Pokazywanie postów oznaczonych etykietą black coffee. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą black coffee. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 21 marca 2016

"How to reach the target" OS - 2/3

Tytuł: How to reach the target?

Paringi: Yoonmin (Min Yoongi & Park Jimin), Taegi (Kim Taehyung & Min Yoongi)

Opis: Proszę bardzo, have fun z kolejnym rozdziałem naszego łukowego faficzka. Zaczyna się robić ciekawej, trochę się wszystko pokomplikuje, bo inaczej to nie byłbym ja, ha. No i oczywiście dedyk jest, więc Reiczel noona - wiedz jak bardzo Cię kocham, Tae jednak się pojawił <3 Enjoy


Tym razem to nie budzik wyrwał Jimina ze snu. Wiatr tłukł się jakby wszystkie diabły zaczęły nagle dmuchać w świat, zupełnie dla zabawy przewracając drzewa i niszcząc owoce ludzkiej pracy. Westchnął z dezaprobatą na widok, jaki malował się za oknem, przypominając sobie dzień poprzedni. Bez porównania gorzej. Zerknął na telefon, który pokazywał, że do jego codziennej pobudki była jeszcze niecała godzina. Opadł zrezygnowany na poduszkę.
Na początku nawet nie łudził się, że uda mu się zasnąć, a jednak Morfeusz przybył z większą skutecznością, niż zazwyczaj. Niestety Park nie pamiętał o tym, by budzik wyłączyć, więc po niespełna godzinie został ponownie wyrwany ze snu - tym razem nieprzyjemnym natrętnym dźwiękiem. Przeklął pod nosem, złapał telefon i chaotycznie postukał w ekran, starając się włączyć cokolwiek, co uciszyłoby nieznośny alarm. Oczy wydawały się sklejone jeszcze bardziej, niż godzinę temu. Ludzki organizm to jednak dziwna sprawa.
Obraz za oknem nie wskazywał na to, żeby trening miał się odbyć, wiatr najwyraźniej nie miał zamiaru zniknąć. Dlatego Jimin tuż po tym, jak to stwierdził wrócił do ciepłego łóżka, przykrywając głowę poduszką. Nie więcej jak dwie minuty później, jego telefon zawibrował głośno w akompaniamencie odgłosu kapnięcia. 

"Dzień dobry, widzisz jaka pogoda, rudy? Gdzie idziemy?"

- Jeszcze śpię, nawet dla Ciebie, Yoongi.. - mruknął do siebie i zablokował ekran, odkładając telefon obok poduszki z cichym pacnięciem. 

Kwadrans później okazało się, że nie da się zignorować nazwiska Min. 

Ba-blup.

"Ya, młody.. nie mów, że jeszcze śpisz."

- Kuźwa, błagam.. - wyjęczał Park w poduszkę, spędzając kolejne pięć minut w tej pozycji, aż telefon z uporem maniaka zawibrował jeszcze jeden raz.

"Jimiiiin... ~"

Obrócił się z impetem, odkopując spod kilku warstw kołdry, tym razem porywając telefon i momentalnie odstukał z pasją odpowiedź. 

"Próbowałem spać, ale jak widzę przy Tobie się nie da [*]"

...
Ba-blup.

"Też Cię kocham. Gdzie i o której?"

...

"Na pewno nie teraz. Napisz za dwie godziny, daj żyć.."

...
Ba-blup.

"Co ja mam robić przez dwie godziny.."

...

"Poczytaj książkę. Albo po prostu o mnie myśl. Nic trudnego, nie?"

Odpowiedź nie przychodziła przez kilka minut, więc Jimin z triumfalnym wyrazem twarzy odsunął telefon na bok, okrywając nieco zmarznięte ciało kołdrą i przymykając oczy, z policzkiem przytulonym do miękkiej poduszki. Zdążył zasnąć, kiedy telefon z cicha zawibrował na podłodze, ale tym razem nie zdołał go wybudzić.

Sen był niecodzienny. Zwłaszcza, że trwał bardzo krótko w porównaniu do tych nocnych, a sprawiał wrażenie filmu długometrażowego. Otworzył oczy i znalazł się w dziwnym, jasnym miejscu. Wokół nie było widać prawie niczego, poza dwoma torami strzelniczymi. On stał przy jednym z nich. Tarcza migotała słabo na horyzoncie, dystans był zdecydowanie absurdalnie zbyt ogromny jak na realne warunki. Dopiero po chwili zorientował się, że w prawej ręce trzymał już łuk. Był dziwny, miał dużo zdobień w kolorze przejrzałych liści klonu, mechanizm raczej uproszczony, jakby pierwotny. Mimo to tor wyglądał zupełnie jak ten olimpijski, oczywiście pomijając nierealną długość. 
Spojrzał na prawo, gdzie dostrzegł drugą postać. Jegomość miał błękitne, jaskrawe włosy, które wesoło podskakiwały na mocnym wietrze. Dopiero teraz Jimin poczuł go na swojej skórze, przepełnił go zapach świeży, lekki i słoneczny. Uśmiechnął się i już miał podnieść łuk do barku, gdy senny Yoongi uprzedził go, zmrużył jedno oko i skierował łuk w stronę tarczy na końcu własnego toru. Przed wystrzałem obrócił się jednak gwałtownie i z jadowitym uśmiechem na ustach wypuścił strzałę prosto w kierunku Jimina, na co ten chciał krzyknąć, ale głos uwiązł mu w gardle. 
Otworzywszy oczy poczuł intensywny dreszcz, jakby ktoś wsadził go do lodówki. Pokój stał na swoim miejscu, on leżał spokojnie we własnym łóżku. Co to było.. Chwycił telefon. Od ostatniego sms'a z Yoongim minęła godzina, jednak powiadomienie uderzało w oczy Jimina uporczywie, aż ten w końcu odczytał wiadomość.

"Bynajmniej. Za godzinę będę u Ciebie, nie ma leniuchowania na mojej warcie."

Park przełknął głośno ślinę i w panice zerwał się z łóżka. Zaraz będzie tu Yoongi, a on w najlepsze wylegiwał się w bokserkach pod pierzyną. Złapał pierwszą lepszą koszulkę, na nogi wsunął dresy i przeczesał palcami włosy, w te pędy mknąc do łazienki, na szczęście przez nikogo nie okupowanej. Po porannej toalecie przystał na moment łapiąc oddech i porywając z łóżka telefon, który wcześniej zostawił. No nie, kolejna wiadomość od Yoongiego.

"Stoję pod domem, otwórz, nie chcę Ci budzić familii."

Bez namysłu pognał do drzwi i przekręcił klucz, rozchylając bramę swego domostwa przed miętowym przybyszem.


- Jesteś niemożliwie natrętny.. - westchnął Jim z delikatnym uśmiechem i wpuścił gościa do wnętrza swojego domu. Ten z gracją pozbył się odzienia wierzchniego, jakby od razu wiedział dokładnie co gdzie jest i jak się z tym obchodzić. Musiał dużo bywać u ludzi. Eh.

- Rodzinne. Mam pomysł, tu w okolicy jest naprawdę świetny bar mleczny, zamówimy omlety i kawę, a potem gdzieś się powłóczymy. Co Ty na to, Park? - Min z cwanym uśmiechem pochwycił fotografię rodzinną z kominka, bacznie się jej przyglądając, ale najwyraźniej zupełnie fałszywie, gdyż po jakichś dwóch minutach wrócił jej dawne miejsce. 

- Jak dla mnie okej, daj mi tylko pięć minut, założę coś na siebie i możemy lecieć. - Jimin z prędkością światła wystrzelił po schodach na piętro, już po chwili przekopując zakamarki swojej szafy za czymkolwiek, co pozwoliłoby mu godnie prezentować się w towarzystwie Mina. 

Miętowy natomiast bez najmniejszego skrępowania przechadzał się jak gdyby nigdy nic po salonie Parków, chwytając i analizując każdy przedmiot, który przykuł jego uwagę. Nie wykazywał się jakąś specjalną aktywnością ruchową, ale do czasu, kiedy nie usłyszał szybkich kroków Jimina na schodach, zdążył ze swoją wścibską naturą spenetrować praktycznie całe pomieszczenie. Niby od niechcenia rzucił okiem na rudego, który obrócił się teatralnie i chwycił pod boki, bez słowa oczekując aprobaty ze strony drugiego.

- Nie będziesz miał nic przeciwko, jeśli pójdzie z nami jeszcze ktoś, prawda? - mruknął tylko niebieskowłosy i obrócił się w stronę korytarza, zakładając płaszcz i ubierając trampki. Jimin zasępił się, zaraz jednak podążył za nim, z wieszaka porywając kurtkę w stylu baseballowym i wciskając stopy w wygodne, sportowe buty.

- Raczej nie.. a kto to?

- Zobaczysz. Powinniście się polubić. - odparł Yoongi zdawkowo i dopiął ostatni guzik płaszcza, władczo otwierając drzwi i nie czekając na Jimina. Ten po momencie doskoczył do nich, wyjął klucz z zamka i przekręcił go od wewnętrznej strony, zostawiając dom pełnym śpiących bliskich.

Szli spokojnym tempem, Yoongi zdawał się przysypiać. Mimo to czujnie jak na siebie prowadził ich w obranym na samym początku kierunku, a po dziesięciu minutach leniwego spaceru przez niewielki park miejski, ich oczom ukazała się urokliwa z zewnątrz kawiarenka, choć jak Yoongi zapewniał - można tam było zjeść dobre śniadanie za całkiem przystępną cenę. Jim z ukosa spojrzał na szyld, który dumnie skrzypiał nad drzwiami wejściowymi, targany przez wiatr uporczywie i bez litości. Wszystko ucichło, kiedy weszli do środka.
Zapach ciepłych napojów i lekkiego jedzenia owionął głowę Parka, na co jego brzuch z cicha przypomniał o swoim istnieniu. Wystrój miejsca był raczej skromny, bezpretensjonalny - wnętrze kąpało się w białawym świetle, jednak ściany pokrywał dość ciemny, piaskowy odcień szarości, tylko gdzieniegdzie przełamany brudnym karmazynem. Miejsce sprawiało dość przyjemne pierwsze wrażenie, choć na pewno nie było ono dziełem mistrza designu. Uroku nadawała za to ciemna, drewniana podłoga, na której każdy krok brzmiał jakoś szlachetniej. Dopiero po chwili zajęli najodpowiedniejszy stolik, chwycili podłużne menu i tuż po pojawieniu się schludnie ubranego kelnera złożyli zamówienie. Lokal pachniał nieco starością.

- Nie jest tu ładnie, co? - Min prychnął znad telefonu, w który wstukiwał coś właśnie, pełen pasji.

- Nie no, nie jest źle. Całkiem mi się podoba. - odparł nieco zmieszany rudzielec, po raz kolejny omiatając wnętrze z uwagą i starając się zapamiętać wszystkie szczegóły, jakby Yoongi miał go z nich zaraz odpytać.

- Kolejna dziura dla biednych studentów. Ale cóż.. ja lubię tu przychodzić. Każdy ma takie miejsce, prawda? - miętowy zatrzymał się na moment i ciemnymi tęczówkami powiódł po twarzy Jimina, który na to spojrzenie aż znieruchomiał. W duchu modlił się, żeby jednak ta trzecia osoba już się pojawiła. Yoongi potrafił być strasznie dziwny. Oczywiście tylko momentami, to pewnie kwestia przyzwyczajenia.

- Chyba tak. Kiedy przyjdzie ten ktoś? - mruknął z odrobiną niepewności Park, opierając podbródek na pięściach i wyglądając niechętnie przez okno.

- Spóźni się, przed chwilą mi napisał. To do niego podobne, eh. Nigdy nigdzie nie był na czas. - ton głosu Mina wyraźnie stwardniał, a na jego twarzy wymalował się obraz nieco niezrozumiałych dla Jimina emocji. - Tae już taki jest, wiesz. Zjawia się i ucieka jak tylko mu się zachce, jakby reguły gry tego świata go nie obowiązywały. On ma swoje własne realia i nic na to nie poradzisz.

- Tae?

- Mh, Kim Taehyung, gwoli ścisłości. Dziękuję. - dodał jeszcze uprzejmie w stronę kelnera, który akurat przyniósł dwie zamówione przez nich kawy. Jimin również lekko skinął głową. 

- Kim on dla Ciebie jest? - kontynuował rudy, wpatrując się błyszczącymi ślepiami w rozmówcę i dmuchając przy okazji w piankę, która utworzyła się na powierzchni jego cappuccino.

- Dobry, stary znajomy. Odkąd pamiętam byliśmy razem. Dużo z nim przeżyłem, moja pierwsza miłość, pierwszy pocałunek, pierwsze.. uhm. Wszystko tak w sumie. - niejasna wypowiedź zakończyła się łykiem czarnej kawy, która najwyraźniej odrobinę poparzyła usta Yoongiego, bo zaraz oblizał je pospiesznie i odstawił filiżankę na podstawkę. - Teraz jakoś to trwa.. ale on już nie jest taki, jak kiedyś. - dodał, a w jego głosie wybrzmiała jakaś dziwna nuta czegoś na kształt goryczy.

- To znaczy jaki..? - mruknął Jim, ale zaraz urwał, gdyż do kawiarenki wparował z impetem godnym blokowego dresiarza, interesujący jegomość.

Postać na głowę miała nasunięty kaptur, nieco za duża kurtka wisiała na nim, odsłaniając bluzę ze sporym nadrukiem "FreakS" umiejscowionym centralnie na ciuchu; przeciętym przez zamek błyskawiczny. Raczej wąskie spodnie z jasnego jeansu miały celowo przedziurawione kolana, tak, że chude nogi przybysza wyzierały spomiędzy materiału. Uda pokrywała wyraźna warstwą gęsiej skórki, z której właściciel nie zdawał się jednak robić sobie zbyt wiele. Na końcach nogawek, spodnie wciśnięte były w znoszone, czarne glany, usiane gęsto przetarciami i plamami nieznanego pochodzenia. Zdecydowanie nie był to typ, z którym Park chciałby zadzierać. Po chwili chłopak potrząsnął nieco ramionami, a kaptur jednym wprawionym gestem zrzucił z głowy, pokazując Jiminowi coś, czego rudy absolutnie by się nie spodziewał - pod całą tą groźną otoczką, chowała się buźka istnego anioła. Delikatne, jasne kosmyki blond włosów opadały na jego czoło pozostając w nieładzie, który tylko dodawał uroku jego gładkiej twarzy. Co mogło odrobinę szokować, jak na standardy koreańskich norm, chłopak miał na oczach sporą warstwę brązowego cienia do powiek, nadającego oczom blondyna nieco zadziorny, zbuntowany charakter. Młodzieniec omiótł miejsce energicznym spojrzeniem i zatrzymał się na dwójce siedzącej przy stoliku obok okna. Bez chwili namysłu podszedł do nich i zasiadł na miejscu tuż obok Yoongiego, naprzeciw Jimina. Nie zaszczycił go jednak spojrzeniem, całą uwagę skupiając na miętowym. Nozdrza Jimina uderzył ostry, mdlący zapach zgaszonego papierosa.

- Hej kotku. Co to za nowa zabaweczka? Śliczny jest, jak go nazwałeś? - mruknął nagle znajdując się zdecydowanie zbyt blisko Mina, a Jimin spiął się, odnosząc niejasne wrażenie, że ten chłopak nie będzie zwiastunem niczego dobrego.

- Uh... Jimin.. poznaj Tae. - Yoongi burknął zdecydowanie mniej pozytywnie, niż jakąkolwiek wcześniejszą wypowiedź. Park rozchylił szeroko oczy.

- Taehyung.. 

- Więc już mu o mnie opowiadałeś? Ah, no tak.. każdy musi o mnie wiedzieć, nie ma Ciebie beze mnie. - zaciął się na moment, jakby ładując jakiś film na wyjątkowo ślimaczym łączu. - Nie ma mnie bez Ciebie.. - jego głos stracił na sile i natężeniu, co wreszcie zainteresowało Jimina. Po chwili jednak z typowym dla siebie cwanym uśmieszkiem porwał kawę Yoongiego, bez zastanowienia upijając kilka łyków. - No. To co dzisiaj robimy? Jakieś plany na dzień? Napijemy się? Okradniemy bank? A może trójkącik?

O nie. Ten chłopak zdecydowanie nie zapowiadał niczego dobrego.


Do przeczytania! - Gabryś      

środa, 23 grudnia 2015

"Czarna kawa" - free writing

Tytuł: "Czarna kawa"

Opis: Poczułem chęć przelania niejednoznacznych emocji na opowiadanie. Abstrakcja; nie jest związane z jakimkolwiek zespołem czy fandomem, tylko z moimi odczuciami. Zróbcie z nim co chcecie. Zapraszam.


Zimny, intensywny napój rozlewał się w jej gardle, wpadał do przełyku, dalej przez cały układ trawienny. Lubiła myśleć z czego się składa, mieć za paznokciami to, że jest stworzona w swoiście fantastyczny sposób, że wszystko działa w niej jak w szwajcarskim zegarku. 
Zerknęła beznamiętnie na zegar na ścianie. Kto teraz wiesza zegary na ścianach.. Lubiła wracać drobnymi gestami do perliście radosnych momentów swojego życia. Jej mama wieszała zegary na ścianach. Czemu ona miałaby tego nie robić?
Niezdecydowane płatki śniegu obracały się za oknem w powolnym polonezie, rytmicznie zataczając kolejne kręgi przed opadnięciem na mokrą trawę. Pogoda była niezdecydowana, na granicy dwóch światów, kołysała się pchana fenami i borami. 
Kawa znów wpłynęła do jej ust. Uwielbiała czuć jej gorzki, chłodny smak na języku. Sprawiał jej więcej radości, niż słodycze, czy przekąski. Czuła, że żyje. 
Dostrzegła go kroczącego przez błotniste kałuże i skaczącego z jednej płytki chodnikowej na kolejną. Uśmiechnęła się pod nosem i przeczesała zmęczone włosy. 
Zatrzymał się przed jej oknem i zastukał poczerwieniałymi kostkami. 
Wstała z sofy, odstawiając filiżankę na stolik i podeszła do szyby z promiennym uśmiechem. Odpowiedział jej tym samym, przyciskając usta do szkła i zostawiając na niej wilgotny, zaparowany odcisk. Zaśmiała się pod nosem, kręcąc z rozbawieniem głową i przesłaniając smukłymi palcami szeroki uśmiech, który wykwitł na jej malinowych ustach. On pomachał jej energicznie, nasunął czapkę głębiej na czoło i oddalił się w dziecinnych podskokach. Przez chwilę jeszcze wyglądała przed uchylone okno, aż opuszki jej palców pobladły i nieco posiniały, a szyba zderzyła się powoli, lecz ciężko z framugą.
Wracając na swoje dotychczasowe miejsce chwyciła naczynie z płynną kofeiną, wlewając w siebie naraz pozostałą weń zawartość. Oparła się wygodnie o miękki mebel, kilka razy poprawiła swoją pozycję, w końcu zawieszając spojrzenie na suficie i dokładnie badając wzrokiem jego fakturę. Uśmiechnęła się do siebie, sama nie wiedząc czemu. To przez niego? Ostatnio często czuła nieuzasadnioną radość.. to pewnie zauroczenie. Mama często powtarzała, by nie mylić go z miłością. Ale w sumie co to za różnica.

Kolejny dzień, kolejna cisza w czterech ścianach. Pisała dużo, dla siebie i najbliższych, nie chciała chwalić się pomysłami. Chyba za bardzo bała się, że ktoś je sobie przywłaszczy. Nie chciała swoich myśli u kogoś, z kim nie ma nic wspólnego.
Gorzki płyn parował z zielonego, wąskiego kubka. Spiła powoli łyk gorącej herbaty i wróciła do zapisywania gęsto pożółkniętych, kruchych kartek starego papieru. Lubiła go. Mogła w prawdzie kupić normalny zeszyt. Ale te zostały po mamie, ona nigdy ich nie dokończyła. Czuła z nimi jakąś niepisaną więź. Lubiła zostawiać w nich kawałki siebie. 

Świat gasł. Papużki poznikały z ulic a światła przymglonych latarni co jakiś czas potęgowały swój blask, inicjując miejską noc. Rutyna zasypiania nie do końca jej pasowała, ściany dudniły nad jej głową, kurcząc się i zapadając. Odnosiła wrażenie zamknięcia, nie lubiła tego, nawet bardzo. Wtedy myślała o jego dłoni, o jego ciepłych ramionach. Starała się odegnać buszujące po kątach demony i zastąpić je jego promiennym, jasnym uśmiechem. To zawsze działało. Zadowolona i nieco pewniejsza siebie decydowała się na porzucenie świadomości i otulenie się ciepłym kocem snu. 

I znów przygotowywała kawę. Wyglądała przez okno, szukała jego bystrego spojrzenia. Jeszcze za wcześnie, przyjdzie później. Odłożyła filiżankę gorącej gorzkości na stoliczek, tuż obok kilku połowicznie zapisanych stronic. Nie dostrzegła, kiedy do jej małego schronienia wszedł intruz. Niemalże podskoczyła, kiedy wreszcie zauważyła uśmiechniętego, nieco skrępowanego mężczyznę drobnej postury z torbą przewieszoną przez ramię i białą kopertą w dłoni. Wręczył jej uprzejmie przesyłkę, skłaniając się nisko, na co ona odpowiedziała równie głębokim skinieniem. Pomachała mu z szerokim uśmiechem wykwitłym na ustach. 
Ale tak naprawdę bardzo nie lubiła odbierać rachunków od listonosza. 
Zaabsorbowana lekturą kolejnych wyliczeń wartości zużytych przez nią dóbr, ponownie przegapiłaby czyjąś obecność. Do okna stał już przylepiony jej ulubiony uśmiech. Zerknąwszy nań poderwała się skocznie i dobyła szklanej ściany w kilka sekund.
Nie był sam. Jej uśmiech pobladł. Sama nie rozumiała dlaczego.
Dwie dłonie - jedna jego, druga kogoś, kogo widziała pierwszy raz. Ten drugi też wyglądał na miłego, ale nie chciała go lubić. Poczuła do niego wielki żal i wcale nie chciała na niego patrzeć. Uśmiechnęła się szeroko i pomachała do wąskich, zmrużonych oczu za oknem. On bez namysłu podniósł wolną dłoń, wskazując z podekscytowaniem na zdobiącą ją biżuterię. Na palcu serdecznym tkwił prosty, błyskotliwy pierścionek, na który po chwili opadło kilka płatków bieli. Czuła, że jej policzki były bardzo czerwone, wiedziała o tym. Wiedziała, że oni też to widzą. Zaklaskała w dłonie, kiwając z radością głową. On pocałował tego drugiego w policzek i szeroko się do niego uśmiechnął. Był taki radosny. 

I znów przygotowywała kawę. Ściany dudniły jak nigdy. Nie chciała dzisiaj spać, bała się. Straciła swoją tarczę i byłą narażona na dużo nieprzyjemnych czynników zewnętrznych.
Napój parzył jej przełyk, spływał dalej, ognił żołądek. Ta czerń dziwnie ją zalewała, z każdym łykiem miała mniej przestrzeni na oddech. 
Widok za oknem był zwyczajny. Latarnie mrugały niejednorodną, bladą łuną, ostatnie kroki zmierzały po chodniku do swojego schronienia.
Mróz przeszył srebrzystym ostrzem płytsze z błotnistych kałuży.
A ona cieszyła się, że jej łzy milczą. 


Do przeczytania! - Gabriel.