Pokazywanie postów oznaczonych etykietą teenage. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą teenage. Pokaż wszystkie posty

środa, 20 kwietnia 2016

"Long time no see" OS

Tytuł: Long time no see


Paringi: Jinhun (Kim Jinwook & No Sulil) 



Opis: Jejku. Pomocy. Mój pierwszy fik z Up10tion, tak ich kocham, a tak długo to odwlekałem i nadal nie wiem czemu ;-; Fluffik, bardzo uroczy i bardzo spokojny. Ale mam wielką ochotę napisać coś.. Hm. Mniej delikatnego..? Much love, kochajcie to ❤




Siedział nad zeszytami chyba całą wieczność, godziny ciągnęły się jak poranna owsianka i równie topornie nie chciały skończyć. Ale to w końcu nie jego wina, że matematyka jest taka męcząca.
Siedział na piętach, przytulając klatkę piersiową do kolan, z nosem wetkniętym w zeszyt. Długopis zaznaczał niechętne, leniwe ślady, notując nieskładne działania.
Wtem przez drzwi ciepłego, jasnego pokoju wpadła do środka jeszcze jaśniejsza, uśmiechnięta od ucha do ucha postać. Na widok gościa buzia Sulila samoistnie się rozpromieniła.

- Yaa, dongsaengie! - pisnął Jinwook i doskoczył do chłopca na podłodze, otaczając jego drobniejszą posturę ramieniem. Dwójka przez krótką chwilę mocno przytulała się do siebie, aż Sul westchnął ciężko, spoglądając smutnawo na pokreślany zeszyt.

- Co to? Matematyka, tak? Hej, musisz ćwiczyć i robić dużo zadań, jeśli chcesz później być mądrym chłopcem. - starszy czule pogładził lekko odstające kosmyki włosów młodszego i uraczył go kolejnym, pełnym miłości uśmiechem. - Spróbuj dokończyć, na pewno Ci się uda Sullie. - Jin energicznie skinął głową i przyglądnął się zaspanej buzi młodszego, który z trudem podjął na powrót starania o dokończenie nieszczęsnego przykładu matematycznego. Widząc to starszy spochmurniał nieco, Zaraz jednak jego myśl przecięła jasna jak błyskawica idea. Delikatnie odgarnął kosmyki znad ucha małego Sulila, po czym szepnął bardzo, bardzo cicho.

- A jakbym Ci przyniósł.. gorąca czekoladę.. - słowa zabarwione uśmiechem spowodowały, że młodszy natychmiast ożywił się i z błyskiem w ciemnych tęczówkach spojrzał prosto w duże, ciepłe oczy hyunga.

Bez słowa skinął energicznie głową i zacisnął palce na długopisie. Starszy bardzo zadowolony z uśmiechu ukochanego dongsaenga pocałował z głośnym mlaśnięciem jego skroń, po czym poderwał się i zniknął za framugą rozchylonych drzwi.
Hyung. Zrobi mu gorącą czekoladę. Ekscytacja sięgała zenitu, spojrzał wyzywająco na zaplątane zadanie z matematyki i chwycił wygodniej długopis, podejmując wyzwanie po raz wtóry. Jinwook hyung musi być z niego dumny, kiedy przyjdzie.
Po kilkunastu minutach przez drzwi znów wszedł starszy, ostrożnie niosąc kubek wypełniony parującym, czekoladowym marzeniem, na powierzchni którego dryfowało kilka drobnych, białych pianek. Sul w pośpiechu dopisał kilka ostatnich cyfer, które ku jego zaskoczeniu pokrywały się z odpowiedzią w podręczniku. Zadowolony, dumny i szczęśliwy obrócił się do hyunga i uraczył go wielkim, kwadratowym uśmiechem.

- Hyuungie! Zobacz, obliczyłem to, wyszło mi hyung! - zerwał się nieco fajtłapowato z podłogi i podskoczył kilka razy w miejscu.
Jinwook promieniał nieukrywaną radością.

- Mój najzdolniejszy! - odstawił kubek dobroci na blad biurka młodszego i objął go, bez trudu unosząc mniejsze ciało w górę.
Przez cały pokój rozniósł się dziecięcy, radosny chichot. Wkrótce dołączył do niego również drugi i ostatecznie obaj chłopcy obracali się i łaskotali, aż zadyszka związała ich płuca na grube supły.

- Nigdy nie wątpiłem, że Ci się uda, Sullie. Jesteś moim małym dongsaengiem, musisz być naj. - uśmiechnął się Jinwook, chyba jeszcze szerzej niż do tej pory. Przycisnął usta do czoła chłopca, który zacisnął powieki i przetarł małą łapką ślad po buziaku. Starszy zaśmiał się głośno, czochrając sterczącą na wszystkie strony czuprynę malucha, po czym wyminął go powoli, wychodząc z pokoju. W progu zatrzymał się na chwilę, obrócił i popatrzył na młodszego rozkochanym wzrokiem.

- Jestem z Ciebie dumny, Sullie. Kocham Cię. - powiedział ściszonym głosem i zmrużył oczy w delikatnym uśmiechu.

- Ja też Cię kocham hyung, bardzo bardzo bardzo!
Perlisty śmiech rozniósł się w powietrzu.

***

- Hyuung! - załkał cicho młodszy, zaciskając palce na ramionach plecaka i naciągając je do granic wytrzymałości. W jego oczach migotały kryształki łez. - Ja tak nie chcę jechać, nie mogę zostać tu z Tobą??

- Masz wielki talent, Sullie. Musisz pojechać, szkoła w Seulu będzie dla Ciebie lepsza. - westchnął starszy, starając się przystroić twarz uśmiech, mimo to wyglądając raczej przygnębiająco. Zaczerwienione kąciki oczu mówiły same za siebie.

- Ale hyung, proszę.. ja chcę zostać tu, z Tobą.. przecież ja sam nie dam sobie rady, hyung. Ja nie chcę jechać! - po policzkach pociekły gorące, zrozpaczone a jednocześnie kompletnie bezradne potoki łez.

Jinwook poczuł, że jego gardło stało się miejscem przebywania ogromnego kamienia, a klatka piersiowa dziwnie bolała.

- Sullie.. proszę.. nie możesz zostać, nie płacz.. - jęknął błagalnie i nie zważając na obecność rodzin ich obu podbiegł do chłopca i złapał go w ramiona, wtulając w siebie mocno, zupełnie jak gdyby był to ostatni raz kiedy mogą być blisko.

Pociąg wydał z siebie żałosny gwizd, obwieszczający rychły odjazd. Matka Sulila położyła dłoń na jego ramieniu.

- Chodź małpko, wsiadamy. - miękki kobiecy głos odkleił ich od siebie.

Młodszy nieustannie łkał, czerwona buzia była całkiem zalana łzami. Jinwook również pozwolił kilku pojedynczym kropelkom spłynąć w dół policzków.

- Hyuu-ung! - zapowietrzył się chłopiec i zamachał rozpaczliwie krótkimi rączkami.

Starszy nie odezwał się ani słowem. Stał tylko z opuszczonym wzrokiem i czekał. Pociąg gwizdnął po raz drugi.

- Do widzenia! - rozległo się kilka ciepłych okrzyków zza postaci Jinwooka, który sącząc kolejne łzy uniósł na krótki moment wzrok. Do okna tuż ponad jego głową nos przyklejał jego mały, ukochany dongsaeng. Z bólem w sercu ofiarował mu ostatni, spokojny uśmiech przez łzy.

"Kocham Cię" niemo przeliterował, układając dłonie w kształt drobnego serduszka. Młodszy przecierając załzawione oczy przyłożył otwartą dłoń do powierzchni szyby.

- Też Cię kocham, hyung.. - szepnął prawie niesłyszalnie.

- Co mówisz, kochanie? - kobiecy głos ponownie pojawił się tuż obok myśli chłopca.

- Nic. - odpowiedział, pozostawiając mamę nieco zakłopotaną.

Usiadł ciężko na przeznaczonym do tego miejscu.
Świat za szklaną granicą rozmył się i pędził już wściekle, do przodu, dalej, coraz dalej.

Coraz dalej od domu.
Od wspomnień.

Od miłości.

***

Życie w Seulu ostatecznie nie było aż takie straszne. Sul uczył się pilnie, nie mając wiele rozrywek, których jedynym źródłem byli znajomi, a z tymi jakoś wyjątkowo nie było mu po drodze. Samotnie ciągnął kolejne lata nauki, samotnie rozwiązywał kolejne zadania, samotnie pił gorącą czekoladę. Czasem chwytał umieszczoną na szafce nocnej fotografię w prostej, kremowej ramce, na której Sul wraz z jego ukochanym hyungiem ściskają się uśmiechnięci na tle małego domku rodzinnego Jinwooka. Wzdychał i zamykał podręczniki, próbując przypomnieć sobie jak najwięcej rzecz związanych z hyungiem. Jego uśmiech, tak. Wyraźnie go widział, po tylu latach miał przed oczami zmrużone oczy, duże wargi, formujące jedną z najcudowniejszych rzeczy z dzieciństwa Sula. Potem jego głos; był , przyjemny. Kojarzył się mu ze słońcem, śpiewem ptaków. Bez problemu przywoływał jego tembr, otulał się tym wspomnieniem, trwał w nim. Wreszcie dotyk, jego dobre, duże dłonie. Czuł się przy nim tak bezpiecznie, pamiętał bezbłędnie towarzyszące mu przy hyungu uczucie. Tyle opieki ile mu dawał, ciepła i miłości.

Nie był pewien. Wcale nie był pewien, czy zostawiłby go teraz i pojechał tutaj jeszcze raz. Czemu to musiało się stać.

Rok szkolny dobiegał końca. Tak, dobiegał końca, kończył się, podsumowywał, zamykał. I to był już ostatni rok szkolny w jego życiu.
Nie był już małym chłopcem, prawie nic w nim z małego chłopca nie zostało - był wysoki, silny i chyba całkiem niezłej aparycji. Nie przywiązywał za dużo uwagi do wyglądu, szczerze mówiąc była to dla niego kwestia drugorzędna. Tym sposobem dbał tylko o kondycję ubrań, aby pozostawały czyste i schludne, nie musiały być jednak najnowszym krzykiem mody. Właściwie żadnym krzykiem nie musiały być. Ale teraz, dziwnym zrządzeniem losu, właśnie przechodził przez zatłoczony teren wielkiej galerii handlowej, w towarzystwie jedynej osoby, z którą wymieniał dziennie kilka kilogramów słów i myśli.

- Ale masz na myśli kupno czegoś konkretnego?- rzuciła niska dziewczyna krępej, ale dość zgrabnej budowy, dreptająca nerwowo przy boku przyjaciela. 

- Chcę wyglądać dobrze, Jimin. Po prostu. - wyższy wzruszył obojętnie ramionami i zerknął niepewnie w kierunku towarzyszki. Ta wywróciła oczami w charakterystyczny tylko sobie sposób i westchnęła głośno. 

- Khun. Ogar. Wiesz co on teraz lubi, jakim jest człowiekiem, jak wygląda? - jęknęła tonem wybrakowanym na polu nadziei na twierdzącą odpowiedź. Jej oczekiwania potwierdziły się, kiedy chłopak niepewnie pokręcił głową. 

- Eh.. Twój hyung może, a raczej na sto pierdolonych procent, jest zupełnie inny niż go zapamiętałeś, wiesz? A to, że napisałeś do niego list i dostałeś odpowiedź, że pojawi się na dworcu kiedy przyjedziesz, nie jest jakimś ewenementem na skalę światową. Może być tak, że będziecie musieli poznać się od zupełnych podstaw, jesteś tego świadom? 

- Tak, Jim. Jestem, myślałem już o tym dużo. Nie chcę odwlekać spotkania, chcę wrócić tam i mieć go znowu blisko. Jak..

- Jak wtedy, kiedy mieliście po kilka lat? Khun, ja rozumiem, to jest więź i w ogóle, ale nie sądzisz, że to trochę płonne nadzieje?

Zapadła przytłaczająca cisza, szumiąca napięciem w uszach pomimo wszechobecnego zgiełku. 

- Pomożesz mi kupić coś ładnego? Proszę tylko o to Jimin.

Dziewczyna ponowiła obrót tęczówek i parsknęła w dość zabawny sposób. 

- Jasne, potrzebujesz mnie tylko do zakupów. - rzuciła oburzonym tonem i wcisnęła dłonie w kieszenie spodni. - Pojedziesz sobie do swojego hyunga, zobaczysz go i wrócisz do mnie z płaczem. - odgarnęła teatralnie grzywkę i przyspieszyła nieco kroku. 

Sulil zaraz dorównał jej tempu i z uśmiechem otoczył ją ramieniem.

- Jasne. Dzięki, maluchu.

- Nie nazywaj mnie tak, dryblasie~!

***

- No.. jak wyglądam? - mruknął Khun, kiedy przywdział na siebie przygotowany przez przyjaciółkę zestaw ubrań. Niższa obróciła się do niego, zmierzyła krytycznym spojrzeniem jego stylizację, ostatecznie z wielkim oporem cmokając ustami.

- Eh.. model pierdolony. 

- Za dużo klniesz.

- A Ty za dużo jesz. Obróć się no, zaprezentuj walory. - jak na rozkaz chłopak wykonał efektowny obrób i stanął z profesjonalnej pozie. Jimin parsknęła śmiechem. - Bardziej pedalsko się nie dało. Ale dobrze jest, hyungowi się spodoba. - uniosła kciuk ku górze, na co na usta Sula wpłynął szeroki, zadowolony uśmiech.

- Chyba nieźle, prawda? Ok, w takim razie bierzemy. Koniec zakupów! - wykrzyknął uradowany i zaczął rozpinać pospiesznie koszulę, na co Jimin pisnęła krótko i z impetem zasunęła połę zasłony przebieralni. 

***

Całą drogę intensywnie rozmyślał co powie, kiedy zobaczy hyunga. Czy w ogóle go pozna? W końcu nie widzieli się tyle lat, na pewno bardzo się zmienił, zmężniał.. ciekawe czy jest od niego wyższy. Kilka godzin podróży zleciało mu odczuwalnie w może kwadrans, włączając w to drzemkę i konsumpcję drugiego śniadania, o które Jimin sama zadbała. 
Tuż przed swoją stacją poczuł jak serce bije mu zdecydowanie zbyt szybko jak na normalne warunki. Kiedy pociąg z metalicznym piskiem się zatrzymał, chwycił rączkę przepakowanej walizki, zarzucił plecak na ramię i czując jak bardzo miękkie są aktualnie jego kolana, wygrzebał się z transportowej puszki. 
Peron był raczej wyludniony, rzadko rozsiani podróżni wędrowali nieco otępiale w różnorakich kierunkach. Na pierwszy rzut oka nie było tu nikogo, kto by go mógł wyczekiwać. Jedyna osoba okupująca peronową ławkę była zupełnie nie tą, której poszukiwał; siedział na niej drobny chłopiec, na oko w wieku kilkunastu lat, o niezwykłym, prawie białym odcieniu włosów. I prawdę mówiąc nie zaskoczyłoby to Khuna wcale, bo pół życia spędził w końcu w stolicy kraju i codziennie mijał na ulicach niekiedy naprawdę osobliwe przypadki, jednak pewna cecha postawy chłopca wprawiła go w niemałe zakłopotanie - młody wpatrywał się w niego uparcie, w końcu otwierając szeroko oczy i wstając z ławki. 
Khun dopiero po chwili poznał jego błyszczące oczy i pełne usta. 

- H-hyung.. - zająknął się, wlepiając w chłopaka nie na żarty zaskoczone spojrzenie. 

- Sullie. - odparł niższy z szerokim uśmiechem na ustach i na moment przesłonił je dłonią, zapewne w geście niedowierzania. - Em.. wow? 

- To dobre słowo. - zgodził się brunet i dopiero teraz przystroił się w równie rozpromieniony, szeroki uśmiech. 

Przez moment mierzyli się tak, nie do końca wierząc w to co właśnie widzą, po czym Jinwoo nagle ze łzami w kącikach oczu przebiegł krótki dystans dzielący ich postaci, podskakując odrobinę i zarzucając ramiona na szyję młodszego. Khun przez moment stał zupełnie skołowany, po czym jednak zrzucił szybko plecak z ramion, odsuwając walizkę i obejmując wolnymi rękoma talię hyunga. 
Niesamowite. Był taki drobny, delikatny. Zupełnie nie taki, jakim go zapamiętał, nie mógł się już nim teraz opiekować, to on był w końcu mniejszy i słodszy. Sul zmarszczył brwi, przy okazji zaciskając powieki i wtulając kruche ciało w swoje silne ramiona. 

- Dongsaengie.. - zachlipał po chwili starszy i odsunął się odrobinę, przyglądając się ciekawsko twarzy chłopaka. - Jakim cudem urosłeś taki wielki, tak wyprzystojniałeś.. przecież byłeś ode mnie mniejszy. Jak ja teraz będę Cię czochrał po głowie? Huh? Pomyślałeś o tym, rosnąc taki wysoki? 

Rozbrzmiały dwa perliste, nieco zawstydzone śmiechy. 

- Wybacz hyung, myślałem, że Ty też nie próżnowałeś w rośnięciu. - brunet wydął niewinnie dolą wargę, którą starszy zaraz zaczepnie pstryknął palcem wskazującym.

- Ja się zatrzymałem na tym poziomie, na jakim mnie zostawiłeś. To się nazywa wierność, niewdzięczniku. - mruknął Jin i roześmiał się cicho, a zadarłszy głowę wyżej przeczesał powoli gęste, przydługie włosy młodszego.

- Wybacz. Już więcej nie urosnę.

- Boże, jeszcze się chciał wydłużać. - jęknął oburzony blondyn, na co ponownie ozwały się dwa odcienie szczerego śmiechu. 

Przypatrywali się sobie chyba naprawdę długo. Na szczęście o tej godzinie na planie nie figurowały żadne przyjazdy, ani odjazdy, więc mieli chwilę tylko dla siebie i swoich stęsknionych emocji.

- Pasuje Ci ten kolor, hyung. Wyglądasz.. ślicznie. - Khun uśmiechnął się szeroko, mrużąc przymilnie powieki, na co starszy przybrał nieco bardziej różowy niż do tej pory kolor.

- Przestań.. głupek. - burknął opuszczając wzrok i przykładając chłodne dłonie do zarumienionych policzków. - Nie rób mi tak.

- Wiesz, jak strasznie tęskniłem? Naprawdę ciągle o Tobie pamiętałem, przypominałem sobie wszystko na Twój temat, nie pozwalałem sobie zapomnieć jakiegokolwiek wspólnego momentu. I nie mogłem się doczekać aż znowu Cię zobaczę. 

Starszy, swoją drogą ciągle tkwiąc w objęciach swojego dongsaenga, wydał z siebie coś na kształt skrzeczącego jęknięcia i podkulił ramiona, wyraźnie zawstydzony całą sytuacją.

- Nie mów takich rzeczy.. mam wtedy takie głupie motylki w brzuchu. Lepiej opowiedz mi zaraz.. 

- Zaraz. Hyung, jeszcze jedno.

Jin cichym spojrzeniem oplótł twarz Khuna, związał supełek na nitkach ich wzroku.
Wyższy nie mógł napatrzeć się na lśniące, doskonale wykrojone oczy hyunga. Jak można być tak pięknym? Nie zapamiętał go w ten sposób, ale wraz z obecną chwilą każdy dotyk jego dłoni we wspomnieniach, wydawał mu się znacznie delikatniejszy, pełen wdzięku. Teraz on stał się mężczyzną, tym, który powinien się opiekować. Role się odwróciły. 

- Jinwoo.. - mruknął, zacieśniając jeszcze bardziej ich obecną relację i pomniejszając dystans do niezbędnego minimum. - Jesteś najsłodszym hyungiem na świecie. I dla Twojej wiadomości.. Ja nie mam zamiaru już Cię wypuszczać. Zostaniemy tak do końca świata, przykro mi. - brunet z poważnym wyrazem twarzy wzruszył ramionami, po czym pozwolił drobnemu, łobuzerskiemu uśmieszkowi wkraść się na wąskie, zaciśnięte usta. 

Na wydźwięk tych słów blondyn roześmiał się płaczliwie, wycierając w ramię mokre od łez policzki. Przesunął drobne dłonie na wyraźnie zarysowaną szczękę dongsaenga, badał jego dojrzałą twarz czułym dotykiem, wodził opuszkami po policzkach. W końcu jakoś tak zupełnie naturalnie stanął na palcach i przyciągając do siebie oblicze młodszego zmrużył powieki, osadzając miękkie, ciepłe usta na jego wargach. Pocałunek trwał kilka wdzięcznych, skromnych chwil. Khun tęsknym gestem przeczesał burzę białych kosmyków hyunga, przy tym bezwarunkowo przejmując kontrolę nad rytmem zbliżenia. Z tej racji tuż po chwili odsunął się od niego na niewielką odległość i z rozczulonym uśmiechem oglądnął swoje małe szczęście, z rumieńcem na policzkach czeszące troskliwie jego ciemne włosy.

- Kochać kogoś całe życie? To nie trochę głupie? 

- Może. Mam to gdzieś, Sullie, wierz mi. Za długo kazałeś za sobą tęsknić. Mam teraz prawo kochać Cię tak mocno i długo jak tylko mi się wymarzy. 

- Hyung..

- Cicho. Nie dyskutuj ze starszym, szczeniaku. 


Do przeczytania! - Gabryś



wtorek, 2 lutego 2016

"Black hunger" cz.3

Tytuł: Black hunger

Paringi: Jikook (Park Jimin & Jeon Jeongguk)

Opis: Rozdzialik trzeci, w tej części będzie trochę bardziej uczuciowo/shipowo, więc też powinniście być zadowoleni, a jeśli nie to problem i czekacie na kolejny, lol XD Ale mimo wszystko liczę na zainteresowanie, bo wydaje mi się, że wyszedł całkiem całkiem. Smacznego <3


Jimin nie przyszedł do szkoły.
Nie dość, że poprzedniego dnia zerwał się z lekcji, nie zawitał w domu rodziny Jeon, to następnego poranka nie było go pod salą lekcyjną. Kookie mimo, że starał się zawalczyć z dziwnym uczuciem, gdzieś w podświadomości, czuł poważny dyskomfort. Nie mógł skupić się na czymkolwiek poza wypatrywaniem na przerwach rudej grzywki, myślał o Parku na każdej lekcji i zastanawiał się co sprawiło, że zarwał szkołę. Nie był tego typu uczniem, był raczej pilny. Niezapowiedziane wakacje też odpadały. Może się przeziębił, albo złapał grypę, chociaż po prawdzie Kookie nie potrafił wyobrazić sobie chorego Jimina. Był zbyt idealny na chorowanie.
Sana biegała cały dzień na Gukiem, pocieszając go i podnosząc na duchu, co było naprawdę słodkie z jej strony, ale szczerze powiedziawszy nie pomagało ani odrobinę. Jeongguk po prostu za bardzo się martwił. Z trudem przyznawał to przed samym sobą, ale zależało mu na tym rudym dziwadle, może trochę bardziej niż powinno. A z resztą.. pewnie nie byłby zainteresowany tak przeciętnym, nijakim chłopakiem za jakiego uważał się Kookie. Pewnie nawet nie lubił innych chłopców.

Szkoła skończyła się szybko, zważając na fakt, że nie było nauczyciela na ostatniej godzinie i wyszli wcześniej niż zwykle. Jeongguk wlekł się przez kolejne etapy swojej drogi powrotnej w kierunku domu, szurał butami przez żwir plaży, zwinnie przemykał pomiędzy połamanymi gałęziami, skakał po większych głazach, starając się nie wpaść do zimnych wód jeziora. Co jakiś czas odnosił jednak nieodparte wrażenie, że słyszał cichy szmer tuż za sobą, jakby ktoś podążał za nim. Kiedy tylko się jednak obracał, za plecami nie było kompletnie nikogo. Tylko cichy szept liści, czasem przystrojony w trzepot ptasich skrzydeł. Nikogo. A jednak czuł oddech na karku i przejmujące, kujące w świadomość przeczucie, że nie jest sam.
Przekręcił klucz drzwi, uchylił je powoli i wszedł do środka, strzepując przyklejone do kurtki liście i zsuwając buty ze stóp. Matka wyłoniła się zza rogu z łagodnym uśmiechem i zainicjowała powitanie z synem.

- Kolega czeka w Twoim pokoju. - szepnęła, wskazując ruchem głowy drogę po schodach na piętro.

Jeongguk zmarszczył pytająco brwi.

- Kto? - miauknął od niechcenia, rzucając torbę na sofę i odblokowując znudzonym gestem ekran telefonu.

- Jimin. - odparła beznamiętnie matka i powróciła do kuchni, zajmując się wcześniej pozostawioną czynnością.
Kookie poczuł jak jego policzki nabierają czerwonawego odcienia, związanego z nagłym skokiem ekscytacji. Bez słowa pognał do swojego pokoju i tuż przed drzwiami wziął głęboki oddech, starając się wyglądać na tak opanowanego jak zawsze. Drżącą dłonią rozszczelnił drzwi i wsunął się z pozornym spokojem do środka.
Jimin siedział na jego łóżku, przesuwając stopami odzianymi tylko czarnymi skarpetkami po podłodze. Dłonie splótł skromnie, umiejscawiając je między szczupłymi udami w wąskich,  dżinsowych spodniach. Korpus skrywał pod wełnianym, golfowym swetrem w odcieniu ciemnego grafitu. Jego skóra była chyba jeszcze bledsza niż do tej pory, włosy natomiast sprawiały wrażenie mniej miękkich i zadbanych niż do tej pory. Coś było nie tak.

- Jim..? - mruknął Kookie, podchodząc powoli do chłopca, który na wydźwięk zdrobnienia poderwał się z siadu i uniósł na czarnowłosego spojrzenie.
Jeongguk zadrżał. Do tej pory intensywne, głębokie tęczówki zdawały się płaskie, pozbawione połysku, niemalże matowe. Odcień także był nieco bledszy niż go zapamiętał, cień na dolnej powiecie nabrał na objętości.

- Kookie.. hej. - mruknął głosem, którego jego rozmówca nie miał jeszcze prawa znać. Był cichy, zachrypnięty, wręcz chropowaty. Szeptliwy, do tego wyzbyty jakiejkolwiek energii. - Przepraszam, że tak bez zapowiedzi.

- Nie, nie.. nic nie szkodzi. - wyższy zamachał otwartymi dłońmi i sapnął cicho przez nos. - Zastanawiałem się.. Znaczy wszyscy się zastanawialiśmy co się stało. Czemu uciekłeś wczoraj z lekcji?

Jimin zamruczał cicho pod nosem, oderacając wzrok. Rozmasował obolały jeszcze brzuch i wziął głęboki oddech przez rozchylone usta.

- Źle się czułem, mówiłem Ci już. Matka mnie zwolniła. - odparł zdawkowo rudowłosy i na powrót zasiadł na posłaniu Kookiego.

Ten niewiele myśląc zajął miejsce obok niego, w bezpiecznej odległości, mimo, że bardzo chciał chociaż raz dotknąć jego ramienia, czy po prostu go na krótką chwilę przytulić.

- Przyszedłem po zeszyty... mam nadzieję, że nie braliście nowych tematów..?

- Nie, robiliśmy tylko zadania, z matmy kartkówka, ale z materiału, który już przerabialiśmy, więc nie powinieneś mieć problemów. - odparł cicho Guk, nerwowo skubiąc skórki przy paznokciach. Jimin obserwował wypranym z emocji spoojrzeniem jego dłonie, po czym westchnął ciężko i zaskakująco głęboko.

- To dobrze. - mruknął po chwili namysłu, najwyraźniej rezygnując z podjęcia innego tematu.

Milczenie wypełniło atmosferę w pomieszczeniu. Jeongguk kilka razy myślał o rozpoczęciu rozmowy ponownie, jednak w tym momencie każde słowo w jego głowie było pozbawione sensu i taktu. W końcu zdecydował się rozchylić usta i wydobyć z siebie dźwięk.

- Co z Twoimi oczami? - jęknął nieco łamiącym się głosem i zerknął na towarzysza, który niespodziewanie uniósł kąciki ust i prychnął cicho.

- Wszystko w porządku. Nic mi nie jest, serio. - odparł po chwili dłużącej się w nieskończoność, co kompletnie nie usatysfakcjonowało czarnowłosego.

- Widzę, że są inne. Po prostu powiedz, co Ci szkodzi. - westchnął Kookie zmęczony wiecznym dopytywaniem się o każdą najmniejszą drobnostkę, z racji tego, że Jimin sam z siebie nie miał zamiaru się czymkolwiek podzielić.

- Jeongguk.. - zaczął Rudy i przymknął na moment ociężałe powieki. - Po prostu nie. I tak byś nie zrozumiał.

- Skąd możesz wiedzieć? Sam uwierzyłeś w słowa przypadkowego kogoś na mój temat, czemu ja miałbym nie wierzyć Tobie?

Zaległo głuche milczenie. Słychać było tylko zamglone wycie wiatru za oknem i dwa oddechy; jeden nieco szybszy, niecierpliwy, drugi spokojny, powolny wręcz nienaturalnie.

- Nic o mnie nie wiesz, Jeonggukie. I nie powinieneś mi wierzyć. - zawarczał niebezpiecznie Jimin, po czym chyba pierwszy raz tego dnia na dłużej splótł własne spojrzenie z tym należącym do Kookiego. Tym razem czarnowłosy poczuł zimny dreszcz na karku i przedramionach. Oczy Rudego ustawicznie, stopniowo przybierały coraz ciemniejszy odcień, aż do momentu, w którym czerń zalała tak samo źrenice jak i tęczówki.

Na początku czuł strach. Był jak najbardziej sparaliżowany wszechogarniającym przerażeniem. Mimo to, przełknął jednak ślinę i odetchnął kilka razy, starając się ukoić pędzące tętno.

- Więc powiedz mi. - szepnął, czując że jego wypieki nabierają intensywności, a głos drży, pomimo podjętej w akcie odwagi rozmowy. - Daj mi się poznać.

Przez kilka chwil mierzyli się spojrzeniami, Jimin nieco agresywniej od swego towarzysza, aż pewnym momencie z niczego po prostu złagodniał i pozwolił oczom powrócić do poprzedniego koloru. Kookie czuł kompletne zagubienie, jednak widząc postęp zmusił się do milczenia.

- Chciałbyś wiedzieć kim jestem? - mruknął cicho Park, dźwigając się z łóżka i przechadzając się leniwie po pokoju. Na ciszę w odpowiedzi, uśmiechnął się szeroko i obrócił z powrotem ku Jeonowi. Teraz chłopak mógł zobaczyć szereg jego wielkich, zaostrzonych zębów, śmiejących się do niego jadowicie i niebezpiecznie.

- Chciałbym. - odparł cicho Kookie i wstał za Jiminem, podchodząc do chłopca i demonstrując swoją pewność siebie. Dziękował niebiosom, że udało mu się urosnąć na tyle wysokim, by mieć chociaż taką przewagę nad Rudym.

- Wiesz, na co się porywasz? - Jimin zmarszczył mocno brwi i wlepił w twarz Kookiego mało przyjazne spojrzenie.

- Nie mam bladego pojęcia. - przyznał cicho wyższy i nie powstrzymał delikatnego uśmiechu, który wepchał się bez pozwolenia na jego usta.
Ku zaskoczeniu Jimin również subtelnie się uśmiechnął, opuszczając wzrok i kręcąc głową z permanentnie uniesionymi kącikami ust.

- Dobrze Cię sobie wybrałem. - odparł z zadowoleniem niższy, po czym stanął na palcach i mrużąc powieki przycisnął własne czoło do tego należącego do Jeongguka.

Stali tak moment, nie odzywając się, ani prawie nie poruszając. Kookie przyjmował nieznane gesty ze strony Jimina nie zadając pytań, nie starając się odnaleźć ich przyczyny. Po prostu akceptował ich obecność, starał się dostosować do nich na tyle dobrze, na ile był w stanie. Przymknął delikatnie oczy, usilnie dążąc do zapanowania nad przecinającymi jego ciało dreszczami. W końcu niższy opadł na pięty i tym samym odsunął się od towarzysza, z niejako usatysfakcjonowanym wyrazem twarzy.

- Wierzysz w zwierzęta? - zaczął nagle Jimin, przypatrując się uważnie swemu rozmówcy.

- Ale co to za pytanie..

- Wierzysz czy nie?

- O mamo.. wierzę.

- A w ludzi?

- Uh.. no tak.

- W takim razie powinieneś uwierzyć też we mnie. - roześmiał się Rudy i przeczesał chudymi palcami wiotką grzywkę.

- A Ty nie jesteś... jednym z wymienionych..? - Guk zaciął się odrobinę, mimo wszystko próbując nie okazywać nadmiernych emocji.

W odpowiedzi Park wyłącznie poszerzył uśmiech i przekrzywił nieco głowę w bok.
Kookie wziął w płuca głęboki wdech, chcąc uporządkować rozszalałe na chwilę obecną myśli. Za dużo, a jednocześnie tak mało. Chciał wiedzieć więcej. Wszystko. Nie był jednak pewny, czy będzie w stanie, już teraz czując niepokój i brak bezpieczeństwa. Walczył z milionem sprzeczności wewnątrz siebie, podczas gdy jakąś część jego racjonalnego ja, krzyczała jeszcze, że to w ogóle nie możliwe i naiwne z jego strony wierzyć w takie brednie. Ale widział na własne oczy, słyszał. To nie mógł być blef.

- Więc kim jesteś? - wydukał ostrożnie, niemal niedosłyszalnie, dla Jimina jednak wyraźnie i zrozumiale.

- Drapieżnikiem. - odopwiedział spokojnie rudowłosy i postąpił krok w kierunku rozmówcy. Kookie mimo ogromnej chęci ucieczki, nie drgnął nawet, pozostając na dotychczasowym miejscu. Czuł chłodny pot na karku.

- Skoro drapieżnikiem.. to atakujesz ofiary, czyli swoje przyszłe pożywienie. - mruknął zdesperowany. Jimin skinął spokojnie głową. - A na co... polujesz?

- Jeju.. ale Cię przestraszyłem. - Jim pokręcił głową, z kolejnym płynnym krokiem będąc znowu blisko wyższego chłopca. - Nie bój się Kookie. Nie jesteś w moim menu.

- Ale jesz ludzi! - jęknął w przerażeniu chłopak, tym razem nie panując nad własną reakcją o odskakując jak poparzony od wyciągniętej ku sobie w przyjaznym geście dłoni. - Jesteś kanibalem? Jimin, to jakaś pojebana sekta?! Powiedz, że nie jesteś chory psychicznie.. nie, błagam... - zakwilił wyższy i skrył usta za otwartymi dłońmi.

Jimin zaśmiał się zrywnie, przeczesując wypracowanym gestem grzywkę i opuszczając rozbawione spojrzenie na swego zastraszonego do szpiku kości rozmówcę.

- Kookie.. nie jestem ani chory psychicznie, ani wewnątrz sekty, ani kanibalem. Z prostego powodu. Nie jestem człowiekiem. - odparł cicho, po czym wzruszył beznamiętnie ramionami i oparł dłoń o wysunięte w bok biodro.

- A-ale to niemożliwe.. Jimin.. skoro nie człowiekiem, to kim... - zapłakał Jeongguk, czując, że natłok emocji i informacji powoli wysysa z niego ostatki sił.

- Jeśli koniecznie musisz wiedzieć.. zabrzmi to patetycznie i filmowo, ale jestem wampirem, Kookie. Krwiopijcą. - uniósł w wyraźnym zakłopotaniu ramiona i brwi, po chwili kontrolnie zerkając w stronę swego rozmówcy.

- Wampiry.. nie istnieją.. - wysapał Jeongguk, przysiadając na skraju łóżka, po czym schował twarz w dłoniach. Chwilę mu zajęło by ponownie unieść głowę i spojrzeć na Jimina, który dopiero wtedy z niewinnym uśmiechem rozłożył szeroko ramiona i obrócił się teatralnie, prezentując swoją postać jako odpowiedź na stwierdzenie czarnowłosego.

- Przecież.. uh.. to nie jest możliwe. Nie ma czegoś takiego. Są ludzie i zwierzęta. - dodał zaraz i przetarł spocone z nerwów czoło.

- I wampiry. Forma humanoidalna, lecz nie antropogeniczna, przystosowana do życia z gatunkiem homo sapiens sapiens, oraz niestety.. pożywiania się.. jego płynem ustrojowym wypełniającym żyły. Ewentualnie tętnice. Ale ta jest mniej smaczna. - mruknął po chwili rudowłosy, mimo wszystko lekko podkulając ramiona niczym winny szczeniak. 

- Chyba zemdleję.. zadaję się z wampirem.. to jest jakiś słaby żart, tak? - jęknął Kookie i już, już miał ponownie zatopić twarz w dłoniach, kiedy niespodziewanie drogę zagrodziły mu palce należące do towarzysza. Wzdrygnął się i spojrzał w górę na Jimina, który aktualnie lekko unosił kącik ust, obserwując go z góry władczym, pewnym siebie spojrzeniem.

W chwilę później pochylił się tak, by zrównać poziomy ich twarzy i syknął cicho.

- Uwierz oczom i uszom, Jeongguk. - wymruczał wężowym tembrem Jimin, okraczając kolana wyższego i powoli, dość naturalnie na nie opadając.

Jeon natomiast nie miał pojęcia na czym skupić uwagę. Na jego udach siedział właśnie potencjalny sprawca jego rychłej, najpewniej bolesnej i długiej śmierci, ale przy tym ktoś, kogo znał już jakiś czas, cholernie przystojny, pociągający w każdym calu i słodki chłopiec. Odczucia buzowały, przebijały się jedne przez drugie, powodując tylko jeszcze większe zamieszanie w głowie Kookiego. Na zakłopotany wyraz jego twarzy Jim uśmiechnął się leniwie i przeczesał swobodnym gestem kosmyki jego czarnych włosów.

- Uwierz zapachowi i dotykowi. - szepnął jeszcze, a na policzki wyższego naleciała róża dwóch obfitych rumieńców. Sytuacja robiła się jednoznaczna, Kookie jednak ciągle czuł niepokój, widząc połyskujące przy wypowiedzi kły chłopaka. 

Nie mógł jednak wyprzeć najdziwniejszego z dotychczas przeżytych uczuć - strach wyłącznie potęgował jego pociąg ku Jiminowi.

- Posmakuj.. - było ostatnim słowem wysyczanym przez rudowłosego, po czym chłopak powoli, z gracją wpił się w usta Jeongguka, drżące jeszcze i zdjęte przerażeniem jak on cały.

Gra się rozpoczęła, Jeon umiejscowił zimne ze strachu dłonie na okrytych swetrem bokach Parka, na co ten zawinął delikatnie biodrami, oplótł jego szyję i nieco odważniejszym ruchem pogłębił ich pocałunek. Mruczeli cicho we własne usta, wzdychali przy napływie gorąca, Kookie nawet nie wynotował, kiedy jego własne dłonie wpłynęły pod puchowy materiał okrywający skórę Jimina i zaczęły błądzić po jego jeszcze zimniejszych kształtach. Nie odrywali się od siebie na długo, chwytali oddech w rozochocone usta, Jimin co jakiś czas wyjątkowo delikatnie jak na przedstawiciela krwiopijców wgryzał się w wargę Jeongguka, co wzmagało tylko emocje ze strony obu chłopców. Po chwili spędzonej na poznawaniu smaku swoich ust, zaczęli delikatnie się o siebie ocierać, podwijać materiał odzienia, pobudzać. Długie minuty spędzone na leniwych pieszczotach, głośno i nietaktownie przerwał kobiecy głos.

- OBIAAAD! - wrzasnęła matka Jeon, na co Kookie niemal podskoczył, a Rudy na jego kolanach prychnął śmiechem pod nosem.

- No chodź.. posiedzę sobie przy was, a Ty musisz coś zjeść. - mruknął po chwili niższy, zwlekając się niechętnie z ud czarnowłosego i poprawiając zawsze nienagannie ułożoną fryzurę. Naciągnął też nieco sweter, przeglądając się w niewielkim lusterku, jakie Guk miał w pokoju. Oczywiście Jimin był w tysiące razy lepszym stanie niż jego towarzysz. Z wypiekami na policzkach i drżącymi dłońmi, również postarał się opanować swój dziki wygląd, mimo starań wyglądając jednak na konkretnie pobudzonego. Park zlustrował go z pobłażliwym uśmiechem, po czym pokręcił lekko głową.

- No co, Ty nie masz krążenia, to możesz się wycwaniać.. - westchnął zawiedziony Kookie, na co Jim prychnął z pogardą.

- Nie, no wcale.. nie potrzebuję krążenia do życia, jasne. 

- Masz puls? Nie wierzę...

- Ph, jasne, że mam.. tylko.. kilkanaście razy wolniejszy od Twojego. 

- ...

- Oj no chodź już. Bo jak będziesz dalej taki chudy i niedożywiony, będziesz miał gorszą krew. 

- ..Jimin?!


Do przeczytania! - Gabriel



sobota, 30 stycznia 2016

"Black hunger" cz.1

Tytuł: Black hunger

Paringi: Jikook (Park Jimin & Jeon Jeongguk), Vhope (Kim Taehyung & Jung Hoseok)

Opis: Dobrze, od razu powiecie, że zgapiam jak leci ze Zmierzchu, a to wcale nie prawda. Poza tym przyznaję od razu - jest to niesamowicie inspirowane tą historią, ale tylko z racji tego, że uważam ją za jedną z tych o naprawdę zajebistym potencjale. W połączeniu z dobrym shipem, mam zamiar stworzyć coś chociaż odrobinę ciekawszego. Pozostawię to jednak waszej ocenie, mówcie co sądzicie i much love as always <3


- When the full moon turns white, that's when I'll come home.. - nucił pod nosem, przechadzając się po niemal doszczętnie spróchniałej belce łączącej brzegi drobnego strumyka. Przecinał on łąkę, z trzech stron otoczoną starym lasem, na północ jednak otwartą i spadającą w dół stromym urwiskiem. Krajobraz oprószony blaskiem odchodzącego słońca, zdawał się rdzewieć, by w końcu zniknąć, pożarty przez czerń nocy. Tak to sobie zawsze wyobrażał,  kiedy jego stopy od pewnego czasu przemierzały co wieczór tą samą trawę, łamały te same gałązki i znaczyły szlak przez doskonale znane miejsca.
Zadarł głowę, poszukując czarnym spojrzeniem bladego przyjaciela, jego odwiecznego towarzysza, który był przy nim przez wszystkie przeżyte lata. Wkrótce księżyc stał się bardziej wyraźny i widoczny, więc chłopak zasiadł na zimnej, zroszonej drobnym deszczem trawie i oparł przedramiona o podkulone do klatki piersiowej kolana.

- Witam serdecznie, mój drogi. - drugi głos wcale go nie zaskoczył, a jednak nieco zbił z pantałyku, jak zawsze.

- Przyniosłeś? - odparł beznamiętnie, starając się udawać opanowanego, jednak wiedząc doskonale, że na wiele się jego starania nie zdadzą.

Szkielecio chude, zimne dłonie dotknęły jego odsłoniętej szyi; nie wzdrygnął się, ani nie przestraszył.

- Braciszku, dlaczego zawsze jesteś dla mnie taki oschły... - jęknął jego rozmówca i osadził równie lodowate, spękane wargi na karku chłopca.

- Doskonale znasz powód mojego opanowania, Hongbin. Nie jestem w nastroju, po prostu daj mi..

- No dalej, powiedz to głośno, Jimin. Lubię słuchać, kiedy to wypowiadasz. - syknął na oko starszy osobnik, tym razem przytulając suche wargi do ucha siedzącego przed sobą chłopca.

- Daj mi jeść..


Jak co rano zwlekł się z łóżka, starając nie sprawić wrażenia wampira, który właśnie opuścił swoją ukochaną trumienkę, po czym podszedł do lustra, przeczesując palcami rozczochrane, czarne włosy. Westchnął pod nosem, narzucił na nagi, szczupły tors przypadkowy podkoszulek, na nogi wsunął przedarte na kolanach dżinsy. Gotowe.
O mało co nie zsunął się po schodach w półśnie fantazjując o życiu na słonecznej Sycylii, przywitał matkę skromnym pocałunkiem w policzek, skłonił się przed ojcem. Jak zawsze zalał mlekiem czekoladowe płatki śniadaniowe i zanurzył w powstałym daniu łyżkę. Jadł od niechcenia, walcząc by nie wpaść z powrotem w sidła sennych cudów. W końcu czeka go dzień pełen wrażeń, przygód i radości, których gwarantem była absolutnie najlepsza rzecz w życiu Jeongguka - szkoła.
Klął i pluł na samą myśl o kolejnym dniu nauki, mimo, że wcale nie sprawiało mu to znacznych trudności. Zawsze był piątkowym uczniem, mimo, że prawie w ogóle się nie uczył. Gdy ludzie pytali skąd coś wiedział, odpowiadał, że to przypadek, lub zwykłe szczęście. Po pewnym czasie nawet zaczął w to wierzyć.

Droga dzieląca jego dom a placówkę codziennej męki, nie była aż tak uciążliwa, ale Gukie lubił mimo to ją sobie skracać - przechodził wtedy przez stary las na obrzeżach ich niewielkiego miasteczka, tuż przy kamienistej plaży jeziora polodowcowego. To chyba jedyne co zapamiętał z lekcji geografii na temat swojego miejsca zamieszkania.
Samo jezioro nie było jednak w żaden sposób pasjonujące - zimne i wiecznie brudne, gdyż wpadała do niego rzeka, niosąca ze sobą pokłady gałęzi, mułu i ścieków. Nie przeszkadzało to natomiast lokalnym w kąpaniu się w tym zbiorniku w lecie, kiedy najwyższe temperatury sięgały kilku stopni, a po wejściu na płyciznę nie było widać własnych stóp. Jeongguk nie potrafił czasem zrozumieć dlaczego ludzie tak bardzo lubią żyć w pozorach. Do tego mało realnych.

Łyse gałęzie kołysały się leniwie na chłodnym wietrze, popychającym czarnowłosego w kierunku szkoły. Na widok wyłaniającego się zza pagórka budynku, chłopak westchnął ciężko, zbierając całą swą siłę, by przetrwać kolejny dzień w tym piekle pełnym testów, ocen, a co najgorsze - idiotów.
Wraz z jego wejściem rozległ się cichy jęk kilku śmiesznych dziewczyn z młodszych klas, na co tylko zamknął oczy, modląc się, by ten koszmar skończył się tak szybko jak się da. Sam nie wiedział czemu, ale mimo, że nie miałby najmniejszego problemu ze zdobyciem dziewczyny, jakoś nigdy nie uśmiechała mu się wizja bycia z kimś w związku. Nie był aseksualny, skądże. To raczej wrodzona niechęć do większości świata.

- Elo, Kookie. - miauknął właściciel odrobinę skrzeczącego, chłopięcego głosu, podskoczywszy do czarnowłosego i wyciągając otwartą dłoń w geście powitania.

- Cześć, Hobi. Jakieś wieści?

- Niestety, dzisiaj zapowiada się brak interesujących wątków. - mruknął brunet i podrapał się krótko w kark.

- Cholera, wiedziałem, że nie powinienem był wstawać z łóżka. - warknął wyższy i przeczesał zmęczonym ruchem długą grzywkę, nieco ograniczającą mu pole widzenia. Ale Kookie jakoś nie specjalnie lubił fryzjerów.

- BOMBAA! - rozległo się nagle zza pleców Hobiego, który zaraz później został zaatakowany przez stworzenie w blond włosach, o głośnym, niskim głosie i pociesznym, radosnym śmiechu na ustach.

- Taeś! - odparł radośnie oblegany i jednym zwinnym ruchem obrócił blondyna przodem do siebie, pozwalając mu zapleść się na jego korpusie jak mała małpka.

Jeongguk zaśmiał się pod nosem na ich wygłupy, w duchu nieco zazdroszcząc im tak zażyłej, uroczej relacji. To, że na każdej przerwie się chichrali i obściskiwali było już wszystkim znajome, więc nie musieli się w żaden sposób powstrzymywać. Była natomiast jedna, jedyna osoba, której cokolwiek by się nie działo, ta dwójka przeszkadzała w utrzymaniu życiowej homeostazy.

- Kurwa, skończcie się pedalić cwele. - dźwięczny, kobiecy głos powitał ich z nieprzyjemnym posmakiem.

- Jak zawsze promieniejesz miłością, Nayeon. - odparł Jeongguk powstrzymując się od nikczemnego uśmieszku.

- Powiedz, że Cię to nie brzydzi.. - warknęła farbowana na głębokie bordo dziewczyna i wywróciła ostentacyjnie oczami.

- Oczywiście, że nie, Kookie nam zazdrości, wszyscy o tym wiedzą! - pisnął Hobi i zachichotał cicho, przyciskając nos do szyi chłopca o rumianych policzkach i jasnej czuprynce.

- Same pizdy.. - jęknęła zbolałym głosem Nayeon i oparła się plecami o ścianę, wyciągając z kieszeni bluzy telefon oprawiony w usiany ludzkimi czaszkami case.

- Nie przesadzaj, Nan. Masz tam grupkę bardzo męskich osobników. - dodał Guk, ruchem głowy wskazując zebranych w odległości kilku metrów od nich młodych kulturystów.

Odpowiedź nie padła. Trzy męskie śmiechy rozbrzmiały nagle, kiedy Nayeon zawarczała niebezpiecznie i zatopiła się w głupawej grze w telefonie.

- Omgomgomg! - pisnęło nagle znikąd, a zgromadzona czwórka rozglądnęła się szukając źródła głosu.

- Sana, chodź tu, potrzebuję cycków. - zamiauczała Nayeon, wyciągając do dziewczyny w kręconych kucykach ramiona. Uściskały się, po czym nowo przybyła przycisnęła otwarte dłonie do policzków.

- Ale ej, ludzie, bo teraz ważne. - wzięła głęboki oddech i otworzyła szeroko już i tak duże, delikatnie pomalowane oczy. - Będzie nowy w szkole!

Grupa spojrzała po sobie, wzruszając ramionami i wymieniając znudzone spojrzenia.

- No jak to? Ani trochę nie jesteście ciekawi?! - pisnęła Sana, wydymając dolną wargę i wyglądając na wyjątkowo zawiedzioną.

- Nowy. Wow. Nie pierwszy, nie ostatni. - burknął Jeongguk, opuszczając wzrok na trzymany w prawej dłoni telefon i kilka razy muskając go kciukiem.

- A może to będzie ktoś super fajny i sympatyczny! I się polubimy i dołączy do naszej paczki!

- No i dobrze, a jak nie, to nikt płakać nie będzie, zluzuj Sancho. - Tae wzruszył ramionami, zaplatając ręce na szyi swego ulubionego towarzysza.

- Oj ale wy jesteście beznadziejni. Idę popytać dziewczyny z humana, wy się kiście sami. - okraszona loczkami głowa obróciła się szybko i odfrunęła w kierunku grupki dziewcząt, które według Kookiego miały za dużo na twarzy, a zdecydowanie za mało na nogach.

I wtedy drzwi do szkoły otworzyły się ponownie, tym razem wpuszczając wraz z gościem podmuch zimnego, nieprzyjemnego wiatru. Rude kosmyki rozwiały się chaotycznie, a przydługawy, szary płaszcz załopotał z cicha. Kilka głosów się urwało, wiele par oczu zwróciło się w jednym kierunku. Zaraz jednak zainteresowanie opadło, a przybysz mógł z delikatnym uśmiechem przebyć drogę dzieląca go od gabinetu dyrektora. Wszedł przez drzwi opatrzone dumną plakietką z nazwiskiem przywódcy tego obornika, zamknął je za sobą i pozostawił tylko chłód. Szmer powrócił że zdwojoną siłą, wszyscy z zapartym tchem wyczekiwali aż obca twarz ponownie się im ukaże, Rudy szybko stał się tematem prawie wszystkich rozmów. W międzyczasie w podskokach wróciła do Kookiego, Nayeon i Tae z Hobim, rozchichotana i przejęta do tego stopnia, że wypieki przystroiły jej policzki, Sana.

- Mówiłam, mówiłam?! Widzieliście go?? Wygląda niesamowicie! - zapowietrzyła się kilka razy, w końcu opierając się zdyszana o bark Jeongguka.

- No piękny jest.. - westchnął Taehyung, na co Hoseok nadął policzki i uderzył chłopaka w ramię, a w odpowiedzi blondyn roześmiał się głośno.

- Ja go już nie lubię. Kolejna laleczka. nic więcej. - warknął Hobi i skrzyżował ramiona na piersi.

- A może akurat uratuje honor mężczyzn w tej szkole. - dodała Nayeon, nieustannie stukając kciukami w ekran telefonu.

- A Ty Kookie? Co o nim sądzisz? - spytała z uśmiechem Sana, wlepiając spojrzenie w nieco skołowanego Jeongguka.

- A co mam sądzić... Nie znam go, wstrzymam się od oceny. - wzruszył ramionami i nieco zbyt nerwowo odblokował telefon.

Prawda była taka, że Gukie doskonałe wiedział co myśli o nowym, gdy tylko zobaczył jego bladą, niemalże siną twarz o dziwnym, nienaturalnym połysku, intensywnie zielone, wpadające w brąz tęczówki doskonale wykrojonych, wielkich oczu, drobne ciało, jakby wcale nie męskie, poczuł w sobie coś bardzo dziwnego. Nisko w brzuchu, jakby ktoś potrząsał woreczkiem z kamykami. Gdyby wierzył w istnienie innych gatunków podobnych człowiekowi, na pewno stawiałby na jakiegoś elfa czy inne bliskie im stworzenie w przypadku Rudego. Na razie jednak musiał pozwolić emocjom opaść i nie dać poznać, że jakkolwiek przejął się obecnością nowego ucznia. To tylko pierwsze wrażenie, chłopak miał wejście i tyle.
Nie dano jednak Kookiemu ukoić oddechu, gdyż po chwili drzwi gabinetu dyrektora rozchyliły się szybko, wypuszczając ze środka Rudego. Kruczowłosy wstrzymał oddech, kątem oka będąc w stanie wynotować, że nowy nieubłaganie zbliża się do nikogo innego, a ich grupy.

- Cześć, jestem Park Jimin, klasa biol-chem?

Głos doskonale zgrywał się z aparycją Rudego, a właściwie Jimina, jak się przedstawił. Delikatny, stosunkowo wysoki jak na chłopca w ich wieku, tembr, do tego odrobinę piaskowy.
Dopiero teraz Kookie mógł dokładnie przyjrzeć się jego pełnym, obfitym ustom, maleńkiemu nosowi, subtelnym cieniom pod oczami. Zanim zdążył uświadomić sobie, że Jimin zadał pytanie, przed szereg wysunął się Tae, wyciągając ku Rudemu smukłą, zadbaną dłoń.

- Tak, tu przyszli lekarze. Kim Taehyung, miło mi. - mruknął blondyn, posyłając nowemu firmowy, najwyraźniej zdaniem Hoseoka zbyt kokieteryjny uśmiech.

Ale Jimin uraczył go tylko krótkim "witam", zaraz obracając się do Jeongguka, który miał wrażenie, że nie do końca pamięta jak się mówi.

- Jeon Jeongguk, tak? Słyszałem, jak ktoś o Tobie rozmawiał, ponoć jesteś jednym z najtęższych umysłów w tej szkole. - posłał kruczowłosemu delikatny, jakby zaintrygowany uśmiech. Kookie niepewnie uścisnął wyciągniętą do siebie dłoń. Prawie się wzdrygnął, czując jak skóra, której dotknął była lodowata. Nie odezwał się ani słowem, przytakując tylko skromnie i zaciskając usta w wąską linię.

- Świetnie, mam nadzieję, że pomożesz mi nadrobić zaległości, nie lubię być w tyle. - dodał jeszcze Jimin, przez chwilę przytrzymując dłoń Guka we własnej. Na ten gest, czarnowłosy poczuł się jakby narkotyzowany; nieco otumaniony, ale pobudzony. Niepostrzeżenie przetarł wnętrze wypuszczonej dłoni materiałem własnej koszulki.

- To Hoseok, Sana i Nayeon. Bujamy się razem. - Taehyung ponownie przystąpił do ataku, przedstawiając kolejno cały skład ich dream teamu. 

Jimin uprzejmie powitał wszystkich, skłaniając się przed dziewczynami i podając dłoń Hoseokowi. Dało się jednak nieustannie wyczuć swego rodzaju napięcie, wypływające z jego strony, a kończące wędrówkę na Kookiem. Chłopak stał jak sparaliżowany, podczas rozmowy wypowiadając tylko kilka niepewnych słów. Przyglądał się rudowłosemu, analizował sposób w jaki się rusza, co i jak mówi, każdy najmniejszy szczegół w mimice. Wszystko niczym marzenie, ten chłopak nie miał wad. To nie było ani normalne, ani nie sprawiało, że Jeongguk czuł się do końca bezpiecznie.
Zdecydowanie natomiast czuł się pod kontrolą, zafascynowany do ostatniej kropli krwi. 

Po powrocie do domu, czuł się skołowany jeszcze bardziej niż przez całe swoje życie. Dopóki nie położył się w swojej przyjemnie rześkiej pościeli, w jego głowie kołatał się obraz Jimina; tego jak chodzi i mówi, jego spojrzenia, które niemalże go zjadało.

Rozmyślał tak i analizował, aż do momentu, w którym otworzył szerzej oczy i dotarł pamięcią do jednego zdania, które Rudy wypowiedział na samym początku.

Jakim cudem usłyszał rozmowę o umyśle Jeongguka, skoro od chwili, w której wszedł do szkoły, prawie nikt nie odezwał się słowem.


Do przeczytania! - Gabriel

sobota, 16 stycznia 2016

"Obiecuję" pt.4/5

Tytuł: "Obiecuję"

Paringi: Vhope (Kim Taehung & Jung Hoseok), Vmon (Kim Taehyung & Kim Namjoon), Jikook (Park Jimin & Jeon Jeongguk)

Opis: Oki, ciśniemy dalej. Naprawdę się rozkręciłem i coś czuję, że prędko tego nie skończę. Chociaż mam nadzieję, bo moje wielkie plany fikowe spoczywając w gruzach, przez takie randomowe, dzikie ficzki, które nagle wpadają mi do głowy i nie chcą wyjść. No ale - kolejny rozdzialik, snujcie domysły co się stanie, wchodzę w cholerną dramę, ale bardzo mi się to podoba, więc trudno. Będę pisał dramy. #choryGabi #pisałemzgorączką #wybaczciejeślicośniepyknie


Sytuacja zaczęła być konkretnie irytująca. 
Od dnia, w którym Taehyung poznał Namjoona, życie Hoseoka opierało się na zazdrości i wścieku jelit na widok tego upośledzonego murzyna. Tae bujał się z nim cały czas, dosłownie na każdej jednej przerwie i to zdecydowanie zbyt śmiele, jak na kolegów. A Hobi musiał to obserwować, bo jeśli będzie się rzucał, to wszyscy zaczną podejrzewać co jest na rzeczy. Był więc między młotem a kowadłem. I nie mógł pogodzić się z rzeczywistością, jaki wredny los na niego przygotował. 

Namjoon za to czuł się świetnie. Od pierwszego spotkania był przekonany o gejowskich zapędach Hoseoka, dlatego specjalnie spytał pamiętnego dnia o to, czy idzie się spotkać z dziewczyną. Odpowiedź "nie", była wszystkim, czego Kim potrzebował do szczęścia. Zwłaszcza, że potem poznał TaeTae, który był niewątpliwie najsłodszym płodem tej ziemi. A i młodszy najwyraźniej uznał go za wystarczająco interesującego, by olewać swojego dotychczasowego chłopaka i spędzać z nim całe przerwy. 

Często też zdarzało się, że siedzieli we trójkę. Te momenty były najkomiczniejsze. Oczywiście dla nikogo tak bardzo jak dla Tae. Wreszcie czuł, że żyje. Dwóch facetów, niczego sobie z resztą, z tego jeden, któremu oddał serce w wieku lat dwóch, a może i wcześniej, a drugi, który sprawiał, że czuł to śmieszne uczucie w podbrzuszu za każdym razem, gdy na niego spojrzał. I co najlepsze w tym wszystkim - obaj go pragnęli. I kłócili się o niego, walczyli i starali. Właśnie takiej atencji potrzebował Taehyung, takiej, która by go stuprocentowo satysfakcjonowała. Był rozchwytywany i podobało mu się to. Nawet bardzo. 

Ale pewnej przerwy Hoseok postanowił wziąć sprawy w swoje ręce i to dosłownie. Nie zważając na możliwość bycia złapanymi, po prostu zaciągnął Tae do męskiej ubikacji i.. hm. Zabrał co swoje. Młodszy na pewno nie narzekał. 

A Namjoon przesiedziałby całą długą przerwę w samotności. Gdyby nie pewna dwójka. 

Weszli do szkoły z podwórka wymieniając z zapałem zdania i śmiejąc się bez skrępowania. Kim przekrzywił głowę, jak miał w nawyku i postanowił chwilkę ich poobserwować. Stanęli pod salą, w której lekcje miał mieć Tae. Hm. Czyli najwyraźniej, któryś z nich chodzi z nim do klasy. Ciekawe. 

Jeden z chłopców był wyższy, miał farbowane na czarno, przydługie włosy. Ubrany w koszulkę z logiem deathmetalowego zespołu najpewniej, gdyż Nam ile by się nie starał, nie dałby rady się rozczytać z tego chaosu w szambie. Do tego czarne rurki, odrobinę zdarte glany. Hm. Typowy emosek. Ale nie można mu było odmówić urody.

Drugi za to prezentował sobą całkiem inny styl. Włosy także farbowane, czerwonawe, chociaż chyba bardziej pomarańcz. Pozostawmy odcienie profesjonalistom, Namjoon nigdy nie znał się na kolorach. Do tej fantazyjnej fryzury, niższy nosił bardzo niemęski, za to uroczy granatowy golfik, w drobne, białe paski. 

Na sto procent byli razem. 

Nam nie miał ani odrobiny wątpliwości. Zwłaszcza przyglądając się temu, w jaki sposób niższy patrzył na emoska. Swojego emoska. Kim aż uśmiechnął się pod nosem, zaczynając wyobrażać sobie jak musi wyglądać ich słodziaśna relacja. Na pewno byli mniej skrępowani niż Hoseok z Tae. Dlatego, zdaniem Nama, młody marnował się przy tym kołku. Seok za bardzo się bał, był skupiony na swojej opinii, a nie powinien, mając dla siebie taki skarb jak Taehyung. Sam nie wiedział jak starszy tego dokonał, ale musiała się za tym kryć jakaś dłuższa historia. 

Na huk drzwi męskiego, obrócił się szybko, lustrując TaeTae ze zdecydowanie zbyt dużymi wypiekami. Starał się udawać, że najnormalniej był się odlać, ale na kilometr można było usłyszeć łomotanie jego serca. Uśmiechnął się szeroko i sugestywnie, kiedy Taehyung ostrożnie usiadł obok niego i głęboko odetchnął.

- Jak tam? - mruknął Nam, zerkając na nowo przybyłego kątem oka, nadal nie mogąc powstrzymać pchającego się na usta uśmiechu.

- Super. Serio. Dobrze jest. - odparł Taehyung zachrypniętym głosem, a Namjoon prychnął pod nosem i podkulił ramiona. 

- Podejrzewam. Hej.. znasz ich? - rzucił starając się nie wprowadzać Taehyunga w jeszcze większe zakłopotanie i głową wskazał w kierunku pary stojącej pod salą lekcyjną młodszego.

- Mówisz o tym rudym i wampirze? Jasne, to Jimin to mój najwierniejszy życiowy prześladowca. Ale na szczęście Jeongguk go rozprasza. - młody aż uśmiechnął się lekko i przeczesał grzywkę. 

- Są razem?

Tae przybrał barwę cegły i zlustrował Namjoona z szeroko otwartymi oczami.

- Co? To jakaś tajemnica jak Ty z Hoseokiem?

Nam nie sądził, że młody Kim może być jeszcze czerwieńszy niż do tej pory. A jednak.

- Oj no nie patrz tak na mnie. Robicie z tego takie halo, jakby poza wami nie było gejów w szkole. No proszę was, dajcie spokój. Poza tym to widać. Tak jak u nich, wystarczy, że zobaczysz jak ten rudy patrzy na tego drugiego.. Jungguka, czy jak mu tam. 

TaeTae chyba pierwszy raz sprawił wrażenie, jakby ktoś zamknął mu usta na klucz. Rumieniec nieco mu już zszedł i wydawało się, że ochłonął. Kiedy policzki wróciły do względnie normalnej barwy, spojrzał z zainteresowaniem na Namjoona.

- A.. a Ty?

- A co myślałeś, że tak tylko się z wami bujam?

- Uh.. i nie boisz się tak na głos? Przecież, ludzie..

- I co ludzie Ci zrobią, Taehyung? - warknął Namjoon, wczuwając się w temat. Uwielbiał dyskutować o wychodzeniu z szafy i swoich prawach. Taki typ, nie lubił, kiedy ograniczało się go ze względu na to, kim jest.

- No będą gadać, a mało było pobić ze względu na orientację.. - jęknął po chwili namysłu młodszy, obserwując płonące pasją tęczówki starszego Kima. 

- W takim razie potrzebujesz kogoś, kto pobije tych, którzy będą chcieli Cię skrzywdzić. - odparł na to starszy, cichym, przyjemnie chrapliwym, a do tego głębokim, ciemnym głosem, wpatrując się w Tae chyba zbyt intensywnie, ale jebać. Tak czuł i tyle. - Hoseok jest takim kimś? - zapytał jeszcze, unosząc dumnie głowę i nieco się spinając.

Kasztanowłosy opuścił szybko wzrok z szeroko rozchylonymi powiekami i zaplótł nogi w nerwowym geście. Namjoon za to rozsiadł się wygodnie, stwierdzając swoje bezapelacyjne zwycięstwo. Zaraz dołączył wspomniany wcześniej Hobi i zajął miejsce obok ciągle nieco skrępowanego Tae.

- Coś nie tak? - westchnął, starając się nie zabrzmieć w towarzystwie na zbyt zmartwionego. 

- Nie. Wszystko dobrze. - Tae podniósł szybko głowę i obdarzył Hoseoka wyjątkowo czarującym, słodkim uśmiechem. Ten zmarszczył brwi i rozejrzał się nerwowo, czy aby nikt inny tego nie dostrzegł. Namjoon bezustannie kątem oka kontrolował rozwój akcji.

W pewnym momencie TaeTae pochylił się w kierunku swojego partnera, w oczywistym geście. Hoseok natomiast odsunął się szybko, wstał jak poparzony i otworzył szeroko oczy.

- Co Ty robisz? Chory jesteś? Przerwa, wszyscy patrzą? Coś Ci się chyba pomieszało, Taehyung... - Hobi pokręcił głową i przeczesał grzywkę, starając się ochłonąć ze stresu. 

I zanim Tae zdołał z siebie cokolwiek wydobyć, ich uszy przeszył ostry, nieprzyjemny dźwięk dzwonka obwieszczającego koniec przerwy. Hoseok obrócił się szybko i prawie odbiegł w kierunku skrzydła, w którym miał teraz lekcję. Namjoon niedługo później także dźwignął się z ławki, po drodze pochylając nad bladym Taehyungiem i opierając dłonie o jego uda.

- I co? On Cię obroni? - mruknął dyskretnie, unosząc brwi w cynicznym, smutnawym uśmiechu.

- J-ja.. - miauknął Tae, spoglądając na starszego i wzdychając głęboko.

- Nie Ty. TaeTae, zrozum. Nie jesteś winny jego brakowi jaj, ale za to on jest winny Twojej smutnej mince. - Nam zacisnął pełne wargi w półuśmiechu i skubnął pieszczotliwie policzek młodszego. - Teraz się nie zadręczaj, po prostu o tym pogadajcie. Nie chcę niczego psuć, ale nie pozwolę, żeby sprawiał, że czujesz się źle. - zadeklarował się jeszcze i uśmiechnął ciepło.

- H-hyung.. Ale.. Jak ja mam z nim o tym rozmawiać, on nigdy nie będzie chciał wyjść na jaw z "nami". - oczy Taehyunga nieco posmutniały, a zapał spłynął z jego buźki.

- Musisz wszystko sobie przemyśleć, Tae. Wiem i rozumiem. Tylko nie poświęcaj się za bardzo. Jesteś wart kogoś lepszego. - nie zwracając uwagi na jednego, czy dwóch gapiów, przeczesał delikatnie włosy młodszego swoimi smukłymi, długimi palcami, na co na nadwyrężonych już i tak policzkach, ponownie wykwitły różyczki urokliwych rumieńców. Namjoon bardzo zadowolony z siebie odsunął się i wyprostował przed chłopcem.

- Namjoonie, pogadamy jeszcze o tym? Chyba muszę wreszcie komuś się zwierzyć..

- Taeś, jestem zawsze dla Ciebie. I będę. Obiecuję.

A w klatce piersiowej Taehyunga coś załomotało i przypomniało słowa innego mężczyzny, który teraz zostawił go i nawet nie obejrzał się za siebie. Chyba naprawdę musiał poważnie przemyśleć czego oczekuje od swojego partnera. Wreszcie ktoś otworzył mu oczy i pokazał, że Hoseok nie jest jedynym facetem, który może dać mu szczęście. 
Całą resztę dnia w szkole, Tae zastanawiał się, rozmyślał i analizował sytuację, w którą wrzuciła go fortuna. Z jednej strony dopiero zaczął odkrywać, że nie na Hobim świat się kończy i był niepewny swoich uczuć, z drugiej coś wewnątrz chłopca łkało o zmiany, żeby ktoś wreszcie na oczach innych zamknął go w ramionach i spił pocałunek z ust. Żeby ludzie mu zazdrościli. 

Tylko kto jest w stanie mu to zapewnić?

Hoseok? 

Wiecznie przestraszony, chcący sekretów i tajemnic przed innymi, bojący się nawet głupiego buziaka pod koniec przerwy? 

Chaos. Wewnątrz głowy Tae miał miejsce chaos. W tym chaosie brał udział Hobi, ale też Namjoon, a nawet Jeongguk z Jiminem. Naprawdę byli razem? Podejrzewał taką opcję, ale nigdy ich nie przyłapał.. mimo to uwaga hyunga była trafna, Jimin patrzył na młodego w taki sposób, że uśmiech sam wpływał na usta. 

Kto patrzył na Tae w taki sposób? 

I pierwszy raz w jego głowie z chaosu kilkunastu twarzy pozostała jedna.
Z ciemną karnacją, pięknymi, obfitymi ustami i przenikliwym, zmysłowym spojrzeniem. 


Do przeczytania! - Gabek