niedziela, 24 stycznia 2016

"Hello, I'm Jungkook, you are?" - TzuKook (OS) pt.1/2

Tytuł: "Hello, I'm Jungkook, you are?"

Paringi: TzuKook (Chou Tzuyu & Jeon Jeongguk)

Opis: Chyba pierwsze opowiadanie hetero na jakie naprawdę się nakręciłem, jejku. Opcja maknae&maknae wydała mi się urocza i cudowna, że nie mogłem się powstrzymać. A w ogóle to ten ship jest dziko popularny, aż się zdziwiłem ile tego po internetach. Poza tym hej, hetero też jest super, a jeśli ktoś w to wątpi, to zapraszam tym bardziej, coby się przekonać <3 Miłego, króliczki. 


Nie lubię myśleć, że coś jest z nami nie tak, ale chyba nie mam wyjścia.

No bo serio. Zawsze, kiedy jakiś girlsband trenduje z nową piosenką, kto pierwszy rzuca się na układy??
...
NO JASNE, ŻE MY.

J-hope nawet zaklepuje sobie ulubione momenty do tańczenia.
Ale akceptuję to, hyung od zawsze był lekko dziwny. Za to jak on tańczy; marzenia. Znaczy i tak zawsze staram się zaprezentować lepiej niż on, ale ludzie chyba i tak biorą go za tego "bardziej profesjonalnego". No cóż, tak długo jak jestem najsłodszym pączusiowym maknae BTS, i tak nikt mi nie podskoczy.
Wracając do układów - Hobi hyung zawsze pierwszy się do nich dobiera, ale co najgorsze - zaraża mnie. A jak ja, to wiadomo, że zaraz w pobliżu zjawi się Jimin. Więc robimy sobie gejowe trio, chociaż ja wolałbym z tego trio zrobić duo i jak najszybciej dać dyla (God bless Jihope, niech im gwiazdka pomyślności, serio), ale cóż.. po prostu cholernie lubię układy do dziewczyńskich piosnków. Tyle. Nic się pod tym nie kryje. To się najnormalniej cudownie tańczy i nikt kto próbował nie zaprzeczy.

Tylko my nie możemy na scenie tańczyć do "Something" czy "Up&Down". Więc zostaje  ćwiczyć w pokojach, hotelach, na sali lustrzanej, gdziekolwiek tak w sumie. No i ewentualnie w show telewizyjnych, gdzie dostajemy prośby od fanek albo spedalonych MC. Bajkowe to moje życie, nie ma przebacz.

No mecy.

Ale bym posłuchał B.A.P.

Kuźwa, Kookie. Rozpraszasz się.
A akurat mieliśmy wchodzić na scenę - no dosłownie dwie minuty i MC nas zapowiada, a my robimy ARMY gnój z feelsów. I bardzo dobrze, one tak naprawdę tego od nas oczekują. Więc już mamy wchodzić, już już minutka, kiedy ze sceny zbiegają Twice. No oczywiście Hoseok je zaczepia, stary podrywacz, tańczą razem układ, śmieszkują, jest sympatycznie. A jako, że ostatnie zawsze zwleka się ze sceny maknae, ja więc tylko stałem, nie zwracając na nich większej uwagi i wyczekując, aż ostatnia z dziewczyn podrepta po drobnych schodkach ku garderobom.

No i podreptała, cholera by to.

Wyglądała... po prostu ślicznie. Jak aniołek. Długie, ciemne, proste włosy, z których jeden kosmyk tak słodko przylepił się do czoła. Dłuugie nogi w krótkich spodenkach, szelki, wysoko ścięta koszulka z krótkim rękawem. Wszystko w tonacji ich nowego MV, ale miałem wrażenie, że na niej wyglądało to tysiąc razy lepiej niż na reszcie. Nie, żeby nie były urocze i piękne, bo były, tylko.. po prostu coś w niej nie pozwoliło mi się skupić na nikim innym.


I dopiero po chwili zorientowałem się, że na mnie patrzy. Ba, patrzy. Wgapiała się jak w obrazek, a ja spanikowałem i odwróciłem się, udając, że rozmawiam z Jiminem. Chyba pierwszy raz się do czegoś przydał. Ale na tym skończyła się nasza pierwsza konfrontacja, ja się zagapiłem, ona chyba spaliła lekkiego buraczka, a potem uciekłem w gejozę i tyle mnie widzieli. Panie i panowie Jungkook prawdziwy mężczyzna.
No przepraszam, ale to nie jest dla mnie codzienna sytuacja. Inaczej zamieniać kilka słów z pierdyliardem fanek podczas meet'u, a inaczej faktycznie poczuć motyle w brzuchu na czyjś widok.

Ale no. Tylko winni się tłumaczą. Więc koniec tego.
Wracamy do historii.

Gdyby nie Internet dawno byłbym martwy i przekonuję się o tym średnio co godzinę. Tuż po powrocie do dormu pierwsze, czym się zająłem, to gruba rozkmina całego składu Twice. Dahyun, Sana, Nayeon.. aż w końcu trafiłem, to była stuprocentowo ona.
Tzuyu.
Hmm..

Taka słodka, aww!

Może wyglądało to na lekki stalking, zwłaszcza, że mogłem po prostu do niej podejść i zagadać, ale hej, skoro świat tak chce mi podać wszystkie informacje o moim prawdopodobnym crushu, to dlaczego by z nich nie skorzystać.

Na przestrzeni czasu moje zauroczenie tylko się pogarszało. I to nie z uwagi na tęsknotę, a dokładnie odwrotnie.

Twice.były.wszędzie.

Gdzie nie spojrzeć - one, "Like Ooh Ahh", informacje, wywiady, do porzygu tęczą. Występowały gdzie się dało, wręcz nie było możliwości gdzieś o nich nie usłyszeć, bądź nie wiedzieć jak leci refren ich sztandarowej piosenki. Z resztą bardzo dobrze, zasługiwały na rozgłos. Jedyne co lekko mnie przerażało to ich wiek, bo moja maknae była całe dwa lata młodsza.. mamo. Co się z tym kpopem dzieje. Chociaż z drugiej strony wiek to tylko liczba, racja? A dwa lata to wcale nie tak dużo.

(wmawiajsobiejungkookwmawiaj)

Ten dziki rozgłos pozwolił mi przynajmniej trochę lepiej zobaczyć jak Tzuyu się zachowuje, jak się ubiera, co mówi, lubi robić, jeść, jaki jest jej kamerowy charakter. I dobrze, to też ją w jakiś sposób kreuje, a kto zrozumie to lepiej od drugiego idola. Miałem więc niemalże pełen obraz tego mojego słodkiego aniołka. Jedyne czego brakowało to..

Powiedzieć "cześć".

Nie potrafiłem zrozumieć co mnie w niej tak onieśmielało. Zazwyczaj nie miałem problemu z rozmawianiem z idolkami, dobrze znam się z kilkoma i nie krępuję się, ani nie peszę, konwersując z nimi nawet w towarzystwie. A tutaj bum. Blokada. Spięcie systemu, Jeon Jeongguk niezdolny do dalszego funkcjonowania.
O tyle szczęście, że jestem w najpopularniejszym kpopowym zespole ostatnich czasów. Niech jądra puchną z dumy i do przodu Jeonggukie, jak to mawia Rap Mon hyung.

W sumie to nie tyko uprzywilejowana pozycja pomogła mi się z nią w końcu poznać. Gdyby nie reszta jej fiźniętych kumpel, pewnie nie zaciągnęliby nas do siebie nigdy.
Mianowicie mieliśmy występować na tej samej gali. Jak to na galach. Tak bywa. Dużo zespołów. No.
Więc kilka godzin przed rozpoczęciem prób byliśmy już na miejscu, ustalać wszystkie szczególiki, rozpakować potrzebny sprzęt i wszystkie te pierdoły. A Twice przyjechały niedługo później.

Mógłbym przysiąc, że była najczarowniejszą pralinką z nich wszystkich, jak zawsze z resztą. Taki mały grzybek w przydużej kurteczce i z zapuchniętymi od snu oczkami. Dajcie mi ją utulić, ludzie no!

Tym razem planowałem chociaż się uśmiechnąć, nie zachowywać jak dzikus z podstawówki, ale chyba zbyt intensywnie pomyślała o tym, jak teraz wygląda i uznawszy ten stan za "nieatrakcyjny" obróciła się szybko, jak najbardziej zasłaniając szaliczkiem i kapturem nasuniętym na czoło. Przysięgam, mógłbym ją zjeść, tyle słodkości.

No ale dobrze, zachowajmy zimną krew. Nie popatrzyliśmy na siebie, gówno, się zdarza. Następnym razem dam radę, uśmiechnę się do niej najlepszym, firmowym uśmiechem marki Jungkook, od którego miękną bicki i ciekną.. chwila, co. Pomijając. Planowałem sobie wszystko w głowie i miałem fantastycznie rozrysowaną strategię, gdy ni z tego ni z owego podbiegły do mnie dwa rozświergotane stworzonka.

- Jeon Jeongguk! Oppa!

- Oppa! Oppa! Annyeong!

- No witam, dziewczyny. - odparłem grzecznie, przytulając z uprzejmym dystansem obie przybyłe. Te zachichotały cicho, wyglądając jak duet spiskowców. Uniosłem jedną brew w górę i zlustrowałem je z pogodnym wyrazem twarzy. - Co tam?

- Huh? Aa, dobrze, prawda Dahyun? Hihihi... Aish, Ty mów..

- Kekeke... no prawda, prawda. Ej, oppa? Bo tego.. Momooo! Przestań się chirgać, bo ja nie mogę! No bo ten.. tam stoi nasza maknae, Tzuyu. - Dahyun wskazała ruchem głowy obróconą do nas plecami dziewczynę. Poczułem, że się rumienię.

- Oki.. i co w związku z tym?

- No boo... ona Cię lubi, oppa. Tylko nie chce tego powiedzieć i w ogóle strasznie się wstydzi zagadać.

- Więc idź do niej oppa, ona chętnie porozmawia!

- Tylko musisz zacząć, bo ona sama szybciej kokosa rozłupie!

Chwila, chwila, nie na raz, ledwo łapałem co mówiły. Kokos, oppa, rozmowy, Tzuyu. Chwila, moment.
Tzuyu.
To główna informacja.
I że ja się jej podobam?
...
Phi.
To raczej oczywiste. A mimo wszystko śmieszny, przyjemny dreszcz przeszył mnie gdzieś w podbrzuszu.

- Tak mówicie..? Hm..

- No taaak, oppa, serio. Idź i powiedz coś do niej, ona serio Cię bardzo lubi! Hihihi!

Dobrze czasem usłyszeć, że ktoś, kto Cię nie zna, bardzo Cię lubi. To ironicznie satysfakcjonujące stwierdzenie było przyczyną mojego, w żaden sposób nie do odparcia, uśmiechu.

- Dzięki za info dziewczyny. - mruknąłem i władczo pogładziłem je w tym samym momencie po ramionach, mimo wszystko lekko wysuwając się na przód, w kierunku maknae wciągniętej w jej własny świat muzyczny. Zupełnie tak jak ja, aw!

- Ah! Byłbym zapomniał.. Hoseok wspominał, że chętnie by znowu z wami pogadał, jest w naszej garderobie. - ruchem głowy wskazałem dwójce kierunek i uśmiechnąłem się w swój zabójczy sposób.

Zainteresowane pisnęły głośno, ukłoniły się przede mną kilka razy i pobiegły w kierunku naszej bazy. Jak ten stary pierdziel ma takie powodzenie, eh...

Ale chwila.

Mam właśnie podejść do najśliczniejszej dziewczyny, jaką do tej pory widziałem, nie spuścić się w spodnie i poprowadzić absorbującą acz lekką konwersację.

Prędzej Jimin umówi się z laską.

Poczułem jak wnętrza dłoni zaczynają mi się pocić ze stresu. Motyle w brzuchu niby przyjemne, ale z drugiej strony prawie się przez nie trząsłem. Co jest nie tak, cholercia.

Dobra.
Chill.
Jestem pierdolony Jeon Jeongguk.

Dam radę.

Trzeba tylko było opracować dobrą taktykę pierwszego wrażenia.
Co może się spodobać dziewczynie z Taiwanu w koreańskim zespole...

OMG! Jeonggukie-ggukie! Jesteś geniuszem! Nic tak nie działa na dziewczyny, jak międzynarodowe umiejętności. Postanowiłem więc wykorzystać mój fantastyczny skill i zagadać do Tzu po angielsku, a co!

- Um.. Hello.. I'm Jungkook, you are? - wymruczałem starając się brzmieć najbardziej profesjonalnie jak się dało, ale obiekt moich zainteresować nie wydawał się zbytnio pochłonięty moją wypowiedzią. Nie speszyłem się, ok, to tylko taki specjalny trik.. rumieńce też się dziewczynom podobają. Pf.

Niepewnie dotknąłem ramienia dziewczyny, na co tak szybko obróciła się i wyjęła w panice jedną słuchawkę.

Nie.
Słyszała.
Mnie.

No bez jaj, ja tej konstrukcji nie powtórzę, magikiem jeszcze nie jestem, ok.

- Omo, Jeongguk oppa, wybacz, miałam słuchawki.. - niemalże szeptała, jakby czuła ogromny wstyd z racji tego, że mój plan nie wyszedł. No poza faktem, że nie miała jak o nim wiedzieć.. hm.

- N-nie szkodzi, ya, serio, głupi, mogłem Cię najpierw szturchnąć..

- Heh..

- He...

O nie. Tylko nie cisza, wymyśl coś szybko, no dawaj, golden maknae tryb mode on!

- No..

- No tak. W ogóle to nie przedstawiłam się oficjalnie, Tzuyu, bardzo miło mi Cię poznać. - posłała mi rozbrajający, prześliczny uśmiech i ukłoniła się nisko.

Przez chwilę stałem jak sparaliżowany kretyn, ale mimo opóźnienia zreflektowałem się i odpowiedziałem równie głębokim ukłonem.

- Wiem, heh. Starałem się zagadać już od dłuższego czasu..

- Wiem. Widziałam, jak na mnie patrzysz przed występami. Po w sumie też. I w trakcie. - wymieniła z beztroskim uśmiechem na ustach.

Spaliłem buraka, a mimo to starając się nie wypaść z roli zaśmiałem nerwowo.

- No wiesz... tak tylko.. no trudno na was nie patrzeć, jesteście bardzo czarujące. - odparłem z uśmiechem i skinąłem głową z uznaniem. Tak jest, Jeonggukie, do przodu, do przodu! Jak  bardzo czerwony byś nie był!

- Ah, nawet komplementy masz zgrabne. - z zadziwiającą pewnością siebie pochyliła się, bez wahania oglądając jak prezentują się moje dolne partie w obcisłych, skórzanych spodniach.

Ok.

Gdyby to był pedo hyung.

A to była dwa lata młodsza dziewczyna. Nie miałem pojęcia co robić. Chyba nie byłem gotowy na tak otwarty atak. Ale z drugiej strony moja męska duma nie pozwalała mi teraz się poddać, nigdy!

-  No to co powiesz, sunbaenim? Pewnie nie musicie już ćwiczyć układów i się nudzisz?

- W sumie to nie, po prostu chciałem wreszcie przekonać się, czy rozmawianie z Tobą będzie tak przyjemne jak myślałem.

Chyba trafiłem. Na moment zacisnęła wargi, powstrzymując speszony uśmiech. Tak, brawo. Punkt dla Ciebie.

- I jak mi idzie? Bo moje wyobrażenia raczej się potwierdzają, chociaż myślałam, że będziesz bardziej zepsuty. - odparła z łatwością, zaraz jednak rozpogadzając się i przeczesując na pewno miękkie, gładkie włosy.

- Idzie Ci całkiem nieźle, muszę przyznać. I cieszę się, że nie jestem do końca Twoim wyobrażeniem. - przyjąłem nieco cwaną pozę, zaczynając czuć się już odrobinę swobodniej.

- Ja chyba też. Lubię być pozytywnie zaskakiwana. - uniosła kciuk w górę, po czym.. po prostu się roześmiała. - Ale głupki.

- Że my?

- Mhm! Ale tak jest najlepiej.. kiedy ktoś złapie temat i nie będzie sztywny. - westchnęła zadowolona.

"A więc jesteś najcudowniejszy na świecie, Jeon Jungkook, chcę być Twoją żoną!"

- Macie teraz jakąś przerwę, czy coś? Bo my tak, ale nie możemy za długo.. nasz menago jest trochę nadambitny. - mruknęła z jakby odrobiną żalu w głosie. Zmarszczyłem brwi, z biegu nie akceptując istnienia tego typa. Co za burak.

- No to musisz pokazać mu moc maknae. Ty tu jesteś księżniczką, pamiętaj. - jakoś instynktownie mrugnąłem jednym okiem, a ona zareagowała nad wyraz pozytywnie, szerokim, pociesznym uśmiechem.

- Ale Ty też jesteś maknae..

- No nie da się ukryć.

- To znaczy, że jesteś księciem?

W jej spojrzeniu było coś, co autentycznie zwalało z nóg. Czym jest ta osoba, dajcie mi żyć. Wgapiała się we mnie, wielkimi, błyszczącymi oczami o słodkim, łagodnym kształcie i czekoladowej, ciemnej głębi. Jeju. Czy kiedykolwiek skończę się nią zachwycać?

- Na to wychodzi. Ty księżniczką, ja księciem. - opuściłem nieco powieki i spojrzałem na nią na tyle hipnotyzująco, na ile byłem w stanie. Nie wiem czy było to skuteczne, ale wydawała się zafascynowana.

Stanęła na palcach, mimo, że nie należała do niskich dziewczyn, co tylko dodawało jej atrakcyjności. Oparła dłonie o moje ramiona, zbliżyła się. A serce, to tak, prawie bym o nim zapomniał. Tak jak o oddechu. I umiejętności mowy.

I pocałowała mnie w policzek.

A ja znowu przybrałem barwę warzywa pastewnego.

- No to pomyśl o zaproszeniu księżniczki na bal. Albo chociaż imprezę. - zachichotała i przeczesała szybko moją czuprynę.

Zanim zdążyłem cokolwiek odpowiedzieć, ślad po niej zniknął.

I od tego momentu wiedziałem na sto procent, że Tzuyu jest ideałem.

Amen.


Do przeczytania! - Gabi



czwartek, 21 stycznia 2016

"Obiecuję" pt.5/5

Tytuł: "Obiecuję"

Paringi: Vmon (Kim Taehyung & Kim Namjoon), Jikook (Park Jimin & Jeon Jeongguk), Vhope (Kim Taehyung & Jung Hoseok)

Opis: Jeju. Nawet nie wiedziałem, że jednak uda mi się tego dzisiaj dokonać, a jednak. Zakończenie moi mili. Wyrobiłem się w pięciu częściach, jej, zaskakuję sam siebie. No ale do rzeczy, nie przedłużam wstępu, czytajcie i czerpcie przyjemność. Dramy ciąg dalszy, zapraszam. #swearingalert


Kiedy za dużo myślisz na dany temat, wiesz tak naprawdę jeszcze mniej niż na samym początku. Pytania zazwyczaj w żaden sposób nie pomagają, a poczucie zagubienia wydaje się tylko bardziej i intensywniej natrętne. Tak właśnie czuł się Kim Taehyung, kiedy zaczynał myśleć o Hoseoku i Namjoonie. 
Okej, był pewien jednego - obaj cholernie mu się podobali. I obaj mieli swoje wady i zalety, jednak w żadnej z opcji nie był w stanie jednoznacznie stwierdzić, że u któregoś jedne lub drugie przeważały. I to był największy problem - gdyby jeden był idealny, a drugi żałosny, wszystko byłoby takie proste. Ale los jak zawsze kpił sobie z Tae i podstawiał mu kłody pod nogi, kiedy wszystko mogłoby być takie piękne i przyjemne. Czym sobie na to zasłużył, eh.

Studniówka klas maturalnych zbliżała się nieubłaganie, a nikt tak naprawdę nie wiedział na czym stoi. Aż do pewnego szarego, deszczowego dnia, kiedy wszystko było zimne i cieknące, tak jak humor i zdrowie TaeTae.
Wyjął z kieszeni paczkę chusteczek i przysunął jedną do nosa, pierwej wyszarpując ją z paczuszki, dmuchając w końcu ze wszystkich sił, które swoją drogą były ostatnimi czasy na wyczerpaniu. Jak on nienawidził chorować.. głównie dlatego, że jego wspaniała rodzicielka nie uznawała choroby jako takiej, jeśli nie musiał jechać do szpitala, innymi słowy szkoła nie miała końca, póki nie złamiesz nogi albo nie dostaniesz raka. Życie to tyle zabawy, jej.


- Hej Tae! - postarał uśmiechnąć się na wydźwięk tego głosu, obracając do niedoszłego rozmówcy i posyłając mu spojrzenie zza łzawiącej zasłony na oczach.

- Cześć Namjoonie.. uh. Wybacz smarkanie. - mruknął w odpowiedzi i ponownie dmuchnął w chusteczkę, zaraz wrzucając ją do kosza i przecierając lewą dłonią zmęczone powieki.

- Dalej tak umierasz? Eh, Twoja mama jest nieludzka..

- Mów mi więcej. - wywrócił oczami i oparł się o ścianę za jego plecami. Czuł, że rośnie mu gorączka. Fantastycznie.

- Co teraz masz? - zagadnął Nam, starając się przekazać Tae chociaż niewielki procent swojej żywotności.

- Fizyka. Chyba naprawdę wyzionę dziś ducha, hyung. Zabij i oszczędź mi cierpienia. - odchylił głowę w teatralnym geście rozchylając poły swojej bluzy. 

Starszy prychnął i również zacisnął na materiale palce, jednak nie celem ukrócenia życia Tae, a wręcz przeciwnie. Pociągnął go w swoją stronę i zamknął w szerokich ramionach. Młody Kim mruknął coś pod nosem o tym, że go zarazi, zaraz jednak wbrew temu zaplótł ramiona na jego pasie i oparł brodę o bark ciemnoskórego. 

- Siema kochasie! - rzucił Jimin, pojawiając się nagle znikąd jak to bardzo lubił ostatnio czynić.

- Hej ChimChim! - odparł uradowany Namjoon i odsunął jedną rękę od Tae, by przybić z nim grabę.

- Dzień dobry cwelu. - zamruczał Tae z ustami przytulonymi do koszuli swojego hyunga.

- Wiecie, że Suzy zaprosiła mnie na studniówkę? - zaintonował śpiewnie Jim, prężąc się do tego dumnie i uśmiechając jak prawdziwy zwycięzca.

- Teraz już niestety tak. - burknął ponownie młody Kim, unosząc się nieco ze swojej dotychczasowej poduszki i rzucając na Parka znudzone spojrzenie. - Kookie nie będzie zieleniał z zazdrości?

- Nie musi, jego zaprosiła Sohyun. To tak jakbyśmy poszli razem, one pewnie i tak będą siedzieć z ludźmi ze swojej klasy, a my możemy wtedy bujać się razem. - odparsknął w odpowiedzi i tylko poszerzył zadowolony uśmiech.

Tae wywrócił oczami i pokręcił głową.

- Wszyscy będą na tej pierdolonej imprezie, tylko nie ja? - warknął niewyraźnie, ponownie chowając twarz w Namjoonowej koszuli. 

- Nie mów hop. - westchnął ten, uśmiechając się lekko pod nosem i puszczając Jiminowi oczko, co ten pojął w lot i chowając chichoczące usta za dłońmi, odszedł powoli pod salę, gdzie czekał już Jeongguk.

- Huh? Co masz na myśli? Hoseok przecież w życiu mnie nie zaprosi, nie mam nawet co na to liczyć. 

- Noo.. tu się zgodzę. Hoseok nie. Może to i dobrze. - Nam starał się powstrzymywać pchający się na usta uśmiech, kiedy Tae odsunął się tak, by móc spojrzeć na rozmówcę z wyjątkowo pytającym wyrazem twarzy, na co składały się między innymi, w opinii starszego, przeuroczo zmarszczone brwi.

- Co Ty knujesz, Namjoon.. Mam się bać tego spojrzenia?

- Raczej nie.. masz tylko zgodzić się iść ze mną.

Taehyung momentalnie odsunął go od siebie i otworzył szeroko oczy.

- Ty tak na poważnie? - zapytał po chwili intensywnego wpatrywania się w hyunga, a gdy ten skinął nieco speszony głową, Tae przyłożył do ust dwie zwinięte w piąstki dłonie i niemalże pisnął.

- Omg! Jasne! Jeju, hyung! - zarzucił starszemu ręce na ramiona i wtulił się w niego z uśmiechem, czując jak zainteresowany również otacza jego pas, odwzajemniając uścisk.

- Dzięki, wiesz.. miałem za uszami, że możesz się nie zgodzić, bo Hoseok i w ogóle..

- Aish, on idzie z kimś innym, to dlaczego ja miałbym być pokrzywdzony. 

- Dobre myślenie, TaeTae. Pochwalam. - starszy Kim przeczesał farbowane włosy swojego dongsaenga i posłał mu kolejny szczery uśmiech.

- Nawet nie wiesz jak się cieszę.. chociaż to znaczy, że nie mogę umrzeć na moje przeziębienie, kurde. - blondyn syknął, spoglądając gdzieś w bok, nie trwając jednak w roli długo i zaraz racząc hyunga perlistym, prostokątnym jak zawsze śmiechem. 

Wtedy zjawił się Hoseok. Odsunęli się od siebie, Hobi zaczynał bowiem przełamywać się co do przytulania w miejscach publicznych, więc Tae na powitanie i pożegnanie dostawał od niego okupiony niezwykłym wysiłkiem uścisk. Zawsze chciał chociaż musnąć jego usta, czy chociaż policzek, ale od tego starszy się uchylał i nie chciał przesuwać ich granicy dalej. Tae ponownie się zawiódł.

- Cześć.. uh. Dzisiaj sądny dzień, jeśli nie zgodzę się z kimś pójść, to może nie zostać wolnych miejsc. Idę zgodzić się na Hyeri, jest chyba najlepsza. Widzimy się na długiej przewie, TaeTae! - uśmiechnął się trywialnie podbiegając do akurat przechodzącej dziewczyny i zagadując ją, z typową dla siebie łatwością.  

Dlaczego z każdym tak łatwo było mu obcować, tylko nie z Tae. Kompletnie nie mógł tego zrozumieć.
Młodszy pokręcił głową, smutnawo spoglądając na własne buty. 

- Hej, mały, nie dołuj się nim. - Namjoon machnął ręką, ale Tae już nie słuchał. Odwrócił wzrok i mruknął coś na pożegnanie, zmierzając w stronę swojej klasy. Po drodze wyciągnął i osmarkał kolejną chusteczkę higieniczną i załzawił się jeszcze kilka razy. Nie koniecznie wyłącznie przez chorobę.

Dni mijały w niesamowitej nudzie, to dopiero połowa roku, a nikomu nie chciało się już uczyć. Chociaż nie, brak chęci do nauki był permanentny, to pokłady energii na znoszenie wszystkiego powoli się wyczerpywały. Tae żył przez jakiś czas radością z możliwości pójścia na studniówkę z Namjoonem, ale i to nie trwało długo. Zaraz zaczął bowiem rozmyślać, czy na pewno powinien, bo w końcu nie pójdzie z dziewczyną, a drugim facetem, co wydawało się bardziej nie w porządku. Z drugiej strony Hobi tak rzadko okazywał mu, że są razem i cokolwiek ich łączy, że równie dobrze mogliby wcale nie tworzyć pary i niewiele by się zmieniło. 
A mimo to był rozdarty. Bo w grę wchodziła miłość od maleńkości, zaufanie, przyzwyczajenie.. nie był gotowy na zmiany. Mimo, że ich cholernie potrzebował.

Aż dobrnęli do tygodnia przed najważniejszym dniem dla maturzysty. Tak, wbrew pozorom studniówka była dużo ważniejsza niż matura. Może nie dla wszystkich, ale Ci raczej szli na imprezę sami, hm.. 

W powietrzu dało się wyczuć wszechobecną ekscytację. Tematy na ustach większości uczniów sprowadzały się do muzyki, jedzenia, alkoholu, kreacji lub partnerów, towarzyszących im w ten jeden, wyjątkowy wieczór. Tae też się od tego nie ustrzegł, zwłaszcza, że wiele osób z jego klasy wybierało się ze starszymi na wspomnianą studniówkę. Jimin podniecał się niezwykle na myśl, że będzie mógł pierwszy raz poprosić Jeongguka do tańca, co Kim musiał cierpliwie znosić i kiwać głową, że tak, rozumie jego szczęście i życzy im upojnej, gejowej nocy. Sam rozmyślał natomiast czy uda mu się jakoś wytłumaczyć swoją prezencję Hobiemu, który do tej pory nie miał pojęcia, że jego chłopak jednak wybiera się na bal, tylko, że nie do końca z nim. 

Kolejne dni, kolejne przemyślenia, brak czasu na skupienie się na czymkolwiek innym. Tae powoli nie wytrzymywał napięcia, ale powtarzał sobie z uporem, że tak będzie lepiej, nie chce rozpętać burzy przed nieuniknionym. I nie rozpętał, aż do studniówki. 

Przeglądał się w lustrze chyba po raz setny. Cały czas coś podpowiadało mu, że musi wyglądać lepiej niż się da, że poprawianie grzywki sprawi, iż nabierze nagle niezrozumiale idealnego kształtu. Westchnął tylko, jeszcze raz prostując materiał cienkiej, lawendowej koszuli w delikatne wzory i nałożonej na nią ciemno-szarej marynarki. Będzie dobrze. Odetchnął ponownie. Spojrzał na zegarek. Namjoon już za chwilę... po momencie stwierdził, że chyba jeszcze raz umyje zęby. 

Odgłos dzwonka do drzwi przeszył jego świadomość zimnym dreszczem. Już. Musisz tam iść, Tae, musisz dać sobie radę. Nie stresuj się, do cholery, to nawet nie Twoja studniówka.. eh.

- Mamo otwórz, to Namjoon! - krzyknął z piętra, po czym ostatni raz przeczesał palcami jasną grzywkę i postarał się zapanować nad rumieńcami ekscytacji.

- Dzień dobry. - mruknął wpuszczony przez drzwi Kim, kłaniając się mamie Tae z dużą dawką uprzejmości. - Przyjechałem po Taehyunga, jest gotowy? - posłał kobiecie rozbrajająco czarujący uśmiech, po czym przekrzywił głowę, jak miał w zwyczaju.

- Jasne, już go wołam.. - pisnęła ta, odpowiadając równie uroczym uśmiechem i podchodząc do schodów. - TAETAE! ZŁAŹ LALECZKO! - po czym obróciła się ku mężczyźnie ze słodziutkim uśmieszkiem. - Zaraz będzie.

Ten w odpowiedzi tylko skinął głową, zaplótł dłonie za plecami i już miał zabrać proponowane przez kobietę miejsce, jednak właśnie w tym momencie usłyszeli ciche stąpanie po schodach. Nam na moment przestał oddychać, czekając aż pojawi się oczekiwany chłopak, a kiedy go wreszcie dostrzegł, uśmiech samoistnie wpłynął na jego usta. 

- TaeTae.. - szepnął, zaraz jednak reflektując się, przez wzgląd na towarzyszącą im matkę chłopaka. - Uhm.. Taehyung. Wyglądasz bardzo atrakcyjnie. - skinął głową i roześmiał się cicho, oferując młodszemu dłoń. Ten z nieco speszonym uśmiechem skorzystał z oferty.

- Taeś.. jejku. Jak książę. - zachwyciła się rodzicielka i ucałowała chłopca w oba policzki, po czym przesłoniła usta wierzchem dłoni. - Nawet nie chcę myśleć o Twojej studniówce, to już za rok, no nie.. rozklejam się.. - westchnęła jeszcze, mrugając intensywnie powiekami i pociągając drobnym noskiem.

- Ay, mamuś.. weź. Kolega tu stoi..

- No ja wiem, wiem, przepraszam, wiem, masz przeze mnie siarę.. uh... już dobrze, już. No idźcie, no. Zachwyćcie wszystkich. - uśmiechnęła się jeszcze przez kryształki łez w kącikach oczu i pogładziła policzki obu mężczyzn.

- Dzięki.. chodźmy, hyung. - Tae skinął z zadowoleniem głową.

- Jasne, proszę. - przepuścił młodszego w drzwiach, po czym ukłonił się przed mamą Tae i sam wyszedł, zamykając za sobą drzwi.

Kiedy tylko opuścili dom Taehyunga, młodszy rzucił się Namjoonowi na szyję i chyba cichutko pisnął.

- Ya! Mój hyung taki przystojny i grzeczny, gdzie ja Cię wygrałem Namjoonie!

- Heh.. mógłbym powiedzieć to samo. - mruknął starszy, obejmując Tae czule i gładząc go delikatnie po boku. - Wyglądasz tak pięknie, jeju.. wszyscy będą mi zazdrościć. 

Delikatny rumieniec na policzkach młodszego Kima chyba mówił jasno, jak bardzo schlebiały mu komplementy hyunga. Przeczesał nieco zakłopotany niesforną grzywkę i rzucił speszone spojrzenie w bok.

- E tam.. heh. Nic specjalnego.. No chodźmy już, bo wszyscy przyjdą, a nas nie będzie. 

Na miejsce dotarli, kiedy około połowa zaproszonych się już pojawiła. Czyli idealnie. Namjoon przedstawił starszym znajomym Taehyunga, będąc zmuszonym do niekomfortowego tłumaczenia się, że nie są parą, a Tae tylko dzisiaj mu towarzyszy. Ku zaskoczeniu młodszego, nikt nie był jakoś bardzo zszokowany czy oburzony tym, że przyszło ze sobą dwóch mężczyzn. Ludzie reagowali zupełnie normalnie, albo wręcz entuzjastycznie. Eh.. dlaczego Hoseok musiał być taki głupi. 
Wkrótce wspomniany zjawił się, pod rękę prowadząc przepięknie wystrojoną Hyeri. Wszyscy wydali z siebie westchnienia zachwytu, a Tae przybrał kolor świeżej pomidorówki. 

- Hoseok, stary, gdzieś Ty znalazł taką modelkę!

- Najważniejsze jak udało Ci się ją przekonać, żeby z Tobą poszła! Hahaha!

Wymieniono kilka komplementów, śmiech perliście rozświetlał atmosferę. Aż do momentu, w którym Hobi w tłumie wypatrzył wielkie, lśniące oczy. Takie same od siedemnastu lat. Wypieki momentalnie wstąpiły na jego policzki, a gardło wydało się zdecydowanie zbyt suche.

- Uhm, przepraszam na moment.. - mruknął, opuszczając zbiorowisko, w którym utknęła Hyeri, po czym sam ruszył w kierunku Tae, który widząc to momentalnie obrócił się do Namjoona przodem, starając się sprawić wrażenie zaangażowanego w rozmowę.

Hoseok jednak nie miał zamiaru kulturalnie dać im dokończyć. Ze sztucznym uśmiechem podszedł do dwójki i syknął do Namjoona nieprzyjemnie.

- Witam, Kim. Mogę na moment pożyczyć TaeTae? - miauknął przesłodzonym tembrem, po czym chwycił młodszego za nadgarstek i pociągnął za sobą, stając dopiero w korytarzu, gdzie było względnie cicho i pusto.

- Co Ty tu do ciężkiej cholery robisz? - warknął na wstępie, ściszonym głosem.

- A co Tobie do tego? Nie jestem tu z Tobą, nie powinieneś mieć z tym problemu..

- No widzisz, jednak kurwa mam. Tym bardziej, że nie jesteś tu ze mną. - wysapał Hobi, czerwony z kipiącej w nim frustracji.

- Nie zaprosiłeś mnie. Zrobił to ktoś inny. Koniec tematu.

- Zrobił to Namjoon. - zaznaczył starszy i odetchnął ciężko, odsuwając się, odgarniając czarną grzywkę i starając się uspokoić nerwy.

- No tak. Ładnie razem wyglądamy. - Tae wzruszył ramionami, starając się zgrywać chłodnego i niezainteresowanego furią Hoseoka.

- Ja pierdole, Taehyung! A od kiedy jesteście razem?! Bo kurwa nie zauważyłem chyba, kiedy zerwaliśmy! - wybuchł, może nieco za głośno, ale jakoś tym razem miał wszystkich głęboko w...

- A nie tego chciałeś? Nie miałbyś więcej problemów, nie musiałbyś niczego ukrywać.. tak byłoby dla Ciebie łatwiej, nie? - westchnął Tae, czując, że jego pokerowa maska powoli słabnie na mocy.

- Kurwa.. nie ma nic lepszego w moim życiu niż ten ciągły strach, że ktoś się dowie. Jesteś najpiękniejszym co mam, Taehyung. I nie rób takiej miny, wiesz o tym, tylko chciałeś to usłyszeć ode mnie, który będzie płakał ze złości i zazdrości, prawda? Chciałeś zobaczyć jak się łamię? Proszę! - krzyknął na koniec starszy, rozchylając z impetem ramiona i czując jak czerwone, załzawione oczy powoli zaczynając wypuszczać wolno pojedyncze łzy. - Wreszcie, tak jak bardzo kurwa chciałeś, mam na wszystkich wyjebane! Niech słyszą, w dupie to mam! Jesteś szczęśliwy, Taehyung? Tego tak bardzo chciałeś??

Strumienie słonych łez toczące się po policzkach młodszego, pozwalały mu milczeć. Trząsł się z spazmach szlochu, kwilił cicho, zanosząc się kolejnymi falami emocji. Nie tak miało się to skończyć, Hoseok miał zielenieć z zazdrości, ale nie płakać. To nie miało się tak skończyć, to wszystko nie tak.. ale teraz nic już nie zrobi. Podjął decyzję i jedyne co mu pozostawało, to przyjąć na siebie ciężar goryczy jaki ze sobą niosła.

- Proszę, Taehyung.. to ja, który nie może znieść tego co się dzieje.. - szepnął jeszcze Hoseok i przetarł rękawem garnituru załzawione oczy.

- H-hobi.. - jęknął Tae, łapiąc w rozchylone usta krople łez.

- Tae.. daruj. Jesteś tu z Namjoonem, idź do niego, pewnie tęskni..

- Hobi pro-oszę! N-nn... nie mów t-tak... - młodszy kilka razy pociągnął nosem, starając się zapanować nad bezlitośnie cieknącymi oczami.

- Ale jak? Sam tego chciałeś, powinieneś być szczęśliwy...

- Przestań, wiesz, że nie mam prawa być..

Zapadła przytłaczająca cisza, przerywana tylko odgłosami cichnącego szlochu Taehyunga. Hoseok odszedł kilka kroków, wlepiając wzrok we własne buty i wciskając dłonie w kieszenie spodni.

- N-nikt nie powiedział złego słowa, kiedy przyszliśmy we dwóch.. - zaczął ponownie młodszy, biorąc wcześniej głęboki, uspokajający wdech. - Nikomu to jakoś nie przeszkadzało. Wystarczyłoby, żebyś się tak wszystkiego nie bał.. 

- A myślisz, że bałem się, bo jestem jebanym tchórzem? Tae, mi cały czas chodziło tylko o Ciebie, ja jestem duży, poradzę sobie, ale gdyby Tobie stała się krzywda z mojej winy.. kurwa, Tae. Przecież ja bym sobie nie wybaczył. Znienawidziłbym się. - westchnął tylko starszy, ponownie przeczesując wilgotną grzywkę. 

Taehyung przez moment nie odezwał się ani słowem, a kiedy już otworzył usta, chcąc wreszcie powiedzieć cokolwiek, co mogłoby ich pogodzić, w słowo weszła mu najmniej niekonfliktowa w tym momencie osoba.

- Mógłbyś go wtedy obronić i pokazać, że Ci zależy. - warknął nowo przybyły, otaczając Taehyunga ramieniem i przyciągając do siebie.

Hoseok po raz kolejny powtórzył w myślach jak bardzo chciałby, żeby Namjoon nigdy się nie urodził. 

- Ty zamiast mieszać mu w głowie i pokazywać swój pierdolony wielce romantyzm, może trzymałbyś ręce z daleka od czyjegoś chłopaka. - odparł konkretnie rozeźlony Jung, podchodząc do starszego Kima i bez ostrzeżenia popychając go z impetem. 

Ten uderzył plecami o ścianę i zmrużył mściwie powieki. Wiele słów tu nie padnie, obaj doskonale o tym wiedzieli. Teraz to już czysta walka. Ogień otwarty.
Hoseok zamachnął się celem wymierzenia Kimowi ciosu sierpowego, jednak ten w porę złapał go za przedramię i pociągnął za siebie, łokciem wymierzając mu cierpkie uderzenie w żebra. Tae jęknął przerażony i zasłonił usta dłońmi, ale Namjoon nie poświęcał temu wiele uwagi. On albo Hoseok. Teraz albo nigdy. Póki Kim wyginał się, przyćmiony bólem, podszedł do niego, złapał za nadgarstki, podciął mu nogi, tak, że walka zeszła do parteru. Położył go brutalnie na posadzce i przydusił niedelikatnie kolanem, by ten nie miał opcji się wyrwać.

- Zostaw go tchórzu! Nie jesteś go wart! - warknął Namjoon nieprzyjemnie, brzydko krzywiąc się w kierunku unieruchomionego rówieśnika. 

- Khh.. huh.. Za to Ty nadajesz się świetnie, wojowniku.. - wychrypiał ze zbolałym uśmiechem Hoseok, na co Nam zmarszczył brwi i docisnął kolano mocniej.

- Kurwa stop, ej, co Ty się.. - jęknęła któraś z dziewczyn, jednak zaraz została odesłana przez Namjoona i jego mściwy wzrok.

- Hyung? - szepnął Tae, zbliżając się do dwójki na podłodze z czerwonymi od płaczu oczami.

Namjoon spojrzał na niego ze złością, jednak zaraz jego twarz powróciła do łagodniejszego wyrazu, a on sam wypuścił Hoseoka i stanął przed Tae, spoglądając na niego nieco skruszonym spojrzeniem. 

Młodszy w milczeniu patrzył na ciemnoskórego, po czym ostatecznie westchnął ciężko i z nieco gorzkim wyrazem twarzy odwrócił głowę. Spojrzenie skierował na Hoseoka, tam też się udając i odrobinę nieporadnie pomagając mu wstać. Nie ważne, chodziło o gest. A Namjoon gest zrozumiał.

- Więc jednak wybierasz tego tchórza? Heh.. - Kim pokręcił z kpiącym uśmiechem głową, po czym przeczesał krótkie włosy.

- Hyung.. chyba źle coś zrozumiałeś, z tytułu czego mi przykro. Nigdy nie było żadnego wyboru. - Tae opuścił wzrok, ciężko wzdychając i lustrując twarz Hobiego. Stanął przed nim i uniósł dłoń, muskając palcami policzek starszego. - To jest mój jedyny na świecie Hobi. Nie zastąpisz go, mimo, że pewnie byłbyś świetnym chłopakiem. Ale jego kocham i to zasadnicza różnica. 

Z tłumu gapiów wyrwało się kilka rozczulonych jęknięć, głównie ze strony dziewcząt. Hoseok stał jak zamurowany, zaraz jednak rozpogodził się i niepewnie objął swoje małe szczęście, umiejscawiając dłonie nieco powyżej jego bioder. 

- Pocałujcie się! - krzyknął ktoś z tłumu, co wszyscy podłapali i zaczęli skandować motywujące okrzyki.

Dwójka nieco się speszyła, Tae z uśmiechem opuścił wzrok i chyba nieco się zarumienił, Hoseok ciągle lustrował jego słodką twarz. W końcu jedną dłonią uniósł jego głowę, delikatnie zadzierając jego podbródek ku górze, na co podniósł się podekscytowany huk ze strony gapiów. Zaraz jednak kolejny anonimowy ktoś zaproponował, żeby zostawić ich samych, więc zbiorowisko rozproszyło się, ku uldze i uciesze obu chłopców. Ostatni odszedł Namjoon, spoglądając na parę przez ramię. Pokręcił głową, westchnął cicho, wsunął dłonie do kieszeni spodni i posuwając nogami odszedł powoli od Hoseoka i Taehyunga.

- Nie umiesz się bić, Hobi. - zaczął Tae, kiedy korytarz znów stanął pusty. - I jesteś strachliwy. Nie dbasz o mnie wystarczająco, nie okazujesz mi ciepła, nie trzymasz za rękę, nie przytulasz i nie całujesz wystarczająco dużo. Nie doceniasz tego, że jesteśmy razem i nie rozumiesz jak dużo rzeczy, których Ty nie dajesz, mógłby dać mi Namjoon. - mruknął jeszcze, po czym spojrzał poważnie na Hoseoka i zacisnął usta w wąską linię. - Czemu miałbym z Tobą zostać, powiedz mi...

- Kocham Cię, Tae. Jak nikogo do tej pory. - zająknął się Hoseok i odetchnął zrywnie przez nos. 

- Wiem. A ja Ciebie. I chyba jestem na Ciebie skazany... - młodszy wywrócił oczami, po czym uniósł jeden kącik ust.

- Tae, ja naprawdę zmienię się na takiego, jak chcesz, będę lepszy i..

- Zamknij się i pocałuj wreszcie swojego chłopaka. - zamruczał jeszcze Taehyung, po czym przyciągnął do siebie hyunga i złączył ich usta. 

Czułość, tęsknota, ulga. Hoseok zmrużył powieki i chyba po raz pierwszy nie bał się, że ktoś ich zobaczy. Tae zamknął oczy, przytulił klatkę piersiową do torsu starszego i przekręcił lekko głowę w bok. 

"- Obiecujesz, że już na zawsze?" 

"- Obiecuję. Na zawsze razem."


(Oh my fuck, to zakończenie było tak romantyczne, że nawet nie wiem jakim cudem udało mi się to napisać, a do tego skończyć w jednym rozdziale tak jak chciałe, woah. No ale cieszę się, że już po wszystkim, rzygłem tenczom, nara dobranoc XD)

Do przeczytania! - Gabi



wtorek, 19 stycznia 2016

"Dabo vobis omnia me" - Vmin (OS)

Tytuł: "Dabo vobis omnia me"

Paringi: Vmin (Kim Taehyung & Park Jimin)

Opis: Ostrzegam na wstępie! Jest to opowiadanie, które ma w sobie duże ilości obfitych opisów przyrody fantastycznej, wątki demonologii i magii pierwotnej, jeśli nie lubisz tematu - nie czytaj. Poza tym zapraszam wszystkich, jest tu nieco sado-maso przy okazji stosunku, który odbywa się pomiędzy człowiekiem a demonem, generalnie jeśli potrzebne będą jakiekolwiek wyjaśnienia, jestem do dyspozycji w komentarzach i wszystko objaśnię tak jak trzeba. A teraz - zagłębcie się w świat nocy, magii i przysiąg. Witam i otwieram bramę świata, gdzie nic nie istnieje, a wszystko to zjawa.. 


Przemierzał las w nasuniętym na czoło, ciemnym kapturze bluzy. Było zdecydowanie za zimno na noszenie jej bez kurtki. Ale on chciał zmarznąć, w końcu tak mało już czuł. Chciał, żeby chłód przeszył go do kości, przeniknął, chciał go wchłonąć i nie oddawać. Zamarznąć przy świetle księżyca. Tak byłoby najpiękniej..
Wylać z siebie ostatnie tchnienie, zatrzymać się nad brzegiem jeziora i pozwolić tafli otulić siebie długimi, lodowymi mackami, pozwolić sobie jeszcze raz utonąć w ciemnej mgle nocy. Wzdłuż jego ścieżki połyskiwały zmrożone korzenie, każdy krok trzeszczał i łamał się. W powietrzu unosił się zapach cieni, wody, drzew. Słyszał delikatne, perliste dzwonienie, gdzieś w oddali, szmer przy stopach, huk zagubionej w lunatycznym amoku sowy. Martwe, wieloletnie dęby cicho pomrukiwały na przenikliwym wietrze. Nieznana, jaśniejąca w jego umyśle zduszonym, pijanym światłem siła, popychała go przed siebie, wgłąb, w gęstwinę, dalej w tajemnice i milczenie. Oddychał płytko, pławiąc się w wilgoci powietrza i jego niespotykanej, nocnej strukturze. Wiedział, że nie wróci. Czuł to głęboko, w kręgosłupie, żebrach, czaszce i piszczelach. Sople lodu kołatały w nie ciężko, przypominając mu jego własne decyzje i postanowienia. Dzisiaj. Zrobi to dziś.

Naciągnął rękawy bluzy, czując jak chłód gwałci bezwstydnie jego słabe, zdrętwiałe ciało. Księżyc towarzyszył mu wytrwale, czuwał jak starszy brat nad losem swego zagubionego rodzeństwa. Wydawało mu się, że chodzi już bardzo długo. Godziny rozpływały się w zapomnienie w mglistych myślach, odsuwały się na drugi plan świadomości, gardził nimi bez zastanowienia i ostrożności. Były mu już zbędne.
Powieki same zlepiały się ze sobą z każdym postawionym krokiem. Ciemność przybierała na gęstości, coraz łatwiej było mu rozróżnić blask od złudzenia. Szukając spokoju, starał się nie odpłynąć w ramiona sennych kochanków, a pozostać w kontakcie z otaczającym go światem. Szmery powoli cichły, już coraz rzadziej słyszał cichutkie stukanie, czy melodie spod jeziora. Może to też jego uszy kładły się spać, dlatego słyszały coraz mniej. Nie chciał zasypiać. Najpierw musi to zrobić, musi. Nie może zasnąć, wtedy wszystko pójdzie na marne. 

Wkroczył powoli na niewielką, oświetloną srebrzystą łuną polankę, wyrwę w wiekowych pniach i wilczych jagodach. Zatrzymał się i wziął głęboki oddech, wypełniając płuca zapachami i powietrzami. Zdawało mu się, że czuje absolutnie wszystko co jest w stanie; ciężki, wilgotny zapach jeziornych traw i topielców, woń liści, trujących owoców, przegniłej ściółki, czarny, zroszony gwiazdami kosmos, krew rozprutego gdzieś w gęstwinie zająca, mokrą, wilczą sierść, zapach ziemi, chcącej być niebem. 
Wyjął z kieszeni spodni drobny, poręczny scyzoryk. Wysunął ostrze, obrócił kilka razy w skostniałych palcach. Zmrużył oczy i powstrzymując się od pełnego rozkoszy uśmiechu wpełzł nożykiem pomiędzy bluzę a bladą skórę swojego nadgarstka. Powiódł brzytwą po ciele, niczym pożądliwe usta mkną przez szyję kochanka, zaborczo, rajsko, dotkliwie. Przez wnętrze dłonie spłynęło kilka burgundowych strumieni, a każdy znalazł swoje ujście w lśniącej na czubku długich paznokci kropli. Rozchylił powieki i uniósł głowę w górę, wpatrując się ze spokojnym uśmiechem w gwiazdy. Czuł szepty, ciche, delikatne szepty, które kołysały go, unosiły się wraz z wiatrem, gwiezdne szepty tych, którzy na co dzień milczą zaklęci w skały. Odsunął ostrze od przedramienia, dłonią splamioną krwistymi smugami zadarł bluzę, ukazując księżycowi biały, okraszony drobną, gęsią skórką brzuch. Przytulił nóż do skóry, naruszając jej biel powolnymi, wyważonymi ruchami. Materiał jego spodni zaczął powoli nasiąkać intensywną czerwienią.

Wtedy poczuł jak coś z lodu łapie jego nadgarstek, delikatnie i równie spokojnie. Jak taniec, z góry zaplanowany układ wydarzeń. Nie stawiał oporu, nie zadawał pytań. Wiedział, to się dzieje, teraz. On się zjawił.
Druga lodowa dłoń wpłynęła posuwistym, cienistym ruchem na jego cieknący życiem brzuch. Zamknął oczy. Rany powoli otwierały się i zamykały pod mrożącymi palcami, tak doskonale hipnotyzując i uzależniając właściciela. Czuł jego czarny oddech na karku, Niemalże mógł dostrzec jego smolisto-granatowe ślepia. Uśmiechnął się delikatnie. W tym momencie ćmie usta opadły na jego szyję, popłynęły leniwym nurtem w górę rzeki, aż do płatka ucha, zaciskając się na nim wilczymi kłami. Sapnął cicho, poruszając szybko klatką piersiową. Zaraz też jego śpiące uszko przyozdobiły drobne krople zbyt gęstego oddechu, jeziora, magii. Mokra od krwi dłoń na brzuchu przesunęła się wyżej, brudząc jego ciało rubinową przysięgą. 
"Dem animae luna..." szeptał cicho, ".. dem sanguine stagnum, dem spiraculum spitirus..", westchnął, unosząc brwi i czując jak powoli jego ciało wznosi się, serce bije nieznany, pierwotny rytm, dłonie i usta pieszczą księżycowymi ułudami, ".. dem oculos nebuli, dem somnium nox..". Rozrzucił kurtyny powiek, łapiąc oddech i nadgarstki podróżujących po jego ciele dłoni.
Był całkiem nagi, leżał na wilgotnej od rosy trawie, przed jego obliczem zawisły tylko dwie wąskie, srebrzyste tęczówki. Wpatrywał się w niego jak w ofiarę, w łup, w miłość, w niebo. Czuł, że jest wszystkim, że jest zaklęciem, pięknem, czasem. Uniósł drżącą z zimna dłoń ku jego sinej, czarnej skórze. 

"Dabo vobis.. omnia me."

Cień wpełzł się w jego wnętrze, powoli, zdecydowanie, z ust uleciało w eter przeciągłe jęknięcie. Czuł, jakby noc przeszyła go ostrzem, wypełniła go całego, każdy zakątek jego ciała był z leśnego mroku, a świadomość błądziła gdzieś pomiędzy wąskimi pniami zmrożonych drzew. Oparł zlodowaciałą dłoń o skrzącą się w blasku księżyca trawę, on wyszedł z niego, pchnął ponownie. Na to poraniony zawył jeszcze raz, tym razem głosem pełnym zwierzęcia, instynktów. Powtórzyło się to jeszcze kilka razy, wyciskając z białoskórego kolejne potoki błagalnych jęków. Wił się wraz z rytmem spokojnych pchnięć, zatapiał paznokcie w zimnej ziemi, rozdzierał powietrze cieniejącym oddechem. Granatowo-stalowe ślepia wwiercały się w niego, pożerały go, śmiały się każdym powiewem nocnego wiatru. Osunął się niżej, drżąc w spazmach pożądania, chłodu, suplikacji o czary i gwiazdy. Splótł spojrzenie ze zbliżającym się kosmosem, z figlarnym, jasnym, żółtawym księżycem. Oddał się bez reszty głębokim, wypełniającym go po czubek świadomości pchnięciom Cienistego, pozwalając ustom wyszywać najpiękniejsze melodie czarnej rozkoszy. Aż do momentu, kiedy jego ciało przyjęło kilka długich, intensywnych wybuchów księżycowego płodu, nasienia jeziora i północnych wiatrów. Wyprężył się w łuk, czując jak jego wnętrze wypełnia się stopniowo, przepełnia, pozwolił kroplom spełnienia wypłynąć i zmieszać się ze świeżą, jasną krwią. 
Czarne, dymne rogi Cienia unosiły się i opadały wraz z jego wilczym posapywaniem. 
Wyszedł z blado-skórego, uklęknął przed nim i uśmiechnął się tak, jak śmierć uśmiecha się do konającego. 

- A teraz, Kim Taehyung, zródź córkę cienia i rozpaczy, albo zgiń, na wieczność ogarnięty mrokiem, samotnością i lodem wody jeziora, błądząc pomiędzy snem a jawą, nigdy wybrany i nigdy pominięty. - wycedził cicho rogaty, przypatrując się poranionej łani.

- Jestem na Twój rozkaz, oddaję Ci ciało i wolę. Zrób ze mną co tylko chcesz.. Panie. - odezwał się zachrypniętym, ciężkim, niskim głosem, spoglądając na Cień z rozchylonymi ustami i łapiąc trzepoczący skrzydłami oddech w pulsujące bólem płuca. 

W odpowiedzi otrzymał szeroki, błyszczący żółcią i posoką uśmiech.

***

Mgła spowiła jego ciało. Blade, przymrożone, przecięte sinymi pręgami. Oddychał powoli, miarodajnie, bez słonecznego pośpiechu. Jego źrenice zlały się z tęczówkami, powoli przechodząc także w białka. Z uśmiechem oglądał powoli szarzejące niebo. Noc umykała tam, gdzie jej nikt nie znajdzie, ustępując miejsca kolejnemu wschodowi słońca, kolejnej nadziei. Gęste powietrze unosiło się, jak kotwica wyrywana z dna morskiego, kiedy statek odpływa miotany głupią, bezduszną falą. Świetlista szarość z przed wschodu otulała powoli każdy bezradny pień, każde źdźbło trawy, najdrobniejszą smugę na tafli jeziora. Jego skostniałe członki, napęczniały brzuch, rzęsy, na których skropliła swój byt mleczna mgła. 
Wpatrywali się w siebie bez pamięci. Bez woli. Bez rozumu. Nic nie było tak istotne, jak to spojrzenie, ta zaprzysiężona więź, okupiona ofiarą i dopełniona cienistym, połyskującym w poświacie księżyca aktem. 
Aż pierwsze promienie ognistego słońca przedarły się przez gęste pnie drzew, przez rosę i myśli. Chłód formował z oddechu niewielkie obłoczki, słońce przeszywało je rdzawymi promieniami. 

Córka zakwiliła wraz z pierwszym oddechem świadomości i chęci do życia. Cień uniósł ją powoli, przytulając do piersi i pochłaniając z uśmiechem jej cichy, żałosny skowyt.

Zmęczenie, ulga, światło, chłód. 

A ciało?
...
Rozpłynęło się wraz z mgłą, dostając upragnione zaklęcia, gwiazdy i czas.


Do przeczytania! - Gabriel



sobota, 16 stycznia 2016

"Obiecuję" pt.4/5

Tytuł: "Obiecuję"

Paringi: Vhope (Kim Taehung & Jung Hoseok), Vmon (Kim Taehyung & Kim Namjoon), Jikook (Park Jimin & Jeon Jeongguk)

Opis: Oki, ciśniemy dalej. Naprawdę się rozkręciłem i coś czuję, że prędko tego nie skończę. Chociaż mam nadzieję, bo moje wielkie plany fikowe spoczywając w gruzach, przez takie randomowe, dzikie ficzki, które nagle wpadają mi do głowy i nie chcą wyjść. No ale - kolejny rozdzialik, snujcie domysły co się stanie, wchodzę w cholerną dramę, ale bardzo mi się to podoba, więc trudno. Będę pisał dramy. #choryGabi #pisałemzgorączką #wybaczciejeślicośniepyknie


Sytuacja zaczęła być konkretnie irytująca. 
Od dnia, w którym Taehyung poznał Namjoona, życie Hoseoka opierało się na zazdrości i wścieku jelit na widok tego upośledzonego murzyna. Tae bujał się z nim cały czas, dosłownie na każdej jednej przerwie i to zdecydowanie zbyt śmiele, jak na kolegów. A Hobi musiał to obserwować, bo jeśli będzie się rzucał, to wszyscy zaczną podejrzewać co jest na rzeczy. Był więc między młotem a kowadłem. I nie mógł pogodzić się z rzeczywistością, jaki wredny los na niego przygotował. 

Namjoon za to czuł się świetnie. Od pierwszego spotkania był przekonany o gejowskich zapędach Hoseoka, dlatego specjalnie spytał pamiętnego dnia o to, czy idzie się spotkać z dziewczyną. Odpowiedź "nie", była wszystkim, czego Kim potrzebował do szczęścia. Zwłaszcza, że potem poznał TaeTae, który był niewątpliwie najsłodszym płodem tej ziemi. A i młodszy najwyraźniej uznał go za wystarczająco interesującego, by olewać swojego dotychczasowego chłopaka i spędzać z nim całe przerwy. 

Często też zdarzało się, że siedzieli we trójkę. Te momenty były najkomiczniejsze. Oczywiście dla nikogo tak bardzo jak dla Tae. Wreszcie czuł, że żyje. Dwóch facetów, niczego sobie z resztą, z tego jeden, któremu oddał serce w wieku lat dwóch, a może i wcześniej, a drugi, który sprawiał, że czuł to śmieszne uczucie w podbrzuszu za każdym razem, gdy na niego spojrzał. I co najlepsze w tym wszystkim - obaj go pragnęli. I kłócili się o niego, walczyli i starali. Właśnie takiej atencji potrzebował Taehyung, takiej, która by go stuprocentowo satysfakcjonowała. Był rozchwytywany i podobało mu się to. Nawet bardzo. 

Ale pewnej przerwy Hoseok postanowił wziąć sprawy w swoje ręce i to dosłownie. Nie zważając na możliwość bycia złapanymi, po prostu zaciągnął Tae do męskiej ubikacji i.. hm. Zabrał co swoje. Młodszy na pewno nie narzekał. 

A Namjoon przesiedziałby całą długą przerwę w samotności. Gdyby nie pewna dwójka. 

Weszli do szkoły z podwórka wymieniając z zapałem zdania i śmiejąc się bez skrępowania. Kim przekrzywił głowę, jak miał w nawyku i postanowił chwilkę ich poobserwować. Stanęli pod salą, w której lekcje miał mieć Tae. Hm. Czyli najwyraźniej, któryś z nich chodzi z nim do klasy. Ciekawe. 

Jeden z chłopców był wyższy, miał farbowane na czarno, przydługie włosy. Ubrany w koszulkę z logiem deathmetalowego zespołu najpewniej, gdyż Nam ile by się nie starał, nie dałby rady się rozczytać z tego chaosu w szambie. Do tego czarne rurki, odrobinę zdarte glany. Hm. Typowy emosek. Ale nie można mu było odmówić urody.

Drugi za to prezentował sobą całkiem inny styl. Włosy także farbowane, czerwonawe, chociaż chyba bardziej pomarańcz. Pozostawmy odcienie profesjonalistom, Namjoon nigdy nie znał się na kolorach. Do tej fantazyjnej fryzury, niższy nosił bardzo niemęski, za to uroczy granatowy golfik, w drobne, białe paski. 

Na sto procent byli razem. 

Nam nie miał ani odrobiny wątpliwości. Zwłaszcza przyglądając się temu, w jaki sposób niższy patrzył na emoska. Swojego emoska. Kim aż uśmiechnął się pod nosem, zaczynając wyobrażać sobie jak musi wyglądać ich słodziaśna relacja. Na pewno byli mniej skrępowani niż Hoseok z Tae. Dlatego, zdaniem Nama, młody marnował się przy tym kołku. Seok za bardzo się bał, był skupiony na swojej opinii, a nie powinien, mając dla siebie taki skarb jak Taehyung. Sam nie wiedział jak starszy tego dokonał, ale musiała się za tym kryć jakaś dłuższa historia. 

Na huk drzwi męskiego, obrócił się szybko, lustrując TaeTae ze zdecydowanie zbyt dużymi wypiekami. Starał się udawać, że najnormalniej był się odlać, ale na kilometr można było usłyszeć łomotanie jego serca. Uśmiechnął się szeroko i sugestywnie, kiedy Taehyung ostrożnie usiadł obok niego i głęboko odetchnął.

- Jak tam? - mruknął Nam, zerkając na nowo przybyłego kątem oka, nadal nie mogąc powstrzymać pchającego się na usta uśmiechu.

- Super. Serio. Dobrze jest. - odparł Taehyung zachrypniętym głosem, a Namjoon prychnął pod nosem i podkulił ramiona. 

- Podejrzewam. Hej.. znasz ich? - rzucił starając się nie wprowadzać Taehyunga w jeszcze większe zakłopotanie i głową wskazał w kierunku pary stojącej pod salą lekcyjną młodszego.

- Mówisz o tym rudym i wampirze? Jasne, to Jimin to mój najwierniejszy życiowy prześladowca. Ale na szczęście Jeongguk go rozprasza. - młody aż uśmiechnął się lekko i przeczesał grzywkę. 

- Są razem?

Tae przybrał barwę cegły i zlustrował Namjoona z szeroko otwartymi oczami.

- Co? To jakaś tajemnica jak Ty z Hoseokiem?

Nam nie sądził, że młody Kim może być jeszcze czerwieńszy niż do tej pory. A jednak.

- Oj no nie patrz tak na mnie. Robicie z tego takie halo, jakby poza wami nie było gejów w szkole. No proszę was, dajcie spokój. Poza tym to widać. Tak jak u nich, wystarczy, że zobaczysz jak ten rudy patrzy na tego drugiego.. Jungguka, czy jak mu tam. 

TaeTae chyba pierwszy raz sprawił wrażenie, jakby ktoś zamknął mu usta na klucz. Rumieniec nieco mu już zszedł i wydawało się, że ochłonął. Kiedy policzki wróciły do względnie normalnej barwy, spojrzał z zainteresowaniem na Namjoona.

- A.. a Ty?

- A co myślałeś, że tak tylko się z wami bujam?

- Uh.. i nie boisz się tak na głos? Przecież, ludzie..

- I co ludzie Ci zrobią, Taehyung? - warknął Namjoon, wczuwając się w temat. Uwielbiał dyskutować o wychodzeniu z szafy i swoich prawach. Taki typ, nie lubił, kiedy ograniczało się go ze względu na to, kim jest.

- No będą gadać, a mało było pobić ze względu na orientację.. - jęknął po chwili namysłu młodszy, obserwując płonące pasją tęczówki starszego Kima. 

- W takim razie potrzebujesz kogoś, kto pobije tych, którzy będą chcieli Cię skrzywdzić. - odparł na to starszy, cichym, przyjemnie chrapliwym, a do tego głębokim, ciemnym głosem, wpatrując się w Tae chyba zbyt intensywnie, ale jebać. Tak czuł i tyle. - Hoseok jest takim kimś? - zapytał jeszcze, unosząc dumnie głowę i nieco się spinając.

Kasztanowłosy opuścił szybko wzrok z szeroko rozchylonymi powiekami i zaplótł nogi w nerwowym geście. Namjoon za to rozsiadł się wygodnie, stwierdzając swoje bezapelacyjne zwycięstwo. Zaraz dołączył wspomniany wcześniej Hobi i zajął miejsce obok ciągle nieco skrępowanego Tae.

- Coś nie tak? - westchnął, starając się nie zabrzmieć w towarzystwie na zbyt zmartwionego. 

- Nie. Wszystko dobrze. - Tae podniósł szybko głowę i obdarzył Hoseoka wyjątkowo czarującym, słodkim uśmiechem. Ten zmarszczył brwi i rozejrzał się nerwowo, czy aby nikt inny tego nie dostrzegł. Namjoon bezustannie kątem oka kontrolował rozwój akcji.

W pewnym momencie TaeTae pochylił się w kierunku swojego partnera, w oczywistym geście. Hoseok natomiast odsunął się szybko, wstał jak poparzony i otworzył szeroko oczy.

- Co Ty robisz? Chory jesteś? Przerwa, wszyscy patrzą? Coś Ci się chyba pomieszało, Taehyung... - Hobi pokręcił głową i przeczesał grzywkę, starając się ochłonąć ze stresu. 

I zanim Tae zdołał z siebie cokolwiek wydobyć, ich uszy przeszył ostry, nieprzyjemny dźwięk dzwonka obwieszczającego koniec przerwy. Hoseok obrócił się szybko i prawie odbiegł w kierunku skrzydła, w którym miał teraz lekcję. Namjoon niedługo później także dźwignął się z ławki, po drodze pochylając nad bladym Taehyungiem i opierając dłonie o jego uda.

- I co? On Cię obroni? - mruknął dyskretnie, unosząc brwi w cynicznym, smutnawym uśmiechu.

- J-ja.. - miauknął Tae, spoglądając na starszego i wzdychając głęboko.

- Nie Ty. TaeTae, zrozum. Nie jesteś winny jego brakowi jaj, ale za to on jest winny Twojej smutnej mince. - Nam zacisnął pełne wargi w półuśmiechu i skubnął pieszczotliwie policzek młodszego. - Teraz się nie zadręczaj, po prostu o tym pogadajcie. Nie chcę niczego psuć, ale nie pozwolę, żeby sprawiał, że czujesz się źle. - zadeklarował się jeszcze i uśmiechnął ciepło.

- H-hyung.. Ale.. Jak ja mam z nim o tym rozmawiać, on nigdy nie będzie chciał wyjść na jaw z "nami". - oczy Taehyunga nieco posmutniały, a zapał spłynął z jego buźki.

- Musisz wszystko sobie przemyśleć, Tae. Wiem i rozumiem. Tylko nie poświęcaj się za bardzo. Jesteś wart kogoś lepszego. - nie zwracając uwagi na jednego, czy dwóch gapiów, przeczesał delikatnie włosy młodszego swoimi smukłymi, długimi palcami, na co na nadwyrężonych już i tak policzkach, ponownie wykwitły różyczki urokliwych rumieńców. Namjoon bardzo zadowolony z siebie odsunął się i wyprostował przed chłopcem.

- Namjoonie, pogadamy jeszcze o tym? Chyba muszę wreszcie komuś się zwierzyć..

- Taeś, jestem zawsze dla Ciebie. I będę. Obiecuję.

A w klatce piersiowej Taehyunga coś załomotało i przypomniało słowa innego mężczyzny, który teraz zostawił go i nawet nie obejrzał się za siebie. Chyba naprawdę musiał poważnie przemyśleć czego oczekuje od swojego partnera. Wreszcie ktoś otworzył mu oczy i pokazał, że Hoseok nie jest jedynym facetem, który może dać mu szczęście. 
Całą resztę dnia w szkole, Tae zastanawiał się, rozmyślał i analizował sytuację, w którą wrzuciła go fortuna. Z jednej strony dopiero zaczął odkrywać, że nie na Hobim świat się kończy i był niepewny swoich uczuć, z drugiej coś wewnątrz chłopca łkało o zmiany, żeby ktoś wreszcie na oczach innych zamknął go w ramionach i spił pocałunek z ust. Żeby ludzie mu zazdrościli. 

Tylko kto jest w stanie mu to zapewnić?

Hoseok? 

Wiecznie przestraszony, chcący sekretów i tajemnic przed innymi, bojący się nawet głupiego buziaka pod koniec przerwy? 

Chaos. Wewnątrz głowy Tae miał miejsce chaos. W tym chaosie brał udział Hobi, ale też Namjoon, a nawet Jeongguk z Jiminem. Naprawdę byli razem? Podejrzewał taką opcję, ale nigdy ich nie przyłapał.. mimo to uwaga hyunga była trafna, Jimin patrzył na młodego w taki sposób, że uśmiech sam wpływał na usta. 

Kto patrzył na Tae w taki sposób? 

I pierwszy raz w jego głowie z chaosu kilkunastu twarzy pozostała jedna.
Z ciemną karnacją, pięknymi, obfitymi ustami i przenikliwym, zmysłowym spojrzeniem. 


Do przeczytania! - Gabek



środa, 13 stycznia 2016

10 000 wyświetleń! - 10 000 views!

Jeju jeju, przegapiłem kiedy stuknęło nam 10 000 wejść, moje słodziaki ;w; No cóż, nie chciałem, żeby ten dzień nastąpił, ale po raz kolejny przysługuje wam wybór specjala. Zgodnie z moimi niezawodnymi statystykami *zagląda w papierki* bezsprzecznie najwięcej aktywności otrzymał od was shot "Nie przekręcaj klucza". Jako, że BTS to najbardziej maltretowany przez moją twórczość zespół, to nie będę tym razem traktował specjala jako coś doceniającego fandom ogólnikowo, a szczególny paring. W tym przypadku był to Vmin, więc tak - piszcie swoje sugestie związane z tym shipem, a ja postaram się sklecić z nich coś porządnego i niedługo możecie spodziewać się tej super-duper-specjalnej rzeczy na moim blogu. 

Poza formalnościami... jej. Chciałbym wam kosmicznie bardzo podziękować, nie marzyłem, że tak szybko uda mi się uzyskać taki rozgłos, i że moja twórczość przemówi do tak dużego audytorium. Jeszcze raz wielkie dzięki za wszystko co dla mnie robicie. Jesteście najlepsi. Kocham was :<

Nie jestem typem, który od pochwał osiada na laurach, więc spokojnie - dalej będę dawał z siebie wszystko i jeszcze więcej. Liczę na wasze zainteresowanie, motywację i od czasu do czasu dobre słowo czy sugestię. 

No to hm.. widzimy się przy 50 000? <3

Do przeczytania! - wasz Gabryś



***

Holy moly, I never noticed when we've reached 10 000 views, bunnies ;w; Well, I'd rather this day didn't come at all, but once again you are priviledged to choose the special fanfic. According to my infallible stats *searches through the docs* the one that has recieved the largest amount of your love is clearly one shot in polish "Nie przekręcaj klucza". Since BTS is the group that I regularly use in my output, this time we're going to choose not a band in general, but a particular pairing. And in this case it was Vmin. Well then - comment your suggestions below and I'll rig something up out of them. Expect  me to add this special as soon as possible tho.

Now besides all formal stuff.. damn. I'd love to thank you so so much, I would have never dreamt about becoming that well known and liked in such a shotr period of time. Thank you again. You're honestly the best. All the love :<

I'm not this type of person that would get lazy and feel as if I was some big fish - I'll work even harder, promise. Hope for you to carry on motivating me and letting me see your interest in my stuff. 

What else to say.. see ya around 50 000 views?

Till the next time! - your Gabe