Pokazywanie postów oznaczonych etykietą memories. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą memories. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 stycznia 2016

"Obiecuję" pt.2/5

Tytuł: "Obiecuję"

Paringi: Vhope (Kim Taehyung & Jung Hoseok), w domyśle Jikook (Park Jimin & Jeon Jeongguk)

Opis: Skoro dobrze mi się pisze, to yolo, dodajmy dzień po dniu. W sumie wyłącznie na prośbę Reiczel noony <3 Kolejna część, jednak nie będzie tylko dwóch, niestety, ale to było do przewidzenia xDD Czytajcie, komentujcie, kocham was ~


Życie nie było jego ulubionym przedmiotem. Najchętniej wróciłby się do czasów przed podstawówką, wtedy wszystko było słoneczne, kolorowe i przyjemne. Wraz z nadejściem szkoły zaczęło się psuć, Taehyung widział to i nie trzeba było dużo myśleć, by wyciągnąć najprostsze wnioski - życie po prostu ssie. Miał już piętnaście lat, głupie gimnazjum, głupi nauczyciele, głupi znajomi. I najgłupszy z nich wszystkich Jung Hoseok.

- Siemka TaeTae! - rzucił Jimin i klepnął go silną ręką w łopatki. Odrobina niżej i bezsprzecznie odbiłby mu płuca.

- Kurwa, Jim.. - westchnął Kim i nawet nie zaczął swojego klasycznego wywodu nad tym, jak bardzo Park przeszkadza mu w życiu. Po co strzępić język, skoro ten idiota będzie bez przerwy zachowywał się dokładnie tak samo.

Rozejrzał się po korytarzu; grupka jego pseudo znajomych stała pod salą, wymieniając buzujące emocje na temat jakiejś szkolnej nowinki. Nie chciało mu się do nich podchodzić, z kimkolwiek witać.. Miał tak bardzo dość zmagania się codziennie ze wszystkim co go otaczało.
Od momentu, w którym Hoseok zaczął go unikać świat przestał mieć znaczenie. Źródło jego codziennej motywacji do życia przestało wybijać z przegniłej ziemi, Miał paczkę swoich super-cool-zajebistych znajomych, a Tae przestał się liczyć. Był dla niego tylko kolejnym, nudnym młodziakiem, który tak naprawdę nie miał mu czym zaimponować. Dlatego codziennie przychodził do szkoły zły, znudzony, lub w ogóle nie przychodził. Nie rzutowało to dobrze na jego oceny i zachowanie, opuścił się w nauce i popadł w dziwny stan, kiedy jedyne czego naprawdę pragnął, to żeby czas się zatrzymał, a on odespał wszystkie nerwy i cały smutek jaki kotłował się w jego wnętrzu.

- Hej Taehyung. - nieco niepewny głos przeleciał przez uszy Kima, ale mimo braku zainteresowania postanowił się odwrócić i uraczyć człowieka resztkami sił do konwersacji. 

- Jeongguk.. Cześć. Jimin siedzi tam. - wskazał zobojętniałym ruchem głowy ławkę, a której Park siedział rozwalony jak król i prowadził aktywną wymianę słów z całkiem niczego sobie dziewczyną. Dla Tae jednak kolejnym, pustym laszonem, bez ambicji i bez wartości.

- A-ale.. - westchnął cicho młodszy chłopak i przygryzł w stresie wargi. Zaglądnął przez ramię Taehyunga na siedzącego na ławce Parka, po czym spłonął rumieńcem. - W sumie to nic. Powiedz mu ode mnie, żeby czekał przed szkołą po lekcjach, dobrze?

W odpowiedzi Tae tylko skinął głową, wzruszając lekceważąco ramionami, po czym oddelegował młodziaka krótkim "nara". Ten drżącym głosem odpowiedział mu formalnym "miłego dnia" i popędził pod własną salę lekcyjną. Kim pokręcił głową z dezaprobatą i podszedł do flirciarza na ławce, szturchając go niedelikatnie w ramię.

- Te, zalotnik, Gukie prosi, żebyś czekał na niego po lekcjach. - westchnął bez zaangażowania, wlepiając znudzony wzrok w wielkie, roześmiane oczy Jimina.

Ten na wydźwięk imienia Jeona spiął się nieco i chyba nawet zarumienił. Skinął pospiesznie głową i nienaturalnie szybko powrócił do konwersacji z dziewczyną, która wydawała się kontaktować jeszcze mniej.
Tae nie chciał wnikać. Nie było mu to po drodze, sam Jimin nie zbyt go interesował. Po prostu kolejna osoba powiązana z innymi na sobie tylko znane sposoby. Westchnął cicho i odblokował telefon, sprawdzając wiadomości. Jedna od znajomej, którą poznał na fejsbuku, jedna od mamy, żeby pamiętał o zakupach po lekcjach. Zablokował ekran i oparł się plecami o ścianę w paskudnym odcieniu zgniłego błękitu. Czy cała ta szkoła musiała aż emanować mentalnymi wymiocinami?

Wśród zgiełku usłyszał jeden, konkretny tembr. Ten najbardziej irytujący ze wszystkich. Ten, który tak bardzo go wkurzał, denerwował, ranił. Zza winkla wyłonił się Hoseok, prowadząc trywialną rozmowę z dwójką znajomych. Kim wlepił weń spojrzenie, jednak nie oczekiwał niczego w odpowiedzi. Jung nie interesował się nim wcale, tak jakby Tae nigdy nie istniał. I tym razem nie doczekał się najmniejszej kropelki uwagi ze strony starszego. Miał tego serdecznie dosyć. Kiedy tylko Hoseok stanął pod salą, w której miały odbyć się jego zajęcia i znajomi na moment go opuścili, Tae zebrał wszystkie pokłady odwagi i ruszył w jego kierunku, przerywając mu sprawdzanie czegoś w telefonie ostrym "dzień dobry".
Starszy uniósł na chłopaka wzrok i nieco zmrużył powieki. 

- Czego chcesz Taehyung? Nie widzisz, że przeszkadzasz? - potrząsnął telefonem przed nosem Tae i zmierzył go oschłym, chłodnym spojrzeniem. Ten musiał chociaż sprawiać wrażenie opanowanego, bo wewnątrz wszystko mu krwawiło i nie byłą to rozmowa, którą chciał przeprowadzić bez przygotowania.

- Niczego. Tylko pogadać. Będziesz miał chwilę po szkole? Chciałbym wyjaśnić kilka kwestii. - mruknął typowym dla siebie pozbawionym emocji głosem.

- Nie mamy wspólnych tematów, Taehyung. O czym chcesz gadać?

- Wierz mi, kilka by się znalazło, wbrew Twojej niechęci. Widzimy się po szkole w męskim kiblu na parterze. - rzucił tylko i jak najszybciej obrócił się, wracając pod własną salę lekcyjną, starając się zapanować nad drżeniem dłoni i dziwną wilgocią, która naszła na jego oczy. 

Usiadł z impetem na ławce i przetarł ciepłą ze stresu twarz lodowatymi dłońmi. Zaburzenie krążenia w palcach ma jednak swoje plusy. Zanim udało mu się opanować wypieki, obok zajął miejsce Jimin.

- Tae? Wszystko okej? Dawno nie widziałem, żebyś cokolwiek przeżywał.. - mruknął Park, zaglądając na twarz chłopaka, który starał się ją ze wszystkich sił zasłonić.

- Nic mi nie jest. Źle się czuję, chyba mam gorączkę. - odparł na odczepne, chcąc się jak najszybciej pozbyć natręta.

- Jeśli jest coś, o czym chciałbyś pogadać, to śmiało, wiesz, że..

- Jimin proszę. Nie mam siły się z Tobą użerać. Po prostu daj mi spokój. 

Ze strony Parka dało się słyszeć ciche, zawiedzione westchnienie. 

- A może jednak? - zagadnął po raz kolejny, układając dłoń na ramieniu rozmówcy i obracając go w swoją stronę bez większego problemu. Tae był niemalże anorektykiem, bez trudu dało się nim fizycznie manipulować. Zwłaszcza, że Jimin chodził regularnie na siłownię i był dużo bardziej muskularny od chłopaka.

Tae zachłysnął się powietrzem i spojrzał mściwie na Jimina. Bez słowa zmarszczył brwi i strącił jego drobną jak na chłopaka w ich wieku dłoń, wracając do poprzedniej pozy i chowając twarz w chłodnych palcach.

- Nie chcesz się zwolnić, skoro tak Ci źle? Może pielęgniarka by coś zaradziła?

- Nie mogę. Mam rzeczy do zrobienia po szkole. - mruknął tylko Kim i wstał z ławki, odchodząc na drugi koniec korytarza i zasiadając ostentacyjnie pod ścianą. Po niecałej minucie rozległ się nieprzyjemny, zbyt długi dźwięk dzwonka. 

Lekcje się dłużyły, jak zawsze. Tae nie zwracał uwagi na to jaki aktualnie miał przedmiot, niczemu nie poświęcał szczególnej uwagi. Po prostu zmieniał miejsce siedzenia i głos, jaki wpadał w jego uszy. Jeśli akurat trafił na sprawdzenie wiedzy w postaci kartkówki bądź testu, zazwyczaj pisał cokolwiek, bazgrał kilka rysunków i oddawał kartkę pierwszy. Pewnie dlatego wśród jego wyników wielką przewagę miały dwóje i jedynki. 
Ostatnie zajęcia skończyły się dzwonkiem, a Tae zerwał się, zarzucając plecak na ramię i bez "do widzenia" wybiegł z klasy, łapiąc oddech. Czemu na lekcjach zawsze musiał panować taki obleśny zaduch. 
Bez namysłu ruszył w kierunku umówionego z Hoseokiem miejsca, gdzie mieli przeprowadzić rozmowę. W jego brzuchu łomotały ciężkie kamienie, przyprawiając go o zimny pot. Przed czym się tak strasznie denerwował, co go tak stresowało? To tylko rok starszy cham, z którym musisz sobie wyjaśnić kilka rzeczy. Tyle. Nic wielkiego.
Kiedy już prawie udało mu się opanować drżenie kolan, wszyscy uczniowie zniknęli z korytarzy i zapanowała na nich pustka, usłyszał ciche, powolne kroki. Wkrótce też zza rogu wyłonił się Hoseok, pełen pogardliwego zobojętnienia na zaistniałą sytuację. Wszedł do łazienki i zamknął za sobą drzwi, potem obracając się do Kima, ściągając plecak z ramion i nieco zbyt agresywnie rzucając go pod ścianę.

- No TaeTae? Jak tam? - zagadnął ze sztuczną słodyczą w głosie, a młodszy spiął się i poczuł nieprzyjemne pieczenie na policzkach.

- T-tt.. to ja miałem pytać. - wydukał łamiącym się głosem, przybierając teoretycznie pewną siebie postawę i biorąc głęboki oddech. - Co Ty odpierdalasz, Hoseok?

- Hm? Skąd ta agresja, mały? Coś Ci zrobiłem? - warknął wyższy i podszedł kilka kroków w kierunku drżącego Taehyunga. Ten odetchnął ponownie, starając się uspokoić pędzący puls. 

- Jakbyś nie zauważył, to od dokładnie czterech lat traktujesz mnie jak gówno. Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę z tego jak mnie to wkurwia. - wysapał z trudem Taehyung i skinął głową na potwierdzenie własnych słów.

- Oh, a więc jednak nasz maluszek ma ból dupy.. - zaśmiał się brzydko Hoseok i zbliżył jeszcze bardziej do Tae. - Chciałbyś się ze mną dalej bujać, hm? Chcesz, żebyśmy byli przyjaciółeczkami, Taehyung? Przestań żyć przeszłością, dobrze Ci radzę. - westchnął na koniec i obrócił się, najwyraźniej zbierając się do odejścia.

- HEJ! Chwila! Gdzie?! Ja jeszcze nie skończyłem! - krzyknął Tae, dopiero później zdając sobie sprawę, że zabrzmiał jednak za bardzo jak zdesperowana nastolatka.

- Ale ja skończyłem. Po prostu daj mi spokój, nie chcę, żeby nic nas łączyło.

- Co ja Ci zrobiłem?! Czemu tak bardzo mnie nienawidzisz, co się do cholery zmieniło?!!

Hoseok stanął tuż przed drzwiami i westchnął głęboko. Obrócił się do Tae i uśmiechnął kąśliwie.

- Jesteś taki żałosny, Taehyung.. idź się pobawić w piaskownicy, hm? Może tam znajdziesz równych sobie znajomych. 

Kim zamarł. Teraz już nawet nie miał sił, by walczyć z trzęsącymi się ramionami. Serce łomotało w jego piersi jak po przebiegniętym maratonie, myśli jak wolne elektrony obijały się o ściany logiki i uczuć, a Tae nijak był w stanie nad nimi zapanować i jakkolwiek je uporządkować. Nic nie trzymało się całości, słowa Hoseoka były takie obce, zimne, wbijały się w niego jak sztylety, a on nie potrafił zrozumieć czemu. 

- Hobi.. - rzucił jeszcze drżącym, piaskowym głosem i przygryzł dolną wargę, czując jak w jego oczach pojawiają się kolejne łzy. Już nie chciało mu się z tym walczyć.

- Hobi? Haha.. Hobi skończył się już dawno. Nie nazywaj mnie tak. 

- Hobi przestań, przestań tak mówić, kurwa mać.. - jęknął Tae zasłaniając uszy i pozwalając gorzkim łzom spłynąć po zaczerwienionych policzkach.

- Jestem Hoseok! - odkrzyknął ten, obracając się po raz kolejny i stając w bojowej pozycji, kilka kroków od Tae. 

Młodszy z zapłakaną twarzą podszedł do Hoseoka i pociągnął nosem, przedstawiając obraz nędzy i rozpaczy. Chude ramiona trzęsły się w rytm fal szlochu jakie nimi targały. Nie zważając na to, że pewnie za to dostanie, pochylił się i oparł czoło o klatkę piersiową agresora. Ku zaskoczeniu nic, co przewidywał, się nie stało.

- Taehyung.. kuźwa, no.. - cichy pomruk dobiegł jego uszu, ale tym razem nie było w nim ani pogardy, ani złości. - Przestań się mazać.. 

W odpowiedzi młodszy pokręcił przecząco głową i czuł jak kolejne łzy popłynęły po jego policzkach. Było mu już wszystko jedno, co Hobi o nim pomyśl, chciał tylko, żeby wiedział, jak bardzo go rani.

- Tae.. - usłyszał jeszcze, na co otworzył szerzej oczy. Szczupła dłoń otoczyła jego ramiona i niepewnie pogładziła łopatki.

- Boli, Hoseok.. Bardzo boli.. Jeśli na to zasłużyłem, to powiedz czym... - jęknął jeszcze zapłakanym głosem chłopiec, z trudem odsuwając się od rozmówcy i wlepiając w niego spojrzenie umykające z załzawionych, lśniących, zaczerwienionych oczu.

Jung wyraźnie westchnął i zacisnął usta. 

- G-..gdzie boli? - opuścił pusty wzrok, zaraz jednak spoglądając znów na twarz Tae, na co młodszy zadrżał i jeszcze szerzej rozchylił powieki. Przerażony jednak, nie wykonał żadnego gestu, poza powolnym wskazaniem okolic klatki piersiowej.

Hoseok rozejrzał się nieco spięty po korytarzu, kontrolując najwidoczniej, czy ktokolwiek się tędy nie przechadza. W końcu nie dostrzegając nikogo wrócił spojrzeniem na Tae, który ciekł dosłownie jak wodospad, prezentując sobą niezwykle rozczulający obrazek. Starszy pochylił się nieco, wolną dłonią przecierając mokry policzek chłopca. Tae już bardzo dawno nie czuł z jego strony tej dziwnej rzeczy, musiał cofnąć się w dawną przeszłość, żeby wiedzieć jak to nazwać. Dotyk Hoseoka przynosił ulgę, dziwny spokój, był pełen takiej.. czułości?
Wtedy Jung nieco niepewnie zbliżył swoją twarz do tej należącej do swego rozmówcy i przycisnął wargi do jego rozchylonych w zaskoczeniu ust. 

Kim nigdy by się tego nie spodziewał, zmarszczył pytająco brwi, ale zaraz poczuł nie do końca znajome ciepło w brzuchu. Przyjemnie. Zmrużył powieki i postarał się podążać za Hobim w gestach, jakie starszy wykonywał. Pocałunek nie trwał jednak długo, a Hoseok przytulił do siebie chłopca, odchylając tylko na tyle, by móc złapać z nim kontakt wzrokowy. 

- Lepiej?

- M-mhm.. - odparł Tae, skinąwszy lekko głową, czując, że pod wpływem spojrzenia Junga jego policzki są jeszcze czerwieńsze niż były.

- Heh.. mały TaeTae.. - przeczesał jego włosy długimi palcami, przekrzywiając głowę na bok i oglądając jego oblicze z delikatnym uśmiechem.

- Nie może tak być zawsze, Hobi? - westchnął młodszy rozżalonym głosem i zacisnął dłoń na materiale jego szkolnego mundurka. 

- Nie, Tae. Chłopcy nie mogą lubić innych chłopców. - odparł cicho Hoseok i przeniósł dłoń na policzek rozmówcy.

- A-ale.. nie musimy.. wystarczy, żebyś mówił mi cześć, czasem się uśmiechnął... czy to tak dużo, Hobi?

- Taehyung... zrozum. Ja nie dam tak rady. - starszy złapał go za ramiona i spojrzał z powagą w jego oczy. - Kocham Cię za bardzo,  nie tak jak powinienem. Tak jak pary się kochają, Tae. Nie mogę. Musiałem się od tego odciąć, to nie jest normalne, a teraz, kiedy już prawie wydawało mi się, że przestałem się tak czuć, Ty musiałeś wszystko zniszczyć..

Kim nie miał pojęcia jak zareagować na te słowa. Otworzył tylko oczy szeroko, szerzej niż do tej pory i zmarszczył brwi, starając się przetworzyć informacje jakie Hoseok mu przekazywał. Co za idiotyzm, co za głupie, kretyńskie myślenie..

- Hobi? - odparł, zbierając myśli i decydując się na najdziwniejszą rzecz w swoim życiu.

- Mh?

- Zróbmy tak.. nie musisz się ze mną witać. Nie musisz nawet zwracać na mnie uwagi, jeśli tak będzie Ci łatwiej. Ale nie daj mi poczuć, że jestem dla Ciebie nikim, Hoseok. 

- Tae, mówiłem, że-..

- Cicho. Wystarczy, że co jakiś czas spotkamy się po szkole, porozmawiamy, że mnie przytulisz, złapiesz za rękę.. Nie rozumiesz, że też Cię kocham, Hobi? Od zawsze? 

Starszy przełknął z trudem ślinę i zadrżał, spoglądając na Kima z nadzieją, ale jednak nieco niepewnie i strachliwie. 

- Chcę Cię całować, Tae.. chcę, żebyś był mój.. - jęknął cicho Hoseok i zagryzł wargi.

Kim uśmiechnął się pobłażliwie i pogładził policzek hyunga.

- Jestem. Tylko już nigdy tak nie rób, Hobi, nigdy mnie nie zostawiaj. Obiecujesz?

- Obiecuję. 


Do przeczytania! - Gabek




niedziela, 10 stycznia 2016

"Obiecuję" pt.1/5

Tytuł: "Obiecuję"

Paringi: Vhope (Kim Taehyung & Jung Hosoek), lekki Vmin (Kim Taehyung & Park Jimin)

Opis: Nie wiem ile będzie miało części to coś (na chwilę obecną załóżmy, że maksymalnie trzy), ale naszła mnie taka ochota/wena/potrzeba spisania takiej rzeczy, że nawet nie myślałem nad konsekwencjami. Po prostu czytajcie i mówcie, czy pisać dalej i czy podoba się wam taki pomysł na opowiadanie! Much love!



- Choć Hobi, choć! Bo nas magicny kjujik uciekńe! - mały chłopiec o kruczoczarnych włosach kołysząc się jak pingwinek pognał przez ogród, po drodze przewracając się i niechybnie kosztując smaku świeżej murawy.

- Hahah! TaeTae łamaga! - Hoseok z uśmiechem niemalże szerszym niż to możliwe podbiegł do leżącego plackiem młodszego dzieciaka.

Dobywszy chłopca kucnął obejmując kolana ramionami i pociągając nosem. Zmarszczył odrobinę brwi, dmuchając w opadającą na oczy, przydługą grzywkę. 

- Tae? No weź, wstawaj. - szturchnął małego w łopatkę i rozglądnął się zapobiegawczo po całym ogródku.

Nie długo później dał się słyszeć cichy, płaczliwy dźwięk. Hobi otworzył szerzej oczy i sapnął mocno zdezorientowany. Pulchne plecki leżącego chłopca zaczęły się lekko trząść, a szloch przybrał na głośności. Starszy niewiele myśląc objął go i dźwignął do góry z niemałym trudem. Zapłakana, nieco ubrudzona ziemią buzia czerwieniła się ze wstydu i bólu. Hoseok wziął głęboki oddech, nieporadnie odgarniając polepione kosmyki grzywki z twarzy chłopca.

- Aj, Taeś.. uderzyłeś się? Gdzie boli? - drżącym z przejęcia głosem zapytał starszy i usiadł na zimnej trawie, chłopca sadzając sobie na kolanach.

Młodszy w odpowiedzi jedynie pociągnął nosem i przetarł zapłakane oczy rękawem koszulki. Po tym zabiegu, który swoją drogą niewiele pomógł jego aktualnemu wyglądowi, wskazał drobnym paluszkiem nieco zadrapany, czerwony nosek. Hoseok pokiwał głową i złapał pucołowate policzki w dłonie, przyciągając buzię chłopca do siebie i składając na jego nosie długi całusek. Młodszy zmarszczył brwi i spojrzał na przyjaciela zaszklonymi oczami.

- Lepiej? - szepnął Hoseok, z braterską czułością przeczesując jego proste, czarne włoski.

- Mhm. - Tae skinął głową i pociągnął wcześniej ucałowanym noskiem. Otoczył krótkimi łapkami szyję przyjaciela i wtulił się w niego mocno. - Dźenkuje Hobi! Jestes najlepsiejsy! Kocham Ciebie! 

- Też Cię kocham, TaeTae! - okrzyknął Hoseok i przytulił chłopca mocno. Zaśmiał się, kiedy młodszy przewrócił go na plecy i wtulił się jak w pluszowego misia. Wkrótce też zaczął zasypywać go oślinionymi, smarkatymi buziakami, na co Hobi jęknął zniesmaczony, starając się go odepchnąć, aż obaj zaczęli głośno chichotać, tuląc się i siłując na zmianę. 

Tak było zawsze. Tae pakował się w kłopoty, albo robił sobie krzywdę w jakiś głupi sposób, a Hobi naprawiał wszystko jak czarodziej. Rośli obok siebie, zawsze razem, zawsze z uśmiechem na buziach. 

- Chodź, no chodź! Zoobacz, Hobi! Już prawie jesteśmy! - pięcioletni chłopiec zacisnął palce na dłoni starszego, prowadząc go ścieżką wzdłuż strumyczka oddzielającego ogród od lasku przy domu młodszego.

- Ale jaka jaskinia, Tae.. u nas nie ma jaskiń.. 

- A właśnie, że są, ja Ci pokażę! To już zaraz. 

Przeszli marszowym krokiem kilka wzniesień, oddalając się nieco od bezpiecznego ogrogu i skręcając w zacienioną gęstwinę lasu. Słońce migotliwie przeświecało przez gałęzie okraszone zieleniącymi się, drobnymi listkami, vo prześlicznie prezentowało wszystkie niższe piętra. Tak samo jak ich dwóch, biegnących wąską ścieżką ze splecionymi palcami. 

- Jesteśmy, hyung. - Tae z zadowoleniem skinął głową i w ekscytacji zacisnął mocniej palce na tych należących do Hoseoka. 

W odpowiedzi dało się słyszeć westchnienie zachwytu; pomiędzy ciepłą zielenią drzew kryła się ciemno-szara formacja skalna, pusta i zacieniona wewnątrz. Najprawdziwsza jaskinia. Bez słowa weszli do środka, nie puszczając się ani na chwilę. Hoseok zajął miejsce na kamiennej półeczce, a Tae zasiadł tuż obok niego. 

- I co? Miałem rację. To jaskinia. - tryskający dumą Taehyung wyszczerzył ząbki w prostokątnym uśmiechu i uniósł wysoko brodę. 

- Racja, to jaskinia jak się patrzy. No i nasza nowa kryjówka. - starszy zacmokał spoglądając na chłopca obok, a na widok rumieńców ekscytacji na jego policzkach roześmiał się głośno i rozłożył ręce, na co młody bez namysłu rzucił się na hyunga, wtulając ufnie.

- Najlepsza kryjówka na świecie, będziemy w niej chować nasze łupy! I słodycze! I rysunki! - recytował mały Tae, ledwo łapiąc oddech.

- Hahaha! Dobrze, Taeś, tak zrobimy! - Hobi poczochrał kruczą czuprynę wtulonego w siebie chłopca, po czym pogłaskał go spokojnie.

- Hobi? - rozległo się nagle ze strony młodszego, nieco mniej odważnie, niż zwykle.

- Tak, Tae? 

- Czy będziemy razem już na zawsze? Nie możesz sobie nigdy ode mnie pójść, bo będę zły i smutny.

- Tae, ja Cię kocham! Nigdy się nie rozłączymy, zawsze będę o Ciebie dbał! 

- Hyung! - starszy poczuł jak łapki na jego szyi zaciskają się z całych sił. - Ja też Cię kocham! Obiecujesz, że już na zawsze?

Mały Tae odchylił się, odsuwając jedną rączkę od szyi starszego i przed jego nosem wystawiając mały palec, czemu towarzyszyła wysoce poważna mina. Hobi rozumiejąc wagę sprawy sam wyciągnął dłoń w kierunku tej przed jego twarzą, po czym zaplótł własny mały paluszek na tym Taehyungowym. 

- Obiecuję. Na zawsze razem. 

I tak było - krok po kroku odkrywali wszystkie cudowności otaczającego ich świata, trzymając się za ręce, razem. Aż rozpoczęła się szkoła. Hoseok poszedł do niej wcześniej niż Tae, więc młody bardzo nudził się w roku szkolnym, czekając codziennie aż Hobi wróci popołudniu, by się z nim pobawić. Ale warto było czekać - po jego powrocie było tak jak dawniej, kiedy gonili się, bawili w berka, lub udawali, że są odkrywcami nowego lądu. Chodzili do ich sekretnej jaskini, pod liśćmi chowając kolejne skarby i pamiątki. 
Coś jednak się stało. Hoseok czasem ze smutną miną mówił, że musi iść do domu, choć nie było nawet piątej popołudniu, powtarzał, że ma teraz "obowiązki". Tae nie wiedział co to dokładnie, ale nie lubił ich bardzo. Zabierały mu Hoseoka i ich czas na zabawę. Głupia szkoła i głupie obowiązki. 
Czasem przed zaśnięciem, Tae płakał wtulony w mamę, powtarzając, że nie chce, żeby Hobi chodził do szkoły, żeby ją zamknęli. Potem pytał, czy on też będzie musiał tam chodzić i rozczulał się jeszcze bardziej, otrzymując twierdzącą odpowiedź. Nie wiedział do końca jak nazwać to, co czuł, ale to nie było miłe. Było mu smutno. Tak jak wtedy, gdy musieli wrócić do domu po pobycie u wujka w wakacje. Kiedy musiał coś zostawić. 

Westchnął cicho i spojrzał w lustro, na odbicie jedenastoletniego siebie, z plecakiem na ramionach i workiem na buty w ręce. Jak on nienawidził szkoły. Głupie głupstwo. Mogłoby nie istnieć i nikomu nie stałaby się krzywda. 
Wsunął tenisówki na stopy, krzyknął "cześć" do mamy i wyszedł z domu, jak codziennie kierując się w stronę domu Hobiego. Jedyne, co go ratowało. 

- Hoseok? - krzyknął, wychylając się przez żywopłot.

- Hobi poszedł dzisiaj wcześniej, prosił, żebym Ci przekazała, że jest już w szkole! - mama Jung pomachała do Tae z promiennym uśmiechem na ustach.

Taehyung zawsze uważał, że była piękna i mądra, jak dobra wróżka. Oczywiście nie tak jak jego mama, ale i tak całkiem nieźle dawała sobie radę. 

- O.. dobrze, dziękuję! - odwrzasnął, pomachał kobiecie sterczącej w oknie i ruszył nieco przybity do koszmaru każdego dnia, zwanego szkołą. 

Jego myśli zaprzątał Hoseok. Dlaczego poszedł sam? Ma dodatkowe zajęcia? A może chodzi do szkoły z kimś innym i nie chce mu powiedzieć, bo to tajemnica?
Tae zadrżał na tą myśl.
Wydało mu się końcem świata, że Hoseok, jego ukochany Hobi, może mieć sekrety.. z kimś innym niż on. 

Przekroczywszy próg placówki wychowawczej, momentalnie zaczął nerwowo rozglądać się za przyjacielem. Nie podobało mu się, że nie byli w tej samej klasie, łatwiej byłoby go znaleźć. Ale w końcu Hobi był starszy o rok, nie dało się tego pogodzić. Tae nieco naburmuszony przeszedł szybko przez grupkę dzieciaków, nikomu nie mówiąc "cześć" i siadając na jedynej pustej ławce pod ścianą. Był zły. Na wszystko dookoła. I chyba pierwszy raz bez wyjątku, jakim zawsze był Hoseok.

- Dzień dobry, TaeTae! - piskliwy głosik rozbrzmiał w uszach boczącego się chłopaka, a Tae od razu wiedział co go czeka..

- Jimin.. prosiłem, żebyś tak do mnie nie mówił. Jestem Taehyung. - warknął pod nosem, wywracając oczami i unikając kontaktu wzrokowego z nowo przybyłym. 

- Yaa.. naprawdę tylko ten Twój Hoseok może tak do Ciebie mówić? Przecież to brzmi słodko, dlacze-..

- Park. Nie lubię Cię. Idź stąd. 

Chłopiec zamilkł na moment i lekko poczerwieniał ze wstydu. Zaraz jednak poklepał Tae po ramieniu i podał mu pudełeczko pełne małych, nieco koślawych ciasteczek. Kim zlustrował najpierw słodkości, potem Jimina i zmarszczył pytająco brwi.

- Poczęstuj się, TaeTae. Dzisiaj moje urodziny. 


Do przeczytania! - Gabriel