piątek, 1 stycznia 2016

"Nie przekręcaj klucza" - Vmin (OS)

Tytuł: "Nie przekręcaj klucza"

Paringi: Vmin (Kim Taehyung & Park Jimin)

Opis: Powstało pod wpływem pewnej pieśni ludowej, którą polecam przesłuchać wszystkim, którzy nie znają i się nie boją. A tutaj przedstawiam gore z angstowym zakończeniem, gwałt, prostytucja, lekomania, sceny brutalnego seksu, opisy krzywd fizycznych. Czyli wszystko, czego chcielibyście uniknąć w jednym opowiadaniu. A do tego mój ukochany 95' line. Zapraszam, łykajcie. 


Dochodził czternasty raz tego dnia.

Bolało go wszystko, najbardziej cały obszar krocza i pośladki. Czuł, jak sperma wypływa z jego przekrwionego przyrodzenia, nie chciał już tego, płakał od kilku godzin. Ale praca to praca.
Kolejne uderzenie, piekący ból wewnątrz, zdarty policzek przyciśnięty do drewnianej poręczy prowizorycznego, śmierdzącego potem i nasieniem łóżka. Ciepło, rozlewające się gorzko po jego rozciągniętym wejściu. Nie chciał wiedzieć ilu klientów mieszało się już między jego pośladkami. Starał się nie myśleć. To jedyne ratowało go przed poddaniem się kompletnie.

Obrócił go brutalnie jak szmacianą lalkę, wymierzając ostry cios w udo. Chłopiec skulił się z głośnym piskiem, wypracowanym gestem osłaniając twarz ramionami i drżąc ze strachu. Ale klient chyba się znudził. Splunął na blondyna, ostentacyjnie podnosząc się i zapinając rozporek. Odpalił papierosa, zarzucił kurtkę na ramiona i wyszedł, zatrzaskując za sobą drzwi.

Tae zakwilił. Odsłonił zapuchnięte, czerwone oczy i westchnął głęboko. Zaraz jednak skulił się ponownie, czując jak pęknięte żebro daje się we znaki. Trzęsącą się ręką sięgnął desperacko swojej szafeczki życia. Rozsunął drzwiczki i wyjął z ciemności spowijającej ich wnętrze małe opakowanie białych, podłużnych tabletek. Cudem zdołał przecisnąć jedną z nich przez aluminiową, cienką blaszkę i bez namysłu wrzucił w rozchylone, spękane usta. Przełknął gorzki ratunek, czując jak wędruje powoli przez cały jego suchy przełyk, pozostawiając nieprzyjemne posmak i świadomość. Nie liczył środków przeciwbólowych. Nie było już po co. Jedyne co ratowało go od powieszenia się, to te małe, białe anioły. Nie chciał, żeby go zostawiły.

Nie był pewien jak udało mu się zwlec z łóżka. Sperma wraz z krwią mieszały się, spływając po jego chudych, posiniaczonych udach. Chwiejnym krokiem podszedł do drzwi i przekręcił klucz. Miał chwilę, żeby złapać oddech. Lepiej się zamykać, nigdy nie wiadomo, kto wpadnie do środka i zacznie cię gwałcić.
Pochylił się z trudem, w końcu kucając i ze skrzywionym z bólu wyrazem twarzy zbierać rozrzucone po posadzce grosze. Tyle był wart. Kilka zaplutych, przetartych monet. Nie znał już swojej wartości, wszystko zależało od wyceny, od humoru alfonsa, od stanu klienta. Zdarzało się, że gdy po zaspokojeniu upomniał się o zapłatę, dostawał w twarz tak mocno, że pluł krwią kolejne kilka minut, więc przestał. Stwierdził, że gra nie jest warta świeczki. Taki los był mu pisany, był żałosną, zdeptaną kurwą. Pogrzebany za życia. A wokół tyle dłoni, tyle pięści, czekających na niego, jak na najlepszą zabawkę.

Klamka opadła z trzaskiem w dół. Napotkawszy opór, rozległo się niecierpliwe pukanie. Zadrżał z przerażenia. Przełknął głośno ślinę, podnosząc się z klęczek i przekręcając powoli klucz w zamku. Drzwi otworzyły się z impetem, stanął w nich rosły mężczyzna w średnim wieku z lekkim zarostem i nieprzyjemnym spojrzeniem. Zlustrował obraz przed sobą z wyraźnym obrzydzeniem wypisanym na twarzy.

- Ale jesteś paskudny.. mała dupodajna kurwa. - warknął popychając chude, prawie już niewładne ciało na podłogę. Chłopak uderzył boleśnie głową o drewniane panele i stęknął, zwijając się w małą kulkę.

Nie mówił nic. Nauczył się, że słowa częściej go pogrążają, niż ratują. Był gotowy na kolejne cierpienie. Jednak zamiast brutalnego rozdarcia penisem, dostał coś, czego absolutnie się nie spodziewał. Obuta, ciężka stopa wbiła się w jego plecy, rozprzestrzeniając przytłaczający, duszący ból po całym ciele. Zakrztusił się, plując śliną, spermą i krwią, zmieszanymi do półprzezroczystej, różowawej mazi. Tabletki nie pomogą, czuł, że dziś zdarzy się coś okropnego.
Krótką chwilę później wielka, twarda dłoń zacisnęła się na jego włosach, z łatwością zwlekając ciało z podłogi i zmuszając blondyna do wypuszczenia z siebie rozdzierającego jęku. Osiłek bez trudu rzucił nim na łóżko, rozpinając spodnie i wyjmując z bokserek ciemne od zarostu, pokryte siatką żył przyrodzenie. Spojrzał pogardliwie na chłopca w konwulsjach; jak cienka strużka płynęła po jego opuchniętych wargach. Pełen granatowych, żółtych i czerwonych krwiaków brzuch drżał, unosząc się i opadając w rytm nierównomiernych oddechów, blondyn dławił się co jakiś czas i pozwalał łzom oczyszczać policzki z brudu. Mężczyzna złapał go mocno za biodro, naciskając na wcześniejsze siniaki chłopca i bez zapowiedzi wbił się w niego cały, nie dając chłopcu ani chwili na oddech.

- Aaaaa... - rozległ się zbolały krzyk na jeden ton, już zbyt słaby by rozbudzić bestię w kliencie, ciągle jednak podkreślający żywotność ofiary.

Posuwał go szybko, uderzając w kruche, blade z zimna ciało z całej siły. Frustrację przelewał na siarczyste przekleństwa i paskudne obelgi adresowane do chłopaka. Wkrótce złapał jego szyję, a odnalazłszy weń punkt podparcia, zacząć pieprzyć go w zawrotnym, jeszcze bardziej niebezpiecznym tempie. Stara sperma mlaskała przy każdym uderzeniu, twarz blondyna siniała z sekundy na sekundę, z czerwieni przechodząc w bladą śliwkę. Zamknął opuchnięte już powieki i postarał się wyłączyć całkowicie, nie walczyć. Ból promieniował z nieprzeciętną siłą w skopanych plecach, zwłaszcza przy kolejnych pchnięciach klienta. Nie oddychał, nie starał się, chciał, żeby już go zostawił, może pomyśli, że jest martwy.

Ale nie pomyślał.

Minuty mijały, ciosy spadały na delikatną na co dzień, teraz natomiast zakrwawioną i opuchniętą twarz chłopca. Krzyk, cios, pchnięcie. Przekleństwa, tak dużo przekleństw.
Czuł, że mu niedobrze. Miał ochotę zwymiotować. Brak jedzenia mu to jednak uniemożliwiał, cios w brzuch wywołał więc tylko zachłyśnięcie się kwasem żołądkowym i plucie nim w brudną pościel. Mokro, zimno, boli, tak bardzo boli..

Obfite warknięcie obwieściło orgazm mężczyzny. Jeszcze chwilę sapał nad nim, roztaczając w powietrzu alkohol i nieprzyjemny zapach braku higieny. Wyszedł z niego, pchnął nogi jak najdalej od siebie i z obrzydzeniem sięgnął po papierowy ręcznik na szafce.

- Będę się musiał po tobie myć, kto wie jakie przenosisz choroby paskudna szmato. - wysyczał nienawistnie i rzucił nasiąkniętym ciepłym nasieniem papierem w rozłożonego na łóżku chłopca.

Nie zostawił pieniędzy.

Po prostu wyszedł.

Tym razem nie wstał z łóżka. Nie był w stanie. Ból pulsował nie tylko przez cały kręgosłup, ale i w poważnie obitej czaszce. Starał się złapać oddech. Bardzo siłował się ze sobą, żeby tylko dać radę wziąć kolejny wdech. Kolejny raz pozwolić krwi zatoczyć pełny obieg przez wszystkie jego członki. Tracił siłę. Z każdą chwilą obraz przed oczami tracił ostrość, a on rozpaczliwie próbował ją odzyskać.

Nie mógł uwierzyć, kiedy drzwi otworzyły się po raz kolejny.

Nie panował już nad niczym. Tracił czucie, bał się. Bał, że ten człowiek odbierze mu oddech, puls, ostatnią kroplę godności, która krąży w nim wraz z zatrutą krwią.
Ktoś wdrapał się na łóżko. Nie poczuł ciosu, nawet dotyku, nie słyszał głosu. I nie mógł być pewien, czy to przez swój stan, czy ten ktoś faktycznie nic nie robił. Brak sił na obrócenie ku przybyłemu głowy był irytujący. Po chwili jednak poczuł tą nową obecność.
Smukła, przyjemnie chłodna dłoń opadła na jego obolałą klatkę piersiową, delikatnie i jakby czule. A już prawie zapomniał jakie to uczucie. Zebrał całą silną wolę i wiedziony rozpaczliwą potrzebą zwrócił oblicze ku przybyszowi. Dostrzegł jasną, ciepłą twarz, tym piękniejszą, że przyozdobioną perlistym, słodkim uśmiechem. Łzy ponownie wypłynęły spod jego czerwonych powiek.

- Cii.. spokojnie, Taehyungie. Już dobrze. Jestem tu. - nieznajomy pogładził spocone, blade czoło chłopca i odgarnął polepioną krwią grzywkę.

- A..ale.. kim.. k-kkim Ty.. - wychrypiał blondyn, dławiąc się jednak i boleśnie odkaszlując krwiste skrzepy z płuc.

- Nie mów, to pewnie strasznie boli. Jestem Jimin, nie musisz się bać, nie zrobię Ci krzywdy.. - mruknął ten w odpowiedzi, a Tae zamknął oczy i postarał się raz jeszcze ustatkować oddech. I tak nic innego poza zaufaniem temu człowiekowi mu się nie opłacało. Niewiele było do stracenia.

- Bardzo Cię skrzywdzili, prawda? Pozwól mi.. daj. - westchnął ponownie Jimin, odrzucając niesforną, czerwonawą grzywkę i pochylając się nad zmaltretowanym ciałem chłopca.

Osadził miękkie, chłodne usta na posiniaczonym, drżącym brzuchu. Tae poczuł najdziwniejszą na świecie ulgę. Nie wiedział jak, skąd i dlaczego, ale usta Jimina były jak wybawienie. Delikatny, opiekuńczy - on nie był niebezpieczny.. A wręcz przeciwnie, chłopiec czuł, że biła od niego jakaś niezrozumiała aura, taka, w której chciałby się schronić, ukryć przed całą resztą świata, nigdy z niej nie wychodzić.

- Popatrz.. już lepiej, prawda? - cichy, przyjemny głos ponownie rozbrzmiał w uszach Taehyunga. Uniósł przed oczy dłoń.

Chwila.

Podniósł rękę. Jakim cudem, przecież jeszcze przed momentem był tak zmasakrowany, że ledwo łapał oddech!

- Jimin, jak Ty to.. - westchnął, po czym w szoku złapał się za gardło. Mógł mówić, był w stanie bezboleśnie wydać z siebie dźwięk. Popatrzył na przybysza zaszklonymi, wielkimi oczami.

- Cii. To nasza tajemnica. Teraz już będzie dobrze, Taeś. - ponownie obdarzył blond chłopca szerokim, pięknym uśmiechem, na co łzy puściły się dwoma gorącymi potokami po jego policzkach.

- J-jjim.. Jimin... - wydukał jeszcze, podnosząc się momentalnie do siadu i rzucając się cudotwórcy na szyję. Ten odpowiedział mu ciepłym śmiechem, otoczył ramionami i wtulił czule w swój tors.

- Nie płacz, nie trzeba. Kocham Cię, wiesz? Bardzo.. jesteś moim małym szczęściem.. zawsze byłeś. - mruczał cicho Jimin, gładząc drżącego Taehyunga w swoich ramionach.

- Najpiękniejszy na świecie.. taki kruchy.. taki słodki..

- Jiminie? Kim Ty właściwie jesteś..? Dlaczego mi pomagasz..

- Jestem kim jestem, przedstawiłem się przecież. A pomagam, bo Cię kocham. Najbardziej na świecie. To też już mówiłem.

- Ale Jim..-

- Ci. Po prostu powiedz, że też mnie kochasz.

- Ale ja nawet..

- Tylko to. Proszę, Tae. 

Głos uwiązł w gardle blondyna, ale zaraz postarał się uspokoić i wziąć kilka głębokich, wyciszających oddechów. Odsunął się od ciała, w które jeszcze przed chwilą był wtulony, spojrzał głęboko w ciemne oczy przed sobą. Jimin był tak piękny, nieskazitelny.. Tae nie miał pojęcia, kim był, ale czuł jakby znał go od zawsze, jakby jego ramiona już nie raz były dla niego kryjówką. Czuł jak serce domaga się jego obecności, jego ciepła, jego..

- Kocham. Kocham Cię, Jiminie.. dziękuję.. dziękuję Ci..


***

Kilku mężczyzn w czarnych garniturach wyniosło paskudnie pobite ciało z pomieszczenia. Łóżko zaskrzypiało, kiedy ustąpił zeń ciężar bezwładnego kawałka mięsa. Krew kapała cicho, kiedy przenosili zwłoki przez próg. 
Pokój zamknięto na klucz.

Nikt i tak nie chciałby już z niego korzystać. 


Do przeczytania! - Gabriel



środa, 30 grudnia 2015

LIEBSTER AWARDS - overjoyed puppy (y)

Omo, bardzo serdeczne kamsa za nominację przez Ro Byn, jesteś kochana, że tak mnie doceniłaś <3

Sam chciałbym nominować kolejno:

~ http://reiczel.blogspot.com/

~ http://xerolypse-ff.blogspot.com/

~ http://yaoi-kpop-worlds.blogspot.com/

***


1. Jak to się stało, że piszesz o związkach homoseksualnych? Dlaczego?

Zaczęło się prawdopodobnie od deprawacji małego biednego stworzenia w podstawówce, kiedy dowiedziałem się, że w anime robią takie dzikie rzeczy i chłopcy lubią chłopców. Pomijając, że od czwartej klasy byłem świadomy swojego biseksualizmu *bi pride*. Powodem jest pewnie nadmiar feelsów shippera; nim się nie zostaje, nim się rodzi, więc byłem skazany, by prędzej czy później przelać swoje ciche fantazje na twórczość.

2. Jeśli miałbyś/miałabyś możliwość, do jakiej wytwórni byś wysłał/a zgłoszenie?

Ooo.. tough one. Pierwsze, co ciśnie się na myśl to BigHit, bo w końcu bias zespół, co tam się dzieje in general, aaale. Tak, mam jedno ale. Od zawsze wydawało mi się, że JYP ma świetnych artystów i praktycznie zawsze utwierdzam się w tym przekonaniu, więc myślę, że zastanowiłbym się nad tymi dwoma.

3. Jak zaczęła się twoja przygoda z k-popem?

Z tego co pamiętam, a sześć lat to już wystarczająco, żeby zapomnieć, to jako otaku miałem styczność, chcąc nie chcąc - a wtedy nie chcąc i to bardzo - nie tylko z j-rockiem jak o chciałem, ale i z tym dziwnym czymś, co wszyscy nazywali k-pop, a ja nie miałem pojęcia czym to jest. Aż ciekawość wzięła górę.

4. Czego słuchałeś/aś wcześniej?

To nie jest tak, że ja aktualnie słucham tylko k-popu, to jest niewielki ułamek tego, co uważam za godne posiadania na swoich playlistach, aczkolwiek przed poznaniem mojego życia, to był głównie metal pod każdą postacią (naprawdę teraz bym sobie przywalił) oraz punkowo/rockowe klimaty. Bardzo monotematycznie tho.

5. Kto jest twoim ub? Dlaczego?

Ekhm.
Lemme overcome feels.
...
Nope, not gonna happen.

PARK JIMIIIIIN!!! ;-; Bo jest kuźwa idealny, spełnia moje archetypiczne wyobrażenie o perfekcji. W każdym aspekcie swojego istnienia mnie wygrał. Tego się już nie zmieni, to zbyt silne, by stawiać opór. Koniec. Rip me. Chyba go kocham.

6. Kto jest twoim ulubionym autorem książek i ff? Dlaczego?

Książek to proste, bo Haruki Murakami. Ubóstwiam psychodeliczny nastrój w jego dziełach i to, że każda przeczytana strona mnie zmienia. Chciałbym mu kiedyś osobiście podziękować za to, kim jestem. A co do ff, to kinda trudno zdecydować, bo nie za wielu jest ludzi, którzy by i świetnie pisali i dodawali jakoś ogarnięcie i język i styl i wszystko.. chyba do tej pory najbardziej ma mnie Reiczel noona. Uwielbiam ją i jest moja.

7. W jakim kraju chciałbyś/abyś mieszkać? Dlaczego?

Przy takich pytaniach zawsze mam wewnętrzny konflikt i nie wiem co wybrać. Irlandia, Finlandia albo Japonia. Jeśli będę w stanie, to po kolei wszędzie, albo będę się z kimś zmieniać. (y)

8. Od ilu lat piszesz ff lub 'dziewicze' opowiadania? Jak to się zaczęło?

Cholercia. Sam nie wiem od ilu lat piszę.. już bardzo dawno temu pisałem fanfiki. Na pewno w gimnazjum już pisałem. Co było wcześniej, nie jestem w stanie przywołać, ale nie zdziwiłbym się, gdybym pisał nawet jako taki mały krabik~

9. Uważasz, że nadajesz się na trainee? Czemu tak/nie?

Tak, uważam, że się nadaję i zawsze mam o to życiowy ból dupy C': Ale wracając, powody. Uważam, że  jestem całkiem okej z twarzy, szczupły i umiem panować nad swoją wagą. Lubię mieć dużo do roboty, ciężko pracuję, dobrze śpiewam, w miarę ogarniam taniec, bardzo lubię rapować i mam super aktorski skill, nawet kiedyś myślałem o studiach w tym kierunku. Generalnie mam sporo talentów, które mogłyby być w jakikolwiek tam sposób wykorzystane, ale.. Cebulandia C':

10. Mówisz znajomym, że piszesz ff? Jeśli tak, jakie są ich reakcje?

Niektórym. No niestety czy realia są takie, że podchodzę do kumpla z klasy i pytam, czy przeczytał mój ostatni fanfik? No nie za bardzo. Trochę jeszcze stereotypowo podchodzą do sprawy, więc i ja stereotypowo ograniczam kontakt do potrzebnego minimum. Chyba, że to kpopowi znajomi, to co innego, z tych wszyscy mnie kochają i wielbią <3

11. Jakie są twoje ulubione zespoły (nie tylko kpop) ? Dlaczego?

BTS, Monsta X, Up10Tion, AoA, iKON, EXID, Topp Dogg, z solistów jeszcze Jessi, GD, Ailee no i Zico. To tak chyba najbardziej. A non kpop jest masa, ostatnio 21 pilots są moimi prorokami, poza tym uwielbiam One Direction 5ever, Adam Lambert, Pentatonix, Sia, Bring me the Horizon, Fall Out Boy, Panic! at the Disco, Beyonce, Tech N9ne i ogólnie Strange Music, Skrillex, Nicki Minaj to głównie z zagranicznych, po polskiemu kocham Słonia, Miuosh, GreenWood, Dawida Podsiadło, Behmoth.. chyba tyle. Plus jeszcze j-rock jak mnie najdzie, Matenrou Opera, Miyavi, Mejibray głównie. Borze, co za litania <3


Cholera, chyba czas wymyślić pytania. No to jedziemy:

1. Jak lubisz spędzać chwile, w których dominuje brak obowiązków i odgórnego pomysłu na życie?

2. Czy jest pairing, o którym najłatwiej/najprzyjemniej/najbardziej ochoczo piszesz? Dlaczego?

3. Co najbardziej cenisz sobie w innych autorach opowiadań?

4. Często inspirujesz się kimś w swoich pracach? Jeśli tak, to kim i jak to wykorzystujesz?

5. Co robisz, jeśli nie masz weny, a wiesz, że musisz coś napisać? Olewasz i o tym nie myślisz, czy raczej starasz się cokolwiek z siebie wykrzesać?

6. Z czego jak do tej pory jesteś najbardziej dumna; w życiu ogólnie, oraz wśród napisanych przez siebie prac?

7. Jakie jest Twoje doświadczenie w relacjach międzyludzkich (oczywiście nie chodzi mi o przyjaźń, let's be honest)? Odpowiedź w granicach bariery prywatnej, może być ogólnikowa.

8. Gdzie do tej pory najlepiej Ci się żyło, masz jakieś ulubione miejsce, do którego Cię ciągnie, gdzie chciałabyś spędzić życie, albo po prostu trochę czasu?

9. Czy myślałaś kiedyś o tym jak wyglądałoby Twoje życie, gdybyś urodziła się jako osoba przeciwnej płci?

10. Jaki jest Twój ulubiony okres w roku i dlaczego?

11. Masz do wyboru stracić wzrok, słuch lub głos. Co poświęcasz? Dlaczego? 


Dziękuję za uwagę, za wyróżnienie i pozdrawiam serdecznie wszystkich moich słodkich czytelników!

Grateful Gabriel ~



poniedziałek, 28 grudnia 2015

"Desire games" cz.1

Tytuł: "Desire games"

Paringi: jeszcze nie wiem, wyjdzie w praniu (y)

Opis: Dobry wieczór wam wszystkim. Jako, że po ostatnim shocie płakaliście, że krótkie, to teraz dostajecie moją krwawicę, jedno z dzieci, z których na pewno będę dumny, bo taka wena zawsze zapowiada coś dobrego (patrz Jikook), więc po prostu dajcie mi czas, ja to pociągnę, skończę i wszyscy będą szczęśliwi. Ciekawa idea, któa wpadła mi do głowy po nazbyt intensywnej k-popowej nocy z RinYoo. Kocham was nad życie, szalejcie <3
#nagranicywartościmoralnych #beaware 


Zasunął ciasno opinający jego brzuch zamek czarnej, skórzanej kamizelki. Paski przyjemnie zaciskały się na jego umięśnionych, opalonych udach, zimne klamerki przyprawiały o dreszcze ekscytacji. Wsunął stopy w naszpikowane ćwiekami buty na kosmicznie wysokim obcasie. Dodawały mu centymetrów, których bozia poskąpiła. Uwielbiał szpilki, jak tu ich nie kochać; seksownie wydłużały mu nogi a krok w nich sprawiał, że czuł się jak prawdziwa królowa nocy. Szybko rzucił jeszcze okiem na odbicie w wielkim, podświetlanym lustrze swojej blado-beżowej toaletki. Poprawił niesfornie opadającą na jedno oko grzywkę, przetarł brokatową powiekę z nadmiaru ozdobnego połysku i zalotnie się uśmiechnął, pstrykając palcami do lustrzanego siebie.
Nagle poczuł jak na pośladku wciśniętym w krótkie, dżinsowe spodenki zaciskają się szczupłe, niemalże ostre palce. Uśmiechnął się z przyzwyczajenia, obrócił i wlepił zadowolone spojrzenie we właściciela ciężkiej od pierścieni dłoni.

- Już się tak nie pindrz i tak wszyscy będą się o Ciebie szarpać. - z uśmiechem sapnął szatyn, klepiąc wcześniej złapany pośladek i cmokając na Jimina wulgarnie. - Chodźcie moje panie, czas pokazać widowni, na co ich nie stać.

 Po garderobie rozniósł się iście nastoletni chichot, pofrunęło kilka lśniących piórek. Złapał kontakt wzrokowy z rozkosznym blond chłopcem, który nieporadnie starał się zaczesać odstający kosmyk jasnych włosów. Podszedł do niego pewnym, dostojnym krokiem, zwinnie odebrał grzebień i schował go do szuflady. Wsunął palce ozdobione długimi, czarnymi hybrydami w niewinne fale farbowanej czupryny, rozburzając jej dotychczasowy - cokolwiek wątpliwy - porządek. Taehyung jęknął z przerażenia, na co Jimin zareagował bez zastanowienia i tym samym cmoknął go uspokajająco w policzek.

- Spokojnie, kociaku. Tak jest ślicznie. - mruknął z satysfakcją obracając przyjaciela w stronę lustra. Nieład na głowie zdecydowanie pasował posiadaczowi; dodał mu pozornej niewinności i dużo uroku. Klienci bardzo to lubili, im młodziej wyglądał, tym smaczniejszy kąsek. Jimin, jakby na potwierdzenie własnych słów, pokiwał z aprobatą głową i oparł brodę o bark towarzysza. 

- Jeśli tak mówisz.. no to chodźmy, Chim-ah. - odparł swoim głębokim jak ocean, soczystym tembrem, po czym otoczył rozmówcę przedramieniem w pasie, zmniejszając wolną przestrzeń pomiędzy nimi, na co w odpowiedzi ręka Jimina wylądowała na jego barkach.
Przyklejeni do siebie, powolnym, kuszącym krokiem przeszli w kierunku wyjścia na scenę. Gdy tylko frędzelki połyskliwego materiały odsłoniły ich sylwetki, ze strony widowni rozległ się przenikliwy, rozochocony gwizd, wpadający niekiedy w okrzyki zachwytu. Stoliki zajmowane były głównie przez mało atrakcyjnych, starszych panów, na co Jimin zawsze odczuwał niewielki zawód. Nie spodziewał się nikogo olśniewającego, ale czasem nie był w stanie funkcjonować w tym domu starców. Oczywiście potrzeba zarobku dyskwalifikowała obgadywanie potencjalnych klientów, więc opcja z wybrzydzaniem nie wchodziła w grę. Poza tym już się chyba przyzwyczaił. Życie, jak życie. Praca, jak praca. A warunki to rzecz zmienna.

Rozbrzmiała głośna, basowa muzyka. Automatycznie wprawił biodra w ruch, dłonie oparł na barku tancerza obok i potrząsnął tylną częścią ciała w prosty rytm utworu. Usta przyozdobił perlistym, sugestywnym uśmiechem, odchylając głowę i po chwili przygryzając dolną wargę. Schwycił zarzucone nań przez przyjaciółkę boa i prężąc się kusząco potarł nim o wypięte pośladki, ostatecznie i tak zarzucając na odkryte ramiona. Na scenę zaczynały wpadać pierwsze banknoty, czego sprawcą był również Taehyung stojący tuż obok, który wyginał się w ponętny łuk i z rozchylonymi wargami wodził dłońmi po nagich udach. Po kilku minutach Seokkie skinęła na nich porozumiewawczo, na co momentalnie zeskoczyli ze sceny, wchodząc pomiędzy stoliki okupowane przez biznesmenów i księży na pół etatu. Z przyszykowanymi już pieniędzmi uśmiechali się rekinio, czekając, aż ich smakołyki zbliżą się wystarczająco. Jimin za cel obrał mężczyznę w średnim wieku, z nieco naznaczoną zmarszczkami twarzą i kilkudniowym zarostem. Dłoń zaciskał na grubym pliku wartościowych papierków, więc warto było o nie zawalczyć. Nie zaburzając rytmu kroków ułożył dłoń na ramieniu potencjalnego klienta, otoczył go raz i zatrzymał po przeciwnej do tej, z której przyszedł stronie. Typ nie myślał długo, wolną dłoń zaciskając na mięsistym udzie, prężącego się aktualnie Jimina. Ten z niezmiennym uśmiechem otarł się opuchniętym kroczem o ramię siedzącego bruneta, obojętnie traktując go jak po prostu kolejne źródło zysku. Tak było, fakt. Ale Jimin nie czuł się do czegokolwiek zmuszony. Prawda jest taka, że kochał bycie dziwką.

- Dam stówę. - zachrypnięty, brzydki głos ozwał się z gardła nieszczęsnego klienta, na co Jimin roześmiał się głośno i nachylił się nad pożal się boże rozmówcą.

- Możesz dać, to bardzo miły napiwek. - szepnął ostro, owiewając już i tak przekrwione ucho faceta, oplatając jego szyję czarnym boa.

Sięgnął ku ściskanym przez klienta banknotom. Pod wpływem jednego, delikatnego dotyku dłoń rozwarła się, a on jak gdyby nigdy nic przejął jej zawartość. Rozwinął pomięte pieniądze i drocząc się z nieszczęśnikiem, powoli wsuwał je sobie za skórzany pasek pod pępkiem. Skóra tak cudownie od niego piekła, wszystko było gorące, obcisłe, dusiło.. Powstrzymał usatysfakcjonowane westchnienie, pochylił się nad mężczyzną, po czym motylo delikatnie musnął jego ostry od zarostu policzek ciepłymi, wilgotnymi wargami. 
Klient jeszcze chwilę siedział jak osłupiały, nie mogąc zrozumieć jakim cudem nagle jego spodnie tak diametralnie się skurczyły.

Taehyung wił się jak wąż. Był w tym świetny, wszyscy to wiedzieli. Wszyscy to widzieli - banknoty fruwały wokół niego jak płatki śniegu przy swej Królowej Lodu. Obracał się, przeginał, wypinał zgrabne, szczupłe pośladki okalane jedynie kabaretkowo cienkim materiałem. Pozwalał się dotykać, klepać; lubił to, sprawiało mu to świetną zabawę i satysfakcję. Ciemność rozświetlana tylko przymglonymi laserami, jego chude ciałko prężące się przy zimnej, metalowej rurze, pieniądze, wszędzie. Jimin lubił czasem patrzeć jak Tae tańczy, sam nie wiedział dlaczego. Nie uważał siebie za gorszego, czy mniej doświadczonego, bo stażem byli do siebie podobni, ale w samym chłopcu, w jego niewinności upchniętej w fetyszowe ciuszki, było coś hipnotycznego. Dlatego miał takie powodzenie, był jednak jeszcze wybredniejszy niż Park. Mógł sobie na to pozwolić; bez względu na dostępność, każdy go chciał. Każdy

Muzyka dudniła głucho w klatkach piersiowych pięknych chłopców. Stali znów na scenie, ocierali się o siebie, dotykali, tańczyli. Tłum podniósł się, każdy wpychał na deski swoje pieniądze, każdy chciał spojrzeć, skosztować. Jimin uwielbiał te momenty. Czuł, że jest kimś więcej, kimś kogo się pożąda, kto jest obsesją, marzeniem i pragnieniem. Powiódł wierzchem dłoni po napiętych mięśniach brzucha Hoseoka, łapiąc z nim wzrokowy kontakt i uśmiechając się szeroko. 

- Ayy.. Jimin-ah.. - westchnął ten, kręcąc tylko głową i wykonując kolejną falę ciałem, która, skromnym zdaniem Park Jimina, wyglądała wspaniale. Eksponował w ten sposób wszystkie swoje atuty, giętkość, szczupłą budowę, umięśnienie. Sprawiało mu dużo przyjemności obserwowanie hyunga przy pracy; był tak wyjątkowo dumny, a jednocześnie miał cudowne poczucie humoru. Zbliżył się ponownie, sam wykonując poprzedni ruch i tym samym posuwając udo Hoseoka. Ten roześmiał się perliście, gładząc rudego dongsaenga po boku i powracając do wykonywania skomplikowanego tańca. 

Pokazy zakańczały się średnio między drugą, a trzecią nad ranem, więc do tej pory mieli czas na sprytny zarobek, lub uczciwą, ciężką pracę. Seokkie zazwyczaj stawiała na to drugie. Nie, żeby zależało jej na tym, by co noc łykać spocone penisy, raczej chodziło o bycie szczerym i sumiennym. Poza tym kiedy Seokkie schodziła ze sceny, była już Jinem, który nie odznaczał się niczym aż tak niezwykłym, nadrabiała więc zakładając obcas i długą perukę. Jimin uważał hyunga za najpiękniejszą drag queen jaką znał, była idealną osobą na idealnym miejscu. Zawsze zazdrościł mu odwagi do wybierania tak śmiałych kreacji, do naginania własnych wyuczeń, do tej szalonej zamiany. On był tylko zwykłym tancerzem, może był dobry w tym co robił, ale Seokkie była po prostu królową. Dlatego przewodziła całej ich grupce. Kochał tą trójkę, a oni kochali jego i mimo, że nie okazywali sobie miłości fizycznej - zazwyczaj - to czuli tą niezwykłą aurę, kiedy siedzieli razem w garderobie, gdy scena łączyła powierzchnię ich ciał. Dobrali się, zgrali i byli najlepsi.

No i najdrożsi... prawdopodobnie w całej Korei.

***

- Ja chyba nadal nie do końca rozumiem skąd wziąłeś te pieniądze. - wydukał Jeongguk, spoglądając podejrzliwie na hyunga. 

Namjoon machnął niedbale ręką i pokręcił głową z niedowierzaniem. Mieszkali razem już kawał czasu, ale bywały momenty, w których po prostu nie było im po drodze. Nie kłócili się, bójki zdarzały się, rzadko bo rzadko, ale i to nie było im obce. Jednak najgorszym, na co Nam mógł trafić, było Gukowe zawieszenie systemu. Młody jakby kompletnie przestawał kontaktować z otaczającym go światem i nie przyjmował do siebie żadnych nowych informacji. Dlatego Kim chwytał telefon, dla odstresowania kilka razy odblokowywał go i blokował, po czym powracał ciężkim krokiem przed młodszego, rozpoczynając całą historię od początku. 
Tym razem, wyglądało na to, że została zawiązana cienka nić porozumienia. 

- Już ogarniasz? - westchnął Nam, rozkładając na stoliczku przed dongsaengiem kilka wachlarzy banknotów o wysokich nominałach. 

- Chyba.. więc pójdziemy tam wreszcie? - na policzki młodszego momentalnie wpłynęły wypieki ekscytacji, zeskoczył z sofy i podbiegłszy do białowłosego w tempie pioruna kulistego, złapał go za szczupłe ramiona.
Byli podobnej postury, Namjoon często niezauważalną odrobinę wyższy i bardziej pociągły. Mimo różnicy w wyglądzie, zachowaniu i upodobaniach, ludzie często pytali o ich spokrewnienie, nawet dopuszczając założenie, iż są braćmi. Nic takiego jednak nie miało miejsca, choć im plotki nie przeszkadzały - w końcu zachowywali się jak rodzeństwo, spędzali ze sobą pół życia, czasem mimowolnie nazywali siebie "braćmi". 

Odwiecznym problemem tej dwójki był natomiast brak środków do życia. Ledwo wiązali koniec z końcem, dorabiali na czymkolwiek się dało, żebrali, czasem kradli, ale wiecznie nie byli w stanie zapewnić sobie wystarczająco dużo, by nie musieć martwić się o kolejny tydzień. Nie przejmowali się tym tak bardzo, by poświęcać każdy ułamek czasu na kombinowanie, ale co jakiś czas musieli wszystko przekalkulować i znaleźć nowe sposoby na życie. Jakimś jednak cudem ciągle dawali radę, brnęli z dnia na dzień do przodu, zawsze jakoś magicznie wymykali się ze szponów bezlitosnego losu i dorosłego życia, nigdy faktycznie nie dorastając i lepiej znając śmiech niż łzy. 

A tym razem Kim Namjoon okazał się geniuszem. Wystosował oficjalne pismo do władz miasta, zaznaczając w nim potrzeby niedoszłych studentów i to, w jaki sposób traktowana jest koreańska młodzież. Rada miejska w obawie przed odgórną inspekcją, poświęciła na nich niebagatelną sumę, ulegając zastraszeniu i obiecując poprawę systemu miejskich uniwersytetów. Jak można się domyślić, słowa Nama były w tym wypadku czystą poezją i snuciem filozoficznych przemyśleń na kompletnie abstrakcyjne dla siebie tematy. Po prostu potrzebował się gdzieś wyżyć i być zauważonym, a że udało mu się na tym zarobić, był niezwykle dumny.

Postanowili już dawno, że jeśli będą mieć wystarczająco dużo mamony, odwiedzą Beullu Lubi* - najbardziej ekskluzywny dom rozpusty dla gejów w mieście, a może i całym kraju, gdzie przychodzą tylko bogaci i wysoko postawieni klienci. Nie mieli w końcu żadnych prostych, materialistycznych potrzeb, jedyne czego tak naprawdę pragnęli, to zakosztować chociażby dwóch kropli życia w luksusach. Marzyło im się to odkąd pamiętali. A teraz Namjoon trzymał w dłoniach tyle pieniędzy, ile jeszcze nigdy łącznie nie mieli. 

- Idziemy. Dziś w nocy. 

***

Proste, grafitowe drzwi rozsunęły się przed nimi z cichym sykiem. Ochroniarz pobrał opłatę za wejście, przepuszczając dwójkę dalej, przez węższe, czarne wejście. Oczom braci ukazał się niezwykłych rozmiarów klub, gdzie pachniało drogim alkoholem, drogimi perfumami i nawet drogim potem. Obaj westchnęli cicho, lustrując wielką scenę, na którą kierowały się powoli wszystkie światła i lasery. Jeongguk chwycił dłoń Namjoona, ciągnąc go przez tłum bliżej punktu skupienia prawie wszystkich par oczu na sali. 

Aż wkrótce rozbrzmiała muzyka, a kolorowe, połyskliwe tasiemki wypuściły z głębi kulis czwórkę najbardziej pożądanych pracowników tego klubu. Splótł spojrzenie z brunetem w obcisłych dżinsowych spodenkach do pół uda i czarnej, skórzanej kamizelce. Był piękny, Gukowi zabrakło tchu. Już teraz wiedział jakie będzie jego kolejne największe marzenie. Nerwowo przyłożył otwartą dłoń do wypchanej plikami pieniędzy kieszeni. Brunet uśmiechnął się tajemniczo, zarzucając grzywką i obracając się do Jeongguka plecami. 

Grę o pragnienia czas zacząć. 


Do przeczytania! - Gabrych 

*Beullu Lubi - "Błękitny Rubin", przypis autora



piątek, 25 grudnia 2015

"Świątecznie, czy coś" - YoonMin, HeeMin (OS)

Tytuł: "Świątecznie, czy coś"

Paringi: YoonMin (Min Yoongi & Park Jimin), HeeMin (Kim Heechul & Park Jimin)

Opis: Ja serio nie wiem co się stało, to jest ani poetyckie, ani nic.. ale strasznie chciałem walnąć Świątecznego ficzka, więc oto jest - niedo**bany lime, trochę komedia, trochę cynicznie, bo Suga pov, no i moje ulubione zakończenie, czyli nie ma nic lepszego niż porządne wnerwienie na autora XD Koocham was, wy mnie też, więc zapraszam <3 (swearing alert, sexual tension)



- A TO BYLI BTS!! WIELKIE BRAWA! - rozdarł się jeszcze blondyn i zamachał energicznie do kamery, rozpoczynając chaotyczny pląs do rozbrzmiałego w tle "Run".

Nikt nie wiedział co ma zrobić, więc zaczęliśmy to, w czym jesteśmy najlepsi - wielką improwizację. Tae schował twarz (wreszcie, pierdolony kartofel oszczędzi ludzkości hajsu na operacje oczu), RapMon.. mamo, nawet nie chcę wiedzieć co on brał przed tym programem.. nie. Cała reszta, udając, że są normalni, roztańczyła się wdzięcznie i skierowała niepozornie ku garderobom. A, tak, Jimin musiał jeszcze zaprezentować pedalstwo i przemacać się z Tae. Norma.

- Hyung, zabierz mnie stąd.. - mruknąłem z diabelnym uśmiechem, na co Heechul odepchnął mnie przekornie, kręcąc głową w rytm piosenki. Zatoczyłem się lekko, imitując fragment układu, po czym tak jak reszta przemknąłem do wspólnego pokoju. 

Przekąskiprzekąskiprzekąski.~

Oczywiście wściekłe małpy zdążyły zjeść już połowę najlepszych poczęstunków, damn. Dlaczego to mnie los pokarał tą bandą nieogarów. Usiadłem ciężko obok Jimina, otaczając go ramieniem i wzdychając głośno, na widok jego śmiesznie napchanych jedzeniem policzków.

- Chodździe zrobimy sobie orgię! - pisnął Tae i zaklaskał w dłonie, na co całe szczęście wszyscy ryknęli obrzydzonymi głosami, gnojąc aliena wraz z jego pomysłem.
Park skończył mielić i oparł się z zadowoleniem na moim ramieniu. Dwie sekundy później wypruwał sobie flaki, żeby nakarmić mnie mięsem.

- No Yoongii! Otwórz buzię, bądź grzecznym chłopcem.. - zamruczał zalotnie, już prawie przyciskając jedzenie do mojej twarzy. Walczyłem zajadle, w końcu jednak dając za wygraną i łaskawie pozwalając się nakarmić.

- Boże jaka gejoza.. - warknął Kookie, wywracając oczami i wracając do przeglądania roznegliżowanych zdjęć europejskich modelek na tablecie. Po chwili dołączył do niego Namjoon i obaj zatopili się w profesjonalnym wydawaniu ocen danego okazu.
Rozmawialiśmy kilka minut, nuda zaczęła już powoli dokuczać, aż do garderoby wpłynął niepostrzeżenie sunbaenim.

- Hej, chłopaki, jakieś piwko? Oczywiście Jungkook marzy. - zaśmiał się głośno, po czym zawtórowali mu pozostali w pokoju. Kook burknął jakieś przekleństwo i sięgnął po słuchawki.

- Czylie reszta jest na tak? To Monnie, Hoseok, Jin, zrobicie drużynę pierścienia? No skoczcie się do sklepu. - najstarszy uśmiechnął się promiennie, zasiadając po drugiej stronie Jimina, który już po sekundzie zmienił obiekt przylepienia z mojego ramienia, na bark Heechula. 

- Ehu.. na nogach nam trochę zejdzie. - odparł Jin i zmarszczył brwi, wyglądając zupełnie jak niedoruchany królik.

- Dacie radę. Liczymy na was. - wysunąłem przed siebie pięść z uniesionym kciukiem i 
ułożyłem się na boku Jimina, dopełniając tą esencję pedalstwa w trzech imionach.

Wytypowana trójca wkrótce opuściła studio, dostając jeszcze kilka instrukcji i zamówień, zostawiając nas w piątkę. Jungkook wkrótce stwierdził, że jego kumple poszli, więc on też wychodzi, aż w pokoju została czwórka. Taehyung jęczał jak rasowa dziwka o to, żeby Kookie wrócił, więc nie długo później sam zniknął, wyruszając na misję spedalenia maknae.

Zostaliśmy we trzech.

- Hyung.. chyba zasnę.. - westchnął pod nosem Jimin, mrużąc powieki i wtulając się głębiej w pasiasty sweter Heechula.

- Nie śpij, bo Cię znowu pocałuję. - odparł ten, lustrując Parkowego kociaka przyklejonego do swojego barku.

- Całuj, hyung, całuj. - stęknął układając się wygodniej i mrużąc powieki.

- Przydałaby się jemioła. - wciąłem się niskim pomrukiem i oparłem brodę o obojczyk rudego dzieciaka pod sobą.

- Ta.. świątecznie czy coś. - burknął Hee znudzony, ale zaraz parsknął zduszonym chichotem.
Objął Jimina i przycisnął do siebie jak misia pluszowego, czochrając jego marchewkowy busz na głowie.

- Nie żartuje Chim, w dupie mam pozew o molestowanie. Zasypiasz, dostajesz gwałt-buzi. - zachrypiał najstarszy z nas i odchylił głowę Parka, który nieudolnie powstrzymywał perlisty uśmiech, jednak uparcie nie otwierając oczu.

Zaśmiałem się cicho, obserwując bacznie poczynania paskowej dwójki.

- No dawaj, hyung. Peniasz? - wtrąciłem w końcu, głową wskazując na rozpromienionego Jimina.
Heechul pokręcił głową, zaraz jednak dość niespodziewanie chwytając żuchwę młodszego. Park chyba zdrowo się zawstydził, bo momentalnie przybrał kolor dziewiczego okresu i zacisnął pulchne wargi.
Aż stało się coś, w co nie uwierzyłbym nawet gdyby zapewnił mnie o tym cały panteon legend rapu. Usta Heechula przylgnęły do tych zaciśniętych, malinowych warg i odebrały rudemu głos. A mi grunt pod nogami.

- Hyung.. peszysz go. - sam nie wiem kiedy moja głowa podjęła zamiar zwerbalizowania tej dziwnej myśli, ale stało się.
A za słowami poszły gesty. Przysunąłem się do dwójki, w praktyce tylko do Jimina, i objąłem go w pasie, przylegając do drobnych pleców.

- Yah, Ty za to wcale! Patrz jaki jest czerwony. - oderwawszy się od apetycznych ust, Heechul oskarżycielskim tonem zlinczował mój gest.
Park podkulił ramiona i opuścił wzrok.

- Pozwę was obu. - szepnął zachrypniętym głosem i uśmiechnął się szeroko, lustrując najpierw mnie, potem Kima.

- On chyba nas o coś prosi. - zwróciłem się do hyunga z cwanym uśmieszkiem na ustach.

Wszystko działo się szybko; za szybko na myślenie. Dłonie jakoś tak same wpłynęły pod golf Jimina, usta same przykleiły się do płatka jego ucha. A Heechul znów go pocałował, mruczał głośno, bawił się rudymi kosmykami jego włosów.
Park skomlał; cichutko, ale wystarczało, żeby wzbudzić w nas spore pokłady bardzo ciekawych odczuć.
Całą ta sytuacja wydała mi się na tyle słodka, że nawet nie opierałem się instynktom. Z delikatnym uśmiechem ssałem zaróżowione uszko naszego małego dongsaenga, ocierałem się biodrami o jego plecy. Pojękiwał w odpowiedzi w usta Heechula, prężył się i wiercił, sam napierając na najstarszego, lub przylegając do mojego torsu i sapiąc w rytm coraz szybszego tętna. 

- Słodki.. - Kim z uśmiechem pogładził zarumieniony policzek rudego kociątka i osadził ciepłe usta na pieszczonej wcześniej skórze.

- Malutki.. - dodałem szczerząc się jeszcze bardziej i zagryzając delikatny płatek ucha, na co Park podkulił ramiona, pesząc się i cicho pojękując. 

- Jimin? - trzy pary oczu zwróciły się momentalnie na otwarte drzwi, w których stało skołowane, dwunogie stworzenie. 

Tae przez chwilę chyba naprawdę oczekiwał odpowiedzi, ale ostatecznie opuścił wzrok z szerokim, kwadratowym uśmiechem. Kretyn, ale jak go nie lubić. 

- A ja głupi się męczę z Kookiem.. heh.


Do przeczytania! - festive Gabryś.



środa, 23 grudnia 2015

"Czarna kawa" - free writing

Tytuł: "Czarna kawa"

Opis: Poczułem chęć przelania niejednoznacznych emocji na opowiadanie. Abstrakcja; nie jest związane z jakimkolwiek zespołem czy fandomem, tylko z moimi odczuciami. Zróbcie z nim co chcecie. Zapraszam.


Zimny, intensywny napój rozlewał się w jej gardle, wpadał do przełyku, dalej przez cały układ trawienny. Lubiła myśleć z czego się składa, mieć za paznokciami to, że jest stworzona w swoiście fantastyczny sposób, że wszystko działa w niej jak w szwajcarskim zegarku. 
Zerknęła beznamiętnie na zegar na ścianie. Kto teraz wiesza zegary na ścianach.. Lubiła wracać drobnymi gestami do perliście radosnych momentów swojego życia. Jej mama wieszała zegary na ścianach. Czemu ona miałaby tego nie robić?
Niezdecydowane płatki śniegu obracały się za oknem w powolnym polonezie, rytmicznie zataczając kolejne kręgi przed opadnięciem na mokrą trawę. Pogoda była niezdecydowana, na granicy dwóch światów, kołysała się pchana fenami i borami. 
Kawa znów wpłynęła do jej ust. Uwielbiała czuć jej gorzki, chłodny smak na języku. Sprawiał jej więcej radości, niż słodycze, czy przekąski. Czuła, że żyje. 
Dostrzegła go kroczącego przez błotniste kałuże i skaczącego z jednej płytki chodnikowej na kolejną. Uśmiechnęła się pod nosem i przeczesała zmęczone włosy. 
Zatrzymał się przed jej oknem i zastukał poczerwieniałymi kostkami. 
Wstała z sofy, odstawiając filiżankę na stolik i podeszła do szyby z promiennym uśmiechem. Odpowiedział jej tym samym, przyciskając usta do szkła i zostawiając na niej wilgotny, zaparowany odcisk. Zaśmiała się pod nosem, kręcąc z rozbawieniem głową i przesłaniając smukłymi palcami szeroki uśmiech, który wykwitł na jej malinowych ustach. On pomachał jej energicznie, nasunął czapkę głębiej na czoło i oddalił się w dziecinnych podskokach. Przez chwilę jeszcze wyglądała przed uchylone okno, aż opuszki jej palców pobladły i nieco posiniały, a szyba zderzyła się powoli, lecz ciężko z framugą.
Wracając na swoje dotychczasowe miejsce chwyciła naczynie z płynną kofeiną, wlewając w siebie naraz pozostałą weń zawartość. Oparła się wygodnie o miękki mebel, kilka razy poprawiła swoją pozycję, w końcu zawieszając spojrzenie na suficie i dokładnie badając wzrokiem jego fakturę. Uśmiechnęła się do siebie, sama nie wiedząc czemu. To przez niego? Ostatnio często czuła nieuzasadnioną radość.. to pewnie zauroczenie. Mama często powtarzała, by nie mylić go z miłością. Ale w sumie co to za różnica.

Kolejny dzień, kolejna cisza w czterech ścianach. Pisała dużo, dla siebie i najbliższych, nie chciała chwalić się pomysłami. Chyba za bardzo bała się, że ktoś je sobie przywłaszczy. Nie chciała swoich myśli u kogoś, z kim nie ma nic wspólnego.
Gorzki płyn parował z zielonego, wąskiego kubka. Spiła powoli łyk gorącej herbaty i wróciła do zapisywania gęsto pożółkniętych, kruchych kartek starego papieru. Lubiła go. Mogła w prawdzie kupić normalny zeszyt. Ale te zostały po mamie, ona nigdy ich nie dokończyła. Czuła z nimi jakąś niepisaną więź. Lubiła zostawiać w nich kawałki siebie. 

Świat gasł. Papużki poznikały z ulic a światła przymglonych latarni co jakiś czas potęgowały swój blask, inicjując miejską noc. Rutyna zasypiania nie do końca jej pasowała, ściany dudniły nad jej głową, kurcząc się i zapadając. Odnosiła wrażenie zamknięcia, nie lubiła tego, nawet bardzo. Wtedy myślała o jego dłoni, o jego ciepłych ramionach. Starała się odegnać buszujące po kątach demony i zastąpić je jego promiennym, jasnym uśmiechem. To zawsze działało. Zadowolona i nieco pewniejsza siebie decydowała się na porzucenie świadomości i otulenie się ciepłym kocem snu. 

I znów przygotowywała kawę. Wyglądała przez okno, szukała jego bystrego spojrzenia. Jeszcze za wcześnie, przyjdzie później. Odłożyła filiżankę gorącej gorzkości na stoliczek, tuż obok kilku połowicznie zapisanych stronic. Nie dostrzegła, kiedy do jej małego schronienia wszedł intruz. Niemalże podskoczyła, kiedy wreszcie zauważyła uśmiechniętego, nieco skrępowanego mężczyznę drobnej postury z torbą przewieszoną przez ramię i białą kopertą w dłoni. Wręczył jej uprzejmie przesyłkę, skłaniając się nisko, na co ona odpowiedziała równie głębokim skinieniem. Pomachała mu z szerokim uśmiechem wykwitłym na ustach. 
Ale tak naprawdę bardzo nie lubiła odbierać rachunków od listonosza. 
Zaabsorbowana lekturą kolejnych wyliczeń wartości zużytych przez nią dóbr, ponownie przegapiłaby czyjąś obecność. Do okna stał już przylepiony jej ulubiony uśmiech. Zerknąwszy nań poderwała się skocznie i dobyła szklanej ściany w kilka sekund.
Nie był sam. Jej uśmiech pobladł. Sama nie rozumiała dlaczego.
Dwie dłonie - jedna jego, druga kogoś, kogo widziała pierwszy raz. Ten drugi też wyglądał na miłego, ale nie chciała go lubić. Poczuła do niego wielki żal i wcale nie chciała na niego patrzeć. Uśmiechnęła się szeroko i pomachała do wąskich, zmrużonych oczu za oknem. On bez namysłu podniósł wolną dłoń, wskazując z podekscytowaniem na zdobiącą ją biżuterię. Na palcu serdecznym tkwił prosty, błyskotliwy pierścionek, na który po chwili opadło kilka płatków bieli. Czuła, że jej policzki były bardzo czerwone, wiedziała o tym. Wiedziała, że oni też to widzą. Zaklaskała w dłonie, kiwając z radością głową. On pocałował tego drugiego w policzek i szeroko się do niego uśmiechnął. Był taki radosny. 

I znów przygotowywała kawę. Ściany dudniły jak nigdy. Nie chciała dzisiaj spać, bała się. Straciła swoją tarczę i byłą narażona na dużo nieprzyjemnych czynników zewnętrznych.
Napój parzył jej przełyk, spływał dalej, ognił żołądek. Ta czerń dziwnie ją zalewała, z każdym łykiem miała mniej przestrzeni na oddech. 
Widok za oknem był zwyczajny. Latarnie mrugały niejednorodną, bladą łuną, ostatnie kroki zmierzały po chodniku do swojego schronienia.
Mróz przeszył srebrzystym ostrzem płytsze z błotnistych kałuży.
A ona cieszyła się, że jej łzy milczą. 


Do przeczytania! - Gabriel.