wtorek, 16 lutego 2016

"Black hunger" cz.6

Tytu: Black hunger

Paringi: Jikook (Park Jimin & Jeon Jeongguk), Namgi (Kim Namjoon & Min Yoongi)

Opis: Przyznaję, że trochę nie miałem weny i użerałem się z tym rozdziałem, ale ostatecznie nie wyszedł źle. Historia trwa, będzie się jeszcze działo i możecie się spodziewać konkretnych pokładów akcji. A tymczasem bardzo proszę, rozdział numer sześć i fragment historii Bieli i Błękitu.


- Nie mogę już, Jimin.. - jęknął zasapany czarnowłosy i ścisnął rozpaczliwie dłoń wampira. - Nie dam rady.

- Musisz, Kookie. Jeszcze kawałek. - odparł kojąco Jim, zatrzymując się jednak na moment i przecierając załzawione od ostrego wiatru powieki, z których słone krople sączyły się dalej po policzkach i rozmazywały na skraju twarzy.

Niemal mroźne podmuchy otulały bezlitośnie ich drobne sylwetki, targając nimi w kolejnych godzinach szybkiego marszu. Przemierzali skalistą grań, bujając się wraz z rytmem wietrznych oddechów. Po północnej stronie stoku otwierała się paszcza stromego zbocza, które ciągnęło się opustoszałym spadkiem w dół i dalej płasko, połacią zalesionych, ciemnych plam świerkowych lasów.
Druga strona rozlewała się łagodną polaną, teraz mimo wszystko targaną nieprzyjaznymi, ciemnymi wiatrami. Drzewa skrzeczały niebezpiecznie, hucząc melodycznie i wyjąc jękliwe, szepczące dramaty.
Jeon osunął się wraz z kilkoma drobniejszymi kamieniami i westchnął bezsilnie, podpierając na skostniałych dłoniach. Park doskoczył do niego bez chwili zwłoki i dźwignął z lekkością, pomagając mu ustać na własnych nogach.

- Jeonggukie... proszę. Nie będzie miało sensu, jeśli przyjdę tam sam. - załkał rudowłosy i wtulił w siebie zmarznięte, słabe ciało chłopca. - Jeszcze tylko chwilkę. Proszę. - szepnął przyciskając niemalże już czarne wargi do skroni towarzysza.

Kookie wysilił się, czując że to już ostatni raz, kiedy jest w stanie i cierpnącymi mięśniami pociągnął nogi w kierunku ich celu.
Po kilku krokach ich oczom ukazał się najwyższy punkt, z którego wszystkie drogi prowadziły w dół, a krajobraz krył się za pierzyną ciemnych, nieprzyjaznych chmur. Tam też dostrzegli pokaźnych rozmiarów dom, bardziej w sumie chatę. Potężne bele stanowiące ściany nawet nie drżały, pomimo uderzeń igielnego wiatru; budowla wyglądała stabilnie i bezpiecznie. Półmrok rozświetlała ciepła lampa, płonąca wabiącym światłem, zatwierdzona przy rzeźbionych, solidnych drzwiach o mosiężnej klamce.

- Kookie.. jesteśmy. - mruknął Jim, otaczając pas chłopaka i pomagając mu w zmaganiach z uciążliwymi warunkami oraz własnym wyczerpaniem.
Prawie cudem dobrnęli do bram domostwa i zakołatali w posępne drzwi - właściwie to Jimin zakołatał, starając się jednocześnie drugim ramieniem podtrzymać blednącego w oczach towarzysza.

- Namjooon! - wrzasnął zachrypniętym głosem Rudy, gryząc popękane wargi i sycząc jadowicie.

Wtedy drzwi powoli rozchyliły się, wcześniej ustępując klamce z dźwięcznym szczęknięciem, a z ciepłego mroku wnętrza wyłoniła się delikatna, jasna twarz. Błękitne kosmyki powiewały na wietrze niczym lodowe nici; bystre, kasztanowe oczy wpatrywały się ciekawsko w przybyszów.

- Jimin..? - szepnął w końcu niebieskowłosy i musząc zdobyć się na względną iluzję troski wpuścił parę do wnętrza.
W środku było ciepło, trzask ognia niósł się przez korytarz wraz z pomarańczową łuną.

- Zawołam Nama.. - westchnął jeszcze, najwyraźniej drugi gospodarz, po czym zniknął w jednym z pokoi, zostawiając dwójkę już bezpieczną i odgrodzoną potężnymi drzwiami od wyjących wiatrów i tułaczki.

Jimin powoli zmrużył powieki, oddychając już głęboko i pewnie. Po przezwyciężeniu niepokoju zerknął na Jeona, który sapał nierównomiernie, opierając czoło o jego ramię, tym samym obarczając go całym swym ciężarem. Plus, że dla Jimina było to niewiele więcej jak dla Słabego podniesienie długopisu. No, może mniej poręczne.

Z progu pokoju, w którym zatopił się błękitnowłosy, po chwili wyszedł spokojnym krokiem nieco wyższy od pierwszego, bardzo szczupły, białowłosy mężczyzna. Jego oceaniczne tęczówki skrzyły się odbijając rdzawe refleksy, równie badawczo, co hipnotycznie. Kookie poczuł znajomy już dreszcz, wiedział momentalnie, że biały jest jednym z nich.

- Oh. Jimin. I przyjaciel, tak? - uraczył przybyłych ciepłym, ciągnącym się niczym lepki miód głosem.

Rudy wyraźnie się na ten dźwięk spiął i zacisnął palce na ramieniu Kooka nieco ostrzej niż do tej pory.

- Namjoon.. przychodzę z prośbą o pomoc. Hongbin powinien był Cię uprzedzić.. nie zadzwonił? - sapnął cicho Park i otworzył szerzej oczy, powoli uświadamiając sobie w jakie skutki może być obarczony taki zwrot sytuacji.

- Nikt nie dzwonił. - błękitnowłosy mruknął cicho zbliżając się posuwistym krokiem do smukłej sylwetki wyższego i zaplatając się w delikatnym uścisku na jego ramieniu.

- O cholera.. - jęknął Jimin i przeczesał mokre, zimne włosy, znacznie słabnąc w nogach i uginając się wyraźnie pod Kookiem.

- Yoongi sprawdź jeszcze czy nie przegapiłeś jakiegoś telefonu. - polecił zdecydowanie białowłosy i zwrócił się ponownie do gości. - Usiądziemy w salonie. Jimin, jak mam zwracać się do Twojego towarzysza?

- Jeongguk. - odparł ten i pomógł Kookiemu postawić kolejne kroki w kierunku nowego opiekuna. - Pójdę do Yoongiego. - jęknął jeszcze zbolałym głosem, pozostawiając czarnowłosego w ramionach Namjoona, który skinął tylko głową, postępując drobne kroki we wcześniej obranym kierunku.

Czerń i biel zasiedli przed roztaczającym ciepło i blask kominkiem, w którym nieokrzesany ogień tańczył na cygańską nutę, zarzucając chaotycznie mieniącymi się falbanami rudych sukni. Kookie czując kompletny brak siły do wykonywania najbardziej podstawowych ruchów, siedział tylko i wpatrywał się w rozgrywający się pokaz egzotermiczny przed swoimi łydkami. Natomiast Namjoon zawiesił spojrzenie na chłopcu, dokładnie analizując jego drżące ze zmęczenia dłonie, nabierające czerwieni policzki, czarne, przemoczone kosmyki włosów. Gęsta, przyjemna cisza napełniała pomieszczenie, mieszając się z ciepłem i wprawiając w nieco senny nastrój.

- Jeongguk? 

Chłopiec wysilając się bardzo zerknął na towarzysza spod półprzymkniętych powiek i prawie niezauważalnie zmarszczył brwi.

- Tak?

- Skąd przychodzicie? Długo wędrowaliście? Jak poznałeś Jimina? Co was łączy? Dlaczego musieliście tu zawitać? Co się stało..? - białowłosy momentalnie zasypał zmordowanego Kookiego toną pytań, na co młodszy otworzył szeroko oczy i tylko wlepiał w niego załzawione spojrzenie.

- Ja.. N-nn.. - zająknął się chłopiec i uniósł dłonie z trudem przecierając zmęczone, przekrwione oczy. Po wstępnym ukojeniu emocji odetchnął głęboko i spojrzał ponownie na swoje białowłose wyzwanie. - Nie wiem. Nic nie wiem. Nie pamiętam ile szliśmy, jak daleko.. Wiem tylko, że Jimin chce mnie obronić. Ktoś nas goni i podobno grozi mi z tej racji nie byle jakie niebezpieczeństwo. 

Siwy skinął głową spokojnie, po czym zagryzł nerwowo skórę dolnej wargi. 

- Mówił jak ma na imię ten, który was ściga? - zapytał w końcu po nieco rozwleczonej chwili milczenia, a Jeon poczuł przedziwny dreszcz niepokoju, wędrujący przez całe jego zmęczone ciało. 

- Wspominał coś.. Uh.. L-leo? Nazywał go też Krukiem..

Biały poruszył się nerwowo, nie reagując jednak w żaden inny sposób i tylko wlepiając skonsternowane spojrzenie w trzaskający ogień. Mimo napięcia Kookie czuł się dobrze w jego towarzystwie, nie bał się tak bardzo jak do tej pory. Choć oczywiście byłoby znaczniej lepiej, gdyby Jimin towarzyszył mu przy tej rozmowie.

Wkrótce do pokoju wkroczyła pozostała dwójka; Yoongi prowadził rudowłosego, który sprawiał wrażenie dziecka, po zobaczeniu nocnej zjawy. Oczy wyglądały na praktycznie ślepe, przeszły gęstą, białą mgłą, a sam Jimin wpatrywał się w niekonkretny punkt przed sobą. Namjoon momentalnie złapał kontakt wzrokowy z Błękitnym, na co ten przecząco pokręcił głową i zmrużył powieki. 

- Nikt nie dzwonił. - ozwał się w końcu nieco podłamanym głosem, a Park ruszył w kierunku czarnowłosego, ciężko opadając na kolana tuż przed jego fotelem.

Kookie mimo wcześniejszego wyczerpania zerwał się na równe nogi i zaraz usiadł przy Rudym, otaczając go ramionami i wtulając mocno. Nie czuł by wampir drżał, czy chlipał, wydawał się jak skała. Albo bryła twardego, smutnego lodu. Czarny chciał coś powiedzieć, szepnąć jakieś słowo, cokolwiek. Ale w ostatecznym rozrachunku wydawał się sobie niegodny do komentowania zaistniałej sytuacji, za mało wtajemniczony, by zabierać głos. Jimin ani na moment nie podniósł rąk, nie objął go, nie sprawiał wrażenia żywego. Yoongi przysiadł niepostrzeżenie na udzie Namjoona, na co wyższy otoczył jego biodro przedramieniem i wtulił czoło w jego łopatki. 
"To moja wina.. Moja wina.. Moja wina.. Hongbin.. Zostawiłem go.. Moja wina.." Kookie poczuł cichy, zrozpaczony głos wewnątrz głowy. Z początku mocno zdezorientowany rozglądnął się nerwowo, jednak dostrzegłszy, że nikt nic nie mówi, spojrzał zaniepokojony w kierunku Jimina, opierającego się o jego bark. "Zabił go.. Moja wina.. Moja wina.." powtarzał głos, z każdym słowem coraz bardziej płaczliwy i złamany. Nawet gdyby chciał go jakoś pocieszyć, nie miał pojęcia co zrobić, czy odezwać się na głos, czy nie odpowiadać.. Bał się, że jeśli podejmie próbę rozmowy w "myślach", popełni jakiś błąd, zrobi coś nie tak. Jednak po chwili pomyślał intensywnie, powtarzając sobie w głowie kilka razy jedno, konkretne zdanie. "Nie Twoja wina, nie Twoja wina, nie Twoja wina, to nie Twoja wina.." nawet nie wynotował, kiedy zacisnął powieki i zmarszczył mocno brwi. Ku własnemu zaskoczeniu Jimin odsunął się powoli i zmierzył uważnie twarz Kookiego. Czarnowłosy zachowawczo zerknął w stronę Białego, jednak ani jego ani Yoongiego nie było już w pokoju. Powrócił do splatania spojrzenia z Parkiem.

- K-kookie.. - jęknął w końcu, najwyraźniej bardziej cicho i smutno niż się spodziewał, lub zakładał. Zagłębił się do granic możliwości w czarnych źrenicach chłopca, Jeon odczuwał coś na kształt bycia kompletnie nagim. Miał wrażenie, że wzrok Jimina jest w stanie zeskanować każdą jego komórkę, śledzić tor krwinek, kontrolować hormony. Westchnął krótko, po czym chcąc zapobiec rodzącej się atmosferze niepewności, zachowawczo zbliżył się do ust rudowłosego, przytulając do nich własne, całkiem spierzchnięte i popękane. Mimo, że bał się odrobinę reakcji ze strony Silnego, spotkał się z dość satysfakcjonującym rozczarowaniem.
Nagle ramiona Jimina podniosły się, otoczyły szyję czarnowłosego, zimne palce wpełzły niczym martwe węże za materiał jego koszulki, w kosmyki wilgotnych włosów. Wyższy pierwszy raz poczuł tak namiętny dotyk, tak spragniony uwagi, jednakowoż nasiąknięty jakąś niezrozumiałą substancją chemiczną; jakby mieszanką bólu, frustracji, może poczucia winy. Jeongguk drżał, wiedział, że Rudy doskonale to czuje, ale nie był w stanie zapanować nad obezwładniającą ekscytacją. Sapnął z przejęciem, kiedy chłodny, jakby trupi język wsunął się powoli do wnętrza jego ust, starając się zrównywać intensywność pocałunku i odpowiadać Jiminowi tym samym. Ciepłe dreszcze kumulowały się w niższych partiach jego brzucha, pobudzały, pchały do kolejnych, coraz odważniejszych gestów. Płynnie, nie przerywając pocałunku, Park wsunął się z gracją na kolana Kookiego, wcześniej stymulując nieznaczną zmianę pozycji w jakiej się znajdowali. Przywarł szczelnie chudym korpusem do klatki piersiowej towarzysza, po chwili powodując u Jeona obfity rumieniec i kolejną partię niecierpliwych posapywań. Biodra Jimina jęły zataczać nieznaczne okręgi, wił się subtelnie, czym przyprawiał Kooka o wyjątkowo rozochocone odpowiedzi. Wyższy wkrótce oparł dłonie na talii wampira, bez chwili zwłoki wsuwając je pod materiał ciężkiego, szaro-czarnego swetra.
Jimin reagował na wszystkie wyjątkowo naturalnie, prawie jak zwykły człowiek. Zrywał pocałunki, wzdychał cicho, czesał palcami splątane, czarne włosy. Co pewien czas łapali kontakt wzrokowy, wpatrując się w siebie z niepojętą pasją, ciekawością, pożądaniem. A potem wracali do pocałunków, kosztowali siebie tak ochoczo i dogłębnie, jak tylko się dało. Rudy zarzucał lekko biodrami, pozostawiając je w ciągłym ruchu, który nie na żarty działał na instynkty Kookiego. Wkrótce na drodze zupełnie naturalnej kolei rzeczy, bez niepewności, czy wahania, Park sięgnął rozporka czarnowłosego i z cichym szmerem pociągnął zamek w dół. Twarda męskość chłopca tworzyła na materiale bielizny wyraźne wybrzuszenie, które Jimin delikatnie głaskał lodowatymi opuszkami smukłych palców. Jeon trząsł się nieznacznie pod wpływem dotyku, mrużąc powieki i cicho sycząc pod nosem. Darując Kookiemu kolejne, pełne pasji pocałunki, Park zahaczył paznokciami o gumkę bokserek chłopca, płynnie wpychając w nie całą dłoń i powoli wyciągając nagie, ciepłe przyrodzenie z wstydliwej klatki materiału. Kilka razy przesunął dłonią po całej jego długości, nie przerywając pocałunków i nawet nie zerkając w kierunku intymnego miejsca. W pewnym momencie klęknął jednak okrakiem nad udami chłopca, podnosząc się na tyle wysoko, by poradzić sobie z własnym odzieniem. Kiedy spodnie wraz z bielizną zatrzymały się na jego szczupłych udach, powrócił do pobudzania kochanka, ocierając się nieustannie, tym razem jednak dużo intensywniej, z racji na brak dzielących ich ciała materiałów. Pokój wypełnił się zduszonymi westchnieniami i posapywaniem ze strony obu chłopców. Świat przestał istnieć, zagrożenie nie miało już znaczenia, towarzyszył im wyłącznie podskakujący spokojnie ogień, wyglądający na parę zza żeliwnych krat. 
Jimin odchylił się powoli, od tyłu łapiąc naprężonego członka, nakierowując go cierpliwie pomiędzy własne pośladki. Jeongguk westchnął zrywnie, mimo to gładząc tylko bok Rudego i podciągając kolana do góry, tym samym ułatwiając niższemu manipulowanie jego przyrodzeniem. Wkrótce na pulsującej główce poczuł zaciśnięte mięśnie wejścia Jima, na co zadrżał z przejęciem, będąc zmuszonym do walki z chęcią natychmiastowego wypchnięcia bioder ku górze. Wampir potarł kilkakrotnie męskością Kookiego o swoje zimne ciało, w końcu zatrzymując penis przy zmarszczonej skórce swojej dziurki. Z własnej inicjatywy naparł na przyrodzenie, lekko mrużąc powieki i z oporem nadziewając się na czarnowłosego coraz głębiej. Kiedy powoli osiadł na jego biodrach, we wnętrzu czując całą długość Jeona, oplótł jego szyję ramionami i przyciskając sine wargi do jego ust zaczął się nieznacznie poruszać, wznosząc i opuszczając biodra w spokojnym, jednak niekoniecznie powolnym tempie. Sapał cicho w rozchylone wargi chłopca, coraz intensywniej pozwalając mu penetrować swoje ciasne wnętrze. Sam Kookie starał się reagować możliwie jak najciszej, co jednak było skuteczne tylko do pewnego stopnia. Jimin przyciśnięty do torsu czarnowłosego podskakiwał delikatnie, zawijając lekko biodrami, przy czym samemu przygryzając wargi w przypływach rozkoszy. Odrzucił głowę do tyłu, na co Jeon wstrzymał oddech, podziwiając piękno malującego się przed nim obrazu. 

- Jeongguk..


Ogień trzaskał nieprzerwanie, teraz jednak nieco mniej chaotycznie i głośno. Namjoon westchnął pod nosem, z gorzkim wyrazem twarzy otulając ciepłym, szarym kocem zaplątaną w swoich ramionach dwójkę odmiennych istnień. Spokojny oddech Kookiego unosił i obniżał w rytm pracy płuc blade oblicze Jimina. Wpatrywał się w nicość, półprzymknięte powieki kryły szaro-zielone, matowe tęczówki. 

- Nie wiesz tego, Jim. Nie zadręczaj się. - mruknął w końcu Biały, kucnąwszy przed twarzą mentalnego rozmówcy.

- Nie zadzwonił. Coś poszło nie tak. - jęknął chrapliwie Rudy i zmrużył zmęczone powieki.

- To nie znaczy, że.. 

W tym momencie wytrącony ze spokoju człowiek sapnął głośno przez sen, wiercąc się pod ciałem Jimina. Obaj Silni zamarli na moment, po niebezpieczeństwie rzucając zakłopotane spojrzenia w dwie różne strony.

- Odpocznij. Jutro pomyślimy. Nie jesteś głodny? 

- Nie.. Nie mam apetytu.


Do przeczytania! - Gabriel



czwartek, 11 lutego 2016

"Black hunger" cz.5

Tytuł: Black hunger

Paringi: Jikook (Park Jimin & Jeon Jeongguk), wspomniany WonTaek (Jung Taekwoon & Kim Wonsik) 

Opis: Ładnie komentujecie i widzę, że zainteresowanie jest, więc będzie nagroda i kolejny rozdzialik. Przyznam na początku, że nie chciałem dopierdzielić kolejnego angsta i gore, ale chyba nie potrafię tak na dłuższą metę, już "Obiecuję" było łagodne, tym razem musi być trochę dramatyzmu. Ale dobra wiadomość, moje plany obejmują jeszcze kilka rozdziałów, więc szykuje się niezła seryjka z tego randomowego pomysłu. W każdym razie miłego czytania, much love <3


Bez chwili zwłoki dopadł klamki posępnych, mokrych od deszczu drzwi i nacisnął ją, wbiegając do środka i dopiero zaczynając jakkolwiek racjonalnie myśleć. Obrócił się kilka razy w miejscu, jakby dopiero uświadamiał sobie gdzie jest i co musi zrobić.

- J-.. - zająknął się, zaraz przykładając skostniałe jak zawsze dłonie do pulsującej skroni. - Jeongguk!? - wrzasnął w końcu, starając się o jak najmniej zaniepokojony głos.

Matka czarnowłosego zjawiła się po chwili, widocznie przestraszona niecodziennym zachowaniem Jimina, który zazwyczaj nie okazywał więcej emocji niż skała.

- Kookie wyszedł..  na spacer. - odparła cicho, podchodząc do chłopca i troskliwie przeczesując jego mokre włosy. - Noś czapkę, Jimin, przeziębisz się..

- Wyszedł sam? - Park nieskory do zmiany tematu przygryzł nerwowo wargi, skubiąc je i sprawiając, że wyglądały na jeszcze bardziej sine niż dotychczas.

- Nie.. zjawił się jakiś chłopak. No, mężczyzna. - sprostowała i wywróciła oczami ostentacyjnie.

- Jak wyglądał!? - jęknął Rudy i wlepił w panią Jeon blade, drżące spojrzenie.

Kobieta najwyraźniej nie na żarty się przestraszyła, odsuwając o krok od chłopaka i zakrywając usta dłonią. W kącikach oczu skryła zalążki szlochu.

- Proszę Pani.. to bardzo, bardzo ważne, z kim Jeongguk wyszedł. Jak wyglądał, jak się zachowywał, co mówił..

- J-ja.. oh Jimin.. czy jemu coś grozi.. faktycznie nie znam tego człowieka.. jak ja mogłam mu pozwolić wyjść z moim synem.. Jimin.. - matka czarnowłosego zaniosła się spazmatycznym płaczem, na co Park sam poczuł dość niepokojące, a już na pewno nieprzyjemne uczucie.

- Być może nic mu nie jest, pro.. proszę nie płakać.. - mruknął jeszcze rudowłosy i westchnął głęboko, układając dłoń na ramieniu drżącej kobiety.

Po chwili uspokajania, matka Jeongguka ostatecznie opisała mężczyznę, za palącymi namowami Jimina, który naciskał nieustannie że względu na uciekający czas.

- Na pewno? Miał krótkie włosy? Nie takie do ramion? - Park zmarszczył brwi, przybrawszy wyjątkowo nietęgi wyraz twarzy.

- No tak, na sto procent. Tylko taką grzywkę do pół policzka, na jedno oko. - kobieta gestykulując imitowała obszar zasłonięty przez włosy mężczyzny, który zabrał Jeongguka.

- Cholera.. - mruknął Jimin mocno się krzywiąc i wyciągając z kieszeni szarego płaszcza grafitowy telefon.

Automatycznie odblokował ekran i sprawdził powiadomienia. Bez słowa zablokował telefon i skrył go na powrót w kieszeni. 

- Pójdę go poszukać, prawdopodobnie wiem gdzie jest. Niech się Pani nie martwi, przyprowadzę go w całości. - skinął głową i złapał drżącą dłoń spłakanej kobiety.

- Proszę.. Jimin, znajdź go.. zostawił telefon, nawet nie mam z nim kontaktu.. - jęknęła zbolałym głosem, zaciskając na zimnych palcach własne.

- Niech się Pani napije ciepłej herbaty i postara nie martwić. - odparł jeszcze, stosunkowo ciepłym tembrem, po czym wyplątał palce z dłoni kobiety, bez namysłu wybywając z mieszkania, z cichym "do zobaczenia" na ustach.


Szli już dość długo. Ściskał dłoń Jeongguka nieco boleśnie, ale mimo próśb nie puszczał, po prawdzie rzadko w ogóle się odzywał.

- Gdzie idziemy do kurwy nędzy!? - warknął w końcu Kookie, odchylając głowę w tył i marszcząc brwi.

- Zamkniesz się? - odparł cicho nieznajomy i zatrzymał się gwałtownie, unosząc otwartą dłoń w górę i wytrzymując oddech. Jeon posłusznie zamilkł, zaciskając wargi w wąską linię i słysząc głośne bicie najpewniej własnego serca. W końcu trudno byłoby usłyszeć puls wampira, no cóż.

- Uh.. fałszywy alarm. - westchnął po chwili i wznowił marsz, prowadząc Kookiego w odmęty gęstego lasu.

- Przed czym mnie chowasz? - westchnął Jeon, już od niechcenia, nawet nie oczekując odpowiedzi.

Tym jednak razem kruczowłosy już prawie się odezwał, kiedy jak spod ziemi wyrósł przed nimi niski chłopak w szarym płaszczyku. Nie wyglądał na zadowolonego.

- Hongbin. - warknął nienawistnym głosem, mierząc tylko Silnego, a na Kookiego nawet nie spoglądając.

- Jiminnie, ah.. zobacz! - rozświergotał się starszy i zagarnął ramieniem prowadzonego wcześniej chłopca. - Uratowałem Ci zabawkę. Dostanę całusa?

- Kurwa.. nie prosiłem o pomoc. Puść go. - odparł Park starając się brzmieć opanowanie, jednak drżenie głosu powodowane stresem i poirytowaniem, brało górę.

- Nie zdążyłbyś przed nim. Ja ledwo uciekłem. - rzucił Bin, odgarniając grzywkę dumnym gestem, po czym ułożył jedną dłoń na plecach Kookiego, popychając go potem w kierunku Jimina, wyższy niemalże stracił równowagę. Bez chwili namysłu wbił jednak pytający, nieco strachliwy wzrok w rudowłosego, co spowodowało tylko, że Jimin pierwszy raz obdarzył go, mimo nadziei Kookiego, wyjątkowo zobojętniałym i chłodnym spojrzeniem.

- Dzięki. - mruknął ostatecznie rudowłosy wymijając Kookiego, podchodząc do Hongbina i kłaniając się przed nim zaskakująco nisko.

Czarnowłosy uśmiechnął się z wyraźnym zadowoleniem wypisanym na twarzy. Krople cicho uderzały w przesiąknięte już liście i gałęzie, skapywały z rudych kosmyków Jimina, błądziły jak zagubione dusze po jego połyskującej, śnieżnej skórze.

- Braciszku... - westchnął rozczulony Hongbin, po czym chwycił ramiona Jimina, podnosząc go i wtulając w siebie z pełnym czułości wyrazem twarzy.

Park nie odezwał się na to ani jednym słowem, nie objął też jednak mężczyzny, wpatrując się ślepo w usiany drzewami, zatarty horyzont.

- Ja Ciebie też.. - szepnął prawie niedosłyszalnie, kiedy czarnowłosy odsuwając go od siebie przytulił wargi do jego ucha i poruszył nimi nieznacznie.

Kookie obserwował scenę z niemałym zainteresowaniem, czując jednak dziwne, nie do końca jasne uczucie kłujące go jak igły.

- Ktoś mi wytłumaczy co tu się odpierdala? Jimin, o co chodzi?! - Jeon powoli tracąc cierpliwość podszedł do Rudego i położył dłoń na jego barku, na co spotkał się z kompletnie nieoczekiwanym gestem. Niższy błyskawicznie strącił z siebie dotyk chłopaka i obrócił się ku niemu, mierząc go nieprzyjaznym spojrzeniem.

- Jeszcze czego.. to wszystko Twoja wina, Jeongguk! - krzyknął Jimin, napierając na rozmówcę, który momentalnie pobladł ze strachu i niemo jęknął. - Gdyby nie Ty.. argh! Kurwa mać! Gdyby nie Ty, nic takiego nie miałoby miejsca! - wybuchł w końcu, obarczając młodszego ciężarem wyrzutów sumienia, kiedy nawet nie miał pojęcia czym tak właściwie zawinił.
Jeon spłoszył się momentalnie, nabierając zawstydzonych rumieńców i kuląc ramiona. Ciszę przerwał rozbawiony do granic możliwości Hongbin, swoim głośnym rechotem.

- Jak nie Leo, to Ty go zabijesz, hm? - nieco nasączony sarkazmem głos rozbrzmiał w uszach dwójki, na co Jimin odsunął się od zastraszonego Kookiego, chowając twarz w dłoniach.

- Cholera jasna.. gdzie ja go teraz schowam? - jęknął beznamiętnie Chim, starając się na powrót zapanować nad wcześniej spuszczonymi ze smyczy emocjami.

- Mnie już mają na mapach, praktycznie pełna kontrola, nie pomogę. - Bin wzruszył ramionami i cmoknął ze skruchą. - Ale gdybyś..

- No?

- Hm.. Nie, nie będziesz chciał..

- Hongbin, ja pierdolę, potrzebuję schronu, a nie Twoich gdybań!

- Namjoon?

- No i miałeś kurwa rację, nie ma mowy! - Jimin szybko stracił zapał do krycia Kookiego, plącząc ramiona na klatce piersiowej i zaciskając mocno zęby.

- Kto to ten.. Namjoon? - zająknął się Kookie, na co obie pary oczu zlustrowały go niechętnie. - No skoro o mnie się rozchodzi, to może wreszcie dowiem się co takiego zrobiłem..

- Zabrałeś mi braciszka, szmatko. - prychnął pogardliwie Hongbin, zaraz jednak zanosząc się wdzięcznym, perlistym chichotem. - Oj no nie patrz tak, jestem po Twojej stronie. Tak jakby. - dodał jeszcze najstarszy i podszedł do skołowanego chłopaka, czochrając przyjaźniej jego smolistą czuprynę. - Nie bój się. Jiminnie coś wykombinuje, nie da Cię skrzywdzić. 

- Ale co mi grozi?!

- Kruk. - warknął w końcu Park, obracając się do dwójki czarnowłosych i zadarł brodę w przypływie nerwów. - Nasz.. brat. - dodał po chwili i westchnął ze zbolałym wyrazem twarzy.

- Jimin Ci pewnie nie mówił.. - kontynuował Hongbin, stając w odpowiedniej odległości od chłopca. - Ale mamy dość nietypową rodzinę.

- Pomijając fakt, że jesteście wampirami? Jasne, norma.. - Kookie sapnął nieco bezsilnie.

- Nie przerywaj. - syknął karcąco, powracając do wcześniejszej wypowiedzi. - Są dwie.. drużyny, nazwijmy to tak. Jedna, po stronie taty; naszego taty. To po prostu osoba, która nas zamieniła. Nie chciałbym być niegrzeczny, ale niech gnije skurwysyn. - Jimin na wydźwięk tych słów nieco uniósł kąciki ust. - No i na jego rozkazy są synowie, dla nas bracia. Nie ma kobiet, tatuś zaszczepił w nas pociąg nie tylko do krwi.

Na te słowa dwójka Silnych zaśmiała się w głos, a Kookie tylko kilkukrotnie przeniósł wzrok z jednego na drugiego.

- No ale wracając.. po drugiej stronie jest Jim. Tak jest, nasza jednoosobowa drużyna mistrzów, nie kto inny a mały, słodki Jiminnie. - Hongbin podszedł do rudowłosego, obejmując go w końcu w pasie, na co ten skrzywił się i przewrócił oczami. - Zbuntował się, niewdzięcznik. I zwiał. Ale tatuś łatwo nie odpuszcza, więc ściga rudzielca i próbuje zagarnąć do domu wszelkimi możliwymi sposobami. 

- Dlaczego uciekłeś? - Kookie spojrzał na Parka, który wyplątał się z krępującego uścisku i wbił wzrok w mokrą ściółkę.

- Reżim. Nigdy nie lubiłem dyktatury, nawet za człowieka. Więc uciekłem kiedy tylko skończył się proces dorastania z trochę większymi zębami i wiecznym apetytem. - Park wzruszył nieznacznie ramionami. - Ale znowu mnie znalazł. I nasyła kolejno bardzo nieprzyjemnych członków naszej spaczonej rodziny, którzy mają zmusić mnie, żebym powrócił pod skrzydła ojca i harował na jego posrane zachcianki.

- Ale mówisz to tak, jakbyś był całkiem sam, braciszku. - wciął się Bin, wciskając dłonie do kieszeni kurtki. - Jest kilku braci, którzy są skłonni Jiminowi pomagać, kryć go tak jakby. Wiadomo, że nie można tak wiecznie, ale nie tylko jemu przeszkadza rygor i niewolnictwo, jakie panuje w naszym domu. O ile domem to można nazwać. Ja wspieram Jima non stop, prawda? Karmię go kiedy potrzebuje, uciekam z jego chłopakiem do lasu, żeby Leo go nie zeżarł..

Jeongguk wyraźnie poczerwieniał.

- T-to.. kto to ten Leo? - jęknął wyjątkowo cicho jedyny obecny na miejscu człowiek i kątem oka zerknął na Jimina, który najwyraźniej nie palił się do odpowiedzi. Widząc to wrócił spojrzeniem do Hongbina.

- Jeden z braci, jak już wiesz. Kruk to prawie najgorszy z tropicieli jakich "spłodził" ten chory pojeb. Ah.. tropiciel.. to wiesz, taki od bójek i tym podobnych. Brudna robota zawsze należy do nich. Tylko, że Leo jest jeszcze gorszy, ma swoją dumę i Hakyeon dobrze o tym wie.

- Hakyeon?

- Uh.. ojciec. 

Kookie skinął ze zrozumieniem głową, nie odzywając się dalej ani słowem.

- Więc najpierw nasłał Dzikiego. Dziki to Ravi, jest.. ujmę to delikatnie, nieokrzesany. Takie ADHD w połączeniu z dość niecodziennym apetytem. No i lubi spuszczać wpierdol, o czym nasz Jiminnie nie raz się przekonał.

Park skrzywił się na wspomnienia, złapał za obolałe żebra i kopnął w stosik liści od niechcenia.

- Ale Dziki załatwił co miał załatwić i wrócił. A że Jimin do bólu już się nieco przyzwyczaił, to stawiał opór dalej. Aż tatuś nasłał Kruka. A Kruk.. no cóż. To kompletne przeciwieństwo Raviego. Jest opanowany, ale za to kompletnie bezwzględny, nie ma niczego, co mogłoby go powstrzymać. No i.. zabiłby na miejscu, gdyby ktoś skrzywdził jego Ravisia. - dokończył pogardliwie Bin, wzdychając z nieukrywanym obrzydzeniem. 

- No ale jakimś cudem zdobył informacje o Tobie i postanowił, że zamiast pieprzyć się z robieniem ze mnie worka treningowego, uderzy w kogoś, z kim mam do czynienia. - mruknął Jimin pod nosem, zerkając odrobinę łagodniej na Słabego, który w momencie przybrał kolor świeżo wypalonej cegły.

- Nie pierdol Jimin.. kogoś, na kim Ci zależy, po prostu. - Hongbin odrzucił grzywkę i przeszedł się kawałek, zataczając niezobowiązujące kółko.

Intymność ciszy przekraczała wszelkie granice, dlatego nie byli już w stanie kontynuować tego tematu. Jimin odchrząknął więc cicho, obracając się w kierunku Lee i spoglądając na niego nieco potulniej niż do tej pory.

- Nikt poza Namjoonem? - szepnął, nieco zbolałym głosem, przeczesując nerwowo rdzawą grzywkę.

- Nie sądzę. To ostatni neutralny, który zdołał się zaszyć. Idź do niego Jim, przecież wiesz, że Ci pomoże.. 

- Ale.. - urwał Park, klnąc w myślach i zaciskając pięści, po czym tylko wypuścił niemalże trujące od irytacji co2 z ust, podchodząc po chwili do Jeona i zaskakująco delikatnie jak na stan swojego zdenerwowania splatając palce ich dłoni. Kiedy złączył własne spojrzenie ze źrenicami Kookiego, wyglądał już całkiem inaczej niż przed momentem. Zielone oczy błyszczały w zmroku, zdawały się przenikać Jeongguka na wskroś. Ten przez chwilę myślał o podjęciu próby obdarowania go uśmiechem, chociaż takim najdelikatniejszym, ale przytłaczające poczucie winy odsunęło go od tej idei, a twarz Jeona pozostała kompletnie wyprana z emocji.
Za to Jimin uniósł delikatnie kąciki ust, w pobłażliwym, ale spokojnym uśmiechu. Zadarł nieco głowę i nie zważając na szczerzącego się gdzieś w tle Hongbina zmrużył powieki, powoli zlepiając własne wargi z ustami czarnowłosego. Chłopak nie posiadał się z zaskoczenia i jakby radości, chociaż może bardziej ekscytacji. Nie chcąc jednak okazywać tego przed bratem Parka, po prostu przymknął oczy, leniwie odpowiadając na pocałunek subtelnymi muśnięciami. Krople deszczu spływały po ich zziębniętych twarzach, wpadały w rozchylające się co jakiś czas usta, drażniły nadwrażliwą skórę. Kookie czuł przyjemne mrowienie nisko w brzuchu. Kiedy już chciał dotknąć szyi Jimina, wpleść palce w jego włosy, ten urwał pocałunek z cichym mlaśnięciem, odetchnął szybko i obrócił się do Hongbina.

- Pójdę do niego. Ale tylko ten jeden raz. - mruknął Jimin, ciągle zaciskając zimne do granic możliwości palce na dłoni Jeongguka.

- Zuch chłopak. Idź, ja zatrzymam Leo. Przynajmniej na jakiś czas. - Lee machnął beztrosko dłonią i ukazał żółte kły światłu dziennemu. Na ten widok Rudy sam lekko się uśmiechnął, kręcąc pobłażliwie głową i oddychając odrobinę spokojniej niż do tej pory.

- Dziękuję. - odparł jeszcze raz pochylając głowę z szacunkiem.

- Hej, dla Ciebie wszystko młody. Odwdzięczysz mi się, jak Jeongguk nie będzie patrzył. 

Jakoś mimo wszystko Kookie nie powstrzymał instynktownego uśmiechu.

- Lećcie. Czuję go. - Bin spoważniał nagle, stając w rozkroku i garbiąc się odrobinę. Jimin zbladł jakby jeszcze bardziej niż do tej pory, chwycił dłoń Kookiego pewniej i puścił się pędem na zachód. 

Natomiast Hongbin stał w jednakowej pozycji, spięty i czujny jak nigdy. Oddychał płytko, cicho, niesłyszalnie dla ludzkiego ucha. Wkrótce poczuł na karku zimny podmuch. Jak się po chwili okazało - oddech.

- Myślałem, że Jimin jest głupi.. - szepnął rosły mężczyzna stojący za Binem, po czym wymierzył mu silne kopnięcie nisko w łydkę, tak, że ten zwalił się bezwładnie na ociekającą deszczem ściółkę i sapnął z bólu, czując jak przedarta na zewnątrz, ostra kość zahacza o zabłocone liście.

- Ale Ty jesteś chyba jeszcze głupszy, Hongbin.


Do przeczytania! - Gabriel



wtorek, 9 lutego 2016

"Black hunger" cz.4

Tytuł: Black hunger

Paringi: Jikook #hardo (Park Jimin & Jeon Jeongguk)

Opis: Okej jokey, jak obiecałem, tak jestem. Tydzień minął, ja odsapnąłem trochę od pisania i wracam - mam nadzieję - ze świeżym poglądem na sprawę, trochę akcji, trochę pościgów, wybuchów, takie tam - typowo Gabi. Poza tym chciałbym wam mocno podziękować za dotychczasową ilość wejść, bo ostatnimi czasy przebijacie samych siebie, czym przyprawiacie mi pawie piórka, ale co tam.. czasem można. No więc jeszcze raz - jestem bardzo wdzięczny, a tutaj owego wyraz - kolejny rozdział BH, tym razem trochę bardziej idący w kierunku fabuły, więc oby wam się spodobał. Czy wreszcie coś drgnie z tajemnicą "taty" Jimina? Find out on your own~~


Czy byli parą?

No chyba nie. Bo w końcu jak - dwaj faceci i mieliby czuć się swobodnie w szkole pełnej tradycjonalistycznych heteryków? Jimin już wystarczająco wyróżniał się spośród tłumu, jawne zbliżenie się z mężczyzną skazałoby ich obu na licealne "wieczne potępienie". Niby Hoseok i Tae jakoś sobie radzili, ale to chyba zupełnie coś innego.
A przynajmniej tak czuł Jeongguk.

Od dnia, kiedy Park go pocałował, niewiele się tak naprawdę zmieniło. Fakt, teraz Jim okazywał mu co jakiś czas nieco więcej sympatii, jakiś drobnym całus w policzek, splecione palce. Ale w sumie to nic więcej. Byli dalej oficjalnie tylko kumplami z klasy; Jimin nie krępował się nim w żadnej sytuacji, ale sam rzadko kiedy stymulował powstawanie nieco bardziej intymnej atmosfery.
Ale kiedy Park przychodził do domu rodziny Jeon, byli sami. A kiedy byli sami, Jiminowi czarniały oczy i pierzchły wargi.
Kookie lubił obserwować jak sobie z tym radzi, jak się zmienia, walczy z instynktem. Chociaż musiał przyznać, że bał się niezwykle tej obezwładniającej niepewności - Jimin wyglądał tak zawsze, kiedy był z nim sam na sam. Jednak dowiedział się od niego kiedyś, że oczy czarnieją mu tylko, kiedy odczuwa intensywny głód. Nie zdradził nic więcej, tylko tą jedną, drobną informację.
Czyli kiedy byli razem, Jimin nagle stawał się zaskakująco głodny i musiał się męczyć?
Ale chyba nie przez Kookiego.. a jeśli jednak.. to czy w takim razie nie byłoby mu łatwiej po prostu go unikać..?

Przemknął w zawrotnym tempie przez gęstwinę ciemnego, szepczącego cicho lasu. Stąpał szybko, dokładnie wymierzając jednak każdy jeden krok i nie tracąc równowagi ani na moment. Był niczym cień, jeden z wielu spływających po smukłych pniach wiekowych drzew, którymi usiane było nierówne podłoże. Mech wytłumiał jego kroki, oddech miarowo wypływał z jego sinych, spękanych ust. Czarny wzrok pochłaniał okolicę, z dokładnością maszyny skanując każdy pagórek, norę i gaj. W najmniej oczekiwanym momencie zatrzymał się, umilkł całkowicie, nasłuchiwał. Uszy delikatnie drżały, wyłapując szelest drobnych łapek na suchych, opadłych do poziomu ściółki liściach. Nie oddychał. Szukał. Nos poruszał się prawie niezauważalnie, tropiąc zapach własnego pożądania. Zwrócił twarz ostro na lewo, paraliżując wzrokiem pobliskie zagłębienie terenu. Z prędkością nieosiągalną dla ludzkiego oka doskoczył do białego zwierzęcia w rowie, przyszpilił ostrymi palcami do gruntu, nacisnął precyzyjnie na odpowiedni idcinek tchawicy. Drobne stworzenie szamotało się jeszcze chwilę, próbowało wyrwać dosłownie przez zaledwie kilka sekund, aż do momentu, kiedy wiotkie kończyny opadły bezwładnie na brunatny mech.
Z kieszeni szarego płaszcza wyciągnął bardzo drobny, rzeźbiony w nieznane większości symbole, scyzoryk, który sprawnie otworzył, nacinając bez chwili namysłu futrzaną skórę ofiary. Instynktownie wiedział gdzie, wykonywał chirurgiczne rany w dokładnie obliczonych miejscach. Po chwili schował odrobinę zabrudzone ostrze do odzienia, złapał truchło za napiętą skórę na karku, dwa palce drugiej dłoni wciskając przez poczynione wcześniej nacięcia. Musiał być ostrożny i piekielnie dokładny. Naderwał skórę subtelnym pociągnięciem, odsłaniając pulsujące jeszcze pośmiertnie mięśnie i zastygłe, ciemno-granatowe żyły. Przysunął ciało do twarzy, sam również lekko się nad nim pochylając i zahaczył jednym z przerośniętych kłów o wystającą spomiędzy mięsa ciepłą linię życia. Ostrożnie otulił żyłę suchymi ustami, po czym zdecydowanym ruchem przygryzł fragment już wewnątrz swojej jamy ustnej. Ciepło rozlało się po jego języku, podtopiło zęby, spłynęło bordowymi strugami w dół gardła. Zmrużył powieki, wciągając szybko powietrze przez nos. Poczuł rozprzestrzeniającą się w podbrzuszu satysfakcję; dziką przyjemność z finalnie zaspokojonej palącej potrzeby. Zassał łapczywie tkankę w ustach, pochłaniając wyciekający zeń karmazyn. Odchylił głowę, pozwalając jabłku adama podskakiwać w rytm pragnienia, aż do momentu, kiedy ciśnienie spadło w żyłach na tyle, by te pękły gdzieś wewnątrz korpusu i zakończyły krwawą ucztę. Odłożył niechętnie trupa na ściółkę i wstał powoli, z delikatnym uśmiechem ma ustach.

Nieczęsto zdarzało mu się wychodzić na polowanie, raczej stronił od wypadów na żywe stworzenia, z czystego braku cierpliwości - dużo prościej było wykonać od niechcenia telefon do Hongbina, który przyfrunąłby do niego choćby ścigała go horda wściekłych tropicieli od tatusia. Dziś jednak zdarzył się ten wyjątkowy czas, kiedy siła i apetyt rozpierały go niemalże, powodując skok adrenaliny z każdym zapachem żywotności.
Przeczesał leniwie rude kosmyki grzywki, wreszcie choć trochę przyrumienione. Zielone tęczówki błysnęły chłodno, lustrując teren, pod wpływem dziwnego przeczucia. Zanim jednak zdołał ową intuicję zweryfikować z rzeczywistością, coś z cicha świsnęło przy jego boku, na co szybko rozstawił nogi w bojowej pozycji, bacznie przyglądając się otoczeniu. Zaraz gdzieś znad jego głowy posypały się suche strzępy gałązek. Zadarł wzrok, co jednak było ogromnym błędem, gdyż dokładnie w tym momencie dwie silne, kredowo białe dłonie pochwyciły materiał jego koszuli i uniosły bez widocznych problemów smukłą, chudą sylwetkę. Zdezorientowanie wzięło górę, a Jimim zamachał krótko kończynami, łapiąc nadgarstki napastnika i próbując je zgnieść. Nie widział jednak twarzy, nie miał pojęcia na co się porywa. Wkrótce cichy głos jak lodowe ostrze przeszył go świadomością tego jak bardzo miał.. przejebane.

- Smakowało? - szepnął delikatnie agresor, po czym cisnął rudowłosym w najbliższy dębowy pień, wpatrując się w poczynione zniszczenia wzrokiem kompletnie wypranym z emocji.

- Teraz Ty będziesz króliczkiem, Jimin. - dodał jeszcze, zbliżając się do leżącego i wyciągając w jego kierunku białe, prawie błękitne dłonie.

- L-l.. - zakrztusił się Jim i odetchnął kilka razy, zrywając się i zasłaniając dłońmi, w geście bezbronności. - Leo błagam! Poczekaj!!

- Aż sam się spalisz ze strachu? - odparł zlewając swój tembr z wiatrem i wpatrując się obojętnie w swoją małą ofiarę.

- Z-zaczekaj.. daj mi.. moment.. - sapnął Park i złapał się za obolałe żebra, które pod wpływem dotyku zatrzeszczały niebezpiecznie. No pięknie.

- Nie bądź głupi, Jimin. - zaśpiewał ponownie wyższy, zbliżając się kolejne dwa kroki do drżącego rudowłosego. - Obaj wiemy jak to się skończy.

- Nie możesz mnie zabić!! - wrzasnął rozpaczliwie zielonooki i zacisnął posiniałe ze strachu pięści.

Na moment zapadła cisza, pod intensywnym, jednak niespotykanie delikatnym, ciemnym spojrzeniem Taekwoona. 

- Masz rację. Nie mogę. - skinął głową rozmówca Rudego i spokojnie wysunął z kieszeni lśniącą, błękitną paczkę papierosów.

- Huh? - zawahał się Jimin, próbując usilnie wyprostować pogruchotane kości - A-ale.. jeśli nie.. to po co Cię nasłał.. - odparł już nieco pewniej i stanął stosunkowo prosto.

Wiatr wył momentami nieco głośniej, dołączając się do rozmowy i wyrażając ulotne opinie. Czarnowłosy nie odzywał się ani słowem, spokojnie oddychając dymem i wypuszczając go w eter, po czym chłodnym spojrzeniem obserwował jak oplata napotkane na swej drodze gałęzie, jak je sznuruje, dusi i pozostawia za sobą już martwymi, sam wznosząc się tylko wyżej i wyżej.

- Mogę zabić coś, co należy do Ciebie. - Taekwoon wsunął smukły papieros do ust, momentalnie zaciągając się śniegowym dymem.

- Nie zastraszy mnie, nie mam nikogo wśród Słabych. - wzruszył od niechcenia ramionami i przybrał maskę chłodnej powagi.

- Naprawdę chcesz teraz blefować, Jimin? Skretyniałeś do reszty?

- Żaden blef. Nikogo i tyle.

- Ty jednak jesteś głupi, Jimin.. Ale dobrze więc. - zakończył nieco ostrzej czarnowłosy i wyrzucił w połowie spalonego papierosa. - W takim razie nie obrazisz się, jeśli teraz udam się w odwiedziny do mojego serdecznego przyjaciela.

Jimin przełknął ślinę, starając się pozostać kompletnie niewzruszonym, co dla oka ludzkiego wyglądałoby zupełnie przekonująco, jeden z Silnych mógłby jednak bez trudu wyłapać każde zachwianie woli u drugiego.

- Porozmawiamy chwilę, może w coś pogramy. Będziemy się naprawdę dobrze bawić. - pokiwał kruczą głową stonowanym gestem. - Zaprosiłbym Cię, ale.. chyba byłbym zazdrosny.

- Spasuję. - Park wyszczerzył lśniące, przerośnięte kły w nieładnym, krzywym uśmiechu.

Leo już bez słowa skinął głową po raz kolejny i posłał Rudemu ledwo dostrzegalny, cichutki uśmiech.

"Zdążysz?" usłyszał jeszcze Jimin gdzieś w podświadomości, po czym stracił kruka z oczu, pozostając sam. Zadrżał ze zdenerwowania i wplótłszy palce w rude kosmyki, szarpnął nimi kilka razy, wydając z siebie bulgoczący, ciemny growl.

Kiedy opanował strach a zimny pot starł wierzchem dłoni z czoła, zerwał się szybko, momentalnie obierając za cel dom rodziny Jeon. "Zdążę..?" mruknął do siebie w myślach, czując jak bardzo niecodzienne dlań uczucie przeszywa jego tkanki szybciej niż by sobie tego życzył, jak stres sprawia, że nie umie logicznie myśleć.
Jedyne co kołatało się w jego obolałej głowie, to jedna, wprawiająca go w konsternację i zakłopotanie myśl: "Biegnę tam, bo zależy mi na Kookiem?". Bez przerwy zadawał sobie to pytanie, znów i znów, starając się zracjonalizować jakoś swoje nerwy i zbyt szybko tętniący organ w klatce piersiowej. Nie mógł tak przejmować się Słabym, nie mógł. To się nie mieściło w jego obowiązkach, ani nawet prawach gwoli ścisłości. Nigdzie się to nie mieściło.
A jednak gnał teraz na zabój, pragnąc tylko jak najszybciej dotrzeć do Jeongguka, być pewnym, że nic mu nie jest, że wszystko gra, jest okej..
Wypadł z lasu, za sobą pozostawiając tylko łopoczący wiatr. Teraz dwie ulice, skręt nad rzekę i będzie na miejscu.. Tylko czy zdąży, czy zdąży.
Serce waliło mu jak oszalałe. Bał się. Nigdy nie odczuł podobnego doznania, przez wszystkie stulecia, uczucia maksymalnie przyspieszały jego puls tylko na moment, tak, że zrównywał ze Słabymi. A teraz.. teraz wszystko w nim tętniło, słyszał wewnątrz siebie łomot tłoczącego śliwkową posokę narządu.
Musi zdążyć, to najważniejsze. 
Żebra chrupotały przy każdym pojedynczym kroku.
Musi zdążyć.
Przed Leo.
On go..

Drzwi rozchyliły się spokojnie, pod matczynym dotykiem pani Jeon.

- Kookie? Ktoś Cię odwiedził.. - szepnęła z uśmiechem, rozczulona widokiem syna z uwagą studiującego notatki z lekcji.

- Uh? O tej porze? - burknął tylko Jeongguk, zerkając kątem oka w wyświetlacz telefonu, zaraz jednak zamykając zeszyt i zwlekając się po schodach na parter.

W progu sterczał jegomość z nisko opuszczoną głową, ociekający kroplami deszczowej wody. Chłopak instynktownie wyjrzał przez okno - padało. Nawet nie zauważył kiedy zaczęła się przytłaczająca burza z piorunami.

 - P-pan do mnie? - mruknął cicho, wyciągając do nieznajomego dłoń, kiedy ten wzniósł wzrok i ofiarował Jeonowi błyszczące, trochę jakby niepokojące spojrzenie.

- Jeon Jeongguk? - odparł sykliwie czarnowłosy i wyszczerzył nieco pożółkłe zęby, wycierając zabrudzoną niewiadomą substancją dłoń w połę brunatnej, nieco podartej kurtki.

- W czym mogę pomóc. - uciął krótko chłopak, zaniepokojony dziwnie znajomymi iskrami kryjącymi się w oczach mężczyzny.

- To ja Ci mogę pomóc. Ale czasu nie ma wiele.

- Chwila, zaraz.. Kim pan jest, co pan robi w moim domu?

- Dzieciaku.. - warknął czarnowłosy, odgarniając z czoła przydługą, prostą grzywkę. - Słuchaj się, albo niedługo nie będzie Ci tak żywo. - dodał, po czym złapał lodowatą dłonią nadgarstek Kookiego, na co ten otworzył szerzej oczy.
Nie możliwe.. czy to był..

- Powiedz mamie, że wychodzisz na spacer. - rozkazał stanowczo, przeciągając już młodszego przez próg i nasuwając kaptur na włosy.

- Mamo! J-ja.. ja wychodzę! - krzyknął nieco płaczliwym głosem, bacznie obserwując połyskliwe tęczówki mężczyzny stojącego naprzeciw siebie.

- Wrócę późno.. - dodał po namyśle, a kruczowłosy z usatysfakcjonowanym uśmiechem przeciągnął go przez próg i bez namysłu zatrzasnął za sobą ciężkie, zroszone burzowymi łzami drzwi.


Do przeczytania! - Gabe



wtorek, 2 lutego 2016

"Black hunger" cz.3

Tytuł: Black hunger

Paringi: Jikook (Park Jimin & Jeon Jeongguk)

Opis: Rozdzialik trzeci, w tej części będzie trochę bardziej uczuciowo/shipowo, więc też powinniście być zadowoleni, a jeśli nie to problem i czekacie na kolejny, lol XD Ale mimo wszystko liczę na zainteresowanie, bo wydaje mi się, że wyszedł całkiem całkiem. Smacznego <3


Jimin nie przyszedł do szkoły.
Nie dość, że poprzedniego dnia zerwał się z lekcji, nie zawitał w domu rodziny Jeon, to następnego poranka nie było go pod salą lekcyjną. Kookie mimo, że starał się zawalczyć z dziwnym uczuciem, gdzieś w podświadomości, czuł poważny dyskomfort. Nie mógł skupić się na czymkolwiek poza wypatrywaniem na przerwach rudej grzywki, myślał o Parku na każdej lekcji i zastanawiał się co sprawiło, że zarwał szkołę. Nie był tego typu uczniem, był raczej pilny. Niezapowiedziane wakacje też odpadały. Może się przeziębił, albo złapał grypę, chociaż po prawdzie Kookie nie potrafił wyobrazić sobie chorego Jimina. Był zbyt idealny na chorowanie.
Sana biegała cały dzień na Gukiem, pocieszając go i podnosząc na duchu, co było naprawdę słodkie z jej strony, ale szczerze powiedziawszy nie pomagało ani odrobinę. Jeongguk po prostu za bardzo się martwił. Z trudem przyznawał to przed samym sobą, ale zależało mu na tym rudym dziwadle, może trochę bardziej niż powinno. A z resztą.. pewnie nie byłby zainteresowany tak przeciętnym, nijakim chłopakiem za jakiego uważał się Kookie. Pewnie nawet nie lubił innych chłopców.

Szkoła skończyła się szybko, zważając na fakt, że nie było nauczyciela na ostatniej godzinie i wyszli wcześniej niż zwykle. Jeongguk wlekł się przez kolejne etapy swojej drogi powrotnej w kierunku domu, szurał butami przez żwir plaży, zwinnie przemykał pomiędzy połamanymi gałęziami, skakał po większych głazach, starając się nie wpaść do zimnych wód jeziora. Co jakiś czas odnosił jednak nieodparte wrażenie, że słyszał cichy szmer tuż za sobą, jakby ktoś podążał za nim. Kiedy tylko się jednak obracał, za plecami nie było kompletnie nikogo. Tylko cichy szept liści, czasem przystrojony w trzepot ptasich skrzydeł. Nikogo. A jednak czuł oddech na karku i przejmujące, kujące w świadomość przeczucie, że nie jest sam.
Przekręcił klucz drzwi, uchylił je powoli i wszedł do środka, strzepując przyklejone do kurtki liście i zsuwając buty ze stóp. Matka wyłoniła się zza rogu z łagodnym uśmiechem i zainicjowała powitanie z synem.

- Kolega czeka w Twoim pokoju. - szepnęła, wskazując ruchem głowy drogę po schodach na piętro.

Jeongguk zmarszczył pytająco brwi.

- Kto? - miauknął od niechcenia, rzucając torbę na sofę i odblokowując znudzonym gestem ekran telefonu.

- Jimin. - odparła beznamiętnie matka i powróciła do kuchni, zajmując się wcześniej pozostawioną czynnością.
Kookie poczuł jak jego policzki nabierają czerwonawego odcienia, związanego z nagłym skokiem ekscytacji. Bez słowa pognał do swojego pokoju i tuż przed drzwiami wziął głęboki oddech, starając się wyglądać na tak opanowanego jak zawsze. Drżącą dłonią rozszczelnił drzwi i wsunął się z pozornym spokojem do środka.
Jimin siedział na jego łóżku, przesuwając stopami odzianymi tylko czarnymi skarpetkami po podłodze. Dłonie splótł skromnie, umiejscawiając je między szczupłymi udami w wąskich,  dżinsowych spodniach. Korpus skrywał pod wełnianym, golfowym swetrem w odcieniu ciemnego grafitu. Jego skóra była chyba jeszcze bledsza niż do tej pory, włosy natomiast sprawiały wrażenie mniej miękkich i zadbanych niż do tej pory. Coś było nie tak.

- Jim..? - mruknął Kookie, podchodząc powoli do chłopca, który na wydźwięk zdrobnienia poderwał się z siadu i uniósł na czarnowłosego spojrzenie.
Jeongguk zadrżał. Do tej pory intensywne, głębokie tęczówki zdawały się płaskie, pozbawione połysku, niemalże matowe. Odcień także był nieco bledszy niż go zapamiętał, cień na dolnej powiecie nabrał na objętości.

- Kookie.. hej. - mruknął głosem, którego jego rozmówca nie miał jeszcze prawa znać. Był cichy, zachrypnięty, wręcz chropowaty. Szeptliwy, do tego wyzbyty jakiejkolwiek energii. - Przepraszam, że tak bez zapowiedzi.

- Nie, nie.. nic nie szkodzi. - wyższy zamachał otwartymi dłońmi i sapnął cicho przez nos. - Zastanawiałem się.. Znaczy wszyscy się zastanawialiśmy co się stało. Czemu uciekłeś wczoraj z lekcji?

Jimin zamruczał cicho pod nosem, oderacając wzrok. Rozmasował obolały jeszcze brzuch i wziął głęboki oddech przez rozchylone usta.

- Źle się czułem, mówiłem Ci już. Matka mnie zwolniła. - odparł zdawkowo rudowłosy i na powrót zasiadł na posłaniu Kookiego.

Ten niewiele myśląc zajął miejsce obok niego, w bezpiecznej odległości, mimo, że bardzo chciał chociaż raz dotknąć jego ramienia, czy po prostu go na krótką chwilę przytulić.

- Przyszedłem po zeszyty... mam nadzieję, że nie braliście nowych tematów..?

- Nie, robiliśmy tylko zadania, z matmy kartkówka, ale z materiału, który już przerabialiśmy, więc nie powinieneś mieć problemów. - odparł cicho Guk, nerwowo skubiąc skórki przy paznokciach. Jimin obserwował wypranym z emocji spoojrzeniem jego dłonie, po czym westchnął ciężko i zaskakująco głęboko.

- To dobrze. - mruknął po chwili namysłu, najwyraźniej rezygnując z podjęcia innego tematu.

Milczenie wypełniło atmosferę w pomieszczeniu. Jeongguk kilka razy myślał o rozpoczęciu rozmowy ponownie, jednak w tym momencie każde słowo w jego głowie było pozbawione sensu i taktu. W końcu zdecydował się rozchylić usta i wydobyć z siebie dźwięk.

- Co z Twoimi oczami? - jęknął nieco łamiącym się głosem i zerknął na towarzysza, który niespodziewanie uniósł kąciki ust i prychnął cicho.

- Wszystko w porządku. Nic mi nie jest, serio. - odparł po chwili dłużącej się w nieskończoność, co kompletnie nie usatysfakcjonowało czarnowłosego.

- Widzę, że są inne. Po prostu powiedz, co Ci szkodzi. - westchnął Kookie zmęczony wiecznym dopytywaniem się o każdą najmniejszą drobnostkę, z racji tego, że Jimin sam z siebie nie miał zamiaru się czymkolwiek podzielić.

- Jeongguk.. - zaczął Rudy i przymknął na moment ociężałe powieki. - Po prostu nie. I tak byś nie zrozumiał.

- Skąd możesz wiedzieć? Sam uwierzyłeś w słowa przypadkowego kogoś na mój temat, czemu ja miałbym nie wierzyć Tobie?

Zaległo głuche milczenie. Słychać było tylko zamglone wycie wiatru za oknem i dwa oddechy; jeden nieco szybszy, niecierpliwy, drugi spokojny, powolny wręcz nienaturalnie.

- Nic o mnie nie wiesz, Jeonggukie. I nie powinieneś mi wierzyć. - zawarczał niebezpiecznie Jimin, po czym chyba pierwszy raz tego dnia na dłużej splótł własne spojrzenie z tym należącym do Kookiego. Tym razem czarnowłosy poczuł zimny dreszcz na karku i przedramionach. Oczy Rudego ustawicznie, stopniowo przybierały coraz ciemniejszy odcień, aż do momentu, w którym czerń zalała tak samo źrenice jak i tęczówki.

Na początku czuł strach. Był jak najbardziej sparaliżowany wszechogarniającym przerażeniem. Mimo to, przełknął jednak ślinę i odetchnął kilka razy, starając się ukoić pędzące tętno.

- Więc powiedz mi. - szepnął, czując że jego wypieki nabierają intensywności, a głos drży, pomimo podjętej w akcie odwagi rozmowy. - Daj mi się poznać.

Przez kilka chwil mierzyli się spojrzeniami, Jimin nieco agresywniej od swego towarzysza, aż pewnym momencie z niczego po prostu złagodniał i pozwolił oczom powrócić do poprzedniego koloru. Kookie czuł kompletne zagubienie, jednak widząc postęp zmusił się do milczenia.

- Chciałbyś wiedzieć kim jestem? - mruknął cicho Park, dźwigając się z łóżka i przechadzając się leniwie po pokoju. Na ciszę w odpowiedzi, uśmiechnął się szeroko i obrócił z powrotem ku Jeonowi. Teraz chłopak mógł zobaczyć szereg jego wielkich, zaostrzonych zębów, śmiejących się do niego jadowicie i niebezpiecznie.

- Chciałbym. - odparł cicho Kookie i wstał za Jiminem, podchodząc do chłopca i demonstrując swoją pewność siebie. Dziękował niebiosom, że udało mu się urosnąć na tyle wysokim, by mieć chociaż taką przewagę nad Rudym.

- Wiesz, na co się porywasz? - Jimin zmarszczył mocno brwi i wlepił w twarz Kookiego mało przyjazne spojrzenie.

- Nie mam bladego pojęcia. - przyznał cicho wyższy i nie powstrzymał delikatnego uśmiechu, który wepchał się bez pozwolenia na jego usta.
Ku zaskoczeniu Jimin również subtelnie się uśmiechnął, opuszczając wzrok i kręcąc głową z permanentnie uniesionymi kącikami ust.

- Dobrze Cię sobie wybrałem. - odparł z zadowoleniem niższy, po czym stanął na palcach i mrużąc powieki przycisnął własne czoło do tego należącego do Jeongguka.

Stali tak moment, nie odzywając się, ani prawie nie poruszając. Kookie przyjmował nieznane gesty ze strony Jimina nie zadając pytań, nie starając się odnaleźć ich przyczyny. Po prostu akceptował ich obecność, starał się dostosować do nich na tyle dobrze, na ile był w stanie. Przymknął delikatnie oczy, usilnie dążąc do zapanowania nad przecinającymi jego ciało dreszczami. W końcu niższy opadł na pięty i tym samym odsunął się od towarzysza, z niejako usatysfakcjonowanym wyrazem twarzy.

- Wierzysz w zwierzęta? - zaczął nagle Jimin, przypatrując się uważnie swemu rozmówcy.

- Ale co to za pytanie..

- Wierzysz czy nie?

- O mamo.. wierzę.

- A w ludzi?

- Uh.. no tak.

- W takim razie powinieneś uwierzyć też we mnie. - roześmiał się Rudy i przeczesał chudymi palcami wiotką grzywkę.

- A Ty nie jesteś... jednym z wymienionych..? - Guk zaciął się odrobinę, mimo wszystko próbując nie okazywać nadmiernych emocji.

W odpowiedzi Park wyłącznie poszerzył uśmiech i przekrzywił nieco głowę w bok.
Kookie wziął w płuca głęboki wdech, chcąc uporządkować rozszalałe na chwilę obecną myśli. Za dużo, a jednocześnie tak mało. Chciał wiedzieć więcej. Wszystko. Nie był jednak pewny, czy będzie w stanie, już teraz czując niepokój i brak bezpieczeństwa. Walczył z milionem sprzeczności wewnątrz siebie, podczas gdy jakąś część jego racjonalnego ja, krzyczała jeszcze, że to w ogóle nie możliwe i naiwne z jego strony wierzyć w takie brednie. Ale widział na własne oczy, słyszał. To nie mógł być blef.

- Więc kim jesteś? - wydukał ostrożnie, niemal niedosłyszalnie, dla Jimina jednak wyraźnie i zrozumiale.

- Drapieżnikiem. - odopwiedział spokojnie rudowłosy i postąpił krok w kierunku rozmówcy. Kookie mimo ogromnej chęci ucieczki, nie drgnął nawet, pozostając na dotychczasowym miejscu. Czuł chłodny pot na karku.

- Skoro drapieżnikiem.. to atakujesz ofiary, czyli swoje przyszłe pożywienie. - mruknął zdesperowany. Jimin skinął spokojnie głową. - A na co... polujesz?

- Jeju.. ale Cię przestraszyłem. - Jim pokręcił głową, z kolejnym płynnym krokiem będąc znowu blisko wyższego chłopca. - Nie bój się Kookie. Nie jesteś w moim menu.

- Ale jesz ludzi! - jęknął w przerażeniu chłopak, tym razem nie panując nad własną reakcją o odskakując jak poparzony od wyciągniętej ku sobie w przyjaznym geście dłoni. - Jesteś kanibalem? Jimin, to jakaś pojebana sekta?! Powiedz, że nie jesteś chory psychicznie.. nie, błagam... - zakwilił wyższy i skrył usta za otwartymi dłońmi.

Jimin zaśmiał się zrywnie, przeczesując wypracowanym gestem grzywkę i opuszczając rozbawione spojrzenie na swego zastraszonego do szpiku kości rozmówcę.

- Kookie.. nie jestem ani chory psychicznie, ani wewnątrz sekty, ani kanibalem. Z prostego powodu. Nie jestem człowiekiem. - odparł cicho, po czym wzruszył beznamiętnie ramionami i oparł dłoń o wysunięte w bok biodro.

- A-ale to niemożliwe.. Jimin.. skoro nie człowiekiem, to kim... - zapłakał Jeongguk, czując, że natłok emocji i informacji powoli wysysa z niego ostatki sił.

- Jeśli koniecznie musisz wiedzieć.. zabrzmi to patetycznie i filmowo, ale jestem wampirem, Kookie. Krwiopijcą. - uniósł w wyraźnym zakłopotaniu ramiona i brwi, po chwili kontrolnie zerkając w stronę swego rozmówcy.

- Wampiry.. nie istnieją.. - wysapał Jeongguk, przysiadając na skraju łóżka, po czym schował twarz w dłoniach. Chwilę mu zajęło by ponownie unieść głowę i spojrzeć na Jimina, który dopiero wtedy z niewinnym uśmiechem rozłożył szeroko ramiona i obrócił się teatralnie, prezentując swoją postać jako odpowiedź na stwierdzenie czarnowłosego.

- Przecież.. uh.. to nie jest możliwe. Nie ma czegoś takiego. Są ludzie i zwierzęta. - dodał zaraz i przetarł spocone z nerwów czoło.

- I wampiry. Forma humanoidalna, lecz nie antropogeniczna, przystosowana do życia z gatunkiem homo sapiens sapiens, oraz niestety.. pożywiania się.. jego płynem ustrojowym wypełniającym żyły. Ewentualnie tętnice. Ale ta jest mniej smaczna. - mruknął po chwili rudowłosy, mimo wszystko lekko podkulając ramiona niczym winny szczeniak. 

- Chyba zemdleję.. zadaję się z wampirem.. to jest jakiś słaby żart, tak? - jęknął Kookie i już, już miał ponownie zatopić twarz w dłoniach, kiedy niespodziewanie drogę zagrodziły mu palce należące do towarzysza. Wzdrygnął się i spojrzał w górę na Jimina, który aktualnie lekko unosił kącik ust, obserwując go z góry władczym, pewnym siebie spojrzeniem.

W chwilę później pochylił się tak, by zrównać poziomy ich twarzy i syknął cicho.

- Uwierz oczom i uszom, Jeongguk. - wymruczał wężowym tembrem Jimin, okraczając kolana wyższego i powoli, dość naturalnie na nie opadając.

Jeon natomiast nie miał pojęcia na czym skupić uwagę. Na jego udach siedział właśnie potencjalny sprawca jego rychłej, najpewniej bolesnej i długiej śmierci, ale przy tym ktoś, kogo znał już jakiś czas, cholernie przystojny, pociągający w każdym calu i słodki chłopiec. Odczucia buzowały, przebijały się jedne przez drugie, powodując tylko jeszcze większe zamieszanie w głowie Kookiego. Na zakłopotany wyraz jego twarzy Jim uśmiechnął się leniwie i przeczesał swobodnym gestem kosmyki jego czarnych włosów.

- Uwierz zapachowi i dotykowi. - szepnął jeszcze, a na policzki wyższego naleciała róża dwóch obfitych rumieńców. Sytuacja robiła się jednoznaczna, Kookie jednak ciągle czuł niepokój, widząc połyskujące przy wypowiedzi kły chłopaka. 

Nie mógł jednak wyprzeć najdziwniejszego z dotychczas przeżytych uczuć - strach wyłącznie potęgował jego pociąg ku Jiminowi.

- Posmakuj.. - było ostatnim słowem wysyczanym przez rudowłosego, po czym chłopak powoli, z gracją wpił się w usta Jeongguka, drżące jeszcze i zdjęte przerażeniem jak on cały.

Gra się rozpoczęła, Jeon umiejscowił zimne ze strachu dłonie na okrytych swetrem bokach Parka, na co ten zawinął delikatnie biodrami, oplótł jego szyję i nieco odważniejszym ruchem pogłębił ich pocałunek. Mruczeli cicho we własne usta, wzdychali przy napływie gorąca, Kookie nawet nie wynotował, kiedy jego własne dłonie wpłynęły pod puchowy materiał okrywający skórę Jimina i zaczęły błądzić po jego jeszcze zimniejszych kształtach. Nie odrywali się od siebie na długo, chwytali oddech w rozochocone usta, Jimin co jakiś czas wyjątkowo delikatnie jak na przedstawiciela krwiopijców wgryzał się w wargę Jeongguka, co wzmagało tylko emocje ze strony obu chłopców. Po chwili spędzonej na poznawaniu smaku swoich ust, zaczęli delikatnie się o siebie ocierać, podwijać materiał odzienia, pobudzać. Długie minuty spędzone na leniwych pieszczotach, głośno i nietaktownie przerwał kobiecy głos.

- OBIAAAD! - wrzasnęła matka Jeon, na co Kookie niemal podskoczył, a Rudy na jego kolanach prychnął śmiechem pod nosem.

- No chodź.. posiedzę sobie przy was, a Ty musisz coś zjeść. - mruknął po chwili niższy, zwlekając się niechętnie z ud czarnowłosego i poprawiając zawsze nienagannie ułożoną fryzurę. Naciągnął też nieco sweter, przeglądając się w niewielkim lusterku, jakie Guk miał w pokoju. Oczywiście Jimin był w tysiące razy lepszym stanie niż jego towarzysz. Z wypiekami na policzkach i drżącymi dłońmi, również postarał się opanować swój dziki wygląd, mimo starań wyglądając jednak na konkretnie pobudzonego. Park zlustrował go z pobłażliwym uśmiechem, po czym pokręcił lekko głową.

- No co, Ty nie masz krążenia, to możesz się wycwaniać.. - westchnął zawiedziony Kookie, na co Jim prychnął z pogardą.

- Nie, no wcale.. nie potrzebuję krążenia do życia, jasne. 

- Masz puls? Nie wierzę...

- Ph, jasne, że mam.. tylko.. kilkanaście razy wolniejszy od Twojego. 

- ...

- Oj no chodź już. Bo jak będziesz dalej taki chudy i niedożywiony, będziesz miał gorszą krew. 

- ..Jimin?!


Do przeczytania! - Gabriel