Pokazywanie postów oznaczonych etykietą roleplay. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą roleplay. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 maja 2016

"Strawberry business" - RP (feat. Nemi) pt.6 (ending)

Tytuł: Strawberry business

Paringi: Jihope (Park Jimin & Jung Hoseok)

Opis: Nieustanne pożądanie, nieustanny niedosyt. Ale chwila, zaraz.. to już? Czyżbym właśnie zrobił wam tą krzywdę i zakończył opowiadanie? Ups.. a kto chciałby, żeby ono nigdy się nie kończyło, hm?


- Kochankowie? - zapytałem chcąc wiedzieć, czy o tym myślał. Bez zobowiązań, jednak coś więcej. A to określenie pasowałoby do takiego stanu rzeczy. - Spotykalibyśmy się co jakiś czas i na pewno nie było by nudno. - przelotnym pocałunkiem udekorowałem jego policzek. Byłem bardzo ciekaw jak sobie to wyobraża, że rezerwuje pokój i przyjeżdżamy tam uprawiać seks? Tylko i wyłącznie?... A może miałby jakieś asy w rękawie i nieco ubarwił takie spotkania. Chociażby z czystej ciekawości byłem gotów przystać na to co proponował. Ale byłem też tak nim oczarowany, że zgodziłbym się tak czy siak. Taki układ zawsze można zmienić, zawsze można odejść i niczego nie żałować. I każdy miałby swoje życie, choć momentami bylibyśmy częścią życia tego drugiego. Przymknąłem oczy i uśmiechnąłem się. Niczym dzieciak cieszyłem się, że nasza znajomość będzie trwać. Na pewno będzie o mnie pamiętać i na pewno coś w nim obudziłem. Satysfakcja? Jeśli tylko takie słowo może określić to odczucie, to jest to z pewnością dzika satysfakcja. Jednocześnie łechtał moje poczucie wartości i wyjątkowości, a niecodzienne ciepło zagościło i w moim sercu. Spojrzałem w oczy mojemu chyba już oficjalnie kochankowi i złożyłem na jego wargach motyli pocałunek.
- Cieszy mnie taki obrót spraw i przystanę na ten układ. - uśmiechnąłem się szelmowsko wypowiadając to zdanie.
* - Hm. Niech będzie. - uśmiechnąłem się zawadiacko, sięgając zaborczym gestem jego kształtnych, mięsistych pośladków i ściskając je leniwie oparłem głowę o jego czoło, po chwili wpijając się zdecydowanie w opuchnięte, słodkie wargi. Cholera.. smakował mi. Cały. Wszystko co mi oferował, tylko jeden wieczór, jeden nic nie znaczący seks, trochę pieszczot, kilka pocałunków. Nie było to dla mnie nic nowego, podobne sytuacje trafiały mi się regularnie co tydzień, czasem częściej. A teraz? Co było inne? Poderwałem go w dokładnie taki sam sposób jak już kilkanaście osób, które później pieprzyłem nie gorzej niż Truskawę. 
- Co w Tobie jest...? - mruknąłem, teraz zastanawiać się już na głos i muskając rozchylonymi wargami jego szyję. Cierpliwie czekając na odpowiedź, której całkiem na poważnie wymagałem, dłonie błądziły po jego ciepłym ciele, jakby siląc się własnym, osobnym nurtem świadomości. Wkrótce też jedna z nich wylądowała na karku Jimina, a ja już całkiem uwolniony spod łańcuchów podświadomości, wplotłem palce w hipnotyczne, czerwone kosmyki. W końcu zacisnąłem je mocno, odchylając jego głowę do tyłu i sycąc się widokiem różowych policzków, rozchylonych ust, aktorsko, ponętnie pokrzywdzonej buźki. Uh.. poczułem kolejną falę ciepła, rozlewającą się nisko w podbrzuszu.

*

I znów ten palący dotyk i magnetyczny pocałunek. Nigdy nie wiesz i nie spodziewasz się, że jeden wieczór może zmienić tak wiele. Spojrzałem zdziwiony słysząc z jego ust takie pytanie. Było dla mnie zabawne, ale widać jego to naprawdę trapiło. Zastanowiłem się i w końcu wzruszyłem ramionami.
- Nic we mnie takiego nie ma. - przynajmniej ja tak uważałem. Byłem normalnym facetem, ot tak po prostu. Wiedziałem, że moja odpowiedź nie będzie go satysfakcjonować, ale przez kolejne pocałunki nie byłem nawet w stanie złożyć lepiej brzmiącego zdania. Nawet moje myśli zmieniały szybko tor mknąc do tylko jednego celu - by skupić uwagę tylko na nim. I na tym, by chłonąć każdy szczegół tak, by nie popadł w zapomnienie. Na parę długich sekund byłem tylko biorcą, nie zdolnym do stawienia oporu. W końcu i moje dłonie powędrowały w dół i górę, badając każdy centymetr jego ciała. Spojrzałem na niego i uśmiechnąłem się widząc, że ta cała sytuacja jest dla niego tak nowa i zarazem fascynująca.
- Na co mój kochanek ma jeszcze ochotę? Noc nadal młoda, a nam się chyba nie śpieszy.  - moje słowa w połączeniu z niskim tonem wywołały na jego twarzy naprawdę piękny uśmiech. A ja nie mogąc się opanować po raz kolejny złączyłem nasze wargi nie czekając nawet na odpowiedź. 

*


Zamruczałem cicho w usta swojego nowego "kochanka", pozwalając sobie na długi, pełen namiętności pocałunek. W głowie jednak rozważałem na co mam większą ochotę - kazać mu klękać, czy znów zagłębić się w jego ciepłym, ciasnym wnętrzu. Poczułem przenikający mnie od góry do dołu dreszcz. Wtedy do głowy przyszedł mi najśmielszy i najbardziej nieoczekiwany pomysł. Podkuliłem więc nieco ramiona, wypychając biodra w stronę Truskawy i nieco opuszczając wzrok.
- A Ty..? - miauknąłem nieśmiale, a przynajmniej na tyle, na ile pozwalały mi moje aktorskie umiejętności. Ciekawe, czy podejmie zabawę. W momencie bowiem zapragnąłem zobaczyć jak Park dominuje, jak jest zaborczy i brutalny. Kiedy mój członek ponownie zadrżał, pęczniejąc krwią i różowiąc się, Jiminnie mógł bez problemu dostrzec, jak ta z pozoru śmieszna gra, po przemyśleniu działa na mnie całkiem nieźle. Uśmiechnąłem się do siebie, na moment wypadając z roli, zaraz jednak wracając do rumieńca i zgrywania uroku.
- Powiedz, Jimin, masz wystarczająco dużo odwagi? - westchnąłem w jego rozchylone, chyba w zaskoczeniu, usta. No cóż, każdy ma swoje sposoby na małe zaspokajanie potrzeb. Wszelkiej maści.


*


W głowie zaszumiało mi pod wpływem kolejnego zetknięcia jego warg z moimi. Byłem ciekaw jego odpowiedzi, ale też się jej obawiałem. Spojrzałem na niego w momencie kiedy zmienił zupełnie swoją postawę. Z pana sytuacji przeistoczył się w prowokatora. Zagryzłem wargę chcąc być obojętnym na jego sugestie. Ująłem tylko jego twarz w dłonie i spojrzałem mu głęboko w oczy uśmiechając się nieco inaczej niż zazwyczaj.

- Odwagę mam, ale Ty możesz na to zaczekać. Było by to za dużo wrażeń jak na pierwsze spotkanie. - po tym musnąłem lekko jego usta, bardzo czule i wręcz z namaszczeniem. Jak by to była najważniejsza chwila. Musiał odczuć niedosyt, pomimo, że moje pragnienie związane z nim było ogromne. Każda komórka mojego ciała krzyczała o to by znaleźć się jak najbliżej tych jego. Podniecenie widokiem jego wspaniale wyglądającej sylwetki dawało się we znaki i to coraz mocniej. Chciałem wytrwać w tym, co postanowiłem dwie sekundy wcześniej, ale... to było silniejsze. Złapałem go mocno w pasie unosząc do góry i zakładając sobie jego nogi o biodra.
- Uh.. no dobra, pierdolić niedosyt. Za bardzo mnie pociągasz. - zamruczałem niskim zdecydowanym głosem, kierując dłonie na jego pośladki i zaciskając na nich palce. Spojrzałem od dołu w jego oczy, po czym przesunąłem nosem po jego szyi.
- Gdzie tu jest sypialnia? - przeciągnięty pomruk skierowałem wprost do jego ucha, którego płatek od razu przygryzłem.


*



- Yaa.. ah.. n-nie ma.. - miauknąłem cicho w odpowiedzi, prężąc się z cichym pomrukiem i przy okazji czując jego twarde przyrodzenie naciskające na moje biodra. Westchnąłem pod wpływem jego pieszczot, otaczając ramionami jego szyję i racząc go kuszącym w swej niewinności spojrzeniem.
- Ale.. możemy to zrobić.. na stole.. albo podłodze.. albo krześle.. - syczałem nieco zachrypniętym szeptem, głęboko oddychając tuż przy jego uchu, co już wkrótce zaowocowało niskim pomrukiem ze strony Parka. Ah, gdyby każde negocjacje wyglądały w ten sposób.. świat byłby lepszym miejscem. Intensywnie otarłem się o jego rozognione ciało, przy okazji zatapiając zęby w skórze szyi czerwonowłosego. Nie trudno było mi przyznać, że smakował o niebo lepiej niż hotelowe truskawki. 
- I spokojnie, mamy dużo czasu, a dla mnie trudno o zbyt dużą dawkę wrażeń. - dodałem jeszcze, całkowicie wypadając już z roli dominującego prezesa, a zostając zwykłym cholernie spragnionym dwudziestolatkiem. Zacisnąłem usta, następnie przygryzając też dolną wargę i z pasją wijąc biodrami ciasno tkwiącymi przy jego kroczu. Komuś tu się podooba..


*


- Następnym razem, kochany, chcę pokój z łóżkiem. - szepnąłem zdecydowanym tonem nie znoszącym sprzeciwu i przeszedłem z nim kilka kroków w stronę stołu.  Wpiłem się zachłannie w jego wargi, od których prawdę mówiąc mógłbym się nie odrywać nawet na moment, co niestety fizycznie było niemożliwe. Chociaż może to i lepiej bo inaczej nie znaczył by mnie malinkami i ugryzieniami, a to tak bardzo mnie satysfakcjonowało. Nie mniej jak to, że nasze maski zostały zrzucone. Usadziłem go na tym grafitowym biurku i przesunąłem jedną dłonią po wewnętrznej stronie jego uda obserwując go bacznie.
- Mamy czas do białego rana prawda? - mówiąc to moja dłoń zatrzymała się bardzo blisko jego krocza, a na moich ustach pojawił się szelmowski uśmiech typowy dla mnie.


*



- Jeśli aż tyle potrzebujesz, żeby mnie zadowolić.. - uniosłem głowę spoglądając na niego z góry, a mimo to prężąc się jak na rasowego pasywa przystało.
Kiedy postanowił mnie podręczyć, prawie piałem z ekscytacji. Park Jimin musi być po prostu mój, nie ma innej opcji. Zawinąłem biodrami tak, by jego dłoń zsunęła się na mojego pulsującego członka. Przygryzłem wargę, sapiąc cicho i oddychając nieco szybciej przez nos. Oparłem się rękoma za plecami, mogąc tym samym wypychać biodra tym wyżej, przy czym błagalnym spojrzeniem suplikując o więcej.

*



- To tylko zachcianka. - odpowiedziałem nachylając się nad jego ramieniem i zassałem się nim zostawiając intensywnie czerwony ślad. Korzystając z tego że moja dłoń już znajdowała się na jego penisie złapałem go i poruszałem ręką przedłużając przez to chwilę zbliżenia. Nie lubiłem się spieszyć gdy to ode mnie zależał dalszy rozwój akcji. Chłonąłem wtedy zawsze wszystkimi zmysłami emocje które odczuwał mój partner. A Hoseokowi chciałem dawać coraz więcej namiętności, dzielić się pasją i czułością. W końcu trzeba dbać o swojego kochanka, a szczególnie tak wyjątkowego. Miałem dziwne wrażenie że przy nim nie potrzeba mi nic więcej. A może to kwestia tego wieczoru i naszych pragnień które możemy spełnić.


*


- Aa.. - spróbowałem stłamsić jęk usilnie dążący do przedarcia się przez moje gardło. Uh, przyjemności przyjemnościami, ale byliśmy w drogim hotelu, a nie jakimś przydrożnym jebaku.. zachichotałem cicho na wyobrażenie naszej dwójki zdesperowanej na tyle, by zatrzymać się na seks w motelu. Ha. Może kiedyś, jak zbankrutujemy.. ciekawe ile lat by mi to zajęło.
Wróciłem myślami do najważniejszej atrakcji dzisiejszego wieczora. Westchnąłem niczym rozmarzona nastolatka, na widok jego pełnych pasji ruchów. Powoli, leniwie.. jak można było być tak erotycznym nie robiąc nic nadzwyczajnego. To przez te włosy, na pewno. 
Co moment płynnie wypychałem biodra ku górze, przy okazji mrużąc powieki i głęboko oddychając. Jego ruchy drażniły tak cudownie, ciągnęły się słodką namiętnością. Wręcz uwielbiam takie tempo. Nie narwane, młodzieńcze wybryki i szukanie zaspokojenia za wszelką cenę. Byliśmy w końcu  poważnymi, niemalże ustatkowanymi mężczyznami na wysokich pozycjach społecznych, nawet nasz seks musi być odpowiednio elegancki i pełen pasji.
Zgraliśmy idealnie rytm naszych ruchów; kiedy ja się prężyłem, Jimin cofał dłoń, a kiedy rozluźniając mięśnie opadałem na zimną powierzchnię stołu, on przysuwał się bliżej, zaciskając palce na ciepłej, twardej męskości pomiędzy moimi szeroko rozchylonymi udami. 
- Jimin.. - mruknąłem zamykając powieki i czując jak motyle w brzuchu nagle rozwinęły skrzydła, sprawiając, że ledwo utrzymywałem głos w ryzach przyzwoitości. 


*



Nie sądziłem, że on będzie się tak zachowywać, że będzie miał taki wyraz twarzy, że będzie tak bardzo poddawał się mojemu dotykowi. Moja wcześniejsza nieśmiałość, ostrożność i dystans były teraz czymś odległym. W końcu mogłem wykazać się mając pewność siebie której nie jeden mógłby mi zazdrościć, wiedziałam czego chcę, wiedziałem że on mi to da i to mnie bardziej nakręcało. Puściłem jego męskość, miast niej łapiąc go w biodrach - wąskich, wręcz idealnych i wspaniale wyglądających. Przesunąłem po nich opuszkami palców kilkakrotnie, w górę i w dół. Chciałem już być w nim i dać mu doświadczyć kolejnej dawki przyjemności. Zerknąłem na moją czarną aktówkę która leżała przy mężczyźnie, w końcu tam miałem kilka prezerwatyw, dlatego szybko sięgnąłem do niej by wyciągnąć jedną z nich.


*



Z zadowoleniem obserwowałem jak nakłada na przyrodzenie różowawą prezerwatywę, w sumie nie mogąc się już doczekać.
- N-nie.. nie trzeba. - mruknąłem cicho, kiedy potarł palcami okolice mojego wejścia. To całkiem kochane, że chciał uniknąć mojego bólu, jednak nie chciałem psuć sobie efektu, co jak co, ale tę przyjemność chcę poczuć wyraźnie i zapamiętać. Z delikatnym uśmiechem zakręciłem biodrami, dopominając się o akcję. I nie, nie byłem w tym jakoś wyćwiczony. Jedynie dwa, może trzy razy zdarzyło mi się robić za stronę pasywną. Ale tym razem czułem to dziwne mrowienie w podbrzuszu, chciałem doświadczyć w sobie mojej małej.. no dobra, nie taką małej Truskawy. Z usatysfakcjonowanym wyrazem twarzy obserwowałem całokształt rzeźby jego ciała, który był na prawdę imponujący. Westchnąłem niecierpliwie, sięgając jedną dłonią mojego naprężonego penisa i pocierając o niego tuż przed Parkiem. Fakt, że pożerał mnie spojrzeniem, tylko potęgował pożądanie jakie się już we mnie kotłowało.


*



- No dobrze. - szepnąłem i przyciągnąłem go do siebie bardzo blisko by wpić się w jego wargi jednocześnie wchodząc w niego szybkim pewnym ruchem. Skoro chciał od razu to czemu nie, jednak można złagodzić to nie oszukujmy się w pierwszej chwili nie najprzyjemniejsze odczucie. Całowałem go gorąco i zacząłem się powoli poruszać w nim, w tym samym czasie palcami przemykając po jego rozpalonym ciele. Był tak wspaniały zarazem wcześniej jak i teraz kiedy mi się oddawał. Gdybym mógł nie mrugnąłbym ani razu by zarejestrować każdy jego ruch, rozszerzenie źrenic, przygryzienie wargi. Jak ktoś zupełnie nieznajomy dotychczas mógł tak zawrócić w głowie i sprawić ze wszelkie hamulce puszczają. Przesunąłem językiem po jego szyi, przyśpieszając nieznacznie, wsłuchując się w pomruk który wydał z siebie przez co jego krtań wibrowała przez kilka dłużących się sekund. Ach cóż to był za rozkoszny dla ucha dźwięk.


*

- Jimin.. - jęknąłem cicho, wczuwając się tym bardziej w rolę słodkiego dołu. Zacisnąłem powieki przystrajając usta w szeroki, zadziorny uśmiech. Jak bardzo nie walczyłbym ze swoją naturą, nie potrafiłbym perfekcyjnie udawać niewiniątka. 
Zupełnie jak ryba wyrzucona z wody złapałem haust powietrza, tym samym nadymając płuca i eksponując kości wraz z dobrze zarysowanymi mięśniami. Heh, no cóż. Jak się ma, to się pokazuje. 
- Jiminniee.. -  zaskomlałem ponownie, wiercąc biodrami i z każdym jego pchnięciem biorąc go głębiej. Wzdychałem szybko, napinając wszystkie możliwe mięśnie i prezentując się jak najlepiej, tak by Park mógł podziwiać jak pięknego kochanka posiadł. 
Kiedy przyspieszył uderzenia, nagle wewnątrz poczułem przeszywający dreszcz, który poskutkował wydobyciem się ze mnie obfitego, charakterem wręcz lubieżnego westchnienia. Nabrzmiały penis pulsował obijając się o mój brzuch, tak samo jak ten wijący się w moim wnętrzu. Zagryzłem wargę do siności, czując, jak zbliżające się spełnienie daje wyraźne oznaki swej obecności. 


*

Moje ruchy były zdecydowane, precyzyjne i z każdym kolejnym wiedziałem co sprawia mojemu partnerowi większą przyjemność. Słysząc jak zdrabnia moje imię ciepło rozlało się w moim wnętrzu, nikt od bardzo dawna tak nie nazywał, a z jego ust w takiej chwili "Jiminie" wybrzmiało cudownie. Jedna z moich rąk powędrowała w górę po jego torsie. Wygięty w łuk eksponujący swoją idealną sylwetkę, ze spojrzeniem w którym odbijała się przyjemności był niczym spełnienie marzeń. Tych erotycznych oczywiście. 
Z każdym następnym ruchem zbliżał się moment spełnienia. Przyśpieszyłem jeszcze bardziej ruchy, a ustami zabłądziłem na jego szyję, obojczyki i ramiona. Uwielbiałem dopieszczać te partie ciała, może dlatego, że wiązały się z moim fetyszem, a jego obojczyki były idealnym jego zaspokojeniem. Po dosłownie kilku kolejnych szybkich pchnięciach poczułem, że to już ten moment...


*


Złapałem się go, wczepiając paznokciami w łopatki i prężąc niczym kot. Zacisnąłem zęby na jego gorącej skórze szyi, sam poruszając się zaborczo, czego efektem była mnogość pojękiwań i stękania prosto do ucha Parka. Przesunąłem palcami, wyznaczając trasę od łopatek po jego boki, za sobą zostawiając rozognione pręgi. Jimin wzdychał ciężko, co jakiś czas mrużąc powieki. Przyspieszył też pchnięcia, uśmiechnąłem się na samą myśl tego, co miało nastąpić. Wkrótce też wyszedł ze mnie, ściągając naprędce prezerwatywę, ja w międzyczasie wyłożyłem się wygodnie na stole, z sugestywnym wyrazem twarzy czekając, aż skończy. Sam zacząłem się niepozornie dotykać; potarłem sutek, powiodłem dłonią po brzuchu, chwilę masowałem zaróżowione przyrodzenie. Nie było jak bronić się przed odruchami, skoro Jimin masturbował się przede mną w najlepsze, wyglądając przynajmniej jak jakiś bóg seksu, zaciskając powieki i napinając doskonale wyrzeźbione mięśnie. Z zadowoleniem więc obserwowałem mój smakowity kąsek, który lada moment miał dostać to, o co tak się dla niego postarałem.

*

Nie mogłem pozwolić na to by mój kochanek sam się dopieszczał. Dlatego też kiedy tylko skończyłem dochodząc z  głośnym pomrukiem zadowolenia, mogłem zająć się nim. Złapałem jego penisa w dłoń i poruszałem nią zdecydowanymi ruchami. Racząc się jego widokiem, tym jak zagryzał wargę i przymykał oczy. Nie wiele trzeba było by i on osiągnął spełnienie. A jego nierówny oddech w którym wyczuwałem nadal świeże podniecenie sprawiał wiele przyjemności moim uszom. Piękni, młodzi, bogaci i spełnieni. Idealnie. Przysunąłem go do siebie zdecydowanym ruchem i spojrzałem mu w oczy składając na ustach pocałunek.
- Tworzymy dobrany duet Hoseok. - zamruczałem i odgarnąłem mu sklejone potem kosmyki włosów z czoła. Wyglądał seksownie cały czas, czy to w garniturze czy całkiem nagi. Już nawet nie wiedziałem która wersja bardziej mnie pociągała. Wiedziałem jedynie, że przyjście na te negocjacje było najlepszym posunięciem w moim życiu. A ten facet chyba właśnie zawrócił mi w głowie i to tak konkretnie. Bo moje myśli krążyły tylko w okół jego osoby. Perfekcyjnej w każdym calu osoby.

*

- Nie wyobrażaj sobie. - uśmiechnąłem się niepozornie, otaczając jego szyję ramionami, wcześniej pozwalając mu się wcześniej pocałować. Zsunąłem się ze stołu, z gracją, lecz zdecydowanie zbyt ponętnym ruchem. No ale nie mogłem się powstrzymać. 
Spokojnym, luźnym krokiem podszedłem do sofy, na której spoczęły wcześniej nasze ciuchy. Wsunąłem na pośladki bokserki, potem spodnie. Zacisnąłem pasek, z kieszeni wyciągnąłem papieros i zapalniczkę. Przysunąłem się do okna, rozszczelniłem je, usiadłem jednym, zwinnym skokiem na parapecie, odpalając używkę i wypuszczając dym w utopione w smolistej nocy miasto; rozświetlane tylko łunami tęczowych świateł. 
Zerknąłem na niego, stojącego dalej przy stole i lekko zdezorientowanego. Poszerzyłem uśmiech. 
- Dobrany duet to nie tylko to, że łączą nas intymne aspekty. Zobaczymy, czy sprawdzisz się w fachu, a mam w planach testować Cię na każdym możliwym kroku.
Zaciągnąłem się porządnie, tym samym inicjując kilkusekundową przerwę w monologu. Po chwili podjąłem temat z powrotem.
- Oczekuję profesjonalizmu nie mniejszego niż zanim zdjąłeś bieliznę. Masz mi wylizywać buty, biegać po kawę, zostawać po godzinach z własnej inicjatywy i prosić o niższą pensję, bo Ci się za dobrze żyje. - roześmiałem się groteskowo, gasząc papierosa na framudze po zewnętrznej stronie i zeskakując z parapetu. Po drodze w kierunku Truskawy porwałem swoją koszulę, po czym dobyłem kochanka, narzucając materiał na jego ramiona, tym samym zagarniając go ku sobie i przyciskając jego wychłodzone ciało do siebie.
- Masz też chodzić w moich koszulach, nie krępować się, jeśli pocałuję Cię w miejscu publicznym i pod groźbą kary śmierci nikomu nie mówić o tym, że pieprzę Cię w godzinach pracy. A będę, wierz mi. - uniosłem prawy kącik ust, przyglądając się z góry mojej słodkiej zdobyczy. Już zacząłem go uwielbiać, co za szczeniackie podejście. A jednak zdecydowane chciałem utwierdzić się w tym, że go uwielbiam. Byle by nie nawalił. 

*

Kuszący na każdym kroku... obserwowałem go uważnie,  jednocześnie oczekując na dalszą część wypowiedzi, bo to jedno zdanie szczerze mówiąc, nie wiele mówiło. Oparłem się biodrem o stolik przyglądając się jak zaciągnął się dymem i spokojnie leniwie po chwili wypuszczał siwy obłoczek dymu w eter. Nawet w tak prozaicznej czynności w moich oczach rysował się nadzwyczaj pociągająco. Gdy pociągnął temat kiwałem głową na znak, że wszystkie jego słowa do mnie trafiają. Gdy znalazł się w końcu tuż przy mnie, a jego koszula przyozdobiła moje ramiona uśmiech wykwitł na moich ustach. 
- Nadal wątpi Pan w mój profesjonalizm? - zamruczałem składając na jego wargach motyli pocałunek. - Zapewniam, że sprostam wszelkim wymaganiom, musisz jedynie uzasadnić jakoś moją ciągłą obecność w Twojej firmie. Nie zapominaj, że poza naszą współpracą mam jeszcze inne zobowiązania. - z szelmowskim uśmiechem ułożyłem dłonie w jego pasie i kontynuowałem swobodnie. - Jeśli Twoje koszule będą leżeć na mnie dobrze to mogę chodzić tylko w nich. O seksie nikomu nie wspomnę, chcę pożyć i jeszcze trochę z Tobą się zabawić. A pocałunkom nie będę przeciwny, ani trochę. Zobaczysz sprawdzę się idealnie w roli kochanka. Nie wątp w możliwości Park Jimina. -spojrzałem mu w oczy z pewnością siebie i niejaką.. dumą? Co jak co ale mojego dobrego imienia będę bronić, a takie wyzwanie jakie mi postawił bardzo mi się podobało. Ciekawe co przyniosą kolejne dni... I czym zaskoczy mnie ten przystojniak. 

THE END
Do przeczytania! - Gabryś <3


poniedziałek, 11 kwietnia 2016

"Strawberry business" - RP (feat. Nemi) pt.5

Tytuł: Strawberry buisness


Paringi: Jihope (Park Jimin & Jung Hoseok)

Opis: Noo.. trochę tu tego nie było. Wiem. Ale ku mej wielkiej radości pewna cudowna osoba się upomniała, co zaowocowało tym, że wreszcie się wziąłem, zbetowałem i jest. I łapcie. I mniam. <3

Przychodząc tu nigdy bym nie pomyślał, że potoczy się i zajdzie to tak daleko. Hoseok był perfekcyjny w tym co robił. Wiedział czego chcę i wyraźnie dominował, a to mi się podobało - władczy, zdecydowany aktyw. Samymi pieszczotami sprawiał mi wiele przyjemności, stanowczo zbyt wiele. A moje krocze informowało go teraz o tym nazbyt wyraźnie. Ach, niech on przestanie się mną już tak bawić i przejdzie do konkretów. Przez tą głupią grę już całkowicie nie panowałem nad reakcjami mojego ciała.Oddychałem szybciej i niespokojnie poruszałem biodrami będąc nie na żarty nakręconym. Dłońmi przejechałem po jego umięśnionych ramionach ściskając palce tuż nad zgięciem łokcia. Miałem ochotę wprost mu powiedzieć, żeby mnie wreszcie przeleciał. Ale jeszcze zbyt trzeźwo myślałem by tak powiedzieć do tego perfekcyjnego mężczyzny, mającego nade mną obecnie podwójną władzę.
*
Gierki gierkami, ale sam nie miałem już ochoty czekać ani chwili dłużej. Sięgnąłem tylnej kieszeni spodni, wysuwając zeń prezerwatywę i szybkim, zdecydowanym szarpnięciem rozrywając ją zębami. Wolną dłonią w tym czasie intensywnie masowałem przez spodnie swoje nabrzmiałe, stopniowo coraz twardsze przyrodzenie. W końcu rozsunąłem rozporek, ruchem głowy polecając mu, żeby ściągnął bieliznę. Wkrótce obsunąłem własne ciuchy, ukazując już zaróżowionego, pulsującego członka. Pochyliłem się nad Truskawkiem, oparłem lewe ramię tuż przy jego głowie, po czym spoglądając w kierunku własnego krocza, sprawnie nasunąłem nań zabezpieczenie. Potarłem kilka razy o naprężoną męskość dłonią, złapałem i delikatnie musnąłem nią pełne, kształtne pośladki młodego. Dopiero teraz znów się uśmiechnąłem. Seks miał się dziać, nigdy nie rozumiałem tych wszystkich stereotypowych gejów, użalających się, płaczliwych; pedałkowatej budowy, którzy stawiali na pierwszym miejscu uczucia i romantyzm. Na pewno nie byłem jednym z nich, klubowe życie było tętniące, podniecające; nie delikatne i przewrażliwione. Z uśmiechem przycisnąłem ciepłe przyrodzenie do wejścia Jimina. Przygryzłem wargę, czując jak przeuroczo się zacisnął, za chwilę napierając tym mocniej. Park w końcu rozluźnił mięśnie i wpuścił mnie, a ja z przyjemnym oporem wpełznąłem w jego wnętrze. Syknąłem z przyjemności, czując jak spiął się cały zagryzając tak cholernie seksownie swoje obfite, pełne wargi. Wygiął się w łuk, tylko lepiej eksponując przede mną swoje świetnie wyrzeźbione mięśnie. Uśmiechnąłem się ponętnie i subtelnie zawinąłem biodrami. *

Okazałem nieco posłuszeństwa i zsunąłem z niejaką ulgą swoje bokserki. Kiedy jest się tak podnieconym one tylko wszystko utrudniają. Z uwagą spędziłem każdy najdrobniejszy ruch mężczyzny, który w końcu przeszedł do konkretów. Mówią że w życiu trzeba próbować nowych życzy,  to teraz się dowiem jak to jest  uprawiać seks z szefem. Jednak kiedy ma się szalejące we krwi promile i dziurę w pamięci jest zupełnie inaczej. Wziąłem głębszy oddech i powędrowałem dłońmi na jego ramiona, gdyż tak było wygodniej. Odpowiedziałem uśmiechem na ten jego i przymknąłem oczy, gdy już we mnie wszedł. Rozluźniłem się nieco, ale i tak nie dość wystarczająco. Przygryzłem wargę dość mocno i przejechałem paznokciami po jego łopatkach. Pierwsze chwile zawsze są mniej przyjemne. Napiąłem nieco mięśnie brzucha czując że zaczyna się poruszać, by w końcu rozluźnić się i móc wraz z nim czerpać z tego aktu jak najwięcej przyjemności. Wydałem z siebie pomruk zadowolenia, aby wiedział że to co robi spotyka się z moją pełną aprobatą i wypchnąłem biodra do przodu tak, aby obu nam było nieco wygodniej. 

*
- Mm.. rzadko trafiam na tak seksownych współpracowników, wiesz? - mruknąłem cicho, nie rozwlekając jakoś nadmiernie mej wypowiedzi, a nadając jej zawadiacki wydźwięk. Zerknąłem w dół i poruszyłem się nieznacznie. Zacisnął odrobinę mięśnie, uśmiechnąłem się. Ponowiłem pchnięcia, w końcu rozkręciwszy się nieco i nadając naszemu stosunkowi właściwego tempa. Cicho posapując mrużyłem powieki, wisząc nad burzą czerwonych, rozczochranych już nieco kosmyków.
Rumienił się, cholera. Poczułem bardzo przyjemne łaskotanie w podbrzuszu, członek pulsował w jego wnętrzu, równo ocierając się o napięte mięśnie. Raz po raz wyrwało mi się stęknięcie, kiedy zahaczał palcami o moje sutki, albo dokonywał innych drobnych pieszczot w tym duchu. Diabeł tkwi w szczegółach.
Zatapiałem się w nim głęboko, w całości, uderzając, w bardziej namiętnym niż zawrotnym tempie, biodrami o jego ciało. Po kilku minutach wiercenia się w tej pozycji i posapywania w swoje usta, wyszedłem z niego z uśmiechem, objąłem nisko w talii i pokierowałem tak, by się podniósł. Sam rozsiadłem się wygodnie na czarnej jak smoła sofie, sadzając go sobie na biodrach okrakiem i czekając, aż sam zacznie mnie zadowalać. Chwilkę zajęło mu trafienie, jednak po kilku sekundach już tkwił nadziany na moje przyrodzenie. Przymknąłem oczy z rozanielonym uśmiechem.

*
- Domyślam się. - odparłem zniżając głos do seksownego tonu. Łapałem z nim co jakiś czas dłuższy kontakt wzrokowy i widziałem jak w jego oczach odbija się satysfakcja i porządnie. W końcu one są zwierciadłem duszy i w nich wyczyta się naprawdę sporo, a przynajmniej się tak mówi. Oblizałem suche wargi, przygryzając ponownie dolną, tak jak robiłem to prawie zawsze. Nie mogłem odmówić sobie ofiarowania mu subtelnych pieszczot, takich jak pocałunki tuż nad obojczykami gdy nachylił się bardziej, widzenie opuszkami palców po całym jego perfekcyjnym ciele i wiele innych. Na udany seks składa się wiele pozornie mało znaczących rzeczy. A ja o tym miałem sporą wiedzę, którą mogłem teraz bez przeszkód wykorzystać. W pewnej chwili Hoseok znów mnie zaskoczył, zmienił tak niespodziewanie pozycję, a ja musiałem dostosować się do jego zachcianki. Nie miałem zamiaru nie wykorzystać nadarzającej się okazji, zacisnąłem palce na jego ramionach unosząc się i opadając stopniowo coraz szybciej. A moje usta wędrowały po jego szyi w górę, przemknąłem nimi po linii jego szczęki, by w końcu spotkać się z jego wargami, których tak bardzo chciałem posmakować. Choć on unikał tego dość długo, w końcu dopiąłem swego.
*
Zaśmiałem się pod nosem słysząc jego odpowiedź. Poprawiłem naszą pozycję na nieco wygodniejszą, oraz złapałem go z niemałą przyjemnością za umięśnione, acz smukłe biodra. Dawno nie czułem się tak dobrze, nie trzeba mi było wiele, jednak coś w tym truskawkowym młodziaku nie dawało mi spokoju. Teraz już zdałem sobie sprawę, że tym czymś był widok jego nagiego ciała biorącego głęboko w swoje wnętrze moje przyrodzenie. Uśmiechnąłem się pożądliwie, sam poruszając niecierpliwie biodrami, w podziwie zapatrując się w piękny łuk jego wyćwiczonego ciała. Miał wprawę, to jasne.
Wkrótce jednak niespodziewanie zmienił moje plany, nachylając się i łapiąc w pułapkę moje wargi. Nie chciałem pocałunków, były zbędne przy czystym seksie. Wraz z tym, tworzyła się między dwojgiem ludzi jakaś niepisana więź, co nieco mnie.. niepokoiło. Jednak tym razem nie umiałem go odsunąć. Słodki posmak czekolady i owoców, mieszał się z jego śliną, ciepły język ocierał się o wnętrze moich ust. Ssał wargi, delikatnie zaciskał na nich swoje zęby. A ja to odwzajemniałem, spokojnie wchodząc i wychodząc z jego wnętrza. Zaplotłem ramiona na jego talii, przyciągając go mocno do siebie i mrużąc powieki. Stworzyłem w tym momencie niepowtarzalny, intymny moment, zupełnie jakbyśmy byli parą kochanków. A przecież nie tak to miało wyglądać. Zmarszczyłem brwi, korzystając z momentu, w którym miał zamknięte oczy. Przyspieszyłem też pchnięcia, starając się nieco bardziej go nakręcić, a tym samym oderwać od swoich ust. Niech jęczy z przyjemności, niech wije się i przeżywa jebane uniesienie. 
Sięgnąłem jego krocza, zaczynając go niewinnie stymulować. Wkrótce złapał rytm uderzeń, nadziewając się z wymalowaną na twarzy przyjemnością. Co jak co, ale wyglądał po prostu pięknie.
*
Skoro miał być to tylko jeden raz, jeden "numerek" ktoś mógłby pomyśleć po co był ten pocałunek. Niektórzy ludzie są tak skonstruowani, że częściej pamiętają z kim się całowali, niż z kim uprawiali seks. Tym bardziej, gdy mogą mieć na pęczki kochanków na jedną noc. A ja nie chciałem popadać w zapomnienie. Lubiłem żyć w przeświadczeniu iż ktoś mnie zapamięta.
Stąd też ten nietypowy kolor włosów.
Ten pocałunek miał właśnie sprawdzić że Jung mnie zapamięta, może nawet o wiele lepiej niż sam by tego chciał. Teraz to nie był już sam seks, ale było to jak wstęp do romansu. Zaskoczyło mnie nieco, że nie odsunął się od moich ust, choć tak uporczywie bronił się przed tym. Co więcej całował z pasją i namiętnością tak jakby podświadomie mu tego brakowało. Czerpałem wielką satysfakcję zdając sobie z tego sprawę. Dlatego też mój pocałunek zawarł w sobie dodatkową dozę pieszczot i doznań. Wplatałem palce w jego włosy i pociągałem za nie lekko, jednocześnie ani na moment nie przerywając zdecydowanych ruchów. Jeszcze bardziej spodobało mi się kiedy przesunął mnie do siebie. Wiedziałem, że jest samotny, nawet jeśli uważał inaczej, zbyt dobrze znam takich ludzi i umiem to wyczuć. Gdy już pocałunek dobiegł końca, a on ponownie skupił się na reszcie czułem rosnące uniesienie. Zaplotłem swoje palce opierając dłonie na jego karku, a głowę odchyliłem do tyłu w momencie w którym z ust wyrwało mi się niekontrolowane westchnięcie. Muszę przyznać, że tak dobrze jeszcze z nikim mi nie było. A wiedziałem, że za chwilę będzie jeszcze przyjemniej.
*
Westchnąłem, nabierając głęboki wdech w płuca. Wygiąłem się nieco w delikatny łuk, naprężając każdy możliwy mięsień. Przy okazji obserwując go bacznie, w końcu tylko w połączeniu z jego boskim ciałem, stosunek dawał mi tyle wrażeń.
- Oh.. mm. - zamruczałem cicho, czując zbliżające się spełnienie. Pogładziłem z jakąś niespotykaną wcześniej czułością całą długość boku czerwonowłosego, w pewnym momencie zagryzając do siności dolną wargę i sprawnie zsuwając go z siebie, co ułatwił, najwidoczniej widząc na co się zanosi. Momentalnie też ukląkł przed moim różowym członkiem, z mlaśnięciem ściągają zeń zużytą prezerwatywę. Nie musiałem wydawać poleceń, przymknąłem tylko oczy, rozkoszując się jego doświadczonymi, dokładnymi ruchami. Poczułem ciepłe, mokre usta oplatające główkę przyrodzenia, po chwili działające też na dalszej długości.
- Mh.. tak.. - wydukałem tylko, mimowolnie wykonując drobne ruchy biodrami, tym samym pieprząc jego usta z wyraźnie okazywaną przyjemnością. Wkrótce też poszerzyłem uśmiech, z pomocą własnej dłoni szybko poruszającej się na nabrzmiałej męskości, dochodząc wprost na Truskawkę. Białawe krople pokryły jego policzek, wargi, spłynęły po szyi i zrosiły obojczyki. Zamknął oczy, nieco się krzywiąc. Mimo to wyglądał urokliwie. Oddychałem szybko, więc teraz miałem chwilę na opanowanie emocji. Westchnąłem głęboko, podchodząc powoli do biurka i wyciągając kilka chusteczek jednorazowych. Znowu nie rozumiałem swoich potrzeb.
Gdy znalazłem się na powrót przy Jiminie, ten stał już i starał się zetrzeć nasienie palcami. Zbliżyłem się momentalnie, ocierając chusteczką jego uroczą, poczerwieniałą buzię. W pełnym skupieniu usunąłem wszystko, niedbale rzucając brudne chustki na stolik. Odwróciłem wzrok w jego stronę, uśmiechając się delikatnie. Ułożyłem dłoń na jego nagim boku, przyciągając go ku sobie zdecydowanym gestem. Przeczesałem moje ulubione, truskawkowe włosy, w zamyśleniu się im przyglądając. Wkrótce jednak powróciłem do wlepiania spojrzenia w jego czekoladowe oczy. Zmrużyłem powieki, sam nie wiedząc kiedy, lądując z wargami przeplecionymi z jego słodkimi, opuchniętymi od wcześniejszego pocałunku, ustami.
*
Jego czulszy dotyk był niespodziewany ale dawał przyjemność, zerknąłem na niego i widząc jak przygryza wargę uznałem że wygląda jeszcze seksowniej. Kiedy mnie uniósł, a ja klęknąłem przed nim wydawać by się mogło że rozumiemy się bez słów. A może właśnie tak było? Wiedziałem jak dokończyć by było mu ze mną niemal jak w raju. Moje usta oferowały mu jeszcze więcej, a błogość wymalowana na jego twarzy dawała mi pewność, że spisuję się idealnie. Dowód dostałem po zaledwie chwili. Moja twarz, a zresztą nie tylko ona zostały "ozdobione" bardzo obficie. Pomimo tego uśmiechnąłem się szeroko. Mężczyzna wstał bez słowa, a ja powoli podnosiłem się z kolan. Moim oczom ukazał się obraz który przyprawi o ból głowy sprzątaczki, a mnie za to satysfakcjonował. Zacząłem ścierać dłońmi nasienie starszego kiedy ten znikąd pojawił się przede mną i dokończył czynność za mnie. Czyli odszedł tylko po to by przynieść chusteczki, zadziwił mnie tym gestem. To nie było w stylu osób chcących przeżyć tylko jedną upojną noc. Tu wkradło się coś więcej, co spowodowało wykwit kolejnego z licznych rumieńców malujących się dziś na moich policzkach. Sposób w jaki on na mnie po tym spojrzał był nie do opisania słowami, to trzeba przeżyć, by wiedzieć jak jest w jednej chwili być dla kogoś jedynym na całym świecie, choć nie łączy was pozornie nic. Potem potoczyło się wszystko samo. Kolejny pocałunek, gorący, namiętny i tak spontaniczny. W którym obaj walczyliśmy o dominację, by w końcu i tak on ją przejął muskając moje wargi, przygryzając je i drażniąc swoim językiem mój. Jego ciepły oddech mieszający się z moim, silne dłonie będące tak zdecydowane w działaniu. Nadal był władcą sytuacji i nadal trzymał mnie w garści, ale teraz kierował się czymś więcej niż czystym pożądaniem. A mi tylko to schlebiało i z zadowoleniem zamruczałem mu w usta oddając każdy z kolejnych pocałunków.
*
- Hm. Co my z tym zrobimy? - westchnąłem nieco zatroskany, mimo wszystko trzymając go w ramionach i przyciskając mocno do swego ciągle jeszcze rozgrzanego ciała.
- Bo ja na przykład chciałbym dostawać taki seks codziennie. - wymruczałem, w sumie niewiele myśląc o tym jakie głupoty mówiłem. Nie wypiłem tyle, żeby bredzić. Pijany uczuciem? Może było to bliższe mojemu stanowi.
Władczy, potężny szef szefów, teraz pomimo dominacji fizycznej, korzy się przed swoim współpracownikiem, kierowany niezrozumiałym dla siebie instynktem. Załamany swoim głupim zachowaniem pochyliłem się bliżej, muskając rozchylonymi wargami skórę jego szyi i delikatnie przesuwając dłonią po napiętym torsie. Wkrótce moje palce natrafiły na słodką, ciemną wypustkę, którą złapałem, pocierając i uciskając nierytmicznie. Z opuszkami przy sutku, językiem już na linii szczęki, wkrótce dobrnąłem do płatka jego ucha. Spokojnie musnąłem je językiem, wreszcie łapiąc miękki fragment w zęby i delikatnie ssąc. Dokładnie wycałowałem całe to miejsce, aż przyjemnie dla oka zlało się z kolorem włosów. Znów odsunąłem się, spoglądając na niego z politowaniem. Młody, piękny, bogaty.. co jeszcze? Co było w Park Jiminie, że najbardziej oziębły biznesmen tej półkuli poczuł ciepło? Westchnąłem, wtulając umięśnione ciało w siebie i chowając twarz w jego szyi. Bez słowa. Nie chciałem już nic mówić. Czułem się na to zbyt.. mały.
*
Objąłem go w pasie kiedy mnie tak przytulał i z uwagą słuchałem tego co mówi. Co zrobimy...?
- Naprawdę byś chciał?  A nie znudziłbyś się za szybko? 
Mogła być to w sumie tylko jego kolejna zachcianka. Jeśli naprawdę tak sądzi to nawet po kilku dniach powie to samo. Moje myśli przerwał kolejną porcją czułości. Wargi teraz tak delikatnie sunące o mojej skórze i dotyk przez który zapominało się o całym świecie. Pomimo tamtych myśli miałem wrażenie, że z tego może wyjść coś więcej. Może poważny pan prezes w końcu otworzył się na coś nad czym nie zapanuje z łatwością i nie będzie tego do końca w stanie wyjaśnić? Kolejne muśnięcia spowodowały że przez moje ciało przeszedł dreszcz. Taki bardzo, ale to bardzo przyjemny. A to dlatego że moje uszy były bardzo wrażliwe i tak reagowałem na to co robił. Kiedy po tym na mnie spojrzał próbowałem odczytać szczerość jego intencji, miast tego zostałem zamknięty w silnych ramionach. Musnąłem ustami jego głowę i pogładziłem go po plecach.
Mogła być to w sumie tylko jego kolejna zachcianka. Jeśli naprawdę tak sądzi to nawet po kilku dniach powie to samo. Moje myśli przerwał kolejną porcją czułości. Wargi teraz tak delikatnie sunące o mojej skórze i dotyk przez który zapominało się o całym świecie. Pomimo tamtych myśli miałem wrażenie, że z tego może wyjść coś więcej. Może poważny pan prezes w końcu otworzył się na coś nad czym nie zapanuje z łatwością i nie będzie tego do końca w stanie wyjaśnić? Kolejne muśnięcia spowodowały że przez moje ciało przeszedł dreszcz. Taki bardzo, ale to bardzo przyjemny. A to dlatego że moje uszy były bardzo wrażliwe i tak reagowałem na to co robił. Kiedy po tym na mnie spojrzał próbowałem odczytać szczerość jego intencji, miast tego zostałem zamknięty w silnych ramionach. Musnąłem ustami jego głowę i pogładziłem go po plecach.
- Czas pokaże, tylko musisz być cierpliwy. - Mruknąłem chcąc aby faktycznie to lodowe serce zaczęło nieco topnieć. Jeśli tak będzie dostanie ode mnie wszystko czego zapragnie, a co ja będę mógł mu oferować.



*
- Nie bądźmy parą. - odezwałem się po kilku długich minutach stania w swoich objęciach. Odsunął się, spoglądając na mnie pytająco, co było całkiem uzasadnione. Przygryzłem wargę.
 - Bo się zrobi nudno jak w małżeństwie. - wywróciłem oczami, opierając brodę o jego bark i wzdychając ciężko. W końcu nie chciałem być zmuszonym się kimś zajmować, bez względu na ochotę i trzymać jakiejś tak wierności, czy innej cholery.. a mimo to, w ogromnej sprzeczności z tym co wyznawałem, coś zbyt silnie pchało mnie w objęcia tego czerwonowłosego, inteligentnego chłopaka. W sumie jest bystry, czemu miałby nie pojąć o co mi chodzi.. a może nawet udałoby się znaleźć jakiś kompromis, może sam uważał związki za głupotę. W końcu chciałem tylko, żeby był kimś, kogo przelecę i pocałuję więcej niż jeden raz..

Do przeczytania! - Gabryś



piątek, 27 listopada 2015

"Strawberry Buisness" - RP (feat. Nemi) pt.4

Title: "Strawberry buisness"

Pairings: Jihope ( Park Jimin & Jung Hoseok)


Summary: W porządalku, jestem, żyję, LaB nie zabił mnie do końca ;w; Przy okazji chciałbym z radością zapowiedzieć zbliżającą się nową serię, cały aż się trzęsę na myśl jak świetne to będzie, ale na chwilę obecną żadnych spoilerów, czekam grzecznie razem z wami. A teraz kolejna porcja super seksownego, coraz odważniejszego Jihope'a, kochajcie się ~~

(XD)


Fakt, że po prostu stałem w miejscu, dopóki chłopak z obsługi nie wyszedł, był cokolwiek nieadekwatny do poprzedniej sytuacji. A i wtedy dopiero za namową Hoseoka usiadłem.  Opadłem więc na kanapę obok niego i przez wcześniejszą obecność kelnera, a szczególnie jego spojrzenie, znów się skrępowałem. Poprawiłem włosy i sięgnąłem po jedną z truskawek maczając ją w czekoladzie.
- Dlatego rozważ powrót. Widać że sprawia Ci to radość.  - mój uśmiech teraz był nieco bardziej wysublimowany. Kończąc zdobienie owocka polewą przysunąłem go do ust i ugryzłem kawałek. Słodkie smaki zmieszały się w moich ustach tworząc pyszną kompozycję, zjadłem resztę owocu i oblizałem palec z czekolady, która kapryśnie po nim spłonęła. Przymrużyłem oczy delektując się smakiem i mruknąłem z zadowolenia całkowicie przypadkiem, nawet nie zdając sobie sprawy z tego że tak robię. Taka mała przyjemność a tak cieszy. 


*


- Smakuje? - wyszczerzyłem arsenał równych, białych zębów, bacznie obserwując poczynania Jimina. Nie, żebym był prawie stuprocentowo pewien, że robił to specjalnie; oblizując palce i nieznacznie, acz słyszalnie mrucząc, ze mną tuż obok. Powtórzyłem proceder zainicjowany przez czerwonowłosego, sam będąc zmuszonym do oblizania z palców kapiącej czekolady. Eh, taki kaprys. Przełknąłem słodycz, z zadowoleniem wypisanym na twarzy, usadzając się nieco wygodniej i chwytając kolejną truskawkę smukłymi palcami.
- Radość sprawia mi także negocjowanie porozumień między-firmowych, czytanie dokumentacji salda przychodów mojej korporacji i oglądanie oddanych swym zadaniom sekretarek. - uśmiechnąłem się sugestywnie, starając nieco zaigrać z emocjami mojego uroczego współpracownika. 


*


Pokiwałem głową w odpowiedzi na jego pytanie i sięgnąłem ponownie do półmiska tym razem po zjedzeniu oblizując kąciki ust z kocim uśmiechem na ustach. Ach, a ten znowu o firmie... ale chwila, sekretarki? Przyjrzałem mu się przez chwilę nie okazując żadnych emocji na twarzy.
- No tak ty masz sekretarki. - wywróciłem oczyma, zastanawiając się jak w takim razie wygląda jego biuro, że ot tak ogląda sobie kobiety przy pracy. Westchnąłem zamyślony, a kolejny z owoców trafił do moich ust. Natomiast czekolada miała tym razem nieco inne plany i spływała mi w leniwym tempie z kącika w dół na podbródek. Co zaskakujące Hoseok chyba właśnie śledził ją wzrokiem.

*


- Też będziesz miał. - wzruszyłem nieco arogancko ramionami. 
Po kilku dłużących się sekundach świdrowania wzrokiem tej jednej cholernej kropelki czekolady, miałem dość czekania. Skręciłem się nieco w kierunku swojego rozmówcy i przysunąłem, podkreślając pewnymi gestami zdecydowaną wyższość i swego rodzaju dominację. Uśmiechnąłem się niewinnie, jedną ręką opierając nisko o jego udo, przy okazji wreszcie czując pod palcami wcześniej wyobrażane od dłuższej chwili mięśnie, drugą natomiast sięgając ku twarzy młodego.
- Pozwolisz. - mruknąłem unosząc beztrosko brwi i wierzchem palca wskazującego ocierając ciekłą słodycz. Jak przyjmiesz ten gest, tancerzyku?

*



Zerknąłem na jego dłoń na moim udzie, ale sam dotyk spowodował, że znów zrobiło mi się goręcej. Kiedy jego dłoń była przy mojej twarzy zarumieniłem się po raz drugi dzisiejszego dnia. Delikatnym lecz pewnym ruchem pokierował swój palec tuż przy moich wargach, a korzystając z tego, że nie cofnął od razu dłoni odpowiedziałem czymś równie wykraczającym poza savoir vivre spotkania biznesowego. Mianowicie wziąłem jego palec do ust zlizując z niego to co otarł z mojej twarzy.
- Nie może się zmarnować. - zamruczałem patrząc w jego ciemne oczy, co było już dość perwersyjne. 


*


Wysoce zaintrygowany uniosłem jedną brew. Mimowolnie oblizałem dolną wargę, obserwując jak obejmował ustami mój palec. Odważniej niż przypuszczałem, no no..
- Istotnie, byłoby szkoda. - zamruczałem w odpowiedzi, nawet nie drgnąwszy, jednak nieco zaciskając palce na udzie Jimina. Co jak co, ale manipulowanie miałem w małym palcu. Odsunąłem się więc jak gdyby nigdy nic, chwytając truskawkę i mocząc ją obficie w czekoladowym sosie. Gdy znalazła się tuż przy mych rozchylonych ustach specjalnie pozwoliłem nadmiarowi czekolady skapnąć poniżej dolnej wargi, sam zaraz wgryzając się powoli w owoc. Wzrok Parka, tak skupiony na mnie, sprawiał mi niemałą satysfakcję, to prawda.  


*


Czułem że mu się podobało co zrobiłem i to dosłownie. Palce zacisnął dość mocno na moim udzie.
Czyli Cię pociągam co? Dobrze mieć pewność... kij z tym, złamiemy najwyżej parę zasad, ale w końcu nie raz wdawałem się w gierki tylko jednorazowo. Może to też będzie bez zobowiązań? Uśmiechnąłem się niewinnie i przysunąłem nieco bliżej niego czekając, aż przełknie owoc. Widząc ruch jabłka adama nachyliłem się nad jego twarzą i zlizałem kropelkę czekolady z jego brody.
- Tego też by było szkoda. - stwierdziłem intonując głos na naiwnie uroczy.
Panie Jung co Pan na to? To też się Panu spodoba?


*


Ponownie zlustrowałem go swoim nieco zblazowanym, aczkolwiek usatysfakcjonowanym spojrzeniem. Stawiał wszystko na jedną kartę, ryzykował skubaniec. Mógłbym teraz na przykład zrujnować jego życie.. miałem w garści wszystko co robił, każdy najmniejszy gest należał do mnie. Sycąc tym swe imperatorskie żądze, skupiłem się jednak na tym, co mogłem jeszcze dzisiaj otrzymać. A zapowiadało się naprawdę ciekawie.
- Doprawdy? - zaintonowałem melodyjnie, lecz nisko i zaraz wcale się nie odsuwając, a bez przerwy mierząc z Parkiem spojrzeniem, sięgając ku tacy. Tym razem nie po owoc. Zanurzyłem opuszki dwóch palców w czekoladzie, po czym przysunąłem je blisko ust Jimina, nawet nic słownie nie sugerując. Był pojętnym chłopcem i wyglądało na to, że dobrze wie co robi. Postanowiłem więc trochę pooglądać. Uśmiech wpłynął szerokim łukiem na moje wargi.


*


- Mhm. - mruknąłem znajdując się milimetry od jego twarzy. Wiedziałem że igram z ogniem i mogę się sparzyć. Ale gra była warta świeczki. Kto nie ryzykuje, przecież nie zyska.
Ująłem jego dłoń w moją kiedy tylko przysunął palce pod moje wargi. To teraz trochę się zabawię. Najpierw musnąłem ustami ich opuszki i kusząco oblizałem wargi następnie przesunąłem językiem po całej ich długości by następnie je nim opleść i włożyć oba do ust obniżając je dokładnie i językiem drażniąc je w sposób pobudzający wyobraźnię. Kiedy skończyłem uwolniłem jego dłoń z uścisku i uśmiechnąłem się szelmowsko, mrużąc przy tym oczy.


*


- Cóż, panie Park.. - zamruczałem wyjątkowo ponętnie, nawet w nieco obfitszy sposób niż zamierzałem.
- Przewiduję owocną współpracę. - skwitowałem jeszcze, po czym sięgnąłem, przed momentem tak przyjemnie potraktowaną, dłonią ku owocom. Truskawka, czekolada, muśnięcie językiem. Jednak nie wsunąłem jej w usta, a przynajmniej nie własne. Najpierw jakby znudzonym gestem naznaczyłem kilkoma ciepłymi kroplami delikatnie odsłonięty fragment szyi czerwonowłosego, zaraz później owoc podając mu do ust. Sam, w trakcie gdy ten zajął się konsumpcją, nachyliłem się głębiej, wymuszając by nieco odchylił głowę. Przesunąłem lepkimi od słodyczy wargami po skórze Jimina, wreszcie pozbywając się słodkich kropel powolnymi, przeciąganymi liźnięciami. Przy okazji kilkakrotnie, w już chyba lubieżny sposób, ssąc jego niespotykanie delikatną jak na mężczyznę skórę. 


*


Jego pomruki brzmiały cudownie. A to co powiedział sprawiło mi ogromną satysfakcję. Ach i ta aluzja do owoców. Perfekcjonista z niego. Zjadłem, co podsunął mi pod usta i przymknąłem oczy przechylając głowę w bok. Czułem jego wargi, które były miękkie, a zdecydowane w tym co robiły. Kiedy zaczął ssać moją skórę wydałem z siebie coś jakby westchnięcie rozkoszy. A to wszystko przez to że moja szyja jest nadzwyczaj wrażliwa. Położyłem mu jedną dłoń na ramieniu i starałem się nie ponawiać westchnień, co było niestety bardzo trudne. W połączeniu z moja wrażliwością w tych okolicach i jego doskonale sprecyzowanymi poczynaniami przez mój kręgosłup przeszedł intensywny dreszcz. Taki zwiastujący tylko więcej przyjemności. 


*


Miałem nieodpartą ochotę sprawdzić pewną kwestię, co oczywiście zaraz urzeczywistniłem; wcale nie mocno, a raczej pieszczotliwie złapałem zębami kawałek jego skóry, delikatnie go przy okazji oblizując. Dźwięk, jaki z siebie wydał, rozwiał moje wszelkie wątpliwości. Pchnąłem go powoli tak, by ułożył się na plecach. Pierwej jednak zlustrowałem zniesmaczony jego odzienie.
- Yh.. zdejmij to.. - prychnąłem, zaraz jednak uśmiechając się szeroko. Nie będę go rozbierał, e-e, to on miał się przede mną negliżować. Kolejna forma detalicznego zaspokajania potrzeb. Na widok opalonego, umięśnionego ciała wydałem z siebie głośny, intensywny pomruk.


*

Nie mogłem powstrzymać cichego jęku gdy tylko poczułem jego zęby na swojej skórze. Było to dość krępujące i zawstydzało, czego skutkiem oczywiście były rumieńce. Ale o wiele intensywniejsze od tych wcześniej. Moja twarz wręcz płonęła. Rozpinając do końca koszulę niby przypadkiem trąciłem kolanem jego krocze... skoro jestem na dole mogę go przynajmniej ponakręcać.
- Z resztą mi pomóż, Hyung.. - złapałem go za krawat i pociągnąłem bliżej ponownie ocierając się o niego. Czekałem przy tym czy jednak nie pokusi się o zdjęcie ze mnie reszty ubrań. W końcu brzuch prezentował się na tyle dobrze, że może sam zechce odkrywać resztę mojego ciała. 

*

- Skoro nalegasz. - wzruszyłem ramionami nic sobie nie robiąc z takiego obrotu sytuacji. Poza tym.. mogłem sobie pozwolić na jeden wyjątek, a co mi tam. Widok przed oczami był aż nazbyt wynagradzający. Piękny, świetnie wyrzeźbiony brzuch, delikatnie falująca pod wpływem oddychania klatka piersiowa, wyraźne mięśnie. Szybkim, nieco zniecierpliwionym ruchem zsunąłem koszulę z ramion młodego. Wtem przypomniałem sobie o pewnej broni jaką dysponowałem. Zaraz moje palce zanurzyły się w czekoladzie, po chwili zawisając nad torsem i brzuchem Jimina, na który obficie spadały słodkie krople. Resztę pokazowo przed nim oblizałem, po czym przylgnąłem do jego skóry, wyprawiając z nią podobne rzeczy co wcześniej z szyją. Wodziłem językiem po kształtnych mięśniach, zlizując przy okazji czekoladowe plamki. Czystą dłonią także postanowiłem nieco podrażnić swój łup, skupiając się na delikatnym trącaniu opuszkami jego twardych sutków. Gdy mokre pocałunki znalazły się przy linii jego spodni, poczułem jak zawija pode mną biodrami. Cóż za uroczy chłopiec, nie wierzę. 

*

Naprawdę ekscytujące było to co robił. Dotyk jego ust i dłoni działał na mnie niesamowicie intensywnie. A muszę nadmienić, że żaden z nas nie był pijany i wszystko działo się zupełnie świadomie. Mój oddech przyśpieszył nieco kiedy muskał moje podbrzusze. Swoje dłonie położyłem na jego ramionach i zacisnąłem palce na delikatnym materiale koszuli. Mógłby też już się jej pozbyć,  z chęcią i ja bym go pooglądał. Poruszyłem biodrami i zamruczałem niskim tonem, po czym złapałem go za krawat przyciągając wyżej by móc sprawnie pozbyć się irytującego ubrania.
- Nie masz chyba nic przeciwko? - szepnąłem uwodzicielskim tonem głosu i zdjąłem mu krawat, a zaraz po tym powoli odpinałem guziki by następnie zsunąć koszulę i rzuć ją na podłogę. Kiedy już mogłem zobaczyć jego tors na moich ustach wykwitł uśmiech satysfakcji. Młody, bogaty i baardzo seksowny. Oblizałem usta i musnąłem nimi jego podbródek. Byłem cholernie ciekaw jak smakują jego wargi.

*

Bez słowa skierowałem wzrok na własne ciało, naśladując swoje truskawkowe cudo. W głowie nazywałem go "swoim" od początku, co bardzo mu przecież pasowało. Uśmiechnąłem się skromnie, łapiąc z nim wzrokowy kontakt. Nie do końca grzecznymi ruchami zahaczałem o szlufki jego spodni, przy okazji wodząc paznokciami po jego boku. Zbliżył się wyjątkowo odważnie. Podobało mi się obserwowanie rosnącej w nim pasji, tego jak ledwo się powstrzymywał, jak chciał więcej. 
Uniosłem z uśmiechem brew, nie dając mu tej satysfakcji i pochylając się znów nad jego ciałem. Oblizałem dokładnie skórę tuż przy linii spodni, sprawnie odpinając jego rozporek i łapiąc w zęby ostatnią warstwę materiału dzielącą mnie od jego nieco nabrzmiałej i emanującej ciepłem męskości. Oblizałem z lubieżnym pomrukiem wargi. Uniosłem wzrok na Jimina, posyłając mu sztucznie niewinne spojrzenie. 
Sięgnąłem palcem w połowie już opróżnionej miseczki z czekoladą, ponownie zdobiąc nią ciało swojej truskawki. Mruknąłem zadowolony, napawając się widokiem zarumienionego, cicho posapującego Parka pobrudzonego słodką, lepką mazią.Uśmiechnąłem się sam do siebie.
Nie było nic dziwnego w wizji przeruchania go na lewą stronę.. prawda? 


Do przeczytania! - Gabuch.


wtorek, 17 listopada 2015

"Strawberry buisness" - RP (feat. Nemi) pt.3

Title: "Strawberry buisness"

Pairings: Jihope ( Park Jimin & Jung Hoseok)

Summary: No dobra. Może to będzie więcej niż pięć części XDD Nie no tak poważnie to nie planuję więcej, ale jak już mamy to zakończone, to po prostu dodaję. Zwłaszcza, że nie jest to pisane byle jakim piórem. Pozdrawiam serdecznie moje kochanie (Nemi low ju) i zapraszam bez dłuższych wstępów. Temperatura rośnie .3.


Mimo, że moje ciche przypuszczenia się potwierdziły, nie czułem ani odrobiny zawodu. Czy on się rumienił? Oh, trzymajcie mnie!
- Naturalnie. Czegoś sobie życzysz? - zaintonowałem uprzejmie, przekrzywiając lekko głowę i wiercąc w Jiminie dziurę swym przenikliwym spojrzeniem. Coraz bardziej skupiałem się na odcieniu jego włosów, w sumie chyba udzielał się też jego buźce. Biała koszula, czarne spodnie i ta eksplozja na szczycie. Taka.. truskawka. W czekoladzie. 
...

Cholera, naszła mnie chyba zbyt duża ochota na owoce. 
- Ja bym chyba coś zjadł.. - mruknąłem pod nosem, figlarnie opierając palec wskazujący na rozchylonych wargach. Podjąłem oczywistą ścieżkę, Park miał być mój, zwłaszcza, że negocjacje poszły nam tak przyjemnie i bezproblemowo. Nie musiałem się wstydzić, że najbardziej pociągają mnie ludzie inteligentni. 
- Taak.. hm.. czy mógłbym spytać.. macie jakieś owoce w menu? Truskawki, najlepiej.. tak? Fantastycznie, proszę dopisać do rachunku na nazwisko Jung. Dziękuję serdecznie. - westchnąłem z uśmiechem do słuchawki, zaraz odkładając ją na miejsce i obracając się wielce zadowolony ku mojemu daniu głównemu. 


*


- Cokolwiek. - odpowiedziałem ciszej i walczyłem z moim ciałem by się tylko znów nie rumienić. Odetchnąłem kiedy ten odsunął się nieco by wykonać telefon.

Truskawki?
..Naprawdę?
Brakuje tylko szampana do kompletu i czułym się jak bohater komiksu yaoi.  Napalony prezes, nieprzeciętny przedstawiciel firmy, hotel, noc...
...
Stop.
O czym ja myślę?

Potrząsnąłem głową i spojrzałem na niego gdy skończył rozmowę.
- To co możesz zaproponować do picia? - rzuciłem okiem na stojącą butelkę whiskey i z portem na niego. Musiałem zdjąć całkiem krawat i odłożyłem go na teczkę obok okularów, gdyż zaczął mi przeszkadzać. Przeczesałem włosy i zerknąłem w stronę czegoś co było salonem w tym apartamencie.
- A.. i może usiądziemy? - kiwnąłem w tamtym kierunku dostrzegając sporą elegancką kanapę wykonaną z czarnej skóry. Nie wiem czy to dobre posunięcie ale nie chciałem już stać. Ale wiedziałem też, że siedząc będzie cały czas blisko mnie.

*


- Jak najbardziej. - uśmiechnąłem się szeroko, zapraszającym gestem wskazując Truskawie sofę, jak wszystko w tym pokoju, zdecydowanie za ciemną. Po drodze chwyciłem pozostawione wcześniej na stole szkło wraz z alkoholem, po drodze zręcznie poradziłem sobie z idealnym rozlaniem, zaraz też podając Jiminowi wybłagany trunek. Usiadłem obok z impetem, ostatecznie lądując w bardzo swobodnej pozie. 
- Masz jakieś hobby? - mruknąłem starając się jakoś zabić czas oczekiwania na swoje zamówienie. Zerknąłem na niego kątem oka, w sumie działając nieco inaczej niż zazwyczaj; Park wydawał się wcale nieźle czytać podprogowo, jednak chyba coś mu w całej sytuacji nie pasowało. W tym wypadku, postanowiłem pozornie stracić nim zainteresowanie. Mógł sobie być uroczy, skrępowany, nawet nagi tuż przede mną, ale nie ja się uganiam. To on ma zabiegać o atencję, pamiętając w końcu kto tu dla kogo pracuje, a przynajmniej kto za wszystko płaci. Westchnąłem aktorsko, upijając nieco rozwleczonym ruchem łyk złocistego trunku. 


*


Usiadłem wygodnie na kanapie i cicho westchnąłem. Było już chyba dość późno. Kiedy mężczyzna podał mi szklankę uśmiechnąłem się.
Tak sądziłem, że szampana nie będzie.
- Dziękuję. - posłałem mu nazbyt uroczy uśmiech. Teraz czułem się bardziej swobodnie siedząc,  założyłem nogę na nogę i spojrzałem na niego gdy usiadł tuż obok.
- Hobby? Może wyda Ci się to banalne, ale taniec i koszykówka. Moje, na obecną, chwilę jedyne miłości. - mój uśmiech stał się sentymentalny, przypomniało mi się jak jeszcze byłem uczniem i całą energię wykorzystywałem na ćwiczenie nowych kroków, albo lepszego dwutaktu, czy rzutu za trzy punkty. Upiłem łyk alkoholu i z zaciekawieniem spojrzałem na niego.
- A Ty? Masz pasje, czy tylko pracę?  


*


- Oczywiście, że mam. - prychnąłem pogardliwie, zaraz też racząc się kolejnym łykiem alkoholu.
- Lubię sport, niestety ze względu na wyjątkowo zapchany grafik, nic konkretnego, a ogólna sympatia. Może się zdziwisz, ale też tańczyłem. Ale to kiedyś. Teraz burzyłoby mi to karierę w biznesie. - aż zamrugałem kilkakrotnie, słysząc jak smutno i sentymentalnie wybrzmiały moje słowa. Zaraz więc powróciłem do swego może nieco naciąganego uśmiechu, wyciągając z kieszeni paczkę papierosów i konkretnymi ruchami odpalając jednego. Dym wypełnił przestrzeń, szybko jednak ulatując przed rozszczelnione okno. 


*


W moich oczach pojawił się błysk słysząc że i on tańczył. Ciekawe jak dobry był?
- Co dokładniej tańczyłeś jeśli mogę wiedzieć? - spojrzałem na niego jeszcze bardziej zaciekawiony.
- Długo? To przez pracę przestałeś? - wypytywałem go niczym małe ciekawskie dziecko. Ale co poradzę na to że taniec tak mnie interesuje i zawsze chcę wiedzieć więcej o innych tancerzach. Wgapiałem się w niego wielkimi oczami; jak urzeczony. Musiał mi coś o tym opowiedzieć.


*


- Eh.. trochę b-boying, popping.. lubiłem łączyć style, komplikować. Nie mogło być za łatwo. - zaśmiałem się pod nosem i upiłem niewielki łyk złota.
- Praca ostudziła niepoważne marzenia, zająłem się firmą, z racji odejścia dawnego prezesa. No i tak. - wzruszyłem ramionami, jakby to było kompletnie najnormalniejszym tokiem zdarzeń.
Cholera, dawno niczego nie wspominałem. Czy ten dzieciak naprawdę był taki wyjątkowy? Póki nie spoglądałem w jego stronę, wszystko było na miejscu, emocje pozostawały w określonych granicach. Jednak kusiło mnie bardzo, by rzucić mu chociaż cień spojrzenia, na chwilę złapać kontakt. Robiło się sentymentalnie, nie tak to miało wyglądać. Musiałem szybko coś wymyślić, bo atmosfera kompletnie przelewała mi się przez palce. 
W końcu dopiłem do końca swoją porcję whiskey, dostając nagłego oświecenia i opierając przedramiona na kolanach. Kiwnąłem władczo w jego stronę.
- Pokaż co umiesz. 

Jego zdezorientowane spojrzenie nieco mnie na powrót rozbawiło.
- No już, dawaj. - zarządziłem wyciągając się wygodnie i układając dłonie na karku.


*


Byłem pod wrażeniem tego jakie style znał, osobiście miałem niemałe problemy z opanowaniem chociaż podstaw poppingu... Zacząłem go podziwiać jeszcze bardziej i dopijając trunek który powoli sprawiał, że coraz bardziej się rozluźniałem.
Słysząc jak Hoseok każe mi pokazać co potrafię zaśmiałem się nieopanowanie, po tym jak minęła niezręczna chwila zdezorientowania.
- No chyba sobie żartujesz. - odłożyłem pustą szklankę na stolik. Ten tylko pokręcił głową i jeszcze mnie poganiał. Zawahałem się i przygryzłem wargę, po czym wstałem zdejmując marynarkę i rzucając ją na kanapę.
- Dobra. Ale ja wybieram do czego tańczę i nie ma nic za darmo... - tu uśmiechnąłem się chytrze. 
- Pan poważny Prezes przypomni sobie jak to było mieć "niepoważne marzenia" i pokaże mi co jeszcze pamięta... jeśli pamiętasz. - specjalnie zacytowałem jego słowa i rzuciłem mu wyzwanie. Inaczej by nic nie zatańczył... Wyciągnąłem w międzyczasie telefon i wybrałem kawałek.
- No to gotowy? - uśmiechnąłem się pewny siebie i odkładając telefon włączyłem muzykę. Teraz mogłem się trochę popisać zgrabnie wykonywałem ruchy kroków tanecznych,  skomplikowane sekwencje ruchów idealne komponowały się z hiphopową nutą. Sprawiło mi satysfakcję, że mężczyzna patrzył na mnie z nie małym zainteresowaniem. Gdy skończyłem przeczesałem sobie włosy i odruchowo odpiąłem kolejny guzik koszuli, bo było mi nieco za gorąco.
- Twoja kolej. - wypowiedzenie tych dwóch słów sprawiło mi nie lada przyjemność. 


*


Z nieukrywanym zainteresowaniem przyglądałem się technice czerwonowłosego, bo, cholera, był dobry i wcale nie miałem możliwości, żeby tego nie przyznać. Każdy krok miał opanowany, znał swoje ciało, a to duży atut. W zamyśleniu, obserwując jego dokładne, przyjemne dla oka ruchy, oparłem jedną dłoń na brodzie, drugą delikatnie wodząc palcami w okolicach warg. Wtem Jimin zadowolony z siebie rozpiął jeszcze odrobinę koszulę, na co odpowiedziałem szerokim uśmiechem. Bez namysłu - w końcu to było wyzwanie - wstałem i na wejściu rozpiąłem kilka guzików własnego odzienia.
Dawno tego nie robiłem, ale z nadzieją, że pewne rzeczy po prostu zostają w człowieku, pozwoliłem Parkowi włączyć piosenkę, z której beatem wkrótce zgrał się mój puls. Chwilę stałem prawie nieruchomo, wyczekując i przywołując swoje taneczne "ja" do porządku. Z kolejnym taktem rozpocząłem popis. Wydawało mi się, że będę czuł jakieś niezręczne ograniczenie ruchowe, jednak moje ciało znów mnie zaskoczyło, wykonując posłusznie każdy wymyślony przeze mnie ruch. Nie chciałem się zbytnio starać, a jednak chęć zaimponowania Jiminowi pod koniec wzięła górę, kiedy w trakcie bodywave'a uniosłem spojrzenie, łapiąc z nim wzrokowy kontakt i unosząc jeden kącik ust. 
Skończywszy czułem, jak energia płynie przez każdy zakamarek mego ciała, jak wylewa się ze mnie przez uszy. Uśmiech poszerzyłem, sapiąc nieznacznie i przygryzając dolną wargę, kiedy zdałem sobie sprawę z tego, że tak naprawdę Park mógł mnie teraz oceniać. Niecodziennie, ale czasem śmiesznie zamienić się rolami. 


*


Zaklaskałem w dłonie przesuwając się do niego bo przez cały popis jego umiejętności stałem i obserwowałem, jak zahipnotyzowany, jego ruchy. Jednak nie zapomniał jak to się robi. Był świetny, a raczej wręcz perfekcyjny.
Oblizałem ukradkiem usta i uśmiechnąłem się klepiąc go po ramieniu.
- Powinieneś do tego wrócić jesteś naprawdę dobry. - mówiąc to patrzyłem mu prosto w oczy i zdałem sobie sprawę że znajdowałem się niebezpiecznie blisko niego.
Czułem zapach jego drogich perfum, słyszałem jego nierówny oddech i widziałem drobne kropelki potu na jego skroniach... wszystko dopełniała ta coraz bardziej rozpięta koszula, która w trakcie tańca ukazywała cześć jego mięśni. Bardzo dobrze zarysowanych mięśni. Kiedy nasze spojrzenia po raz kolejny się spotkały wytrzymałem tylko chwilę i spuściłem wzrok. Wkrótce ciszę przerwał dzwonek obsługi stojącej pod drzwiami.
- Chyba Twoje zamówienie. - odwróciłem głowę w kierunku drzwi patrząc jak ten idzie do nich by wpuścić kogoś z hotelu do środka.

*

Nienagannie obyty lokaj ułożył tacę pełną soczyście wyglądających owoców na nieco mniejszym stoliku przed sofą. Skinąłem na niego głową, a ten, chyba chowając bardzo uporczywie skrępowanie, skłonił się nisko i wyszedł, wyjątkowo szybkim krokiem.
No tak, dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że dwóch mężczyzn w pokoju, ja z rozchełstaną koszulą i lekką zadyszką, młody rozczochrany.. tak, to mogło go speszyć.
Uśmiechnąłem się w duchu, po czym skierowałem na sofę, rozsiadając się wygodnie i oblizując pulsujące z wysiłku wargi. Zlustrowałem dokładnie przyniesione zamówienie: półmisek idealnie czerwonych truskawek, kilka małych miseczek na dipy czekoladowe.
Wspaniale. 
- Tak w sumie to dzięki. - odezwałem się w końcu podnosząc ku niemu wzrok i mrużąc delikatnie powieki. - Dawno nie słyszałem komplementu odnośnie tych umiejętności, miło znów to poczuć. - sapnąłem cicho, oddychając przez nos i odgarniając odrobinę mokrą grzywkę z czoła.
Skinąłem na miejsce obok siebie, wołając tym samym Parka do kosztowania hotelowych delicji.
Teraz wszystko ma wyjść. I wyjdzie.
Już przed chwilą było blisko. 


Do przeczytania! - Gabs