poniedziałek, 21 marca 2016

"How to reach the target" OS - 2/3

Tytuł: How to reach the target?

Paringi: Yoonmin (Min Yoongi & Park Jimin), Taegi (Kim Taehyung & Min Yoongi)

Opis: Proszę bardzo, have fun z kolejnym rozdziałem naszego łukowego faficzka. Zaczyna się robić ciekawej, trochę się wszystko pokomplikuje, bo inaczej to nie byłbym ja, ha. No i oczywiście dedyk jest, więc Reiczel noona - wiedz jak bardzo Cię kocham, Tae jednak się pojawił <3 Enjoy


Tym razem to nie budzik wyrwał Jimina ze snu. Wiatr tłukł się jakby wszystkie diabły zaczęły nagle dmuchać w świat, zupełnie dla zabawy przewracając drzewa i niszcząc owoce ludzkiej pracy. Westchnął z dezaprobatą na widok, jaki malował się za oknem, przypominając sobie dzień poprzedni. Bez porównania gorzej. Zerknął na telefon, który pokazywał, że do jego codziennej pobudki była jeszcze niecała godzina. Opadł zrezygnowany na poduszkę.
Na początku nawet nie łudził się, że uda mu się zasnąć, a jednak Morfeusz przybył z większą skutecznością, niż zazwyczaj. Niestety Park nie pamiętał o tym, by budzik wyłączyć, więc po niespełna godzinie został ponownie wyrwany ze snu - tym razem nieprzyjemnym natrętnym dźwiękiem. Przeklął pod nosem, złapał telefon i chaotycznie postukał w ekran, starając się włączyć cokolwiek, co uciszyłoby nieznośny alarm. Oczy wydawały się sklejone jeszcze bardziej, niż godzinę temu. Ludzki organizm to jednak dziwna sprawa.
Obraz za oknem nie wskazywał na to, żeby trening miał się odbyć, wiatr najwyraźniej nie miał zamiaru zniknąć. Dlatego Jimin tuż po tym, jak to stwierdził wrócił do ciepłego łóżka, przykrywając głowę poduszką. Nie więcej jak dwie minuty później, jego telefon zawibrował głośno w akompaniamencie odgłosu kapnięcia. 

"Dzień dobry, widzisz jaka pogoda, rudy? Gdzie idziemy?"

- Jeszcze śpię, nawet dla Ciebie, Yoongi.. - mruknął do siebie i zablokował ekran, odkładając telefon obok poduszki z cichym pacnięciem. 

Kwadrans później okazało się, że nie da się zignorować nazwiska Min. 

Ba-blup.

"Ya, młody.. nie mów, że jeszcze śpisz."

- Kuźwa, błagam.. - wyjęczał Park w poduszkę, spędzając kolejne pięć minut w tej pozycji, aż telefon z uporem maniaka zawibrował jeszcze jeden raz.

"Jimiiiin... ~"

Obrócił się z impetem, odkopując spod kilku warstw kołdry, tym razem porywając telefon i momentalnie odstukał z pasją odpowiedź. 

"Próbowałem spać, ale jak widzę przy Tobie się nie da [*]"

...
Ba-blup.

"Też Cię kocham. Gdzie i o której?"

...

"Na pewno nie teraz. Napisz za dwie godziny, daj żyć.."

...
Ba-blup.

"Co ja mam robić przez dwie godziny.."

...

"Poczytaj książkę. Albo po prostu o mnie myśl. Nic trudnego, nie?"

Odpowiedź nie przychodziła przez kilka minut, więc Jimin z triumfalnym wyrazem twarzy odsunął telefon na bok, okrywając nieco zmarznięte ciało kołdrą i przymykając oczy, z policzkiem przytulonym do miękkiej poduszki. Zdążył zasnąć, kiedy telefon z cicha zawibrował na podłodze, ale tym razem nie zdołał go wybudzić.

Sen był niecodzienny. Zwłaszcza, że trwał bardzo krótko w porównaniu do tych nocnych, a sprawiał wrażenie filmu długometrażowego. Otworzył oczy i znalazł się w dziwnym, jasnym miejscu. Wokół nie było widać prawie niczego, poza dwoma torami strzelniczymi. On stał przy jednym z nich. Tarcza migotała słabo na horyzoncie, dystans był zdecydowanie absurdalnie zbyt ogromny jak na realne warunki. Dopiero po chwili zorientował się, że w prawej ręce trzymał już łuk. Był dziwny, miał dużo zdobień w kolorze przejrzałych liści klonu, mechanizm raczej uproszczony, jakby pierwotny. Mimo to tor wyglądał zupełnie jak ten olimpijski, oczywiście pomijając nierealną długość. 
Spojrzał na prawo, gdzie dostrzegł drugą postać. Jegomość miał błękitne, jaskrawe włosy, które wesoło podskakiwały na mocnym wietrze. Dopiero teraz Jimin poczuł go na swojej skórze, przepełnił go zapach świeży, lekki i słoneczny. Uśmiechnął się i już miał podnieść łuk do barku, gdy senny Yoongi uprzedził go, zmrużył jedno oko i skierował łuk w stronę tarczy na końcu własnego toru. Przed wystrzałem obrócił się jednak gwałtownie i z jadowitym uśmiechem na ustach wypuścił strzałę prosto w kierunku Jimina, na co ten chciał krzyknąć, ale głos uwiązł mu w gardle. 
Otworzywszy oczy poczuł intensywny dreszcz, jakby ktoś wsadził go do lodówki. Pokój stał na swoim miejscu, on leżał spokojnie we własnym łóżku. Co to było.. Chwycił telefon. Od ostatniego sms'a z Yoongim minęła godzina, jednak powiadomienie uderzało w oczy Jimina uporczywie, aż ten w końcu odczytał wiadomość.

"Bynajmniej. Za godzinę będę u Ciebie, nie ma leniuchowania na mojej warcie."

Park przełknął głośno ślinę i w panice zerwał się z łóżka. Zaraz będzie tu Yoongi, a on w najlepsze wylegiwał się w bokserkach pod pierzyną. Złapał pierwszą lepszą koszulkę, na nogi wsunął dresy i przeczesał palcami włosy, w te pędy mknąc do łazienki, na szczęście przez nikogo nie okupowanej. Po porannej toalecie przystał na moment łapiąc oddech i porywając z łóżka telefon, który wcześniej zostawił. No nie, kolejna wiadomość od Yoongiego.

"Stoję pod domem, otwórz, nie chcę Ci budzić familii."

Bez namysłu pognał do drzwi i przekręcił klucz, rozchylając bramę swego domostwa przed miętowym przybyszem.


- Jesteś niemożliwie natrętny.. - westchnął Jim z delikatnym uśmiechem i wpuścił gościa do wnętrza swojego domu. Ten z gracją pozbył się odzienia wierzchniego, jakby od razu wiedział dokładnie co gdzie jest i jak się z tym obchodzić. Musiał dużo bywać u ludzi. Eh.

- Rodzinne. Mam pomysł, tu w okolicy jest naprawdę świetny bar mleczny, zamówimy omlety i kawę, a potem gdzieś się powłóczymy. Co Ty na to, Park? - Min z cwanym uśmiechem pochwycił fotografię rodzinną z kominka, bacznie się jej przyglądając, ale najwyraźniej zupełnie fałszywie, gdyż po jakichś dwóch minutach wrócił jej dawne miejsce. 

- Jak dla mnie okej, daj mi tylko pięć minut, założę coś na siebie i możemy lecieć. - Jimin z prędkością światła wystrzelił po schodach na piętro, już po chwili przekopując zakamarki swojej szafy za czymkolwiek, co pozwoliłoby mu godnie prezentować się w towarzystwie Mina. 

Miętowy natomiast bez najmniejszego skrępowania przechadzał się jak gdyby nigdy nic po salonie Parków, chwytając i analizując każdy przedmiot, który przykuł jego uwagę. Nie wykazywał się jakąś specjalną aktywnością ruchową, ale do czasu, kiedy nie usłyszał szybkich kroków Jimina na schodach, zdążył ze swoją wścibską naturą spenetrować praktycznie całe pomieszczenie. Niby od niechcenia rzucił okiem na rudego, który obrócił się teatralnie i chwycił pod boki, bez słowa oczekując aprobaty ze strony drugiego.

- Nie będziesz miał nic przeciwko, jeśli pójdzie z nami jeszcze ktoś, prawda? - mruknął tylko niebieskowłosy i obrócił się w stronę korytarza, zakładając płaszcz i ubierając trampki. Jimin zasępił się, zaraz jednak podążył za nim, z wieszaka porywając kurtkę w stylu baseballowym i wciskając stopy w wygodne, sportowe buty.

- Raczej nie.. a kto to?

- Zobaczysz. Powinniście się polubić. - odparł Yoongi zdawkowo i dopiął ostatni guzik płaszcza, władczo otwierając drzwi i nie czekając na Jimina. Ten po momencie doskoczył do nich, wyjął klucz z zamka i przekręcił go od wewnętrznej strony, zostawiając dom pełnym śpiących bliskich.

Szli spokojnym tempem, Yoongi zdawał się przysypiać. Mimo to czujnie jak na siebie prowadził ich w obranym na samym początku kierunku, a po dziesięciu minutach leniwego spaceru przez niewielki park miejski, ich oczom ukazała się urokliwa z zewnątrz kawiarenka, choć jak Yoongi zapewniał - można tam było zjeść dobre śniadanie za całkiem przystępną cenę. Jim z ukosa spojrzał na szyld, który dumnie skrzypiał nad drzwiami wejściowymi, targany przez wiatr uporczywie i bez litości. Wszystko ucichło, kiedy weszli do środka.
Zapach ciepłych napojów i lekkiego jedzenia owionął głowę Parka, na co jego brzuch z cicha przypomniał o swoim istnieniu. Wystrój miejsca był raczej skromny, bezpretensjonalny - wnętrze kąpało się w białawym świetle, jednak ściany pokrywał dość ciemny, piaskowy odcień szarości, tylko gdzieniegdzie przełamany brudnym karmazynem. Miejsce sprawiało dość przyjemne pierwsze wrażenie, choć na pewno nie było ono dziełem mistrza designu. Uroku nadawała za to ciemna, drewniana podłoga, na której każdy krok brzmiał jakoś szlachetniej. Dopiero po chwili zajęli najodpowiedniejszy stolik, chwycili podłużne menu i tuż po pojawieniu się schludnie ubranego kelnera złożyli zamówienie. Lokal pachniał nieco starością.

- Nie jest tu ładnie, co? - Min prychnął znad telefonu, w który wstukiwał coś właśnie, pełen pasji.

- Nie no, nie jest źle. Całkiem mi się podoba. - odparł nieco zmieszany rudzielec, po raz kolejny omiatając wnętrze z uwagą i starając się zapamiętać wszystkie szczegóły, jakby Yoongi miał go z nich zaraz odpytać.

- Kolejna dziura dla biednych studentów. Ale cóż.. ja lubię tu przychodzić. Każdy ma takie miejsce, prawda? - miętowy zatrzymał się na moment i ciemnymi tęczówkami powiódł po twarzy Jimina, który na to spojrzenie aż znieruchomiał. W duchu modlił się, żeby jednak ta trzecia osoba już się pojawiła. Yoongi potrafił być strasznie dziwny. Oczywiście tylko momentami, to pewnie kwestia przyzwyczajenia.

- Chyba tak. Kiedy przyjdzie ten ktoś? - mruknął z odrobiną niepewności Park, opierając podbródek na pięściach i wyglądając niechętnie przez okno.

- Spóźni się, przed chwilą mi napisał. To do niego podobne, eh. Nigdy nigdzie nie był na czas. - ton głosu Mina wyraźnie stwardniał, a na jego twarzy wymalował się obraz nieco niezrozumiałych dla Jimina emocji. - Tae już taki jest, wiesz. Zjawia się i ucieka jak tylko mu się zachce, jakby reguły gry tego świata go nie obowiązywały. On ma swoje własne realia i nic na to nie poradzisz.

- Tae?

- Mh, Kim Taehyung, gwoli ścisłości. Dziękuję. - dodał jeszcze uprzejmie w stronę kelnera, który akurat przyniósł dwie zamówione przez nich kawy. Jimin również lekko skinął głową. 

- Kim on dla Ciebie jest? - kontynuował rudy, wpatrując się błyszczącymi ślepiami w rozmówcę i dmuchając przy okazji w piankę, która utworzyła się na powierzchni jego cappuccino.

- Dobry, stary znajomy. Odkąd pamiętam byliśmy razem. Dużo z nim przeżyłem, moja pierwsza miłość, pierwszy pocałunek, pierwsze.. uhm. Wszystko tak w sumie. - niejasna wypowiedź zakończyła się łykiem czarnej kawy, która najwyraźniej odrobinę poparzyła usta Yoongiego, bo zaraz oblizał je pospiesznie i odstawił filiżankę na podstawkę. - Teraz jakoś to trwa.. ale on już nie jest taki, jak kiedyś. - dodał, a w jego głosie wybrzmiała jakaś dziwna nuta czegoś na kształt goryczy.

- To znaczy jaki..? - mruknął Jim, ale zaraz urwał, gdyż do kawiarenki wparował z impetem godnym blokowego dresiarza, interesujący jegomość.

Postać na głowę miała nasunięty kaptur, nieco za duża kurtka wisiała na nim, odsłaniając bluzę ze sporym nadrukiem "FreakS" umiejscowionym centralnie na ciuchu; przeciętym przez zamek błyskawiczny. Raczej wąskie spodnie z jasnego jeansu miały celowo przedziurawione kolana, tak, że chude nogi przybysza wyzierały spomiędzy materiału. Uda pokrywała wyraźna warstwą gęsiej skórki, z której właściciel nie zdawał się jednak robić sobie zbyt wiele. Na końcach nogawek, spodnie wciśnięte były w znoszone, czarne glany, usiane gęsto przetarciami i plamami nieznanego pochodzenia. Zdecydowanie nie był to typ, z którym Park chciałby zadzierać. Po chwili chłopak potrząsnął nieco ramionami, a kaptur jednym wprawionym gestem zrzucił z głowy, pokazując Jiminowi coś, czego rudy absolutnie by się nie spodziewał - pod całą tą groźną otoczką, chowała się buźka istnego anioła. Delikatne, jasne kosmyki blond włosów opadały na jego czoło pozostając w nieładzie, który tylko dodawał uroku jego gładkiej twarzy. Co mogło odrobinę szokować, jak na standardy koreańskich norm, chłopak miał na oczach sporą warstwę brązowego cienia do powiek, nadającego oczom blondyna nieco zadziorny, zbuntowany charakter. Młodzieniec omiótł miejsce energicznym spojrzeniem i zatrzymał się na dwójce siedzącej przy stoliku obok okna. Bez chwili namysłu podszedł do nich i zasiadł na miejscu tuż obok Yoongiego, naprzeciw Jimina. Nie zaszczycił go jednak spojrzeniem, całą uwagę skupiając na miętowym. Nozdrza Jimina uderzył ostry, mdlący zapach zgaszonego papierosa.

- Hej kotku. Co to za nowa zabaweczka? Śliczny jest, jak go nazwałeś? - mruknął nagle znajdując się zdecydowanie zbyt blisko Mina, a Jimin spiął się, odnosząc niejasne wrażenie, że ten chłopak nie będzie zwiastunem niczego dobrego.

- Uh... Jimin.. poznaj Tae. - Yoongi burknął zdecydowanie mniej pozytywnie, niż jakąkolwiek wcześniejszą wypowiedź. Park rozchylił szeroko oczy.

- Taehyung.. 

- Więc już mu o mnie opowiadałeś? Ah, no tak.. każdy musi o mnie wiedzieć, nie ma Ciebie beze mnie. - zaciął się na moment, jakby ładując jakiś film na wyjątkowo ślimaczym łączu. - Nie ma mnie bez Ciebie.. - jego głos stracił na sile i natężeniu, co wreszcie zainteresowało Jimina. Po chwili jednak z typowym dla siebie cwanym uśmieszkiem porwał kawę Yoongiego, bez zastanowienia upijając kilka łyków. - No. To co dzisiaj robimy? Jakieś plany na dzień? Napijemy się? Okradniemy bank? A może trójkącik?

O nie. Ten chłopak zdecydowanie nie zapowiadał niczego dobrego.


Do przeczytania! - Gabryś      

środa, 16 marca 2016

"How to reach the target?" OS - pt.1/3

Tytuł: How to reach the target?

Paringi: Yoonmin (Min Yoongi & Park Jimin)

Opis: Oki, zupełny spontan, mimo, że nie komentujecie, a wejść jest tyle co kot napłakał, to stwierdziłem, że i tak piszę głównie dla siebie, więc co się mam przejmować. Poza tym jest to opko dedykowane i zainicjowane przez moją cudną, kochaną i jedyną muzę, dzięki kociaku <3 Mam nadzieję, że taka fluffowa, spokojna seryjka wam przypadnie do gustu.


- Strzał!

Naprężona cięciwa wysmyknęła się wyćwiczonym gestem z palców, z impetem pchnęła osadę strzały i wprawiła ją w ruch. Wyrzut trwał ułamek sekundy; krótki świst, wymierzony w czasie jakby idealnie by serce na moment stanęło, a oddech urwał się i wyczekał suchego odgłosu grotu wbijającego się w tarczę. I po wszystkim.
Ruda grzywka załopotała leniwie na wietrze, kiedy chłopak kolejny raz tego dnia wychodził na tor i mocował się z wyciąganiem strzał z tarczy oraz zbieraniem rozrzuconych po gruncie nietrafień.

- Wynik? - zaatakowało go ostre pytanie, kiedy tylko wrócił na pozycję strzelniczą.

- 7, 8, 5, 9, 7. - wyrecytował delikatnie, z wyraźnie wyczuwalną dozą pokory i ostrożności w głosie. Nie podnosił wzroku, uparcie wpatrywał się w nieistniejący punkt gdzieś w okolicy ramienia rozmówcy.
Wymowna cisza zabrała trenerowi kilka uspokajających oddechów.

- Jimin. Cholera jasna. Z takimi wynikami chcesz się wybierać na zawody? Tak chcesz nas reprezentować?! - krzyk rozerwał kilka barier powietrznych i sprawił, że niższy chłopiec podkulił lekko ramiona, widocznie zaciskając usta.

- S-starałem się.. - jęknął w odpowiedzi, czując jak łzy napływają w kąciki jego oczu. Rzadko zdarzało mu się płakać, wbrew pozorom wcale nie był "miękki", czy jakoś wyjątkowo niemęski. Wszystko zmieniało się, kiedy przychodziło do konfrontacji z trenerem. Wzbudzał skryte w Jiminie pokłady stresu, czasem wręcz paniki, chłopak czuł jak grunt usuwa się spod jego nóg i otwiera przepaść, w którą pan Min mógłby strącić go jednym oddechem.

- Najwyraźniej musisz starać się bardziej, Jimin. Z samych chęci nie pojawi Ci się puchar na szafce. - warknął agresywnie wyższy, unosząc się nieco i wyładowując napięcie strzelaniem palcami.

- Daj mu spokój.. - rozległo się ciche westchnienie, jakby ktoś od niechcenia włączył starą, urokliwie zawodzącą płytę winylową. - ..Tato.

Jimin dobrze znał ten głos. Słyszał go niemalże co dzień, towarzyszył mu przy każdym treningu. Przybysz leniwie przeczesał włosy o odcieniu pastelowej mięty, podszedł do toru o dwie pozycje oddalonego od tego, przy którym pracował Park. Bez namysłu pochwycił nieużywany w tym momencie łuk, z bijącą z każdego gestu precyzją dostawił przedmiot do prawego ramienia, naciągnął strzałę i po może dwóch sekundach wypuścił ją, a ta przecięła powietrze z zaskakująco łagodnym odgłosem. Stuknięcie o tarczę, chwila zawahania, w końcu ojciec chłopaka podniósł przed oczy miniaturową lunetkę zawieszoną na szyi i zerknął przez nią na wynik syna. Jego blade oblicze pozostało wyzbyte jakichkolwiek reakcji, czy emocji, co oznaczało, że argumentacja straciła na sile. 10 punktów.

- Skoro mówi, że się stara, to nie masz mu nic do zarzucenia. Poza tym z tego co wiem, to ani 8, ani 9 nie może być uznane za słaby wynik. - dodał na koniec i z odległości kilkunastu metrów obserwował napięcie między dwójką, skutecznie przez siebie osłabione. Stary Min odetchnął wymownie głośno, energicznym krokiem zbliżył się do pudła ze strzałami, chwycił jeden zestaw i niespodziewanie rzucił w kierunku Jimina. Zdezorientowany chłopak w ostatnim momencie złapał grzechoczący woreczek i asekuracyjnie zerknął na błękitnowłosego.

- Dalej, nie mamy całego dnia. - mruknął beznamiętnie trener, oddalając się do prowizorycznego gabinetu, gdzie zza połprzezroczystych zasłon widać było jak przygotowuje kawę.
Ruda grzywka poderwała się, kiedy Jim obrócił głowę, by choć na moment złapać kontakt z Yoongim, podziękować czy jakkolwiek się odezwać, jednak chłopak był już daleko, przeglądając zostawione przez ojca na drobnym stoliku w skrzydle technicznym, dokumenty i ulotki informacyjne na temat najnowszych konkursów w kategorii łucznictwa.
Zrezygnowany wysunął z woreczka jedną, zielonkawą strzałę z czerwonymi oznaczeniami szkoły, napiął cięciwę, strzelił. I tak drugi, trzeci raz, aż niemal podskoczył, kiedy przed czwartym wystrzałem, na swoim boku i ramieniu poczuł silne, twarde, jednak zdecydowanie za chude jak na trenera dłonie. Obróciwszy się, może nieco zbyt zrywnie, dostrzegł znajomą twarz okalaną pastelową miętą, teraz już nie tak bardzo skupioną jak przy własnym strzale, a rozluźnioną i nawet dość pogodną.

- Pierwszy błąd, musisz bardziej spiąć lewe skośne. Dużo osób o tym nie pamięta, nawet ten stary wrzód zapomina, a to na serio ważna sprawa. - mruknął młody Min nad uchem Jima, podobnie jak swój rodziciel intonując wypowiedź. W wielu aspektach, zazwyczaj detalach, które bierny obserwator mógłby z łatwością pominąć, byli jak dwie krople wody, aczkolwiek generalne różnice charakterów były przytłaczające.

- Yoongi, wiesz.. dzięki. - odparł Park z powagą wypisaną na nieco zaczerwienionym obliczu, co zainicjował z pewnością zimny wiatr wdzierający się pod zadaszenie.

- Znaczy to tylko taka podpowiedź, spoko..

- Nie, ale za wszystko. Zeżarłby mnie, gdyby nie Ty wcześniej. - westchnął Jim i nieco opuścił spojrzenie, sprawiając wrażenie zażenowanego całą sytuacją.

- Hej, skoro bezmyślnie drze mordę, to czemu by pomóc. Kiedyś się odwdzięczysz. A teraz celuj, pamiętaj co mówiłem o skośnych. - dystans pomiędzy chłopcami ponownie się zwiększył, Yoongi stanął z poważnym wyrazem twarzy kilka kroków od strzelca i uważnie przyglądał się jego postawie.

- Już. - szepnął pod nosem, bardziej do siebie niż do Jimina, a mimo to rudy jak na żołnierskie polecenie wypuścił strzałę, która w mgnieniu oka pognała w kierunku obranego wcześniej celu.

Yoongi odczekał kilka sekund od wbicia się grotu w tarczę, po czym dość energicznym jak na siebie gestem złapał lornetkę, łapczywie zaglądając przez jej szkiełko w dal. Nie trzeba było długo czekać, aż na jego ustach wykwitł szeroki uśmiech.

- 9. Pięknie. - odłożył przyrząd na jego wcześniejsze miejsce i poklepał niespecjalnie mocno ramię Parka. - Ćwicz, nie osiadaj na laurach.

- Yoongi-ah.. - jęknął speszony rudzielec, zaraz jednak klnąc w myślach na to jak bardzo zabrzmiał na stereotypową księżniczkę.

- Hu? - miętowy rzucił mu niezobowiązujące, a jednak jakoś dziwnie przyjazne spojrzenie przez ramię, wcześniej lokując dłonie w obu kieszeniach nieco za dużych spodni.

- Możemy mówić sobie "cześć"? Jak będziesz wpadał na treningi i w ogóle.. - z początku Jim nieco zawahał się i może dlatego wydało mu się, że brzmi już zupełnie jak mała dziewczynka.

- Jasne. Do jutra. - bez chwili zastanowienia odparł Min, unosząc dłoń w geście pożegnania i odchodząc bez zbędnych uprzejmości.

- No.. hej..

Jeszcze krótką chwilę odprowadzał byłego rozmówcę wzrokiem, a kiedy ten zniknął za ciemnymi drzwiami ze sklejki, złapał się na tym, że westchnął. Zaraz potrząsnął głową i marszcząc brwi chwycił strzałę, naciągnął, wycelował. Po kilku powtórzeniach wrócił stary Min z kubkiem parującej, intensywnie pachnącej kawy i momentalnie z mocno surowym wyrazem twarzy zbliżył się do Jimina. Ten po oddaniu strzału opuścił łuk i skłonił się głęboko, na co trener mruknął coś niechętnie i wziął w dłoń lornetkę, kontrolując wyniki Parka. Wyraźnie zmarszczył brwi i nos, racząc rudego pytającym spojrzeniem, zaraz też krzywiąc się brzydko i nakazując, żeby skończył tą i kolejną serię, a będzie mógł iść do domu.
Strzelanie nie zajęło mu dużo czasu, trafiał zdecydowanie lepiej niż wcześniej i sam dziwił się, że spięcie brzucha może tak kolosalnie pomóc. Po treningu starannie zebrał wszystkie strzały i odłożył łuk na przeznaczone mu miejsce. W szatni zostawił klubową kurtkę i czapkę w stylu beanie, nałożył zostawione rano odzienie i zarzucił torbę na prawe ramię, wychodząc z pogodnym, głośnym "do widzenia" na ustach. Po drodze dostrzegł jeszcze jak Yoongi w osobnym pokoju ćwiczy celność na symulatorze. Coś sprawiało, że nie mógł oderwać wzroku od jego wyćwiczonych ruchów, doskonale zgrywających się z pracą maszyny. Jego reakcja trwała zdecydowanie mniej niż pół sekundy, radził sobie niezwykle dobrze. Trudno byłoby to powiedzieć po jego aparycji, czy zachowaniu, gdyż na co dzień zdawał się raczej spokojnym, powolnym człowiekiem; wiecznie sennym i wykazującym zasadniczy brak energii na jakiekolwiek interakcje ze światem zewnętrznym. Wszystko zmieniało się, gdy w jego dłonie wpadał łuk, chłopak musiał ćwiczyć od najmłodszych lat, zwłaszcza mając takiego ojca. Ciekawe czy był starszy od Jimina.. nie wyglądał na specjalnie wyrośniętego, ale może to tylko złudzenie. Z tego co Parkowi się wydawało, byli raczej podobnego wzrostu, więc może i w podobnym wieku, kto wie. Ale na dziś dość myślenia o Yoongim, bo zacznie się robić dziwnie. Poza tym.. jutro też jest trening.

Kurde. Dzisiaj trening.
Budził zabrzęczał irytująco przy jego uchu, cucąc rozespanego chłopaka. Od niechcenia powiódł palcem po ekranie telefonu, przeciągnął się, naprężając prawie każdy mięsień jaki mógł poczuć i ziewnął, nie przesłaniając ust. Dzień był chyba jeszcze bardziej wietrzny i ponury niż poprzedni. Za oknem rozgrywał się istny armagedon z udziałem kilku drzew i linii wysokiego napięcia, tworząc jeden z tych zabawnych obrazów, pod który podłożywszy muzykę klasyczną, stałby się kopalnią śmiechu. Teraz jednak akcji towarzyszyło wyłącznie groźne pomrukiwanie i huki powodowane wichurą. Jimin przeciągnął się po raz kolejny. 
Nawet wyjście z domu było problematyczne, wiatr trzaskał niemiłosiernie, o mało co nie zrywając torby z ramienia Parka, a włosy już po chwili zamieniając w zupełny chaos. Cudem dotarł do szkoły, gdzie tuż po wejściu odetchnął z ulgą, odgradzając się ciężkimi drzwiami od szalejącego żywiołu. Już miał kierować się w stronę szatni, kiedy dobiegł jego uszu znajomy głos.

- Odwołane, Jimin. W taki wiatr nie postrzelamy, nie ma opcji, a tory zabudowane dalej są w remoncie. Masz dzień wolnego. - ciężka dłoń wylądowała na ramieniu chłopaka, który jedyne o czym myślał, to, że przebył całą tą drogę na marne, a teraz jeszcze musi wracać. 
Zaraz dane mu jednak było ożywić się, kiedy usłyszał drugi głos, tym razem dużo bardziej emocjonujący, niż ten należący do trenera, który jak zazwyczaj zniknął w swoim gabinecie.

- Cześć, rudy. Chciałeś celować w taką pogodę? Nawet ja się tego nie podejmuję.. - zaśmiał się ciężko Yoongi, podchodząc do niedoszłego rozmówcy z dłońmi w kieszeniach. Ubrany był zdecydowanie ciemniej niż dnia poprzedniego.

- Yoongi-ah, dzień dobry. W sumie wstałem z przyzwyczajenia, zazwyczaj budzę się dopiero tu na miejscu.. - zażartował Jim, co zaowocowało kolejną salwą nieco zduszonego, jednak szczerego śmiechu. 

- Pogratulować uporu. Ja tam dawno bym zrezygnował, gdyby nie tata. - miętowy jęknął zbolałym głosem i wzruszył arogancko ramionami, przymykając na moment ociężałe powieki. 

- Myślałem, że to kochasz.. 

- Jeśli się coś kocha, łatwo brzydnie i się nudzi. Jak w małżeństwie. Z biegiem czasu wszystko traci kolory i smaki, a jedyne co Ci pozostaje, to zdecydowanie za dużo wibrator i paczka chusteczek. - wywrócił oczami, a rozmowa zerwała się, ze względu na pojawienie się ojca niebieskowłosego. 

- Chodź młody, zbieramy się. Nie ma co tu siedzieć. 

- To ja też pójdę, do następnego treningu panie Min, cześć Yoongi..

- Hej, hej! Rudy! Na pewno chce Ci się znowu użerać z wiatrem? Możemy Cię podwieźć, prawda tato? 

Ojciec miętuska wyraźnie pobladł i odchrząknął znacząco, zaraz oczywiście uprzejmie przytakując synowi.

- No Jimin, mój dzieciak ma rację. Jeśli chcesz podwieziemy Cię pod dom, co Ty na to?

- A.. no.. ja.. w sensie, gdybym nie przeszkadzał..

- No jasne, że nie. - Yoongi zupełnie jak typowy, rozpuszczony synek zadecydował wcześniej i zagarnął Jimina ramieniem, zmierzając leniwie w kierunku parkingu. 

Stary Min pokręcił kilka razy głową wzdychając nad pierworodnym i porwał kluczyki z biurka w gabinecie, zamykając budynek i otwierając dwójce strzelców samochód. 
Wsiedli niewiele myśląc i od razu zajęli się intensywną dyskusją na różnorodne tematy. Jimin nie spodziewał się tylu opinii i poglądów względem tak rozległego wachlarza zagadnień ze strony towarzysza, a Yoongi okazał się również wspaniałym kompanem do rozmowy. Park odnosił nieodparte wrażenie, że wystarczyło dać temu powierzchownie cwanemu i obojętnemu na świat chłopakowi trochę prawdziwej, szczerej uwagi, a otwierał się niczym księga, dodatkowo - napisana wyjątkowo dobrym stylem. 

- To tu, czarny płot. - zaznaczył Jim, kiedy podjechali pod skromny dom Parków. Yoongi ciekawsko wyjrzał przez uchylone okno, pozwalając wiatrowi zmierzwić swoje fantazyjnie zabarwione włosy. 

- Ładnie tu. Wpadnę kiedyś. - mruknął młody Min i zerknął w kierunku Jimina, wygrzebującego się z samochodu.

- Uh.. znaczy przychodź kiedy chcesz, nie ma problemu. - odparł pospiesznie rudy i z szerokim uśmiechem przeczesał pomarańczową grzywkę. - Dziękuję panie Min!

- Nie ma sprawy, do następnego treningu. Nie wiem, czy jutro będą warunki, a bez sensu, żebyś taszczył te graty kolejny raz na marne.. Yoongi napisze Ci z rana sms'a, okey?

- Okey. - rzucił szybko miętowy, porywając odblokowany telefon z dłoni Jimina i z wprawioną szybkością wpisując własny numer, jak się po chwili okazało zapisany pod nazwą "Suga oppa ~". Park zerknął na niego z w połowie rozbawionym, w połowie pytającym wyrazem twarzy. 

- Później Ci wytłumaczę, nara! - starszy machnął ręką i uśmiechnął się wyjątkowo szeroko, ukazując niewielkie, jednak proste i śnieżnobiałe ząbki, w czarującym akompaniamencie przymrużonych powiek. 

- Hej, do widzenia! Dziękuję! - Jim pomachał wychylonemu przez okno Yoongiemu i uśmiechnął się równie szeroko, co tamten. 

Wszedł do domu w miarę cicho, odwiesił kurtkę i schował torbę do szafy, stwierdzając bezapelacyjnie, że rodzinka musi najwyraźniej jeszcze smacznie spać. Wcześniej, tuż przed przekroczeniem progu wysłał do Yoongiego sms z informacją, że to jego numer. Nie minęło kilka minut, a usłyszał przyjemny, bąbelkowy dźwięk przychodzącej wiadomości. 

"No to tak, Suga od sugar, bo jestem słodki.. A oppa chyba rozumiesz (y)" 

Uśmiechnął się do ekraniku telefonu i zabrał się za wstukiwanie odpowiedzi.

"Wszystko jasne, oppa. Nie zapomnij o mnie jutro. [*]"

...
Ba-blup.

"Nie ma opcji. A jak nie będzie treningu, to znajdziesz sobie coś do roboty?"

Przekrzywił głowę na bok i postukał kciukami w ekran, chwilkę namyślając się nad treścią wiadomości.

"Raczej tak.. albo po prostu się trochę ponudzę :v"

Ba-blup.

"Chyba Ci nie pozwolę. Co powiesz na kawę?"

...
Odpowiedź stała się dla Jimina wyjątkowo problematyczna, zwłaszcza, kiedy nie bardzo mógł się na czymkolwiek skupić, czując jak pieką go, najpewniej mocno czerwone, policzki. 

"Powiem, że chętnie. Lubię kawę~"

Ba-blup.

"I mnie (y)"

...

"Pabo."

Odłożył telefon na stół i przyłożył wierzch dłoni do twarzy, starając się zbić temperaturę jaka je zaatakowała, możliwie również ich malinową barwę, cokolwiek niewygodną dla posiadacza. Już otworzył lodówkę, by przygotować coś na kształt śniadania, a kolejny raz usłyszał bąbelek wiadomości. Z dziwnym uczuciem w brzuchu odblokował komórkę, przechodząc do odebranych wiadomości sms. 

""


Do przeczytania! - Gabryś



piątek, 11 marca 2016

"Black hunger" cz.8

Tytuł: Black hunger

Paringi: Nbin (Cha Hakyeon & Lee Hongbin), Levi (Jung Taekwoon & Kim Wonsik)

Opis: Kolejny rozdział, którego pisanie przyniosło mi niesamowitą satysfakcję i przyjemność. Mimo wszystko upominam się o zainteresowanie, z racji tego, iż nie mam zamiaru produkować się na taką skalę dla kilkudziesięciu wejść dziennie i dwóch komentarzy. Mi też się coś należy, nie tylko wam.


Przydługie paznokcie stukały powoli, ale z wyraźną frustracją w poręcz rzeźbionego krzesła. 
Dźwięk sucho roznosił się po długiej sali, spękane ściany przyjmowały na siebie fale, sprawiając wrażenie nieco zmęczonych i cierpkich. Tynk sypał się przy najmniejszym zatrzęsieniu, słabe, białe światło przeciskało się przez skrupulatnie pozatykane ciemnymi płachtami okiennice; tylko kilka pojedynczych strug wpadało migotliwie i zabarwiało w świetliste plamy gładką posadzkę pomieszczenia. Kolumny wspierały rozległy strop, stały potężnie i niezachwianie niczym ciemne, groźne skały, przeryte w najbardziej fantazyjne z możliwych wzory. 
Z sali głównej rozchodziły się dwie boczne nawy, zgodnie z kierunkami geograficznymi, na wschód i zachód. Po stronie wschodniej, w potężnej wnęce znajdowały się przeszklone pojemniki, mogące z łatwością pomieścić kilkoro ludzi. Obecnie tylko w jednym paliło się nikłe światło, a schowana w niem postać kuliła się w cieniu, usilnie starając się zasłonić twarz. Po chwilowej obserwacji, można było wynotować, iż w pomieszczeniu znajdowała się wyłącznie miska z wodą, kilka poszarpanych koców i pół, jak również paskudnie przeżarte rudo-brunatnym odcieniem koryto po przeciwnej stronie. Widok budził swego rodzaju odrazę, jednak nie przykuwał specjalnie spojrzenia, w przeciwieństwie do późniejszych pokoików, we wnętrzu których malowały się znacznie ciekawsze obrazy: jedna z szyb była chaotycznie zamazana rdzawą, czy bordową cieczą, przysychającą już gdzieniegdzie na czarny niemal odcień, w innych można było odnaleźć kałuże o wielu niezachęcających odcieniach i zapewne woniach. Słowem - widok był koszmarny i przyprawiał o zimne poty, jednak Hakyeon czuł się tu nad wyraz komfortowo. 
Nawa zachodnia skrywała w sobie kilkoro drzwi, każde zamknięte na pancerny, pokaźnych rozmiarów zamek. Po pierwszym spojrzeniu na jeden z nich przechodziła jakakolwiek ciekawość czy ochota sforsowania tych potworów. Jedynym co mówiło cokolwiek na temat tajemniczych wrót była strużka prawie czarnej cieczy powoli sącząca się zza jednego z progów. Poza tymi elementami sala była kompletnie pusta. 
Posadzka była stosunkowo zadbana, płytki lśniły jadowicie, układając się w skomplikowane mozaiki, tylko gdzieniegdzie beton pyliście wyzierał przez wybrakowane puzzle. Kurz wychodził na światło dzienne tylko w wąskich wodospadach bielistych promieni rozświetlających pomieszczenie. Mimo generalnego zacienienia, nie było to miejsce szczególnie mroczne. Owszem brakowało mu oświetlenia, jednak dziwnie chłodna, niebieskawa poświata biła z niezidentyfikowanych źródeł, sprawiając, iż wnętrze robiło się całkiem widne. 
Obcas wtórował paznokciom w wybijaniu leniwego, upartego rytmu, który bez skonkretyzowanego algorytmu co jakiś czas zwalniał, przyspieszał, lub załamywał się w pół taktu i przybierał zupełnie odmienną niż do tej pory formę. Ślepia czerwonowłosego błyszczały złowieszczo, pochłaniając każdy obraz malujący się przed nimi. W którymś niejasnym momencie ich właściciel znalazł się przy zamieszkałym pokoju za szybą, na co postać wewnątrz skuliła się chyba jeszcze bardziej, przesuwając pod ścianę do granic możliwości. Hakyeon z dziecięcą fascynacją zastukał krótko w przezroczystą barierę, a szklany dźwięk rozniósł się echem po wyludnionej hali. Przez chwilę obie strony trwały w bezruchu i bezdechu, Cha przyglądał się małej, żywej kropeczce, z nosem przyklejonym do szyby, czekając na jakąkolwiek reakcję. Jedyne co się jednak stało, najwyraźniej nie do końca zadowoliło oprawcę. W którymś momencie przed czarne od brudu stopy stworzonka wypłynęło kilka strug żółtawej, odrobinę przeszłej rudym odcieniem przerzedzonej krwi, cieczy. Hakyeon skrzywił się nieznacznie i powrócił na swoje wcześniejsze miejsce, wzdychając po drodze z wielkim znudzeniem. Zaraz jednak ogromne, półokrągłe drzwi sali rozszczelniły się z jękliwym trzaskiem, wpuszczając do pustego pomieszczenia dwa nowe tętna; jedno wolniejsze od drugiego. Hakyeon przystroił się w szeroki, niczym niezahamowany uśmiech, ukazujący jego błyszczące, długie kły o kremowym odcieniu. 
Nowo przybyli nie wyglądali na specjalnie kooperatywną parę - jeden z nich o dłuższych, falowanych włosach, rosły i wyższy od kompana, prowadził go z nieznacznym trudem. Drugi bowiem usilnie starał się w jakikolwiek sposób wyrwać się z uwięzi i zniknąć z miejsca, w którym przyszło mu egzystować. Pomijając już sam stan prowadzonego, który był w istocie dosyć przerażający; jedna z dwu rąk odstawała w dziwnym, nienaturalnym odchyleniu, każdy krok jaki stawiał, wybrzmiewał w akompaniamencie serii przeszywających chrupnięć, zapuchnięte oczy niemal wcale nie ukazywały gałek. W przeciwieństwie do filmowej delikatności, tym razem ofiara nie odznaczała się drobną strużką krwi sączącą się dwuznacznie z kącika ust w dół podbródka i szyi. Usta w jednym miejscu miały półcentymetrową wyrwę, z której nieustannie wypływały spore pokłady parującej, ciemnej krwi. Włosy częściowo mokre od potu, częściowo od deszczu, dodatkowo zlepione sokami organizmu i splątane jak po kilkuletnim odwyku od wody i mydła. Cała sala w momencie wypełniła się mdlącym, kwaśnym zapachem świeżej krwi. 
Cha rozsiadł się tylko wygodniej, nie racząc przybyłych żadnym uprzejmym gestem, a wyłącznie czekając, aż posłaniec przeciągnie zmasakrowanego pobratymca przez całą długość pokaźnej "sali tronowej". Posadzka odbijała wyraziście stukot podeszwy i posuwiste kroki niższego z dwójki przybyłych.
Neutralny obserwator męki wziął w płuca syczący, głośny wdech i roześmiał się nisko, raczej łagodnie, a jednak z niecodziennie fałszywym wydźwiękiem.

- Hongbin, Hongbin... no i jak Ty wyglądasz, chłopcze, hm? - pokręcił z politowaniem głową, wstał ze swego rzeźbionego tronu i zbliżył się niespiesznie do pobitego, normalnie pewnie nieco trudnego do zidentyfikowania osobnika, dla wampira jednak nie stanowiło to najmniejszego problemu. Silni się czuli.

- Still better than you, fucker... - wysyczał nieco niewyraźnie poszkodowany, w grymasie bólu wykrzywiając usta w jadowity uśmiech i plwając gęstą śliną zabarwioną na jasną czerwień gdzieś w bok.

W tym momencie dało się wyczuć spięcie w postawie trzeciej persony, a w sekundę później znikąd spadł na brzuch pobitego silny, precyzyjny cios. Wampir zgiął się w pół, kaszląc spazmatycznie i wypuszczając z ust lepką strugę ciemnych od krwi płynów. Posadzka przybrała odcień karmazynu.

- Spokojnie, Leo. Nie tak nerwowo. Chciałbym z nim jeszcze troszkę porozmawiać, mój mały synek marnotrawny wrócił i muszę dla niego ubić jagnię. - czerwonowłosy wyglądał na wyjątkowo ukontentowanego całą sytuacją i tak jak poprzednio w niewyłapywalnie krótkim momencie znalazł się przy przeszklonym pudełeczku. Jego zawartość zaskomlała niemo, rzucając się w nienaturalnych konwulsjach po brudnej, najwyraźniej śliskiej podłodze. 

Akcja parła do przodu w zastraszająco szybkim tempie. Szklane drzwi rozszczelniły się zrywnie, Hakyeon wparował do środka bez chwili namysłu, złapał płaszczącą się karykaturę człowieka i przydusił do ściany, po chwili z donośnym zgrzytem przekręcając jego głowę daleko za granice możliwości.
Zeskoczył z podwyższonej na pół metra platformy, na której osadzone były klatki. Ścierwo włóczył za sobą zupełnie jak nic nie znaczący worek na śmieci, zostawiał za sobą cuchnącą woń zakrzepniętej i świeżej krwi, fekaliów i długo nie mytej skóry. Rzucił truchło przed nogi Lee, który mimo beznadziejnego stanu w jakim się znajdował, nie czekając na pozwolenie rzucił się na kolana, zatapiając kły w ramieniu ciała. Po chwili spędzonej w tej pozycji agresywnie wyszarpał zużyty fragment mięsa, w następnej kolejności wpijając się w okolice łopatek. Kilka razy zmieniał lokację, aż z ciała został niepełny korpus z poszatkowanymi fragmentami, topiący się we własnej posoce. Okolice żeber i ramion bieliły się odsłoniętymi kośćmi, mięśnie bezwładnie zwisały oderwane od swych pierwotnych lokalizacji, całe ciało, mimo pokrywającego je brudu i krwi, wyraźnie zbielało, nabierając nienaturalnie szybko odcienia wpadającego w fiolet. 

- Najedzone dziecko? No, to teraz doprowadź się do porządku. - Hakyeon machnął trywialnie dłonią, zawracając powoli niczym papież w kierunku swojego ukochanego miejsca spoczęcia. - A Ty Kruk możesz wyjść. Ravi jest Twój, nagroda za Lee Ci się należy. 

Bez cienia emocji na doskonałym obliczu, Leo oddalił się w kierunku jednego z zaryglowanych pokojów w nawie zachodniej, pozostawiając w sali tylko zakrwawionego trupa, Hongbina i ojca. Lee zajęło kilka dłużących się w nieskończoność chwil powrócenie do stanu używalności, ale wraz z odżywieniem organizmu, opuchlizna jęła stosunkowo szybko tracić objętość, złamaną rękę z głuchym mlaśnięciem nastawił, tylko odrobinę marszcząc czoło. Wziął bardzo głęboki oddech, wypychając zapadnięte żebra i nadając im pierwotny kształt, czemu ponownie zawtórowała seria kilku cichych chrupnięć. Siniaki i otarcia na oczach wchłonęły się w zdrową tkankę i już po kilku minutach przed Hakyeonem stanął Lee Hongbin w całej swej okazałości, prężąc się i szczerząc niczym seryjny morderca. Przechodząc w stronę tronu kopnął leżące na swej drodze zwłoki, z odrazą odsuwając je w mniej wadzące miejsce. 

- Tatusiu.. nawet nie wiesz jak za Tobą tęskniłem.. - przymilił się Bin, przyklękając przed Hakyeonem, który mierząc syna z góry uśmiechnął się jadowicie, sycząc zajadle i kręcąc z cynicznym niedowierzaniem głową. 

- Oj, Lee.. nagrabisz sobie kiedyś, nie żartuję. - warknął Cha, po czym pochylając się do przodu złapał Hongbina za kołnierz i przyciągnął do siebie, stymulując w taki sposób, by siadł okrakiem na jego kolanach. - Co to za pouchwalanie się z Parkiem, hm? Nie masz lepszych kolegów? Co, myślałeś, że nie wiem ile dla niego kradniesz? A to nasze zbiory, Binnie.. 

- Wiem, oczywiście. Chciałbym jednak zaznaczyć, że sam przyczyniam się do ich obecności w naszych magazynach. - szepnął odrobinę niepewnie rozmówca czerwonowłosego i wyprężył się przymilnie, podkulając ramiona i subtelnie wijąc miednicą. 

- I z tego co wiem dostajesz swój regularny przydział, prawda króliczku? - Cha przekrzywił zabawnie głowę, wbijając paznokcie w biodra towarzysza. - No chyba, że oddajesz ze swego, ale w to wątpię, mała żmijo. 

Zapadła dzwoniąca, chłodna cisza, odbijająca się od ścian rozszczepionym na kilkanaście dróg wstydem i niepokojem. Lee jak gdyby badał niepewny grunt, wyczekiwał, sprawdzał, czy ma liczyć ze strony potencjalnego przeciwnika na jakikolwiek kolejny ruch. Nie był uprzywilejowany na tyle, żeby pozwolić sobie w tym momencie albo na arogancję posuniętą na tyle daleko by potwierdzić przypuszczenia ojca, a kłamstwo byłoby zwykłą głupotą, kiedy ma się do czynienia z dwutorowymi rozmowami - tą, która wykorzystuje mowę, oraz przebiegającą bezpośrednio pomiędzy wampirzymi umysłami.

- Więc mam rację, kradniesz i to jeszcze nie ze swojego. Eh, Lee. Brzydko. Bardzo brzydko. - czerwonowłosy zacmokał z niezadowoleniem, po czym westchnął zrezygnowany. - I co ja mam teraz z Tobą zrobić, hm? Przecież dalej będziesz mu pomagał, zawsze miałeś obsesję na punkcie tego małego pokurwia.. 

- Jak my wszyscy, gwoli ścisłości. Tatuś wypruwa sobie flaki, żeby tylko dostać go w swoje.. łapki. - wymruczał z teatralną niewinnością w głosie, po czym pieszczotliwie przesunął wierzchem palców po ramionach rąk zaciskających się na jego biodrach. - Z resztą nie tylko sobie, wnętrzności innych równie dobrze się wypruwa..

- Masz asa w rękawie, kochany, też jestem tego świadom. Wiem, że możesz mi teraz wyjawić gdzie udał się Jimin, wiem też, że jesteś świadom braku poważnego zagrożenia związanego z milczeniem. Dlatego jeszcze nie wpierdoliłem Cię w brudne dyby, albo nie podwiesiłem w jednej z klatek. Ale uwierz mi na słowo, Binnie.. - tu zbliżył się do ucha swego rozmówcy i owionął je chłodnym jak północny wiatr oddechem - Nic nie dorówna temu jak zostaniesz wynagrodzony, jeśli zdecydujesz się go dla mnie zdradzić. 

Ostatnie słowa wybrzmiały godnie, podtrzymywane syczącym przez komnatę echem i przebiły się przez ciszę kilkoma nieregularnymi powtórzeniami. Zdradzić, zdradzić, zdradzić, adzić, dzić, ić..

- Dobrze, wiem, że to nie jest decyzja na już. Musisz nad tym trochę pomyśleć, przekalkulować, jasne.. - Cha wyraźnie miał coś jeszcze na myśli, jednak w słowo wkroczył mu jego milczący towarzysz.

- Nie trzeba. Wiem doskonale co zrobię. 

Powieki Hakyeona rozchyliły się nieco szerzej, a przy tym wpłynął na jego usta wyraźnie zaintrygowany uśmiech.

- Doprawdy? W takim razie..

- Nic a nic Ci nie powiem, spierdolino. Takie życie, nie? Powód banalnie prosty, kocham go najbardziej na świecie i jedyny cel mojego istnienia, to dbanie, żeby Park Jimin był cały, zdrowy i bezpieczny. A Ty sprawiasz zagrożenie. Nie dostaniesz go i już, słyszysz? Zawsze Ci ucieknie, zawsze będzie dalej i szybciej, bo Ty nieubłaganie słabniesz, a on rośnie w siłę. - Hongbin dumnie zakończył swoją wypowiedź, w ostatecznej konkluzji nie żałując ani jednego wypowiedzianego słowa. 

Cisza rozlała się jak ciepła posoka pomiędzy dwoma Silnymi. Lee jak umiał najlepiej odgradzał się od bombardujących go myśli Hakyeona, który starał się włamać do jego umysłu i wydobyć informacje siłą, po Cha nie było widać ani krzty wysiłku, czy emocjonalnej reakcji na wypowiedziane przez Bina słowa.

Po kilku, może kilkunastu minutach na twarzy Hakyeona pojawił się jeden, jedyny przebłysk jakiegokolwiek konkretnego wyrazu - czerwonowłosy skrzywił się lekko, z większą odrazą niż złością. Hongbin zaśmiał się w duchu z siebie samego i losu jaki go czeka.

Uderzył boleśnie w ścianę, momentalnie upadając na kolana i sapiąc głośno. Klatka była dość intensywnie naświetlona, wystarczyła chwila, aby zbielały mu źrenice, a skóra nabrała różowawego, alergicznego odcienia. Czuł się fatalnie, a już kilkanaście sekund później zaczął się intensywny, duszący kaszel. Powietrze się przerzedziło, krew zwolniła obieg. 

- Jesteś głupi, Lee. Ale mam wrażenie, że już to od kogoś usłyszałeś. Nie dostajesz drugiej szansy, żebyśmy się dobrze zrozumieli. Wyjdziesz, kiedy przyjdzie mi na to ochota, nie masz szansy na wykupienie, choćbyś w największym głodzie tępił sobie kły na ścianie i jęczał jak mała dziwka gdzie jest teraz Park. Po prostu przegrałeś, Bin. A teraz musisz zasmakować swojej porażki. - dodał na koniec, po czym zamknął przezroczyste drzwi, odchodząc bez pardonu i nie obracając się do ofiary ani na moment. 

Hongbin spróbował rozszarpać więzy założone na swoich nadgarstkach i kostkach, jednak sznury, jakich używali w pałacu nie były do zniszczenia nawet dla Silnego. Był w dupie. Całkowicie i doszczętnie. A podłoga lśniła od przyschniętej, brunatnej krwi. 


Czerń i rdza bez chwili na oddech brnęli przez niesprzyjające warunki pogodowe przez kolejne polany, zatrzymywali się w kolejnych lasach, szukali kolejnych schronów. 
Podążał ciągle niecałe dziesięć kroków za nimi. Niewidzialny i niesłyszalny. A może tylko ślepy i głuchy..


Do przeczytania! - Gabriel



piątek, 4 marca 2016

"Black hunger" cz.7

Tytuł: Black hunger

Paringi: SugaMon (Min Yoongi & Kim Namjoon), Jikook (Park Jimin & Jeon Jeongguk), Navi (Cha Hakyeon & Kim Wonsik)

Opis: Pisałem ten rozdział jak zaczarowany, dopiero po skończeniu spojrzałem na zegar i była 2:14. Regret nothing, wreszcie wróciła wena, mam dużo pomysłów i coś czuję, że pociągnę jeszcze trochę ten ficzek, mimo, iż miałem skończyć maksymalnie na 10 rozdziałach. Spodziewajcie się niespodziewanego, albo i nie. Zobaczymy jak wyjdzie, a na tą chwilę zapraszam serdecznie do konsumpcji rozdziału numer siedem. Enjoy ~



- Nie chciał? Ojejku.. - westchnął teatralnie mężczyzna, zasiadając na wysokim, rzeźbionym krześle z ciemnego, sosnowego drwa, lustrując z góry swego pokornie skłonionego rozmówcę. 

- Znaczy to nie tak, starałem się, gadałem z nim, ale on się uparł i.. - nie zdążył skończyć zdania, kiedy postać, z którą przed momentem wymieniał zdania, wyparowała jakby, pozostawiając po sobie wyłącznie kruczoczarną wiązkę rozgałęzionego w mnogości kierunków dymu. 

Dało się słyszeć głośno przełkniętą ślinę. 

Tuż po tym, niczym obuch, spadł na kark podwładnego ciężki, powalający na ziemię cios, który sprawił, że poszkodowany wylądował na kolanach, kuląc się, prawdopodobnie ze strachu jeszcze bardziej niż z fizycznego bólu.

- Nie chciałem tego robić, kochany. Ale tak się uparłeś.. - jęknął Hakyeon, stając jak kat nad płaszczącym się, czarnowłosym gońcem, który skomlał właśnie żałośnie o odrobinę litości. 

Ojciec podniósł nogę, osadzając ją na barku drugiego wampira i popychając go w taki sposób, by uderzył twarzą o zimną posadzkę. Docisnął ciężki but do karku czarnowłosego, tym samym sprawiając, iż ten zaniósł się zduszonym, spazmatycznym kaszlem i wyraźnie posiniał na twarzy.

- Chcę go, rozumiesz pokrako? Ma tu wrócić, ściągniecie go, choćby oznaczało to przeszukiwanie wszystkich zakamarków tego i każdego innego świata. Nie chcę żadnego z was tak mocno, jak tego małego skurwiela.. Przyprowadź go. Bez Parka nie masz po co się tu pokazywać. - dodał na sam koniec i splunął grubiańsko we włosy przygwożdżonego do ziemi mężczyzny. Ten poruszył się nieznacznie, najpewniej na znak, iż przyjął informacje i polecenia do wiadomości.

Cha niechętnie odpuścił, zostawiając w spokoju podduszonego chłopaka, który zaraz przeczołgał się w bezpieczniejszą, bardziej odległą część pomieszczenia, chaotycznie łapiąc naruszone gardło. Wzrokiem przypominającym skrzywdzone, małe zwierzątko, obserwował przemieszczającego się bez celu ojca. Najwyraźniej intensywnie nad czymś rozmyślał, mimowolnie skubiąc dolną wargę do krwi.

- A Hongbin? Ten szmaciarz też powinien poczuć, że jego łańcuch ma ograniczenie. - warknął w końcu, zarzucając krwisto-czerwoną grzywką, przy okazji odsłaniając lśniącą bielą bliznę pod lewym okiem. 

- Lee nie będzie problemem.. przyprowadzić go? - wychrypiał pokornie skulony w ciemności czarnowłosy, masując obolałą szyję.

- Nie będzie takiej potrzeby. Leo już z nim porozmawiał. - Hakyeon uniósł delikatnie prawy kącik ust, lustrując pobieżnie drobną, skrzywdzoną postać synka.

- A-ale.. 

Na to karmazynowo-włosy roześmiał się histerycznie, po czym z politowaniem pokręcił głową. Zbliżył się w kilku krokach do rozmówcy, kucnął tuż przed jego na pozór niewzruszonym obliczem, po czym przeczesał czule czarne kosmyki jego krótkich włosów. Osadziwszy dłoń na policzku chłopca, pochylił się ku niemu nieznacznie i zimnymi wargami musnął skórę jego czoła. W odpowiedzi wampir westchnął z przerażenia, zaciskając powieki i starając się opanować nieznaczne drżenie ciała.

- Mój mały, słodki Raviś da radę przyprowadzić dla mnie niegrzecznego Jimina, prawda? Nie zawiedziesz tatusia?

- N-n.. nie. Nie zawiodę.. tato. - odparł młodszy i wyraźnie spiął wszystkie mięśnie, walecznie spoglądając przed siebie.

- Grzeczny chłopiec. - czerwonowłosy uśmiechnął się jadowicie i mrużąc powieki przytulił policzek do skroni młodszego, przy okazji wpatrując się w nicość i snując zwycięskie wizje upragnionego złapania tej małej, rudej...


Jimin zerwał się do siadu, niedelikatnie potrząsając zaspanym Kookiem.

- Hej, Jeon, rusz się. Wstawaj, nie mamy czasu. Trzeba się zbierać. - miauczał nad chłopcem, który po prawdzie ledwo rozróżniał wypowiadane przez rozmówcę słowa. 

Czarnowłosy przetarł zlepione powieki, powoli zaczynając kontaktować z otaczającym go światem.

- J-jimin..? Czy my wczoraj naprawdę..

- Kook, zamknij się, musimy działać. - warknął stanowczo rudowłosy, przeczesując w pośpiechu grzywkę i dopinając zamek spodni na swoich biodrach. - Nie ma czasu, już i tak zbyt długo tu jesteśmy.

- Ale jak to.. to nie mieliśmy tutaj zostać? Nie taki był plan? Przeczekać tu najgorsze i wyjść, kiedy  będzie po wszystkim..? - Jeongguk dopiero w tym momencie zaczął uświadamiać sobie co oznaczają słowa i gesty Parka. Spojrzał zdezorientowany i z pełnym rozczarowaniem wypisanym na twarzy, w kierunku składającego ich prowizoryczną pościel Rudego. Wydawało się jednak, że ten skrzętnie chce uniknąć jakiegokolwiek kontaktu wzrokowego.

- Nie. Nie wiedziałeś jaki jest plan, tylko wydawało Ci się, że wszystko pójdzie tak, jak sobie zamarzysz. Ale nie żyjemy w grze, Jeongguk, moja rodzina nie jest ani normalna, ani zdrowa. Hakyeon będzie starał się mnie dorwać gdziekolwiek się nie ukryję, więc muszę włożyć w to trochę pracy, zanim znajdę miejsce, gdzie mogę zostać na dłużej. A właśnie ktoś mnie tego miejsca pozbył. - czarnowłosy już dawno nie wysłuchał tak rozległej i sycącej wypowiedzi ze strony Silnego, więc zamilkł w konsternacji, oczekując cicho na dalszy rozwój wydarzeń. Na całe szczęście do pokoju po kilkunastu sekundach wkroczył Błękitny.

- Przygotowuję śniadanie dla siebie, chciałbyś coś zjeść? - spytał dość grzecznym tonem, mimo wszystko jednak, dokładnie tak jak dzień wcześniej, wyzbytym zbędnych uprzejmości i raczej oschłym.

- Chyba nie, nie mam apetytu.. - westchnął Czarny i już miał zabrać się za pomoc Jiminowi w porządkowaniu miejsca snu, gdy ten stanowczo złapał jego nadgarstek, wpatrując się intensywnie w oczy wyższego.

- Zjedz coś. - mruknął raczej w formie rozkazu, a nie sugestii. - Musisz odbudować siły. Inaczej będzie im prościej nas złapać. 

Kook bez słowa postarał się uwolnić rękę z uścisku Rudego, po czym opuścił pokój w towarzystwie Yoongiego, zmierzając w kierunku kuchni. Nie była ona pokaźnych rozmiarów, raczej skromna, jednak niebanalnie zaopatrzona. Choć mimo świadomości z kim dzieli dom Błękitny, Kookie poczuł się nieco niezręcznie, gdy po otworzeniu lodówki zobaczył jedną z półek pełną plastikowych torebek wielkości dwu dłoni, wypełnionych ciemną, prawie fioletową od zimnych świateł, cieczą. Poczuł bardzo nieprzyjemny dreszcz w okolicy karku, zamknął bez namysłu lodówkę i usiadł przy solidnym stole na środku pokoju, starając się uspokoić myśli. Zaraz też, przed jego opartymi o blat ramionami, wylądował kubek wypełniony parującą, rdzawą cieczą. Zapach egzotycznej herbaty rozniósł się po całym pomieszczeniu szybciej niż by się mogło zdawać. Yoongi obserwował Jeona z pewnej odległości, zajadając się czymś, co wyglądało bardziej zdrowo niż smacznie.

- Nic nie zjesz? - zagaił w końcu, przeżuwając intensywnie twardy fragment posiłku.

- Mówiłem, nie mam ochoty.. - westchnął chłopak, chwytając naczynie z parującą herbatą w obie dłonie i nieco ogrzewając się, pomimo tego, że w domu wcale nie było zimno. 

- To normalne, że nie chcesz jeść, kiedy się denerwujesz. Żołądek się kurczy i człowiek nie może nic w siebie wmusić. Tak się często zdarza. - Yoongi pokiwał ze zrozumieniem głową, jednakowo wydając się jakby nieobecnym w tej rozmowie. Zupełnie jakby tylko obserwował ją z innego punktu widzenia, a głos podkładał mu ktoś inny. Kookie westchnął ciężej niż do tej pory. 

- Nie mam pojęcia co się dzieje. Myślałem, że już mi wszystko wyjaśnił, że teraz nie mamy tajemnic i wiem, co planuje w danym momencie. Ale okazuje się, że to wszystko gówno prawda. - warknął młodszy, biorąc łyka gorącego wywaru. W przypływie frustracji nawet nie zwrócił szczególnej uwagi na to, że poparzył usta.

- Uh.. z nimi tak jest. Wierz mi, nie będzie inaczej. Do dziś często nie mam pojęcia co Namjoon robi, co ustala, jak żyje.. - błękitnowłosy wzruszył trywializująco ramionami, po czym wziął kolejnego gryza podejrzanego śniadania. - Wszystko zależy od podejścia. Ja swoje zmieniłem już bardzo dawno temu.

- I wytrzymujesz tak?

- Mhm. Wcale mi to już nie przeszkadza, nauczyłem się żyć w ciągłej niewiedzy. Po prostu jestem w stanie powiedzieć sobie, że nie potrzebuję wiedzieć tego, czy tamtego, jeśli Nam nie uzna za słuszne podzielenie się tym ze mną. Nic prostszego. Zaufanie. - rzucił jeszcze z lekkim uśmiechem, nie zaprzestając konsumpcji.

- Ale jak dajesz radę ufać..

- Wampirowi? Huh.. czasem wydaje mi się, że są tego warci bardziej, niż ludzie. 

Na krótką chwilę zapadła wypełniająca dystans między dwójką cisza. Kookie w milczeniu popijał ciepłą herbatę, rozmyślając o czymś intensywnie, a Yoongi zaniechał obserwowania chłopca, zbliżył się do średnich wymiarów okna i ją przyglądać się rozległemu, górskiemu krajobrazowi, jaki rozciągał się od jednego boku ramy, do drugiego. Co kilka chwil przez gęste chmury przebijały się ciepłe promienie słońca, zapalając szczyty i tworząc figlarne refleksy na poszarpanych skałach stromych osuwisk. Jeongguk nie wynotował, kiedy do pomieszczenia wszedł Biały.
Dopiero dźwięk rozszczelnionej lodówki sprawił, że omal nie podskoczył na krześle. Namjoon najwyraźniej nie bardzo tym zaskoczeniem wzruszony, bez skrępowania wyjął dwie szkarłatne torebki, w permanentnym milczeniu opuszczając kuchnię i wracając do pokoju, w którym czarnowłosy pozostawił Jimina. 

- Nie jedzą absolutnie nic innego? - szepnął Kook ciekawsko, odszukując spojrzeniem chudą sylwetkę Yoongiego.

- Nam czasem pije kawę. Ale powtarza, że to tylko z grzeczności, bo chce towarzyszyć mi. Poza tym wiem, że woda im nie przeszkadza. Ale jeśli chodzi o pożywienie, to w grę wchodzi tylko sanguis. - Min ponownie wzruszył ramionami, upijając łyk własnej herbaty.

- Trochę to musi być nudne, nie sądzisz? - Jeon zmarszczył brwi.

- A niech sobie jest, mi tam ich nie szkoda. - Błękitny roześmiał się szczerze, na co na usta Kookiego wpłynął delikatny uśmiech.

Uświadomił sobie, że dawno nie słyszał szczerego śmiechu.

Zaraz do kuchni wparował w widocznym pośpiechu rudowłosy chłopak. Otarł przedramieniem zabarwione czerwienią usta, po czym skinął stanowczo na Jeongguka.

- Musimy iść. Zbieraj się.

- Do widzenia, Yoongi. 

- Trzymajcie się obaj. Do zobaczenia kiedyś. 

Po drodze przez skąpany w półmroku korytarz natknęli się jeszcze na białowłosego.

- Nie idźcie na południe. Poza tym standardowo, może uda wam się gdzieś zagrzać przed zmierzchem, przy odrobinie szczęścia powinniście nawet trafić do mojego dobrego znajomego. - mruknął cicho, po czym złapał kark Jimina, przyciągając go ku sobie i z zaciśniętymi powiekami przyciskając własne do jego czoła. - Kocham Cię, bracie, pamiętaj. Dbaj o Jeongguka, nie spuszczaj go z oczu.

- Nie będę. Też Cię kocham. Dziękuję za wszystko, do zobaczenia Nam.

- Do widzenia. Nie martw się Jeonggukie! - wykrzyknął za nimi, kiedy już przeszli próg i oddalili się kilka kroków od domku. - Wszystko jakoś się ułoży!


Do przeczytania! - Gabs



wtorek, 1 marca 2016

"On" - non ff poetry -

Tytuł: On

Nota: znalezione na ostatniej stronie szkicownika, zapomniane

Gatunek: wiersz wolny



On był nią 

Teraz nikt o to nie dba

I nikt nie wie

Ale całe życie miał możliwości

Noszenia spódnic 

I butów na obcasach

Wymagali od niego, że gdy dorośnie

pomaluje usta i zostanie matką.

Mówią, że on był nią. 

Nikt nie dba, a dbają wszyscy.

On był nią 

I nigdy nią nie był. 



G.J.