem, przyciskając do siebie jego drobnej postury ciało. Niższy nie okazywał wyraźnych sprzeciwów.

- Ejj.. ChimChim.. Ty mała, ruda kuleczko.. Sporo się jeszcze musisz nauczyć. O Yoongim, o mnie, o sobie. - westchnął blondyn, jak gdyby nigdy nic nachylając się bliżej hyunga i z niezakłóconą pewnością siebie rozchylone usta składając na jego delikatnych wargach.

Jimin zadrżał.

Tae był absolutnie bezwstydny, pogłębił pocałunek momentalnie, zaborczo przyciskał do siebie hyunga, spijając bliskość niczym przegłodzony wampir. Do pewnego momentu Min pozostawał wobec tego całkowicie obojętny, ze zmrużonymi powiekami grzecznie wyczekując kolejnych ruchów młodszego. Aż w końcu stała się rzecz, której Jimin ani nie przewidział, ani jak się okazało, wcale nie chciał. Starszy powoli, jakby od niechcenia, uniósł ramiona, otaczając nimi szyję blond dzieciaka, który na gest zareagował nad wyraz ochoczo. Traktując interakcję niczym oficjalną zgodę, czy może raczej zaproszenie, chwycił go mocno w talii, a Jimin mógłby przysiąc, że usłyszał ze strony Yoongiego coś na kształt zduszonego stęknięcia. Pocałunek trwał, wlekł się, dwójka smakowała się już długo, z każdą jednak chwilą wręcz pogłębiając doznanie z tym większą pasją i zaangażowaniem.
A Park stał. Patrzył na scenę, jedną dłonią ciągle trzymając zmaltretowaną szyję, przyglądał się i wcale nie wierzył w to co widział.
No bo Yoongi z chłopcem.. Okej, może nawet gdzieś tam na to liczył. Ale dlaczego, na bogów, czemu pozwalał Tae dotykać swoich bioder, gryźć wargi, które na pewno były słodkie i delikatne. Park zmarszczył brwi, nie odszedł jednak, wytrwale czekając aż zakończy się intymna chwila dwójki przed jego oczami.
Doczekał się ostatecznie, chociaż nietęgi wyraz jego twarzy sugerował, że był zdecydowanie niezadowolony z tego jak długo musiał wyczekiwać.
Tae odsunął się od hyunga, z zaskakującą czułością gładząc jego policzek i uśmiechając się subtelnie pod nosem. Na widok Jimina najwyraźniej nieco się zdziwił.

- O.. Zostałeś? - jęknął nie starając się nawet o opanowany ton i wyciszając rozbuchane emocje. Porozumiewawczo zerknął na Yoongiego, który z rumieńcem na bladych policzkach wpatrywał się intensywnie w czubki własnych butów, nieskory do jakichkolwiek interakcji.

- Ano, jak widać. - odparł Park cicho, acz stanowczo i odchrząknął, chcąc najpewniej dodać sobie odwagi. Stanąwszy wyprężony niczym struna przed Taehyungiem, który nabrał już typowego dla siebie cwaniactwa.
Yoongi stał w miejscu, cichy jak zawsze, ale tym razem uciszony.

- Więc mam rozumieć, że chcesz się nauczyć? O nas? - mruknął Taehyung zmniejszając dystans między sobą a Rudym. Przyglądał mu się uważnie z góry, starając się bystrym okiem wyłapać każdą emocję, jaka przemknęła przez Jiminowe oblicze.

Długa cisza trwała nieprzerwanie, zakłócana tylko trzema spokojnymi, podejrzliwymi oddechami.

*

- Chodźmy do mnie. - wybrzmiał miękko miętowy tembr, zlewając się z szumem wiatru, który przybrał nieco na intensywności.

*

Zsunął z bioder materiał spodni, przdz krótką chwilę mocując się z przeciśnięciem stóp przez nogawki. Nieco niepewnym gestem pozbył się również bielizny, całkiem nagi stając przed dwoma parami oczu.
Tae uniósł kąciki ust i wyciągnął otwartą, zapraszającą dłoń w kierunku rudowłosego.
Jimin wciąż nieco nieufnie zbliżył się doń, pozwalając, by ręka blondyna oplotła jego bok, bez namysłu przyciągając ciało niższego do siebie. Blondyn począł przyglądać się posturze chłopca już z całkiem bliska, całkiem zatopił się w pełnym pasji analizowaniu ciała rudego, wodząc smukłymi dłońmi po powierzchni skóry niczym podczas badania nieznanej sobie do tej pory mapy.
Yoongi natomiast, mniej pewny siebie niż kiedykolwiek, odważył się w końcu podnieść na Jimina wzrok i złączyć ich spojrzenia w momencie niepewności. Starszy wstał jednak z uda blondyna, przylegając do boku rudego i zaplatając chude kończyny na jego ramieniu.
Jimin czuł, że dotyk Tae powoli zaczyna palić, spojrzenie Mina peszy i zawstydza. Wkrótce uderzyło w niego gorąco, kumulujące się w podbrzuszu pod postacią intensywnego trzepotu motylich skrzydeł.

- Piękny jesteś, Jiminnie. - mruknął w końcu Kim, zerkając od dołu na oblicze rudego, który bezzwłocznie odwrócił głowę, czując jak jego policzki stają się ciepłe od nagłego napływu krwi.
Yoongi uśmiechnął się pod nosem, opierając czoło o skroń Parka i na krótką chwilę mrużąc senne powieki.

- Jesteś, to prawda. - dodał szeptem i musnął rozchylonymi wargami delikatną skórę na przełomie policzka oraz ucha chłopca.

Rudy drżał, nie czuł się już na siłach, aby to jakkolwiek powstrzymywać. Zwłaszcza, że Yoongi całował jego ucho, szyję, obojczyki. Zwłaszcza, że Taehyung wodził opuszkami po napiętych mięśniach ud, po biodrach. pośladkach. Wkrótce delikatna dłoń zaczęła zaciskać się na ciele najmniejszego, zapuszczone paznokcie wbijały się w skórę, zostawiały zaognione, wąskie pręgi na ślad swojej bytności. Na szyi czuł oddech miętowego, jego gorący język, drobne, ostre zęby, nadgryzające nienaruszoną do tej pory taflę skóry Jimina.
Obie dłonie Rudego znalazły już sobie miejsce; jedną przytrzymywał przy sobie głowę Yoongiego, wplatając palce w jego błękitne włosy i zaciskając je na nich w przypływach skumulowanych emocji.
Drugą dłonią wodził po zaskakująco drobnym ramieniu Tae, co jakiś czas pieszczotliwie zahaczahąc palcami o jego obojczyki, trącając płatek ucha.
Nagi, bezbronny, w objęciach dwójki kochanków, drżący z zimna i gorąca.
Dłonie pieszczące jego ciało, usta błądzące przez nadwrażliwą skórę, języki doprowadzające go na granice świadomości i racjonalnego myślenia. Trzy serca, wybijające głośny, chaotyczny rytm.

***

Rozwleczony jęk rozniósł się po pokoju, przyprawiając Taehyunga o dreszcze ekscytacji.

- Cholera.. - wysapał ciężko Jimin, wiercąc się pod wpływem zaciśniętych na pośladkach dłoni i przyrodzenia energicznie rozpychającego jego wejście. Zagryzł mocno dolną wargę i wziął kilka szybkich oddechów przez nos. Wkrótce jednak Yoongi zawinął biodrami, domagając się utraconej uwagi i ocierając się pulsującym penisem o policzek rudego.

- C-chim.. - jęknął błagalnie, na co młodszy chwycił jego członka bez chwili zwłoki, najpierw przez moment sunąc zaciśniętą dłonią po całej jego długości, następnie oplatając go opuchniętymi, gorącymi wargami i zasysając się na miękkiej główce.
Słonawy posmak wypełnił wkrótce wnętrze jego ust, spłynął w dół gardła, a Park zakaszlał cicho, ze łzami w kącikach oczu znacząc na przyrodzeniu miętowego niekonkretne wzory mokrym językiem. Kilka drobnych kropel spłynęło jeszcze po nim, a Min głośno wypuścił z płuc wstrzymywane powietrze. Czule przeczesał rude kosmyki grzywki Jimina i jeszcze przez chwilę postarał się ukoić rozszalałe tętno. Tae natomiast wznowił pchnięcia w spazmatycznie szybkim tempie, na co Park odpowiadał salwami zachrypniętych, siłowych pojękiwań i westchnień.

- Tae.. o boże.. - zapowietrzył się w końcu i obficie rozlał się na prześcieradło, przykurczając mięśnie brzucha i podkulając ramiona. Na wyższego zadziałało to niemal jak rozkaz, uderzył miednicą o pośladki chłopca jeszcze kilka razy, wchodząc w niego po same jądra i ostatecznie szczytując obficie w ciasnym, gorącym wnętrzu Parka.
Obaj zacisnęli powieki, a Jim rozchylił je dopiero w momencie, kiedy poczuł spływające po wnętrzu ud ciepło. Z tą chwilą oddał się obezwładniającemu zmęczeniu, opadł częściowo na pościel, częściowo na tors błękitnowłosego. Ten momentalnie objął go na wysokości łopatek i jął z wielką delikatnością gładzić wcześniej zadrapaną przez siebie skórę.
Tae pochylony do przodu starał się uspokoić oddech, w końcu zerkając na obejmującą się dwójkę i kładąc się tuż obok nich, przy okazji ramieniem otaczając talię Jimina.
Trzy, splatające się, gorące oddechy.
Jimin już po chwili smacznie spał, dzięki czemu tętno zwolniło i jedynym śladem wcześniejszych wydarzeń był permanentny rumieniec na jego policzkach oraz ciało pokryte bordowymi pręgami oraz licznymi siniakami. Tae uniósł jeden kącik ust.

- Mały, słodki Jiminnie. - mruknął z uśmiechem paznokciami znacząc ledwo wyczuwalne przez śpiącego tory na skórze jego pleców.

- Wreszcie nasz. - dodał cicho Yoongi, łapiąc kontakt wzrokowy z młodszym. 

Uśmiechnęli się szeroko, przyciskając swoje usta i darząc się kilkoma czułymi, najczulszymi gestami.

*

- Strzał!

Cięciwa wysmyknęła się z wprawionych palców, strzała pomknęła ze świstem przez powietrze, grot tępo utkwił w samym centrum tarczy. 

- Doskonale, Jimin. - trener poklepał z uznaniem ramię chłopaka, przez lornetkę podziwiając wynik rudowłosego. - Kolejna dziesiątka. Niedługo całkiem przestaniesz pudłować. 

Z radosnym, wdzięcznym wyrazem twarzy chłopak skłonił się przed trenerem, a ten wkrótce zniknął w gabinecie. niosąc ze sobą do połowy zapełniony zimną, czarną kawą kubek. 
W tym samym momencie drzwi głównego wejścia rozchyliły się, wpuszczając na teren drobną sylwetkę chłopca o miętowo-niebieskich włosach. Jimin poczuł przyjemne mrowienie w podbrzuszu. Chłopak na widok rudego przystroił się w oszczędny, ale szczery uśmiech. Podszedłszy do strzelca odsunął łuk od jego ciała, zajmując jego miejsce i przywierając w szczelnym uścisku do młodszego. Usta Yoongiego leniwie musnęły płatek ucha towarzysza. 

- Tae wpadnie nam dzisiaj pokibicować. - mruknął, na co Jimin bez słowa skinął głową i przybrał zadowolony wyraz twarzy. - Może się do niego wreszcie przekonasz.. - dodał cicho i zaczepnie uszczypnął bok rudego, na co ten wzdrygnął się i pokręcił z politowaniem głową, dostawiając łuk do ramienia i celując w kierunku tarczy na końcu toru.

- Lewe skośne. - krzyknął jeszcze miętowy, znikając za drzwiami.


THE END(?)
Do przeczytania! - Gabiś



poniedziałek, 11 kwietnia 2016

"Strawberry business" - RP (feat. Nemi) pt.5

Tytuł: Strawberry buisness


Paringi: Jihope (Park Jimin & Jung Hoseok)

Opis: Noo.. trochę tu tego nie było. Wiem. Ale ku mej wielkiej radości pewna cudowna osoba się upomniała, co zaowocowało tym, że wreszcie się wziąłem, zbetowałem i jest. I łapcie. I mniam. <3

Przychodząc tu nigdy bym nie pomyślał, że potoczy się i zajdzie to tak daleko. Hoseok był perfekcyjny w tym co robił. Wiedział czego chcę i wyraźnie dominował, a to mi się podobało - władczy, zdecydowany aktyw. Samymi pieszczotami sprawiał mi wiele przyjemności, stanowczo zbyt wiele. A moje krocze informowało go teraz o tym nazbyt wyraźnie. Ach, niech on przestanie się mną już tak bawić i przejdzie do konkretów. Przez tą głupią grę już całkowicie nie panowałem nad reakcjami mojego ciała.Oddychałem szybciej i niespokojnie poruszałem biodrami będąc nie na żarty nakręconym. Dłońmi przejechałem po jego umięśnionych ramionach ściskając palce tuż nad zgięciem łokcia. Miałem ochotę wprost mu powiedzieć, żeby mnie wreszcie przeleciał. Ale jeszcze zbyt trzeźwo myślałem by tak powiedzieć do tego perfekcyjnego mężczyzny, mającego nade mną obecnie podwójną władzę.
*
Gierki gierkami, ale sam nie miałem już ochoty czekać ani chwili dłużej. Sięgnąłem tylnej kieszeni spodni, wysuwając zeń prezerwatywę i szybkim, zdecydowanym szarpnięciem rozrywając ją zębami. Wolną dłonią w tym czasie intensywnie masowałem przez spodnie swoje nabrzmiałe, stopniowo coraz twardsze przyrodzenie. W końcu rozsunąłem rozporek, ruchem głowy polecając mu, żeby ściągnął bieliznę. Wkrótce obsunąłem własne ciuchy, ukazując już zaróżowionego, pulsującego członka. Pochyliłem się nad Truskawkiem, oparłem lewe ramię tuż przy jego głowie, po czym spoglądając w kierunku własnego krocza, sprawnie nasunąłem nań zabezpieczenie. Potarłem kilka razy o naprężoną męskość dłonią, złapałem i delikatnie musnąłem nią pełne, kształtne pośladki młodego. Dopiero teraz znów się uśmiechnąłem. Seks miał się dziać, nigdy nie rozumiałem tych wszystkich stereotypowych gejów, użalających się, płaczliwych; pedałkowatej budowy, którzy stawiali na pierwszym miejscu uczucia i romantyzm. Na pewno nie byłem jednym z nich, klubowe życie było tętniące, podniecające; nie delikatne i przewrażliwione. Z uśmiechem przycisnąłem ciepłe przyrodzenie do wejścia Jimina. Przygryzłem wargę, czując jak przeuroczo się zacisnął, za chwilę napierając tym mocniej. Park w końcu rozluźnił mięśnie i wpuścił mnie, a ja z przyjemnym oporem wpełznąłem w jego wnętrze. Syknąłem z przyjemności, czując jak spiął się cały zagryzając tak cholernie seksownie swoje obfite, pełne wargi. Wygiął się w łuk, tylko lepiej eksponując przede mną swoje świetnie wyrzeźbione mięśnie. Uśmiechnąłem się ponętnie i subtelnie zawinąłem biodrami. *

Okazałem nieco posłuszeństwa i zsunąłem z niejaką ulgą swoje bokserki. Kiedy jest się tak podnieconym one tylko wszystko utrudniają. Z uwagą spędziłem każdy najdrobniejszy ruch mężczyzny, który w końcu przeszedł do konkretów. Mówią że w życiu trzeba próbować nowych życzy,  to teraz się dowiem jak to jest  uprawiać seks z szefem. Jednak kiedy ma się szalejące we krwi promile i dziurę w pamięci jest zupełnie inaczej. Wziąłem głębszy oddech i powędrowałem dłońmi na jego ramiona, gdyż tak było wygodniej. Odpowiedziałem uśmiechem na ten jego i przymknąłem oczy, gdy już we mnie wszedł. Rozluźniłem się nieco, ale i tak nie dość wystarczająco. Przygryzłem wargę dość mocno i przejechałem paznokciami po jego łopatkach. Pierwsze chwile zawsze są mniej przyjemne. Napiąłem nieco mięśnie brzucha czując że zaczyna się poruszać, by w końcu rozluźnić się i móc wraz z nim czerpać z tego aktu jak najwięcej przyjemności. Wydałem z siebie pomruk zadowolenia, aby wiedział że to co robi spotyka się z moją pełną aprobatą i wypchnąłem biodra do przodu tak, aby obu nam było nieco wygodniej. 

*
- Mm.. rzadko trafiam na tak seksownych współpracowników, wiesz? - mruknąłem cicho, nie rozwlekając jakoś nadmiernie mej wypowiedzi, a nadając jej zawadiacki wydźwięk. Zerknąłem w dół i poruszyłem się nieznacznie. Zacisnął odrobinę mięśnie, uśmiechnąłem się. Ponowiłem pchnięcia, w końcu rozkręciwszy się nieco i nadając naszemu stosunkowi właściwego tempa. Cicho posapując mrużyłem powieki, wisząc nad burzą czerwonych, rozczochranych już nieco kosmyków.
Rumienił się, cholera. Poczułem bardzo przyjemne łaskotanie w podbrzuszu, członek pulsował w jego wnętrzu, równo ocierając się o napięte mięśnie. Raz po raz wyrwało mi się stęknięcie, kiedy zahaczał palcami o moje sutki, albo dokonywał innych drobnych pieszczot w tym duchu. Diabeł tkwi w szczegółach.
Zatapiałem się w nim głęboko, w całości, uderzając, w bardziej namiętnym niż zawrotnym tempie, biodrami o jego ciało. Po kilku minutach wiercenia się w tej pozycji i posapywania w swoje usta, wyszedłem z niego z uśmiechem, objąłem nisko w talii i pokierowałem tak, by się podniósł. Sam rozsiadłem się wygodnie na czarnej jak smoła sofie, sadzając go sobie na biodrach okrakiem i czekając, aż sam zacznie mnie zadowalać. Chwilkę zajęło mu trafienie, jednak po kilku sekundach już tkwił nadziany na moje przyrodzenie. Przymknąłem oczy z rozanielonym uśmiechem.

*
- Domyślam się. - odparłem zniżając głos do seksownego tonu. Łapałem z nim co jakiś czas dłuższy kontakt wzrokowy i widziałem jak w jego oczach odbija się satysfakcja i porządnie. W końcu one są zwierciadłem duszy i w nich wyczyta się naprawdę sporo, a przynajmniej się tak mówi. Oblizałem suche wargi, przygryzając ponownie dolną, tak jak robiłem to prawie zawsze. Nie mogłem odmówić sobie ofiarowania mu subtelnych pieszczot, takich jak pocałunki tuż nad obojczykami gdy nachylił się bardziej, widzenie opuszkami palców po całym jego perfekcyjnym ciele i wiele innych. Na udany seks składa się wiele pozornie mało znaczących rzeczy. A ja o tym miałem sporą wiedzę, którą mogłem teraz bez przeszkód wykorzystać. W pewnej chwili Hoseok znów mnie zaskoczył, zmienił tak niespodziewanie pozycję, a ja musiałem dostosować się do jego zachcianki. Nie miałem zamiaru nie wykorzystać nadarzającej się okazji, zacisnąłem palce na jego ramionach unosząc się i opadając stopniowo coraz szybciej. A moje usta wędrowały po jego szyi w górę, przemknąłem nimi po linii jego szczęki, by w końcu spotkać się z jego wargami, których tak bardzo chciałem posmakować. Choć on unikał tego dość długo, w końcu dopiąłem swego.
*
Zaśmiałem się pod nosem słysząc jego odpowiedź. Poprawiłem naszą pozycję na nieco wygodniejszą, oraz złapałem go z niemałą przyjemnością za umięśnione, acz smukłe biodra. Dawno nie czułem się tak dobrze, nie trzeba mi było wiele, jednak coś w tym truskawkowym młodziaku nie dawało mi spokoju. Teraz już zdałem sobie sprawę, że tym czymś był widok jego nagiego ciała biorącego głęboko w swoje wnętrze moje przyrodzenie. Uśmiechnąłem się pożądliwie, sam poruszając niecierpliwie biodrami, w podziwie zapatrując się w piękny łuk jego wyćwiczonego ciała. Miał wprawę, to jasne.
Wkrótce jednak niespodziewanie zmienił moje plany, nachylając się i łapiąc w pułapkę moje wargi. Nie chciałem pocałunków, były zbędne przy czystym seksie. Wraz z tym, tworzyła się między dwojgiem ludzi jakaś niepisana więź, co nieco mnie.. niepokoiło. Jednak tym razem nie umiałem go odsunąć. Słodki posmak czekolady i owoców, mieszał się z jego śliną, ciepły język ocierał się o wnętrze moich ust. Ssał wargi, delikatnie zaciskał na nich swoje zęby. A ja to odwzajemniałem, spokojnie wchodząc i wychodząc z jego wnętrza. Zaplotłem ramiona na jego talii, przyciągając go mocno do siebie i mrużąc powieki. Stworzyłem w tym momencie niepowtarzalny, intymny moment, zupełnie jakbyśmy byli parą kochanków. A przecież nie tak to miało wyglądać. Zmarszczyłem brwi, korzystając z momentu, w którym miał zamknięte oczy. Przyspieszyłem też pchnięcia, starając się nieco bardziej go nakręcić, a tym samym oderwać od swoich ust. Niech jęczy z przyjemności, niech wije się i przeżywa jebane uniesienie. 
Sięgnąłem jego krocza, zaczynając go niewinnie stymulować. Wkrótce złapał rytm uderzeń, nadziewając się z wymalowaną na twarzy przyjemnością. Co jak co, ale wyglądał po prostu pięknie.
*
Skoro miał być to tylko jeden raz, jeden "numerek" ktoś mógłby pomyśleć po co był ten pocałunek. Niektórzy ludzie są tak skonstruowani, że częściej pamiętają z kim się całowali, niż z kim uprawiali seks. Tym bardziej, gdy mogą mieć na pęczki kochanków na jedną noc. A ja nie chciałem popadać w zapomnienie. Lubiłem żyć w przeświadczeniu iż ktoś mnie zapamięta.
Stąd też ten nietypowy kolor włosów.
Ten pocałunek miał właśnie sprawdzić że Jung mnie zapamięta, może nawet o wiele lepiej niż sam by tego chciał. Teraz to nie był już sam seks, ale było to jak wstęp do romansu. Zaskoczyło mnie nieco, że nie odsunął się od moich ust, choć tak uporczywie bronił się przed tym. Co więcej całował z pasją i namiętnością tak jakby podświadomie mu tego brakowało. Czerpałem wielką satysfakcję zdając sobie z tego sprawę. Dlatego też mój pocałunek zawarł w sobie dodatkową dozę pieszczot i doznań. Wplatałem palce w jego włosy i pociągałem za nie lekko, jednocześnie ani na moment nie przerywając zdecydowanych ruchów. Jeszcze bardziej spodobało mi się kiedy przesunął mnie do siebie. Wiedziałem, że jest samotny, nawet jeśli uważał inaczej, zbyt dobrze znam takich ludzi i umiem to wyczuć. Gdy już pocałunek dobiegł końca, a on ponownie skupił się na reszcie czułem rosnące uniesienie. Zaplotłem swoje palce opierając dłonie na jego karku, a głowę odchyliłem do tyłu w momencie w którym z ust wyrwało mi się niekontrolowane westchnięcie. Muszę przyznać, że tak dobrze jeszcze z nikim mi nie było. A wiedziałem, że za chwilę będzie jeszcze przyjemniej.
*
Westchnąłem, nabierając głęboki wdech w płuca. Wygiąłem się nieco w delikatny łuk, naprężając każdy możliwy mięsień. Przy okazji obserwując go bacznie, w końcu tylko w połączeniu z jego boskim ciałem, stosunek dawał mi tyle wrażeń.
- Oh.. mm. - zamruczałem cicho, czując zbliżające się spełnienie. Pogładziłem z jakąś niespotykaną wcześniej czułością całą długość boku czerwonowłosego, w pewnym momencie zagryzając do siności dolną wargę i sprawnie zsuwając go z siebie, co ułatwił, najwidoczniej widząc na co się zanosi. Momentalnie też ukląkł przed moim różowym członkiem, z mlaśnięciem ściągają zeń zużytą prezerwatywę. Nie musiałem wydawać poleceń, przymknąłem tylko oczy, rozkoszując się jego doświadczonymi, dokładnymi ruchami. Poczułem ciepłe, mokre usta oplatające główkę przyrodzenia, po chwili działające też na dalszej długości.
- Mh.. tak.. - wydukałem tylko, mimowolnie wykonując drobne ruchy biodrami, tym samym pieprząc jego usta z wyraźnie okazywaną przyjemnością. Wkrótce też poszerzyłem uśmiech, z pomocą własnej dłoni szybko poruszającej się na nabrzmiałej męskości, dochodząc wprost na Truskawkę. Białawe krople pokryły jego policzek, wargi, spłynęły po szyi i zrosiły obojczyki. Zamknął oczy, nieco się krzywiąc. Mimo to wyglądał urokliwie. Oddychałem szybko, więc teraz miałem chwilę na opanowanie emocji. Westchnąłem głęboko, podchodząc powoli do biurka i wyciągając kilka chusteczek jednorazowych. Znowu nie rozumiałem swoich potrzeb.
Gdy znalazłem się na powrót przy Jiminie, ten stał już i starał się zetrzeć nasienie palcami. Zbliżyłem się momentalnie, ocierając chusteczką jego uroczą, poczerwieniałą buzię. W pełnym skupieniu usunąłem wszystko, niedbale rzucając brudne chustki na stolik. Odwróciłem wzrok w jego stronę, uśmiechając się delikatnie. Ułożyłem dłoń na jego nagim boku, przyciągając go ku sobie zdecydowanym gestem. Przeczesałem moje ulubione, truskawkowe włosy, w zamyśleniu się im przyglądając. Wkrótce jednak powróciłem do wlepiania spojrzenia w jego czekoladowe oczy. Zmrużyłem powieki, sam nie wiedząc kiedy, lądując z wargami przeplecionymi z jego słodkimi, opuchniętymi od wcześniejszego pocałunku, ustami.
*
Jego czulszy dotyk był niespodziewany ale dawał przyjemność, zerknąłem na niego i widząc jak przygryza wargę uznałem że wygląda jeszcze seksowniej. Kiedy mnie uniósł, a ja klęknąłem przed nim wydawać by się mogło że rozumiemy się bez słów. A może właśnie tak było? Wiedziałem jak dokończyć by było mu ze mną niemal jak w raju. Moje usta oferowały mu jeszcze więcej, a błogość wymalowana na jego twarzy dawała mi pewność, że spisuję się idealnie. Dowód dostałem po zaledwie chwili. Moja twarz, a zresztą nie tylko ona zostały "ozdobione" bardzo obficie. Pomimo tego uśmiechnąłem się szeroko. Mężczyzna wstał bez słowa, a ja powoli podnosiłem się z kolan. Moim oczom ukazał się obraz który przyprawi o ból głowy sprzątaczki, a mnie za to satysfakcjonował. Zacząłem ścierać dłońmi nasienie starszego kiedy ten znikąd pojawił się przede mną i dokończył czynność za mnie. Czyli odszedł tylko po to by przynieść chusteczki, zadziwił mnie tym gestem. To nie było w stylu osób chcących przeżyć tylko jedną upojną noc. Tu wkradło się coś więcej, co spowodowało wykwit kolejnego z licznych rumieńców malujących się dziś na moich policzkach. Sposób w jaki on na mnie po tym spojrzał był nie do opisania słowami, to trzeba przeżyć, by wiedzieć jak jest w jednej chwili być dla kogoś jedynym na całym świecie, choć nie łączy was pozornie nic. Potem potoczyło się wszystko samo. Kolejny pocałunek, gorący, namiętny i tak spontaniczny. W którym obaj walczyliśmy o dominację, by w końcu i tak on ją przejął muskając moje wargi, przygryzając je i drażniąc swoim językiem mój. Jego ciepły oddech mieszający się z moim, silne dłonie będące tak zdecydowane w działaniu. Nadal był władcą sytuacji i nadal trzymał mnie w garści, ale teraz kierował się czymś więcej niż czystym pożądaniem. A mi tylko to schlebiało i z zadowoleniem zamruczałem mu w usta oddając każdy z kolejnych pocałunków.
*
- Hm. Co my z tym zrobimy? - westchnąłem nieco zatroskany, mimo wszystko trzymając go w ramionach i przyciskając mocno do swego ciągle jeszcze rozgrzanego ciała.
- Bo ja na przykład chciałbym dostawać taki seks codziennie. - wymruczałem, w sumie niewiele myśląc o tym jakie głupoty mówiłem. Nie wypiłem tyle, żeby bredzić. Pijany uczuciem? Może było to bliższe mojemu stanowi.
Władczy, potężny szef szefów, teraz pomimo dominacji fizycznej, korzy się przed swoim współpracownikiem, kierowany niezrozumiałym dla siebie instynktem. Załamany swoim głupim zachowaniem pochyliłem się bliżej, muskając rozchylonymi wargami skórę jego szyi i delikatnie przesuwając dłonią po napiętym torsie. Wkrótce moje palce natrafiły na słodką, ciemną wypustkę, którą złapałem, pocierając i uciskając nierytmicznie. Z opuszkami przy sutku, językiem już na linii szczęki, wkrótce dobrnąłem do płatka jego ucha. Spokojnie musnąłem je językiem, wreszcie łapiąc miękki fragment w zęby i delikatnie ssąc. Dokładnie wycałowałem całe to miejsce, aż przyjemnie dla oka zlało się z kolorem włosów. Znów odsunąłem się, spoglądając na niego z politowaniem. Młody, piękny, bogaty.. co jeszcze? Co było w Park Jiminie, że najbardziej oziębły biznesmen tej półkuli poczuł ciepło? Westchnąłem, wtulając umięśnione ciało w siebie i chowając twarz w jego szyi. Bez słowa. Nie chciałem już nic mówić. Czułem się na to zbyt.. mały.
*
Objąłem go w pasie kiedy mnie tak przytulał i z uwagą słuchałem tego co mówi. Co zrobimy...?
- Naprawdę byś chciał?  A nie znudziłbyś się za szybko? 
Mogła być to w sumie tylko jego kolejna zachcianka. Jeśli naprawdę tak sądzi to nawet po kilku dniach powie to samo. Moje myśli przerwał kolejną porcją czułości. Wargi teraz tak delikatnie sunące o mojej skórze i dotyk przez który zapominało się o całym świecie. Pomimo tamtych myśli miałem wrażenie, że z tego może wyjść coś więcej. Może poważny pan prezes w końcu otworzył się na coś nad czym nie zapanuje z łatwością i nie będzie tego do końca w stanie wyjaśnić? Kolejne muśnięcia spowodowały że przez moje ciało przeszedł dreszcz. Taki bardzo, ale to bardzo przyjemny. A to dlatego że moje uszy były bardzo wrażliwe i tak reagowałem na to co robił. Kiedy po tym na mnie spojrzał próbowałem odczytać szczerość jego intencji, miast tego zostałem zamknięty w silnych ramionach. Musnąłem ustami jego głowę i pogładziłem go po plecach.
Mogła być to w sumie tylko jego kolejna zachcianka. Jeśli naprawdę tak sądzi to nawet po kilku dniach powie to samo. Moje myśli przerwał kolejną porcją czułości. Wargi teraz tak delikatnie sunące o mojej skórze i dotyk przez który zapominało się o całym świecie. Pomimo tamtych myśli miałem wrażenie, że z tego może wyjść coś więcej. Może poważny pan prezes w końcu otworzył się na coś nad czym nie zapanuje z łatwością i nie będzie tego do końca w stanie wyjaśnić? Kolejne muśnięcia spowodowały że przez moje ciało przeszedł dreszcz. Taki bardzo, ale to bardzo przyjemny. A to dlatego że moje uszy były bardzo wrażliwe i tak reagowałem na to co robił. Kiedy po tym na mnie spojrzał próbowałem odczytać szczerość jego intencji, miast tego zostałem zamknięty w silnych ramionach. Musnąłem ustami jego głowę i pogładziłem go po plecach.
- Czas pokaże, tylko musisz być cierpliwy. - Mruknąłem chcąc aby faktycznie to lodowe serce zaczęło nieco topnieć. Jeśli tak będzie dostanie ode mnie wszystko czego zapragnie, a co ja będę mógł mu oferować.



*
- Nie bądźmy parą. - odezwałem się po kilku długich minutach stania w swoich objęciach. Odsunął się, spoglądając na mnie pytająco, co było całkiem uzasadnione. Przygryzłem wargę.
 - Bo się zrobi nudno jak w małżeństwie. - wywróciłem oczami, opierając brodę o jego bark i wzdychając ciężko. W końcu nie chciałem być zmuszonym się kimś zajmować, bez względu na ochotę i trzymać jakiejś tak wierności, czy innej cholery.. a mimo to, w ogromnej sprzeczności z tym co wyznawałem, coś zbyt silnie pchało mnie w objęcia tego czerwonowłosego, inteligentnego chłopaka. W sumie jest bystry, czemu miałby nie pojąć o co mi chodzi.. a może nawet udałoby się znaleźć jakiś kompromis, może sam uważał związki za głupotę. W końcu chciałem tylko, żeby był kimś, kogo przelecę i pocałuję więcej niż jeden raz..

Do przeczytania! - Gabryś