wtorek, 12 stycznia 2016

"Obiecuję" pt.3/5

Tytuł: "Obiecuję"

Paringi: Vhope (Kim Taehyung & Jung Hoseok), Vmon (Kim Taehyung & Kim Namjoon)

Opis: Kolejny dzień, kolejny rozdział, nie mogę się powstrzymać. Czytajcie, komentujcie, pytajcie i proście o więcej, bo poza faktem, że pisze mi się to jak marzenie, chciałbym trochę zainteresowania od was, chalo. Widzimy się w kolejnej części, mamo, znowu wyjdzie mini seria ;A;"


Układ nie był zły - w końcu dostawali czego chcieli, mieli trochę czasu dla siebie, a przy okazji nie musieli się z tym afiszować. Nikt nie wiedział o ich małej tajemnicy, przetrwali tak aż do klasy maturalnej Hoseoka. 
Tu pojawiło się pytanie - wyjść z szafy, zaszaleć i iść na najważniejszy bal dla licealisty razem z człowiekiem, który znaczy dla Ciebie więcej niż ktokolwiek do tej pory, czy ukrywać się dalej i być może zranić tego najważniejszego?
Nie to, żeby do tej pory wszystko szło idealnie, dobrze, bywałe i momenty napięcia; w końcu Jimin bardzo lubił wciąć się nagle w najmniej oczekiwanym momencie i przypadkowo napatoczyć się, kiedy akurat codzienną tradycją obściskiwali się po szkole albo całowali w szatni. Ale Tae i Hobi byli po prostu taką ukrytą parą i nic złego by w tym nie było, gdyby dało się tak przetrwać do końca życia. A nie było to możliwe, przez bezwzględne i straszne.. dziewczyny.


Hoseok wyrósł na przystojnego, atrakcyjnego mężczyznę. Każdy to widział i nie trzeba się było długo zastanawiać, by wydedukować, że grubo ponad połowa szkoły o płci żeńskiej chciała zatrzymać go tylko dla siebie, a co najważniejsze - "zaklepać" do czasu studniówki. Tym samym pojawiał się wcześniej wspomniany problem. Dla Hobiego nie byłoby wielką katorgą poudawać jeden wieczór więcej, że jest z jakąś ślicznotką i układa im się bardziej słodko niż wymiotują jednorożce skąpane w wacie cukrowej. Ale studniówka to nie żarty. Najgorsza zdawała się wizja, że miałby zostawić na ten czas Taehyunga samego przytulonego do poduszki z pudełkiem lodów, myślącego jak świetnie jego facet musi się bawić. 

Ale nie przyjdzie z chłopakiem na bal. Przecież reszta rocznika zgnoiłaby go do cna. 

Mętlik w głowie zdecydowanie nie pomagał w dokonaniu jakkolwiek sensownej decyzji. Rozmawiali o tym z Tae nie raz, ale nie było to ani proste ani przyjemne.
Kim w sumie pogodził się z tym, że Hoseok pewnie go nie zaprosi. Nie chciał przynosić mu wstydu swoją obecnością, a tym bardziej po tym, jak starszy przedstawił mu problem i okazało się, że dla niego też nie jest to prosta decyzja. Miał zaproponować, że nie pójdzie, bo i tak ma dużo obowiązków, z resztą sam będzie miał studniówkę i zaprosi Hoseoka wtedy. On nie będzie się bał. 


I wszystko poszłoby wspaniale. Gdyby nie jedna, jedyna osoba, która pod sam koniec postanowiła dodać fałszywą nutę do może smutnawego, ale przynajmniej ukończonego utworu. 

Osobą tą był nie kto inny, a niejaki Kim Namjoon.

Chłopak doszedł do klasy Hoseoka na ostatni rok, nie wiedzieć nawet czemu zdecydował się zmienić szkołę. Ale Jung od początku wiedział, że coś z nim będzie nie tak. Zapowiadało się na znajomość pełną.. hm.. spięć.

Zaczęło się niewinnie, przedstawił się mu na przerwie, wypytał o kilka organizacyjnych spraw i pomoc w pierwszych dniach szkoły. Zdawał się nieco bardziej dojrzały, niż rówieśnicy Hobiego, co z jednej strony dobrze o nim świadczyło, ale z drugiej wprowadzało pewien niepokój. Nikt do końca nie wiedział co może siedzieć w głowie takiego Namjoona. Patrzył w specyficzny sposób, mówił w specyficzny sposób, był zdecydowanie zbyt dobry z angielskiego, poza tym nawet ruszał się jak taki.. robot.

A co jeśli był robotem? 

No dobrze. Może wyobraźnia Hobiego była momentami zbyt wybujała, ale czuł, że coś się święci, oraz że przyczyną tego "czegoś" będzie właśnie Kim Namjoon. 

Pewnego jesiennego popołudnia, kiedy Jung dziarskim krokiem zmierzał ku swojemu słodkiemu TaeTae czekającemu na boisku szkolnym na jego dłonie i usta, usłyszał za sobą nieco irytujący już, niski, czarny głos.

- Hej Hoseok! Śpieszysz się? Chciałem, żebyś wytłumaczył mi ostatnie lekcje z chemii.. - mruczącym tembrem rozległ się Namjoon, a Hoseok poczuł jak krew wypełnia jego głowę bardziej niż powinna.

- Troszkę.. nie moglibyśmy się spotkać w weekend? Jestem umówiony.. - w odpowiedzi starał się brzmieć najmilej jak było to możliwe, jednak nie udało mu się do końca zamaskować rozdrażnienia intruzem.

- Uh.. z dziewczyną, hm? 

- Nie. - wypalił pytany bez namysłu, po czym ugryzł się w język i przeklął w myślach swoje roztrzepanie.

- O, to może nie będę aż tak przeszkadzał, hm? Wytłumaczysz mi po drodze, przedstawisz, a potem się ulotnię. - Kim zmrużył przymilnie powieki, wyglądając jak definicja grzecznego kujonka z gimnazjum. 

Hosoek westchnął ciężko. Sam się wkopał, racja, teraz nie było drogi, żeby się wygrzebać. No poza obwieszczeniem temu zboczeńcowi, że ma faceta, ale do tego nigdy się nie posunie, o nie. Zbyt ryzykowne.

- No to.. uh. Pokaż, co Ci nie idzie..

Po przejściu całej szkoły z zeszytem pełnym pierwiastków, Hoseok miał serdecznie dość. Wyszedł szybko przez główne wejście, momentalnie kierując się w stronę boiska. Kiedy tylko znad koślawych liter wypełniających strony notatek Namjoona dostrzegł swoje maleństwo stojące w nieco przydużym płaszczu i wielkim puchatym szaliku, musiał powstrzymać pchający się na usta uśmiech. Serce przyjemnie załomotało w piersi. Jak on kochał tego dzieciaka. 

- Tae? - rzucił, kiedy zakończył objaśnianie tematu Namjoonowi i pomachał oddalonemu już tylko kilka kroków chłopcu, który na wydźwięk ukochanego głosu z szerokim uśmiechem obrócił się w jego stronę.

Uśmiech jednak zaraz pobladł. Zachowując pozory zlustrował niepewnie obcego towarzysza Hoseoka i pytająco zerknął na chłopaka, kiedy już podszedł do niego wystarczająco blisko.

- Uh.. wybacz zaskoczenie, nie wiedziałem, że ktoś z Tobą przyjdzie.. - młodszy Kim skinął uprzejmie głową i wyciągnął dłoń w kierunku nieznajomego.

- Tak, sam nie wiedziałem.. em.. no to tego.. to jest.. - mruknął, jednak nie dane mu było skończyć, gdyż nowy uprzedził go, ujmując z przesadną grzecznością wysuniętą do siebie dłoń.

- Kim Namjoon. Jestem tu od niedawna, jeszcze nie do końca wszystkich znam. Hoseok pomaga mi się zaaklimatyzować. - roześmiał się perliście i uraczył młodszego nad wyraz czarującym uśmiechem.

Hoseok mógł przysiąc, że Tae nieco poczerwieniał. Chyba nie było aż tak zimno, hej..

- Kim Taehyung. - odpowiedział uroczym uśmiechem i spojrzał na własne buty.

Czy on się właśnie peszył, chwila chwila, co tu się..?!

- Masz bardzo urokliwych znajomych, Hoseok. Musisz poznać mnie z resztą Twoich kolegów, jeśli są równie..

- Tak, tak. Wszyscy są tacy! - Hobi nieco zestresowanym gestem machnął ręką i zaśmiał się, odrobinę kaszląc i zerkając porozumiewawczo na Tae, wcale nie ukrywając karcącego charakteru swego spojrzenia.

Taehyung jednak poczerwieniał tym bardziej, sprawiając wrażenie nieco oburzonego stwierdzeniem Hobiego. Odgarnął farbowaną na jasny kasztan grzywkę i spojrzał zalotnie w stronę Namjoona. Nie no tego już za wiele..

- Ja jestem w klasie drugiej, ale znam liceum jak własną kieszeń, gdybyś miał pytania śmiało mnie szukaj, jestem do Twojej dyspozycji. - mruknął Tae z uśmiechem, którego Hoseok nie mógł przeboleć, skrzywił się więc i rzucił podenerwowane spojrzenie gdzieś w bok.

- Miło mi to słyszeć.. Tae? Mogę tak do Ciebie mówić? - Nam przekrzywił głowę na bok i uśmiechnął się po raz kolejny w ten dziwny, przyciągający sposób.

- Nie ma problemu. - młodszy skinął radośnie głową, zaraz jednak unosząc palec wskazujący w geście nagle zaistniałego pomysłu. - A w sumie.. to lubię być nazywany TaeTae. Możesz tak na mnie wołać. 

- A więc TaeTae, jak sobie życzysz. 

Wymiana słodkich uśmiechów, Hoseok coraz bardziej siny ze złości. Czuł jak piecze go wszystko wewnątrz.. czy to jeszcze zazdrość, jeśli życzy Namjoonowi nieteatralnego połamania nóg?

- No to będę się zbierał, nie zawracam wam dłużej głowy. Bardzo miło było mi Cię poznać, TaeTae. Mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy.

- Obiecuję, że o to zadbam, chociażby na korytarzu na przerwie. Do jutra hyung! - kasztanowłosy ukłonił się nisko i pomachał do Nama, który odpowiedział mu równie głębokim ukłonem, uścisnął rękę Hoseoka i oddalił się wyraźnie rozluźnionym, leniwym krokiem.

Hoseok wyglądał jak upiór. Momentalnie podkrążyły mu się bardziej oczy, przygarbił się jak polujący kot, a wszystkie mięśnie twarzy pozostawił spięte. Obrócił się poirytowany w kierunku Tae, który jak gdyby nigdy nic uraczył go anielsko błogim wyrazem twarzy.

- Sympatyczny ten Namjoon, prawda?

- A-al.. że.. kurw..jskbeshbdjckajsldaaa! - krzyknął starszy, może jednak odrobinę zbyt głośno.

- Hm? Coś mówiłeś? - westchnął Tae i postąpił krok ku Hoseokowi, poprawiając troskliwie jego kurtkę.

- Uh.. jeśli go nie zabiję, to będzie dobrze. - warknął Hobi, opuszczając wzrok na Tae i przyglądając się jak dopina z uporem wprawionej żonki ostatnie ząbki zamka. 

- Nie przesadzaj. Był bardzo miły i uprzejmy.

- Zwłaszcza prawiąc Ci komplementy i uśmiechając się tak.. grr..

- Huh? Niby jak?

- Tak zalotnie, do cholery!

Taehyung zachichotał pod nosem i pogładził policzek swojego chłopaka, zaraz stając na palcach i muskając delikatnie wargami jego usta.

- Może wreszcie będziesz musiał się o kogoś postarać, Hobi.

- Że niby co..?

- Cóż.. mam nadzieję, że jednak pomyślisz dwa razy, czy rzeczywiście wszyscy są tacy jak ja.. - szepnął Tae uśmiechając się tajemniczo i może nieco zadziornie, po czym przeczesał włosy Hoseoka z pobłażliwym wyrazem twarzy, obrócił się wdzięcznie i odpłynął niespiesznym krokiem.

A Jung stał tak jeszcze kilkadziesiąt sekund i zastanawiał się jaki będzie najbardziej bolesny sposób kastracji Kim Namjoona.


Do przeczytania! - Gabek


poniedziałek, 11 stycznia 2016

"Obiecuję" pt.2/5

Tytuł: "Obiecuję"

Paringi: Vhope (Kim Taehyung & Jung Hoseok), w domyśle Jikook (Park Jimin & Jeon Jeongguk)

Opis: Skoro dobrze mi się pisze, to yolo, dodajmy dzień po dniu. W sumie wyłącznie na prośbę Reiczel noony <3 Kolejna część, jednak nie będzie tylko dwóch, niestety, ale to było do przewidzenia xDD Czytajcie, komentujcie, kocham was ~


Życie nie było jego ulubionym przedmiotem. Najchętniej wróciłby się do czasów przed podstawówką, wtedy wszystko było słoneczne, kolorowe i przyjemne. Wraz z nadejściem szkoły zaczęło się psuć, Taehyung widział to i nie trzeba było dużo myśleć, by wyciągnąć najprostsze wnioski - życie po prostu ssie. Miał już piętnaście lat, głupie gimnazjum, głupi nauczyciele, głupi znajomi. I najgłupszy z nich wszystkich Jung Hoseok.

- Siemka TaeTae! - rzucił Jimin i klepnął go silną ręką w łopatki. Odrobina niżej i bezsprzecznie odbiłby mu płuca.

- Kurwa, Jim.. - westchnął Kim i nawet nie zaczął swojego klasycznego wywodu nad tym, jak bardzo Park przeszkadza mu w życiu. Po co strzępić język, skoro ten idiota będzie bez przerwy zachowywał się dokładnie tak samo.

Rozejrzał się po korytarzu; grupka jego pseudo znajomych stała pod salą, wymieniając buzujące emocje na temat jakiejś szkolnej nowinki. Nie chciało mu się do nich podchodzić, z kimkolwiek witać.. Miał tak bardzo dość zmagania się codziennie ze wszystkim co go otaczało.
Od momentu, w którym Hoseok zaczął go unikać świat przestał mieć znaczenie. Źródło jego codziennej motywacji do życia przestało wybijać z przegniłej ziemi, Miał paczkę swoich super-cool-zajebistych znajomych, a Tae przestał się liczyć. Był dla niego tylko kolejnym, nudnym młodziakiem, który tak naprawdę nie miał mu czym zaimponować. Dlatego codziennie przychodził do szkoły zły, znudzony, lub w ogóle nie przychodził. Nie rzutowało to dobrze na jego oceny i zachowanie, opuścił się w nauce i popadł w dziwny stan, kiedy jedyne czego naprawdę pragnął, to żeby czas się zatrzymał, a on odespał wszystkie nerwy i cały smutek jaki kotłował się w jego wnętrzu.

- Hej Taehyung. - nieco niepewny głos przeleciał przez uszy Kima, ale mimo braku zainteresowania postanowił się odwrócić i uraczyć człowieka resztkami sił do konwersacji. 

- Jeongguk.. Cześć. Jimin siedzi tam. - wskazał zobojętniałym ruchem głowy ławkę, a której Park siedział rozwalony jak król i prowadził aktywną wymianę słów z całkiem niczego sobie dziewczyną. Dla Tae jednak kolejnym, pustym laszonem, bez ambicji i bez wartości.

- A-ale.. - westchnął cicho młodszy chłopak i przygryzł w stresie wargi. Zaglądnął przez ramię Taehyunga na siedzącego na ławce Parka, po czym spłonął rumieńcem. - W sumie to nic. Powiedz mu ode mnie, żeby czekał przed szkołą po lekcjach, dobrze?

W odpowiedzi Tae tylko skinął głową, wzruszając lekceważąco ramionami, po czym oddelegował młodziaka krótkim "nara". Ten drżącym głosem odpowiedział mu formalnym "miłego dnia" i popędził pod własną salę lekcyjną. Kim pokręcił głową z dezaprobatą i podszedł do flirciarza na ławce, szturchając go niedelikatnie w ramię.

- Te, zalotnik, Gukie prosi, żebyś czekał na niego po lekcjach. - westchnął bez zaangażowania, wlepiając znudzony wzrok w wielkie, roześmiane oczy Jimina.

Ten na wydźwięk imienia Jeona spiął się nieco i chyba nawet zarumienił. Skinął pospiesznie głową i nienaturalnie szybko powrócił do konwersacji z dziewczyną, która wydawała się kontaktować jeszcze mniej.
Tae nie chciał wnikać. Nie było mu to po drodze, sam Jimin nie zbyt go interesował. Po prostu kolejna osoba powiązana z innymi na sobie tylko znane sposoby. Westchnął cicho i odblokował telefon, sprawdzając wiadomości. Jedna od znajomej, którą poznał na fejsbuku, jedna od mamy, żeby pamiętał o zakupach po lekcjach. Zablokował ekran i oparł się plecami o ścianę w paskudnym odcieniu zgniłego błękitu. Czy cała ta szkoła musiała aż emanować mentalnymi wymiocinami?

Wśród zgiełku usłyszał jeden, konkretny tembr. Ten najbardziej irytujący ze wszystkich. Ten, który tak bardzo go wkurzał, denerwował, ranił. Zza winkla wyłonił się Hoseok, prowadząc trywialną rozmowę z dwójką znajomych. Kim wlepił weń spojrzenie, jednak nie oczekiwał niczego w odpowiedzi. Jung nie interesował się nim wcale, tak jakby Tae nigdy nie istniał. I tym razem nie doczekał się najmniejszej kropelki uwagi ze strony starszego. Miał tego serdecznie dosyć. Kiedy tylko Hoseok stanął pod salą, w której miały odbyć się jego zajęcia i znajomi na moment go opuścili, Tae zebrał wszystkie pokłady odwagi i ruszył w jego kierunku, przerywając mu sprawdzanie czegoś w telefonie ostrym "dzień dobry".
Starszy uniósł na chłopaka wzrok i nieco zmrużył powieki. 

- Czego chcesz Taehyung? Nie widzisz, że przeszkadzasz? - potrząsnął telefonem przed nosem Tae i zmierzył go oschłym, chłodnym spojrzeniem. Ten musiał chociaż sprawiać wrażenie opanowanego, bo wewnątrz wszystko mu krwawiło i nie byłą to rozmowa, którą chciał przeprowadzić bez przygotowania.

- Niczego. Tylko pogadać. Będziesz miał chwilę po szkole? Chciałbym wyjaśnić kilka kwestii. - mruknął typowym dla siebie pozbawionym emocji głosem.

- Nie mamy wspólnych tematów, Taehyung. O czym chcesz gadać?

- Wierz mi, kilka by się znalazło, wbrew Twojej niechęci. Widzimy się po szkole w męskim kiblu na parterze. - rzucił tylko i jak najszybciej obrócił się, wracając pod własną salę lekcyjną, starając się zapanować nad drżeniem dłoni i dziwną wilgocią, która naszła na jego oczy. 

Usiadł z impetem na ławce i przetarł ciepłą ze stresu twarz lodowatymi dłońmi. Zaburzenie krążenia w palcach ma jednak swoje plusy. Zanim udało mu się opanować wypieki, obok zajął miejsce Jimin.

- Tae? Wszystko okej? Dawno nie widziałem, żebyś cokolwiek przeżywał.. - mruknął Park, zaglądając na twarz chłopaka, który starał się ją ze wszystkich sił zasłonić.

- Nic mi nie jest. Źle się czuję, chyba mam gorączkę. - odparł na odczepne, chcąc się jak najszybciej pozbyć natręta.

- Jeśli jest coś, o czym chciałbyś pogadać, to śmiało, wiesz, że..

- Jimin proszę. Nie mam siły się z Tobą użerać. Po prostu daj mi spokój. 

Ze strony Parka dało się słyszeć ciche, zawiedzione westchnienie. 

- A może jednak? - zagadnął po raz kolejny, układając dłoń na ramieniu rozmówcy i obracając go w swoją stronę bez większego problemu. Tae był niemalże anorektykiem, bez trudu dało się nim fizycznie manipulować. Zwłaszcza, że Jimin chodził regularnie na siłownię i był dużo bardziej muskularny od chłopaka.

Tae zachłysnął się powietrzem i spojrzał mściwie na Jimina. Bez słowa zmarszczył brwi i strącił jego drobną jak na chłopaka w ich wieku dłoń, wracając do poprzedniej pozy i chowając twarz w chłodnych palcach.

- Nie chcesz się zwolnić, skoro tak Ci źle? Może pielęgniarka by coś zaradziła?

- Nie mogę. Mam rzeczy do zrobienia po szkole. - mruknął tylko Kim i wstał z ławki, odchodząc na drugi koniec korytarza i zasiadając ostentacyjnie pod ścianą. Po niecałej minucie rozległ się nieprzyjemny, zbyt długi dźwięk dzwonka. 

Lekcje się dłużyły, jak zawsze. Tae nie zwracał uwagi na to jaki aktualnie miał przedmiot, niczemu nie poświęcał szczególnej uwagi. Po prostu zmieniał miejsce siedzenia i głos, jaki wpadał w jego uszy. Jeśli akurat trafił na sprawdzenie wiedzy w postaci kartkówki bądź testu, zazwyczaj pisał cokolwiek, bazgrał kilka rysunków i oddawał kartkę pierwszy. Pewnie dlatego wśród jego wyników wielką przewagę miały dwóje i jedynki. 
Ostatnie zajęcia skończyły się dzwonkiem, a Tae zerwał się, zarzucając plecak na ramię i bez "do widzenia" wybiegł z klasy, łapiąc oddech. Czemu na lekcjach zawsze musiał panować taki obleśny zaduch. 
Bez namysłu ruszył w kierunku umówionego z Hoseokiem miejsca, gdzie mieli przeprowadzić rozmowę. W jego brzuchu łomotały ciężkie kamienie, przyprawiając go o zimny pot. Przed czym się tak strasznie denerwował, co go tak stresowało? To tylko rok starszy cham, z którym musisz sobie wyjaśnić kilka rzeczy. Tyle. Nic wielkiego.
Kiedy już prawie udało mu się opanować drżenie kolan, wszyscy uczniowie zniknęli z korytarzy i zapanowała na nich pustka, usłyszał ciche, powolne kroki. Wkrótce też zza rogu wyłonił się Hoseok, pełen pogardliwego zobojętnienia na zaistniałą sytuację. Wszedł do łazienki i zamknął za sobą drzwi, potem obracając się do Kima, ściągając plecak z ramion i nieco zbyt agresywnie rzucając go pod ścianę.

- No TaeTae? Jak tam? - zagadnął ze sztuczną słodyczą w głosie, a młodszy spiął się i poczuł nieprzyjemne pieczenie na policzkach.

- T-tt.. to ja miałem pytać. - wydukał łamiącym się głosem, przybierając teoretycznie pewną siebie postawę i biorąc głęboki oddech. - Co Ty odpierdalasz, Hoseok?

- Hm? Skąd ta agresja, mały? Coś Ci zrobiłem? - warknął wyższy i podszedł kilka kroków w kierunku drżącego Taehyunga. Ten odetchnął ponownie, starając się uspokoić pędzący puls. 

- Jakbyś nie zauważył, to od dokładnie czterech lat traktujesz mnie jak gówno. Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę z tego jak mnie to wkurwia. - wysapał z trudem Taehyung i skinął głową na potwierdzenie własnych słów.

- Oh, a więc jednak nasz maluszek ma ból dupy.. - zaśmiał się brzydko Hoseok i zbliżył jeszcze bardziej do Tae. - Chciałbyś się ze mną dalej bujać, hm? Chcesz, żebyśmy byli przyjaciółeczkami, Taehyung? Przestań żyć przeszłością, dobrze Ci radzę. - westchnął na koniec i obrócił się, najwyraźniej zbierając się do odejścia.

- HEJ! Chwila! Gdzie?! Ja jeszcze nie skończyłem! - krzyknął Tae, dopiero później zdając sobie sprawę, że zabrzmiał jednak za bardzo jak zdesperowana nastolatka.

- Ale ja skończyłem. Po prostu daj mi spokój, nie chcę, żeby nic nas łączyło.

- Co ja Ci zrobiłem?! Czemu tak bardzo mnie nienawidzisz, co się do cholery zmieniło?!!

Hoseok stanął tuż przed drzwiami i westchnął głęboko. Obrócił się do Tae i uśmiechnął kąśliwie.

- Jesteś taki żałosny, Taehyung.. idź się pobawić w piaskownicy, hm? Może tam znajdziesz równych sobie znajomych. 

Kim zamarł. Teraz już nawet nie miał sił, by walczyć z trzęsącymi się ramionami. Serce łomotało w jego piersi jak po przebiegniętym maratonie, myśli jak wolne elektrony obijały się o ściany logiki i uczuć, a Tae nijak był w stanie nad nimi zapanować i jakkolwiek je uporządkować. Nic nie trzymało się całości, słowa Hoseoka były takie obce, zimne, wbijały się w niego jak sztylety, a on nie potrafił zrozumieć czemu. 

- Hobi.. - rzucił jeszcze drżącym, piaskowym głosem i przygryzł dolną wargę, czując jak w jego oczach pojawiają się kolejne łzy. Już nie chciało mu się z tym walczyć.

- Hobi? Haha.. Hobi skończył się już dawno. Nie nazywaj mnie tak. 

- Hobi przestań, przestań tak mówić, kurwa mać.. - jęknął Tae zasłaniając uszy i pozwalając gorzkim łzom spłynąć po zaczerwienionych policzkach.

- Jestem Hoseok! - odkrzyknął ten, obracając się po raz kolejny i stając w bojowej pozycji, kilka kroków od Tae. 

Młodszy z zapłakaną twarzą podszedł do Hoseoka i pociągnął nosem, przedstawiając obraz nędzy i rozpaczy. Chude ramiona trzęsły się w rytm fal szlochu jakie nimi targały. Nie zważając na to, że pewnie za to dostanie, pochylił się i oparł czoło o klatkę piersiową agresora. Ku zaskoczeniu nic, co przewidywał, się nie stało.

- Taehyung.. kuźwa, no.. - cichy pomruk dobiegł jego uszu, ale tym razem nie było w nim ani pogardy, ani złości. - Przestań się mazać.. 

W odpowiedzi młodszy pokręcił przecząco głową i czuł jak kolejne łzy popłynęły po jego policzkach. Było mu już wszystko jedno, co Hobi o nim pomyśl, chciał tylko, żeby wiedział, jak bardzo go rani.

- Tae.. - usłyszał jeszcze, na co otworzył szerzej oczy. Szczupła dłoń otoczyła jego ramiona i niepewnie pogładziła łopatki.

- Boli, Hoseok.. Bardzo boli.. Jeśli na to zasłużyłem, to powiedz czym... - jęknął jeszcze zapłakanym głosem chłopiec, z trudem odsuwając się od rozmówcy i wlepiając w niego spojrzenie umykające z załzawionych, lśniących, zaczerwienionych oczu.

Jung wyraźnie westchnął i zacisnął usta. 

- G-..gdzie boli? - opuścił pusty wzrok, zaraz jednak spoglądając znów na twarz Tae, na co młodszy zadrżał i jeszcze szerzej rozchylił powieki. Przerażony jednak, nie wykonał żadnego gestu, poza powolnym wskazaniem okolic klatki piersiowej.

Hoseok rozejrzał się nieco spięty po korytarzu, kontrolując najwidoczniej, czy ktokolwiek się tędy nie przechadza. W końcu nie dostrzegając nikogo wrócił spojrzeniem na Tae, który ciekł dosłownie jak wodospad, prezentując sobą niezwykle rozczulający obrazek. Starszy pochylił się nieco, wolną dłonią przecierając mokry policzek chłopca. Tae już bardzo dawno nie czuł z jego strony tej dziwnej rzeczy, musiał cofnąć się w dawną przeszłość, żeby wiedzieć jak to nazwać. Dotyk Hoseoka przynosił ulgę, dziwny spokój, był pełen takiej.. czułości?
Wtedy Jung nieco niepewnie zbliżył swoją twarz do tej należącej do swego rozmówcy i przycisnął wargi do jego rozchylonych w zaskoczeniu ust. 

Kim nigdy by się tego nie spodziewał, zmarszczył pytająco brwi, ale zaraz poczuł nie do końca znajome ciepło w brzuchu. Przyjemnie. Zmrużył powieki i postarał się podążać za Hobim w gestach, jakie starszy wykonywał. Pocałunek nie trwał jednak długo, a Hoseok przytulił do siebie chłopca, odchylając tylko na tyle, by móc złapać z nim kontakt wzrokowy. 

- Lepiej?

- M-mhm.. - odparł Tae, skinąwszy lekko głową, czując, że pod wpływem spojrzenia Junga jego policzki są jeszcze czerwieńsze niż były.

- Heh.. mały TaeTae.. - przeczesał jego włosy długimi palcami, przekrzywiając głowę na bok i oglądając jego oblicze z delikatnym uśmiechem.

- Nie może tak być zawsze, Hobi? - westchnął młodszy rozżalonym głosem i zacisnął dłoń na materiale jego szkolnego mundurka. 

- Nie, Tae. Chłopcy nie mogą lubić innych chłopców. - odparł cicho Hoseok i przeniósł dłoń na policzek rozmówcy.

- A-ale.. nie musimy.. wystarczy, żebyś mówił mi cześć, czasem się uśmiechnął... czy to tak dużo, Hobi?

- Taehyung... zrozum. Ja nie dam tak rady. - starszy złapał go za ramiona i spojrzał z powagą w jego oczy. - Kocham Cię za bardzo,  nie tak jak powinienem. Tak jak pary się kochają, Tae. Nie mogę. Musiałem się od tego odciąć, to nie jest normalne, a teraz, kiedy już prawie wydawało mi się, że przestałem się tak czuć, Ty musiałeś wszystko zniszczyć..

Kim nie miał pojęcia jak zareagować na te słowa. Otworzył tylko oczy szeroko, szerzej niż do tej pory i zmarszczył brwi, starając się przetworzyć informacje jakie Hoseok mu przekazywał. Co za idiotyzm, co za głupie, kretyńskie myślenie..

- Hobi? - odparł, zbierając myśli i decydując się na najdziwniejszą rzecz w swoim życiu.

- Mh?

- Zróbmy tak.. nie musisz się ze mną witać. Nie musisz nawet zwracać na mnie uwagi, jeśli tak będzie Ci łatwiej. Ale nie daj mi poczuć, że jestem dla Ciebie nikim, Hoseok. 

- Tae, mówiłem, że-..

- Cicho. Wystarczy, że co jakiś czas spotkamy się po szkole, porozmawiamy, że mnie przytulisz, złapiesz za rękę.. Nie rozumiesz, że też Cię kocham, Hobi? Od zawsze? 

Starszy przełknął z trudem ślinę i zadrżał, spoglądając na Kima z nadzieją, ale jednak nieco niepewnie i strachliwie. 

- Chcę Cię całować, Tae.. chcę, żebyś był mój.. - jęknął cicho Hoseok i zagryzł wargi.

Kim uśmiechnął się pobłażliwie i pogładził policzek hyunga.

- Jestem. Tylko już nigdy tak nie rób, Hobi, nigdy mnie nie zostawiaj. Obiecujesz?

- Obiecuję. 


Do przeczytania! - Gabek




niedziela, 10 stycznia 2016

"Obiecuję" pt.1/5

Tytuł: "Obiecuję"

Paringi: Vhope (Kim Taehyung & Jung Hosoek), lekki Vmin (Kim Taehyung & Park Jimin)

Opis: Nie wiem ile będzie miało części to coś (na chwilę obecną załóżmy, że maksymalnie trzy), ale naszła mnie taka ochota/wena/potrzeba spisania takiej rzeczy, że nawet nie myślałem nad konsekwencjami. Po prostu czytajcie i mówcie, czy pisać dalej i czy podoba się wam taki pomysł na opowiadanie! Much love!



- Choć Hobi, choć! Bo nas magicny kjujik uciekńe! - mały chłopiec o kruczoczarnych włosach kołysząc się jak pingwinek pognał przez ogród, po drodze przewracając się i niechybnie kosztując smaku świeżej murawy.

- Hahah! TaeTae łamaga! - Hoseok z uśmiechem niemalże szerszym niż to możliwe podbiegł do leżącego plackiem młodszego dzieciaka.

Dobywszy chłopca kucnął obejmując kolana ramionami i pociągając nosem. Zmarszczył odrobinę brwi, dmuchając w opadającą na oczy, przydługą grzywkę. 

- Tae? No weź, wstawaj. - szturchnął małego w łopatkę i rozglądnął się zapobiegawczo po całym ogródku.

Nie długo później dał się słyszeć cichy, płaczliwy dźwięk. Hobi otworzył szerzej oczy i sapnął mocno zdezorientowany. Pulchne plecki leżącego chłopca zaczęły się lekko trząść, a szloch przybrał na głośności. Starszy niewiele myśląc objął go i dźwignął do góry z niemałym trudem. Zapłakana, nieco ubrudzona ziemią buzia czerwieniła się ze wstydu i bólu. Hoseok wziął głęboki oddech, nieporadnie odgarniając polepione kosmyki grzywki z twarzy chłopca.

- Aj, Taeś.. uderzyłeś się? Gdzie boli? - drżącym z przejęcia głosem zapytał starszy i usiadł na zimnej trawie, chłopca sadzając sobie na kolanach.

Młodszy w odpowiedzi jedynie pociągnął nosem i przetarł zapłakane oczy rękawem koszulki. Po tym zabiegu, który swoją drogą niewiele pomógł jego aktualnemu wyglądowi, wskazał drobnym paluszkiem nieco zadrapany, czerwony nosek. Hoseok pokiwał głową i złapał pucołowate policzki w dłonie, przyciągając buzię chłopca do siebie i składając na jego nosie długi całusek. Młodszy zmarszczył brwi i spojrzał na przyjaciela zaszklonymi oczami.

- Lepiej? - szepnął Hoseok, z braterską czułością przeczesując jego proste, czarne włoski.

- Mhm. - Tae skinął głową i pociągnął wcześniej ucałowanym noskiem. Otoczył krótkimi łapkami szyję przyjaciela i wtulił się w niego mocno. - Dźenkuje Hobi! Jestes najlepsiejsy! Kocham Ciebie! 

- Też Cię kocham, TaeTae! - okrzyknął Hoseok i przytulił chłopca mocno. Zaśmiał się, kiedy młodszy przewrócił go na plecy i wtulił się jak w pluszowego misia. Wkrótce też zaczął zasypywać go oślinionymi, smarkatymi buziakami, na co Hobi jęknął zniesmaczony, starając się go odepchnąć, aż obaj zaczęli głośno chichotać, tuląc się i siłując na zmianę. 

Tak było zawsze. Tae pakował się w kłopoty, albo robił sobie krzywdę w jakiś głupi sposób, a Hobi naprawiał wszystko jak czarodziej. Rośli obok siebie, zawsze razem, zawsze z uśmiechem na buziach. 

- Chodź, no chodź! Zoobacz, Hobi! Już prawie jesteśmy! - pięcioletni chłopiec zacisnął palce na dłoni starszego, prowadząc go ścieżką wzdłuż strumyczka oddzielającego ogród od lasku przy domu młodszego.

- Ale jaka jaskinia, Tae.. u nas nie ma jaskiń.. 

- A właśnie, że są, ja Ci pokażę! To już zaraz. 

Przeszli marszowym krokiem kilka wzniesień, oddalając się nieco od bezpiecznego ogrogu i skręcając w zacienioną gęstwinę lasu. Słońce migotliwie przeświecało przez gałęzie okraszone zieleniącymi się, drobnymi listkami, vo prześlicznie prezentowało wszystkie niższe piętra. Tak samo jak ich dwóch, biegnących wąską ścieżką ze splecionymi palcami. 

- Jesteśmy, hyung. - Tae z zadowoleniem skinął głową i w ekscytacji zacisnął mocniej palce na tych należących do Hoseoka. 

W odpowiedzi dało się słyszeć westchnienie zachwytu; pomiędzy ciepłą zielenią drzew kryła się ciemno-szara formacja skalna, pusta i zacieniona wewnątrz. Najprawdziwsza jaskinia. Bez słowa weszli do środka, nie puszczając się ani na chwilę. Hoseok zajął miejsce na kamiennej półeczce, a Tae zasiadł tuż obok niego. 

- I co? Miałem rację. To jaskinia. - tryskający dumą Taehyung wyszczerzył ząbki w prostokątnym uśmiechu i uniósł wysoko brodę. 

- Racja, to jaskinia jak się patrzy. No i nasza nowa kryjówka. - starszy zacmokał spoglądając na chłopca obok, a na widok rumieńców ekscytacji na jego policzkach roześmiał się głośno i rozłożył ręce, na co młody bez namysłu rzucił się na hyunga, wtulając ufnie.

- Najlepsza kryjówka na świecie, będziemy w niej chować nasze łupy! I słodycze! I rysunki! - recytował mały Tae, ledwo łapiąc oddech.

- Hahaha! Dobrze, Taeś, tak zrobimy! - Hobi poczochrał kruczą czuprynę wtulonego w siebie chłopca, po czym pogłaskał go spokojnie.

- Hobi? - rozległo się nagle ze strony młodszego, nieco mniej odważnie, niż zwykle.

- Tak, Tae? 

- Czy będziemy razem już na zawsze? Nie możesz sobie nigdy ode mnie pójść, bo będę zły i smutny.

- Tae, ja Cię kocham! Nigdy się nie rozłączymy, zawsze będę o Ciebie dbał! 

- Hyung! - starszy poczuł jak łapki na jego szyi zaciskają się z całych sił. - Ja też Cię kocham! Obiecujesz, że już na zawsze?

Mały Tae odchylił się, odsuwając jedną rączkę od szyi starszego i przed jego nosem wystawiając mały palec, czemu towarzyszyła wysoce poważna mina. Hobi rozumiejąc wagę sprawy sam wyciągnął dłoń w kierunku tej przed jego twarzą, po czym zaplótł własny mały paluszek na tym Taehyungowym. 

- Obiecuję. Na zawsze razem. 

I tak było - krok po kroku odkrywali wszystkie cudowności otaczającego ich świata, trzymając się za ręce, razem. Aż rozpoczęła się szkoła. Hoseok poszedł do niej wcześniej niż Tae, więc młody bardzo nudził się w roku szkolnym, czekając codziennie aż Hobi wróci popołudniu, by się z nim pobawić. Ale warto było czekać - po jego powrocie było tak jak dawniej, kiedy gonili się, bawili w berka, lub udawali, że są odkrywcami nowego lądu. Chodzili do ich sekretnej jaskini, pod liśćmi chowając kolejne skarby i pamiątki. 
Coś jednak się stało. Hoseok czasem ze smutną miną mówił, że musi iść do domu, choć nie było nawet piątej popołudniu, powtarzał, że ma teraz "obowiązki". Tae nie wiedział co to dokładnie, ale nie lubił ich bardzo. Zabierały mu Hoseoka i ich czas na zabawę. Głupia szkoła i głupie obowiązki. 
Czasem przed zaśnięciem, Tae płakał wtulony w mamę, powtarzając, że nie chce, żeby Hobi chodził do szkoły, żeby ją zamknęli. Potem pytał, czy on też będzie musiał tam chodzić i rozczulał się jeszcze bardziej, otrzymując twierdzącą odpowiedź. Nie wiedział do końca jak nazwać to, co czuł, ale to nie było miłe. Było mu smutno. Tak jak wtedy, gdy musieli wrócić do domu po pobycie u wujka w wakacje. Kiedy musiał coś zostawić. 

Westchnął cicho i spojrzał w lustro, na odbicie jedenastoletniego siebie, z plecakiem na ramionach i workiem na buty w ręce. Jak on nienawidził szkoły. Głupie głupstwo. Mogłoby nie istnieć i nikomu nie stałaby się krzywda. 
Wsunął tenisówki na stopy, krzyknął "cześć" do mamy i wyszedł z domu, jak codziennie kierując się w stronę domu Hobiego. Jedyne, co go ratowało. 

- Hoseok? - krzyknął, wychylając się przez żywopłot.

- Hobi poszedł dzisiaj wcześniej, prosił, żebym Ci przekazała, że jest już w szkole! - mama Jung pomachała do Tae z promiennym uśmiechem na ustach.

Taehyung zawsze uważał, że była piękna i mądra, jak dobra wróżka. Oczywiście nie tak jak jego mama, ale i tak całkiem nieźle dawała sobie radę. 

- O.. dobrze, dziękuję! - odwrzasnął, pomachał kobiecie sterczącej w oknie i ruszył nieco przybity do koszmaru każdego dnia, zwanego szkołą. 

Jego myśli zaprzątał Hoseok. Dlaczego poszedł sam? Ma dodatkowe zajęcia? A może chodzi do szkoły z kimś innym i nie chce mu powiedzieć, bo to tajemnica?
Tae zadrżał na tą myśl.
Wydało mu się końcem świata, że Hoseok, jego ukochany Hobi, może mieć sekrety.. z kimś innym niż on. 

Przekroczywszy próg placówki wychowawczej, momentalnie zaczął nerwowo rozglądać się za przyjacielem. Nie podobało mu się, że nie byli w tej samej klasie, łatwiej byłoby go znaleźć. Ale w końcu Hobi był starszy o rok, nie dało się tego pogodzić. Tae nieco naburmuszony przeszedł szybko przez grupkę dzieciaków, nikomu nie mówiąc "cześć" i siadając na jedynej pustej ławce pod ścianą. Był zły. Na wszystko dookoła. I chyba pierwszy raz bez wyjątku, jakim zawsze był Hoseok.

- Dzień dobry, TaeTae! - piskliwy głosik rozbrzmiał w uszach boczącego się chłopaka, a Tae od razu wiedział co go czeka..

- Jimin.. prosiłem, żebyś tak do mnie nie mówił. Jestem Taehyung. - warknął pod nosem, wywracając oczami i unikając kontaktu wzrokowego z nowo przybyłym. 

- Yaa.. naprawdę tylko ten Twój Hoseok może tak do Ciebie mówić? Przecież to brzmi słodko, dlacze-..

- Park. Nie lubię Cię. Idź stąd. 

Chłopiec zamilkł na moment i lekko poczerwieniał ze wstydu. Zaraz jednak poklepał Tae po ramieniu i podał mu pudełeczko pełne małych, nieco koślawych ciasteczek. Kim zlustrował najpierw słodkości, potem Jimina i zmarszczył pytająco brwi.

- Poczęstuj się, TaeTae. Dzisiaj moje urodziny. 


Do przeczytania! - Gabriel


piątek, 8 stycznia 2016

"Photo album" - Jikook (OS)

Title: "Photo album"

Pairings: Jikook (Park Jimin & Jeon Jeongguk)

Summary: Ow gosh, it's been so long since my last post in english. I neglected you guys and am so sorry for this. Fault in being hyper-productive in polish. Gonna make it up for y'all, starting from now with this little, sweet, fluffy Jikook. Nothing more rainbow on this blog. Enjoy <3


Two of the most popular k-pop band these days; beautiful, succesful, desired. And not available for anyone besides themselves. 
Jungkook and Jimin were most likely the happies boys on this planet. Apparently they didn't really care about hiding and being made to separate in public, all they wanted was to have even just a tiny bit of every day life for each other. Ideal love story you say? Exactly. Maybe sometimes a bit naive and too simple, but hey. Why would they ever complain about being blessed? 

Kookie grabbed his boyfriend's hand and pulled right to his room. He's prepared something before nad now wanted to immediately show it to Jimin, also find out as quickly as possible whether he'll like it or not. 

- Jungkookie, is it still far? - ginger one murmured with his hand covering eyes, as Kookie demanded. 

- Nah, actually we're done traveling. But don't open your eyes yet!

Brown haired boy led his love through the door and sat on the bed. He never wanted to show off his emotions, but for now he was so stressed, he could easily say Jimin felt his hands trembling. Maknae reached something from under the bed he sat his hyung on, and took a deep breath.

- Okay. Open. - whispeared and bit his lower lip.

Squandering no more time, Jimin quickly opened his eyes, giving Jungkook this breathtaking stare, which he can swear he surely fell for.
Next Park put his glare on thing younger one held. It seemed like some kind of a book.. but then Jimin realised what it was and nearly felt tears coming over his eyes.

- Is it what I think it is?

- It's a photo album. All our memories in one place. - maknae passed the book to Jimin, as the older one seized it with this little, charming grin on his lips. - I just wanted to remind you how much we've gone through..

Then Kookie sat right next to him and snuggled to Jimin's arm. He had this little obsession over this part of his body, which obviously no one knew about, and he was dissembling it well enough not to be cought. He loved to just cuddle with his ravishing hyung and feel those slim, yet musculed arms under his palms. But getting back to the album..
Jimin has gone through nearly half of the pages, single tears were falling down his cheeks and his nose gone a bit reddish.

- Jiminie..?

- Kookie, this is.. ugh. I don't even have words for this.. how did you come up with this yourself? It's too adorable, even for you. - he smiled through the tears and stroked younger one's dark hair. 

- It kinda came up itself. I just wanted to celebrate.. us. 

Jimin with this constant smirk on his lovely face grasped Jungkook's hand and placed it on his shoulder, gently pulling maknae a bit closer to himself. They both wanted it, okay, just needed time enjoying each other's presence. Park eventually clutched his sweet boy's jaw and with not single second wasted linked their mouth, closing eyes and purring quietly. Jungkook immediatly surrounded hyung's neck with arms, cuddling up and letting this one shy gasp get out of his parted lips.

- Ji-jimin-ah.. - maknae bit his lip with suspicious smile on his face, as Park frowned a bit, hearing a disrespecful form younger one used.

- You want to get punished, kid? - he murmured and sleeked those pinkish, jummy lips, as Jungkook moaned absolutely unconstrained and bold. 

- Would it be wrong if I say.. yes? - Kookie climbed on boyfriend's lap and gave him this satisfied, teasing smirk. 

- It wouldn't. Frankly, it's the best answer you could have given me, baby.. 

***

- No way that's me! I never looked like that! You've photoshopped this, you little shit! - Jimin yelled at his dongsaeng, though not being able to stop this sweet grin filling his face with light.

- You did! And I loved you no matter what.. see the effort? You didn't have to sacrifice like me.. that's obvious, let's be honest. - dark haired put his finger on this old photo of them, pointing his fair, flawless visage. 

- Oh don't be too modest, honey..

They were hugging in bed this moment, Jimin in front being back hugged by Kookie with his wide shoulders and slender yet strong arms. Dim light was being emited by one, tiny lamp on the bedside cabinet. It was already late night, most likely everyone was gone to bed. In order to sleep. Only this couple didn't seem tired at all.

- Would you turn back time if that was possible? - Jungkook rested his jaw on Jimin's shoulder and muffled hyung more tightly with the quilt.

- .. What is even this question, Junggukie? - with crumpled eyelids and tense mouth, older one gave maknae pretty legible glaze.

- I mean for real, like.. 

- What do you ponder better those days than now?

Confusing silence seemed to have cut the conversation for good, when Jungkook cleared his throat and took a deep breath.

- I don't think it was better anyhow in particular.. I just wonder whether it wasn't more fun, maybe. Like you know.. to actually get to know each other in this secret way nobody else did, when we wouldn't even know how to say outloud things we felt. I kinda miss those days. - he never noticed when started to play with Jimin's adorable, ginger hair. - And it was hilarious sometimes. Remember the day we decided to have our first time?

Shy, hardly avoided laugh came out of Jimin's lips. He gasped loudly and burst with unbridled laughter as Jungkook joined him and they didn't really care the whole dorm was about to wake up because of them trashing around.

- I know! - moaned Park, nearly crying - That was so stupid.. how could've I ever come up with that ridiculous idea.

- You were so ashamed of going to get the actual condom, you brought me this plastic bag from grocerys at the corner.. I can't, Jim.

- You told me you will never have sex with me, back then.. Now it sorta makes sense.

Both of them tried to contain emotions and control the volume of their playing-around thing, but this memory was way above their limits. They giggled for about two or three more minutes, trying with all their strenght to afreshly rule their laughter, which wasn't succesful at all, let's be honest.

- After thinking on it.. guess I can say I miss those times. A little bit. Like you said, it was really fun. - Jimin brushed his fringe trying badly to hide his red cheeks.

- That's what I ment. But not like.. it's not good enough now?

- Kookie, my stupid love.. the fact that we remember those past days and now recall them means it's better than expected. Aren't I right?

For one moment everything slowed down and they cought this long, intensive eye-contact. Linked their mouth for a short while, stared at each other, smiled widely on the thing only they were aware about. 

***

Nobody really knew what was this going to look like in some time. Not even them, or should be said, especially them. They considered future as something no one could predict - just wanted to close their eyes, hold hands and jump into it, like into a sea full of unknown. What was the point in dwelling about days that haven't came yet, unspoken words, never started arguments and never solved problems. 

Togethert they had more oxygen in their lungs, more will to explore and ameliorate, to become better every day. 

They had the reason for catching another breath. 


Till the next time! - Gabe

wtorek, 5 stycznia 2016

"Watch" - free writing

Tytuł: "Watch"

Opis: Kolejna rzecz z serii free writingu, chociaż tu już pojawiły się przesłanki sugerujące inspirację konkretnymi postaciami, więc można to trochę zaliczyć do formy artystycznej oddającej cześć idolom. Mam nadzieję, że udało mi się choć w niewielkim procencie przekazać ogrom emocji, jakimi darzę.. uwaga.. tak, wiem, że wszyscy wiecie. Miłej lektury.


Strugi błękitnych wypłaków zdobiły jego marznące oczy. Czas to tylko pojęcie względne, on nie wiedział ile go już minęło, jak długo siedział w jednym miejscu, bez ruchu, sparaliżowany ciągłym poczuciem niepewności i kruchego gruntu pod stopami. Otaczała go szarawa ciemność, przecinana przez wąskie wyrwy błyskotliwych, przymglonych promieni, które jak smagnięcia biczem na plecach skazańca, rozogniały się na kilka krótkich chwil, by potem zasklepić się, stwardnieć i zabliźnić.

Długie kosmyki cienkich, słabych włosów wirowały w rytm niejednostajnej melodii wygrywanej przez ślepe, południowe wiatry. Biel monotonnie okrywała jasnym welonem spękane połacie brunatnej ziemi. Czas tutaj przechadza się powoli, stawia kroki ostrożnie, by minutne stopy nie ugrzęzły w zimnym błocie.

Wyżłobione już dawno koryta rzeczne kołysały się wraz z jego spokojnym, wytłumionym oddechem. Spływały pociągłymi wstęgami, zataczały smukłe łuki na jego bladej, chłodnej skórze. Rzeźbione mrozem policzki nie przelewały już cennych kropel krwi, rubinów skrywających weń resztki ciepła i żywotności.

Wpatrywał się w ocean. Skute lodem od strony brzegu fale łopotały chaotycznie, rozbijając kry zamrożonych emocji i tłukąc wodne skały bez względu na ich piękno i kunszt. Łzy wielorybie i orcze niezmiennie splatały się i łączyły w jedno, zasilając głębię wszechwód.

Siedział na krawędzi świata już kolejne dekady, tysiąclecia i maleńkie sekundy. Maski dawno wymarłych plemion kruszały lub wilgły, rdzewiały. Pęknięcia powiększały się z każdym uderzeniem serca, tłoczącego jasną posokę przez jego oszronione tętnice. Ciemne, pożółknięte powieki rozmazywały zamglony obraz otaczającej go rzeczywistości. Sina świadomość powtarzała, aby trzymał się dalej, żeby nie zostawiał swojego odwiecznego miejsca, gęstego przetlenionym powietrzem. Ale on już nie słuchał. Martwe uszy odpadły, powoli prując materiał jego zaziębionego ciała. Oczy sczerniały, zapadły się, przegniły ostrą, lśniącą szadzą. Hoseok z trudem wziął ostatni oddech...

Góry otaczały wdzięcznym pierścieniem oceaniczną zatokę. Nazywali ją nierzadko portem zegarmistrza, opisywali w kronikach i balladach. Mgła zasłoniła najwyższy ze szczytów, fale uspokoiły swój spieniony gon. Z niosącym się przez puste pola suchym westchnieniem, blada, zmrożona sylwetka osunęła się po stoku góry.

Na chwilę wszystko ucichło. Nawet ptaki nadmorskie zamknęły dzioby i stanęły w powietrzu, ospale trzepocząc wypłowiałymi skrzydłami.  Ciało, tak blade, że niemalże przezroczyste, zlewało się z mgłą, w którą wpadło. I jakie było zdziwienie kormoranów, kiedy miast roztrzaskać się o ostre, przybrzeżne skały, gdzieś po drodze postać się roztopiła i znikła. Nie pozostawiając po sobie najmniejszego śladu.

Wtedy rozległ się przytłaczający ryk fal, wszystko zerwało się, nakarmione wizją nowego pulsu, świeżej, gorącej krwi. Lód oceanu rozpękł się, ulegając galopującym bałwanom słonej głębi, piaskowe wydmy rozmyły się, siła mokrego chaosu uderzała buntowniczo w zbocza góry. Zagotowało się w oceanie, ogromna kałuża łez uniosła się, pograżając wszystkiemu co stało na jej drodze. Wiatr łomotał dziko, zmieniając tylko ton swego bezlitosnego zawodzenia. Ziemia drżała. Czas zwolnił, zatrzymał się i obrócił w kierunku wody, wiedziony ciekawską naturą.

Fale powoli urastały do gargantuicznych rozmiarów, przesłaniając całą zatokę cieniem zbliżającego się sekretu. Góry jakby zmalały, wobec przytłaczającej potęgi wzniesionych dzieci monsunu. Watry szalały, jak wypuszczone z klatki dzikie zwierzęta, pierwszy raz kosztujące wolności. Aż się zaczęło.

Ściana wody jęła powoli rozszczelniać swoje odmęty, opadając z hukiem na brzeg i roztrzaskując kolejne hektolitry krwi planety o poszarpane, czarne skały. Wyrwa jak cięta rana rozchodziła się na boki, uwalniając coraz większe ilości podatnej na grawitację morskości. Wiatry wiły się i skakały z ekscytacji, czując co zwiastuje taki obrót spraw. Ciemne niebo roziskrzyło się mrożącymi wyładowaniami elektrycznymi, przeszywającymi spieniony, groźny ocean migotliwym, białym światłem. Ptaki już dawno uciekły, nie chcąc paść ofiarom nieobliczalnych żywiołów i ulegając własnemu lękowi. W jeszcze do niedawna cichej, zamglonej zatoczce, nie pozostała jedna żywa istota, wszystko umknęło w głąb lądu, przerażone chaosem wody i nieba. 

Wtedy błyskawica z przeszywającym, rozdzierającym wrzaskiem uderzyła dokładnie pomiędzy powoli dzielące się fale, na krótką chwilę oświetlając dokładnie wnętrze poszarpanych głębin. 

Stał tam. Wielki, ciemny, krwisty. Zajrzał w oczy czasu, uśmiechnął się, rozciągnął oziębłe mięśnie. Czas obserwował go z niemałym zainteresowaniem, bacznie kontrolując każdą spadającą na brzeg kroplę. 

Błyskawica znikła, pozostawiając kotłujące się, oceaniczne piekło tak ciemnym, jak je zastała. Ale ściany wody nie zlały się w jedność, nie wróciły do poprzedniej formy. Odsłonięty w całej nagiej okazałości, postawił krok naprzód. Odmęty zagrzmiały niczym trąby z głębi ziemi, zadrżały niepewnie i jęły obalać się bezwładnie za każdym kolejnym posunięciem jego majestatycznej sylwetki.
Kiedy stanął na czarnym piasku wybrzeża, woda opadła już w całości i cichła właśnie, ostatkami sił wyciszając galopujący do tej pory oddech. Czas zmarszczył gęste brwi.

Silne ręce ciemnego łapały kolejne ostre skały najwyższej z gór. Oddech zmieniał kierunki wiatrów, spojrzenie łamało skrzydła niedobitków. Błyskawice korzyły się, odstępowały stopniowo, umykały w popłochu na zimną północ. Tlen dusił go, wysokość chciała przytłoczyć, fale mruczały groźnie. Aż do momentu, w którym zasiadł na trupim punkcie. A świat opadł, sapnął i zamknął oczy. 

Głowę pokrywały poszarpane, krwiste płomienie. Żyły biły równy, głośny, dyktatorski rytm. Oczy czarnym, bystrym spojrzeniem omiotły swe dzieło, każde ziarnko piasku, każdą kroplę oceanicznego kosmosu. Podparł żuchwę na pięści, rozchylając szeroko nogi i władczo rozpoczynając swój długi marsz z czasem u boku. 

A czas odwrócił z powrotem wzrok i zlustrował topniejącą od żaru słońca glebę. Przeszedł kilka powolnych kroków, ale jakoś dziwnie posiwiał, zesztywniał.

I westchnął.


Do przeczytania! - Gabriel