wtorek, 17 listopada 2015

"Strawberry buisness" - RP (feat. Nemi) pt.3

Title: "Strawberry buisness"

Pairings: Jihope ( Park Jimin & Jung Hoseok)

Summary: No dobra. Może to będzie więcej niż pięć części XDD Nie no tak poważnie to nie planuję więcej, ale jak już mamy to zakończone, to po prostu dodaję. Zwłaszcza, że nie jest to pisane byle jakim piórem. Pozdrawiam serdecznie moje kochanie (Nemi low ju) i zapraszam bez dłuższych wstępów. Temperatura rośnie .3.


Mimo, że moje ciche przypuszczenia się potwierdziły, nie czułem ani odrobiny zawodu. Czy on się rumienił? Oh, trzymajcie mnie!
- Naturalnie. Czegoś sobie życzysz? - zaintonowałem uprzejmie, przekrzywiając lekko głowę i wiercąc w Jiminie dziurę swym przenikliwym spojrzeniem. Coraz bardziej skupiałem się na odcieniu jego włosów, w sumie chyba udzielał się też jego buźce. Biała koszula, czarne spodnie i ta eksplozja na szczycie. Taka.. truskawka. W czekoladzie. 
...

Cholera, naszła mnie chyba zbyt duża ochota na owoce. 
- Ja bym chyba coś zjadł.. - mruknąłem pod nosem, figlarnie opierając palec wskazujący na rozchylonych wargach. Podjąłem oczywistą ścieżkę, Park miał być mój, zwłaszcza, że negocjacje poszły nam tak przyjemnie i bezproblemowo. Nie musiałem się wstydzić, że najbardziej pociągają mnie ludzie inteligentni. 
- Taak.. hm.. czy mógłbym spytać.. macie jakieś owoce w menu? Truskawki, najlepiej.. tak? Fantastycznie, proszę dopisać do rachunku na nazwisko Jung. Dziękuję serdecznie. - westchnąłem z uśmiechem do słuchawki, zaraz odkładając ją na miejsce i obracając się wielce zadowolony ku mojemu daniu głównemu. 


*


- Cokolwiek. - odpowiedziałem ciszej i walczyłem z moim ciałem by się tylko znów nie rumienić. Odetchnąłem kiedy ten odsunął się nieco by wykonać telefon.

Truskawki?
..Naprawdę?
Brakuje tylko szampana do kompletu i czułym się jak bohater komiksu yaoi.  Napalony prezes, nieprzeciętny przedstawiciel firmy, hotel, noc...
...
Stop.
O czym ja myślę?

Potrząsnąłem głową i spojrzałem na niego gdy skończył rozmowę.
- To co możesz zaproponować do picia? - rzuciłem okiem na stojącą butelkę whiskey i z portem na niego. Musiałem zdjąć całkiem krawat i odłożyłem go na teczkę obok okularów, gdyż zaczął mi przeszkadzać. Przeczesałem włosy i zerknąłem w stronę czegoś co było salonem w tym apartamencie.
- A.. i może usiądziemy? - kiwnąłem w tamtym kierunku dostrzegając sporą elegancką kanapę wykonaną z czarnej skóry. Nie wiem czy to dobre posunięcie ale nie chciałem już stać. Ale wiedziałem też, że siedząc będzie cały czas blisko mnie.

*


- Jak najbardziej. - uśmiechnąłem się szeroko, zapraszającym gestem wskazując Truskawie sofę, jak wszystko w tym pokoju, zdecydowanie za ciemną. Po drodze chwyciłem pozostawione wcześniej na stole szkło wraz z alkoholem, po drodze zręcznie poradziłem sobie z idealnym rozlaniem, zaraz też podając Jiminowi wybłagany trunek. Usiadłem obok z impetem, ostatecznie lądując w bardzo swobodnej pozie. 
- Masz jakieś hobby? - mruknąłem starając się jakoś zabić czas oczekiwania na swoje zamówienie. Zerknąłem na niego kątem oka, w sumie działając nieco inaczej niż zazwyczaj; Park wydawał się wcale nieźle czytać podprogowo, jednak chyba coś mu w całej sytuacji nie pasowało. W tym wypadku, postanowiłem pozornie stracić nim zainteresowanie. Mógł sobie być uroczy, skrępowany, nawet nagi tuż przede mną, ale nie ja się uganiam. To on ma zabiegać o atencję, pamiętając w końcu kto tu dla kogo pracuje, a przynajmniej kto za wszystko płaci. Westchnąłem aktorsko, upijając nieco rozwleczonym ruchem łyk złocistego trunku. 


*


Usiadłem wygodnie na kanapie i cicho westchnąłem. Było już chyba dość późno. Kiedy mężczyzna podał mi szklankę uśmiechnąłem się.
Tak sądziłem, że szampana nie będzie.
- Dziękuję. - posłałem mu nazbyt uroczy uśmiech. Teraz czułem się bardziej swobodnie siedząc,  założyłem nogę na nogę i spojrzałem na niego gdy usiadł tuż obok.
- Hobby? Może wyda Ci się to banalne, ale taniec i koszykówka. Moje, na obecną, chwilę jedyne miłości. - mój uśmiech stał się sentymentalny, przypomniało mi się jak jeszcze byłem uczniem i całą energię wykorzystywałem na ćwiczenie nowych kroków, albo lepszego dwutaktu, czy rzutu za trzy punkty. Upiłem łyk alkoholu i z zaciekawieniem spojrzałem na niego.
- A Ty? Masz pasje, czy tylko pracę?  


*


- Oczywiście, że mam. - prychnąłem pogardliwie, zaraz też racząc się kolejnym łykiem alkoholu.
- Lubię sport, niestety ze względu na wyjątkowo zapchany grafik, nic konkretnego, a ogólna sympatia. Może się zdziwisz, ale też tańczyłem. Ale to kiedyś. Teraz burzyłoby mi to karierę w biznesie. - aż zamrugałem kilkakrotnie, słysząc jak smutno i sentymentalnie wybrzmiały moje słowa. Zaraz więc powróciłem do swego może nieco naciąganego uśmiechu, wyciągając z kieszeni paczkę papierosów i konkretnymi ruchami odpalając jednego. Dym wypełnił przestrzeń, szybko jednak ulatując przed rozszczelnione okno. 


*


W moich oczach pojawił się błysk słysząc że i on tańczył. Ciekawe jak dobry był?
- Co dokładniej tańczyłeś jeśli mogę wiedzieć? - spojrzałem na niego jeszcze bardziej zaciekawiony.
- Długo? To przez pracę przestałeś? - wypytywałem go niczym małe ciekawskie dziecko. Ale co poradzę na to że taniec tak mnie interesuje i zawsze chcę wiedzieć więcej o innych tancerzach. Wgapiałem się w niego wielkimi oczami; jak urzeczony. Musiał mi coś o tym opowiedzieć.


*


- Eh.. trochę b-boying, popping.. lubiłem łączyć style, komplikować. Nie mogło być za łatwo. - zaśmiałem się pod nosem i upiłem niewielki łyk złota.
- Praca ostudziła niepoważne marzenia, zająłem się firmą, z racji odejścia dawnego prezesa. No i tak. - wzruszyłem ramionami, jakby to było kompletnie najnormalniejszym tokiem zdarzeń.
Cholera, dawno niczego nie wspominałem. Czy ten dzieciak naprawdę był taki wyjątkowy? Póki nie spoglądałem w jego stronę, wszystko było na miejscu, emocje pozostawały w określonych granicach. Jednak kusiło mnie bardzo, by rzucić mu chociaż cień spojrzenia, na chwilę złapać kontakt. Robiło się sentymentalnie, nie tak to miało wyglądać. Musiałem szybko coś wymyślić, bo atmosfera kompletnie przelewała mi się przez palce. 
W końcu dopiłem do końca swoją porcję whiskey, dostając nagłego oświecenia i opierając przedramiona na kolanach. Kiwnąłem władczo w jego stronę.
- Pokaż co umiesz. 

Jego zdezorientowane spojrzenie nieco mnie na powrót rozbawiło.
- No już, dawaj. - zarządziłem wyciągając się wygodnie i układając dłonie na karku.


*


Byłem pod wrażeniem tego jakie style znał, osobiście miałem niemałe problemy z opanowaniem chociaż podstaw poppingu... Zacząłem go podziwiać jeszcze bardziej i dopijając trunek który powoli sprawiał, że coraz bardziej się rozluźniałem.
Słysząc jak Hoseok każe mi pokazać co potrafię zaśmiałem się nieopanowanie, po tym jak minęła niezręczna chwila zdezorientowania.
- No chyba sobie żartujesz. - odłożyłem pustą szklankę na stolik. Ten tylko pokręcił głową i jeszcze mnie poganiał. Zawahałem się i przygryzłem wargę, po czym wstałem zdejmując marynarkę i rzucając ją na kanapę.
- Dobra. Ale ja wybieram do czego tańczę i nie ma nic za darmo... - tu uśmiechnąłem się chytrze. 
- Pan poważny Prezes przypomni sobie jak to było mieć "niepoważne marzenia" i pokaże mi co jeszcze pamięta... jeśli pamiętasz. - specjalnie zacytowałem jego słowa i rzuciłem mu wyzwanie. Inaczej by nic nie zatańczył... Wyciągnąłem w międzyczasie telefon i wybrałem kawałek.
- No to gotowy? - uśmiechnąłem się pewny siebie i odkładając telefon włączyłem muzykę. Teraz mogłem się trochę popisać zgrabnie wykonywałem ruchy kroków tanecznych,  skomplikowane sekwencje ruchów idealne komponowały się z hiphopową nutą. Sprawiło mi satysfakcję, że mężczyzna patrzył na mnie z nie małym zainteresowaniem. Gdy skończyłem przeczesałem sobie włosy i odruchowo odpiąłem kolejny guzik koszuli, bo było mi nieco za gorąco.
- Twoja kolej. - wypowiedzenie tych dwóch słów sprawiło mi nie lada przyjemność. 


*


Z nieukrywanym zainteresowaniem przyglądałem się technice czerwonowłosego, bo, cholera, był dobry i wcale nie miałem możliwości, żeby tego nie przyznać. Każdy krok miał opanowany, znał swoje ciało, a to duży atut. W zamyśleniu, obserwując jego dokładne, przyjemne dla oka ruchy, oparłem jedną dłoń na brodzie, drugą delikatnie wodząc palcami w okolicach warg. Wtem Jimin zadowolony z siebie rozpiął jeszcze odrobinę koszulę, na co odpowiedziałem szerokim uśmiechem. Bez namysłu - w końcu to było wyzwanie - wstałem i na wejściu rozpiąłem kilka guzików własnego odzienia.
Dawno tego nie robiłem, ale z nadzieją, że pewne rzeczy po prostu zostają w człowieku, pozwoliłem Parkowi włączyć piosenkę, z której beatem wkrótce zgrał się mój puls. Chwilę stałem prawie nieruchomo, wyczekując i przywołując swoje taneczne "ja" do porządku. Z kolejnym taktem rozpocząłem popis. Wydawało mi się, że będę czuł jakieś niezręczne ograniczenie ruchowe, jednak moje ciało znów mnie zaskoczyło, wykonując posłusznie każdy wymyślony przeze mnie ruch. Nie chciałem się zbytnio starać, a jednak chęć zaimponowania Jiminowi pod koniec wzięła górę, kiedy w trakcie bodywave'a uniosłem spojrzenie, łapiąc z nim wzrokowy kontakt i unosząc jeden kącik ust. 
Skończywszy czułem, jak energia płynie przez każdy zakamarek mego ciała, jak wylewa się ze mnie przez uszy. Uśmiech poszerzyłem, sapiąc nieznacznie i przygryzając dolną wargę, kiedy zdałem sobie sprawę z tego, że tak naprawdę Park mógł mnie teraz oceniać. Niecodziennie, ale czasem śmiesznie zamienić się rolami. 


*


Zaklaskałem w dłonie przesuwając się do niego bo przez cały popis jego umiejętności stałem i obserwowałem, jak zahipnotyzowany, jego ruchy. Jednak nie zapomniał jak to się robi. Był świetny, a raczej wręcz perfekcyjny.
Oblizałem ukradkiem usta i uśmiechnąłem się klepiąc go po ramieniu.
- Powinieneś do tego wrócić jesteś naprawdę dobry. - mówiąc to patrzyłem mu prosto w oczy i zdałem sobie sprawę że znajdowałem się niebezpiecznie blisko niego.
Czułem zapach jego drogich perfum, słyszałem jego nierówny oddech i widziałem drobne kropelki potu na jego skroniach... wszystko dopełniała ta coraz bardziej rozpięta koszula, która w trakcie tańca ukazywała cześć jego mięśni. Bardzo dobrze zarysowanych mięśni. Kiedy nasze spojrzenia po raz kolejny się spotkały wytrzymałem tylko chwilę i spuściłem wzrok. Wkrótce ciszę przerwał dzwonek obsługi stojącej pod drzwiami.
- Chyba Twoje zamówienie. - odwróciłem głowę w kierunku drzwi patrząc jak ten idzie do nich by wpuścić kogoś z hotelu do środka.

*

Nienagannie obyty lokaj ułożył tacę pełną soczyście wyglądających owoców na nieco mniejszym stoliku przed sofą. Skinąłem na niego głową, a ten, chyba chowając bardzo uporczywie skrępowanie, skłonił się nisko i wyszedł, wyjątkowo szybkim krokiem.
No tak, dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że dwóch mężczyzn w pokoju, ja z rozchełstaną koszulą i lekką zadyszką, młody rozczochrany.. tak, to mogło go speszyć.
Uśmiechnąłem się w duchu, po czym skierowałem na sofę, rozsiadając się wygodnie i oblizując pulsujące z wysiłku wargi. Zlustrowałem dokładnie przyniesione zamówienie: półmisek idealnie czerwonych truskawek, kilka małych miseczek na dipy czekoladowe.
Wspaniale. 
- Tak w sumie to dzięki. - odezwałem się w końcu podnosząc ku niemu wzrok i mrużąc delikatnie powieki. - Dawno nie słyszałem komplementu odnośnie tych umiejętności, miło znów to poczuć. - sapnąłem cicho, oddychając przez nos i odgarniając odrobinę mokrą grzywkę z czoła.
Skinąłem na miejsce obok siebie, wołając tym samym Parka do kosztowania hotelowych delicji.
Teraz wszystko ma wyjść. I wyjdzie.
Już przed chwilą było blisko. 


Do przeczytania! - Gabs



poniedziałek, 16 listopada 2015

"Like a Butterfly" cz.6 - pl ver.

Tytuł: Like a Butterfly

Paringi: -brak-

Opis: Nieuchronnie zbliżamy się do zakończenia serii. Pozostały planowo jeszcze dwa rozdziały, całkiem możliwe, że ostatni będę musiał dodawać w częściach. Ale na to jeszcze czas, teraz przedstawiam wam najnowszy rozdział, historię Kim Seokjina. Uwaga - w mojej opinii, jest to najstraszniejszy i najbardziej odrażający rozdział ze wszystkich dotychczasowych. Autentycznie czułem mdłości pisząc ten tekst, ledwo udało mi się dokończyć. Zważcie na me słowa i przygotujcie się na mentalną wyciskarkę soku. Enjoy. 


Witam państwa!
Ha!

Jestem w wręcz nieziemskim humorze, z racji zbliżającego się punktu kulminacyjnego naszej tragicznej serii. Ekscytacja nie z tej planety, rzec by się chciało, czyż nie?
Mam nadzieję, iż podobała się państwu poprzednia historia; żal istnienia połączony z ludzką ułomnością umysłu - niezwykłe wrażenia gwarantowane.
Tym za to razem, pragnę zaprezentować państwu opowieść o małym chłopcu, niewinnym, zawiniętym w kołdrę. Chłopcu, który nieustannie ucieka i chowa się przed życiem. Szanowni czytelnicy, oto przed wami Kim Seokjin!


Słodki, niski głos rozbudził go ze snu.

- Hyung, pora wstać.. wiem, że jest wcześnie, wiem. Ale dasz radę, no.. w górę.. - twarda, chłodna dłoń delikatnie osiadła na jego ramieniu, najpierw jeszcze gładząc jego rozczochraną czuprynę.

Kookie był dla Seokjina niezwykle dobry. Każdego poranka z nie mniejszą niż zawsze cierpliwością i dużą dawką czułości, pomagał mu radzić sobie z obowiązkami, jakie płynęły z bycia członkiem BTS. Bo Jin, mimo, że najstarszy z całej ich grupy, nie był profesjonalnym tancerzem, ba - nie uważał się wcale nawet za amatora. Miał jednak szczere chęci dogonienia swoich dongsaengów w zaawansowaniu pod tym względem, więc codziennie ćwiczył tyle, na ile było go stać. A Jungkook mu w tym pomagał.

- Dzień dobry.. Już, już. - i tym razem starając ze wszystkich sił, przeciągnął się i z nieco wymuszonym, zaspanym uśmiechem wstał w chłodną przestrzeń pokoju.

Próby dłużyły mu się, musiał przyznać to przed samym sobą, ale jak bardzo nie pragnął tego zmienić, męczyło go to. Nie znaczyło to jednak, że chciał się poddawać. Musiał po prostu więcej od siebie wymagać. Z na tyle zdrowym, dojrzałym umysłem był w końcu w stanie bez większych poświęceń brnąć do obranych celów. Pomimo nierzadko stromej, grząskiej ścieżki.

- Jin, jest lepiej, dobrze dobrze! - J-hope mimo wprowadzania wielu poprawek do postaw i ruchów Seokjina był z niego widocznie zadowolony, co starszego niezawodnie podnosiło na duchu. Cały rósł, dumnie prężąc pierś i zdobywając tym samym wystarczająco dużo motywacji do kolejnych godzin próby.

Obiady były ulubioną porą dnia dla Jina. Jadł najwięcej i nikt nie kwestionował istnienia drugiego żołądka w jego organizmie. Sam zaczął w to wierzyć. Na widok kimchi uśmiech sam wpływał na jego usta, mięso to spełnienie marzeń, a nawet zwykły ryż był zawsze czymś cudownym i pysznym. Seokjin po prostu kochał jedzenie. Co zaskakujące nie napychał się do granic, a jadł mniej więcej do 70% swoich możliwości. Uwielbiał bowiem sam proceder, jedzenie jako coś przyjemnego, potem ważnego dla zdrowia, kondycji, życia, w końcu celebrowanie czasu z ludźmi, których kochał. Nie było lepszej pory dnia.
Wieczorne próby przyjemnie podsumowywały wcześniejsze uwagi i poprawki, Seokjin czuł się pewniej w krokach, które ćwiczyli. Teraz więc było już całkiem miło - zmęczony, ale zadowolony wracał do pokoju i siadał na łóżku, normalizując oddech i uspokajając tętno. 

Zmordowane ciało prosiło się o prysznic, nie wiele więc też myśląc udał się do łazienki.
Pozbył się ubrań, drepcząc niczym mała księżniczka wskoczył do kabiny prysznicowej i zaraz z baterii trysnął ciepły, kojący strumień.
Seokjin odetchnął z uśmiechem, odgarniając mokre włosy do tyłu i zamykając oczy z ukontentowanym wyrazem twarzy.

OFIARY. OD.

Wyszedł z kabiny, osuszając ręcznikiem ociekające wodą włosy. Stanąwszy przed lustrem nad umywalką, nienaturalnie zapatrzył się w swoje odbicie.
Zaciśniętą dłonią potarł mocno prawe ramię.

- Cholerne siniaki.. nie schodzą, tato.. - mruknął pod nosem, przybierając nieco naburmuszony wyraz twarzy.
Powędrował nago przez cały pokój, kończąc spacer na łóżku, które przyjęło na siebie ciężar upadającego ciała.

- Tato? - jęknął cicho z twarzą przytuloną do poduszki.
Szybkim, zamaszystym ruchem otulił się kołdrą, kuląc tuż przy ścianie.

- Idź sobie, tato. Mama wróci za chwilę. - szepnął jeszcze, zakrywając dokładnie głowę i kuląc się niczym zaszczute zwierzątko.

Wkrótce tata zniknął, Jin był znów w ich dormie, wszystko normalnie, tak jak powinno być.
Poczuł jednak niesamowite, wręcz obezwładniające, drętwe zmęczenie. Ziewając więc przeciągle położył się wygodnie, otulając nagie ciało puchową kołdrą. Przytuliwszy policzek do poduszki bez chwili zwłoki oddał się Morfeuszowi, który i tym razem postanowił nie szczędzić mu rozrywek.

Jego dawny pokój, ciemność. Otaczała go ciężka, krochmalona poszewka. Zawsze wchodził do środka, w miejsce pierzyny, zapinał wszystkie guziki. Czuł się wtedy bezpieczny.
Rozległ się głuchy trzask otwieranych drzwi.

- Seokjiin.. gdzie się schowałeś.. - niski, zachrypiały głos dołączył do kakofonii zakradających się tąpnięć.

Zadrżał, kuląc się jeszcze bardziej i starając oddychać tak cicho, by wcale nie było go słychać. To nie była zwykła zabawa w chowanego.

Przegrany, przegrywał wszystko.

- No dalej, wyjdź. Mamusia pojechała do przyjaciółki, wróci późno. - ton głosu przeobraził się w śliski szept.

Jin poczuł jak do oczy napływają mu łzy. Nie może się rozpłakać, musi być silny.

- Dostaniesz coś pysznego, jeśli się pokażesz.. tatuś przygotował deserek.

I nagle dźwięk rozrywanego materiału tuż przed twarzą, przeraźliwy pisk małego chłopca.

- Tu jesteś. - rekini uśmiech wymalowany na pokrzywionej, brzydkiej twarzy. - Wygrałem.

Seokjin obudził się w środku nocy, czując jak drobne krople opływają jego skronie i policzki. Pobiegł szybko do łazienki, wymiotując prosto do zlewu.
Łzy i pot mieszały się w jedno.
Miłość, nienawiść - jedno.

Strach.
Obrzydzenie.
Mdłości.

Wybaczał mu. Za każdym razem. W końcu był jego tatą.

Spojrzał w odbicie w lustrze.

- Jesteś nikim, Seokjin.. - wymruczał, zaraz wpadając w histeryczny śmiech i trąc intensywnie prawe ramię.

- Jesteś kukłą wypraną z człowieczeństwa.. jestem zabawką, prawda, tatusiu? - wywrzeszczał dławiąc się śmiechem.

Na zawsze mały chłopiec. Nigdy nie dorósł.
Piotruś Pan?
Nie.. on tak wybrał.

Seokjin nie dostał wyboru.

Nie mógł znieść nawrotów rzeczywistości, kiedy wszystko o czym mógł pomyśleć, to, że ma jego geny. Że jest zbudowany z tej samej materii co on. Nie był nawet w stanie nawet przywołać normalnego obrazu jego twarzy; zawsze jawiła się skrzywiona, z rozdartym uśmiechem, sącząca obrzydliwe słowa niczym jad węża. 

- Tato? Ten siniak na ramieniu nie chce zejść..


Do przeczytania! - skruszony Gabriel.



poniedziałek, 9 listopada 2015

"Like a Butterfly" cz.5 - pl ver.

Tytuł: Like a Butterfly

Paringi: Taegi (?a bit?) (Kim Taehyung & Min Yoongi)

Opis: Okej. Dawno nie było, bo musiałem odsapnąć. Jednak ta seria jest jakoś psychicznie męcząca, przynajmniej autora. A mimo to jestem, wróciłem, napisałem, dokonałem, wygrałem, co? XD W każdym razie - zapraszam serdecznie do lektury rozdziału o wyjątkowej osobie, Min Yoongim! Z największą również przyjemnością, dedykuję ten rozdział mojej kochanej dongsaeng; Rynna, to od początku miał być rozdział dla Ciebie. Kocham Cię bardzo, pamiętaj. Zawsze. Dziękuję za wszystko. 


Najserdeczniej przepraszam za zwłokę. Makijażystka niestety przedłużyła nieco moje przygotowania, to dlatego. 
Ale jeśli w końcu udało mi się tu pojawić, chciałbym pogratulować państwu wytrwania przez dotychczasowe historie oraz ich niebagatelny ciężar gatunkowy. I tym razem będę przedstawiał państwu opowieść nie mniej tragiczną, pełną kłamstwa i łez. Nie przedłużając już i tak opóźnionego wstępu, zapraszam państwa - oto Min Yoongi!

(pogwizdywania)

On nigdy nie pisał się na taniec. Obiecywali mu, że będzie rapował, a układy zostaną na najbardziej podstawowym poziomie. I co z tych przysiąg zostało? Codzienne próby od szóstej rano i druga partia po obiedzie. No i jak tu się spełniać artystycznie.
Na szczęście Min Yoongi lubił swoją bandę przygłupów za bardzo, żeby narzekać na to bezustanne tańczenie. Dogadywali się na tyle świetnie, że warte było to ofiary tego pokroju. I mimo, że nie było to spełnieniem jego najskrytszych marzeń, to jakimś cudem udawało mu się przetrwać czas wysiłku fizycznego w rytm pisanych przez siebie tekstów. Chociaż Suga zawsze uważał, że taniec jest strasznie niemęski.
Na szczęście zapisali mu to w kontrakcie niemalże pogrubioną czcionką - po próbach mógł wychodzić na miasto, robić co mu się żywnie podoba, a przy wyjątkowych sytuacjach, czasem bawić się nawet do białego rana. Menago rzeczywiście stawał na głowie, żeby zatrzymać go w zespole. Nic dziwnego - tak utalentowany, piękny, szczupły idol zdarza się raz na przesłuchania. A Sudze także zależało na tym, by być przyjętym. Od pierwszej wzmianki o BTS, poczuł się mocno związany z tą formacją, poznawszy resztę członków, wręcz kipiał z ekscytacji. Tak wewnętrznie, oczywiście.

Yoongi kochał kluby, wbrew czemu wydawać by się mogła jego niechęć do tańca. Najważniejsze jednak to, jaka tworzy się atmosfera, poza tym przyjemnie napić się też kolorowych drinków i poznać nowych ludzi. Całymi dniami na to czekał, próby taneczne stanowiły swoisty test charakteru. Szczęśliwie dla siebie, Suga nie był człowiekiem prostym do złamania, a już na pewno nie emocjonalnym czy łatwo się wzruszającym.
To byłoby śmieszne, uczucia są przecież dla dziewczyn.


- Oppaa! Photo, photo! - rozwrzeszczana dziewczynka podbiegła do niego i błyskawicznie ustawiła się do selfie. W zabawny sposób zmarszczył brwi i uniósł dwa palce w geście victorii. Po zrobieniu zdjęcia, dziewczę zaczęło piszczeć i skakać. Tak jakby ten graficzny zapis na urządzeniu był w praktyce ważniejszy niż sam jej oppa. Yoongi zaśmiał się, kiwając z politowaniem głową. 

 - Suga oppa! Jak czuje się TaeTae? - osoba, która zdawała się zachowywać jakąkolwiek ogładę, właśnie zawitała przed stanowiskiem Yoongiego. Poczuł dziwne pieczenie w nosie, a policzki nienaturalnie się ogrzały.
Taehyung. Mały, niewinny V. Teraz leżał w szpitalnym łóżku, nieludzko potraktowany przez jakiegoś pierdolonego psychopatę, który jeszcze na dodatek nie został ujęty.
Suga czuł jak coś wewnątrz niego płonie.
Miał ochotę płakać, gdy zaprowadzili ich do sali, w której stało jego łóżko. W nim on: podpięty do kroplówek i mnogości maszynerii, z rękoma dokładnie zabandażowanymi po ramiona.


Przełknął głośno ślinę, siląc się na najszczerszy, możliwy w tym momencie uśmiech. 

 - V czuje się lepiej z każdym dniem. - powiedział sztywno, kiwając lekko głową i starając się nabierać unormowane, głębokie oddechy. Fanka pokiwała głową, najwyraźniej rada z dobrych wieści, po czym przeskoczyła do kolejnego członka zespołu.
Yoongi nie mógł zrozumieć dlaczego nie mogli odwołać tego spotkania, skoro jeden z nich był w.. nieużywalnym stanie. 

 Po powrocie do dormu, wszyscy odsapnęli z ulgą.
Wszyscy poza Taehyungiem.
Z tego, co przekazała im pielęgniarka, właśnie spał.

Suga czuł, że musi się napić.

NIE. ROZRÓŻNIAJĄC.

Wpadł do pokoju, momentalnie zatrzaskując drzwi. 
Dlaczego w tym idiotycznym świecie nic nie mogło być tak jak powinno.

Stanął przed lustrem, przecierając zmęczoną, zapłakaną twarz niedelikatnym gestem.

Jaki brzydki. Jaki męski.

Tae. Szpital. Łzy samoistnie ciekły po jego zaczerwienionych policzkach. Histerycznie złapał za blond włosy, nieludzko je targając.
V nie powinien być zaatakowany.
Świat nie powinien być okrutny.

Min Yoongi nie powinien być chłopcem.

Stojąc w łazience, opłukiwał lodowatą wodą wyjątkowo mocno zmaltretowaną twarz.
Po osuszeniu, z dumnym, obojętnym obliczem, nałożył na skórę warstwę jasnego podkładu. Wyćwiczonym, posuwistym ruchem, otulił górną powiekę czernią, ostro zakańczając kreskę. Szarawy cień nadał spojrzeniu wyjątkowy charakter, delikatna biel w wewnętrznych kącikach, sprawiła ułudę głębi. Policzki prawie niedostrzegalnie zaróżowione, usta pociągnięte połyskliwym, jasno-malinowym błyszczykiem.
Skromne, niewielkie kolczyki.
Delikatny naszyjnik.

Min Yoongi dopiero teraz była sobą.

Dopiero teraz mogła spojrzeć w odbicie lustra szczerze, nie jak zakłamany tchórz. Tak bardzo bała się wszystkiego co ją otaczało. Najbardziej siebie. W tych bluzach, full capach i bokserkach pod spodniami.
Bała się ciała. Kiedy przy dotyku mężczyzny, zamiast czuć pęczniejące piersi i rumieńce, ta.. rzecz między nogami, nagle rosła; płonęła ze wstydu zawsze, kiedy siedziała z resztą grupy, przebrana za jednego z nich. Strach paraliżował jej odwagę. Dlatego przez większość życia, Min Yoongi była kłamstwem - tak dla siebie, jak dla całego świata. Była oszustwem.

Zapalniczka w dłoni roznieciła niewielki płomyk.
Stała zupełnie naga przed lustrem, płacząc na widok chudego, niekształtnego ciała. Trzymała członek z obrzydzeniem wymalowanym na twarzy, druga dłoń, z niewielkim mechanizmem wewnątrz, powoli zbliżała się w tą samą stronę.

Zawyła z bólu, czując mdłości od zapachu spalonej skóry.

Jej ręce drżały, łzy spływały po wodoodpornym makijażu; czarne, spopielone włosy kruszyły się przy samym oddychaniu. Przyrodzenie pulsowało, miejscowo pokryte białawymi plamami, lub też brunatną, spaloną skorupą. Krew sączyła się wolno z rozjątrzonych ran.

Bała się nieustannie. Ale trochę otumaniła emocje.

Nierówno wykarczowane włosy schowała pod blond peruką, wprawnie zabandażowała okaleczony organ, ubrała obcisłą, czarną sukienkę. Stanik wypchany watą z poduszek tak przyjemnie wpijał się pod łopatkami.
Bez wątpienia najsłodszy ból jej życia.

Dym z papierosa sączył się powoli, leniwie.
Oczy nieustannie skrywające drobne kryształki łez, stukot jej wysokich obcasów.

W klubie, do którego zazwyczaj chodziła, mężczyźni lubili jej towarzystwo. Tak jak innych, podobnych jej. Tylko... zazwyczaj mężczyzn też.
Tym jednak razem jej trasa obrała za cel inną destynację.
Niepewnym krokiem, udając jednak opanowanie i przywdziewając cwany wyraz twarzy, wpłynęła do ciemnego pomieszczenia. Nie myśląc długo, usiadła przy barze, zamawiając kilka szotów.

Umysł przywoływał paskudne, nierzeczywiste obrazy; Tae zmasakrowany, topiący się we własnej krwi.
Krzyczał, błagał o pomoc.
A ona nie mogła nic zrobić, bo wołał Sugę.
Nie ją.

Z rozmyślań wytrącił ją niski, rozochocony tembr.

- Hej, pierwszy raz Cię tu widzę, jak masz na imię ślicznotko? - wyraźnie wstawiony osobnik uśmiechał się z nieobecnym spojrzeniem, lekko kiwając się na niestabilnym krześle. Yoongi uśmiechnęła się pobłażliwie, układając dłoń na jego gorącym, czerwonym od nadmiaru alkoholu we krwi, policzku.

- Wyobraź sobie najpiękniejsze imię dla kobiety. - mruknęła cicho, siląc się na nieco wyższy niż zazwyczaj ton.

- Tak właśnie się nazywam.

Ile czasu trzeba, żeby pojąć komediodramat swojej egzystencji?

Ile czasu potrzeba, żeby słowo stało się ciałem?

Zegar na szafce nocnej obwieszczał obserwatorom czwartą siedemnaście. Siedziała pijana w swoim pokoju, otulona w koc i drżąca z zimna - otwarte okno pozwalało brutalnie mroźnemu powietrzu wdzierać się do pomieszczenia. Ze smutnym uśmiechem przeglądała zdjęcia w telefonie; kilka selfie z uśmiechniętymi mężczyznami, niektórzy dawali jej buziaka w policzek, inni przytulali w radosnym geście.
Lubili ją.
Podobała im się.
Ta prawdziwa ona, nie jakiś oppa czy hyung.

Wstała, chwiejnym krokiem podchodząc do lustra w łazience. Nieprecyzyjnym gestem chwyciła wacik kosmetyczny, rozlewając nań tonik oraz nieumyślnie znacząc nim podłogę. Świat jest nieustannie pijany. Jej wymiotował już kolejny raz, topiąc niewinne stworzenie w odmętach żalu i rozczarowań. I znów czas cierpieć, oszukiwać, okłamywać najbliższych. Czas męki i wyważonych wypowiedzi.

Czas wrócić.


Do przeczytania! - Gabryel.




niedziela, 8 listopada 2015

"Strawberry buisness" - RP (feat. Nemi) pt.2

Title: "Strawberry buisness"

Pairings: Jihope ( Park Jimin & Jung Hoseok)

Summary: Okej, jedziemy dalej. Wydawało mi się, że ta rzecz będzie nieco krótsza, a jednak i tak wyjdzie tego więcej niż dwie części, niech to szlag XD Ale to chyba lepiej - więcej czekania dla was (y) Witam w drugiej części role play'a z Nemi jako Park Jiminem oraz mną w roli Jung Hoseoka. Umysłowa gra wstępna ~



Podrapałem się po karku, widząc tak nagłą zmianę w jego osobowości.
No tak, w końcu jest jeszcze młody i nie cały czas zachowuje się jak szef wielkiej korporacji... chyba.
Kiedy zaproponował mi abym się jeszcze napił i wyjechał do mnie na "Ty" spojrzałem na niego jak na kosmitę.
- Uch nie wiem czy to stosowne proszę Pana... zresztą zająłem Panu i tak sporo czasu. - dopiero teraz zauważyłem, że te negocjacje wcale nie były tak szybko przeprowadzone. Dobrze, że i tak nikt na mnie nie czekał. Taki szczegół jak czas nie był dla mnie bardzo ważny, co jednak tyczy się prezesa jego rangi, z pewnością uznaje zasadę "czas to pieniądz". 

*

- Oh, spiepszysz się gdzieś? - zmarszczyłem niepocieszony brwi, stając w wyjątkowo nieprofesjonalnej pozycji. Nie miałem na celu ani go przestraszyć, ani skrępować, jednak wielu negocjatorów w jego wieku, było skłonnych do luźniejszej rozmowy tuż po zakończeniu dyskusji biznesowych. Uśmiechnąłem się w duchu, chwaląc jego profesjonalne podejście do sprawy. Wyglądał na odrobinę młodszego ode mnie, wybijaliśmy się pewnie w podobnych okolicznościach. Nie wykluczone, że gdyby inny rozkład powodzenia, teraz on stałby przede mną z dumnym uśmiechem sugerując kolejną porcję drogiego alkoholu. Spodobała mi się ta wizja. Choć mimo wszystko, wolałem mieć panowanie nad sytuacją we własnych dłoniach.

*

- Nie zupełnie. Jednak kolejny drink zupełnie uniemożliwi mi już prowadzenie samochodu. A jeśli mamy dokończyć rozmowy, lepiej by było gdybym był w jednym kawałku. 
Uśmiechnąłem się szerzej teraz będąc nieco rozbawiony tą sytuacją. Mężczyzna zwracał się do mnie jak do kolegi, a nie człowieka z którym załatwia biznesy. W jego głosie wyczułem też nutę goryczy gdy zadawał pytanie. Czyżby tak bogaty gość też spędzał wiecznie samotne wieczory,  a takie sytuacje jak ta były nielicznymi okazjami do rozmów? Zdjąłem okulary i odłożyłem je na moją walizkę.
- Nie chciałem być niegrzeczny. Jest to raczej niecodzienna dla mnie sytuacja. - dopowiedziałem szybko, nie chcąc go czasem urazić. Moje zachowanie w tym momencie na pewno również będzie miało wpływ na dalszą współpracę. 

*

- Ależ nic nie szkodzi, podziwiam Twój profesjonalizm. To jednak nie będzie już niezbędne, gram w otwarte karty. Nie próbuję Cię zwieść. - wzruszyłem niewinnie ramionami, odkładając jednak trunek na stół i wcale nie nakłaniając go do kolejnych promili we krwi.
- Ale jeśli musisz prowadzić, jak najbardziej to rozumiem. Nie jestem skłonny do łamania prawa. - ozdobiłem usta pełnym, obfitym uśmiechem, nieco zawadiacko przekrzywiając głowę na bok. Czyżby ten chłopak na prawdę nie miał drugiego dna, a wyłącznie twardą maskę projektów i przedsięwzięć? 

*

Chcąc, nie chcąc uśmiechnąłem się szeroko na widok jego zaistniałego wyrazu twarzy. Chyba pierwszy raz widzę osobę z tak rozbrajającym uśmiechem.
Stłumiłem cisnący mi się na usta śmiech i pokiwałem głową.
- Skoro otwarte karty... Panie Jung nie znam nawet Pana imienia, a Pan przeszedł tak sprawie na nieoficjalną formę, że nawet nie byłem w stanie o nie dopytać, by uczynić to samo. 
Nadal byłem zbyt oficjalny. Ale no taka prawda, on mi się nie przedstawił. Wsunąłem jedną dłoń do kieszeni i patrzyłem na niego wyczekująco. Zacząłem się zastanawiać jak to się potoczy, skoro zaczęło się tak ciekawie. 

*

- Idiota. - mruknąłem pod nosem, kiwając z politowaniem nad własnym poziomem błyskotliwości, tym samym przyznając Parkowi rację. Zaraz jednak zreflektowałem się, kłaniając oszczędnie.
- Hoseok. - dodałem szybko, zadowolony z takiego obrotu wydarzeń.
Młody tym bardziej łechtał moje ego, zdobywając się na tak wysublimowane i oficjalne formy, pomimo zupełnie innego przedmiotu naszej rozmowy. Coraz bardziej mi się podobał, ze swoim pewnym siebie wyrazem twarzy, a kryjąc w sobie posłusznego, acz błyskotliwego współpracownika. Chyba naprawdę zależało mu na tych gierkach. Czy świat biznesu musiał być dla mnie tak nużący? Eh.. to chyba jednak wina braku dojrzałości. Aczkolwiek jeśli potrafiłem to przed sobą przyznać, to już jakaś oznaka progresu, czyż nie?

*

- W takim razie miło mi poznać. Mów mi po prostu Jimin. - uśmiechnąłem się tym razem dość ciepło i zupełnie luźno. Oparłem się o stolik i w końcu rozejrzałem się po apartamencie.
- Nie wiem czego Ci bardziej zazdrościć; sukcesu w takim wieku, czy idącym za nim przywilejów. Masz gust wybierając takie miejsca na spotkania biznesowe i niecodzienne zachowania przy tym. - założyłem ręce na piersi zatrzymując w końcu wzrok na Hoseoku.
Ładne miał to imię. A teraz uśmiechnięty z nieco poczochranymi włosami,  stojący luźno i nie dbający o to co pomyślę wygląda jeszcze ciekawiej. Gdyby ktoś taki jak on zjawił się w jednym z klubów, w których bywam, na pewno spędziłbym z nim miły wieczór.
...
Ej... stop, o czym ja myślę. Jestem chyba nadal strasznie niepoważny.

*

- Również masz się czym pochwalić. Chociażby tym, że mnie znasz. - w kompletnie beztroskim uśmiechu podjąłem niekonkretną przechadzkę po wynajętym pokoju. 
- Dobra praca, więc i pewnie zarobki, twarz, gadane.. - zacząłem wymieniać bez najmniejszych zahamowań, zaraz też znajdując się tuż przy rozmówcy. Jako, że było mi aktualnie wolno więcej niż wszystko, opanowanym gestem musnąłem wierzchem palców jego tors. - .. figura też nie byle czego. Znajdujesz jeszcze czas, żeby ćwiczyć? - zagaiłem ze szczerą ciekawością, przybierając jednak wyraźny, cwany uśmiech.A może wręcz uśmieszek. Mimo, że praca ograniczała bezlitośnie mój wachlarz emocji, miałem kilka mimicznych asów w rękawie.

*

Jego gest trochę mnie speszył i zanim odpowiedziałem odchrząknąłem patrząc najpierw na jego rękę a później na jego twarz. Co nie pomogło bo ten uśmiech potrafił poważnie wyprowadzić z równowagi.
- Kiedy nikt nie czeka w domu ma się czas na ćwiczenia. Ale i Ty na pewno dbasz o kondycję. Zresztą w naszym wieku kiedy osiągnęło się dużo, lub jak ty jeszcze, więcej to, jedyna przyjemność to dbanie o swoją prezencje prawda?  - starałem się brzmieć nadal pewnie i poważnie, lecz z sekundy na sekundę było to trudniejsze. Ten facet miał coś w sobie takiego że onieśmielał nawet bardziej teraz, niż wcześniej.
Poza tym miałem nieodparte wrażenie że ma mnie na oku.

*

- Kiedy nikt nie czeka.. w najdroższych hotelach w tym kraju.. - westchnąłem ze zrozumieniem, po czym uśmiechnąłem się przyjaźnie, podkreślając żartobliwy charakter swoich wypowiedzi. 
Starałem się dozować wszystko odpowiednio, jednak musiałem przyznać, że krępowanie tego zjawiska strasznie mnie satysfakcjonowało. 
- Tacy piękni, młodzi, bogaci. Czego chcieć więcej? - mruknąłem, podążając swoim początkowym zapewnieniem o dosłowności, jaką podejmuję. Nie zbliżając się ani odrobiny ku Jiminowi uniosłem tylko brwi, nieco przymykając powieki i dalej na ustach nosząc ten szarmancki uśmiech.

*

Nie wiedzieć czemu nagle zrobiło mi się gorąco...
A może po prostu tu jest tak duszno?
Spojrzałem w oczy mojemu rozmówcy, były tak ciemne że źrenice niemal zlewały się z tęczówkami. Choć to może przez światło miałem wrażenie że w jego oczach można zatonąć, przez tą głębię. Uniosłem dłoń i poluzowałem krawat zaraz po tym jak usłyszałem jego pytani. Ten pomruk pytania w moich uszach odbił się echem.
Huh.. Hoseok mi się spodobał i podświadomie przesadnie reaguję na jego sposób mowy i gesty.  Shit, muszę się uspokoić bo inaczej będzie dziwnie.
- Znaleźć coś, co na dłużej zapełni tą pustkę i zaspokoi niedosyt, który nadal się utrzymuje. - odpowiedziałem mając nadzieję że zachowuje odpowiednią składnię i nie będzie to brzmiało nieodpowiednio.

*

- Niedosyt? - zamruczałem prawie szeptem, unosząc jedną brew i  przekształcając uśmiech w nieco bardziej cwany. Opuściłem na moment wzrok, próbując opanować cisnący się na usta chichot. Młody tak starał się ciągle robić najlepsze możliwe wrażenie, co sprawiało, że był naprawdę słodki. Nic w tym złego, przeciwnie, mi podobało się to coraz bardziej. 
- Stać mnie na zaspokajanie niedosytu. - dodałem po chwili, ponownie unosząc wzrok i zaglądając prosto w oczy mojego urokliwego rozmówcy.
Czy mam zdolności hipnotyczne? Chyba nie, ale lubiłem udawać, że w moich źrenicach czai się tajemnica. Zwłaszcza, że ludzie uwielbiają takie pierdoły, wmawiają sobie niestworzone rzeczy i wierzą w nie uparcie, zamykając się w nierealnym świecie. To sprawia im przyjemność, a ja nie widzę nic złego w sprawianiu przyjemności. Zwłaszcza tak przyjemnym wizualnie osobnikom. 
Zerknąłem jeszcze w kierunku poluźnionego krawata Jimina. Co jak co, ale do tego pasuje też.. 
Bez zastanowienia sięgnąłem guzika, tak irytująco ściskającego materiał koszuli na gardle młodego. Dopiero po chwili zdałem sobie, że mógł to odebrać jako zbyt śmiałe posunięcie.
Ups. 

*

Odwróciłem wzrok nie wytrzymując jego spojrzenia. Po prostu to było za dużo na dłuższą metę.
Słysząc natomiast, że potrafi zaspokoić niedosyt, omal się nie zaśmiałem. Widocznie stać go na wszystko. Ale czy jest przez to naprawdę szczęśliwy czy tylko mu się to wydaje?
-Zaspokoisz niedosyt, ale za pieniądze szczęścia nie kupisz. Chyba że masz kogoś kto jest Twoim prywatnym szczęściem... - nie skończyłem nawet myśli gdy jego obie dłonie powędrowały w kierunku mojej krtani.
Zamarłem patrząc jak odpina guzik przy kołnierzyku. Była to dla mnie bardzo nietypowa sytuacja i przez to poczułem jak na moich policzkach pojawia się delikatny rumieniec.
Jeju nie, nie mogę się rumienić. Nie teraz. Spuściłem wzrok modląc się w duchu by on czasem tego nie widział, niestety graniczyło to z cudem.
- Um, może ja bym się jednak czegoś napił. - spróbowałem zwalić swój stan na brak nawodnienia. Choć na pewno nie uwierzy mi widząc moje zachowanie. Jaki wstyd...



Do przeczytania! - Gabrych



sobota, 7 listopada 2015

"I won't mind" - RP (feat. RinYoo) pt.6 - ENDING!

Title: "I won't mind"

Pairings: Yoonkook (Suga & JungKook), Jihope (J-hope & Jimin)


Summary: Czyli finał. Po sześciu rozdziałach, rozdzialikach i rozdzialiskach, jesteśmy tutaj - ja z piersią dumnie wypiętą ku słońcu, a wy przed ekranem, sprawiający mi niebywały zaszczyt, czytając ten finalny rozdział. Kocham was serdecznie, fluffowe as fuck, ale i tak liczę na ciepłe przyjęcie. (kolejna zakończona rzecz, tryin' to contain feels so bad ;w;)


Y:
- Nie, absolutnie. - również uśmiechnąłem się, tak samo szczerze i serdecznie jak Jimin. 
Puściłem Kookiego, sam nie do końca wiedząc co do cholery wyprawiam. Stanąłem przed Jiminem z dumnym uśmiechem, zadowolony, że przynajmniej tym razem mam do czynienia z kimś niższym od siebie. 
- Jeśli chcesz, możecie sobie z Hoseokiem popatrzeć, mi to ani troszkę nie wadzi. - wyszeptałem napierając nieco na swojego rozmówcę. 
Nie często zdarzało mi się być agresorem, ale czy moje działania naprawdę nie były uzasadnione? Ten cwaniaczek już drugi raz przerywał mi moment z całkiem ważną dla mnie osobą. Kto wie, może gdyby nie on, coś by się między nami stało, może nawet.. huh, cóż, biorąc pod uwagę całą atmosferę i to jaką intymnością dzieliliśmy się tego ranka z Junggukiem, może bym go pocałował. Sam nie wiem. W końcu nie byłoby to aż takie nie na miejscu, prawda? Tak się czasem dzieje, dwójka ludzi, przytulają się, morze, plaża.. kto wie. Ale o tym się nie przekonamy, ponieważ pan Park stwierdził, iż genialnym pomysłem będzie wtrącić się ponownie i zburzyć nasz zamek z piasku.
Byłem zdrowo poirytowany, czego wcale nie chciało mi się ukrywać. Patrzyłem z góry w oczy Jimina, nie mając pojęcia jak zareaguję na choćby jedno słowo jakie powie.

JK:
Słowa Yoongiego, wypowiedziane z nutką agresji (co w wypadku blondyna zupełnie wystarczało, aby kogoś nie na żarty przestraszyć), najwyraźniej dość mocno zaskoczyły Jimina. I nawet mu się nie dziwiłem. Prawda, starszy chłopak często groził komu popadnie, a zwroty takie jak "chcesz zginąć?" nie były u niego rzadkością, to jednak tym razem... Nawet mnie przeszły ciarki, chociaż słowa te nie były skierowane do mnie.
Tym razem Yoongi nie wyglądał jak mały piesek próbujący zgrywać groźnego wilczura.
Tym razem nie było w jego głosie słychać mimowolnego śmiechu.
Teraz szeptał, a każde jego słowo ociekało złością, natomiast na ustach grał mu ten pozornie miły uśmieszek. Moje ciało najwyraźniej uważało, że wkurwiony Yoongi to seksowny Yoongi, bo poczułem dziwne ciepło, i to nie tylko w policzkach.
Cholera, stop, nie czas na takie myśli.
Szczęśliwie (bądź też nie), oderwał mnie od nich głos Jimina.
-Uh-huh, chętnie popatrzymy - chłopak najwyraźniej otrząsnął się z szoku, bo na nowo promieniowała od niego pewność siebie - jeśli będzie na co. - dodał z kpiną.
Kurwa, Jimin, nie prowokuj go...
Miałem przeczucie, że Yoongi może wkurzyć się o wiele bardziej,
i że żaden z nas nie miałby ochoty tego doświadczać.

Y:
Nie podobało mi się, że prowokował.
Mojej cierpliwości było dużo, każdy o tym doskonale wiedział, ale ten gnojek żył chyba w innym świecie i uważał, że się nie skończy.
No cóż. Każdy lunatyk kiedyś się budzi.
Chciałem pokazać mu, jak dużo będzie się działo, tak. Głośno przyznałem przed sobą, że cokolwiek teraz siedzi w mojej głowie, a plątało się tam mnóstwo emocji, głównie negatywnych względem Parka, to chciałbym bardzo po prostu teraz podejść do Jungkooka i go pocałować. Na samą myśl poczułem delikatne mrowienie w podbrzuszu. No to jest idealny moment, faktycznie. Jednak nie mogłem, to by było spełnienie jego warunku, nie mogłem teraz działać w tak nieprzemyślany sposób. Mierzyliśmy się wzrokiem kilka krótkich chwil, po czym wypaliłem bezwiednie:
- Co w takim razie chciałbyś zobaczyć, Park? - rozłożyłem ręce na boki, z szerokim uśmiechem przekręcając głowę na bok. Pobawmy się jeszcze, nie mogę przywalić mu tak otwarcie w obecności Kookiego i Hoseoka, to by mogło im spaczyć mój obraz. Trzeba zachować zimną krew, jeśli szczeniak się nie przestraszył, to podejść go sposobem. Prychnąłem zduszonym śmiechem, zarzucając dumnie grzywką. Nie podskakuje się ot tak Min Yoongiemu.
- J-jimin-ah... - Hobi wyraźnie zakłopotany całą sytuacją nagle znalazł się tuż przy Parku, chwytając go za rękaw kurtki z podkulonymi ramionami.
- Nie kłóćcie się z hyungiem... - dodał jeszcze, opierając głowę o jego bark. Jimin zerknął na obiekt swych wzdychań z rozczuleniem, po czym powrócił już cwany jak zawsze do mojej postaci przed sobą.

JK:
Widząc jak Jimin patrzy na Hoseoka aż trudno mi było uwierzyć,
że w ogóle mogłem się na  nich kiedyś złościć.
Na pierwszy rzut oka dało się zauważyć,
jak bardzo się lubią, i było to strasznie urocze.
Huh...
Chyba faktycznie już mi przeszło z tym Jiminem.
Teraz liczył się Yoongi - chociaż nie, on liczył się od zawsze.
Po prostu dopiero teraz zdałem sobie z tego sprawę. No właśnie, jeśli już o nim mowa... Nadal tak stał, mierząc Parka wzrokiem, i zaczynałem się trochę martwić o to, jak się sprawy dalej potoczą. Dlatego, kierowany jakimś niezrozumiałym impulsem, podszedłem do niego i objąłem go w pasie, opierając podbródek na jego ramieniu.
- Hoseok-hyung ma rację - powiedziałem z uśmiechem
- Nie ma sensu się sprzeczać o byle co.
Było to zachowanie na tyle do mnie nie podobne,
że na chwilę cała trójka wbiła we mnie swój wzrok, nic nie mówiąc.
Starałem się nie przejmować nagłym nadmiarem uwagi skierowanej w moja stronę. Wtuliłem twarz w szyję Yoongiego, żeby ukryć zawstydzenie,
które zapewne się na niej malowało.

Y:
Nagle poczułem się, jakby ktoś mnie zabetonował. Ostatnim, czego się spodziewałem, było aktualne posunięcie Kookiego. Było to z drugiej strony bardzo przyjemne zaskoczenie. 
W ułamku sekundy, kiedy dłonie Jeona zaplotły się wokół mnie, wszystko mi się pomieszało. Czy ja w ogóle byłem na kogoś zły? Skręciłem głowę, usilnie starając się zobaczyć jak Kookie wygląda w takiej sytuacji, jednak młody uparcie chował twarz, przyciskając ją do mojej szyi, więc za wiele nie udało mi się dostrzec.
Powróciłem więc spojrzeniem do Jimina, jedyne co czyniąc względem Kookiego to unosząc rękę i spokojnie układając ją na tych zaplecionych na moim brzuchu. 
Odetchnąłem głębiej, na krótką chwilę przymykając powieki.
Otworzywszy oczy, uśmiechnąłem się, trochę speszony swoim szczeniactwem, trochę całą idiotyczną sytuacją.

- Nie sądzisz, że mają trochę racji? - mruknąłem niechętnie, gładząc dłonie Jeona, który wkrótce rozplótł je, by jedną złapać tą należącą do mnie. Serce zabiło mi nieco szybciej. 


JK:
Przez chwilę ściskałem dłoń Yoongiego w mojej, jednak szybko doszedłem do wniosku że pozycja, w jakiej się znajdujemy, nie jest dla mnie zbyt korzystna. Byłem prawie pewien, że chłopak jest w stanie wyczuć spazmatyczne bicie mojego serca, które najwyraźniej usiłowało przebić się przez moją klatkę piersiową i zaatakować ściskanego przeze mnie blondyna. Odsunięcie się od niego wydawało się jedyną rozsądną decyzją jaką mogłem podjąć, ale jednocześnie bardzo nie chciałem tego robić. W końcu, z wielkim wysiłkiem, oderwałem się od pleców Yoongiego i puściłem jego dłoń. Cały czas miałem wrażenie, że powinienem coś zrobić aby pokazać mu, że to nie koniec, że jeszcze wrócimy do naszej rozmowy, i że tym razem nikt już nam nie będzie przeszkadzał. Dlatego właśnie kilka milisekund później na powrót stałem tuż obok niego. Z prędkością światła uraczyłem go całusem w policzek, po czym równie szybko odsunąłem się
i zacząłem iść w kierunku zaparkowanego w oddali pick-upa.
- Co powiecie na jakieś śniadanie? - rzuciłem przez ramię, mając nadzieję że nie zabrzmiało to aż tak głupio jak w mojej głowie i że którykolwiek z nich za mną pójdzie.
A przynajmniej Yoongi.
- Strasznie zgłodniałem - dodałem z uśmiechem.
Co do hyunga - pomyślałem - to chyba mam pewność. 

On zawsze będzie ze mną.



The end.

Do przeczytania! - Gabriel.