Pokazywanie postów oznaczonych etykietą OS. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą OS. Pokaż wszystkie posty

środa, 20 kwietnia 2016

"Long time no see" OS

Tytuł: Long time no see


Paringi: Jinhun (Kim Jinwook & No Sulil) 



Opis: Jejku. Pomocy. Mój pierwszy fik z Up10tion, tak ich kocham, a tak długo to odwlekałem i nadal nie wiem czemu ;-; Fluffik, bardzo uroczy i bardzo spokojny. Ale mam wielką ochotę napisać coś.. Hm. Mniej delikatnego..? Much love, kochajcie to ❤




Siedział nad zeszytami chyba całą wieczność, godziny ciągnęły się jak poranna owsianka i równie topornie nie chciały skończyć. Ale to w końcu nie jego wina, że matematyka jest taka męcząca.
Siedział na piętach, przytulając klatkę piersiową do kolan, z nosem wetkniętym w zeszyt. Długopis zaznaczał niechętne, leniwe ślady, notując nieskładne działania.
Wtem przez drzwi ciepłego, jasnego pokoju wpadła do środka jeszcze jaśniejsza, uśmiechnięta od ucha do ucha postać. Na widok gościa buzia Sulila samoistnie się rozpromieniła.

- Yaa, dongsaengie! - pisnął Jinwook i doskoczył do chłopca na podłodze, otaczając jego drobniejszą posturę ramieniem. Dwójka przez krótką chwilę mocno przytulała się do siebie, aż Sul westchnął ciężko, spoglądając smutnawo na pokreślany zeszyt.

- Co to? Matematyka, tak? Hej, musisz ćwiczyć i robić dużo zadań, jeśli chcesz później być mądrym chłopcem. - starszy czule pogładził lekko odstające kosmyki włosów młodszego i uraczył go kolejnym, pełnym miłości uśmiechem. - Spróbuj dokończyć, na pewno Ci się uda Sullie. - Jin energicznie skinął głową i przyglądnął się zaspanej buzi młodszego, który z trudem podjął na powrót starania o dokończenie nieszczęsnego przykładu matematycznego. Widząc to starszy spochmurniał nieco, Zaraz jednak jego myśl przecięła jasna jak błyskawica idea. Delikatnie odgarnął kosmyki znad ucha małego Sulila, po czym szepnął bardzo, bardzo cicho.

- A jakbym Ci przyniósł.. gorąca czekoladę.. - słowa zabarwione uśmiechem spowodowały, że młodszy natychmiast ożywił się i z błyskiem w ciemnych tęczówkach spojrzał prosto w duże, ciepłe oczy hyunga.

Bez słowa skinął energicznie głową i zacisnął palce na długopisie. Starszy bardzo zadowolony z uśmiechu ukochanego dongsaenga pocałował z głośnym mlaśnięciem jego skroń, po czym poderwał się i zniknął za framugą rozchylonych drzwi.
Hyung. Zrobi mu gorącą czekoladę. Ekscytacja sięgała zenitu, spojrzał wyzywająco na zaplątane zadanie z matematyki i chwycił wygodniej długopis, podejmując wyzwanie po raz wtóry. Jinwook hyung musi być z niego dumny, kiedy przyjdzie.
Po kilkunastu minutach przez drzwi znów wszedł starszy, ostrożnie niosąc kubek wypełniony parującym, czekoladowym marzeniem, na powierzchni którego dryfowało kilka drobnych, białych pianek. Sul w pośpiechu dopisał kilka ostatnich cyfer, które ku jego zaskoczeniu pokrywały się z odpowiedzią w podręczniku. Zadowolony, dumny i szczęśliwy obrócił się do hyunga i uraczył go wielkim, kwadratowym uśmiechem.

- Hyuungie! Zobacz, obliczyłem to, wyszło mi hyung! - zerwał się nieco fajtłapowato z podłogi i podskoczył kilka razy w miejscu.
Jinwook promieniał nieukrywaną radością.

- Mój najzdolniejszy! - odstawił kubek dobroci na blad biurka młodszego i objął go, bez trudu unosząc mniejsze ciało w górę.
Przez cały pokój rozniósł się dziecięcy, radosny chichot. Wkrótce dołączył do niego również drugi i ostatecznie obaj chłopcy obracali się i łaskotali, aż zadyszka związała ich płuca na grube supły.

- Nigdy nie wątpiłem, że Ci się uda, Sullie. Jesteś moim małym dongsaengiem, musisz być naj. - uśmiechnął się Jinwook, chyba jeszcze szerzej niż do tej pory. Przycisnął usta do czoła chłopca, który zacisnął powieki i przetarł małą łapką ślad po buziaku. Starszy zaśmiał się głośno, czochrając sterczącą na wszystkie strony czuprynę malucha, po czym wyminął go powoli, wychodząc z pokoju. W progu zatrzymał się na chwilę, obrócił i popatrzył na młodszego rozkochanym wzrokiem.

- Jestem z Ciebie dumny, Sullie. Kocham Cię. - powiedział ściszonym głosem i zmrużył oczy w delikatnym uśmiechu.

- Ja też Cię kocham hyung, bardzo bardzo bardzo!
Perlisty śmiech rozniósł się w powietrzu.

***

- Hyuung! - załkał cicho młodszy, zaciskając palce na ramionach plecaka i naciągając je do granic wytrzymałości. W jego oczach migotały kryształki łez. - Ja tak nie chcę jechać, nie mogę zostać tu z Tobą??

- Masz wielki talent, Sullie. Musisz pojechać, szkoła w Seulu będzie dla Ciebie lepsza. - westchnął starszy, starając się przystroić twarz uśmiech, mimo to wyglądając raczej przygnębiająco. Zaczerwienione kąciki oczu mówiły same za siebie.

- Ale hyung, proszę.. ja chcę zostać tu, z Tobą.. przecież ja sam nie dam sobie rady, hyung. Ja nie chcę jechać! - po policzkach pociekły gorące, zrozpaczone a jednocześnie kompletnie bezradne potoki łez.

Jinwook poczuł, że jego gardło stało się miejscem przebywania ogromnego kamienia, a klatka piersiowa dziwnie bolała.

- Sullie.. proszę.. nie możesz zostać, nie płacz.. - jęknął błagalnie i nie zważając na obecność rodzin ich obu podbiegł do chłopca i złapał go w ramiona, wtulając w siebie mocno, zupełnie jak gdyby był to ostatni raz kiedy mogą być blisko.

Pociąg wydał z siebie żałosny gwizd, obwieszczający rychły odjazd. Matka Sulila położyła dłoń na jego ramieniu.

- Chodź małpko, wsiadamy. - miękki kobiecy głos odkleił ich od siebie.

Młodszy nieustannie łkał, czerwona buzia była całkiem zalana łzami. Jinwook również pozwolił kilku pojedynczym kropelkom spłynąć w dół policzków.

- Hyuu-ung! - zapowietrzył się chłopiec i zamachał rozpaczliwie krótkimi rączkami.

Starszy nie odezwał się ani słowem. Stał tylko z opuszczonym wzrokiem i czekał. Pociąg gwizdnął po raz drugi.

- Do widzenia! - rozległo się kilka ciepłych okrzyków zza postaci Jinwooka, który sącząc kolejne łzy uniósł na krótki moment wzrok. Do okna tuż ponad jego głową nos przyklejał jego mały, ukochany dongsaeng. Z bólem w sercu ofiarował mu ostatni, spokojny uśmiech przez łzy.

"Kocham Cię" niemo przeliterował, układając dłonie w kształt drobnego serduszka. Młodszy przecierając załzawione oczy przyłożył otwartą dłoń do powierzchni szyby.

- Też Cię kocham, hyung.. - szepnął prawie niesłyszalnie.

- Co mówisz, kochanie? - kobiecy głos ponownie pojawił się tuż obok myśli chłopca.

- Nic. - odpowiedział, pozostawiając mamę nieco zakłopotaną.

Usiadł ciężko na przeznaczonym do tego miejscu.
Świat za szklaną granicą rozmył się i pędził już wściekle, do przodu, dalej, coraz dalej.

Coraz dalej od domu.
Od wspomnień.

Od miłości.

***

Życie w Seulu ostatecznie nie było aż takie straszne. Sul uczył się pilnie, nie mając wiele rozrywek, których jedynym źródłem byli znajomi, a z tymi jakoś wyjątkowo nie było mu po drodze. Samotnie ciągnął kolejne lata nauki, samotnie rozwiązywał kolejne zadania, samotnie pił gorącą czekoladę. Czasem chwytał umieszczoną na szafce nocnej fotografię w prostej, kremowej ramce, na której Sul wraz z jego ukochanym hyungiem ściskają się uśmiechnięci na tle małego domku rodzinnego Jinwooka. Wzdychał i zamykał podręczniki, próbując przypomnieć sobie jak najwięcej rzecz związanych z hyungiem. Jego uśmiech, tak. Wyraźnie go widział, po tylu latach miał przed oczami zmrużone oczy, duże wargi, formujące jedną z najcudowniejszych rzeczy z dzieciństwa Sula. Potem jego głos; był , przyjemny. Kojarzył się mu ze słońcem, śpiewem ptaków. Bez problemu przywoływał jego tembr, otulał się tym wspomnieniem, trwał w nim. Wreszcie dotyk, jego dobre, duże dłonie. Czuł się przy nim tak bezpiecznie, pamiętał bezbłędnie towarzyszące mu przy hyungu uczucie. Tyle opieki ile mu dawał, ciepła i miłości.

Nie był pewien. Wcale nie był pewien, czy zostawiłby go teraz i pojechał tutaj jeszcze raz. Czemu to musiało się stać.

Rok szkolny dobiegał końca. Tak, dobiegał końca, kończył się, podsumowywał, zamykał. I to był już ostatni rok szkolny w jego życiu.
Nie był już małym chłopcem, prawie nic w nim z małego chłopca nie zostało - był wysoki, silny i chyba całkiem niezłej aparycji. Nie przywiązywał za dużo uwagi do wyglądu, szczerze mówiąc była to dla niego kwestia drugorzędna. Tym sposobem dbał tylko o kondycję ubrań, aby pozostawały czyste i schludne, nie musiały być jednak najnowszym krzykiem mody. Właściwie żadnym krzykiem nie musiały być. Ale teraz, dziwnym zrządzeniem losu, właśnie przechodził przez zatłoczony teren wielkiej galerii handlowej, w towarzystwie jedynej osoby, z którą wymieniał dziennie kilka kilogramów słów i myśli.

- Ale masz na myśli kupno czegoś konkretnego?- rzuciła niska dziewczyna krępej, ale dość zgrabnej budowy, dreptająca nerwowo przy boku przyjaciela. 

- Chcę wyglądać dobrze, Jimin. Po prostu. - wyższy wzruszył obojętnie ramionami i zerknął niepewnie w kierunku towarzyszki. Ta wywróciła oczami w charakterystyczny tylko sobie sposób i westchnęła głośno. 

- Khun. Ogar. Wiesz co on teraz lubi, jakim jest człowiekiem, jak wygląda? - jęknęła tonem wybrakowanym na polu nadziei na twierdzącą odpowiedź. Jej oczekiwania potwierdziły się, kiedy chłopak niepewnie pokręcił głową. 

- Eh.. Twój hyung może, a raczej na sto pierdolonych procent, jest zupełnie inny niż go zapamiętałeś, wiesz? A to, że napisałeś do niego list i dostałeś odpowiedź, że pojawi się na dworcu kiedy przyjedziesz, nie jest jakimś ewenementem na skalę światową. Może być tak, że będziecie musieli poznać się od zupełnych podstaw, jesteś tego świadom? 

- Tak, Jim. Jestem, myślałem już o tym dużo. Nie chcę odwlekać spotkania, chcę wrócić tam i mieć go znowu blisko. Jak..

- Jak wtedy, kiedy mieliście po kilka lat? Khun, ja rozumiem, to jest więź i w ogóle, ale nie sądzisz, że to trochę płonne nadzieje?

Zapadła przytłaczająca cisza, szumiąca napięciem w uszach pomimo wszechobecnego zgiełku. 

- Pomożesz mi kupić coś ładnego? Proszę tylko o to Jimin.

Dziewczyna ponowiła obrót tęczówek i parsknęła w dość zabawny sposób. 

- Jasne, potrzebujesz mnie tylko do zakupów. - rzuciła oburzonym tonem i wcisnęła dłonie w kieszenie spodni. - Pojedziesz sobie do swojego hyunga, zobaczysz go i wrócisz do mnie z płaczem. - odgarnęła teatralnie grzywkę i przyspieszyła nieco kroku. 

Sulil zaraz dorównał jej tempu i z uśmiechem otoczył ją ramieniem.

- Jasne. Dzięki, maluchu.

- Nie nazywaj mnie tak, dryblasie~!

***

- No.. jak wyglądam? - mruknął Khun, kiedy przywdział na siebie przygotowany przez przyjaciółkę zestaw ubrań. Niższa obróciła się do niego, zmierzyła krytycznym spojrzeniem jego stylizację, ostatecznie z wielkim oporem cmokając ustami.

- Eh.. model pierdolony. 

- Za dużo klniesz.

- A Ty za dużo jesz. Obróć się no, zaprezentuj walory. - jak na rozkaz chłopak wykonał efektowny obrób i stanął z profesjonalnej pozie. Jimin parsknęła śmiechem. - Bardziej pedalsko się nie dało. Ale dobrze jest, hyungowi się spodoba. - uniosła kciuk ku górze, na co na usta Sula wpłynął szeroki, zadowolony uśmiech.

- Chyba nieźle, prawda? Ok, w takim razie bierzemy. Koniec zakupów! - wykrzyknął uradowany i zaczął rozpinać pospiesznie koszulę, na co Jimin pisnęła krótko i z impetem zasunęła połę zasłony przebieralni. 

***

Całą drogę intensywnie rozmyślał co powie, kiedy zobaczy hyunga. Czy w ogóle go pozna? W końcu nie widzieli się tyle lat, na pewno bardzo się zmienił, zmężniał.. ciekawe czy jest od niego wyższy. Kilka godzin podróży zleciało mu odczuwalnie w może kwadrans, włączając w to drzemkę i konsumpcję drugiego śniadania, o które Jimin sama zadbała. 
Tuż przed swoją stacją poczuł jak serce bije mu zdecydowanie zbyt szybko jak na normalne warunki. Kiedy pociąg z metalicznym piskiem się zatrzymał, chwycił rączkę przepakowanej walizki, zarzucił plecak na ramię i czując jak bardzo miękkie są aktualnie jego kolana, wygrzebał się z transportowej puszki. 
Peron był raczej wyludniony, rzadko rozsiani podróżni wędrowali nieco otępiale w różnorakich kierunkach. Na pierwszy rzut oka nie było tu nikogo, kto by go mógł wyczekiwać. Jedyna osoba okupująca peronową ławkę była zupełnie nie tą, której poszukiwał; siedział na niej drobny chłopiec, na oko w wieku kilkunastu lat, o niezwykłym, prawie białym odcieniu włosów. I prawdę mówiąc nie zaskoczyłoby to Khuna wcale, bo pół życia spędził w końcu w stolicy kraju i codziennie mijał na ulicach niekiedy naprawdę osobliwe przypadki, jednak pewna cecha postawy chłopca wprawiła go w niemałe zakłopotanie - młody wpatrywał się w niego uparcie, w końcu otwierając szeroko oczy i wstając z ławki. 
Khun dopiero po chwili poznał jego błyszczące oczy i pełne usta. 

- H-hyung.. - zająknął się, wlepiając w chłopaka nie na żarty zaskoczone spojrzenie. 

- Sullie. - odparł niższy z szerokim uśmiechem na ustach i na moment przesłonił je dłonią, zapewne w geście niedowierzania. - Em.. wow? 

- To dobre słowo. - zgodził się brunet i dopiero teraz przystroił się w równie rozpromieniony, szeroki uśmiech. 

Przez moment mierzyli się tak, nie do końca wierząc w to co właśnie widzą, po czym Jinwoo nagle ze łzami w kącikach oczu przebiegł krótki dystans dzielący ich postaci, podskakując odrobinę i zarzucając ramiona na szyję młodszego. Khun przez moment stał zupełnie skołowany, po czym jednak zrzucił szybko plecak z ramion, odsuwając walizkę i obejmując wolnymi rękoma talię hyunga. 
Niesamowite. Był taki drobny, delikatny. Zupełnie nie taki, jakim go zapamiętał, nie mógł się już nim teraz opiekować, to on był w końcu mniejszy i słodszy. Sul zmarszczył brwi, przy okazji zaciskając powieki i wtulając kruche ciało w swoje silne ramiona. 

- Dongsaengie.. - zachlipał po chwili starszy i odsunął się odrobinę, przyglądając się ciekawsko twarzy chłopaka. - Jakim cudem urosłeś taki wielki, tak wyprzystojniałeś.. przecież byłeś ode mnie mniejszy. Jak ja teraz będę Cię czochrał po głowie? Huh? Pomyślałeś o tym, rosnąc taki wysoki? 

Rozbrzmiały dwa perliste, nieco zawstydzone śmiechy. 

- Wybacz hyung, myślałem, że Ty też nie próżnowałeś w rośnięciu. - brunet wydął niewinnie dolą wargę, którą starszy zaraz zaczepnie pstryknął palcem wskazującym.

- Ja się zatrzymałem na tym poziomie, na jakim mnie zostawiłeś. To się nazywa wierność, niewdzięczniku. - mruknął Jin i roześmiał się cicho, a zadarłszy głowę wyżej przeczesał powoli gęste, przydługie włosy młodszego.

- Wybacz. Już więcej nie urosnę.

- Boże, jeszcze się chciał wydłużać. - jęknął oburzony blondyn, na co ponownie ozwały się dwa odcienie szczerego śmiechu. 

Przypatrywali się sobie chyba naprawdę długo. Na szczęście o tej godzinie na planie nie figurowały żadne przyjazdy, ani odjazdy, więc mieli chwilę tylko dla siebie i swoich stęsknionych emocji.

- Pasuje Ci ten kolor, hyung. Wyglądasz.. ślicznie. - Khun uśmiechnął się szeroko, mrużąc przymilnie powieki, na co starszy przybrał nieco bardziej różowy niż do tej pory kolor.

- Przestań.. głupek. - burknął opuszczając wzrok i przykładając chłodne dłonie do zarumienionych policzków. - Nie rób mi tak.

- Wiesz, jak strasznie tęskniłem? Naprawdę ciągle o Tobie pamiętałem, przypominałem sobie wszystko na Twój temat, nie pozwalałem sobie zapomnieć jakiegokolwiek wspólnego momentu. I nie mogłem się doczekać aż znowu Cię zobaczę. 

Starszy, swoją drogą ciągle tkwiąc w objęciach swojego dongsaenga, wydał z siebie coś na kształt skrzeczącego jęknięcia i podkulił ramiona, wyraźnie zawstydzony całą sytuacją.

- Nie mów takich rzeczy.. mam wtedy takie głupie motylki w brzuchu. Lepiej opowiedz mi zaraz.. 

- Zaraz. Hyung, jeszcze jedno.

Jin cichym spojrzeniem oplótł twarz Khuna, związał supełek na nitkach ich wzroku.
Wyższy nie mógł napatrzeć się na lśniące, doskonale wykrojone oczy hyunga. Jak można być tak pięknym? Nie zapamiętał go w ten sposób, ale wraz z obecną chwilą każdy dotyk jego dłoni we wspomnieniach, wydawał mu się znacznie delikatniejszy, pełen wdzięku. Teraz on stał się mężczyzną, tym, który powinien się opiekować. Role się odwróciły. 

- Jinwoo.. - mruknął, zacieśniając jeszcze bardziej ich obecną relację i pomniejszając dystans do niezbędnego minimum. - Jesteś najsłodszym hyungiem na świecie. I dla Twojej wiadomości.. Ja nie mam zamiaru już Cię wypuszczać. Zostaniemy tak do końca świata, przykro mi. - brunet z poważnym wyrazem twarzy wzruszył ramionami, po czym pozwolił drobnemu, łobuzerskiemu uśmieszkowi wkraść się na wąskie, zaciśnięte usta. 

Na wydźwięk tych słów blondyn roześmiał się płaczliwie, wycierając w ramię mokre od łez policzki. Przesunął drobne dłonie na wyraźnie zarysowaną szczękę dongsaenga, badał jego dojrzałą twarz czułym dotykiem, wodził opuszkami po policzkach. W końcu jakoś tak zupełnie naturalnie stanął na palcach i przyciągając do siebie oblicze młodszego zmrużył powieki, osadzając miękkie, ciepłe usta na jego wargach. Pocałunek trwał kilka wdzięcznych, skromnych chwil. Khun tęsknym gestem przeczesał burzę białych kosmyków hyunga, przy tym bezwarunkowo przejmując kontrolę nad rytmem zbliżenia. Z tej racji tuż po chwili odsunął się od niego na niewielką odległość i z rozczulonym uśmiechem oglądnął swoje małe szczęście, z rumieńcem na policzkach czeszące troskliwie jego ciemne włosy.

- Kochać kogoś całe życie? To nie trochę głupie? 

- Może. Mam to gdzieś, Sullie, wierz mi. Za długo kazałeś za sobą tęsknić. Mam teraz prawo kochać Cię tak mocno i długo jak tylko mi się wymarzy. 

- Hyung..

- Cicho. Nie dyskutuj ze starszym, szczeniaku. 


Do przeczytania! - Gabryś



czwartek, 14 kwietnia 2016

"How to reach the target?" OS - 3/3 (ending?)

Tytuł: How to reach the target

Paringi: Taegimin (Kim Taehyung & Min Yoongi & Park Jimin)

Opis: Z tym zakończeniem było więcej kłopotu, niż z jakimkolwiek wcześniejszym opowiadaniem. Ja nie wiem co się dzieje, nie wiem czy dobrze robię, jeśli myśleliście o czymś innym, chętnie poczytam jak wyobrażaliście sobie, że potoczą się losy miętuska, rudego i fała. 


Jimin się Taehyunga najzwyczajniej bał.

To było do przewidzenia; jeszcze tego dnia wdał się w bójkę z jakimiś typami spod ciemnej gwiazdy, dostał po uszach od właściciela sklepu, obok którego przechodzili, a Tae jakoś tak z niczego stwierdził, że fantastycznie będzie nabazgrać coś na wystawie jaskrawo-czerwonym sprayem, ostatecznie złapała go policja, a Yoongi wraz z rudowłosym musieli ratować jego wielce podatny na kłopoty tyłek. Czym był ten dzieciak.
No, nie miał prawa tak o nim mówić, dowiedział się bowiem, iż Taehyung jest - o dziwo - z tego samego rocznika co Park. Najmniejszy z trójki kompletnie nie pojmował osoby blondyna. Był dziki, głupawy, porywczy.. zupełnie nie pasował do osoby Yoongiego. Myśli zaprzątała mu ciekawość ich historii, co musiało stać się w tych kompletnie odmiennych osobach i ich życiach, że aktualnie byli ze sobą tak bezkrytycznie, absurdalnie blisko.

- ChimChim! - rozległo się nagle nad uchem rudego, które padło ofiarą zwierzęciu w ludzkiej skórze, zwanemu Taehyung. - Jesteś tak samo nudny, jak Yoongi, wiesz? Po co ja w ogóle z wami łażę..

- Nikt Cię nie zatrzymuje. - mruknął Jim kąśliwie, unikając karcącego spojrzenia Yoongiego, czuł bowiem, jak wypala w nim ogromną dziurę.

- I tylko dlatego wciąż tu jestem. Można Ci chociaż pograć na nerwach.. - swoim niskim głosem Tae uformował coś na kształt warknięcia z uśmiechem na ustach, ni z tego ni z owego zaciskając pięści na materiale kurtki rudego i w pół kroku ciągnąc go w tył, tak, że ten ze zdezorientowanym stęknięciem wpadł prosto w szerokie, silne ramiona rówieśnika. - Jesteś słodki, kiedy się tak złościsz, Jiminie.

Park nie rozumiał sytuacji, nie wiedział co począć i jak się z tego wyrwać. Poczuł tylko ciepłe wargi, które w najmniej oczekiwanym momencie przylgnęły do jego odsłoniętej szyi. Tae bez trudu przytrzymał chłopca w stalowym uścisku, aż do momentu, w którym na jego skórze wykwitł zaczerwieniony, od środka niemalże siny ślad. Dopiero wtedy blondyn z zawadiackim uśmiechem wypuścił mniejszego z ramion, a ten bez chwili namysłu złapał się za szyję, jakby właśnie co najmniej został ugryziony przez toksycznego zombie. Min wyraźnie skołowany stał tylko z nieobecnym wyrazem twarzy, obserwując całe zajście raczej zaciekawiony niż oburzony. W przeciwieństwie do rudowłosego.

- C-.. co?! Coś Ty właśnie odwalił, co?? - pisnął gotujący się od wewnątrz Jimin, po czym rzucił oskarżycielskie spojrzenie miętusowi. - A Ty? Nie masz zamiaru nic z tym zrobić?!

Tae stał niewzruszenie i tylko zanosił się zduszonym śmiechem. Leniwie przestąpił kilka razy z nogi na nogę, doczłapując tym samym do Yoongiego, którego otoczył ramieniem, przyciskając do siebie jego drobnej postury ciało. Niższy nie okazywał wyraźnych sprzeciwów.

- Ejj.. ChimChim.. Ty mała, ruda kuleczko.. Sporo się jeszcze musisz nauczyć. O Yoongim, o mnie, o sobie. - westchnął blondyn, jak gdyby nigdy nic nachylając się bliżej hyunga i z niezakłóconą pewnością siebie rozchylone usta składając na jego delikatnych wargach.

Jimin zadrżał.

Tae był absolutnie bezwstydny, pogłębił pocałunek momentalnie, zaborczo przyciskał do siebie hyunga, spijając bliskość niczym przegłodzony wampir. Do pewnego momentu Min pozostawał wobec tego całkowicie obojętny, ze zmrużonymi powiekami grzecznie wyczekując kolejnych ruchów młodszego. Aż w końcu stała się rzecz, której Jimin ani nie przewidział, ani jak się okazało, wcale nie chciał. Starszy powoli, jakby od niechcenia, uniósł ramiona, otaczając nimi szyję blond dzieciaka, który na gest zareagował nad wyraz ochoczo. Traktując interakcję niczym oficjalną zgodę, czy może raczej zaproszenie, chwycił go mocno w talii, a Jimin mógłby przysiąc, że usłyszał ze strony Yoongiego coś na kształt zduszonego stęknięcia. Pocałunek trwał, wlekł się, dwójka smakowała się już długo, z każdą jednak chwilą wręcz pogłębiając doznanie z tym większą pasją i zaangażowaniem.
A Park stał. Patrzył na scenę, jedną dłonią ciągle trzymając zmaltretowaną szyję, przyglądał się i wcale nie wierzył w to co widział.
No bo Yoongi z chłopcem.. Okej, może nawet gdzieś tam na to liczył. Ale dlaczego, na bogów, czemu pozwalał Tae dotykać swoich bioder, gryźć wargi, które na pewno były słodkie i delikatne. Park zmarszczył brwi, nie odszedł jednak, wytrwale czekając aż zakończy się intymna chwila dwójki przed jego oczami.
Doczekał się ostatecznie, chociaż nietęgi wyraz jego twarzy sugerował, że był zdecydowanie niezadowolony z tego jak długo musiał wyczekiwać.
Tae odsunął się od hyunga, z zaskakującą czułością gładząc jego policzek i uśmiechając się subtelnie pod nosem. Na widok Jimina najwyraźniej nieco się zdziwił.

- O.. Zostałeś? - jęknął nie starając się nawet o opanowany ton i wyciszając rozbuchane emocje. Porozumiewawczo zerknął na Yoongiego, który z rumieńcem na bladych policzkach wpatrywał się intensywnie w czubki własnych butów, nieskory do jakichkolwiek interakcji.

- Ano, jak widać. - odparł Park cicho, acz stanowczo i odchrząknął, chcąc najpewniej dodać sobie odwagi. Stanąwszy wyprężony niczym struna przed Taehyungiem, który nabrał już typowego dla siebie cwaniactwa.
Yoongi stał w miejscu, cichy jak zawsze, ale tym razem uciszony.

- Więc mam rozumieć, że chcesz się nauczyć? O nas? - mruknął Taehyung zmniejszając dystans między sobą a Rudym. Przyglądał mu się uważnie z góry, starając się bystrym okiem wyłapać każdą emocję, jaka przemknęła przez Jiminowe oblicze.

Długa cisza trwała nieprzerwanie, zakłócana tylko trzema spokojnymi, podejrzliwymi oddechami.

*

- Chodźmy do mnie. - wybrzmiał miękko miętowy tembr, zlewając się z szumem wiatru, który przybrał nieco na intensywności.

*

Zsunął z bioder materiał spodni, przdz krótką chwilę mocując się z przeciśnięciem stóp przez nogawki. Nieco niepewnym gestem pozbył się również bielizny, całkiem nagi stając przed dwoma parami oczu.
Tae uniósł kąciki ust i wyciągnął otwartą, zapraszającą dłoń w kierunku rudowłosego.
Jimin wciąż nieco nieufnie zbliżył się doń, pozwalając, by ręka blondyna oplotła jego bok, bez namysłu przyciągając ciało niższego do siebie. Blondyn począł przyglądać się posturze chłopca już z całkiem bliska, całkiem zatopił się w pełnym pasji analizowaniu ciała rudego, wodząc smukłymi dłońmi po powierzchni skóry niczym podczas badania nieznanej sobie do tej pory mapy.
Yoongi natomiast, mniej pewny siebie niż kiedykolwiek, odważył się w końcu podnieść na Jimina wzrok i złączyć ich spojrzenia w momencie niepewności. Starszy wstał jednak z uda blondyna, przylegając do boku rudego i zaplatając chude kończyny na jego ramieniu.
Jimin czuł, że dotyk Tae powoli zaczyna palić, spojrzenie Mina peszy i zawstydza. Wkrótce uderzyło w niego gorąco, kumulujące się w podbrzuszu pod postacią intensywnego trzepotu motylich skrzydeł.

- Piękny jesteś, Jiminnie. - mruknął w końcu Kim, zerkając od dołu na oblicze rudego, który bezzwłocznie odwrócił głowę, czując jak jego policzki stają się ciepłe od nagłego napływu krwi.
Yoongi uśmiechnął się pod nosem, opierając czoło o skroń Parka i na krótką chwilę mrużąc senne powieki.

- Jesteś, to prawda. - dodał szeptem i musnął rozchylonymi wargami delikatną skórę na przełomie policzka oraz ucha chłopca.

Rudy drżał, nie czuł się już na siłach, aby to jakkolwiek powstrzymywać. Zwłaszcza, że Yoongi całował jego ucho, szyję, obojczyki. Zwłaszcza, że Taehyung wodził opuszkami po napiętych mięśniach ud, po biodrach. pośladkach. Wkrótce delikatna dłoń zaczęła zaciskać się na ciele najmniejszego, zapuszczone paznokcie wbijały się w skórę, zostawiały zaognione, wąskie pręgi na ślad swojej bytności. Na szyi czuł oddech miętowego, jego gorący język, drobne, ostre zęby, nadgryzające nienaruszoną do tej pory taflę skóry Jimina.
Obie dłonie Rudego znalazły już sobie miejsce; jedną przytrzymywał przy sobie głowę Yoongiego, wplatając palce w jego błękitne włosy i zaciskając je na nich w przypływach skumulowanych emocji.
Drugą dłonią wodził po zaskakująco drobnym ramieniu Tae, co jakiś czas pieszczotliwie zahaczahąc palcami o jego obojczyki, trącając płatek ucha.
Nagi, bezbronny, w objęciach dwójki kochanków, drżący z zimna i gorąca.
Dłonie pieszczące jego ciało, usta błądzące przez nadwrażliwą skórę, języki doprowadzające go na granice świadomości i racjonalnego myślenia. Trzy serca, wybijające głośny, chaotyczny rytm.

***

Rozwleczony jęk rozniósł się po pokoju, przyprawiając Taehyunga o dreszcze ekscytacji.

- Cholera.. - wysapał ciężko Jimin, wiercąc się pod wpływem zaciśniętych na pośladkach dłoni i przyrodzenia energicznie rozpychającego jego wejście. Zagryzł mocno dolną wargę i wziął kilka szybkich oddechów przez nos. Wkrótce jednak Yoongi zawinął biodrami, domagając się utraconej uwagi i ocierając się pulsującym penisem o policzek rudego.

- C-chim.. - jęknął błagalnie, na co młodszy chwycił jego członka bez chwili zwłoki, najpierw przez moment sunąc zaciśniętą dłonią po całej jego długości, następnie oplatając go opuchniętymi, gorącymi wargami i zasysając się na miękkiej główce.
Słonawy posmak wypełnił wkrótce wnętrze jego ust, spłynął w dół gardła, a Park zakaszlał cicho, ze łzami w kącikach oczu znacząc na przyrodzeniu miętowego niekonkretne wzory mokrym językiem. Kilka drobnych kropel spłynęło jeszcze po nim, a Min głośno wypuścił z płuc wstrzymywane powietrze. Czule przeczesał rude kosmyki grzywki Jimina i jeszcze przez chwilę postarał się ukoić rozszalałe tętno. Tae natomiast wznowił pchnięcia w spazmatycznie szybkim tempie, na co Park odpowiadał salwami zachrypniętych, siłowych pojękiwań i westchnień.

- Tae.. o boże.. - zapowietrzył się w końcu i obficie rozlał się na prześcieradło, przykurczając mięśnie brzucha i podkulając ramiona. Na wyższego zadziałało to niemal jak rozkaz, uderzył miednicą o pośladki chłopca jeszcze kilka razy, wchodząc w niego po same jądra i ostatecznie szczytując obficie w ciasnym, gorącym wnętrzu Parka.
Obaj zacisnęli powieki, a Jim rozchylił je dopiero w momencie, kiedy poczuł spływające po wnętrzu ud ciepło. Z tą chwilą oddał się obezwładniającemu zmęczeniu, opadł częściowo na pościel, częściowo na tors błękitnowłosego. Ten momentalnie objął go na wysokości łopatek i jął z wielką delikatnością gładzić wcześniej zadrapaną przez siebie skórę.
Tae pochylony do przodu starał się uspokoić oddech, w końcu zerkając na obejmującą się dwójkę i kładąc się tuż obok nich, przy okazji ramieniem otaczając talię Jimina.
Trzy, splatające się, gorące oddechy.
Jimin już po chwili smacznie spał, dzięki czemu tętno zwolniło i jedynym śladem wcześniejszych wydarzeń był permanentny rumieniec na jego policzkach oraz ciało pokryte bordowymi pręgami oraz licznymi siniakami. Tae uniósł jeden kącik ust.

- Mały, słodki Jiminnie. - mruknął z uśmiechem paznokciami znacząc ledwo wyczuwalne przez śpiącego tory na skórze jego pleców.

- Wreszcie nasz. - dodał cicho Yoongi, łapiąc kontakt wzrokowy z młodszym. 

Uśmiechnęli się szeroko, przyciskając swoje usta i darząc się kilkoma czułymi, najczulszymi gestami.

*

- Strzał!

Cięciwa wysmyknęła się z wprawionych palców, strzała pomknęła ze świstem przez powietrze, grot tępo utkwił w samym centrum tarczy. 

- Doskonale, Jimin. - trener poklepał z uznaniem ramię chłopaka, przez lornetkę podziwiając wynik rudowłosego. - Kolejna dziesiątka. Niedługo całkiem przestaniesz pudłować. 

Z radosnym, wdzięcznym wyrazem twarzy chłopak skłonił się przed trenerem, a ten wkrótce zniknął w gabinecie. niosąc ze sobą do połowy zapełniony zimną, czarną kawą kubek. 
W tym samym momencie drzwi głównego wejścia rozchyliły się, wpuszczając na teren drobną sylwetkę chłopca o miętowo-niebieskich włosach. Jimin poczuł przyjemne mrowienie w podbrzuszu. Chłopak na widok rudego przystroił się w oszczędny, ale szczery uśmiech. Podszedłszy do strzelca odsunął łuk od jego ciała, zajmując jego miejsce i przywierając w szczelnym uścisku do młodszego. Usta Yoongiego leniwie musnęły płatek ucha towarzysza. 

- Tae wpadnie nam dzisiaj pokibicować. - mruknął, na co Jimin bez słowa skinął głową i przybrał zadowolony wyraz twarzy. - Może się do niego wreszcie przekonasz.. - dodał cicho i zaczepnie uszczypnął bok rudego, na co ten wzdrygnął się i pokręcił z politowaniem głową, dostawiając łuk do ramienia i celując w kierunku tarczy na końcu toru.

- Lewe skośne. - krzyknął jeszcze miętowy, znikając za drzwiami.


THE END(?)
Do przeczytania! - Gabiś



poniedziałek, 4 kwietnia 2016

"Over again" OS

Tytuł: Over again

Paringi: Vhope (Kim Taehyung & Jung Hoseok), TaeJae (Kim Taehyung & Kim Minjae)

Opis: ... Hm. Nawet nie wiem jak to opisać. Nie spodziewałem się, że kiedykolwiek coś równie romantycznie rzygowego wypłynie spod moich palców, a tu proszę.. wystarczyło trochę posłuchać Homme i K.will'a XDD Fluff. Fluff. Proszę. Niech mnie ktoś zabije. Albo w sumie koment wystarczy <3 Love y'all 


Nie zawsze było kolorowo. To niezaprzeczalny fakt. Ale.. czy w ogóle kiedykolwiek obywa się bez problemów i starć?
Taehyung był zły i uważał, że tak. To po prostu Hoseok był beznadziejny, wszystkiemu, co było między nimi konfliktowe, winny był on. Wiecznie wyszczerzony, z tymi rozczochranymi włosami, szczęściem w oczach..
Nie. Moment. Hoseok to ten zły, a Tae jest obrażony i nie będzie zachwycał się nad jego pięknem, co to, to nie. Już zbyt często dawał mu kolejne szanse i wybaczał tą głupotę, tym razem koniec. Poza tym.. już nie łączy ich tyle, co kiedyś.
Pamięta jeszcze czasy sprzed debiutu, jak kochali się po treningach, jak wszystko było ekscytujące, nowe.. po prostu romantyczne. A teraz? Czym ma być numerek w kiblu przyrównany do tych motyli w brzuchu, do poznawania się kawałek po kawałku, do uczenia się uczuć. Nie, to jest bezsensu, Taehyung wie o tym doskonale i dlatego będzie się obrażał choćby i do końca świata. Ma  w nosie, czy Hobi.. znaczy się Hoseok to zauważy, czy nie, czy będzie mu może przykro.. Nic z tych rzeczy.
Tae będzie twardy jak skała i oziębły.
Poza tym miał Minjae. To było bardzo przydatne w przypadku kłótni z Hoseokiem, bo nikt z zespołu nie wzbudzał takiej zazdrości Junga, co dongsaeng TaeTae. A w końcu właśnie o to chodziło.
Minmin był przeuroczym, ślicznym i do tego wdzięcznym jak mało kto stworzeniem, Taehyung go uwielbiał. Bardzo chciał też się w nim zakochać. Śmiesznie, prawda? Ale to byłoby jeszcze wygodniejsze niż przyjaźń, mogliby być tak blisko jak im się zachce, a Hoseok tylko zieleniałby z zazdrości gdzieś w cieniu ich miłości.
Tylko tu pojawiał się zazwyczaj najbardziej niemiły problem - nie można kogoś od tak pokochać. Czasem pomimo najszczerszych starań, wychodzi z tego niewiele więcej co nic. Zostawało więc udawać jak najbliższą relację, kiedy w pobliżu pojawiał się Hobi. Hoseok. Cholera.
Udawanie bywa męczące. Zwłaszcza, gdy chcesz też udawać przed samym sobą. To jest chyba najbardziej frustrujące, a jednak z drugiej strony palące przekonanie o tym, że ta droga jest rozsądna, sprawia, że człowiek kompletnie traci grunt spod nóg.
Eh.. Za dużo myślisz, TaeTae. Hoseok to kretyn, doskonale o tym wiesz i dlatego jedynym mądrym wyjściem będzie dać sobie z nim spokój. Obraza. Chłód.
O kurcze, jak on ślicznie wygląda w tej czapeczce.. Nie. Stop.

Tae musiał mocno trzymać się na wodzy. Zawsze byli z Hobim blisko, nie mieli sekretów, nie było kłótni, która nie mogłaby być rozwiązana. Znali się na wylot i mimo, że mogłoby się to wydać nudne, Tae lubił to, że ma Hobiego. Znaczy się - miał, oczywiście.
Oparł się o ścianę, do której dostawione było jego łóżko i westchnął przeciągle, zupełnie jak na planie filmowym do taniej dramy, w ręku ściskając telefon. Wyświetlacz migotał jaskrawym odcieniem komunikatora, a konkretnie rzecz biorąc - nowo otwartej wiadomości od Hoseoka, który pytał, czy Tae miałby czas porozmawiać.
Wargi Kima były już zgryzione do granic możliwości, młody wydawał się całkowicie, a do tego beznadziejnie rozdarty.
Bardzo irytował go fakt, iż wystarczyło jedno słowo od Hoseoka, nawet wysłane przez głupi chat, a wszystko, co Tae starannie i z uporem godnym kaligrafa usypiał i zabudowywał grubym murem, nagle eksplodowało i rwało się - soczyste i pełne uczuć - prosto do Junga. Musiał niezwykle ze sobą walczyć, by nie odpisać serduszka i nie pobiec do pokoju hyunga, by rzucić mu się w ramiona i powiedzieć, że już się wcale o nic nie gniewa, że to już minęło i jest tak jak zawsze. Kolorowo.
Zablokował ekran telefonu, poderwał się z rozrzuconej pościeli i w mgnieniu oka przebrał się w wyjściowe, przyciągające oko ciuchy. Na uszy i usta naciągnął swoją ulubioną maseczkę, raz tylko poprawił makijaż i wyruszył w drogę. Przed wyjściem ze studia BigHit, zahaczył jeszcze o pokój, w którym stacjonował J-hope, pokazując się w progu niczym zjawa.

- Wychodzę hyung, niestety, nie mam czasu. - rzucił kompletnie bez polotu, głosem wypranym z jakiegokolwiek kolorytu, po czym zostawiwszy Hoseoka i nieco rozchylonymi ustami, udał się na spotkanie z Minjae.
Chłopak czekał już na niego pod budynkiem wytwórni, za kierownicą swojego pięknego, lśniącego auta. Tae był o nie trochę zazdrosny, ale z drugiej strony cieszył się, bo znał jego właściciela i mógł sobie nim bezkarnie jeździć.
Tuż po otwarciu drzwi pasażera przywitał go przyjemny zapach dobrego jedzenia. Oblizał z zadowoleniem wargi i wsiadł, niewiele myśląc, po drodze składając przelotny całus na policzku dongsaenga.

- Jedźmy nad rzekę, zjemy na starym moście. Mam dość tego miasta. - odezwał się nagle Tae, piorunując spojrzeniem sygnalizację świetlną, która akurat zatrzymała dwójkę na długich, bezsensownych światłach.

- Coś się stało, hyung? Znowu jakąś akcja z Hobim hyungiem? - młody jak zawsze zgadywał bez najmniejszego problemu co, jak i dlaczego czuł Tae. Zupełnie jakby miał w sobie skryty jakiś specjalny mechanizm sczytujący emocje Taehyunga jak informacje elektroniczne.

- Powiedzmy. Ale chyba ostatnia. - starszy przeciągnął się ostentacyjnie, na koniec osadzając wzrok na własnych paznokciach i ich nienagannym stanie.

- Zrywacie? Po tylu latach? Nie uwierzę.. Hope by na to nie poszedł.

Mały cwaniak, skąd on go tak doskonale zna..

- Teoretycznie.. Hoseok jeszcze nic nie wie. Na razie to ja zadecydowałem. - szepnął chłopak, nieco mniej pewnym siebie niż poprzednio głosem, po czym przeczesał grzywkę smukłymi palcami, nadając jej nieco bardziej pożądany kształt.

- Hyung.. Ty wiesz, co bym teraz powiedział. Dlatego nie powiem, musi Ci wystarczyć ta świadomość. Decyzja należy do waszej dwójki, a nie do połowy drużyny. - na ostatnie słowa Tae zarechotał prześmiewczo, ostatecznie jednak to, co mówił młody stanowiło największą prawdę, z dotychczasowych wypowiedzi.

Na nieszczęście Taehyunga, niedługo po dotarciu w wyznaczone miejsce i ledwo rozpakowaniu kupionego przez Minjae jedzenia, menago smsem poinformował V o tym, że chce widzieć ich wszystkich do pół godziny w budynku BigHitu i lepiej dla nich, żeby się nie spóźnili.
Tae ostatnio nabrał dziwnego nawyku wzdychania do ekranu telefonu.

Minjae był naprawdę cudowny, gdy tylko usłyszał od Tae o ich nagłej, nieprzyjemnej zmianie planów, zapakował jego porcję jedzenia w oddzielną torbę i zawiózł towar wraz z właścicielem tuż pod drzwi tego życiowego utrapienia, jakim był BigHit.

- Wybacz.. strasznie głupio to wyszło. - mruknął zakłopotany wokal, typowym dla siebie gestem strzępiąc włosy tuż nad karkiem.

- Zapakowałem Ci jedzenie, przynajmniej się nie zmarnuje. No i widzimy się za niedługo, trzeba to odrobić. - Min z promiennym, swoją drogą naprawdę pięknym uśmiechem, skinął energicznie głową i chyba nieco bardziej zacisnął dłonie na kierownicy.

W tym momencie stała się kolejna niespodziewana przez Tae rzecz; że studia z niemałym impetem wyszedł nikt inny, a Hoseok - najpewniej posłany po V i z tego powodu wyraźnie rozdrażniony.
Kim skierował na niego wzrok płynący z szeroko otwartych oczu, od razu obmyślając w jaki sposób by mu tym razem dopiec. I wtedy zerknął na delikatną, chyba subtelnie zarumienioną buźkę Minjae, który uparcie wpatrywał się w licznik.
Czy on się krępował..? Jejku..

Głowa Tae momentalnie wysnuła najbardziej niecny ze scenariuszy, więc nie czekając na przemyślenie tego naprędce skleconego planu, wziął głęboki, ośmielający wdech.

- Ya. - rzucił odważnie, a tuż przed tym jak młodszy Kim obrócił ku niemu głowę, dźwignął się nieco, zbliżając do dongsaenga na niewielki dystans.

A potem w odpowiednim momencie przytrzymał dłonią jego policzek, płynnym gestem składając na jego ustach słodki, nieco figlarny pocałunek. Młodszy był wyraźnie zbyt zaskoczony by jakkolwiek zareagować, więc zastygł tylko z dłonią odrobinę uniesioną ponad kierownicę.
Tae nie myślał. Wybrał moment, zamknął oczy i zatrzymał akcję serca, tak, jakby miało to sprawić, że ta chwila będzie tylko słodkim, wygodnym złudzeniem.
Wychodząc z samochodu szepnął ciche "dziękuję", dwie sekundy później patrząc jak pojazd niechętnie wlecze się do przodu, pozostawiając dwóch członków BTS na pastwę uczuć.

Hoseok kipiał. Czerwone policzki zdecydowanie nie stanowiły wyrazu zakłopotania; frustracja wylewała się z jego ust przy każdym oddechu.
Zignorowanie tego zajścia i zwyczajne odejście, udając, że tak naprawdę wcale go to nie obeszło, byłoby bardzo w stylu Hoseoka. I już, już miał to zrealizować, kiedy zupełnie niezrozumiały bodziec tchnął go do postąpienia raczej nietypowo. Chwilę później stał już blisko Tae, zaciskając palce na jego ramieniu, z kpiącym uśmiechem wymalowanym na ustach.

- Dobrze się bawisz? - warknął nie porzucając uśmiechu ani na moment i trując Kima jego jadem. - Ciągnie do młodszych, serio? I co, jeszcze chcesz go dominować, tak? Kogo Ty starasz się oszukać, bardziej mnie, czy siebie? - pokiwał energicznie głową, zaraz prychając pogardliwie i z permanentnie cwanym, nieco gorzkim już uśmiechem wchodząc do budynku wytwórni, nawet nie oglądając się za pozostawionym na pastwę wszechogarniającego skołowania Taehyungiem.
Miał rację, cholera. Doskonale wiedział, że Hoseok miał rację i mówił prawdę, ale zrobiłby to taj czy siak. Czemu? Żeby oszukać siebie? Nie.. on już nawet nie chciał się oszukiwać, on dobrze wiedział co czuje. Chciał spróbować to jakoś humanitarnie.. uśpić. Tylko czy to w ogóle było możliwe?

Kolejne tygodnie mijały. Humor ściągał Tae na prawie samo dno egzystowania, ograniczał się do pojawiania się na posiłkach i próbach; w międzyczasie siedział sam w pokoju, nawet już z nikim za bardzo nie pisząc. Bał się odezwać do Minjae po tym co zaszło w aucie - wydawało mu się, że w jakiś zawiły sposób go tym zranił. Nie miał jednak siły myśleć o krzywdzie innych, kiedy sam ledwo panował nad własnymi emocjami. Hoseok oficjalnie, bez najmniejszego skrępowania go unikał i był w tym bardzo ekstrawertyczny. Po prostu miał go dość, a Tae nie mógł z tym nic zrobić. Poza tym w końcu dostał, co chciał i nie wypadało teraz nagle upaść na kolana ze łzami w oczach, prosząc o wybaczenie i kolejną szansę. A już wyjątkowo nie po tym, jak na oczach faceta, z którym ani w praktyce ani w teorii nie zerwał, pocałował innego. Sytuacja wydawała się zbyt tandetna i idiotyczna nawet jak na serial o niskim budżecie, a Tae bardzo chciał już zrezygnować z odkrywania w nim głównej roli.
Z zamyślenia wyrwało go głośne pukanie do drzwi. Nieco zaskoczony jakąkolwiek wizytą powoli stoczył się z łóżka, w końcu leniwym krokiem dobywając klamki i naciskając ją z niewielkim trudem.
W tym większe zaskoczenie wprawił go fakt, iż stanąwszy w progu, nie spotkał nikogo. Na korytarzu panowała całkowita pustka, tylko powietrze pachniało w specyficzny, trochę jakby znajomy Taehyungowi sposób, a mimo to jakoś niekonkretnie.
Ze zmarszczonymi brwiami opuścił wzrok, napotykając małą, złożoną kilka razy karteczkę. Po otwarciu drobnej tajemnicy, jego oczom ukazały się dwa, ale zdecydowanie starannie zapisane słowa - "sala nagrań".

Ktoś go wkręca?
Co to ma niby być? Z nikim się nie umawiał, nawet nie podejrzewał kim mogła być ta anonimowa persona. Oczywiście od razu bardzo zechciał, by okazał się nią Hoseok, ale jego brak atencji ostatnimi czasy dawał się Tae mocno odczuć. Tym sposobem wykluczył Hobiego na starcie, wahając się przez chwilę odnośnie rozpoczynania tej "gry" z nieznajomym. Ostatecznie wywrócił oczami, wcisnął kartkę do kieszeni bluzy po czym trzaskając za sobą drzwiami ruszył w kierunku nie innym, a sali nagrań.
Po dotarciu na ustalone miejsce spotkał się ze zgaszonym światłem, co nieco wytrąciło go z równowagi. Prawie cały budynek był permanentnie jasny i tylko specjalnie wyłączano światło w danym pomieszczeniu. W takim razie to nie była żadna pomyłka, czy głupi żart. Tae odetchnął głębiej i stuknął opuszkami o włącznik.
W sali był zaburzony porządek, nic nie stało na swoim miejscu, ktoś poprzesuwał mikrofony, zmienił kolejność krzeseł, a wszystko tak, by te przedmioty zaprowadziły Tae niczym ścieżka we wschodnie skrzydło sali, gdzie w samym rogu pokoju, na podłodze, znajdowała się kolejna kartka - tym razem znacznie większa, skrywająca wewnątrz jakiś przedmiot.

Wiadomość okazała się listą. Były na niej wynotowane rzeczy, jakie Tae ma ze sobą wziąć, a przedmiot - biletem autobusowym. Dodatkowo, tuż pod nim, znajdowała się maleńka, zabawkowa figurka czerwonego, dziecinnego rowerka.

- Park rowerowy..? - jęknął na głos pod nosem, marszcząc brwi i ściskając bilet w palcach. Co to za gra, ktoś najzwyczajniej się z nim bawi. Zerknął na ekran telefonu. Było już dość późno jak na takie wyjścia, do tego park rowerowy znajdował się dobre kilkanaście minut komunikacją miejską od ich dormu. Nie podobało mu się to ani trochę, ale skoro już zaczął, to głupio byłoby się teraz wycofywać.
Tym sposobem kwadrans później wysiadał już na przystanku, z którego najbliżej było do parku opisanego tajemniczo przez anonima. Temperatura nie była już tak niska jak kilka dni wcześniej, więc cała atmosfera zdawała się niemal tak przyjemna, jak w letnie wakacje. Zmrok zdążył już zalegnąć na całym mieście, sprawiając, że cienie zaroiły się wszędzie, przewyższając ilość ludzi na ulicach. Park był już prawie opustoszały, tylko co jakiś czas goszcząc przelotnie wieczornego rowerzystę.
Tae dotarł do głównej bramy parku, napotykając tuż po jej przekroczeniu na lśniącą słabym, przymglonym blaskiem świecę. Wiedziony ciekawością przebył całą trasę oznaczoną błędnymi światełkami, czując się zupełnie jakby brał udział w jakiejś zalatującej kiczem randce w ciemno. W dosłowne ciemno.
W pewnym miejscu świetliste ślady urwały się, dalej otwierając tylko drogę na rozległą polanę na wzgórzu, przez dzień okupowaną przez mnogość rozkrzyczanych rodzin, teraz jednak - zupełnie wyludnioną i jakby uroczo zalaną półmrokiem. Dlatego zauważył tylko zarys drobnej postaci na południowym zboczu pagórka. Z dużą dozą niepewności, jednak wiedziony parzącą już niemal ciekawością przeszedł trasę prowadząca do siedzącego na trawie człowieka, dopiero z odległości kilku kroków rozpoznając w nim..

- Hoseok? - mruknął nieco bardziej emocjonalnie niż by chciał, jednak starszy tylko pospieszył go gestem, nakłaniając by usiadł obok niego.

Tae ostrożnie przysiadł na wilgotnej, ale całkiem przyjemnie ciepłej trawie, kątem oka mierząc hyunga podejrzliwie. Ten po chwili uraczył go spokojnym, niezmąconym spojrzeniem, opadając na plecy i z delikatnym, rozmarzonym uśmiechem wskazując wyciągniętą dłonią w górę. Tae zadarł głowę, lustrując niebo z rozchylonymi wargami.
Hoseok musiał to chyba dokładnie zaplanować, bo noc prawie iskrzyła się od zagęszczenia gwiazd, młodszy nie namyślając się długo podążył za hyungiem, również przyklejając łopatki do gruntu.

- Myślę czasem.. - zaczął odrobinę zachrypniętym tembrem starszy, ciągle wpatrując się w widok rozciągający się nad nimi. - Że wystarczy wyciągnąć rękę.. - tu sięgnął przed siebie, otwartą dłonią przesłaniając gwiazdy. - I trochę się postarać.. a można je złapać i schować w garści. - zacisnął pięść, przyciskając dwie, złączone ze sobą dłonie do klatki piersiowej.

Taehyung bez słowa obserwował jego poczynania, ostatecznie zaciskając nieco usta i kojąc oddech głębokimi wdechami. Wkrótce zdecydował się zagrać.

- Pokaż. - mruknął cicho i obrócił twarz w kierunku towarzysza, lustrując jak reaguje na jego próbę interakcji.

- Nie, uciekną. - burknął mocniej zaciskając dłonie i kątem oka patrząc na młodszego.

- Będę ostrożny, obiecuję.. - jęknął Tae wywracając oczami i sięgając niepewnie w kierunku hyunga.

Tuż po dotknięciu chłodnej, delikatnej skóry jego dłoni, poczuł dziwny ucisk w okolicy klatki piersiowej. Jego skóra. Jego dłonie. Znał je tak dobrze, były tak przyjemne. Czemu tak zawzięcie chciał się ich wyprzeć..?

- Delikatnie. - szepnął jeszcze Hoseok, przysuwając się bezpretensjonalnie do młodszego i zbliżając klatkę powstałą z jego chudych dłoni, następnie podstawiając ją pod nos chłopca.

Tae przypatrywał się wnętrzu dłoni przez kilkanaście, czy może kilkadziesiąt sekund, po czym z nieco smutnawym, chociaż może raczej zamyślonym wyrazem twarzy odsunął od siebie ręce hyunga.

- Nic nie ma.. - westchnął po chwili i pusty wzrok zawiesił na nieboskłonie.

- Uh.. faktycznie.. - odparł Hoseok, ze smutnym wyrazem twarzy wpatrując się w swoje otwarte dłonie.

Nagle starszy wstał, a raczej lekko się dźwignął, przechodząc w stronę Tae. Zawisnął nad nim bez słowa, a spojrzenia obu chłopców momentalnie, niemo się splotły. Długa, wyczerpująca, ale dość komfortowa cisza wypełniła przestrzeń między nimi, skąpała ich w mroku, zacieśniła wcześniej zachwianą relację. W kilka minut czerpali przyjemność z przebywania razem pełnymi garściami, a na twarzy starszego wykwitł szeroki, rozbrajający uśmiech.

- Znalazłem.. one nie zniknęły, wysypały się tylko. - dodał spokojnie, drżącą z ekscytacji dłoń zbliżając najpierw do policzka Tae, potem kierując swe palce bardzo ostrożnie w okolice oka chłopca.
Kim pełen spokoju i cierpliwości trwał w bezruchu, czując jak Hobi subtelnym gestem przeciera kącik jego przymrużonej powieki.

Intymność, cisza, dotyk.
Gwiazdy.
Lśniące z ekscytacji, czarne oczy Tae.
Spokojny, cichy oddech.
Dwa oddechy.

Uśmiech.

Muskał bezpretensjonalnie jego słodkie usta, dotykał ukochanej skóry, drżał z przepełniającej go radości, podekscytowania. Tego chciał. Przecież tego chciał od zawsze, to nigdy nie zniknęło, nie odeszło. Chciał to przyćmić, wyciszyć, ale Hope był prawdziwie jego jedyną nadzieją.

Splatając wargi z miłością swojego życia, przypomniał sobie pocałunek z Minjae. Pełen frustracji, niepewności, zakłopotania, pytań. Teraz dostawał tylko odpowiedzi. Wiedział wszystko, czego potrzebował; Hoseok go wysycał.
Opadli obok siebie, ramie przy ramieniu, ciągle uparcie wpatrując się w noc.

- Tae.. - szepnął cicho Hobi, zerkając w kierunku ich splecionych dłoni, potem na twarz młodszego.
Po kilku dłużących się sekundach namysłu, wziął głęboki wdech.

- Zakochajmy się w sobie.. jeszcze raz.

Głośne bicie serca, wypieki. Te śmieszne ćmy, szamoczące się w brzuchu i przyprawiające go o słodkie dreszcze ekscytacji.

Spojrzał na delikatny uśmiech Hoseoka, na jego przymrużone oczy, na tyle uczucia, jakie chował w źrenicach.
Skinął nieznacznie głową i odrobinę mocniej zacisnął palce na dłoni. Najukochańszej dłoni na tym świecie.

Wracając, Tae poczuł wibracje w kieszeni bluzy. Wciągnął telefon i otworzył konwersację, z której przybyło powiadomienie.

Minjae💕: Hyung kocham Cię, ale jak brata, wiesz.. no i mam dziewczynę. Zapomnijmy o tym w aucie, dobrze?

Uśmiech, zmrużone powieki, słodki dotyk dłoni na skórze.

Zapomnijmy.


Do przeczytania! - Gabryś


czwartek, 31 marca 2016

"Christian boys" OS - 1/2

Tytuł: Christian boys

Paringi: Vmin (Kim Taehyung & Park Jimin)

Opis: No dobra, napisałem shota, tylko musi być w dwóch częściach, bo długie gówno. Przyznam szczerze, inspiracja z życia, siedziałem w kościele na mszy i nie mogłem oderwać wzroku od ministranta XD Przy czym momentalnie wpadłem na ten pomysł i już nie mogłem się na niczym skupić, co poskutkowało tym, że tuż po powrocie usiadłem i napisałem. A, że Vmin mi do tej historii pasował jak nic innego, więc jest Vmin.
Enjoy <3


Klekot starych, trzęsących się przy każdym kroku obcasów niósł się echem przez długą pustą nawę główną. Za wcześnie, żeby były tu tłumy, jeszcze dobre pół godziny do rozpoczęcia, a nasza miejscowość nie jest jakaś metropolią. Mimo to dużo Chrześcijan przychodzi na niedzielne msze, zawsze jestem pod wrażeniem ich liczebności. No, zwłaszcza, że co tydzień mam na nich oko.
Nie, nie jestem księdzem. Chętnie splunąłbym na tą profesję. Dziwne to i nienaturalne odmawiać sobie współżycia z innym człowiekiem, tylko po to, żeby mieszkać z innymi skołowanymi, niewyżytymi pingwinami i rozbierać ikony wzrokiem. To tak jakby seks był czymś złym. A w końcu wszyscy to robią; normalni ludzie potrzebują go nawet czysto genetycznie - kwestia natury, tacy jesteśmy. Co w takim razie powoduje ich skrzywienie toru myślenia i funkcjonowania? Przyznam szczerze, pojęcia nie mam i wiedzieć nie chcę.

Boże błogosław stosunkom płciowym.
I tym psychopatom bez erotycznego polotu też, niech przynajmniej nie myślą o tym, co tracą. Ja bym po prostu z tego nie zrezygnował, sorki Boże. Z drugiej strony jesteśmy na Twoje podobieństwo, więc pewnie wiesz o czym mówię i doskonale mnie rozumiesz.

I wychodzi na to, że Bóg to perwert.
Jak żyć panie premierze.

Kiedy zakumplowałem się z wiarą? Nie bardzo dawno temu, ale powiedziałbym, że już sprawiedliwie długo odwiedzam Dom Boży  - regularnie rzecz jasna, jestem oddanym, grzecznym chrześcijańskim chłopcem. I mam zamiar być. Uh, moment, tylko w żyłę, zanim msza się zacznie..
Z kieszeni odrobinę skrzypiącej, czarnej, skórzanej kurtki wyciągnąłem drewniany różaniec. Wiąże się z nim naprawdę fajna historia, ojciec mojego dziadka zrobił go dla zakonnicy, w której się zakochał. Ostatecznie pani pingwinowa wystąpiła z zakonu i zrobiła mu mojego dziadka i jego dwie siostry.
...
Dobra, zmyśliłem to. Różaniec nie ma więcej niż kilka miesięcy, pewnie zrobiły go małe, chińskie rączki, a kupiłem go w dewocjonaliach przy domu parafialnym. Koniec historii.

Okej, tak naprawdę nie byłem może fanatycznym wnuczkiem, który na widok księdza klęka - choć zależy jak by na to spojrzeć - a każdej skamielinie w berecie ustępuje miejsca na ławce.
Suczo, byłem tu pierwszy i chcę się modlić, get of the way.

Byłem Chrześcijaństwem bardziej zafascynowany, niż w nie zapatrzony. Ostatnio stało się moją pasją, kontakt z Bogiem w pojmowaniu Biblii i nauki Kościoła był, dla mnie przynajmniej, cholernie, cholernie ciekawy, a jeśli jeszcze gwarantował takie bonusy po śmierci, tym bardziej mogłem mu poświęcić nawet pół swojego, raczej marnego z resztą, życia. Bóg chyba mniej gniewa się teraz, że piję, palę, wyłudzam pieniądze i czasem mam siusiaka w... no dobra. Pewnie zgorszyłbym całą parafię i jeszcze by zostało. Ale szczerość też jest ważna, a przynajmniej nie kłamię tak?

Więc siedzę sobie w Przybytku Ducha Świętego, patrzę na stare Włoszki, Niemki i Polki, które przychodzą tu niemal tak często jak ja, kilkoro Koreańczyków na tyłach: jakaś pseudo-nowoczesna rodzinka z dwójką ulizanych dzieci, starszy pan, który zawsze przynosił ze sobą kraciasty parasol - nawet w słoneczne, urokliwe dni - grupa, wyglądająca bardziej na spotkanie Koła Gospodyń Domowych, niż wyznanie wiary, może dwójka czy trójka młodych, gdzieś w moim wieku - pewnie studenciki z dobrych domów. No cóż, jestem zdecydowanym ewenementem, ale nie powiem - dobrze mi z tym. Pierwszy bez winy niech rzuci na mnie kamień, szmaty.

Kapłan posuwistym krokiem wypłynął z zakrystii, rozglądając się kontrolnie po zgromadzeniu. Kiedy natknął się na mnie wzrokiem, jak niemal zawsze posłałem mu kanciasty, szeroki uśmiech, mrużąc powieki i z lekka unosząc ściskany w dłoniach różaniec. Ksiądz wywrócił oczami z lekkim uśmiechem i zabrał się za szykowanie Pisma Świętego do dzisiejszej ofiary. Lubił mnie, na sto pro. Tylko jest księdzem i mu nie wolno, jasne. Ksiądz Hoseok zawsze był super, chociaż dzieciaki - i ja - wołamy na niego ks. Hobi. Tak jest bardziej uroczo, no błagam! Poza tym to do niego pasuje. Zawsze czuć od niego takie.. dobre wibracje. Nie opuszcza go uśmiech, jest zawsze szczerze radosny. Fascynuje mnie jego bezpretensjonalnie pozytywne podejście do życia, mogę śmiało powiedzieć, że tym mnie wygrał. I dalej wygrywa.
Ale mydełko to by mu mogło spaść, sutanna zdecydowanie za bardzo maskuje jego nienaganny tyłek. A, no tak, przepraszam Boże. Nie tu, wiem. Tak mi się wyrwało, no. Nie można ciągle udawać, wiesz przecież.

W naszej parafii brakowało służby do mszy. Nawet małe dziewczyny nie chciały iść na pseudo ministrantów. Dlatego zawsze wszystko szykowali kapłani - Hobi hyung i Yoongi hyung. Ksiądz Min był zupełnym przeciwieństwem Hoseoka; raczej chłodny, zdawało się - ponad resztę. Chociaż nie bywał uszczypliwy czy wredny. Po prostu miał mniejszy kontakt z ludźmi. Ale przecież nie każdy musi mieć - był za to nieoceniony w kwestii kazań. Wysłuchiwać jego nauk mógłbym dzień i noc, zawsze słowa dobierał nad wyraz trafnie. Zupełnie jakby pisał utwór, do którego tylko podłożyć dobry beat, a wyszedłby kawał głębokiego artyzmu. No ale był księdzem. Im chyba nawet płyt nie wolno wydawać. Głupie kapłaństwo.
..
A, kuźwa. Przepraszam Boże.

Dwie minuty przed rozpoczęciem ks. Hobi znów wyszedł z zakrystii, tym razem bardziej wyskakując i z uśmiechem stanął na mównicy, przysuwając do siebie główkę mikrofonu. Zadowolenie wręcz od niego emanowało, z niecierpliwością czekałem aż zdradzi parafianom jej źródło.

- Kochani, do naszego miasta wprowadziła się ostatnio nowa rodzina, z Seulu, proszę was serdecznie o ciepłe przyjęcie państwa Park do naszej wspólnoty. Chciałbym też ogłosić, że w związku z tym powiększeniem się naszej Chrystusowej Rodziny, zyskaliśmy również ręce do pracy.. - tu przystanął i z nieco szerszym uśmiechem przeczesał przydługie, zadbane włosy. - Jimin, syn państwa Park, będzie naszym pierwszym ministrantem. Yay! - uniósł kciuki do góry w przedziwnym, nieco topornym podskoku, co jednak wywołało kilka wesołych chrumknięć wśród zgromadzonych.

Przyjąłem info. Nowi ludzie, kilka twarzy do nauczenia, nic trudnego. No i wreszcie jak porządny kościół, będzie tu stacjonował chociaż jeden ministrant. Niby nic, a całkiem to satysfakcjonujące. Wkrótce więc rozległ się przyjemny, brzęczący odgłos dzwonków, wszyscy powstali, a przed księżmi wkroczył na ołtarz... Jimin.

Shit.on.my.nipples.

Panie Boże, jaja sobie robisz? Tak jak w przypadku księdza Hobiego sutanna mnie nieco kusi, tak w tym przypadku albę z tego cuda bym zdarł i się nie zastanawiał. Twarz, jakby go ktoś namalował, niech mnie, gdzie takie rosną? Chcę do Seulu! Chociaż już nie muszę, w końcu kawałek Seulu przyjechał do mnie.
Dopiero po jakichś dwóch minutach zorientowałem się, że nie ciągnę zaintonowanej przez księży pieśni, a wyłącznie wpatruję się w spokojne, skupione oblicze młodego Parka. Cholera by to. Jak ja się mam niby skupić, co? Panie Boże, wolne żarty, to jest zwykła prowokacja. Tak się bawić nie będę.
Przytrzymałem jakoś do pierwszego czytania, co okazało się być kolejną Bożą próbą, bo do ambony podreptał nie kto inny, a nasz rudy, mały kur.. ok. Już. Przepraszam. No ale to nieludzkie, jeszcze nawet na mnie nie patrzył, noo..
Z dużą dozą pokory i wyraźnym szacunkiem pochylił się nad Pismem i zabrał głos. 

Naj.słodszy.głos.na.tej.planecie.cholera.

Ksiądz Yoongi bacznie obserwował jak miętolę wargi i obgryzam paznokcie cały podenerwowany i skupiony w znacznie mniejszym stopniu niż zazwyczaj. Zgromił mnie spojrzeniem, na co ja postanowiłem mieć kompletnie wyje.. Przepraszam. Stała przede mną cholerna perfekcja, czytała mi Słowo Boga, oddychała sobie tak słodko.. Dobra, chyba się zakochałem. Nie moja wina. Zawsze bylem kochliwy, zwłaszcza jeśli rozchodzi się o dobre dupy.
Tylko jak tu się do niego zbliżyć, no nie.. msza to raczej słaby moment. Ale potem, tak, zostanę po ofierze i zagadam, musowo. Taehyung, jesteś mistrzem, dasz radę. Jimin będzie mój i koniec, ta słodycz wymaga zakosztowania.

***

- Idźcie w pokoju Chrystusa.

- Bogu niech będą dzięki!

Zmarszczyłem brwi, klękając na wygodnej poduszeczce i na krótką chwilę przytulając do siebie powieki. W ciemności nagle ogarnął mnie spokój i cisza. Poczułem tą wspaniałą obecność, żadne konkretne słowa czy zapachy, nawet bez czyjegokolwiek dotyku czy odgłosu. Tylko ciemność. I świadomość, że ktoś jest obok. Dlatego lubiłem Boga - po prostu był.
Rozwarłem powieki, ponownie ścierając się z natłokiem bodźców ze świata zewnętrznego. Księża właśnie opuszczali w skupieniu ołtarz, kościół prawie całkowicie opustoszał. Byłem tylko ja.
I Jimin.

Krótką chwilę przeglądałem się jego wprawionym gestom, jak porządkował ołtarz, gasił świece, przenosił Pismo Święte. W głowie musiał mieć dokładny plan działania. No, TaeTae. Teraz albo nigdy.

- Witamy we wspólnocie. - uśmiechnąłem się nad wyraz szeroko i ciepło, czego Park najwyraźniej się jednak nie spodziewał i niemalże podskoczył na wydźwięk mojego głosu, wzmocniony tym bardziej przez echo pustej świątyni.

- Oh.. dzięki. - odparł z przesłodzonym uśmiechem, po czym opuścił wzrok i odłożył Biblię na specjalnie przeznaczone dlań miejsce. Nie odezwał się jednak ani jednym więcej słowem, uh. Co za toporny dzieciak.

- Na stałe? - podjąłem ponownie, nie dając za wygraną i niby od niechcenia przechadzając się przed ołtarzem.

- Mam nadzieję. - mruknął z cicha mój rozmówca, wyrównując krzesła i przyklękając pospiesznie przed Najświętszym Sakramentem. - Do Seulu wracać nie chcę, nic mi się tam nie podoba. Za głośno, za brudno i w ogóle.. zbyt wszystko. - kontynuował, kiedy wykonał znak krzyża i wstał z klęczek. 

- Zatęsknisz, zobaczysz. Są tu na pewno jakieś uroki, ale Seul to lepsze miejsce dla młodego człowieka. - odparłem kiwając głową, zaraz jednak zmarszczyłem brwi.

Dość tej gatki-szmatki. Dajcie mi ten tyłek, no błagam.

- Może tak, może nie. W sumie, to ksiądz Jung mnie przedstawił, ale.. - tu podreptał do mnie i z lekkim uśmiechem, w akompaniamencie drobnych różyczek rumieńców podał mi dłoń. Maleńką, uroczą, śliczną łapkę. Jejkuuu! - Park Jimin. 

- Kim Taehyung. - oddałem mu równie wyszukany uśmiech, po czym z dużą dozą ostrożności uścisnąłem jego dłoń. W dotyku była jeszcze delikatniejsza i gładsza niż mogło się wydawać. Jak tu go ignorować, Panie Boże, no.. 

- Ile masz lat? Nie wyglądasz na wiele starszego.. - mruknął Jim, przekrzywiając nieco głowę i świdrując mnie ciekawskim spojrzeniem.

- 20, tak się składa. 

- Uh.. ja 18. 

- Więc jeszcze liceum?

- Niestety. - warknął, zaraz jednak chichocząc, jakby chciał, żeby uznane to było za niewinny żart. - Znaczy trzeba przenosić dokumenty i to wszystko.. dużo roboty. A akurat jedyne co lubiłem w Seulu, to swoją starą szkołę.. - przygasł nieco, wyraźnie ściągając pełne usta w niemal prostą, wąską linię. 

- Nie znam chyba człowieka, który tęskniłby za szkołą.

- Więc jestem wyjątkowy. - wzruszył ramionami i z lekkim uśmiechem zniknął w zakrystii. 

Z głupa ruszyłem za nim, w końcu nie powiedział "to cześć" albo "do kiedyś", tylko po prostu uciekł. Więc rozmowa się nie zakończyła. Dobrze myślę? 
Stanąłem w progu, obserwując jak obrócony do mnie plecami podwija białą, nienagannie czyściutką i wyprasowaną albę ku górze. Rąbek koszulki spod materiału zahaczył się o niego, co poskutkowało tym, że wkrótce plecy Jimina odsłoniły się w całej swej okazałości. Nie było wątpliwości co do faktu, iż ćwiczył. Mięśnie wyraźnie zarysowane, naprawdę dobra postura, a do tego, na samym końcu, te dwa, jędrne, kształtne pośladki.
Nadal jestem w kościele, jejku. No ale to, co się przede mną rysowało, było nie do przezwyciężenia. Boże, daj wytrwać..
Tuż po zdjęciu alby naciągnął koszulkę tak, by znów poprawnie zakrywała jego plecki, założył bluzę, a białą szatę starannie złożył i schował w szafeczce. 

- No, no, dobrze, że nasi księża to nie pedofile. - zaśmiałem się krótko, na co najwyraźniej nie tego oczekujący Park obrócił się do mnie z szeroko otwartymi oczami. Cóż, podryw czas zacząć.

- O-oh.. nie wiedziałem, że tu stoisz. - prawie jęknął, a ja ledwo trzymałem się w sobie. 

- Wiem, że nie ładnie tak podglądać, ale skoro jest co.. - wzruszyłem lekko ramionami ponownie obnażając przed Jimem szereg białych kłów, na co zdecydowanie skołowany Park zamrugał kilkakrotnie, jakby nie wierzył w to co słyszy.

- T-taehyung.. - zaczął podenerwowany, zaraz jednak rezygnując i podejmując wypowiedź po raz drugi. - Panie Kim, prosiłbym o wyjście z zakrystii. To nie miejsce dla wiernych. 

- Panie Kim? - powtórzyłem, po czym roześmiałem się, chyba jednak nieco zbyt głośno jak na miejsce, w którym przebywałem. Pragnienie wynaturza człowieka, zdecydowanie. 

- Tak. I naprawdę proszę o zachowanie szacunku w kościele. - rzucił jeszcze, najwyraźniej mocno starając się sprawić wrażenie pewnego siebie i nieugiętego. 

- Szacunku, powiadasz? Do Boga, hę? Szacunku do Boga mogliby się ode mnie uczyć wszyscy, którzy się tu pokazują. - mruknąłem obojętnie, zbliżając się kilka spokojnych kroków do Parka. Ten natomiast, zachowawczo się oddalił. Spryciula, no no. 

- Panie K-.. ja naprawdę.. - jęknął jeszcze, po czym zerwał myśl, czując za plecami chłodną, twardą ścianę. Przełknął ślinę. 

- Czego się boisz, Jimin? Mnie? Bezsensu.. ja tylko chciałem spytać, czy mógłbym wstąpić do Służby Liturgicznej.. - uniosłem prawy kącik ust, nieugięcie brnąc do przodu, w kierunku przygwożdżonego do ściany chłopca.
Żeby tylko jeden z księżulków tu teraz nie wparował. Hobi może by się jeszcze nawet dołączył, ale z Yoongim mogłoby być słabo..

- P-proszę.. się.. o-odsunąć..- wystękał, nie wiedząc chyba za bardzo co począć i odgradzając się ode mnie otwartymi dłońmi. Taki słodki, o nie. 

- Na pewno? - szepnąłem tylko, a znalazłszy się wystarczająco blisko chwyciłem nadgarstki chłopaka, z impetem przycisnąłem je do ściany powyżej głowy młodszego i zredukowałem dystans między nami do zera.

Przyznam szczerze - dawno nie pobudził mnie tak zwyczajny buziak. No dobra. Może nie taki zwyczajny.
Wpiłem się w jego rozchylone usta bez zaproszenia, układając wolną dłoń na talii chłopaka. Ten sapnął przez nos w pełnym zaskoczeniu, po czym zacisnął powieki i zmarszczył uroczo brwi. I jak tu nie chcieć go schrupać. Czułem na ustach jego pełne, miękkie wargi, drżące nieporadnie pod wpływem mojego dotyku, lekko ściśnięte, lecz ciągle wyjątkowo słodkie i delikatne. Co moment wzdychał, jakby chciał podkreślić swoje oburzenie całą sytuacją, ja jednak nie ustępowałem; sam przymknąłem powieki, delektując się smakiem jego usteczek, które po chwili - co wynotowałem z niemałą satysfakcją - jakby z lekka się rozluźniły. No, to starczy tego, na dobry początek. Z szerokim uśmiechem wypuściłem jego nadgarstki i odsunąłem się o krok. Mina Parka była absolutnie bezcenna. 

- T-ty... Ty.. - jąkał się, prawie kipiąc z oburzenia i frustracji swoją aktualną niemocą. - To jest niedopuszczalne! J-ja.. ja to powiem księżom i..

- O, chętnie. Tylko powiedz Hobiemu, Min może być mniej chętny do trójkąta. - westchnąłem niepocieszony, zaraz na widok jego wyrazu twarzy ponownie przystrajając się w szeroki uśmiech.

- Jesteś chory, Taehyung. Jeszcze raz mnie tak potraktujesz i naprawdę.. - warknął, a ja przekrzywiłem lekko głowę.

- Naprawdę? Czyli to już będzie tak na serio? Jeju, szybko się angażujesz.. - wywróciłem oczami, nie mogąc powstrzymać przebłysku cwanego uśmieszku.

- Jesteś jak jak.. demon! - pisnął na granicy wytrzymałości, a ja ułożyłem palec wskazujący na zaciśniętych wargach.

- Hmm.. tak mnie chyba jeszcze nikt nie nazywał.. - pokiwałem w sztucznym zamyśleniu głową. 

Jimin tylko chwycił torbę, zarzucił ją na ramię i z cichym fuknięciem wyszedł z zakrystii. Bez słowa minął mnie, przed ołtarzem zatrzymując się i z pasją odmawiając po cichu jakąś modlitwę. Oparłem się łopatkami o ścianę, jakby od niechcenia mu się przyglądając. Był jak anioł, jeszcze na kolanach, ze złożonymi łapkami, jakby zaraz miały mu wyrosnąć skrzydełka. Nawet taka wizja mnie w jego przypadku jarała, sorki Boże.
Kiedy skończył i powoli wstał, zabrałem od razu głos.

- No ale przyznaj, że Ci się podobało. - miauknąłem doganiając go szybko i bez zastanowienia przyklękając przed ołtarzem.

- Taehyung..

- Wystarczy Tae. 

- Tae. - warknął i odchrząknął nieznacznie. - Moja reakcja nie ma znaczenia. Po prostu daj mi spokój, okej? Mam w tym tygodniu rekolekcje, chcę się skupić. Takie akcje mi nie pomogą. Koniec tematu. - zakończył dobitnie, po czym wyszedł ze świątyni, mocząc palce w wodzie święconej i czyniąc znak krzyża. 

- Rekolekcje? - podjąłem temat naśladując jego gesty i wychodząc tuż za nim, zupełnie jakbym był głupią faneczką, a on młodzieżowym idolem.

- Tak, są ogłoszenia. Poczytaj sobie, zamiast wypytywać świeżaka. 

- Jaki uszczypliwy, ChimChim, bo Cię bozia w dupę kopnie. - pogroziłem mu palcem, na co chłopak ponownie wykrzywił się brzydko, wywracając oczami.

- ChimChim..? Z resztą nie ważne.. Żegnam. Do nie widzenia. - odparł zarzucając w pośpiechu grzywką i opuszczając teren kościelny. 

Przez chwilę odprowadzałem go wzrokiem, aż do momentu, kiedy zniknął za grubym murem, skręcając w jedną z bocznych uliczek. Uśmiechnąłem się szeroko, kręcąc z niedowierzaniem głową. Ten tyłek miał charakterek, to się nie zdarza zbyt często!
Posuwistym, leniwym krokiem dobrnąłem to tablicy ogłoszeń tuż przy bramie kościelnej i odszukałem wzrokiem jedyną informację o jakichkolwiek rekolekcjach. Miejscowość niedaleko, trzy dni, cena nie najgorsza.. no cóż. 

Bezwiednie obróciłem się za dawno nieobecnym rudzielcem, po czym z uśmiechem wsunąłem papieros w wargi.

- No to widzimy się na rekolekcjach, panie Park. - puściłem wraz z dymem na wiatr, wychodząc z Dobytku Pańskiego i kierując się do parszywej części naszej słodkiej mieścinki. 

Błogosław Jiminowi, Panie Boże. 

Ale niech szlag trafi moje miejsce na tym świecie.

Splunąłem z pogardą, przechodząc przez wyrwę w siatce na podwórko. Mój własny przedsionek piekła.


Do przeczytania! - Gabriel